zachód słońca

zachód słońca

poniedziałek, 1 stycznia 2018

1 stycznia - Świętej Bożej Rodzicielki Maryi - dzień modlitwy o pokój

      Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem (Lb 6,24-26).

     Urzeczywistnienie pokoju dokonuje się „tu” i „teraz”, na tym kawałku ziemi, na którym stawiasz stopy podczas codziennych spotkań z drugim człowiekiem. Człowiekiem, który nie zawsze jest miły, życzliwy, a czasem potrafi być wrogi. Pokój jest „tak” wypowiedzianym w geście akceptacji każdego człowieka jako brata i siostry.

Pokój potrzebuje działania ludzi zwykłych, potrzebuje drobnych gestów, niepozornych działań i nieskomplikowanych środków. 

Każdy z nas musi wyjść na otwarte pole i stawić czoła „wrogowi” ciosami przebaczenia, zrozumienia, tolerancji, szacunku, cierpliwości, dobroci i zaufania. Tak żeśmy się bardzo poranili i podzielili.

Czy potrafimy wyciszyć urazy, chęć zemsty? Czy potrafimy zrezygnować z polemicznych bitew, antagonizowania, czy potrafimy odsunąć się od plotek i oszczerstw, czy potrafimy zrezygnować z szemrania, poprzecinać zasieki uprzedzeń? Czy stać nas na rezygnację z wszelkiego rodzaju dyskryminacji? Czy chcemy jeszcze z uporem wytrwałych wprowadzających pokój, chociaż to takie niemodne i trudne, nawiązywać nici dialogu, komunikacji z tym, kto jest inny i daleki?

Pokój w rękach polityków zawsze będzie niepełny. Pokój oparty na politycznych układach nie daje żadnej gwarancji stabilności.

1. Czy jestem gotowy powiedzieć „tak” komuś, kogo nawet sam widok instynktownie prowokuje, by powiedzieć „nie”? 
2. Czy jestem gotowy wyciągnąć dłoń do człowieka, wobec którego wciąż czuję jakiś żal, poczucie krzywdy, a może nienawiść?

niedziela, 31 grudnia 2017

Niedziela Świętej Rodziny z Nazaretu

      A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga (Łk 2,25-28).

    Symeon i Anna, według metryki, czy dziś moglibyśmy powiedzieć – wg nr PESEL, są ludźmi starymi, ale jest w nich coś młodzieńczego. Udało im się zachować młodość. Ich długie życie było utkane z nadziei i oczekiwania. Tylko dziecko tak potrafi oczekiwać – wystarczy wspomnieć to napięcie, które towarzyszy prezentom oczekiwanym pod choinką. I dziecko potrafi się cieszyć. 

    Na życie tego, kto niczego od nikogo niczego nie oczekuje, kto wyczerpał już swój zapas nadziei, pada swoisty cień śmierci. 

      Symeon i Anna zachowali młodość, nie skupiali się na gromadzeniu rozczarowań i doświadczeń, skupili się na nadziei. Pozostali wierni swoim snom i marzeniom. Nie przestali oczekiwać z ekscytacją dziecka. 

Dziecko w świątyni zostaje wzięte w ramiona przez dziecko, które miało na imię Symeon, przez dziewczynkę, która miała na imię Anna. Tylko dzieci tak się rozumieją. Widzę czasem w szkole maluchy, które w poniedziałek rano witają się ze sobą. Jest w tym tyle radości, serdeczności, jakby minęło co najmniej pól roku, a widzieli się przecież dopiero co w piątek.

     Maryja, młoda Dziewczyna i Matka. I Józef, młody mężczyzna, bez siwej brody domalowanej później przez malarzy. Stoi prosto i nie ma pomarszczonej wiekiem twarzy. Bóg daje siebie dzieciom. Królestwo Boże, które się rozpoczyna, należy właśnie do dzieci. Jeśli się  nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa  - powie dojrzały Jezus.

1. Czy jest we mnie dziecięcy zachwyt i nadzieja?
2. Jakie są moje oczekiwania?

czwartek, 28 grudnia 2017

28 grudnia - świętych Młodzianków z Betlejem

      Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał [oprawców] do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców (Mt 2,16).

     Minęły święta. Za chwilę nowy rok. Ileż razy dało się słyszeć i przeczytać: zdrowia, sił, stu lat. Myślimy często, że człowiek powinien przeżyć kilkadziesiąt lat, uczynić jak najwięcej dobra. W długości życia wypełnionego dobrem widzimy pewien sens i ideał ludzkiego życia. W centralnym punkcie uwagi jest długość życia wypełnionego dobrem.

      W święto młodzianków z Betlejem ukazana jest inna perspektywa. Żyli tylko kilka lub kilkanaście miesięcy, a zostali świętymi. Właściwie można powiedzieć, nic nie uczynili w perspektywie ludzkich ocen. Ale wypełnili zadanie.

      Dziecko, każde dziecko, ma swoje zadanie. Wnosi głęboką treść w życie matki, ojca, w życie swoich rodziców. Treść, która idzie z rodzicami do końca ich życia. Dziecko kształtuje postawę. Wiele dzieci umiera jeszcze w łonie swojej matki. Często słyszę o zagrożonej ciąży czy utracie dziecka. Matka otworzyła dla tego dziecka już swoje serce. I chociaż dziecko zostało utracone, zmieniło serce swojej matki. Na zawsze.

       Rozkaz Heroda. Rozkaz, który staje się prawem. Uruchomione prawo staje się machiną nie do zatrzymania. Złe prawo niszczy nie tylko tych, których bezpośrednio dotyka. Złe prawo niszczy takze sumienia tych, którzy według złego prawa żyją i na złe prawo się zgadzają. 

        Właściwie ukształtowane sumienie i serce potrafią zawsze odnaleźć się wobec dziecka. Kobieta biorąca w ręce niemowlę odczuwa kruchość maleństwa i daje mu swoje ciepło i miłość. Mężczyzna potrafi wziąć odpowiedzialność za dziecko. Jeżeli dojrzały człowiek traci wrażliwość wobec dziecka, jego serce staje się nieczułe, obumiera. 

1. Czy nie akceptuję złego prawa?
2. Jaka jest moja postawa wobec dziecka?