zachód słońca

zachód słońca

czwartek, 8 października 2015

Czwartek 27 Tygodnia Zwykłego

     Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11,9 - 13).

       Nie zostało powiedziane, o co prosić, gdzie szukać i w które drzwi kołatać. Najważniejsza jest sama postawa, gotowość, by prosić, szukać i dobijać się do drzwi. Nieco dalej św. Łukasz troszkę podpowiada - Ojciec da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą...

      Planujemy wiele spraw, potrafimy organizować lepiej lub gorzej własne i cudze czasem życie, pracujemy szukając najodpowiedniejszych środków i narzędzi. Ale bardzo często robimy to, opierając się na własnych możliwościach, siłach i talentach. Często nie ma w tych planach miejsca dla Ducha Świętego. Nie prosimy o Niego i nie otrzymujemy. 


1. Na ile w moich planach uwzględniam Pana Boga?
2. Czy modlę się o dar Ducha Świętego?

środa, 7 października 2015

Środa 27 Tygodnia Zwykłego - Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej

    Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów (Łk 11,1).

      Obserwowali Go. Jego modlitwę. Dostrzegli coś, czego im brakowało. Umieli poprosić o nową lekcję. 

    Modlitwa - wciąż się jej uczę. Raz przychodzi łatwiej, raz trudniej. Towarzyszy jej czasem wzruszenie, a czasem tylko obecna jest świadomość trwania. Żeby złapać oddech. 

     Prośba uczniów jest wciąż aktualna. Pozwolić sobie na
bycie uczniem, wciąż wpatrywać się w tę relację, jaka łączy Ojca i Syna, aby się uczyć. Pozwolić działać Panu Bogu. Jemu mówić. To trudne - zdecydować się na pewną bierność, kiedy człowiek przyzwyczajony jest do działania i aktywności. Modlitwa - szczególna przestrzeń, w której pierwsze skrzypce należą do Pana Boga, nie do człowieka. 

      Prośba uczniów wypływająca z zachwytu i potrzeby ludzkiego serca. Serca, które czuje, że tylko On jeden może zaspokoić wszelkiego ludzkie tęsknoty...

1. Czy nie zamieniam modlitwy w kolejną ludzką aktywność, którą trzeba zaliczyć?
2. Czy pozwalam na modlitwie działać Panu Bogu?
3 Czy nie uważam, że już wiem wszystko na temat modlitwy?

wtorek, 6 października 2015

Wtorek 27 Tygodnia Zwykłego

     Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona (Łk 10,38-40a.41-42).

     Ciągle gdzieś biegniemy. Nie docieramy na miejsce i na czas. Brakuje nam czasu dla rzeczy, które powinniśmy zrobić. Dwadzieścia cztery godziny na dobę - wydaje się za mało, aby zdążyć. 

     Jezus mówi nam jednak dzisiaj, że trzeba znaleźć czas na słuchanie Słowa Bożego. Trzeba znaleźć czas, by usiąść przy Panu. 

    Jest prawdą, że wiele spraw i rzeczy jest koniecznych, ale pośród nich jedna jest najważniejsza - słuchać i rozmawiać z Panem, jak uczyniła to Maria. 

     Dzisiejszy świat prowadzi nas do myślenia, że cała nasza energia powinna służyć zdobywaniu i pomnażaniu majątku. Nie pozwala na wykorzystywanie czasu na to, co "nie daje chleba". A Jezus wskazuje na przykładzie Marii i Marty, że "nie samym chlebem żyje człowiek". To modlitwa i zasłuchanie w Słowo Boga nadaje sens ludzkim wysiłkom i zabieganiu o chleb. 

1. Czy dostrzegam w sobie napięcie pomiędzy pragnieniem kontemplacji a działaniem?
2. Czy potrafię znaleźć czas na modlitwę?

poniedziałek, 5 października 2015

Poniedziałek 27 Tygodnia Zwykłego - wspomnienie św. Faustyny

       On, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? Jezus nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie! (Łk 10, 29-37)

        Kto jest moim bliźnim? Komu należy się moja pomoc? Jak rozpoznać tych, którym można pomocy nie udzielić? 

     Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie inny sposób myślenia - należy odwrócić patrzenie. Warto zapytać czy ja jestem bliźnim dla drugiego człowieka. Nie jest najważniejsze to, czy on jest. Odpowiedź na pytanie o to, czy
jestem bliźnim dla innych, nie polega na deklaracji, ale na czynach. Idź, i ty czyń podobnie! Zadbaj o wrażliwość własnego serca, staraj się dostrzegać tych, którzy potrzebują i przychodzić im z pomocą. Wtedy będziesz bliźnim. Najpierw trzeba się nauczyć widzieć, drugim krokiem jest zmniejszyć dystans do tego, kto jest  w potrzebie, kto może nie budzi sympatii. Udzielić pomocy. 

     Miłość nie jest "pod warunkiem", "ponieważ", "jeżeli".  Miłość jest i po prostu kocha i czyni.

1. Jak kształtuje wrażliwość własnego serca?
2. Czy nie warunkuje miłości?


niedziela, 4 października 2015

XXVII Niedziela Zwykła

     Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je (Mk 10, 13-16).

     Dziecko. Ktoś tak mały, że aż nieważny. A przecież On
zajmuje się ważnymi sprawami. Jest tak zajęty rozwiązywaniem różnych problemów, tak zmęczony, że na błahostki nie ma już czasu. Trzeba gdzieś postawić granicę. 

     On jednak ma czas także dla tego, co małe i nieważne. Bierze w objęcia i błogosławi. Tak ważny gest - znak akceptacji i życzenie dobra. Gest mały i wielki zarazem. Gest, który pamiętam z domu babci, która kreśliła na czole znak krzyża wysyłając do szkoły ze słowami: idź z Bogiem! 

      Błogosławieństwo jest jak pocałunek kogoś, kto kocha. Daje poczucie bezpieczeństwa i tego, że nawet będąc małym, jestem ważny dla tego, który mnie kocha.

1. Czy potrafię doceniać proste gesty miłości?
2. Czy "ważnymi sprawami" nie usprawiedliwiam braku czasu wobec najbliższych?

czwartek, 1 października 2015

Czwartek 26 Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Teresy z Lisieux

      Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże (Łk 10,10-11).

    Strząśnięcie prochu - ostateczny sposób przybliżenia prawdy o Królestwie Bożym. Swoiste wezwanie do opamiętania i nawrócenia wobec oporu. I mimo oporu głoszenie Królestwa. To zadanie ucznia. Zachować wierność Ewangelii mimo braku wiary, zachować wierność Chrystusowi, chociaż wydaje się, że świadczenie o Nim nie daje żadnych owoców.

      Zniechęcenie może dotknąć każdego ludzkiego serca. Poczucie jałowości własnych działań, nawet najlepszych. A mimo to chrześcijanin jest wezwany do głoszenia Królestwa. Także wobec tych, którzy w danym momencie wcale nie widzą, nie odczuwają potrzeby bycia blisko Pana Boga. 

1. Czy potrafię być wierny Ewangelii wobec obojętności innych?
2. Jak radzę sobie w chwilach zniechęcenia?

    

poniedziałek, 28 września 2015

Poniedziałek 26 Tygodnia Zwykłego

     Wtedy przemówił Jan: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”.  Lecz Jezus mu odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (Łk 9,49-50).

      Niebezpieczeństwo zawłaszczenia Pana Boga może się pojawić zawsze. Doświadczenie bliskości, wyjątkowości Mistrza może przerodzić się w poczucie uprzywilejowania. Inni nie mają prawa. Zawłaszczanie prawa do czynienia dobra, do określonych działań, zawłaszczanie prawa do Pana Boga.

     Pan Bóg nie jest zazdrosny o dobro. Problem może pojawić się w czymś innym. W nadużywaniu imienia Jezusa dla osiągania własnych korzyści, manipulowania ludźmi, posługiwania się imieniem Jezusa do złych celów. Dlatego wymagany jest rozsądek - już św. Jan mówił o tym w swoim liście: «Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie".

1. Czy nie jestem zazdrosny o udzieloną komuś łaskę?
2. Czy nie nadużywam imienia Jezusa?

niedziela, 27 września 2015

XXVI Niedziela Zwykła

    Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze (Mk 9,42).

    Zło zgorszenia, potępione przez Jezusa, polega na tym, że nie można go naprawić. Można je przyrównać do uszkodzenia serca. Raz uszkodzone, zawsze już będzie słabe. Zgorszenie czasem działa na zasadzie szoku. Ale znacznie częściej jest trucizną, która powoli zatruwa ludzkie życie. Zmienia sposób myślenia, zaburza ocenę sumienia, tworzy relatywizm ocen, postaw, wyborów. W imię jakiegoś rzekomego dobra wprowadza zło.

     Obraz ręki, nogi czy oka, które mogą stać się powodem grzechu w języku symboli oznaczają przywiązanie, przesadną potrzebę działania, noga oznacza fałszywą drogę życia, oko jest symbolem złych pragnień. Jezus mówiąc o okaleczeniu wyraźnie pokazuje, że nic nie jest cenniejsze od zbawienia. 

     Problem nie polega na okaleczeniu – chromi, niewidomi, bezręcy nadal mogą grzeszyć. Człowiek, patrząc na swoje życie w perspektywie zbawienia musi umieć dokonywać radykalnych wyborów, odrzucać to wszystko, co jest związane z odejściem od zbawienia. Trzeba umieć odrzucać przywiązanie do fałszywych bogactw, fałszywych wygodnych często dróg, czy złych pragnień.

1. Czy potrafię żyć radykalizmem Ewangelii?
2. Czy moje wybory, postawa nie są źródłem zwątpienia na drodze wiary dla innych?

sobota, 26 września 2015

Sobota 25 Tygodnia Zwykłego

     Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów: Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie (Łk 9,43b-45).

      Otoczony ludźmi. Popularny. Przychodzili, aby Go słuchać. Dochodzi do szczytu sławy. Fama o Jego czynach wychodzi poza granice Izraela. W krajach pogan, gdy się  pojawi, przynoszą swoich chorych. Nawet do rzymskich żołnierzy docierają pogłoski o jego czynach - setnik prosi o uzdrowienie sługi. Jest znany. 

     Jeszcze chwila i na ulicach Jerozolimy będą wołać Hosanna. Wydaje się, że sen o wielkości się spełnia. Postawili na dobrą kartę. Spełnia się sen o wielkości. Są w Jego blasku. Część splendoru spada również na nich...

     Tym bardziej musiały ich zadziwić słowa: Weźcie wy sobie dobrze do serca - Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi... Jak to rozumieć? Bali się pytać. Może obawiali się, że ich sen o wielkości zostanie szybko rozwiany... Bali się rozczarowania Mistrzem?

1. Jak odbieram Boga, który ukazuje swoją słabość zamiast potęgi i mocy?

piątek, 25 września 2015

Piątek 25 Tygodnia Zwykłego - wsp. bł. Władysława z Gielniowa

     Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego” (Łk 9,18-20).

      Izrael oczekiwał Mesjasza. Miał swoje wyobrażenie Mesjasza, związane z Nim nadzieje i oczekiwania. W czasach Jezusa, gdy coraz mocniej doskwierał ucisk ze strony Rzymian, oczekiwania mesjanistyczne były coraz silniejsze. Wyczuwało się związane z tym napięcie. 

      Kiedy Jezus zadaje pierwsze pytanie, apostołowie odpowiadają. Na temat Jezusa mówi się różnie. Ale kiedy pada pytanie, w którym trzeba wyrazić jasną deklarację własnego odniesienia do Jezusa, na odpowiedź decyduje się tylko Piotr.

      Piotr - Skała. Może inni to też czuli. Ale tylko Piotr zdecydował się powiedzieć to głośno. Rozwiewa wszelkie wątpliwości. Odpowiada pewnie i zdecydowanie. 

    I od tamtego czasu taka będzie rola Piotra. Będzie do niej dojrzewał. Jeszcze przed nim długa droga. Ale Szymon powoli zamienia się w Skałę - Opokę, o którą można się oprzeć z pewnością. Święty Augustyn przekonanie o tym pewnym przekazie wiary wyrazi zdaniem: Roma locuta, causa finita. Rzym powiedział - sprawa skończona. Autorytet Piotra - Skały. On jest wezwany, by być Opoką, umocnieniem dla braci, umocnieniem w wierze.

1. Czy widzę w Piotrze naszych czasów Opokę wiary?

czwartek, 24 września 2015

Czwartek 25 Tygodnia Zwykłego

       Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony.  I chciał Go zobaczyć (Łk 9,7.9b).

       Słyszał o Jezusie. Wieści, jakie docierały do pałacu wzbudzały z jednej strony uczucie lęku, z drugiej ciekawość. Lęk podpowiadał, że to Jan Chrzciciel, stracony w więzieniu z polecenia Heroda, powstał z martwych. Wyrzut sumienia odzywał się bolesnym niepokojem. Ciekawość pchała ku temu, by zobaczyć, doświadczyć jakiegoś znaku, osobiście się przekonać o sławie Tego, o którym tylko słyszał. 

        Ludzi doświadczających niepokoju i ciekawości w Ewangelii można znaleźć przynajmniej kilku. Ale tym, co wyróżnia Heroda, jest jego niewiara. Za lękiem i ciekawością kryje się niewiara. Chociaż podziwiał Jana Chrzciciela i dopuszczał możliwość, że to on zmartwychwstał, chociaż słyszał o cudach i nauczaniu Jezusa i to co słyszał, budziło jego ciekawość, Herod nie zamierzał nic zmieniać w swoim życiu. Pragnienie nawrócenia było mu obce.

       Pragnienie Heroda zostanie zaspokojone. W Wielki Piątek stanie przed nim Jezus przysłany przez rzymskiego prokuratora. Ale wobec braku wiary w pałacu Heroda nie wydarzy się żaden cud, Jezus nie uczyni żadnego spektakularnego gestu. Herod przekona się, że to nie Jan - pozbędzie się swojego lęku, a Jezusem wzgardzi. Odrzucony lęk i pusta ciekawość odsłonią postawę niewiary i brak woli nawrócenia.

1. Co mnie fascynuje w Jezusie?
2. Czy zaciekawienie Ewangelią, życiem Kościoła, prowadzi mnie do wiary?

środa, 23 września 2015

Środa 25 Tygodnia Zwykłego - wsp. św. o. Pio

     Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy (Łk 9,1-3).

      Jezus wysyła swoich uczniów, by za ich pośrednictwem, ich słów, świat mógł poznać Dobrą Nowinę o zbawieniu. I dzisiaj Bóg czyni to samo. Wysyła swoich współpracowników, aby głosili Królestwo Boże. 

      Może się w każdym uczniu Jezusa pojawić pokusa budowania "wielkich estrad" dla głoszenia Ewangelii, używania "adekwatnych środków", aby Dobra Nowina dotarła do najdalszych zakątków świata, korzystania ze środków technicznych, aby zwrócić uwagę tłumów. A Jezus mówi: nie bierzcie nic na drogę, ani torby, ani chleba, ani pieniędzy... 

     Możemy odczytać tę Ewangelię jako opowiadanie o uczniach, których Jezus wysłał. Ale nie możemy zapominać, że każdy chrześcijanin, także dziś, jest zaproszony, aby nieść Dobrą Nowinę o zbawieniu. I aby to realizować, wcale nie potrzeba posiadać wielkich kwalifikacji, umiejętności czy dysponować wielkimi środkami materialnymi. 

     Nie potrzeba zabierać torby, chleba i pieniędzy - wystarczy serce wypełnione miłością ku Bogu i ludziom. Narzędzia współczesne nie są złe, ale to dzięki sercu zakochanym w Bogu Ewangelia może docierać do świata...

1. Czy jako uczeń Jezusa jestem głosicielem Dobrej Nowiny?
2. Czy nie wyolbrzymiam wartości środków i narzędzi, by dawać świadectwo?

wtorek, 22 września 2015

Wtorek 25 Tygodnia Zwykłego - wsp. bł. męczenników pijarskich Dionizego Pamplony i towarzyszy

      Oznajmiono Mu: „Twoja matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”.
       Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk  8,20-21).


        Przez trzydzieści lat był względny spokój.
Jezus nie sprawiam kłopotów. Może poza jednym incydentem w świątyni, kiedy miał dwanaście lat. Wiódł życie w domu. Nie dziwi zatem, że nadmierna popularność, otaczające rzesze ludzi, głosy o licznych cudach budzą niepokój Jego najbliższych. Przychodzą na miejsce, gdzie naucza i nie mogą się do niego dostać. 

      Maryja słyszy trudne słowa. Ona, pierwsza zasłuchana w Słowo, Matka Słowa, całkowicie poddana woli Boga, nawet wtedy, gdy nie rozumie wszystkiego, musi przyjąć gorzką lekcję ze strony Syna. Wciąż trzeba słuchać, by rozeznawać wolę Pana Boga. 

