zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 23 stycznia 2024

Wtorek 3. Tygodnia Zwykłego

    Spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką» (Mk 3,34-35).


    Słowa proroków zawsze wykraczają poza to, co powszechnie akceptowalne, często niepokoją, są niezrozumiałe. Słowa Jezusa wypowiedziane w dzisiejszej Ewangelii są właśnie takimi, które ciężko jakoś zrozumieć, wydają się bowiem dyskwalifikacją Jego krewnych, w tym samej Maryi. 

    Jezus nie dyskwalifikował rodziny ludzkiej, a nawet wywyższył ją jako instytucję, która ma boski certyfikat i jest zgodna z wolą Stwórcy. Tym, którzy pytali Go, co mają czynić, aby zdobyć życie wieczne, odpowiadał wezwaniem do zachowania przykazań, w tym przykazanie czci rodziców. Tym, którzy pod pretekstem pobożności i dawania ofiar na świątynię zaniedbywali rodziców będących w potrzebie, wypomniał, że znoszą Boże przykazanie, zastępując je ludzką tradycją. 

    Ale jednocześnie Jezus pokazuje, że wszystkie ludzkie instytucje, także rodzina, mają wartość względną i muszą być odniesione do wartości Królestwa Bożego, przylgnięcia do Jego osoby. 

    Chociaż małżeństwo uznawał za instytucję Bożą, nierozerwalną z nakazu samego Stwórcy, jednocześnie podkreślał wartość życia w czystości, jeżeli ta była wybierana ze względu na Królestwo niebieskie. Wprost mówi o opuszczeniu ojca i matki, braci i sióstr dla Niego i Jego Ewangelii. a niedoszłemu naśladowcy nie daje czasu na pochowanie ojca...

    Jezus daleki jest od niedoceniania jakiejkolwiek ludzkiej wartości, ale chce, aby Królestwo Boże, wola Ojca, była taką soczewką, przez którą patrzymy na każdą ziemską rzeczywistość, aby wola Ojca stała się jedyną absolutną i niepodważalną wartością. Ci, którzy mają tę samą krew, jeśli nie potrafią uznać tego priorytetu Królestwa Bożego, pozostają na zewnątrz...


Jak wygląda moja hierarchia wartości?

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Poniedziałek 3. Tygodnia Zwykłego

    
A uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili, że ma Belzebuba i że demony usuwa za sprawą tego przywódcy (Mk 3,22). 


    Aby dzisiaj dotrzeć z Jerozolimy do Kafarnaum potrzeba niemal trzech godzin jazdy samochodem. To właśnie w Kafarnaum przebywa Jezus, naucza i uzdrawia. 

    Chociaż odległość jest duża, docierają z Jerozolimy nauczyciele Prawa, uczeni w Piśmie, prawdopodobnie po to, by kontrolować, co mówi, czego naucza. 

    Nie ograniczają się jednak do samej obserwacji. Próbują Go zdyskredytować, wytaczając najcięższe działa. Mówią to na boku, do słuchaczy, bo Jezus będzie ich musiał przywołać, by podjąć dyskusję. Posługują się zatem oszczerstwem, zgodnie z zasadą: kłamcie, kłamcie, a coś zostanie... Ich oskarżenie jest niekonsekwentne, ale bardzo poważne - ma Belzebuba... Działanie mocą diabła było traktowane jako przestępstwo, za które groziło ukamienowanie. Musiało wywołać poruszenie wśród ludu. To najbardziej nikczemny sposób, jakim posługują się nauczyciele Prawa, by uderzyć w Jezusa. 

    Jezus jest zmuszony do obrony. Ukazuje brak logiki w oskarżeniu, dokonuje porównań, wskazuje na Boga jako źródło swojego działania. Wskazuje również na to, że prawdziwymi bluźniercami i wspólnikami szatana są Jego oskarżyciele. Słowa, które Jezus wypowiada pod ich adresem, mogą szokować: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, jak wiele by ich synowie ludzcy popełnili, będą im odpuszczone; kto natomiast popełnił bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego. 

    Duch Święty jest Światłem i Prawdą. Grzech przeciwko Niemu jest odrzuceniem światła Bożej prawdy i odrzuceniem miłosierdzia, tak że ten, kto jest zaślepiony swoją pychą i samowystarczalnością, niesie swój grzech na wieki. 

    Katechizm podsumowuje to słowami: Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz ten, kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie darowane przez Ducha Świętego. Taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i do wiecznej zguby.


Czy nie zamykam serca na Boże przebaczenie, usprawiedliwiając lub ignorując swój grzech?

niedziela, 21 stycznia 2024

III Niedziela Zwykła

    Po raz drugi przybyło słowo od Pana do Jonasza i rzekło: „Zbieraj się natychmiast i idź do Niniwy, tego ogromnego miasta. Wołaj w niej o tym, o czym miałeś już wcześniej wołać zgodnie z tym, co ci powiedziałem (Jon 3,1-2).

A tak mówię, bracia: Czas jest ograniczony (1 Kor 7,29a).

A kiedy Jan został wydany, Jezus udał się do Galilei. Mówił: „Czas się wypełnił. Już blisko jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie tej radosnej nowinie” (Mk 1,14a.15).


Działalność Jezusa rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się działalność Jana Chrzciciela: Gdy Jan został aresztowany.  Można odnieść wrażenie, że Jezus zaczyna od tego, co głosił Jan: Nawróćcie się  wierzcie w Ewangelię! Ale przeslanie Jezusa niesie ze sobą radykalne nowości. 

    Królestwo Boże przestało być utopią lub marzeniem. Stało się rzeczywistością, która już jest i  staje się, jest na wyciągnięcie ręki dla każdego, kto pragnie zmienić swoje życie. Dlatego nawrócenie – Królestwo Boże wkracza w nasze życie w takim stopniu, w jakim otwieramy się na przyjęcie Ewangelii, Dobrej Nowiny, w jakiej otwieramy się na przyjęcie Słowa, i wprowadzamy je w życie. 

Jesteśmy wezwani, by odkryć atrakcyjność Jezusa i Jego Ewangelii, dać Mu się porwać, tak jak ci pierwsi uczniowie. Kiedy Jezus staje się skarbem, dzielenie się prawdą o Królestwie przychodzi samo, chociaż nie zawsze jest łatwe…


Jaką misję powierza mi Jezus dzisiaj? Co mogę zrobić, aby ją jak najlepiej wypełnić?


sobota, 20 stycznia 2024

Sobota 2. Tygodnia Zwykłego

    Przyszedł do domu. Wtedy znowu zebrał się tłum, tak że oni nawet trochę chleba zjeść nie mogli. Kiedy Jego bliscy dowiedzieli się, przyszli, żeby Go zatrzymać. Mówiono bowiem, że odszedł od zmysłów  (Mk 3,20-21).


