zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 15 października 2017

XVIII Niedziela Zwykła

      Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: "Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!" Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali (Mt 22,2-6).

  Gdyby Bóg wezwał nas jako wymagający Pan, byśmy przynieśli owoce naszej pracy, byśmy zapłacili to, cośmy winni, pewnie cierpliwie czekalibyśmy w kolejce na naszą kolej u Jego drzwi.

    Ale Bóg nas zaskakuje – nie żąda! Bóg zaprasza. Zaprasza na ucztę weselną. I to jest dla nas problem. Problem wielu chrześcijan. Wciąż jeszcze zbyt wiele w nas mentalności niewolników, dla których Boże wymagania jawią się jako ciężar nie do uniesienia.

    Boże zaproszenie na ucztę weselną często nas irytuje – przecież tyle pilnych rzeczy jest do wykonania. Nie chcemy, by Pan Bóg zakłócał nam porządek naszego dnia, nasz spokój… 

    Na zaproszenie można odpowiedzieć nie tylko obojętnością. Nie brakuje i takich, którzy odpowiadają nienawiścią. Człowiek odkrywa swój potencjał agresji wobec Tego, który niczego nie narzuca, Tego, który daje, nie oczekując niczego w zamian. Gdyby Bóg żądał, uiściliby zapłatę. Bezinteresowność wydaje się nieznośna.

1. Dlaczego uczestniczę w Eucharystii?
2. Co dziś jest moim polem, dla którego rezygnuję z Boga?

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Poniedziałek XXI Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Augustyna

       Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą.  Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami (Mt 23,13-15).

       Jezus potrafi zaskoczyć. Wydawać się może, że głosi wszystkim Dobrą Nowinę wszystkim, a dziś zdaje się używać przekleństwa wobec uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Nie są to jednak przekleństwa w sensie biblijnym, a raczej głośno wyrażony ból i cierpienie z powodu zatwardziałości serca.

      Sami nie potrafią otworzyć się na Dobrą Nowinę o Królestwie, ale co jeszcze gorsze, zachowują się jak pies ogrodnika - sam nie zje i innemu nie da. Oni blokują innym dostęp do Dobrej Nowiny. I na tym polega ich odpowiedzialność i grzech. Ich postawa rodzi cierpienie w Jezusie. 

     Budują bariery pomiędzy człowiekiem a Bogiem poprzez interpretacje Bożego prawa - bariery, które utrudniają, a czasem uniemożliwiają spotkanie człowieka z Bogiem. Jeżeli nie zmienią swojego postępowania, nie wejdą do Królestwa Bożego. 

     Są ślepymi przewodnikami ślepców...

1. Co utrudnia mój dostęp do Boga?
2. Jakie wewnętrzne bariery stawiam na drodze spotkania z Bogiem?

niedziela, 27 sierpnia 2017

XXI Niedziela Zwykła

      Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" A oni odpowiedzieli: "Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków". Jezus zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?" (Mt 16,13-15).

       Jezus domagając się jasnej odpowiedzi od apostołów na swój temat postawił ich przed trudnym zadaniem. Musieli się opowiedzieć. My często chcemy sobie zostawić jakieś awaryjne wyjście, a Jezus domaga się jednoznaczności. 

I pyta również każdego z nas – kim Ja dla ciebie jestem, za kogo Mnie uważasz? 

        Ale mógłby zadać trudniejsze pytanie. Najpierw sondażowe: za kogo ludzie uważają chrześcijan?  I to trudniejsze - co to znaczy, że jesteś katolikiem?

     Wielu mówi: jestem katolikiem praktykującym. Czasem można było usłyszeć – nasza rodzina praktykuje. 
A gdyby tak zapytać: a co praktykujecie? Zazwyczaj chodzi o praktyki religijne, czasem o gesty miłosierdzia. 

     Ale oprócz niedzielnej mszy św. i kilku modlitw z pacierza, chciałoby się, by również praktykowali sprawiedliwość, dzielenie się dobrami, gościnność, szczerość, szacunek dla innych, czystość w interesach, wierność, przebaczenie, odrzucenie wszelkich form przemocy, bezinteresowność. Dopiero w takim szerokim ujęciu słowo praktykujący może oznaczać chrześcijanina.

       Chrześcijanin daje się poznać nie przez deklaracje, ale poprzez czyny, wybory, poprzez wartości, którymi żyje.  Zostaje odkryty dzięki swojemu postępowaniu, dzięki temu, za czym się opowiada i co odrzuca. Przynależności do Chrystusa nie można udowadniać tylko zapisem w księgach chrzcielnych. Dowodzi się jej przez styl życia.

1. Co znaczy dla mnie bycie wierzącym?
2. Jaki jest mój styl życia?