      Słuchać, to znaczy odsunąć się na drugi plan i dać miejsce Słowu, by Ono przemówiło. Z nową siłą, ukazując to, co dotąd ukryte.  Nie można traktować Słowa jako rzeczywistości wystudiowanej, znanej raz na zawsze. Ono jest żywe i wciąż nowe. A to dopiero połowa drogi, by należeć do rodziny Syna. Trzeba jeszcze podjąć trud wypełniania Słowa. 

1. Czy Słowo Boże jest dla mnie wciąż żywe?

poniedziałek, 21 września 2015

Poniedziałek 25 Tygodnia Zwykłego - święto św. Mateusza Apostoła

    Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. (Mt 9,9).

       Jezus spotyka Mateusza w komorze celnej. Wzywa go do pozostawienia wszystkiego. Ciemnej komory, pieniędzy, dotychczasowego trybu życia. Nie osądza, nie oskarża. Temu, który był w pogardzie u wielu, przywraca godność. Mateusz podejmuje wezwanie, bo Jezus jest pierwszym człowiekiem, który nie patrzy na niego z pogardą, nienawiścią. Nie przyczepia mu etykietki kolaboranta, złodzieja, grzesznika, czy nieczystego. Zaprasza Mateusza do wspólnoty. 

     Jezus patrzy na każdego człowieka z miłością. Pragnie przywrócić pierwotne oblicze z rajskiego ogrodu. Zapraszając do wspólnoty ze sobą, zaprasza do przemiany serca, odwrócenia się od grzechu. Takie spojrzenie, spojrzenie miłości, a nie potępienia i osądzania sprawia, że w człowieku rodzi się nadzieja. Miłość sprawia, że nawrócenie staje się możliwe. Tylko miłość. 

1. Czy nie osądzam zbyt łatwo siebie i innych ludzi?
2. Czy wierzę w możliwość przemiany?     

niedziela, 20 września 2015

XXV Niedziela Zwykła

     Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?” A oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu… Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje…” (Mk 9,33b-35a. 36-37a).

      Takie ludzkie zachowanie apostołów. W każdym z nas jest pokusa znaczenia.
Chęć bycia „kimś” grozi każdemu z nas. Chęć bycia uznanym za kogoś ważnego. Lubimy mieć znaczenie, czymś się wykazać. Każdy człowiek pragnie być gwiazdą, świecić jaśniej niż inni i być w centrum zainteresowania. 

    Jako lekarstwo na ludzką próżność i pragnienie znaczenia Jezus stawia dziecko. 
     
    Jezus nie miesza się w spór apostołów. Ale pokazuje nieco inny poziom widzenia problemu. Dobrze, że zajmujecie się tą sprawą. To ważne i ludzkie. Możecie mówić o pierwszych miejscach, ale zapytajcie się o to, komu powinna być poświęcona na pierwszym miejscu wasza uwaga. Macie prawo zastanawiać się, kto jest większy. Ale starajcie się szanować i miłować tych, którzy są wielcy w oczach Boga. Próbujcie się wyróżniać. Ale nie tym, że narzucacie innym swoją wolę, lecz tym, że przyjmujecie tych, którymi nikt się nie interesuje. 

      Jezus nie znosi hierarchii. Ale rozciąga ją poza nasze horyzonty myślenia. Uczy nas patrzenia na hierarchię od dołu. Nie trzeba obalać hierarchii. Wystarczy ją odwrócić. Nasz punkt widzenia jest niewłaściwy. O ważności osoby nie świadczy jej wizytówka. Zależy ona od osób nieważnych, które potrafisz przyjąć w swoim domu. 

     Kończymy w Kościele kolejny tydzień wychowania. Odczytując Ewangelię o przyjęciu dziecka nie mogę nie przywołać postaci św. Józefa Kalasancjusza, dla którego ten fragment Ewangelii był tak ważny. Odkrywając powołanie nauczania dzieci, potrafił odrzucić ludzkie godności i urzędy, wypowiadając słowa: tu, w Rzymie znalazłem najlepszy sposób służenia Bogu i nie zostawię tego dla żadnej rzeczy na świecie. Apostolstwo wychowania jest najbardziej godne, najszlachetniejsza, najbardziej zasługujące, najbardziej dobroczynne, najpożyteczniejsze, najkonieczniejsze, najbardziej naturalne, najbardziej racjonalne, o największej wdzięczności, najprzyjemniejsze i o największej chwale. Kiedy Założyciel zakonu Pijarów pisał te słowa, ukazywał swoim współczesnym nową perspektywę patrzenia na dziecko. Wtedy było to spojrzenie rewolucyjne. Dzieciom poświęcił całe swoje życie.