    Ocena rzeczywistości nie zawsze jest taka łatwa i prosta, jak często nam się wydaje. Wiele rzeczy uważamy za oczywiste, chociaż nasze spojrzenie jest niepełne. Nie każdy ma taką samą perspektywę patrzenia, a wówczas i ocena tej samej rzeczywistości staje się inna. Być może najbardziej różnimy się w ocenie innych osób potrafimy zajmować najbardziej skrajne stanowiska. A to prowadzi do napięć, a czasem i kłótni i wzajemnego obrażania tych, którzy widzą inaczej...

    Być może z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w dzisiejszej Ewangelii. 

    Oto Jezus i dwie grupy ludzi. Jedni podziwiają Go, chcą słuchać, nic innego się nie liczy. Zachwyceni Jezusem - poszukują Go, idą za Nim, wciskają się nawet do Jego domu, nawet nie pozwalają, by zjadł w spokoju. Możliwe, że ich intencje nie były do końca czyste, szukali Go ze względu na korzyści, jakie dzięki Niemu mogli osiągnąć, a może pchała ich zwykła ciekawość, co jeszcze może uczynić, jaki kolejny cud się wydarzy... Ich relacja z Jezusem opierała się na fascynacji, ale była bardzo powierzchowna i krótkotrwała. 

    Inni, w tym wypadku Jego rodzina i przyjaciele, zauważają Jego zachowanie i widzą, że granice są przekraczane. Oceniają Jego zachowanie jako nietypowe, może nawet niebezpieczne, interpretują Jego działanie, uważając, że odszedł od zmysłów. Starają się Go usunąć z publicznego widoku. Być może uważają, że Jego zachowanie jest nie tylko dziwne, ale wręcz może spowodować problemy, bo On za bardzo rzuca się w oczy... Nie warto komplikować sobie życia, szargać imienia rodziny. A już mówiono, że odszedł od zmysłów. Stąd ich próba zatrzymania Go, kontrolowania Go, poprzez umieszczenie pod ich opieką i odcięcie od tłumów...

    Jego bliscy..., ale skoro św. Marek nic nie mówi o Maryi, to pewnie tam Jej nie było... Kiedy inni krewni i przyjaciele byli przerażeni Jego popularnością i działaniem, być może Ona robiła to, co zawsze: być może nie rozumiała tego, co się dzieje, co widziała i słyszała o Nim, ale zachowywała to w swoim sercu, rozważając i szukając Bożego światła.

    Zrozumienie Jezusa to długa droga, która wymaga przede wszystkim głębszej relacji, poznawania, słuchania i zachowywania Jego słów i działań w sercu, by dzięki światłu z wysoka, zobaczyć prawdę... Widzi się ją tylko wtedy, gdy wychodzi się poza te pierwsze, odruchowe uczucia. Od Maryi musimy się uczyć właściwego spojrzenia, które opiera się na zachowywaniu, rozważaniu i poszukiwaniu zrozumienia u samego Boga.


Na ile jednostronne i niesprawiedliwe bywają moje oceny? Czy potrafię patrzeć na rzeczywistość, uwzględniając odmienne spojrzenia? Czy szukam Bożego światła, by lepiej widzieć?

piątek, 19 stycznia 2024

Piątek 2. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Józefa Sebastiana Pelczara

    Ludzie Dawida rzekli do niego: «Właśnie to jest dzień, o którym powiedział ci Pan: Oto Ja wydaję w twe ręce twojego wroga, abyś z nim uczynił, co ci się wydaje słuszne». Dawid powstał i odciął po kryjomu połę płaszcza Saula (1Sm 24,5).

    Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego (Mk 3,13).


    Dawid oszczędza Saula, mimo tego, że Saul próbuje go zabić. Nawet pośród swoich błędów i grzechów Saul pozostaje królem, pomazańcem Pańskim. Lekcja wielkości ducha Dawida, który potrafi sprzeciwić się tym, którzy nakłaniają go do odwetu. Postawa, która wywołuje łzy Saula i uznanie, że to Dawid zasiądzie na tronie, wbrew woli króla. 

    Ewangelia pokazuje wybór dokonany przez Jezusa: przywołał tych, których sam chciał. Być może wielu innych też chciało, ale inicjatywa zawsze należy do Boga. 

    To co ci, których zechciał, musieli zrobić, to przyjąć i odpowiedzieć na wezwanie. Odpowiedzieć osobiście. Co takiego zobaczyli w Jezusie, że nie zawahali się przyjąć Jego propozycji? Wiemy tylko, że wyszedł na górę, nie przemawiać, tylko wezwał. Był wiarygodny, kiedy wzywał. Byli pod wrażeniem Jego osoby, autorytetu, osobowości.

    Znamy wędrówkę tych dwunastu. Ich zwycięstwa i porażki. Jeden Go zdradził, inny się zaparł, jeszcze inni szukali władzy, wszyscy oprócz jednego zostawili Go w chwili śmierci... Ale też wszyscy oprócz jednego oddali za Niego i dla Niego życie, dla Niego i Ewangelii. 

 

Co mnie ujmuje w Jezusie?  

czwartek, 18 stycznia 2024

Czwartek 2. Tygodnia Zwykłego

    Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach (Mk 3,7-8).


    Obraz Jezusa pośród tłumów ludzi, przyszli z różnych miejsc, chcieli Go zobaczyć, posłuchać, dotknąć... W głębi serca jest pragnienie spotkania Tego, który jest na ustach wszystkich. To tłum spragniony Jezusa. Tłum bywa zmienny, dziś chce jednego, jutro czegoś przeciwnego, ale Jezus nie rezygnuje z głoszenia Dobrej Nowiny.

    Wśród tłumu jest duża grupa chorych, którzy szukają u Niego uzdrowienia i godnego życia. 

    W tej scenie św. Marek zdaje się nam mówić, że to cała ludzkość - tłum - potrzebuje światła i zbawienia. I to właśnie w Jezusie mogą je znaleźć. On jest Drogą, Prawdą i Życiem - powie o Nim św. Jan. On przyszedł zbawić świat. On jest Odkupiciel człowieka, powie św. Jan Paweł II.  Ludzkość nie ma innej drogi zbawienia niż Jezus. Tylko On może nas uleczyć od wszelkiego zła.  I tylko On oferuje nam ostateczne i pewne zbawienie.

