zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 8 sierpnia 2021

XIX Niedziela Zwykła

    Powtórnie anioł Pański wrócił i trącając go, powiedział: «Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga». Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb (1Krl 19,7-8).

    I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia (Ef 4,30).

    Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze (J 6,48-50).


    Życie często porównywane jest do drogi, podróży: jest punkt wyjścia, cel, bagaż, etapy, towarzysze drogi, wiele nieprzewidzianych zdarzeń. 

    Izrael był narodem, który wykuwał się na długiej drodze, pośród wielu przeciwności. A w swojej wędrówce miał okazję poznać Boga, powoli oczyszczając błędne wyobrażenia. Otrzymywał wiele darów, stawiał czoła pokusom. 

    Na swojej drodze ucieczki prorok Eliasz przechodzi załamanie. Czuje się pokonany, porzucony. Potrzebował chleba i go otrzymał.

    Na początku drogi, jak mówili pierwsi chrześcijanie, na początku naszej drogi wiary, otrzymaliśmy dar Ducha Świętego, który w sakramencie chrztu naznaczył nas swoją pieczęcią, dzięki której staliśmy się dziećmi Boga. I otrzymaliśmy Chleb Życia, abyśmy mogli wytrwać na tej drodze. 

    Są to środki, które Bóg oferuje tym, którzy wyruszają, którzy szukają, być może czasem błądzą, ale nie ustają w drodze... Często ta droga jest trudna i wyczerpująca. 

    Eliasz mógłby przedstawić nam długi i szczegółowy opis swojego zmęczenia, irytacji, rozczarowania, znużenia i stresu. Starał się czynić wiele rzeczy, myślał, że czyni to, czego pragnie Bóg. Ale w pewnym momencie zrozumie, że się pomylił. Zabrakło mu rozeznania. Działał w imię Boga, ale bez uwzględniania Jego woli. 

    Pierwsze chrześcijańskie wspólnoty przeżywały różne bolesne doświadczenia. Święty Paweł przestrzega braci, aby strzegli się goryczy, gniewu, wrzaskliwości, znieważania, złości. 

    Jezus, mimo dobra, które czyni, spotyka się z szemraniem i oskarżeniami. Kiedy chciał oczyścić tak ubogie pojmowanie Boga, ograniczone do obrzędów, praw i świętych miejsc, kiedy chciał im pokazać, że można spotkać Boga w codzienności, a przede wszystkim w drugim człowieku - natrafiał na opór. 

    Kiedy jesteśmy w drodze, towarzyszy nam zmęczenie. To normalne. Sama podróż męczy. Pojawiają się takie chwile, jak u Elisza - zrezygnować z drogi. Cel wydaje się nieosiągalny, nie chce się iść. Pojawia się pokusa, by się poddać. A wtedy potrafimy usiąść i przeżuwać gorycz niepowodzenia...

    Droga przynosi różne nieprzewidziane sytuacje. Nie wszystko układa się tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Nie zawsze potrafimy dojść do porozumienia z naszymi towarzyszami podróży, pojawiają się napięcia, iskrzy, a czasem wybucha pożar. 

    Dochodzi ciężar naszych własnych ograniczeń: nie mogę już dłużej, nie wiem, czy nie popełniłem błędu, nie widzę w sobie żadnej zmiany mimo starań i wysiłków, ciągle te same grzechu, nie dam rady...

    A do tego jeszcze inni ludzie, zwłaszcza niektórzy. Im bardziej się do nich zbliżamy, tym bardziej nas męczą. Niektórzy ludzie bardzo utrudniają nam drogę...

    Jesteśmy zmęczeni środowiskiem, które nas otacza, złudzeniami, pokusami, złymi przykładami, niesprawiedliwością, złymi wiadomościami, które przychodzą każdego dnia...

    I wtedy człowiek chce powiedzieć za Eliaszem: Wielki już czas, o Panie! - Dosyć! 

    Bóg przychodzi z pomocą naszemu znużeniu i zwątpieniu. Tak, to prawda - droga przekracza twe możliwości, nie dasz sam rady, dlatego masz tu bochenek chleba, dzban wody i propozycję: wstań, jedz i idź dalej! 

    Ten, kto idzie, męczy się. Tylko ten, kto nie daje się ponieść wygodzie, kto każdego dnia podejmuje wysiłek, by być lepszym, kto szuka woli Bożej - potrzebuje Bożego Chleba. Inni tego nie potrzebują. Przyjmujemy Komunię, Chleb Życia, aby wyruszać każdego dnia w naszą drogę, znajdując w Bogu naszą siłę. 


1. Czy nie poddaję się zniechęceniu?

    

sobota, 7 sierpnia 2021

Sobota 18. Tygodnia Zwykłego

    Te słowa, które Ja ci dziś przekazuję, niech będą w twoim sercu i w twojej duszy. Wpoisz je Twoim dzieciom, będziesz je sobie powtarzał, przebywając w domu, podróżując, kładąc się spać i wstając ze snu. Przypniesz je sobie jako znak do ręki i nigdy nie będą one usunięte sprzed twoich oczu. Wyryjcie je na odrzwiach swoich domów i bram (Pwt 6,6-9).

    Jezus rzekł na to: "O plemię niewierne i przewrotne, dokąd jeszcze mam być z wami? Jak długo jeszcze mam was znosić? Przyprowadźcie mi go tutaj" (Mt 17,17).


       Wraca do nas, jakby dla utrwalenia, słowo z wczoraj z góry Tabor: Słuchaj, Izraelu! Tak każdego dnia Żyd zaczynał swój dzień. Również Jezus używał tej formuły modlitewnej. Te słowa przypominania stworzyły swoisty fundament modlitwy żydowskiej. Znajdowały się w zakładanych do modlitwy filakteriach, znajdują się w mezuzie przyczepionej do odrzwi mieszkania.

    Słuchaj, Izraelu! Pan jest naszym Bogiem. Pan jedynie. Nasza wiara, podobnie jak wiara Izraelitów, nie jest jakąś  religią naturalną, którą człowiek może sam odkryć przy pomocy umysłu. Jest religią objawioną, wiarą, która pochodzi ze słuchania Boga. 

    Będziesz miłował Pana, Boga swego.  Bóg nie jest jedynie najwyższym Bytem, Absolutem, Stwórcą - Demiurgiem, wielkim Architektem wszechświata, najwyższą Inteligencją, nie jest jedynie najwyższym Dobrem itp., chociaż jest tym wszystkim. Ale jest przede wszystkim Bogiem, który wchodzi w relacje. Jest tym, który kocha i oczekuje bycia kochanym. Bóg jest Sercem. Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jedynego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne - to jest najważniejsze przesłanie Ewangelii. Bóg jest miłością. Bóg oczekuje od nas pełnego, całkowitego zaangażowania: sercem, duszą, ze wszystkich sił. W każdym momencie: przebywając w domu, podróżując, kładąc się spać i wstając ze snu. Możemy stworzyć własną litanię: będziesz miłował w swoim mieszkaniu i w pracy, siadając za kierownicą samochodu i pisząc na klawiaturze komputera...

    Kiedy się nasycisz, strzeż się, byś nie zapomniał o Panu. Niech dobrobyt, bogactwo, szczęście i powodzenie nie oddali cię od Boga i Jego miłości. Dostatek niech cię skłania do dziękczynienia za Jego dary. 

    O plemię niewierne i przewrotne... Wydaje się, że Jezus jest poirytowany całą sytuacją, opowiadaniem o nieudolności Jego uczniów. W tych słowach Jezusa słyszę duże rozczarowanie. Jest już w drodze do Jerozolimy. Kończy powoli swoją misję i patrzy na swoich uczniów. Zdaje się mówić: kogo ja mam u swojego boku, w ich rękach mam zostawić budowanie Królestwa? Czy patrząc na mnie, czy na ciebie, nie mógłby powiedzieć tego samego?

    Uczniowie nie rozumieją, gdzie zawiedli. Jezus wyjaśnia im w krótkich słowach: mała wiara. Nie mówi, że nie mają wiary, ale jest ona za mała. Wiara, która jest darem, musi być przyjęta, jak mówiło pierwsze czytanie, całym sercem, całą duszą, ze wszystkich sił. Wiara wymaga zaangażowania. Tylko w ten sposób może wzrastać.

1. Czy widzę w Bogu Tego, który kocha i pragnie miłości?

piątek, 6 sierpnia 2021

Święto Przemienienia Pańskiego

    Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny (Dn 7,9).

    Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» (Mk 9,3-4.7).


    Relacja o przemienieniu znajduje się w Ewangelii po pierwszej z trzech zapowiedzi śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Znajduje się zatem na początku drogi cierpienia, drogi pasyjnej. Jezus bierze trzech najbliższych uczniów: Piotra, Jakuba i Jana, których powołał na początku Ewangelii, którzy będą zaproszeni, aby być blisko przy Nim w Getsemani - właśnie ich zabiera na górę. 

    Przemiana Jezusa dokonuje się w tajemniczy sposób - tym co dominuje w obrazie jest światło, które przenika szaty i twarz. To światło jest odbiciem boskości. To również wyraz sprawiedliwości (świętości). 

    To właśnie w tym kontekście na scenie pojawia się Mojżesz i Eliasz i rozpoczynają dialog z Jezusem. Jezus nie rozmawia z przedstawicielami instytucji politycznych czy religijnych - Dawidem, Salomonem czy Aaronem, ale z tymi, którzy reprezentują Prawo i Proroków, które Jezus interpretuje i wypełnia. Taka jest Jego misja - nadać pełnię Prawu i wypełnić zapowiedzi proroków. 

    Piotr, w swojej porywczości, jak przy wielu innych okazjach, proponuje rozbijanie namiotów. Ze świetlistego obłoku, symbolizującego obecność Boga, rozlega się głos. Ten świetlisty obłok towarzyszył Izraelitom na pustyni, okrywał Namiot Spotkania, a teraz okrywa Jezusa. Bóg objawia apostołom tożsamość Jezusa: To jest mój Syn umiłowany. Jego słuchajcie! 

    Słuchać Boga. Pierwsze Boże przykazanie - słuchaj Izraelu! Słuchanie jest zawsze wymogiem bycia uczniem. Nie chodzi jednak w słuchaniu Boga o słuchanie słów. Kiedy Bóg mówi: Słuchaj!, słuchajcie!, to mówi: bądź posłuszny! 

    Wsłuchiwanie się w Słowo jest sercem duchowości biblijnej. Słuchać i wykonywać to, co się słyszy. Wielkim grzechem Izraela na przestrzeni dziejów było to, że nie słuchali głosu Boga - mój lud nie był mi posłuszny!

    Ojciec zaprasza nas do słuchania Jezusa, który jest Jego Słowem. 

    Muszą zejść z góry. Światło znika. A jednak pozostanie na zawsze w ich sercach, w ich pamięci. Pięknie o tym doświadczeniu mówił Jeffrey Hoffman, amerykański kosmonauta. W 1985 roku odczytał z kosmosu takie słowa: Nie można pozostać na górze na zawsze, trzeba znowu zejść... Ten, kto jest na górze, wie, co jest na dole, ale ten, kto pozostaje na dole, nie wie, co jest na górze. Wspinasz się, widzisz, schodzisz. Potem już nic nie widać. Ale on widział. Kiedy nie można już widzieć, można przynajmniej nadal wiedzieć, że są rzeczy w górze.

    I są takie świetliste momenty w naszym życiu, które rozświetlają szarą codzienność. Trzeba o nich pamiętać, przywoływać je, aby móc przejść również te etapy drogi, które spowite są ciemnością, cierpieniem.

1. Jakie momenty mojego życia mogę wskazać jako przepełnione Bożym światłem?

czwartek, 5 sierpnia 2021

Czwartek 18. Tygodnia Zwykłego

    Następnie zebrał Mojżesz wraz z Aaronem zgromadzenie przed skałą i wtedy rzekł do nich: «Słuchajcie, wy buntownicy! Czy potrafimy z tej skały wyprowadzić dla was wodę?» Następnie podniósł Mojżesz rękę i uderzył dwa razy laską w skałę. Wtedy wypłynęła woda tak obficie, że mógł się napić zarówno lud, jak i jego bydło (Lb 20,10-11).

    Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16,18).


    Wody Meriba. Termin oznacza spierać się, kontestować. Dziś kontestacja stała się niemal idolem, jakby jedyną drogą do postępu: krytykujemy, spieramy się, kontestujemy... Żyjemy w epoce powszechnej podejrzliwości... nie umknie jej żadna wartość, żadna zasada, żadna instytucja. 

    To prawda, że w świecie, podobnie jak w Kościele, pewna kontestacja jest znakiem żywotności i źródłem postępu. Nieodzowne jest jednak rozeznawanie duchów: Ducha nie gaście, proroctw nie lekceważcie, wszystko sprawdzajcie, co dobre przyjmujcie, od każdej postaci zepsucia trzymajcie się z dala (1 Tes 5,21-22). Po owocu poznaje się drzewo... (Mt 12,33).

    Kontestowanie jest z całą pewnością wezwaniem do autentycznego nawrócenia. 

    W tym tekście z Księgi Liczb chcę zwrócić uwagę na zachowanie Mojżesza i Aarona - kiedy spotykają się z kontestacją, szemraniem, z buntem, udają się do Namiotu Spotkania, padają na twarz. To ich nieustanny sposób postępowania i refleksji nad tym, co się dzieje - modlitwa przed Bogiem, błaganie za ludzi, którzy zostali im powierzeni. 

    I znajdują odpowiedź. I kiedy wracają do ludu, znają rozwiązanie. Słuchajcie, wy buntownicy! Czy potrafimy z tej skały wyprowadzić wodę? Mojżesz pyta tych, którzy się buntują, ale tak naprawdę pyta siebie... Chociaż szukał odpowiedzi u Boga, nie potrafi zaufać - dlatego uderza dwa razy w skałę... Miał przemówić do skały w obecności ludu, przemawiał do ludu w obecności skały. Miał przemówić i otworzyć zdroje wody, uderzył... 

    Kiedy jesteśmy w Bazylice św. Piotra na Watykanie, możemy zobaczyć po wewnętrznej stronie kopuły słowa dzisiejszej Ewangelii. Te słowa stanowią podstawę autorytetu papieża jako następcy św. Piotra, prymatu Piotra. Kodeks Prawa Kanonicznego mówi o tym prymacie tak: Papież, Biskup Rzymu, jest pierwszym następcą Apostoła Piotra, głową Kolegium Biskupów, zastępcą Chrystusa na ziemi i pasterzem całego Kościoła. Na mocy swego urzędu ma w Kościele najwyższą, pełną, bezpośrednią, powszechną i zwyczajną władzę, którą może swobodnie wykonywać. Jego władza jest najwyższą władzą rządzenia i obejmuje władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. 

    Piotr otrzymuje taką władzę. Jezus nie wybiera jednak Piotra ze względu na jego osobiste cechy, ale ze względu na wiarę w Jezusa jako Syna Bożego. Jest to jednak wiara, której Piotr nie może uważać za swoje własne osiągnięcie czy zasługę. Nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec... Piotr jest człowiekiem obdarzonym darem wiary. Na tym darze opiera się sens jego posługi we wspólnocie. Bez tej wiary władza staje się zwykłym panowaniem.

    Jezus chwali Piotra, przekazuje mu władzę, a następnie pokazuje, na czym ta władza polega. I to było dla Piotra trochę za dużo. Uniesiony entuzjazmem próbuje poprawiać Jezusa. I stało się to, co musiało się stać, kiedy człowiek próbuje być mądrzejszy od Boga. 

    A wy za kogo Mnie uważacie? Pytanie postawione przez Jezusa tylko pozornie jest łatwe. Pytanie jest trudne, bo jedyną właściwą odpowiedzią jest życie.  Zawsze istnieje takie niebezpieczeństwo, że możemy maskować wiarę uczuciami lub wiedzą, nie żyjąc tym, co deklarujemy. 

1. Czy modlę się za tych, którzy są mi powierzeni?

środa, 4 sierpnia 2021

Środa 18. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Jana Marii Vianneya

   Powiedz im: Na me życie - mówi Pan - co nagadaliście do uszu moich, to wam spełnię.  Przepatrywaliście ten kraj przez czterdzieści dni, teraz za każdy dzień będzie rok. Dźwigać będziecie swoje grzechy przez czterdzieści lat i doświadczycie dokuczliwości mojego gniewu (Lb 14 28.34).

    Wtedy pewna Kananejka, wyszedłszy gdzieś z tamtych miejsc, wołała, mówiąc: "Zlituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest nieszczęśliwie opętana przez złego ducha". On jednak nie odzywał się do niej żadnym słowem (Mt 1522-23).

    Bardzo łatwo w tej relacji Księgi Liczb ulec pokusie, wyobrażeniu Boga, który jest surowy i mściwy. Jest złamanie przymierza - jest kara Boża. Nietrudno w tym schemacie zobaczyć tzw. drugą główną prawdę wiary, która jest wykrzywieniem prawdy o Bogu. Warto jednak popatrzeć inaczej na to wydarzenie - 40 lat pustyni jako konsekwencja ludzkiego wyboru, ludzkiej wolności. Bóg daje im ten kraj, a oni, przerażeni opisem zwiadowców, chcą wracać do Egiptu, do niewoli. Odrzucają dar, a konsekwencją jest tułaczka po pustyni. 

    Znamienne słowa wkłada autor biblijny w usta Boga: Jak długo mam znosić to przewrotne zgromadzenie szemrzące przeciw Mnie? Można powiedzieć, że plecy Pana Boga muszą być ogromne, by mógł unieść wszystko, co człowiek tam nawrzuca swoim szemraniem. 

    Kiedy coś nie idzie po naszej myśli albo nie wiemy, kogo obwinić, łatwo nam przychodzi znaleźć kozła ofiarnego - samego Boga. Pierwszy grzech - kobieta, którą postawiłeś - Ty postawiłeś - dała mi owoc i zjadłem... Kara Boża, Krzyż Pański - takie łatwe wytłumaczenie. Tylko jak często ten Pański Krzyż jest jedynie konsekwencją naszych złych, grzesznych wyborów i decyzji. I czy rzeczywiście jest to wówczas Krzyż Pański? Może nasz, osobisty, który sobie strugamy, korzystając niewłaściwie z wolności?

    Jezus wychodzi poza granice Izraela. Nie zamyka się w obrębie Izraela. Obraz krzyczącej kobiety i reakcja Jezusa oraz uczniów budzi konsternację. Ludzkie cierpienie - tak uważamy, przynajmniej teoretycznie się z tym zgadzamy - nie podlega ograniczeniom narodowościowym, państwowym, statusu ekonomicznego czy społecznego, religijnego wyznania czy nawet jakości moralnej cierpiącego. Ludzkie cierpienie domaga się pomocy. A Jezus reaguje w sposób szokujący. Milczy. 

    Zobaczmy w tym milczeniu Jezusa Boga, który milczy w odpowiedzi na nasze prośby i błagania. Być może, tak jak w tym wypadku, Bóg milczy, aby wywołać reakcję swoich uczniów. Milczenie Jezusa prowokuje ich do wstawiennictwa w imieniu tej kobiety. Nie mieli czystej intencji - chcieli się jej po prostu pozbyć. To milczenie Jezusa sprawiło, że w ogóle tę kobietę - Kananejkę, obcą - zobaczyli. Będą się dopiero uczyć tego, że zbawienie jest dla wszystkich, nie tylko dla Izraela. 

    Kolejna reakcja Jezusa jest jeszcze bardziej szokująca. Ciekawe, kto z nas w takiej sytuacji, słysząc słowa o psach, zostałby tam dalej i prosił.  A ona pogłębia jeszcze swoje błaganie w takim pełnym zaufaniu - o chociaż okruch łaski. Wiara, która jest ufna, prosi o współczucie. I zadziwia Jezusa. Uzdrawia córkę kobiety. Nie czyni tego, jak chcieli uczniowie, żeby przestała krzyczeć, ale z podziwu dla jej głębokiej ufnej wiary. 

    Podziwiamy to, co niespodziewane, zwłaszcza to, co niespodziewane i dobre, jak wiara Kananejki w Jezusa. Może to jest zaproszenie, abyśmy się przebudzili, bo często jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do "obcowania" z Jezusem, do Jego Słowa, że nie potrafimy się zachwycić. Traktujemy wiarę jako coś oczywistego, najnormalniejszą rzecz na świecie. A jeśli ktoś nie pozwala się zaskakiwać Ewangelii, to wiara przestaje być żywa. 

1. Czy jest we mnie zachwyt Bogiem?

    

wtorek, 3 sierpnia 2021

Wtorek 18.Tygodnia Zwykłego

    Miriam i Aaron mówili źle przeciw Mojżeszowi z powodu Kuszytki, którą wziął za żonę. Rzeczywiście bowiem wziął za żonę Kuszytkę. Mówili: «Czyż Pan mówił z samym tylko Mojżeszem? Czy nie mówił również z nami?» (Lb 12,1-2).

    Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, małej wiary?» (Mt 14,30-31).


    Zazdrość zawsze była, jest  i będzie źródłem ludzkich nieporozumień. Zaczęło się od Kaina i Abla i trwa do dziś. 

    Aaron i Miriam zazdroszczą Mojżeszowi i zaczynają źle mówić przeciwko własnemu bratu. Pretekstem jest małżeństwo z Seforą, ale faktyczną przyczynę zazdrości odsłania sam Bóg: Lecz nie jest tak ze sługą moim, Mojżeszem. Twarzą w twarz mówię do niego - w sposób jawny, a nie przez wyrazy ukryte. Czemu ośmielacie się źle mówić o moim słudze, Mojżeszu? Oni zazdroszczą bratu tej bliskiej relacji z Bogiem. Być może zazdroszczą mu także przywództwa.

    Doświadczenie takich sytuacji jest także i naszym doświadczeniem. Sprzeciw, obelgi, oszczerstwa, pomówienia wobec tych, którym zazdrościmy. Wystarczy przypomnieć sobie sytuacje, kiedy ktoś ma coś, czego ja mieć nie mogę - czy wtedy nie pojawiają się zniesławienia, patrzenie na kogoś z góry - nie dlatego, że akurat potrzebuję tej rzeczy, ale dlatego, że ja nie mam tego, co on ma. 

    Aaron i Miriam nie są wrogami Mojżesza, ale zazdrość sprawia, że zaczynają o nim źle mówić. I za to spotyka ich kara. Dopiero wstawiennictwo Mojżesza uwolni Miriam od trądu. 

    Zazdrość jest taką wadą, która przynosi zniszczenie relacji człowieka z człowiekiem i z Bogiem. Powie św. Jakub: Gdzie bowiem zawiść i podstęp, tam nieład i wszelkiego rodzaju zły czyn. Pożądacie, a nie macie, zabijacie i zazdrośnie ubiegacie się, a nie możecie osiągnąć; kłócicie się i bijecie; nie macie, bo się nie modlicie; modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie...

    Patrzę na Piotra. W jego postawie można zobaczyć całą mieszaninę zapobiegliwości i wątpliwości, nawet pseudo odwagi w stawianiu warunków Temu, który zaprasza go do chodzenia po wodzie. Piotr tonie, kiedy poddaje się lękowi. 

    Tym, co jest najpiękniejsze w tym tekście, to fakt, że Jezus przychodzi, aby spotkać się z każdym z nas, w ciszy czy w zamęcie, w naszym podążaniu za Nim, w szczerym poszukiwaniu Jego słowa i zdecydowaniu, by wzrastać w wierności i zaufaniu. 

    Kto doświadczył takiego silnego uchwytu, kiedy tonął, może lepiej wczuć się w sytuację Piotra. Ręka Jezusa jest wciąż wyciągnięta ku nam, mocna ręka, która nas potrafi wyciągnąć z odmętów, zbawcza ręka. 

    Bóg nie zawsze łagodzi fale na jeziorze naszego życia, ale możemy być pewni, że trzyma nas mocno i nie chce wypuścić z ręki swoich dzieci. 

    Ci, którzy nie mają doświadczenia Piotra, którzy nie doświadczyli tonięcia, wyznają wiarę. Ale sam Piotr słyszy wyrzut, chociaż to on zaryzykował - czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary...  Łatwo nam deklarować, przyznawać się do wiary, kiedy trudne doświadczenia nie dotykają bezpośrednio nas. Ale te deklaracje życie weryfikuje - czasem rozsypuje się wszystko jak domek z kart... 


1. Czy są/były takie sytuacje, kiedy zwątpiłem w Bożą opiekę?

    

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Poniedziałek 18. Tygodnia Zwykłego

    Izraelici również zaczęli płakać, mówiąc: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek. Tymczasem tu giniemy, pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widzą nic poza manną» (Lb 11,4b-6).

    A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności!» Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!» (Mt 14,15-16).


    Oba czytania mówią nam o doświadczeniu głodu. O doświadczeniu przeżywanym przez lud Izraela  i rzeszą ludzi na pustkowiu. W obu też przypadkach możemy popatrzeć na tych, którzy to doświadczenie widzą i czują się odpowiedzialni za lud. 

    To było bardzo bolesne doświadczenie dla Mojżesza, był zasmucony z powodu głodu ludu. Również św. Mateusz podkreśla współczucie Jezusa wobec ludu na pustkowiu: wzruszył się nimi i uzdrowił ich chorych. W relacjach innych ewangelistów możemy przeczytać, że Jezus litował się nad nimi, bo byli zagubieni, jak owce bez pasterza.

    Spróbować wejść w te uczucia Mojżesza i Jezusa. Człowiek staje się przewodnikiem ludzi, nauczycielem, wychowawcą, w pewnym sensie dorasta także do roli rodzica, kiedy kocha tych, którzy są mu powierzeni. To zaangażowanie serca upoważnia do sprawowania władzy nad innymi. 

    Mojżesz nie potrafi zaspokoić pragnienia tego ludu, nad którym Bóg powierzył mu pieczę. Poczucie własnej słabości, bezradności, własnego ubóstwa wobec zadań, jakie są przed nim wyznaczone przez Boga, jest doświadczeniem trudnym. Uczniowie słysząc słowa Jezusa: nie muszą odchodzić, wy dajcie im jeść, doświadczają tego samego. To przekracza możliwości. Myślę, że każdy z nas odnajdzie się w tej sytuacji - w sytuacji człowieka, który jest przytłoczony odpowiedzialnością. Rodzice, nauczyciele, wychowawcy, katecheci, którzy czują swoją bezsilność wobec dzieci - chociażby na polu przekazu wiary, wychowania, nauczania. Doświadczenie bezsilności, a Bóg mówi: nakarm ich... Ale jak i czym? 

    Dzielić się tym, co mam, nawet jeżeli jest to tak mało, jak pięć chlebów i kilka rybek. Dzielić się swoim czasem, miłością, czułością - aby Bóg mógł to pomnażać. Bóg pomnoży nasze siły i nikt nie pozostanie głodny. 


1. Czy doświadczając własnej bezsilności potrafię zwrócić się ku Bogu?

    

niedziela, 1 sierpnia 2021

XVIII Niedziela Zwykła

    A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?» (J 6,24-25).


    W ubiegłą niedzielę widzieliśmy Jezusa, który wychodzi do ludzi, dostrzega ich potrzeby, naucza i karmi. Dziś perspektywa się zmienia: to ludzie, nasyceni chlebem na pustkowiu, wychodzą Mu na spotkanie. Poszukują Go. 

    Pośród tego tłumu staram się zobaczyć dzisiejszego człowieka, który poszukuje Boga. Jest ich wielu, chociaż nie zawsze potrafimy ich rozpoznać. Często ich postawa i język odbiegają od utartych schematów. Ale dzielą z tłumem szukającym Jezusa to samo pragnienie Boga, chociaż czasem nie potrafią tego nawet dostrzec. 

    Jezusowi nie wystarcza spotkania, którego celem jest zaspokojenie głodu rozmnożonym chlebem. Pragnie, by ludzie poznali Go, aby spotkanie z Nim przyniosło zmiany w życiu tych ludzi. I wzywa ich do zmiany perspektywy, do wyjścia poza wąski horyzont materialnych potrzeb, aby odkryć potrzeby głębsze, te, które ukrywają się w ich sercach. 

    Słuchają Jego słów, ale nie rozumieją. Co mamy czynić, aby spełniać dzieła Boże? Myśleli, że chodzi o zwiększenie liczby pobożnych uczynków - modlitw, postów, obrzędów... Jezus ich zaskakuje. Dzieło Boże nie polega na robieniu większej ilości rzeczy, jak często nam się wydaje. Jezus oczekuje jednego - uwierzcie we Mnie, przyjmijcie jako Tego, który został posłany od Ojca. 

    To wiara w Jezusa jest pokarmem, który nadaje życiu sens i smak. Jeśli człowiek wchodzi w relację miłości i zaufania wobec Jezusa, będzie wykonywał dobre czyny, które będą miały ten Boży zapach i będą służyły dobru innych.


1. Czy jest we mnie wciąż żywe pragnienie Boga, którego szukam i poznaję?

    

sobota, 31 lipca 2021

Sobota 17. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Ignacego Loyoli

    Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady4 wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: «Daj mi - rzekła - tu na misie głowę Jana Chrzciciela!» (Mt 14,6-8).


    Głos proroków jest niewygodny, gdy potępiają niesprawiedliwość. Budzi niepokój. Zło potrafi się ukryć pod płaszczem zabawy. Śmierć Jana Chrzciciela ukazuje zło, które potrafi planować zemstę i realizować swój plan, aby uzyskać samozadowolenie. Taniec dziewczyny i życie proroka podane na urodzinowym półmisku. 

    Jan Chrzciciel wiedział, czym ryzykuje, kiedy odważnie potępiał to, co niesprawiedliwe i niegodziwe. Stanął po stronie Prawdy, płacąc życiem.

    Wypaczone sumienie Heroda wyraziło zgodę na tę śmierć, ale nie zaznało spokoju. Próba zamknięcia ust Prawdzie przynosi niepokój i wyrzuty. Nie da się uciszyć Prawdy. Można wykrzywić, można manipulować, ale sumienie upomina się w końcu o prawdę. 

    Śmierć Jana pokazuje, że jest coś gorszego od grzechu - to wypaczone, wykrzywione sumienie. Sumienie, które pozwala obiecać, czego obiecać się nie powinno, godzić się na to, na co zgadzać się nie wolno. 


1. Jak dbam o własne sumienie?

piątek, 30 lipca 2021

Piątek 17. Tygodnia Zwykłego

      I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: «Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony».
    I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa (Mt 13,57-58).


    Nie uczynił, bo nie wierzyli. Jezus zmienia nasze nas sposób myślenia. Przecież często myślimy odwrotnie - jeśli chce, abyśmy uwierzyli, niech nas przekona, nie dokona znaków, niech udowodni... A tu nic z tego. Uwierz, a zobaczysz znaki. Jezus łamie nasze schematy myślowe. 

    Człowiek tak lekko daje się uwieść pozorom. Dlatego szarlatani wszelkiej maści mają się wciąż całkiem dobrze. Ważne są dla nas tytuły, prestiż, pieniądz. A Jezus jest tylko Synem zwykłego cieśli z Nazaretu - więc to nie możliwe, by Bóg działał przez Niego. 

    Zamykamy oczy i serca na małe życiowe wydarzenia, które mówią nam o Bogu; możemy zamknąć nasze uszy. Szukamy Boga w rzeczach i wydarzeniach, które przyciągają uwagę. A to sprawia, że bardziej zależy nam na własnej błyskotliwości niż na samym Bogu. 


1. Czy nie zasłaniam sobą Boga, drugiego człowieka? 

czwartek, 29 lipca 2021

Czwartek 17. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Marty

    Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu (J 11,20).


     Możemy wyobrazić sobie tę sytuację: Marta wychodzi na spotkanie Jezusa, kiedy On jeszcze jest w drodze. Kiedy przeżywamy trudne doświadczenia, między innymi stratę kogoś bliskiego, pojawia się w nas często takie pragnienie,  by się wyizolować. Inni uciekają w pracoholizm, bo nie chcą myśleć o stracie, ale szybko okazuje się, że ból potrafi być większy i nie pozwala zapomnieć. 

    Marta, w przeciwieństwie do swojej siostry, wychodzi na spotkanie. Ból nie powoduje paraliżu. Wychodzi i wyrzuca z siebie ból, żal, pretensje wobec Przyjaciela, którego zabrakło w tym trudnym doświadczeniu. Co więcej, jest przekonana, że Przyjaciel mógł temu zapobiec, a to wzmacnia ból i żal. 

    I doświadcza pomocy w tym bólu. Ból wyrzucony, żal wypowiedziany pozwala się ukoić. 

    Marta musi przejść od gdybyś tu był... do wierzę... To często długa i trudna droga, na której trzeba pokonać ból, zwątpienie, złość, żal i wiele innych trudności. Ale tylko wtedy można usłyszeć słowa nadziei. On jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Tylko wtedy można doświadczyć Jego uzdrawiającej obecności. 


1. Czy w czasie trudnych sytuacji w życiu próbuję wychodzić na spotkanie Boga? 

środa, 28 lipca 2021

Środa 17. Tygodnia Zwykłego

    Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł (Mt 13,44.45).


    Jezus, wychowany w kulturze semickiej, kulturze Wschodu, posługuje się często przypowieściami. Nic dziwnego. Jest to bowiem język bardzo sugestywny, język obrazów, porównań, które są dostępne dla każdego człowieka i umożliwia zrozumienie treści. Przypowieść ma w sobie coś, co przyciąga uwagę słuchacza i prowokuje do refleksji.

    Odkrycie religijnego, duchowego znaczenia przypowieści wymaga jednak często wyjaśnienia użytych obrazów. Co więcej, jedna przypowieść nie wystarcza, aby uchwycić pełny zakres porównania. Jezus używa przypowieści, aby mówić o Królestwie, które przyszedł głosić. To Królestwo to zgodzenie się na panowanie Boga, przyjęcie pewnego systemu wartości, które opierają się na pełnym miłości planie samego Boga. Trudno ten plan czasem zrozumieć, jeszcze trudniej zaakceptować.

    Jezus używa kilku przypowieści , aby przybliżyć słuchaczom głoszoną prawdę. 

    Przypowieść o ukrytym skarbie mówi człowiekowi, że królestwo Boże nie jest czymś oczywistym, jest raczej skarbem ukrytym przed ludzkim wzrokiem. Trzeba go poszukiwać, wysilić się, aby odnaleźć. Przypowieść o wielkiej perle mówi, że Królestwo to nie coś, co powinniśmy utożsamiać z jaką konkretną ceną - jest bezcenne.

    Odkryć Boga, dla którego warto zrezygnować z wielu rzeczy, które do tej pory wydawały się takie ważne i niezastąpione. 

    Skarbem człowieka jest to, co sprawia, że żyje, co go uszczęśliwia, co wypełnia jego serce dzień i noc. Skarbem jest to, co pozwala trwać w dobrych i złych czasach, co nadaje sens zmaganiom, całej ludzkiej egzystencji. 

    Gdzie skarb, tam i serce człowieka. 


1. Co lub kto nadaje sens mojemu życiu?


wtorek, 27 lipca 2021

Wtorek 17. Tygodnia Zwykłego

    Mojżesz zaś wziął namiot i rozbił go za obozem, i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem (Wj 33,7.11).


    Na pustkowiu, pośród wędrówki, rozpoznajemy Boga, który jest bliski, a jednocześnie wielki i godzien szacunku. Ten szacunek nakazuje ustanowić miejsce modlitwy w pewnej odległości od obozu. Tak powstaje namiot spotkania.

    Każdy mógł się tam udać, aby się modlić. Ale jest to przede wszystkim miejsce, do którego Bóg zstępuje na spotkanie z Mojżeszem, by rozmawiać z nim jak z przyjacielem. 

    To oblicze Boga zupełnie odmienne od tego ze świętej góry Horeb. Mojżesz może wypowiedzieć imię tego Boga, którego nie mógł wypowiedzieć na Horebie. A poznając, że jest to Bóg litościwy łaskawy, zwraca się z pokorną i przebłagalną modlitwą o przebaczenie. 

    Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba staję się Bogiem Mojżesza. I jest to Bóg wierny, przyjazny, Bóg, który jest osobą. Bóg, który szuka spotkania i bliskości, który pragnie obdarzyć nas miłosierdziem. 

1. Czy Bóg, w którego wierzę, jest moim Bogiem - Bogiem, którego spotkałem, doświadczyłem?

poniedziałek, 26 lipca 2021

Poniedziałek 17. Tygodnia Zwykłego - wsp. świętych Joachima i Anny


    Owi ludzie - to ludzie miłosierdzia, ich sprawiedliwe czyny nie poszły w zapomnienie. Wraz z ich potomstwem przetrwały, synowie ich dobrym dziedzictwem (Syr 44,10-11).

    Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć, na co wy patrzycie, a nie zobaczyli, i usłyszeć, co wy słyszycie, a nie usłyszeli (Mt 13,17).


    W encyklice Redemptoris Mater Jan Paweł II napisał, że obecność Maryi pośród Izraela, tak dyskretna, że prawie niezauważalna dla Jej współczesnych, zajaśniała jasno przez Przedwiecznym, który związał tę nieznaną Córę Syjonu ze zbawczym planem, obejmującym całą historię ludzkości.

    Dyskretne życie Maryi miało się łączyć z milczeniem na temat przodków. A jednak liturgia Kościoła zdaje się próbować przeniknąć tę ciszę, nie tyle po to, by zaspokoić naszą ciekawość, lecz aby dać nam okazję do świętowania Bożych planów historii ludzkości, która miała się stać historią odkupienia. 

    Już same imiona rodziców mówią wiele: Joachim - Bóg przygotowuje... Anna - łaska...

    Antyfona na początek Eucharystii mówi nam o radości: chwalmy Joachima i Annę za ich córkę; w niej Pan dał im błogosławieństwo wszystkich narodów. Bohaterami są rodzice Maryi, ale obiektem uwielbienia jest Boża Opatrzność, która w Maryi przygotowuje drogę na przyjście Zbawiciela. 

    Nie wiemy wiele o rodzicach Maryi. Źródłem są apokryfy. Jedni lokalizują dom Joachima i Anny w Jerozolimie w pobliżu sadzawki owczej - mieli tam przybyć z Galilei. Inna tradycja wskazuje na miejsce w Galilei - Sepforis, gdzie pozostały ruiny twierdzy krzyżowców. 

    Wspomnienie świętych Joachima i Anny jest dobrą okazją, aby przypomnieć sobie ludzkie korzenie Jezusa. Ewangelia przywołuje słowa samego Jezusa, którymi oznajmił swoim współczesnym, że mieli szczęście zobaczyć i usłyszeć to, czego pragnęli prorocy i sprawiedliwi dawnych czasów. Z drugiej strony zwyczajowy obraz św. Anny towarzyszącej Maryi i małemu Jezusowi wskazuje, także w czasach indywidualizmu i zanikania relacji międzypokoleniowej, konieczność więzi i porozumienia. Zachęta Syracha do wdzięcznej pamięci o przodkach jest tym zaproszeniem do relacji, pamięci i wdzięczności. Zakończę myślą papieża Benedykta: dziadkowie pozostają świadkami jedności, wartości opartych na jednej miłości, która rodzi wiarę i radość życia.

