zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 29 listopada 2020

I Niedziela Adwentu

    Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serca nasze stają się nieczułe na bojaźń przed Tobą? (Iz 63,17a).


    Słowa Izajasza są opisem doświadczenia kryzysu i grzechu, w jakim znalazł się Izrael. Jeszcze nie są nawet opisem naszego doświadczenia, a przynajmniej sporej części społeczeństwa, w którym przychodzi nam żyć. Bóg mógłby odpowiedzieć krótko na to zapytanie proroka: pozwalam ci błądzić, bo Miłość nie odbiera wolności, nawet wówczas, kiedy człowiek sprzeciwia się miłości. 

Mamy nieczułe serca. Nieczułe serce to takie, które nie próbuje zrozumieć tego, co się dzieje, które jako jedyny słuszny przyjmuje własny punkt widzenia, przekonane z absolutną pewnością o swoich racjach, nie chce nawet spróbować uznać innego spojrzenia. Ci wszyscy, którzy się z nim nie zgadzają, stają się wrogami.

Serce nieczułe zamyka się szczelnie skorupą egoizmu i obojętności, aby nic i nikt nie mógł go zranić. Nie daje się ogarnąć współczuciu, litości, wzruszeniom. Obojętnie patrzy na obrazy szpitalnych sal z umierającymi ludźmi, przemęczonymi lekarzami i pielęgniarkami, którzy zmagają się z ludzkim cierpieniem świadomi braku odpowiedniego wsparcia i wyposażenia. Nie zauważa samotnych, chorych, nie wzrusza się głodem innych. Nie słyszy nawet krzyku dzieci czy kobiet bitych czasem za ścianą. 

I ten ostatni znak znieczulicy serca, o którym mówi prorok – brak wrażliwości na Boga – żadnego szacunku czy bojaźni. 

Obawiamy się biedy, utraty pracy, pieniędzy, domu czy samochodu, boimy się samotności, utraty znaczenia, kryzysu gospodarczego, odrzucenia i śmierci. Ale kto boi się Boga? Dziś wielu pyta, czy w ogóle On jest, a jeżeli nawet, to cóż po Nim, skoro trzyma się od nas z daleka, nie bardzo obchodzą go nasze sprawy i to, co przechodzimy tu na ziemi. Przecież, gdyby było inaczej, powinien interweniować. Skorupa naszego serca sprawia, że Go ignorujemy, a lęku nie wzbudza żadnego.

Człowiek zachłysnął się wolnością. Nieważne, że ta wolność przynosi strach, gniew, coraz więcej zranień i rozłamów nie do uleczenia. Pojawiają się wciąż nowe pytania: w jaki sposób możliwy będzie pokój w świecie, jeśli nadal zwiększa się handel bronią? Kto zniweluje ogromny brak równowagi i nierówności na świecie i w każdym kraju? Kto uchroni nas przed politykami, którzy za wszelką cenę starają się narzucać ideologie i pozyskiwać zwolenników, zamiast rozwiązywać rzeczywiste i pilne problemy, które nas dotyczą?

My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Dobre czyny nam się zdarzają. Ale czasem tak dla uspokojenia wyrzutów sumienia, które krzyczy wobec ogromu nieuczciwości, zarówno wobec Boga jak i bliźniego. Potrafimy kombinować niemal w każdej dziedzinie życia. A potem rzucimy jakimś ochłapem dobroci, z tego co zbywa, z tego co zalega w szafie, a czasem po prostu upływa termin przydatności. 

    Z uświadomienia sobie tego, co zrobiliśmy z darem wolności i naszym podejściem do Boga, może narodzić się przemiana. Nie chodzi o pogrążanie się w beznadziei, pesymizmie i zniechęceniu. To wezwanie do nawrócenia, przemiany, do zobaczenia, jak bardzo potrzebujemy Boga, aby się nie pogubić w życiu. 

1. Czym jest dla mnie Adwent


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza