zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 7 kwietnia 2024

II Niedziela Wielkanocy

    Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził; i każdy miłujący Tego, który dał mu życie, miłuje również tego, kto życie od Niego otrzymał (1 J 5,1).

Tomasz, jeden z Dwunastu, nazywany Didymos, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. Pozostali zatem uczniowie powiedzieli mu: „Widzieliśmy Pana”. A on rzekł: „jeżeli na jego rękach nie zobaczę śladu po gwoździach jeżeli nie włożę swego palca w ślad po tych gwoździach, i jeżeli nie włożę swej dłoni w jego bok, nie uwierzę” (J20,24-25).


Postać Tomasza apostoła, apostoła zwątpienia, sprawia, że tracimy z oczu prawdziwego bohatera tej Ewangelii: Chrystusa Zmartwychwstałego. Skupienie się na Tomaszu prowadzi nas do ponownego pochylania się nad naszymi postawami, nad znaczeniem wiary w naszym życiu. 

    Ale to nie jest najlepsza rzecz do refleksji w tę niedzielę. Wielkanoc nie jest czasem, aby skupiać się na sobie; to czas, kiedy mamy podnieść oczy i zobaczyć Chrystusa Zmartwychwstałego, pozwolić na Jego obecność w naszym życiu, pozwolić dotknąć się Jego słowom, pozwolić dotknąć Jego słowom naszego serca.

Kiedy Zmartwychwstały nie pojawia się pośrodku naszego życia, żyjemy z zamkniętymi duszami, zamkniętym sercem, próbując bronić się najlepiej jak potrafimy przed własnymi lękami i wadami, budując mury ochronne, nie ufając nawet tym, którzy są nam najbliżsi. Zamykamy drzwi, zakładamy zamki i milczymy. W centrum naszego życia stawiamy to, o czym marzymy, czego potrzebujemy, co nas boli, często także nasze frustracje. Taki właśnie był Tomasz.

     Potrzebujemy w te wielkanocne niedziele, aby nasz wzrok zatrzymał się na Jezusie. Poczuć, że Jezus patrzy na nas i posyła nas, byśmy byli Jego świadkami. 

     Nasze życie składa się ze spotkań. Niektórych z nich szukamy, ale nie zawsze. Często właśnie te nieoczekiwane spotkania wywierają na nas największe wrażenie, być może z powodu zaskoczenia, być może z powodu ich bezinteresowności. Każde spotkanie pozostawia w nas ślad, który wpływa na nasze życie. To, kim jesteśmy, jest owocem osobistych spotkań, które przeżyliśmy.

     Od początku swojej historii wspólnota chrześcijańska rodziła się ze spotkania ze Zmartwychwstałym. Ci, którzy Go spotkali, przemienieni przez to doświadczenie, żyli w nowy sposób: jeden Duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli. 

     To właśnie spotkanie ze Zmartwychwstałym kształtuje nas jako wierzących; to spotkanie daje nam najgłębszą tożsamość, pozwala nam odkryć ostateczny sens naszego istnienia. 


Jakie spotkania były dla mnie najbardziej znaczącymi w życiu?

sobota, 6 kwietnia 2024

Sobota w Oktawie Wielkanocy

    Co mamy zrobić z tymi ludźmi? Bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jeruzalem. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie szerzyło się to wśród ludu, surowo zabrońmy im przemawiać do kogokolwiek w to imię! (Dz 4,16-17).

    W końcu ukazał się samym jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego (Mk 16,14).

 

                Zaufać w pełni jakiejś osobie, zawierzyć, to nie jest łatwe. Trudność ta może mieć różne przyczyny. Jedną z nich jest zamknięcie się na prawdę o drugim, zamknięcie się na przyjęcie dowodów. Tak dzieje się w przypadku arcykapłanów i faryzeuszów, którzy zamykają się i nie potrafią uznać, że Jezus jest Synem Bożym. Mogli przyjąć i przyjęli, że apostołowie, Piotr i Jan, dokonali cudu. Temu nie dało się zaprzeczyć. Ale uprzedzenia, które były fundamentem ich postawy, spowodowały, że nawet wobec ewidentnego znaku, nie uznali prawdy o Jezusie. Dla nich był tylko człowiekiem, nie potrafili przyjąć, że był Bożym Synem.

                Apostołowie też mieli problemy z przyjęciem prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa. Mistrz wyrzucał im upór, brak wiary wobec świadectwa tych, którzy już widzieli. Być może ten opór wypływał z tego, że prawda o zmartwychwstaniu była zbyt wzniosła, trudna do przyjęcia przez ludzki rozum. To nie wydarzyło się wcześniej w historii ludzkości. Dlatego trudno im było przyjąć świadectwo Marii Magdaleny, świadectwo tych, których spotkał w drodze i którzy świadczyli, że On żyje. Musiał przejść sam Jezus, ukazać się jedenastu, by ich przekonać o swoim zmartwychwstaniu, przekonać o czymś, co zapowiadał im przed swoją śmiercią.

                To spotkanie ich przemieniło. Pozbyli się strachu, obaw, niewiary. Stali się świadkami wobec świata i byli gotowi za prawdę o Jezusie zmartwychwstałym oddać swoje życie. Był w nich opór, były wątpliwości, ale nie było uprzedzenia. Byli otwarci na prawdę, dlatego wiara znalazła miejsce w ich sercu.

 

Jakie wątpliwości pojawiają się dzisiaj w moim sercu?


piątek, 5 kwietnia 2024

Piątek w Oktawie Wielkanocy

    Jezus zawołał do nich: „dzieci, czy macie coś do zjedzenia?” Odpowiedzieli Mu: „ nie”. On im rzekł: „ zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc z powodu mnóstwa ryb nawet wyciągnąć jej nie mogli. Wtedy ten uczeń, którego Jezus miłował, powiedział do Piotra: „ to jest Pan” (J21,5-7a).

 

                Widzą Go i nie rozpoznają. Kolejny raz. Uczysz mnie, Panie, że muszę się przygotować na wciąż formę Twojej obecności. Podejmujesz inicjatywę, przychodzisz nad jezioro swoich uczniów. Aby dać się poznać, przypominasz im dwa znaki, które zapadły im w pamięć. Ten pierwszy, który otwierał drogę ich powołania - połów ryb, a także posiłek, kiedy na pustkowiu jedli chleb do sytości. To wtedy, poprzez te dwa znaki, mogli cię rozpoznać, ich serce dostrzegło to, czego nie potrafiły zobaczyć oczy.

                Znali te znaki. Ale zmartwychwstanie pozwala im inaczej na nie spojrzeć, pozwala odkryć ich nowe znaczenie. To dzięki zmartwychwstaniu historyczne gesty Jezusa nabierają nowego znaczenia. Stają się teraz znakami spotkania i relacji z Mistrzem.

                To umiłowany uczeń jako pierwszy odkrył, że to jest Pan. Tam gdzie mówisz o umiłowanym uczniu, nie wymieniając jego imienia, chcesz, bym wstawił moje imię. Mówisz mi, że Jestem twoim umiłowanym uczniem, że mogę się cieszyć otrzymanym darem wiary. Dziś szczególnie chcę ci podziękować za ten dar.

 

    Jakie wydarzenia historii mojego życia są dla mnie znakami bliskości Boga?


czwartek, 4 kwietnia 2024

Czwartek w Oktawie Wielkanocy

    Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak rozpoznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: "Pokój wam!". Zatrwożonym i wylękłym wydawało się, że widzą ducha (Łk 24,35-37).


    Doświadczyli w Emaus, że Jezus żyje, wrócili do wspólnoty, aby podzielić się swoją radością. Jezus objawia się i jest obecny we wspólnocie, w której każdy doświadcza innej sytuacji. Są tacy, którzy są absolutnie pewni, że Jezus zmartwychwstał. Inni, być może, w tej samej chwili, doświadczają wątpliwości, jeszcze inni mogą być pogrążeni w mroku niewiary. Ludzie, każdy z osobna, na drodze wiary mają swój rytm i swoje tempo. 

    Jezus wszystkim bez wyjątku przynosi pokój, przychodzi do nich wszystkich. Pokazuje im swoje rany i je razem z nimi. Tylko Bóg może być tak ludzki. We wspólnocie można i trzeba pokazywać swoje rany, wyrażać swoje potrzeby, iść naprzód. 

    Dla każdego z nas doświadczanie Boga jest związane z codziennymi doświadczeniami życia. Musimy żyć i odkrywać Boga, który idzie z nami, chociaż trudno czasem rozpoznać Jego obecność. Uczniowie idący do Emaus pogrążeni w smutku, nie rozpoznali Go. Zgromadzeni w Wieczerniku myśleli, że to duch. Maria Magdalena widziała jedynie ogrodnika.

    Jezus żyje, ale oni Go nie rozpoznają.  Zmartwychwstanie Jezusa pokazuje, że słabość zatriumfowała nad mocą tego świata. 

    Jesteśmy Jego świadkami. Jeśli rzeczywiście wierzymy, pozwólmy innym odkryć i doświadczyć, że On idzie i jest z nami. 


Czy ja rozpoznaję znaki Bożej obecności?

środa, 3 kwietnia 2024

Środa w Oktawie Wielkanocy

    Przystanęli smutni. Jeden z nich, imieniem Kleofas, odezwał się do Niego: "Chyba tylko Ty jeden mieszkasz w Jeruzalem i nie wiesz, co się w tych dniach tam wydarzyło... Chodzi o Jezusa z Nazaretu. To był Prorok. Człowiek mocny w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu. I jakże możliwe, że nasi arcykapłani wydali Go na wyrok śmierci  i ukrzyżowali Go. A myśmy się spodziewali... (Łk 24,17b-18.19b-21a).


    Głębokie rozczarowanie i frustracja. Nadzieje pokładane w Jezusie zostały całkowicie zawiedzione. Potężny w czynach i słowach Prorok został potępiony przez władze i ukrzyżowany z rozkazu Piłata. 

    Zatrzymali się ze smutkiem. Mówią o pogrzebanej nadziei, o zniszczonym marzeniu. Myśmy się spodziewali... 

    Warto odnaleźć się w tej rzeczywistości uczniów. Wiele życiowych planów i projektów przekreśliło życie, decyzje nasze i innych, sytuacje, które przyszły i przyniosły rzeczywistość, którą musieliśmy przyjąć, a przecież myśmy się spodziewali... Ile planów zmieniła wojna w Ukrainie czy w Izraelu? ile zostało przekreślonych w jednej chwili...

    Jezus nie zmienił rzeczywistości uczniów. Nie cofnął czasu do tych chwil przed Golgotą. Nie możemy oczekiwać, że nagle zainterweniuje w nasze życie w jakiś niezwykły magiczny sposób i wrócimy do przeszłości. 

    Nie oznacza to jednak Jego nieobecności. To Jego obecność pozwala nam odczytać w inny sposób naszą rzeczywistość, stawić czoła różnym bolesnym doświadczeniom. Dzięki Jego obecności potrafimy odczytać rzeczywistość, nawet tę trudną rzeczywistość, oczami wiary, w świetle Jego Słowa: I wyłożył im dotyczące Go we wszystkich Pismach słowa...


W jaki sposób doświadczenie wiary zmienia moje spojrzenie na rzeczywistość świata?

wtorek, 2 kwietnia 2024

Wtorek w Oktawie Wielkanocy

    Maria Magdalena wstała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: „niewiasto, czemu płaczesz?” (J 20,11-13a).


Święty Jan opowiada dzisiaj ujmującą historię kobiety zakochanej w Twoim umiłowanym Synu. Opowiada też historię Twojego Syna, który po zmartwychwstaniu chce pozostać obecny wśród ludzi, który nie zapomina o swoich uczniach.

Ale czy wiesz, Ojcze, że bardzo trudno nam pojąć, co oznacza zmartwychwstanie? Bardzo trudno jest nam zrozumieć, co wydarzyło się w tym wyjątkowym dniu, w tym wyjątkowym zdarzeniu, jakim jest zmartwychwstanie ukrzyżowanego Jezusa. Maria Magdalena towarzyszyła Jezusowi na Kalwarię. Bardzo Go kochała, jej serce było pełne wdzięczności wobec tego niezwykłego Mistrza. Nie pogodziła się z Jego zniknięciem. Pusty grób sprawia, że zaczyna płakać. Opłakuje Jego nieobecność, próbuje go szukać. 

Kiedy nasze serce wypełnione jest żalem lub jakimkolwiek innym negatywnym uczuciem, mamy trudności z dostrzeżeniem Zmartwychwstałego pośród nas. Smutek, złość, uraza, strach czy nienawiść skutecznie potrafią pozbawić nas dobrego widzenia.

Ze swej strony zmartwychwstały Chrystus wychodzi jej na spotkanie, staje tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Ona Go widzi, ale nie rozpoznaje. Widzi w Nim ogrodnika. Wyjaśnia powód swojego płaczu. Pyta ogrodnika, czy nie wie, gdzie położyli jej Mistrza, bo chce Go zabrać.

To paradoks zmartwychwstania. Chrystus zmartwychwstały jest tym samym, który towarzyszył im, ale nie jest taki sam. Tylko wtedy, gdy się objawi, możemy Go rozpoznać. Maria Magdalena rozpoznała Go, kiedy wypowiedział jej imię: Mario… to musiał być bardzo szczególny głos. Spotkała Go i rozpoznała. Staje się świadkiem i zostaje posłana, by przekazać nowinę: widziałam Pana!

W tym wydarzeniu przypominasz mi, Ojcze, że zmartwychwstały staje się obecny w moim życiu, ale trzeba Go szukać, trzeba umieć zapłakać, kiedy staje się nieobecny. Kiedy daje się poznać, zdobywamy pewność, że to On, ten sam Jezus. Tylko wtedy, gdy wypowiada moje imię, mogę naprawdę Go rozpoznać i być Jego świadkiem. To On pozwala nam widzieć i budzi naszą wiarę. Zmartwychwstanie dla nas dokonuje się w wierze, ale nie jest wytworem naszej wiary. 

    To spotkanie z Nim, dotknięcie Jego uwielbionego Ciała, czyni nas wierzącymi. Dziękuję ci za ten dar wiary, Ojcze, za Twoje Słowo, za to, że wołasz mnie po imieniu.


Jak często doświadczam miłości Ojca, który zna mnie i woła do mnie po imieniu?


poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Poniedziałek w Oktawie Zmartwychwstania

    Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: „Witajcie!”. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „ Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą” (Mt 28,8-10).


    Oddaliły się od grobu... W jakich grobach się znajdujemy? Istnieją groby kłamstwa, które wydają się małe, nikomu nie szkodzą, ale się kumulują, pokrywają coraz grubszą warstwą i zamykają serce na światło Prawdy... Istnieje też grób korupcji, jak w przypadku żołnierzy opłaconych za kłamstwo.

    Ewangelia zaprasza nas do oddalenia się w pośpiechu od każdego grobu, który odgradza ludzkie serce od światła i życia. Nie ma czasu do stracenia, nie wolno oglądać się za siebie i ulegać pokusie powrotu do znanej ciemności grzechu i śmierci. 

    Powraca jednak sprawa lęku. Stąd: Nie bójcie się! W godzinach po ukrzyżowaniu strach był jakoś zrozumiały, ale wobec pustego grobu i objawienia Zmartwychwstałego, który pozwala się objąć, ten strach uderza. Wielokrotnie uczniowie usłyszą po zmartwychwstaniu Pana: Nie bójcie się! Narodziny zawsze są trudne, wiążą się z opuszczeniem ciemnej, ale jednak znanej przestrzeni. 

    Odejście od grobu wymaga stawienia czoła niepewnej i złożonej rzeczywistości świata, odrzucenia pokusy powrotu do łona, by przestać żyć w świecie, by się przed nim schronić i zamknąć. Odejście od grobu wymaga przemiany życia.

    Zmartwychwstały Pan nie chciał zostawić nam ogromnej pustki swojej nieobecności. Wychodzi nam na spotkanie. I jak mówił wówczas do kobiet, tak mówi i do nas: Nie bójcie się! Przynosi radość. Tam, gdzie pojawia się Zmartwychwstały, pojawia się radość. 

    Zmartwychwstały wypełnia zalęknione serca radością. Zawsze gotowy leczyć nasze serca wypełnione lękiem i smutkiem. Utrudnił nam wiarę w Boga, bo byliśmy świadkami Jego haniebnej śmierci. A dziś objawia nam swoje nowe imię: Zmartwychwstały. Wypełnia ciemność światłem i życiem. On, Zmartwychwstały Pan!


Od jakich grobowców powinienem się w pośpiechu oddalić, by spotkać Pana życia?


niedziela, 31 marca 2024

Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego

        Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu (J 20,1).


        Życie Sprawiedliwego dobiegło końca. Został grób. Kiedy szła nocą do grobu ta, która do końca stała pod krzyżem, Maria Magdalena, myślała o nim, o ciężkim kamieniu grobowym, ale myślała także o nich: potężnych tego świata, politykach, religijnych władzach, o tych, którzy potrafią manipulować masami, o bogatych i pozbawionych skrupułów, którzy nie chcieli mieć kłopotów. To oni doprowadzili do zamknięcia tego grobu nad Sprawiedliwym. 

    Myślała także, i my nie możemy o tym zapominać, o milczeniu przyjaciół, milczeniu dobrych ludzi, ich wątpliwościach, tchórzostwie i lękach… Wreszcie myślała o tych, którzy tak łatwo dali się porwać temu spektaklowi manipulacji i pozorów…

        Myślała o tej ciężkiej kamiennej płycie. 

        Zadajemy sobie pytanie, jak kobiety biegnące do grobu: kto odsunie kamień? Kto rozwiąże nasze problemy?

         Zobaczyła jednak odsunięty kamień… Czy nie pozostanie im nawet pociecha z kontemplowania twarzy Przyjaciela i dbania o Jego szczątki?

            Ludzie, którzy są przekonani, że Bóg umarł, nie dbają o to, gdzie jest Jego grób. Ale jest też wielu chrześcijan, którzy są zainteresowani pilnowaniem i opieką nad grobem. Strzegą go, aby Ten, który został w grobie złożony, już tam pozostał. Wolą Go martwego. Martwy Bóg nie przeszkadza, można Go uczcić co jakiś czas, przeżywając święta, ale niech pozostanie martwy, niech nie wtrąca się w nasze życie.

    Nie wiemy gdzie Go położono? Czy rzeczywiście? My chrześcijanie wiemy, gdzie został umieszczony: gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w Jego imię, tam On jest pośród nich. Wskrzeszając Go, Ojciec umieścił Go w sercu każdej wspólnoty i każdego wierzącego, w ludziach, którzy są przekonani, że historia się nie skończyła, ponieważ jest jeszcze wiele do zrobienia…

            Sprawowanie Eucharystii jest wyznaniem naszej wiary w żywego, zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa, prawdziwie obecnego pośród tej wspólnoty. Apostołowie stali się świadkami, ponieważ dzielili z Nim życie, dzielili chleb i wino, wszystko. Nie stali się świadkami dzięki swojej doskonałości, ale z powodu tego doświadczenia, że są kochani przez Pana. 

    Jesteśmy jednymi z nich, dlatego tu jesteśmy, o świcie, w pierwszy dzień tygodnia. Obyśmy również wiedzieli, jak być Jego świadkami. Nawet, jeśli nie jesteśmy doskonali, byśmy  uwierzyli i nie bali się świadczyć o Jego miłości…


Jak na moje życie wpływa prawda o zmartwychwstaniu Jezusa?

piątek, 29 marca 2024

Wielki Piątek Męki Pańskiej

    On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a my uznaliśmy Go za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła na Niego chłosta Zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze uzdrowienie (Iz 53,5).

    Chrystus bowiem z głośnym wołaniem i płaczem za swych dni doczesnych zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości (Hbr 5,7).

    Tam Go ukrzyżowano, a z nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu (J 19,18-19).

 

 Jezus na krzyżu nieustannym krzykiem przeciwko niesprawiedliwości, przeciwko wszelkiej niesprawiedliwości. Uczyniliśmy Krzyż naszym znakiem. To, co dla innych jest znakiem Najwyższego upokorzenia. To, co widziane ludzkimi oczami nie ma żadnego sensu. To, co jest demonstracją ostatecznej porażki Jezusa. Dla nas, wierzących, jest znakiem zwycięstwa. 

    Ponieważ tylko ziarno pszenicy, które umiera, Jestem jedynym zdolnym dać nowe życie. Ponieważ to na krzyżu, w śmierci Jezusa na krzyżu, rozpoczyna się zmartwychwstanie.

                Pasja Jezusa oznacza cierpienie i ból. Męka Jezusa to historia jego ostatnich chwil. Jego śmierć to śmierć spowodowana przez innych, to egzekucja poprzedzona torturami, bo trudno inaczej nazwać chłostę, której został poddany, szyderstwo rzymskich żołnierzy, opluwanie i bicie. Egzekucja Poprzedzona zmanipulowanym i sfałszowanym procesem, w którym wyrok został z góry ustalony.

                Ale pasja ma jeszcze inne znaczenie. Pasja to wielka miłość. Miłość, która wszystko daje, miłość bez miary, bez ograniczeń. Ten kto żyje taką pasją, kto żyje miłością, jest głuchy i ślepy na zdrowy rozsądek i dobre rady, które odpowiadałyby żyć inaczej, podpowiadałyby ucieczkę, wycofanie się, stonowanie. Doradzali mu to uczniowie, sam wyczuwał rosnące zagrożenie, ale jego najgłębszą i najprawdziwszą pasją była miłość do Ojca i miłość do człowieka, którego przyszedł zbawić.

                Ta pasja miłości nie umniejsza przeżywanego bólu. Biczowanie rozdzierał było Jego skórę, gwoździe przebiły Jego ciało. A Jego śmierć przyszła pośród udręki uduszenia spowodowanego krzyżem. Jego jedyną bronią było zaufanie do Boga, Jego Ojca. Wszystko inne upadło. Jego przyjaciele wyparli się Go i uciekli. Był sam w najciemniejszej nocy, jaką można sobie wyobrazić. Czuł nawet opuszczenie przez samego Boga: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Utrzymanie zaufania w takiej sytuacji jest trudne. Ale On ufał. Ponieważ Jego pasja, druga pasja, miłość i wierność Bogu, była silniejsza niż noc śmierci.

                Wielki Piątek jest zaproszeniem, aby w ciszy kontemplować te dwie pasje Jezusa: Jego mękę i Jego miłość. Nie był to dla Niego łatwy moment. Nie powinniśmy próbować wypełniać Wielkiego Piątku słowami. Powinniśmy po prostu milczeć i wpatrywać się w Ukrzyżowanego. Nic więcej.


czwartek, 28 marca 2024

Wielki Czwartek

    Bo ja otrzymałem od Pana i to wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której był wydany, wziął chleb i złożywszy dziękczynienie, połamał, i powiedział: „ to jest ciało moje, to dla was. Czyńcie to na moją pamiątkę” (1 Kor 11,23-24).

    Kiedy zaczęła się wieczerza, a diabeł posiał już w sercu Judasza, syna Szymona Iskarioty, myśl, aby go wydać, Jezus, wiedząc, że ojciec wszystko złożył w jego ręce i że od ojca wyszedł, i do ojca idzie, wstał od stołu i zdjął szaty. Potem wziął prześcieradło i nim się przepasał. Nalał wody do miednicy i zaczął obmywać nogi uczniom i wycierać je prześcieradłem, którym był przepasany (J 13,2-5).

 

                Ustanowienie Eucharystii, o którym opowiada Paweł, nie pojawia się w Ewangelii Jana, która mówi o umyciu nóg. Jezus głosił, mówił o Bogu i czynił znaki. Po ogłoszeniu, że nadeszła jego godzina, celebruje ostatnią wieczerzę ze swoimi uczniami, wieczerzę która rozpoczyna czas męki. 

    Ten gest Jezusa wskazuje na to, o czym mówi cała Ewangelia: pełne miłości oddanie się Jezusa jako przejaw chwały i miłości Boga oraz jako zwycięstwo nad siłami zła. Umycie nóg jest proroczym gestem, sposobem wyjaśnienia znaczenia życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Jest to również zaproszenie dla nas - chrześcijanin musi nadać znaczenie swojemu życiu.

                Gest Jezusa jest niezwykły i zaskakujący. Ten, który przewodniczył wieczerzy, nie wstawał nigdy, aby służyć gościom, a tym bardziej umywać komuś nogi. A Jezus to czyni. Pozostawia uczniom pewien styl pokornej i służebnej miłości. Styl, który nie dba o własną godność, ale wie, jak pochylić się do stóp drugiego, aby złagodzić jego zmęczenie, oczyścić ich bród i zaprosić do własnego stołu. Słowa Jezusa: „ jeśli umyłem wam nogi Ja, Pan i Nauczyciel, to i wy powinniście sobie wzajemnie nogi obmywać”.

To przypomina nam, że mamy służyć.  Pamiętajmy jednak, że ten gest obmycia, jest gestem, który dodaje nam godności, leczy nasze rany, przypomina nam, czym powinna być nasza służba. Służba nadaje status osobie, czyni ją godną szacunku przed innymi, wywyższa ją wobec innych. Pod koniec naszego życia zostaniemy nagrodzeni za naszą służbę innym.

Na szczególną uwagę zasługuje uroczysty początek tej sceny: Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina, aby odejść z tego świata do Ojca, ponieważ umiłował swoich przebywających na tym świecie, do końca ich umiłował… To klucz do odczytania liturgii całego Triduum Paschalnego - miłość do końca.

W reakcji Piotra możemy zobaczyć naszą własną reakcję. Chcielibyśmy, aby Jezus nie musiał umierać i nie umywał nam nóg. To jest normalna odmowa: nie życzymy cierpienia naszym bliskim, nie chcemy sprowadzać ich do roli niewolników. 

Jezus tłumaczy nam, wyjaśniając Piotrowi swój gest, że tam, gdzie świat widzi tylko zniewolenie i uniżenie, powinniśmy widzieć dobrowolne i zbawcze oddanie, miłość, która otwiera drzwi do wiecznego życia. Tam, gdzie świat widzi tylko straszliwą śmierć na krzyżu, Jezus widzi więcej: wiedział, że przyszedł od Boga i wraca do Boga, nadeszła jego godzina, aby odejść z tego świata do Ojca. W Jezusie widzimy, że Bóg miłością, ofiarą, darem z siebie.

Jest jeszcze jeden element tej miłości do końca. Ma ona straszny, twardy aspekt: wymaga śmierci wielu rzeczy, do których zbyt mocno się przywiązujemy. Jest jedynym sposobem walki ze złem, a walka ze złem nigdy nie jest łatwa. Nigdy nie jest łatwo stanąć twarzą w twarz ze złem. 

Jezus umył nogi również judaszowi, mimo że diabeł już zatruł jego serce zdradą. Krzyż i umycie nóg mówią nam o zwycięstwie dobra nad złem, ale także o środkach, za pomocą których to zwycięstwo jest osiągalne.


W czym wyraża się moja postawa służby i oddania?

środa, 27 marca 2024

Środa Wielkiego Tygodnia

    Kiedy nastał wieczór, zasiadł z Dwunastoma. Gdy jedli, powiedział: „O tak, mówię wam, jeden z was mnie wyda”. Wtedy bardzo zasmuceni zaczęli Go pytać jeden po drugim: „chyba nie ja, Panie?”  Na to Judasz, który Go właśnie wydawał, rzekł: „czyżbym to ja był, Mistrzu?” Odpowiedział mu: „ Rzekłeś” (Mt 26, 20-22. 25).


W tych dniach przed celebracją wielkich tajemnic naszej wiary postać zdradzającego ucznia jest bardzo znacząca i niepokojąca. W Jezusie i Judaszu możemy odkryć dwa skrajne bieguny ludzkiej wolności: wolność do zdrady, całą otchłań apostazji, którą reprezentuje Judasz oraz wolność do całkowitego poddania się, oddania się z miłości, którą objawia Jezus. Pomiędzy tymi dwoma biegunami każdy z nas może się swobodnie poruszać, dokonywać codziennych wyborów. Na tych dwóch krańcach znajduje się albo moc Boga, albo siła złego ducha.

Patrzymy na Jezusa i możemy podziwiać Jego zdolność do przyjęcia tak bolesnego ciosu, jakim jest zdrada Judasza, do stawienia mu czoła. Bez przyzwolenia, by ta zdrada oddaliła Go od drogi wierności Ojcu, od oddania swojego życia za nas wszystkich.

Judasz wyrzeka się Tego, który nadał sens jego życiu, coś w nim pękło. I nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że Judasz nie potrafi się zatrzymać, chociaż smutek i wewnętrzny niepokój ostrzegają go, że popełnił błąd. Można by wyobrazić sobie inne zakończenie tej opowieści. Przecież Judasz, słysząc, że jego zdrada jest znana, że jeden z was mnie wyda, zamiast pytać: czy to nie ja, Mistrzu? - mógł zawołać: Wybacz mi, Mistrzu, pomóż mi, nie wiem co się ze mną stało…

W naszym życiu są światła i cienie, hojność i egoizm, walka i zniechęcenie, zwycięstwa i porażki. Ale Jezus, który niczego nie oddaje na stracenie, wciąż zwraca się do nas słowami: Rzekłeś, ty to powiedziałeś, to znaczy, ty musisz decydować, dokonywać własnych wyborów, postępować według tego, co uznajesz za najlepsze, nadawać swojemu życiu kierunek, w którym chcesz, by podążało. On nadal pozostawia ci wolność podążania za Nim i kochania Go, ponieważ to ty decydujesz.

Dobrze zacząć to łaska od Boga. Kontynuować właściwą drogę, nie zagubić rytmu, to jeszcze większa łaska. Ale łaską łask jest nie poddać się, nie zwątpić. Wierność jest łaską mocy Bożej działającej w każdym z nas. Dlatego Księga Apokalipsy mówi: bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia. 

Kiedy Jezus daje nam przykład wierności całkowitej i absolutnej, zapraszając do naśladowania, nie zapominajmy o Judaszu, jednym najbliższych uczniów wybranych przez Mistrza. Judaszu, który został zaproszony do głębokiej przyjaźni z Panem, ale zdrada okazała się w nim silniejsza: diabeł wszedł w niego i dlatego w jego sercu zapanowała noc. Jesteśmy słabymi ludźmi, jesteśmy narażeni na wszelkiego rodzaju szaleństwa. Tym bardziej potrzebujemy wierności, trwania w przyjaźni z Jezusem, szukania Go w modlitwie i sakramentach.


Jak reaguję na życiowe przeciwności? Czy szukam wtedy bliskości z Jezusem? Czy nie poddaję się zwątpieniu?


wtorek, 26 marca 2024

Wtorek Wielkiego Tygodnia

    Ja zaś mówiłem: „ próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego (Iz 49,4).

    Wcześniej wieczerzy z uczniami wzruszył się do głębi i tak oświadczył: „ zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie wyda (J 13,21).


    Mamy swoje plany, swoje wyobrażenia, swoje idee. Ale czasem wystarczy chwila, aby wszystko się zawaliło. I wtedy możemy wołać jak prorok: na próżno się trudziłem. Wystarczy choroba, czy jakieś inne wydarzenie, doświadczenie, które zatrzymuje wszystko, wszystkie nasze zamierzenia i plany.

    Nagle okazuje się, że to, czego nie mogliśmy przełożyć, zostaje odwołane. To, co uznawaliśmy za niezbędne, nie jest już tak istotne. I chociaż wiele razy mówiliśmy, że musimy zostać w domu i odpocząć, w sytuacji przymusowego pozostania w domu czujemy się przytłoczeni. Lament Izajasza możemy wówczas uczynić naszym własnym.

    Każdy z nas żyje własnymi sprawami, problemami, każdy z nas nosi w sobie własne zmartwienia i troski, swoje lęki i niepokoje, każdy z nas ma jakieś zadania do wykonania. To wszystko sprawia, że możemy stać się zafiksowani na jakichś zadaniach, problemach, ochronie swojego miejsca, swojej pozycji, swojego przekonania o własnej doskonałości i niezawodności.

    Popatrzmy na Wieczernik. Na uczniów: Piotra, Jana i Judasza.

- Jan opierający się o Jezusa, spokojny w swojej uprzywilejowanej przyjaznej pozycji, chyba nie do końca świadomy tego, co nadchodzi. Jakby nie słyszał słów Jezusa albo nie zdawał sobie sprawy z ich powagi;

- Judasz, pochłonięty własnym planem, zastanawiający się kiedy i jak, planem który nie pozwala mu spojrzeć poza swoje serca, zobaczyć, że jego knowania nie są tajemnicą, działa jak automat, pochłonięty swoim planem;

- Piotr, poczciwy gorliwy Piotr, tak skupiony na sobie, własnej sile i zapale, na przekonaniu o własnym przywiązaniu do Niego, własnej niezawodności, też nie słucha tego, przez co przechodzi Jezus. Zależy mu tylko na tym, by dać do zrozumienia, że on nie zawiedzie, że podoła zadaniu.

    Czasami nie jesteśmy świadomi naszych własnych fiksacji, tego wszystkiego, co skupia naszą uwagę na nas samych i nie pozwala nam zobaczyć i usłyszeć innych. To zdarza się nie tylko Judaszowi - zdrajcy, to było tak że udziałem Jana - umiłowanego ucznia oraz Piotra - głowie Kościoła. 

    I to zdarza się każdemu z nas. Dlatego nie zaszkodzi, jeżeli od czasu do czasu doświadczymy porażki, własnej zawodności, ograniczenia, słabości. Nie zaszkodzi, jeżeli jakiś ból dotknie naszego serca, czy uderzy nasz z zewnątrz. To jest szansa, byśmy zawołali z głębi naszego serca: na próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja Nagroda u Boga mego. Potrzebujemy czasem kubełka zimnej wody, by spadły klapki z naszych oczu i uszu. 


Czy potrafię dostrzegać moje własne fiksacje, które nie pozwalają mi zrozumieć, zauważyć i usłyszeć innych?

poniedziałek, 25 marca 2024

Poniedziałek Wielkiego Tygodnia

    Maria zaś wzięła funt szlachetnego olejku, drogocennego olejku narodowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A tom napełnił się wonią olejku (J 12,3).


      Dom wypełnił się wonią olejku, wypełnił się gestem, bliskością bez słów, najbardziej bezinteresowną miłością: miłością, którą dajemy, kiedy dajemy siebie. Kiedy dajemy, nic na tym nie zyskując i niczego w zamian nie oczekując. Czyste marnotrawstwo, czysta bezinteresowność. Chcemy tylko być obok, wspierać, pocieszyć, koić, zatroszczyć się.

      I to z pewnością wielu zirytuje: niektórzy poproszą o rozliczenie, jak judasz, ponieważ zawsze są pilniejsze potrzeby, które oczekują odpowiedzi. Maria wybiera serce Jezusa, swojego przyjaciela, który przeżywa ostatnie dni swej ziemskiej pielgrzymki. Przyjaciela, który jest także Panem jej życia.

        Warto o niej pamiętać nie tylko w Wielkim Tygodniu, ale zawsze, kiedy trzeba wybierać, kiedy musimy wybierać, między zrobieniem czegoś ważnego, kosztownego, praktycznego, widocznego, a chwilą prostej bliskości z Jezusem, naszym Przyjacielem i naszym Panem. Cała reszta nie jest zła: praktyki religijne, rytuały, ofiary - ale są chwile, kiedy warto wybrać olejek narodowy i wylać go na czyjeś stopy.  


    Czy potrafię zdobyć się na bezinteresowność wobec innych?


niedziela, 24 marca 2024

Niedziela Palmowa

    Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej (Flp 2,6-8).

 

          Znamy zapowiedzi męki Chrystusa, które kierował do swoich uczniów. Mówił o tym, że będzie odrzucony, wydany, zabity, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. To może prowadzić do prostego stwierdzenia, że przecież wiedział, co Go czeka i jaki będzie koniec. Wiedział, że po trzech dniach zwycięski wstanie z grobu.

                Dlatego słowa świętego Pawła mówiące o ogołoceniu, rezygnacji z boskości, mogą nam pomóc lepiej zrozumieć to, o czym mówi nam liturgia Niedzieli Palmowej, a później Wielkiego Piątku. 

    Jezus stał się taki, jak ja i ty, na podobieństwo ludzi. Musiał odkryć swoją drogę, plan Ojca, zaakceptować Jego wolę wobec siebie. Musiał szukać, nierzadko pośród wątpliwości i ciemności, podejmować decyzje. Jego duchowa walka w Ogrodzie Oliwnym, duchowa agonia w Getsemani, była bardzo realna, pełna przerażenia i udręki.

      Jego droga nie była ani łatwa, ani oczywista. Musiał rozeznawać. Czuł, że jego projekt Królestwa zawiódł, przegrał z potęgą władz politycznych i religijnych, poniósł klęskę nawet wśród ludzi, którym poświęcił tyle czasu, wychodząc naprzeciw ich potrzebom, nawet wśród uczniów, z którymi dzielił tak wiele wspólnych chwil. Jego misja i przesłanie zostały odrzucone. 

    Wśród wielu powodów ukrzyżowania jest właśnie to odrzucenie Jego osoby i Jego nauki. Jedyne słowa Jezusa, jakie Marek zachował dla nas, które padają z wysokości krzyża, pokazują cierpienie i doświadczenie osamotnienia: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Rozdzierający serce krzyk, który ujawnia Jego ból i doświadczenie krzyża, doświadczenie odrzucenia i osamotnienia. 


Która część opisu męki najmocniej dziś do mnie przemawia?


sobota, 23 marca 2024

Sobota 5. Tygodnia Wielkiego Postu

    Powiesz im: tak mówi Pan Bóg: oto ja zbieram cały dom Izraela spośród narodów, do których odeszli. Uczynię z nich w moim kraju i na górach Izraela jeden naród (Ez 37,21a.22a).

    Ten który rozproszył Izraela, znów go zgromadzi (Jr 31,10).

Wy niczego nie pojmujecie. Nie rozumiecie, że lepiej dla was, aby jeden człowiek umarł za naród, niż żeby cały naród zginął. (J 11,49b-50).


    Wszystkie trzy fragmenty mówią o zjednoczeniu ludu. Każdy z innej perspektywy:

* Ezechiel ogłasza obietnicę Boga: zgromadzę Izraelitów spośród narodów, dokąd odeszli - uczynię z nich jeden naród;

* słowa Jeremiasza jako psalm mówią o tej samej obietnicy - ten, który rozproszył, znów go zgromadzi;

* Kajfasz wypowiada proroctwo, że Jezus umrze za naród, i nie tylko za naród, ale by w jedno zgromadzić rozproszone dzieci Boga.

    Te słowa mogą nam pomóc w spojrzeniu na śmierć Jezusa. Napięcie między Jezusem a faryzeuszami i arcykapłanami osiągnęło punkt, z którego już nie da się wrócić. Spotkanie na najwyższym szczeblu i decyzja, a także instrukcje, jak decyzję zrealizować. To, co najbardziej szokujące w tej decyzji, to fakt, że powodem skazania Jezusa na śmierć jest to, że przywrócił człowieka do życia. 

    Przywódcy ludu nie potrafią zobaczyć wskrzeszenia Łazarza jako ostatecznego znaku obiecanego Mesjasza. Porażeni ślepotą, widzą jedynie zagrożenie. Ludzkie kalkulacje i krótkowzroczne interesy zaślepiły ich na to, co wydaje się oczywiste: Bóg działa w Jezusie i przez Jezusa. 

    Jezus dobrowolnie oddaje swoje życie. Nie ukrywa się. To dramat ludzkiego serca, które wygania Boga, skazuje Go na śmierć. Jezus wchodzi w śmierć, wchodzi w tajemnicę, w której wszyscy bez wyjątku jesteśmy równi. Tylko oddając swoje życie, może zjednoczyć wszystkie rozproszone istoty ludzkie w nowej rodzinie, rodzinie dzieci Bożych...


Czy nie zaślepiają mnie moje krótkowzroczne interesy, które nie pozwalają mi doświadczyć Bożej miłości?


piątek, 22 marca 2024

Piątek 5. Tygodnia Wielkiego Postu

    Złapali znowu Judejczycy za kamienie, aby Go ukamienować. Jezus odezwał się do nich: „wiele dobrych czynów  wyświadczyłem wam w imieniu Ojca. Za który z tych czynów Mnie kamienujecie?  ”Na to Judejczycy Mu rzekli: „nie kamienujemy Ciebie za dobry czyn, lecz za bluźnierstwo: za to właśnie, że Ty, choć jesteś człowiekiem, za Boga siebie uważasz” (J 10,31-33).


     Tragedia wisi w powietrzu. Im bliżej Wielkiego Tygodnia, tym częściej pojawiają się kamienie w rękach. W niegościnne Judei upodobali sobie kamienie: do budowy świątyni w Jerozolimie, by zabić Goliata, by ukarać cudzołożną kobietę, a teraz wyeliminować Jezusa. I chociaż znowu starali się go pojmać, on uszedł z ich rąk. Prześlizgnął się przez palce. 

    Kilka fragmentów Ewangelii mówi o Jezusie, który jest nieuchwytny, którego nie mogą złapać, chociaż wydaje się na wyciągnięcie ręki. Być może w ten sposób ewangeliści podkreślają szczególny fakt: Jezus nie jest w naszym zasięgu. Jest darmowym darem, ale nie bibelotem, którym możemy się dowolnie posługiwać.

Jaki jest powód, dla którego chcą go ukamienować? Faryzeusze wypowiadają oskarżenie: nie kamienujemy cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo: ponieważ będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem. Nawet jeśli później dodane zostaną polityczne oskarżenia i powody jego śmierci, to jest główny powód skazania Jezusa.

Coś podobnego dzieje się dzisiaj. Wielu podkreśla, że Jezus da się lubić, ponieważ mówił ona i szlachetniejszych ludzkich aspiracjach i pragnieniach: prawdzie, wolności, sprawiedliwości, braterstwie. I wielu, którzy walczą o te ideały, chętnie uczyniłoby z Niego symbol swojej walki. 

    Problem zaczyna się tam, kiedy trzeba uznać, że on jest Bogiem, że jest Panem. To oznacza, że stając przed Jezusem, musimy się skonfrontować prawdą o sobie samych, odpowiedzieć na pytanie o główny sens mojego życia. A to już jest za wiele. Takiego Jezusa nie da się przyjąć, trzeba Go usunąć i zabić. Wymaga zbyt wiele. 

    Jezus zredukowany do sloganu, może być przyjęty. Jezus, który jest Bogiem, sprawia, że w naszym życiu pojawiają się konkretne wymagania, a to potrafi uczynić nasze życie zbyt trudnym, dlatego Jezus Bóg dla wielu przestaje być interesujący…


Kim dla mnie jest Jezus? 

czwartek, 21 marca 2024

Czwartek 5. Tygodnia Wielkiego Postu

    Jezus powiedział do Żydów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki". Rzekli do Niego Żydzi: "Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy - a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki" (J 8,51-52).


    Życie wieczne, które głosi Jezus, jest w dzisiejszej Ewangelii Dobrą Nowiną. Zgodnie z Jego obietnicą nie jest już szaleństwem pragnienie życia na wieki. 

    W rzeczywistości jest to pragnienie ludzi wszystkich czasów. Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki. 

    Ale słowa te budzą gwałtowny sprzeciw tych, którzy koncentrują się na doświadczeniu śmierci: Abraham umarł i prorocy... Abraham, który tak wiernie trwał przy Bożym Słowie. Chcielibyśmy wierzyć w coś tak fascynującego i pięknego, ale nie można żyć złudzeniami...

    Jezus nie zaprzecza fizycznej śmierci, której sam doświadczy. Zapewnia jednak, że śmierć nie kończy życia. Bóg jest Życiem. I prosi nas, byśmy zaufali Jego słowom, zachowywali je i pomimo wielu naszych upadków i niekonsekwencji podejmowali wysiłek, aby to Słowo żyło w nas. Resztę najlepiej pozostawić Jemu.


Czy naprawdę wierzę, że Bóg jest Bogiem życia?

    

środa, 20 marca 2024

Środa 5. Tygodnia Wielkiego Postu

    Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: «Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś» (Dn 3,16-18).


    Opowieść o trzech młodzieńcach wydaje się szokująca, jak i kilka innych fragmentów Pisma Świętego, które mówią o bezkompromisowości wiary. To opowiadanie współczesny świat z łatwością opatrzy etykietką fanatycznych zachowań, całkowicie sprzecznych z wartościami, które dziś wynoszone są na piedestał: tolerancją, szacunkiem dla życia, umiejętnością zawierania kompromisów...

    Świat współczesny nie podkreśla takich wartości jak wierność aż do śmierci, ponieważ nie potrafi zrozumieć ani wartości męczeństwa, ani wierności po śmierć. Współczesny świat sakralizuje bezpieczeństwo i ochronę za wszelką cenę własnego życia, a męczeństwo postrzega często jako coś antyludzkiego i fanatycznego. 

    Szadrak, Mesak i Abed-Nego nie są fanatykami, są symbolami wiernej, idącej pod prąd, kontrkulturowej postawy. Pokazują wiarę, zaufanie wobec Boga, męstwo, które pozwala im przyjąć nawet śmierć. 

    Dzisiaj, w świecie, który nie akceptuje ewangelicznego radykalizmu, jesteśmy wezwani do życia żywą wiarą, do męstwa wiary. Inaczej chrześcijaństwo stanie się co najwyżej kulturowym wariantem ducha naszych czasów, solą, która straciła swój smak. 


Na ile moje życie odzwierciedla ewangeliczny radykalizm?