zachód słońca

zachód słońca

piątek, 15 grudnia 2017

Piątek II Tygodnia Adwentu

      Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: "Zły duch go opętał". Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije. a oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników". A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny" (Mt 11,18-19).

      Postawa ludzi wobec Jana i Jezusa, osób tak bardzo różnych, ukazuje nam łatwość, z jaką potrafimy dyskwalifikować to wszystko, co nas nie interesuje, za pomocą różnych oskarżeń i osądów. 

      Kryterium oceny nie leży w naszym nastawieniu i naszych sądach, lecz w samych dziełach, w których objawia się Boża mądrość. 

        Prawdziwość jakiejś duchowości, religijnej praktyki nie znajduje się w niej samej, ale w czynach, które są jej owocem. O jakości modlitwy nie świadczy wcale ilość duchowych uniesień, jakich może doświadczać na niej osoba, ale to w jaki sposób wpływa ona na życiowe postawy. Medytacja nad Biblią jest jedynie treningiem, ale prawdziwy duchowy mecz rozgrywa się w codziennym życiu. To ono potwierdza autentyczność naszych przekonań i deklaracji.

Mądrość usprawiedliwiona jest przez swoje czyny

1. Jakie owoce przynosi moja duchowość?


środa, 13 grudnia 2017

Środa II Tygodnia Adwentu - św. Łucji

     Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11,29-30).

     Mówienie o "jarzmie", które jest lekkie i słodkie, było swoistą przeciwwagą dla "jarzma", które wynikało z nauczania rabinów. Interpretacje prawa bardzo skrupulatne i szczegółowe sprawiały, że pozostanie na drodze wierności Bogu było ciężkim jarzmem. Nic dziwnego, że Jezus powie: kładziecie ciężary wielkie i nie do uniesienia... 

     Jezus proponuje jarzmo, które jest słodkie i lekkie, a jednocześnie daje wytchnienie tym wszystkim, którzy czują się przeciążeni i zmęczeni. Wystarczy być cichym i pokornego serca.

      Łagodność i pokora nie są przypadkowymi warunkami, na które wskazuje Jezus. One stanowią drogę do odpoczynku, ponieważ przestajemy się niepokoić tak wieloma sprawami, które od nas nie zależą. Milkną wszelkie mnie się należy, trzeba, muszę... Człowiek rezygnuje z arogancji, która sprawia, że chcemy innym narzucać swoją wolę, swój punkt widzenia świata, życiową mądrość. Wtedy znika udręka, a rodzi się wewnętrzny spokój. 

     Aby tego doświadczyć i przyjąć wskazanie Jezusa, potrzebne jest jednak doświadczenie Boga i zjednoczenie z Bogiem. Jezus, w pełni swojej publicznej aktywności i niemal ciągłym konflikcie z autorytetami i religijną elitą, w sposób ciągły utrzymywał jedność z Ojcem. I to zjednoczenie jest źródłem wewnętrznego pokoju. Nawet kiedy stanie wobec Piłata i w obliczu śmierci. 

1. W czym szukam swojego wewnętrznego pokoju?
2. Co rozumiem przez pokorę i cichość (łagodność)?

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Poniedziałek II Tygodnia Adwentu

      Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów" - rzekł do sparaliżowanego: "Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu!" I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga (Łk 5,24-25).

      Ewangelista ukazuje nam scenę, w której każdy z przybyłych zajmuje swoje miejsce: faryzeusze i uczeni w Piśmie siedzą, dokonują osądu i wydają orzeczenie oraz paralityk, symbol tych wszystkich, którzy czują się bezsilni lub niezdolni do skonfrontowania się z życiem, czy nawet tych, którzy są upokorzeni i przygnębieni. Jest też Jezus, który obdarza miłosierdziem i uzdrawia, który dokonuje przemiany chorego. Paralityk będzie mógł stanąć na własnych nogach i wziąć życie w swoje ręce. Jest jeszcze grupa gapiów, którzy zdumiewają się tym, co się stało. 

      To swoista katecheza o Jezusie, który może postawić na nogi schorowaną i obolałą ludzkość. 

      Jesteśmy zaproszeni, abyśmy w tej scenie zajęli swoje miejsce. Aby to zrobić, musimy wypełnić swoisty kwestionariusz, w którym można przeczytać kila pytań: 
- czy jest coś, w tym momencie mojego życia, co jest źródłem mojego wewnętrznego, duchowego, a może i fizycznego, czy psychicznego paraliżu?
- czy nie spoczywam na jakichś noszach, jakiejś leżance, z której zrobiłem sobie "strefę pewnego komfortu", bo nie muszę podejmować odpowiedzialności za moje życie - niech martwią się inni?
- czy chcę stanąć na nogi i ruszyć, biorąc odpowiedzialność za decyzje, podejmując ryzyko, z którym z pewnością się spotkam?

      Jezus wzywa paralityka, by poszedł do swojego domu. Nosze nie są jego domem, lecz jedynie mizerną namiastką, która sprawia że jakoś wegetuje. Tylko, kiedy wracamy do domu, wracamy do tego, kim w istocie jesteśmy,  odkrywamy swoją tożsamość i godność, umiemy stawić czoło życiu. 

    To co nas paraliżuje i trzyma na noszach, wzywa nas jednocześnie do odkrycia głębi, sensu naszego życia, jest zaproszeniem do poszukiwania najgłębszych potrzeb i pragnień naszego serca. Jest zaproszeniem do okrywania tego wszystkiego, co stanowi istotę bycia człowiekiem. 

1. Żyję czy wegetuję?