     Takiego spojrzenia oczekuje i od nas dzisiaj Jezus. Oczekuje okazywania szacunku tym, którzy są go pozbawieni we współczesnym świecie. Od czasu, kiedy Bóg zstąpił na ziemię, wszelkie pragnienie wywyższania się jest po prostu śmieszne.

1. Jak odnoszę się do najmniej znaczących w oczach świata?


sobota, 19 września 2015

Sobota 24 Tygodnia Zwykłego

    Gdy zebrał się wieki tłum i z miast przychodzili do Jezusa, rzekł w przypowieści: „Siewca wyszedł siać ziarno. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki powietrzne wydziobały je. Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci. Inne znowu padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je. Inne w końcu padło na ziemię żyzną i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny”.
    Przy tych słowach wołał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha” (Łk 8,4-8).

    Bóg jest hojnym siewcą. Sieje obficie, nie licząc się z marnowaniem ziarna. Obficie sieje Słowo, mimo drogi, skal i cierni... Wciąż ma nadzieję, że Słowo przebije się nawet przez nieurodzajną glebę i wyda swój owoc. 

   - Panie Jezu – powiedział don Camillo do ukrzyżowanego Chrystusa w głównym ołtarzu – po co mam dalej mówić, jeżeli nikt nie słucha?
Don Camillo był rozgoryczony, więc Chrystus szepnął mu kilka słów na pocieszenie:
- Nie, don Camillo, to nieprawda, że nikt nie słucha. Kiedy mówisz od ołtarza albo z ambony, wszyscy skupiają się na twoich słowach. Wiele osób ich nie rozumie, ale to nie szkodzi, ważne jest, że ziarno słowa Bożego zapada w ich umysły. Pewnego dnia, zupełnie nagle, po miesiącu, roku, dziesięciu latach, temu, kto słuchał słowa Bożego nie rozumiejąc nawet jego sensu, zabrzmi ono znowu w uszach i nie będzie to już zwykłe słowo, ale napomnienie. Okaże się rozwiązaniem dręczącego problemu, będzie błyskiem światła w ciemnościach, łykiem chłodnej wody dla spragnionego. Ważne jest, żeby ludzie słuchali słowa Bożego, a pewnego dnia ten, kto słuchał go spostrzeże, że stało się ono czymś zrozumiałym. Mów don Camillo, wkładaj w słowa całą swoją wiarę, całe pragnienie dobra. Rozrzucaj hojną ręką to ziarno, które wyda plon pewnego dnia nawet na najbardziej jałowej ziemi…

1. Czy otwieram się na Boże Słowo?
2. Na ile Słowo jest obecne w moim codziennym życiu?

piątek, 18 września 2015

Święto św. Stanisława Kostki

      Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2, 41-43.48b-49).

      Jezus wyłamuje się ze schematu obowiązującej religijności. Wiara nie jest rytuałem - jest poszukiwaniem woli Ojca - powinienem być w tym, co należy do mojego Ojca... To jest najważniejsze.

     Później Jezus będzie poszukiwał tej woli Ojca, rozeznawał, co i jak czynić. Długie noce spędzane na modlitwie, podejmowanie działań, głoszenie tego, co usłyszał od Ojca. Nawet wtedy, gdy wola Ojca nie była łatwa do przyjęcia. 

     Św. Stanisław Kostka jako młody człowiek, odczytując głos powołania do życia zakonnego musiał sprzeciwić się woli rodziców, by poddać się woli Ojca. Uciekł z kraju, by zostać zakonnikiem wbrew woli swoich rodziców. Został świętym, a jego śmierć poruszyła Wieczne Miasto. Jego rodzice nie rozumieli wyboru takiej drogi - Maryja nie rozumie słów Jezusa... Nie wszystko potrafimy zrozumieć na drodze wiary...