    Jako uczniowie Jezusa jesteśmy zanurzeni w świat pełen ludzi spragnionych Boga, potrzebujących fizycznego i duchowego uzdrowienia. Ale nie zawsze potrafimy kierować się tym samym duchem współczucia, którym kierował się Jezus. Nie zadajemy może nawet sobie pytania, jak sprawić, by On był obecny pośród tego tłumu poprzez nas. Trudno jest dzisiaj mówić innym o Jezusie, by nie dostać etykietki dziwaka, nawiedzonego... 

   Być może dlatego, że brakuje świadectwa. To świadectwo, życiowa postawa, są najważniejsze. Chrześcijanie są pośród świata jak dusza w ciele - mówi list do Diogeneta. Dusza daje życie ciału, porusza je, daje mu nadzieję, popycha do przodu, zapobiega śmierci. 

    Tak samo jest z uczniami Jezusa pośród świata. Taka jest nasza rola, żadna inna....


Czy we mnie jest pragnienie spotkania Jezusa? Jakie jest moje świadectwo wobec świata?

środa, 17 stycznia 2024

Środa 2. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Antoniego, opata

    Saul odpowiedział Dawidowi: «To niemożliwe, byś stawił czoło temu Filistynowi i walczył z nim. Ty jesteś jeszcze chłopcem, a on wojownikiem od młodości» (1Sm 17,33).

    Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Stań tu na środku!» (Mk 3,1-3).


    I znów szabat i synagoga. Święty Marek podaje kilka szczegółów, na które czasem nie zwracamy uwagi, a niosą w sobie przesłanie:

* Synagoga, jako miejsce wydarzeń. To miejsce nieprzyjazne Jezusowi: jest wśród ludzi, ale również wystawiony na wrogie i śledzące spojrzenia przeciwników. Przebywanie na takim terytorium i otwarte działanie oznacza wolność Jezusa. Jezus nie musi się ukrywać. Czyn dobro i czyni je na oczach wszystkich, w świetle dnia.

* Polecenie, by chory człowiek stanął pośrodku wszystkich. Człowiek, który nie jest w stanie pracować - ręka jest utożsamiana z pracą - zajmuje centralne miejsce. A Jezus zaczyna zadawać pytania, a potem podejmuje działanie. Ten chory człowiek, zajmując centralne miejsce, skupia uwagę, staje się bohaterem, ale także sędzią zgromadzonych. Miejsce ludzi potrzebujących jest w centrum i to wobec nich musimy zdać sprawę z praktykowania miłości. 

* Spojrzenie Jezusa jest pełne bólu i gniewu. Ich opór, brak współczucia sprawia, że Jezus cierpi. Ewangelista opisuje to, co dzieje się w sercu, co dostrzega w oczach i na twarzy Jezusa. Wprowadza nas w tajemnicę cierpiącego serca Jezusa. Obojętność wobec potrzebujących, poszukiwanie usprawiedliwienia dla braku pomocy sprawiają, że Jezus przestaje być miły. Może i my powinniśmy poczuć się zaniepokojeni Jego spojrzeniem i słowem...

* Poza synagogą przeciwnicy Jezusa planują się Go pozbyć. Nie na widoku, ale w ukryciu, w ciemności, w miejscu, gdzie zło rośnie w siłę, ponieważ jest tchórzliwe i ukrywa się przed światłem. Ciemność zawsze próbuje unicestwić światło. Kultura śmierci jest przewrotna: próbuje wyeliminować Jezusa, w każdy dostępny sposób: szukając haków, podstępem, szkalowaniem i podważaniem autorytetu. Nie zawaha się unicestwić...

    Pierwsze czytanie opowiada o zwycięstwie Dawida nad Goliatem, zwycięstwie, w które nie wierzyli nawet swoi. I to czytanie pozwala nam odczytać Ewangelię we właściwym świetle: w słabości jest siła. To kultura zwycięskiego życia. Bóg często używa najsłabszych do realizacji swoich planów...


Czy nie muszę się wstydzić moich słów i działania? Czy nie uciekam przed światłem, bo moje czyny należą do ciemności?

wtorek, 16 stycznia 2024

Wtorek 2. Tygodnia Zwykłego

    Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?» (Mk 2,23-24).


    Prawo zapisane w Torze, w odniesieniu do szabatu, podkreślało dwa elementy:

* oddanie czci Bogu;
* odpoczynek człowieka.

    Szabat przeżywano jako dzień pełen radości, święta, dzień wspólnoty. To był dzień, kiedy zasięgano rady u proroków i świętowano w rodzinie spotkanie członków. W szabat składano ofiary na pamiątkę przymierza, które Bóg zawarł z człowiekiem.

    Cały jednak ten wymiar radości, świętowania i odpoczynku został spętany przez działania i interpretacje faryzeuszy i powoli stawał się ciężarem, a nie świętowaniem... Istniały aż dwie księgi, które zbierały wszystkie przepisy - interpretacje związane z przestrzeganiem szabatu, a wszystkie zakazane uczynki znalazły się w 39 zbiorach czynów niedozwolonych w dniu świętym. 

    To było zaprzeczenie samej idei szabatu. Jezus, szanując i uznając szabat jako dzień święty, nie godzi się na pomijanie istoty na rzecz drugorzędnych i ludzkich interpretacji. Wskazuje na istotę: szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Faryzeuszom ciężko to przyjąć. No cóż, kiedy mędrzec wskazuje na księżyc, głupiec patrzy na palec...

    To dobra okazja, by się zastanowić, czy pobożne praktyki, które podejmujemy, kierują nas ku Bogu, czy stają się celem same w sobie. Musimy uczyć się wciąż rozeznawać i odróżniać Boga, od tego, co Bogiem nie jest, a jedynie narzędziem, by Boga spotkać.


Czemu poświęcam więcej uwagi - relacji z Bogiem, czy temu, co wolno, a czego nie wolno?

poniedziałek, 15 stycznia 2024

Poniedziałek 2. Tygodnia Zwykłego

    Samuel odrzekł: «Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość - od tłuszczu baranów (1 Sm 15,22).

    Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki (Mk 2,22).