1. Jak wyglądają moje relacje międzypokoleniowe w rodzinie?

niedziela, 25 lipca 2021

XVII Niedziela Zwykła

    
Filip Mu odpowiedział: "Nawet za dwieście denarów nie wystarczy dla nich chleba, by każdy choć trochę otrzymał". Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł Mu: "Jest tu chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby. Ale cóż to jest dla tylu?" Jezus odpowiedział: "Każcie ludziom usiąść" (J 6,7-10).


    Spośród wszystkich cudów dokonanych przez Jezusa w czasie Jego ziemskiej działalności tym, który najbardziej utkwił w pamięci pierwszych uczniów i wspólnot chrześcijańskich, było rozmnożenie chleba - cud, który miał miejsce na pustkowiu, w pobliżu Jeziora Galilejskiego. Jest to jedyny cud odnotowany we wszystkich Ewangeliach.

    Jan nie nazywa tego cudem, lecz znakiem. W ten sposób zachęca nas, abyśmy nie zatrzymywali się na samym fakcie, ale spróbowali odkryć głębsze jego znaczenie w przestrzeni wiary.

    Jezus pośród tłumów i uczniów zajmuje centralne miejsce. Nikt nie prosi Go o interwencję. To On sam wyczuwa głód ludu i sygnalizuje uczniom potrzebę nakarmienia tłumów. 

    Ale jak nakarmić tłum na pustkowiu? Uczniom trudno znaleźć rozwiązanie. Pieniędzy za mało, tego co jest dostępne - pięć chlebów i dwie ryby - jeszcze mniej... Ale dla Jezusa wystarczy.

    Ten wspólny posiłek był dla pierwszych chrześcijan najbardziej wymownym znakiem wspólnoty, która narodziła się z Jezusa. Jednocześnie przypominał im o Eucharystii, którą sprawowali, aby nakarmić się duchem i siłą Jezusa: żywego Chleba. 

    Nie zapomnieli także tego gestu młodego człowieka. Jeśli dzisiaj na świecie panuje głód, to nie z powodu braku żywności. Powodem jest brak solidarności. Chleba jest dla wszystkich, ale brakuje tej hojności, aby się nim dzielić.

1. Czy posiłek przeżywany w rodzinie jest dla mnie wyrazem wspólnoty, bliskiej więzi z innymi?

sobota, 24 lipca 2021

Sobota 16. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Kingi

    Inną przypowieść im przedłożył: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł (Mt 13,24-25).


    Zło, tajemnicze i potężne, pojawiające się jakby znikąd, często wbrew naszej woli. Jest obecne w sercu każdego człowieka, jest obecne w społeczeństwie. Tak bardzo byśmy chcieli, by nasze serca były wypełnione jedynie dobrem, owymi kłosami pszenicy, a jednak chwasty są wciąż obecne.

    Życie, nasze życie, to nic innego, jak walka o to, by ostateczne zwycięstwo należało do dobra, by chwasty nie zdominowały pszenicy, by zło nie zapanowało nad sercem. 

    Zło jest niebezpieczne i podstępne. Wyrządza szkody nam i innym. Odbiera radość życia i szczęście. Zatruwa. 

    Chrystus przychodzi, aby wypełniać serca miłością, aby prowadzić i kierować naszymi krokami. On jest Miłością i będzie prowadził po drogach miłości, poprowadzi ku życiu. 

    Bóg jest cierpliwy. Daje nam czas, byśmy mogli wzrastać w dobru i pokonać zło. Nie zraża się tym, że pojawiają się chwasty. On wie, że ostatnie słowo należy do miłości, do dobra. Bóg wciąż pokłada nadzieję w człowieku, że potrafi przezwyciężyć w sobie to, co złe, co nie jest życiem. 


1. Czy potrafię być cierpliwy wobec samego siebie? Czy nie zniechęcam się, kiedy pojawiają się upadki?

piątek, 23 lipca 2021

Piątek 16. Tygodnia Zwykłego - święto św. Brygidy, patronki Europy

    Ja jestem szlachetnym krzewem winnym, a mój Ojciec jest gospodarzem. Jeśli jakakolwiek gałązka we mnie nie wydaje owocu, usuwa ją, a każdą, która owoc wydaje, oczyszcza, aby jeszcze obficiej owocowała. Gdy ktoś trwać będzie we mnie, a Ja w nim, taki wyda owoc obfity (J 15,1.5b).


    Dziś obchodzimy święto św. Brygidy, patronki Europy - żony, matki, zakonnicy, kobiety roztropnej, starannej i troskliwej. Przez dwadzieścia osiem lat żyła w małżeństwie, w którym zrodziło się ośmioro dzieci: czterech chłopców i cztery dziewczynki. 

    Spośród tych czterech synów jeden został zakonnikiem, kolejnych dwóch dobrze zapisało się w ludzkiej historii, a ostatni, Karol, był źródłem zgorszenia. Nawrócił się dopiero pod koniec swojego życia. Spośród czterech córek jedna została świętą - święta Małgorzata Szwedzka, dwie kolejne wstąpiły do klasztorów, a czwarta córka była źródłem wielu utrapień dla swojej matki i otoczenia. 

    Święta Brygida potrafiła dbać o to, by nie zerwać tej więzi, jaka istnieje między matką a dziećmi, starała się rozumieć, pomagać, czasem upominać i wzywać do opamiętania, by nie zmarnowały życia. 

    Właśnie o takiej postawie mówi nam Ewangelia. Bóg roztacza ojcowska opiekę nad swoimi dziećmi. Nawet jeśli musi czasami obcinać suche pędy, Jego największą troską jest to, by dzieci nigdy nie zostały odłączone od życiodajnej więzi. Czasem trzeba przyciąć, co wywołuje cierpienie i ból. Ileż razy tak postępuje ziemski ojciec czy matka zatroskany o dobro dziecka.

    Jezus zachęca do trwania w zjednoczeniu z Nim. Świat mówi o konieczności przemiany, pójściu naprzód, rozwoju. Tylko pozornie jest to sprzeczne. Jezus także chce naszej przemiany, naszego rozwoju, naszego owocowania. Daje nam swojego Ducha, byśmy mogli przemienić nawet to, co przekracza nasze ludzkie możliwości. Ale Jezus wie również, że życiodajna i owocna przemiana jest możliwa tylko wówczas, kiedy trwamy przy źródle życia, kiedy jesteśmy wszczepieni w Tego, który jest Życiem. 