     
1. Czy staram się rozeznawać wolę Pana Boga?
2. Czy potrafię zgodzić się na niezrozumienie?

czwartek, 17 września 2015

Czwartek 24 Tygodnia Zwykłego

    „Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?” Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu więcej darował”.
     On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje” (Łk 7,41-47).

     Dzisiejsza Ewangelia przynosi wiele pytań. Bohaterowie wydarzeń - faryzeusz Szymon, jawnogrzesznica i Jezus. Szymon, gospodarz domu, który zapraszając Jezusa do stołu uchybia gościnności. Nie wypełnia podstawowych obowiązków gospodarza wobec zaproszonego gościa. Czy wynikało to z poczucia wyższości? A jeżeli tak, co skłoniło Szymona, że zaprosił Jezusa - ciekawość? A może chciał zastawić kolejną pułapkę na rzekomego Mistrza? 

       Odpowiedź Szymona na postawione pytanie o miłość jest bardzo ostrożna i wyważona. Nie dziwię się. Dług zawsze jest problemem. Niszczy relacje. Człowiek czuje się upokorzony, nie mogąc spłacić zadłużenia, a sytuacja zmusza go do prośby o darowanie (umorzenie) długu. I nawet wtedy, gdy dług zostaje podarowany, człowiek pamięta. Taka pamięć może rodzić różne reakcje: poczucie uzależnienia od tego, który darował, pragnienie zrewanżowania się. poczucie nieporadności... Wtedy trudno kochać tego, który darował...

      I to niebezpieczeństwo może się pojawić również w naszym odniesieniu do Boga. On, darując nam grzechy, zapomina o nich. Przywraca człowiekowi godność, której faryzeusz nie potrafił zobaczyć w jawnogrzesznicy. Ale tylko wdzięczność wobec Przebaczającego może zrodzić miłość. Poczucie, że sam nie jestem w stanie wyrwać się z grzechu, że potrzebuję Boga, wymaga pokory...  Pokora nie jest "modną" cnotą - może dlatego tak trudno zawierzyć przebaczającej Miłości...

1. Jakie uczucia rodzi we mnie konfesjonał?
2. Czy poza swoim grzechem dostrzegam Tego, który jest większy od mojego grzechu?

środa, 16 września 2015

Środa 24 Tygodnia Zwykłego

   Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci przesiadujących na rynku, które głośno przymawiają jedne drugim: "Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście, biadaliśmy, a wyście nie płakali (Łk 7,31 - 32).

    Jezus przychodzi z Dobrą Nowiną, która zostaje odrzucona przez Jemu współczesnych. Oni oczekują na Mesjasza według swojej miary, swoich wyobrażeń, a Jezus nie  pasuje do tego schematu. 

     Odrzucone zostaje świadectwo Jana, który wzywa do nawrócenia, odrzucone zostaje nauczanie Jezusa, który ofiaruje przebaczenie i zbawienie. Bóg wychodzi na spotkanie człowieka, a człowiek ma możliwość Go przyjąć lub odrzucić. Kiedy człowiek maluje sobie Boga na swoją modłę, wcześniej czy później musi dojść do rozczarowania.

1. Czy mój obraz Pana Boga nie utrudnia mi budowania żywej więzi z Nim?

wtorek, 15 września 2015

Wspomnienie Matki Bożej Bolesnej

     A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój" (J 19,25 - 26).

       Wytrwać pod krzyżem. Wobec cudzego cierpienia, bólu, śmierci, kiedy można już tylko być. Kiedy nic nie można zrobić. Można być i starać się współodczuwać. Tylko nieliczni wytrwali do końca. Cztery osoby, o których wspomina Ewangelista. 

     Być, współodczuwać, towarzyszyć do końca. Kiedy Jego ciało złożą w Jej ramiona, by mogła Go utulić ostatni raz.

      Ona jedna z tej czwórki nie zwątpiła. Nie poddała się, widząc cierpienie i śmierć. Nie uciekała z Jerozolimy po szabacie, nie rozpaczała wobec pustego grobu jak Maria Magdalena, nie musiała wejść do grobu, aby się przekonać, że On zmartwychwstał. Ona obok współodczuwania zachowała wiarę, że cierpienie, Krzyż, Jego śmierć, nie są ostatnim słowem. Wierzyła, że ostatnie słowo należy do Życia. 


1. Jaka jest moja postawa wobec cierpienia, śmierci, bliskich mi osób?
2. Czy wierzę w zwycięstwo życia?