    Kiedy przebijemy się przez historyczne konteksty i uwarunkowania Starego Testamentu, odkryjemy główne przesłanie tego wydarzenia, o którym mówi dzisiaj Księga Samuela. Bóg oczekuje posłuszeństwa swojej woli, a nie samowolnych ofiar, kultu, całopaleń. Zbawienia nie osiąga się bowiem poprzez składane ofiary, ale poprzez podążanie drogą miłą Bogu.

    To samo odkrywamy w Jezusie i Jego Ewangelii. 

    Jezus wywraca mentalność opartą na rytuałach i kulcie, zwraca uwagę, że pójcie za Nim to coś więcej, niż dostosowywanie się do rytualnych praktyk. 

    Jezus nie odrzuca postu, ale wskazuje właściwe mu miejsce w życiu duchowym. Post nie jest celem, ale środkiem, by otworzyć się na wolę Boga i lepiej naśladować Jezusa. To osobiste spotkanie z Nim zbawia człowieka. Jeśli Jezus nie wypełni ludzkiego serca, nie stanie się Oblubieńcem, to na co przyda się nawet najpiękniejszy kult i największe ofiary? Istotą chrześcijaństwa jest spotkanie, relacja, ucieszenie się bliskością Pana, zjednoczenie z Nim.


Co jest fundamentem mojej wiary: przyjęte praktyki religijne czy doświadczenie bliskości Jezusa?

niedziela, 14 stycznia 2024

II Niedziela Zwykła

    A Samuel jeszcze nie znał Pana, jeszcze mu się nie objawiło Pana słowo (1 Sm 3,7).

Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? (1 Kor 6,19).

Kiedy Jan napotkał wzrokiem przechadzającego się Jezusa, powiedział: „Oto Baranek Boży”. Gdy dwaj jego uczniowie usłyszeli te słowa, poszli za Jezusem (J 1,36-37).


Psalmista odczuwający tęsknotę i pragnienie spotkania Boga, woła z bólem: Dusza moja tęskni di Boga żyjącego. Łzy są moim chlebem za dnia i w nocy, a oni mnie co dzień pytają: „Gdzie jest twój Bóg?” Dlaczego się smucisz, duszo; dlaczego mnie niepokoisz?

Te słowa wyrażają, jestem o tym głęboko przekonany, charakterystyczny rys naszej kultury. Bóg zniknął z naszego horyzontu, straciliśmy Go z oczu. A ci, którzy deklarują się jako wierzący, wciąż słyszą pytanie: Gdzie jest twój Bóg? I nie zawsze wiemy, co odpowiedzieć, jak odpowiedzieć, w jakim kierunku wskazać. 

    Ostatnie prorocze słowa Jana wskazują na Jezusa nie jako wielkiego Mesjasza, ale jako Baranka Bożego, co wyraźnie wskazuje na ofiarny, a nie triumfalny rys mesjańskiej drogi Jezusa.  Uczniowie, którzy słuchają Jana, jeszcze tego nie rozumieją – idą za Jezusem z podziwem, z dystansem, jako wielkim Nauczycielem, a nie kimś, kto stanie się Barankiem złożonym w ofierze.

     Dzisiejsza Ewangelia mówi nam jeszcze o tym, jak ważne jest to, by patrzeć i widzieć. Jan zobaczył przechodzącego Jezusa, napotkał Go wzrokiem. Jezus mówi do uczniów: chodźcie i zobaczycie. Oni poszli i zobaczyli. Ewangeliści często chwytają spojrzenie Jezusa: Jezus spojrzał… zobaczył…

Widzenie, patrzenie, zauważanie mówi właśnie o osobistym doświadczeniu, bezpośrednim, doświadczeniu, które każdy osobiście musi przeżyć. Bez tego nie ma chrześcijaństwa. 


Przez jakie wydarzenia, sytuacje, słowa dzisiaj mówi do mnie Bóg? Do czego mnie zaprasza?


sobota, 13 stycznia 2024

Sobota 1. Tygodnia Zwykłego

    A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: "Pójdź za Mną!" Ten wstał i poszedł za Nim (Mk 2,14).


    Opowiadanie o powołaniu Lewiego mówi przede wszystkim o języku niewerbalnym. Pojawia się tylko jedno centralne słowo: Pójdź za Mną! reszta to gesty, język ciała. Ze strony Jezusa: przechodzenie i spojrzenie, ze strony Lewiego - powstanie i pójście za Wzywającym.

    Gesty Jezusa wyrażają głęboką komunikację. To nie jest przelotne spojrzenie, ale głębokie, takie, które dotyka samego serca. Jezus przechodzi, ale nie jest jednym z wielu - Jego przejście przez komorę celną zostaje zauważone. 

    Gesty Lewiego mają także głębokie znaczenie. Powstanie sugeruje przebudzenie do nowego życia, przemianę, zmartwychwstanie, wydobycie z siebie tego, co najlepsze, pozostawienie różnych masek i zabezpieczeń, które wypływały z zajmowanego stanowiska. Pójście za Jezusem to wybór nowego stylu życia, który koncentruje się na bliskości z Jezusem, przebywania blisko Jezusa. Iść tam, gdzie On prowadzi, gdziekolwiek poprowadzi. 

    I nie ma już nic więcej. Lewi nie prosi o wyjaśnienia, nie zgłasza zastrzeżeń, nie stawia oporu, nie domaga się czasu na rozeznanie, nie wiemy nawet, czy zareagował radością, czy lękiem... 

    I jest jeszcze coś bardzo ważnego w tym opowiadaniu o powołaniu Lewiego, bardzo ważne dla nas, który tak łatwo nadajemy etykietki i klasyfikujemy, oceniamy innych...

    Poza wykluczającym spojrzeniem dbających o czystość religijną i nie pochwalali postawy Jezusa spożywającego posiłek  z celnikami i grzesznikami, pojawia się problem przydatności kandydata do powołania...

    Kiedy dzisiaj ktoś chce podjąć powołanie do szczególnej służby w Kościele, musi spełnić pewne wymogi formalne. Kościół nie tylko o nie prosi, ale wręcz się ich domaga, czerpiąc z doświadczeń dla siebie bardzo bolesnych i wciąż aktualnych, a które wywołują zgorszenie. A Jezus wydaje się ignorować te wymagania i, przynajmniej pozornie, okazuje się nieostrożny... Naraża na złą opinię siebie, swoją misję, może wywoływać zgorszenie...

    Dlaczego Jezus odpowiada tej grupie zgorszonych i protestujących, że nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników? 