1. Czy dbam o trwałą więź z Jezusem - Życiem?

czwartek, 22 lipca 2021

Czwartek 16. Tygodnia Zwykłego - Święto św. Marii Magdaleny

    Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko (Pnp 8,7).

I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» (J 20,13-15).


    Pragnieniem każdego kto kocha jest to, by cieszyć się bliskością tego, którego kocha. Tego właśnie domaga się miłość. Jak śmierć potężna jest miłość. To miłość porusza serce Marii Magdaleny, nawet po śmierci Jezusa. Towarzyszyła Mu aż po krzyż. Widziała śmierć. Utraciła Tego, którego najbardziej kochała. 

    W pierwszy dzień po święcie Paschy idzie do grobu, gdzie złożono Jego ciało. To impuls miłości - być blisko miłości. 

    Zmartwychwstały wychodzi jej na spotkanie. Widzi ją zapłakaną z powodu Jego nieobecności. Chociaż początkowo Go nie rozpoznaje, Jezus zadaje jej pytanie: czemu płaczesz? kogo szukasz? Wie dobrze, kog szuka i co wywołuje jej łzy. 

    Radość, kiedy odkryła, że to On. I otrzymuje polecenie, by opowiedzieć o tym apostołom. 

    Maria Magdalena uczy nas tego, by umieć cieszyć się obecnością Jezusa - każdego dnia, w każdej chwili. Cieszyć się miłością. Jeśli z jakiegoś powodu wydaje się nam, że Jezus odszedł, albo my odeszliśmy od Niego, trzeba podjąć wysiłek, by Go szukać. A wtedy On zawsze wyjdzie na spotkanie. Bóg odpowiada na pragnienie ludzkiego serca. 


środa, 21 lipca 2021

Środa 16. Tygodnia Zwykłego

    Izraelici mówili im: «Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do sytości! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę» (Wj 16,3). 

    I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły... (Mt 13,3-4).


    Wychodzili z Egiptu z radością i nadzieją, cała rzesza ludzi. Pragnęli wolności. Wołali i prosili Boga, by interweniował. I przyszedł ten moment, kiedy Bóg powiedział: Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców. Tak mocno podkreślona determinacja Boga ich ojców, aby ich wyprowadzić z niewoli. Ruszali do kraju obietnicy, kraju wyidealizowanego. 

    Bóg interweniuje. Ale nie jest to cudowne przeniesienie ludu z punktu A do B - trzeba odbyć podróż. Nagle uświadomili sobie, że radość z wyruszenia w drogę ku wolności związana jest z wysiłkiem, pracą i trudem. Trzeba dorosnąć do wolności, trzeba się tego nauczyć. 

    Izrael nie wie, jak sobie z tym poradzić. Nadzieje znikają, pozostaje trud i pustynia. Nagle niewola z pełnymi garnkami mięsa i chleb jedzony do sytości stają się wystarczającym szczęściem. Wolność nie jest już tak niezbędna. 

    Bóg, który słyszał ich narzekania w Egipcie, słyszy również ich szemranie przeciwko Mojżeszowi. Da im mięso i chleb. Będą musieli zebrać Jego dary. Izrael będzie się musiał nauczyć ufać Bogu, uznać Boga swoich ojców, by cieszyć się wolnością. 

    Jezus mówi obrazem dobrze znanym tamtym ludziom. Siewca rzuca ziarno. Człowiek musi zadbać o to, by wyrwać ciernie, usunąć kamienie, przeorać ziemię. Wtedy jest szansa na wzrost ziarna. 

    Różne są okoliczności naszego życia. Bez wątpienia pojawiają się wszystkie komplikacje wskazane w przypowieści: poboczne drogi i ścieżki, kamienista ziemia, chwasty i ciernie, które zagłuszają, jest też dobra gleba, która rodzi. 

    Jezus zmusza do zastanowienia. Nie można zadowolić się tym, że ziarno jest rzucone. Bez ludzkiego zaangażowania wysiłki siewcy zostaną zniweczone - nie przez ziarno, ale przez brak zaangażowania w przygotowanie podłoża dla ziarna. 

    Trzeba odłożyć na bok pewien komfort, który pochodzi z oczekiwania - jakoś to będzie, wszystko będzie nam dane. W naśladowaniu Jezusa nie ma miejsca na bierność  czy wygodę.

    Masz uszy? Niech spełniają swoje zadanie, niech słuchają, abyś mógł zrozumieć i zastosować. Izrael uczył się tego na pustyni i zajęło mu to czterdzieści lat. Nam zajmie to całe życie - nauczyć się słuchać. Taka jest przygoda wiary. Każdego dnia dokonywać przejścia z wygodnej niewoli do wolności, która angażuje. 


1. Czy jest we mnie gotowość, by słuchać Boga?

wtorek, 20 lipca 2021

Wtorek 16. Tygodnia Zwykłego

    I zatrzymał koła ich rydwanów, tak że z wielką trudnością mogli się naprzód posuwać. Egipcjanie krzyknęli: «Uciekajmy przed Izraelem, bo w jego obronie Pan walczy z Egipcjanami». A Pan rzekł do Mojżesza: «Wyciągnij rękę nad morze, aby wody zalały Egipcjan, ich rydwany i jeźdźców» (Wj 14,25-26).


    Życie jest pełne przeszkód i przeciwności. Mojżeszowi i Izraelitom nie było łatwo zostawić wszystko, by wyruszyć na poszukiwanie ziemi obiecanej, ale nadzieja uzyskania wolności i nowego życia są silniejsze niż trudności, jakie spotykają na drodze. 

    Pojawiają się jednak wątpliwości, czy było warto. Kiedy dotarli do Morza Czerwonego, naturalnej przeszkody, a za plecami słyszą rydwany faraona, zaczynają się zastanawiać, czy wyjście nie było błędem. Lęk burzy zaufanie. 

    I doświadczenie opieki ze Strony Boga. Kiedy człowiek pozwala Bogu działać, Bóg działa. Jeśli nie pozwalamy na Boże działanie, sami zamykamy się na łaskę. Uciekajmy przed Izraelem, bo w jego obronie Pan walczy... Poganie uznają, że Bóg jest z ludem Izraela i ratuje go z opresji. Bóg ma tylko jeden cel - szczęście swojego ludu. Idzie ze swoim ludem, kiedy lud chce iść z Nim. Przemawia, kiedy lud chce Go słuchać. 

    Bóg wychodzi nam na spotkanie, kiedy my otwieramy się na nie. 


1. Czy uznaję, że bez Bożej łaski nic nie jestem w stanie uczynić? Czy pozwalam Bogu na działanie w moim życiu?