    Odpowiedź ukryta jest w tych dwóch czasownikach podkreślających postawę Lewiego: powstanie i pójście za Jezusem. Tu nie chodzi tylko o fizyczny ruch, który Lewi wykonał, ale o głęboką postawę, którą wyzwala wezwanie - zaproszenie Jezusa. Spojrzenie i wezwanie Jezusa przemieniają, a On nigdy nie wzywa nikogo bez wcześniejszego obdarowania go tym, co potrzebne, by za Nim pójść...

    Pięknie wyraził to święty Augustyn: Panie, daj mi siłę, abym mógł zrobić wszystko, czego ode mnie żądasz, a potem żądaj ode mnie czego tylko chcesz.


Z jakim nastawieniem serca reaguję na Boże natchnienia i zaproszenia?


piątek, 12 stycznia 2024

Piątek 1. Tygodnia Zwykłego

    I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: "Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy" (Mk 2,3.5). 


    Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga - pisał św. Paweł do Efezjan. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus powie to jeszcze krócej: wszystko jest łaską. 

    Najważniejsze rzeczy są nam dane za darmo. Nasze życie, ludzie, których spotykamy, wydarzenia, wiara... Wszystko otrzymujemy. Ale ponieważ ten, kto jest obdarowany, nie jest kamieniem czy sztuczną inteligencją, ale istotą ludzką, zdolną do wolnej odpowiedzi, wszystko jest jednocześnie zadaniem. 

    Taka jest dynamika wiary: otrzymujemy życie, aby je dawać. Spotykamy ludzi, aby budować więzi. Doświadczamy różnych wydarzeń, aby lepiej rozumieć innych i wzrastać, dzielić się naszym doświadczeniem. To, co otrzymujemy, potrzebuje stać się w nas odpowiedzią. I nie ma taryfy ulgowej. Jeżeli nie ma odpowiedzi, dar się marnuje. 

        W Ewangelii uzdrowienie i przebaczenie zawsze udzielane są darmo. Ale paralityk musiał się znaleźć w zasięgu ręki, która uzdrowiła. Inni mu pomogli, by to mogło się stać. 

    Ewangelia zaprasza nas dzisiaj, byśmy zobaczyli dobro, które jest nam dane, stworzone dla nas i w nas. Wystarczy z uwagą popatrzeć, by dostrzec to wszystko, co otrzymujemy - od Boga i od innych ludzi, aby odpowiedzieć...

    Gdyby wszystko było jedynie zadaniem, życie stałoby się ciężką wspinaczką bez możliwości zdobycia żadnego szczytu. Tylko wysiłek i trud. Ale gdyby wszystko było tylko łaską, która nie potrzebuje odpowiedzi, stalibyśmy się bezużyteczni. 

    Wszystko jest łaską, ale łaska wymaga odpowiedzi. I odpowiedź, zdolność do odpowiedzi, też jest łaską.


Jak korzystam z Bożych darów?

czwartek, 11 stycznia 2024

Czwartek 1. Tygodnia Zwykłego

    Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił go: "Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić (Mk 1,40).


    Ciało człowieka jest cudem. komórki, tkanki, narządy, połączenia, ruchy, reakcje... Gdyby nie istniało, trudno byłoby je wymyślić. A co z ludzką duszą i duchem? Jeszcze bardziej niesamowite: percepcja, pamięć, mowa, zdolność do kochania i bycia kochanym, wolność, otwartość na Boga.

    Ta złożoność ciała i duszy zachwyca, a jednocześnie objawia swoją kruchość. Wystarczy tak niewiele, by wszystko przestało funkcjonować...

    Żyjąc w społeczeństwie, w Kościele, jesteśmy również częścią ciała społecznego. To, co otrzymujemy od innych i co innym dajemy ma ogromny wpływ na życie nasze i na życie innych. To może być pozytywny, ale i negatywny wymiar. 

    Ewangelia ukazuje nam chorobę trądu. W Izraelu ci, którzy cierpieli na trąd, byli automatycznie wykluczani ze społeczeństwa, tracili swoją przynależność do ciała - społeczeństwa i narodu, stawali się przeklętymi. 

    Trąd może być symbolem każdej choroby, zarówno dotykającej ciała, jak i duszy, która dotyka człowieka i osłabia, niszczy jego aktywność, relacje z innymi. Powoduje, że życie traci kolory i sens.

    Jezus jawi się jako ten, który ma moc dotknąć każdej dolegliwości, przynieść człowiekowi ulgę. Przełamuje bariery wykluczenia i pragnie nieść życie. 

    Musimy jednak odkryć nasze choroby. Uświadomić sobie, co nam dolega, by powiedzieć przed Panem: jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić... Pozwolić się dotknąć i uzdrowić. 


Czy w sakramencie pokuty doświadczam uzdrowienia?

środa, 10 stycznia 2024

Środa 1. Tygodnia Zwykłego

    Młody Samuel służył przy kapłanie Helim. W owych dniach słowo Pana było czymś bardzo cennym, bo widzenia nieczęsto były udzielane (1 SM 3,1).


    Powołanie Samuela to zachwycająca, pełna piękna i nie pozbawiona dramatyzmu historia. Pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób Bóg powołuje, także dzisiaj. 

    Słowo Pana było czymś bardzo cennym, bo widzenia nieczęsto były udzielane... Tamten czas, podobnie jak nasz, był czasem milczenia Boga. Kiedy Bóg milczy, człowiek odczuwa brak, jakby został odcięty od źródła. Dziś wielu ludzi utraciło więź z Bogiem, nie potrafią usłyszeć, nie potrafią zrozumieć, że Słowo wnosi życie w ich istnienie. Niektórzy wprost mówią, że dobrze im się żyje bez Boga. Powołanie Samuela rodzi się w czasach bardzo podobnych do naszych pod względem jałowości relacji...

    Wszystko rozgrywa się w nocy, w świątyni. Noc jest ciemnością, tajemnicą. Świątynia nie jest miejscem, w którym Bóg często powołuje w Biblii. Noc i świątynia przekształcają się jednak w przestrzeń i czas zbawienia, ponieważ światło Boże jeszcze nie zagasło. Bóg, który nigdy nie śpi ani nie odpoczywa, nadal wzywa pośród nocy.

    Bóg woła po imieniu. Jego wezwanie nie jest ogólnikowe, to nie jest też jedna z wielu opcji do wyboru. Bóg ujawnia swoją obecność, burząc wołaniem ciszę nocy. 

    Samuel, chociaż posłuszny, nie potrafi rozpoznać głosu. Potrzeba pośrednictwa starego kapłana. To on rozpoznaje wezwanie wyraźniej, niż osoba, której powołanie dotyczy i wskazuje drogę...

    Mów, Panie, bo sługa Twój słucha... odpowiedź na wezwanie, bez żadnego jeśli, bez żadnego ale, bez warunków wstępnych. Samuel ofiaruje Bogu swoją obecność i uwagę. Pierwotnym sekretem każdego powołania jest słuchanie Boga. To słuchanie Boga sprawia, że człowiek staje się gotowy do podjęcia zadań, które Bóg dla niego wyznacza. 


Na ile uważnie słucham Boga? 

wtorek, 9 stycznia 2024

Wtorek 1. Tygodnia Zwykłego

    W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie (Mk 1,21-22).


    Początek działalności Jezusa. Epizod w synagodze w Kafarnaum, w miejscu, gdzie Żydzi gromadzili się, aby się modlić, aby spotkać Boga w Jego słowie. 

    Jezus nie należy do grona przywódców, a jednak prości ludzie widzą, że Jego słowa i czyny mają szczególną moc, od Jezusa bije autorytet, jakiego nie posiadają przywódcy. Przyciąga uwagę, a to przyniesie problemy...

    Ludzie, którzy posiadają prawdziwy autorytet, a nie jedynie autorytet wypływający z zajmowanego stanowiska czy funkcji, pomagają innym radzić sobie w życiu, wzrastać, odważnie stąpać pośród labiryntów codzienności. Jezus jest człowiekiem autorytetu i korzysta z niego. Czasami budzi uśpionych rutyną codzienności, innym razem stawiając czoła złu. Zawsze szuka dobra człowieka. Aż po swoją śmierć.

    Jako naśladowcy Jezusa, jesteśmy wezwani do tego, by nieść pomoc, walczyć ze złem, najpierw w sobie, a wówczas dla innym będziemy oparciem. Będą mieli pewność, że mogą zaufać. 

    W świecie, w którym pokusa władzy i autorytaryzmu jest bardzo silna, w świecie, w którym brakuje prawdziwych autorytetów, jesteśmy zaproszeni, by naśladować Jezusa: obserwować życie, słuchać ludzi i we właściwy sposób, poprzez słowo i czyny, wskazywać na Królestwo, na oparcie, które może dać tylko Bóg.


Na ile jestem autorytetem dla innych? Na ile wskazuję im Boga?

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Poniedziałek 1. Tygodnia Zwykłego

Czym się Panu odpłacę 
za wszystko, co mi wyświadczył? (Ps 116b,12)

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mk 1,14 - 15)


    Jak ten czas leci!  Dopiero co przygotowywaliśmy się do Wigilii, świętowaliśmy Nowy Rok, a już mamy 8 stycznia i wracamy do normalności. 

    Po zakończeniu liturgicznego czasu Bożego Narodzenia w liturgii pojawia się czas zwykły. 

    Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że tym zwykłym czasom w naszym życiu i w liturgii należy się jednak trochę więcej poszanowania, niż zwykliśmy okazywać. Większość naszego życia to przecież zwykły czas, zwyczajna codzienność. 

    I chociaż czasy niezwykłe przybliżają nas do głębi naszej wiary, pozwalają nam świętować, to przecież w zwykłym czasie otrzymujemy tak wiele ważnych darów dla naszego życia, to zwykły czas wypowiada nasze wnętrze, wypowiada to, czym wypełnione jest nasze serce. 

    To w codziennym, zwykłym życiu dzieci uczą się chodzić i mówić. W codziennych zmaganiach budujemy nasze rodziny i wspólnoty. To w codzienności podejmujemy współpracę w Bożym dziele Królestwa. 

    To codzienność bogata jest w różne pomysły i wątpliwości, pewne projekty udaje się zrealizować, a inne zostają udaremnione, mają miejsce spotkania i nieporozumienia, zdarzają się różne kryzysy, a także próby ich przezwyciężenia. Czym się Panu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył? - sugeruje nam psalm dzisiejszej liturgii: wzywając Jego imienia, dotrzymując obietnic, składając ofiarę uwielbienia... przed całym Jego ludem. 

    Sam Jezus staje się zwyczajny, wchodzi w codzienne życie nad Jeziorem Galilejskim, gdzie rybacy zarzucają sieci w wodę, aby wzywać ich po imieniu i złożyć nam swoją propozycję: Pójdź za Mną!... Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! 

    Zwykły czas, który zaprasza nas, byśmy oddawali cześć Bogu, za codzienność, w której On do nas przychodzi...


Czy potrafię zachwycić się codziennością, tym, co zwyczajne w moim życiu?

niedziela, 7 stycznia 2024

Niedziela Chrztu Pańskiego

Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (Iz 55,10-11).

Jan Chrzciciel tak głosił: „Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym” (Mk 1,8).


    Być ochrzczonym dosłownie oznacza być zanurzonym, zanurzyć się w wodzie – jakby się tonęło lub umierało, to być ugotowanym w żarze Ducha, aby wyłonić się jako nowa osoba, jako nowy człowiek. Wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Być ochrzczonym to pozwolić, by woda i Duch przemieniały dogłębnie nasze wnętrze. 

    To proces, który dokonuje się w czasie, nie dzieje się natychmiast, osoba ochrzczona musi wykonać swoją pracę, podjąć działanie, podobnie jak swoją prace musi wykonać wspólnota, która przyjmuje ochrzczonego. Kiedy otrzymywałeś chrzest, kapłan wypowiadał słowa: Kościół Boży przyjmuje cię z wielką radością. W imieniu tej wspólnoty znaczę cię znakiem krzyża…

     Człowiek wchodząc w wody Jordanu uznawał siebie za grzesznika i wyrażał pragnienie zmiany swojego życia. To był chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, chrzest otwarcia na przyszłego Mesjasza, który miał nadejść. Ale jeszcze nie otrzymywali przebaczenia grzechów, to był tylko znak, zapowiedź.

    Dlatego chrzest, który przyjął Jezus i chrzest chrześcijański różnią się od siebie. Chrzest, który przyjmujemy w Kościele jest związany z Paschą Jezusa i zesłaniem Jego Ducha, z włączeniem do wspólnoty Kościoła.

     W Ewangelii Bóg ogłasza publicznie: Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie. Coś podobnego dzieje się w momencie naszego chrztu, a rodzice są zobowiązani, by dbać i codziennie pokazywać dziecku, co to oznacza, dopóki samo nie będzie w stanie tego doświadczyć.


Co oznacza dla mnie chrzest, który przyjąłem wiele lat temu? Czy naprawdę czuję, że jestem dzieckiem Bożym i członkiem wspólnoty Kościoła? 

sobota, 6 stycznia 2024

Uroczystość Objawienia Pańskiego

Przyjmij, Jeruzalem, światło, przyjmij światło, bo twoje światło nadchodzi, już unosi się nad tobą chwała Pana. Oto ciemność i czarne chmury zalegną w krainach różnych narodów, nad tobą natomiast ukaże się Pan, Jego chwała objawi się nad tobą (Iz 60,1-2).

Mędrcy przybyli ze Wschodu do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest ten narodzony Król Judejczyków? Zobaczyliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przyszliśmy oddać Mu pokłon (Mt 2,1b-2).


                    Tajemnica Bożego Narodzenia jest tak wielka i tak głęboka, że jeden dzień nie wystarczy, aby w nią wejść i odkryć jej pełnię.

     Tajemnicę dopełnia święto Objawienia się Chrystusa poganom, święto Trzech Króli, jak je nazywamy. To święto łączy się z tym, co będziemy przeżywali jutro – niedzielą chrztu Pańskiego, która jest kolejnym objawieniem Boga pośród swojego ludu.

    Ewangelia mówi nam o niezwykłych odwiedzinach. Tekst nie nazywa ich Królami, lecz mędrcami, ale ci Mędrcy ze Wschodu nie byli biednymi ludźmi jak pasterze – ich dary: złoto, kadzidło i mirrę. Oni odbyli długą drogę, by znaleźć Króla Żydowskiego, by oddać Mu pokłon.

Bez względu na to, jak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania ich figur w naszych szopkach, musimy dać się zaskoczyć kontrastem tej sceny. Jezus urodził się w ubogiej i prostej rodzinie.

    Mateusz mówi nam dzisiaj, że Mędrcy weszli do domu, znaleźli niemowlę, które ktoś przyjął pod swój dach, ponieważ Jego rodzice byli tak biedni, że w noc Jego narodzin nie mogli sobie pozwolić na zapłacenie za gospodę.


Gdzie szukam dzisiaj i gdzie najczęściej znajduję Jezusa?

piątek, 5 stycznia 2024

Piątek 2. Tygodnia po Bożym Narodzeniu

    Taka jest nowina, którą usłyszeliście od początku, że mamy się wzajemnie miłować (1J 3,11).


    Kiedy czytamy Ewangelię wg św. Jana, dostrzegamy, że autor tej księgi to wielki mistyk. Posługuje się symbolami, skomplikowanym językiem, głębią obrazów i słów, które odbiegają od relacji innych ewangelistów. Wystarczy choćby wspomnieć prolog Ewangelii Janowej...

    Tekst pierwszego czytania ukazuje nam jednak, że chrześcijański mistycyzm zawsze ląduje w rzeczywistości, w codziennym życiu. Nie można pozostać z głową w chmurach,  chrześcijański mistycyzm chodzi po ziemi. Przesłanie Ewangelii jest syntezą Dobrej Nowiny o miłości Boga do nas, objawionej w Jezusie Chrystusie, który stał się jednym z nas, rozbił namiot pośród nas, zstąpił z niebios na ziemię. Chrześcijański mistycyzm wyraża się w codziennych relacjach między ludźmi. A jeśli tu, na ziemi, nie znajduje swojego wyrazu, pozostaje jedynie bezużyteczną paplaniną. 

   Święty Jan wyjaśnia, że miłość jest przeciwieństwem śmierci i nienawiści - kto nie miłuje, trwa w śmierci. Miłość jest życiem. Przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy. Ten, kto nie kocha, jest martwy. Ten, kto nie kocha, jest jak zombie, jednym z tych żywych trupów z filmów, którzy zagrażają życiu innych. Każdy, kto nienawidzi swojego brata, jest mordercą. Jedyną bronią, którą posiadamy, by stawić im opór, jest miłość. To miłość jest zdolna przeprowadzić człowieka ze śmierci do życia, tworzyć wolnych, żywych ludzi, zdolnych do kochania. 

    I Jan dodaje coś bardzo ważnego. Miłość nie jest słowem, jedynie słowem, lecz czynem. Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. Najwyższy stopień chrześcijańskiego mistycyzmu, to praktyka miłości w codziennym życiu...


1. Jakie przeszkody we mnie i wokół mnie utrudniają mi praktykowanie miłości?

    

czwartek, 4 stycznia 2024

Czwartek 2. Tygodnia po Bożym Narodzeniu

    Syn Boży po to się pojawił, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie dopuszcza się grzechu, gdyż jest w nim Jego zasiew (1J 3,8b-9a).

    Kiedy Jan napotkał wzrokiem przechadzającego się Jezusa, powiedział: "Oto Baranek Boży". Gdy dwaj jego uczniowie usłyszeli te słowa, poszli za Jezusem (J 1,36-37). 


    Narodziny Jezusa w ciele dają nam możliwość odrodzenia się do nowego życia, rządzonego nie przez grzech, egoizm, egocentryzm i interesowność, ale przez sprawiedliwość, która ostatecznie przejawia się w zdolności do kochania naszych braci i sióstr. 

    List św. Jana ukazuje nasze rozbicie: jesteśmy rozdarci między grzechem a sprawiedliwością, ponieważ nasze narodziny w Duchu, z jednej strony już rzeczywiste, z drugiej wciąż się dokonują, walczą o urzeczywistnienie, jesteśmy w drodze... Stąd potrzeba, abyśmy szukali i znajdowali Chrystusa, wciąż na nowo, ponieważ tylko w Nim możliwe są narodziny do nowego życia. 

    Liturgia ukazuje nam Jezusa jako już dojrzałego człowieka. Po kontemplacji tajemnicy Boga, który stał się człowiekiem w śmiertelnym ciele nowonarodzonego Dziecka, Jezus zniknął z naszego pola widzenia, zagubiony w długich latach anonimowości, jakby zmuszając nas do pójścia na Jego poszukiwanie.

    Nie chodzi o ślepe poszukiwanie. Prorocy dają konkretne wskazania. Oni zawsze wskazują na Niego. To podstawowy znak rozpoznawczy każdego proroka: nie skupia uwagi słuchaczy na sobie, ale zaprasza do spojrzenia dalej, aby każdy mógł osobiście doświadczyć spotkania z Chrystusem. Prorok wskazuje na Mesjasza, ale potem każdy z nas musi mieć odwagę, by Go szukać, pytać, iść za Mistrzem i być z Nim. 


Czy podejmuje wysiłek narodzin w Duchu?


środa, 3 stycznia 2024

Środa 2. Tygodnia po Bożym Narodzeniu

    Jan zobaczył Jezusa podchodzącego ku niemu i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym" (J 1,29.34).


    Weszliśmy wczoraj przez bramę tajemnicy Jezusa. Dzisiaj Ewangelia daje nam aż dwie odpowiedzi na pytanie o to, kim jest Jezus. Otrzymujemy je za pośrednictwem Jana Chrzciciela. 

    Dla niego Jezus jest Barankiem Bożym i Synem Bożym. Nie wiem, czy potrafimy zrozumieć pełnię znaczenia tych dwóch określeń - imion Jezusa tak, jak rozumieli to pierwsi odbiorcy Ewangelii.

    Trudno zrozumieć Jezusa jako Baranka, ale również nie jest łatwo zrozumieć Jezusa jako Syna. 

    W naszej, zachodniej kulturze, nie praktykuje się już obrzędów ofiarnych, gdzie zwierzęta składane są w ofierze. Nie rozumiemy, co oznacza składanie ofiar Bogu. Ale również w czasach rozumienia Boga jako jakieś tajemniczej siły, pozytywnej energii, która sprawia, że święta stają się magiczne, ale nie Boże, mówienie o Bogu, który ma Syna wydaje się absurdem nie do przyjęcia. Dopiero kiedy przyjmujemy, że Bóg jest Osobą, Trójcą Osób, otwieramy miejsce dla Syna.

    A jednak tajemnica Jezusa jest związana z Jego kondycją jako Syna. Syn zostaje złożony w ofierze jako Baranek, dla odkupienia całej ludzkości.

    Kościół widzi w Jezusie Tego, który poprzez ofiarę z siebie uwalnia nas od ciężaru winy i otwiera nam drogę wyzwolenia: ofiarowanie siebie, oddanie siebie do końca...


Jaki tytuł - imię Jezusa najbardziej do mnie przemawia? Jakie znam określenia odnoszone do Jezusa?

wtorek, 2 stycznia 2024

Wtorek 2. Tygodnia po Bożym Narodzeniu

    Jeżeli będzie trwało w was to, co słyszeliście od początku, to i wy będziecie trwać w Synu i w Ojcu (1 J 2,24b).

    Jan im tak odpowiedział: "Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała" (J 1,26b-27).


    W tym krótkim fragmencie pierwszego listu św. Jana uderza to, jak często Jan używa czasownika trwać. Jesteśmy zaproszeni do trwania w Nim, przy Jego Słowie, przy Nim, tak jak On przez swoje dary trwa  w nas. 

    Jesteśmy przyzwyczajeni do zmian, ciągłego przemieszczania się, biegania za nowym. Dla wielu takie trwanie to zaprzeczenie postępowi, a nawet kurczowe trzymanie się przeszłości. 

    Nie o takim jednak trwaniu mówi św. Jan. Trwać, to nie stawiać niczego przed Chrystusem, nie wymieniać Go na kogokolwiek lub cokolwiek innego. Trwanie  w Nim pozwala doświadczyć, że nasze życie jest głęboko zakorzenione, jak potężne drzewo, które potrafi opierać się wichurom i przeciwnościom życia. Im większe zakorzenienie, tym większa trwałość, ale także większa elastyczność, większa zdolność na otwieranie się na nowe. 

    Dzisiejsza Ewangelia jest jak brama do tego, co czeka nas w nadchodzących dniach: uzyskamy galerię odpowiedzi na pytanie: kim jest Jezus. Jan Chrzciciel rozbudza naszą ciekawość, zaostrza apetyt. Jego słowa są tak aktualne i bezpośrednie, jak wtedy, gdy zostały wypowiedziane: Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie.

    Co nam da wiedza, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, jeżeli najpierw nie zdamy sobie sprawy z tego, że On jest pośród nas? On jest wśród nas, ale my jeszcze Go nie znamy. Jak to możliwe? To pytanie, które dotyczy nas wszystkich, a jego głębokiej prawdzie przekonałem się, będąc w Izraelu, w Ojczyźnie Jezusa. W tym maleńkim kraju, Jego kraju, niewielu wyznaje Go jako Zbawiciela i obiecanego Mesjasza. 

    Jest pośród nas. Jesteśmy zaproszeni, by otworzyć oczy i odszukać Jego obecność w naszej rzeczywistości...


W jaki sposób mogę pogłębić moją znajomość Jezusa? 

poniedziałek, 1 stycznia 2024

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

      Niech Pan cię pobłogosławi i niech cię strzeże. Niech Pan rozpromieni swoje oblicze nad tobą i niech ci będzie łaskawy. Niech Pan obróci swe oblicze ku tobie i niech cię obdarzy pokojem (Lb 6,24-25).

    Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: „Abba, Ojcze!”

I spiesząc się, przyszli. Znaleźli Maryję, Józefa i to Niemowlę leżące w żłobie. Gdy Je zobaczyli, powtórzyli wypowiedziane do nich o tym Dziecięciu słowa (Łk 2, 16-17).


     Niewiele wiemy, jak Maryja przeżywała to wszystko, co działo się wokół tych narodzin. 

    To Dziecko było tajemniczym owocem Bożego działania. Nie wiedziała, jaka będzie Jego przyszłość, nie znała szczegółów, ale była gotowa dać się zadziwić Temu Maleństwu i poprowadzić po drogach, które bardzo odbiegały od dróg innych matek w ludzie Izraela, po drogach Królestwa, ale także męki i śmierci oraz zmartwychwstania.

    Święty Łukasz mówi nam, że Maryja chowała wszystkie te słowa i zastanawiała się nad nimi w swoim sercu. Zachowywała się jak wiele innych matek i ojców, którzy zachowują w sercu pierwsze słowa swoich dzieci, ich uśmiech, pierwsze psoty.

    Św. Łukasz, poza tą oczywistą reakcją, chce nam powiedzieć coś więcej. Zaprasza każdego wierzącego, abyśmy zapamiętali gesty Jezusa, Jego słowa i postawy, abyśmy przyswoili sobie styl życia Jezusa. 


Jak często i jak długo rozważam w sercu wydarzenia i słowa? Czy próbuję zobaczyć w nich obecność Boga?