zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 15 września 2026

Wtorek 24. Tygodnia Zwykłego, wsp. Matki Bożej Bolesnej

    Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój" (J 19,25-26).


    Wyobrażam sobie tę scenę u stóp Krzyża. Widzę Maryję wraz z innymi kobietami oraz ucznia, jednego tylko, którego imienia nie podano. Zastanawia ta dysproporcja, większość stanowią kobiety. To ta uboga reszta Izraela, która wszystkiego oczekuje od Pana. Tu, wobec śmierci, kończą się możliwości człowieka. 

    Poza tą niewielką grupą wszyscy uciekli. Przepełnienie lękiem, a może także bólem. Nie chcieli patrzeć na to pohańbienie dobrego Nauczyciela, skrzywdzonego Przyjaciela, odartego ze wszystkiego i wystawionego na obojętność i drwiny. 

    Pozostała ta maleńka grupa, stojąc pod krzyżem, wpatrując się w Jego twarz i wsłuchując się w ostatnie słowa. 

    Ta scena to nowe Zwiastowanie, w którym Syn staje się zwiastunem nowego, powszechnego macierzyństwa Maryi. W osobie Jana i tamtych kobiet stojących pod krzyżem Maryja obejmuje swoim macierzyńskim sercem każdego. Możemy doświadczyć Jej macierzyńskiej miłości, właśnie w tajemnicy krzyża. 

poniedziałek, 14 września 2026

Poniedziałek 24. Tygodnia, Święto Podwyższenia Krzyża Świętego

    Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej (Flp 2,6-8).

        Słuchaj, mój ludu, nauki mojej,
        nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich.
        Do przypowieści otworzę me usta,
        wyjawię tajemnicę zamierzchłego czasu.

            Gdy ich zabijał, wtedy Go szukali,
            nawróceni, garnęli się do Boga.
            Przypominali sobie, że Bóg jest ich opoką,
            że Bóg Najwyższy jest ich Zbawicielem.

        Lecz oszukiwali Go swymi ustami
        i kłamali Mu swoim językiem.
        Ich serce nie było Mu wierne,
        w przymierzu z Nim nie byli stali.

            On jednak w swym miłosierdziu
            odpuszczał im winę i nie zatracał.
            Gniew swój często powściągał
            i powstrzymywał swoje oburzenie (Ps 78).


    Liturgia stawia nas dzisiaj wobec znaku Krzyża - znaku, który sam w sobie jest paradoksem. Krzyż - narzędzie cierpienia, hańby i śmierci. A jednak wywyższamy Krzyż, otaczamy go czcią i nazywamy znakiem zwycięstwa.  Nie wychwalamy cierpienia, ale miłość, która objawiła się poprzez Krzyż.

    Słowo pozwala nam zrozumieć ten paradoks Krzyża. Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi (...) uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. A zaraz potem Paweł dodaje: Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył

    Te dwa słowa: uniżył i wywyższył zawierają całą tajemnicę dzisiejszego święta. Jezus schodzi najniżej, jak tylko można. Staje się człowiekiem, sługą, pozwala się odrzucić i w końcu przyjmuje śmierć przeznaczoną dla niewolników i przestępców. I właśnie dlatego zostaje wywyższony.

    My chcemy być wyżej. Chcemy być zauważeni, docenieni, mieć rację, zachować kontrolę, obronić własną pozycję. Chrystus wybiera drogę przeciwną: schodzi niżej, służy, oddaje siebie. I właśnie w tym objawia się Jego prawdziwa wielkość.

    Psalmista jest szczery do bólu. Mówi nawet, że Izraelici schlebiali Bogu ustami, ale ich serce nie trwało przy Nim. Ich nawrócenie było powierzchowne. W tym kontekście pojawia się zdanie niezwykle ważne dla zrozumienia Krzyża: On jednak będąc miłosierny, odpuszczał winę i nie zatracał. To jednak jest być może jednym z najpiękniejszych słów dzisiejszej liturgii.

• Człowiek jest niewierny – Bóg jednak jest miłosierny.

• Człowiek zapomina – Bóg jednak nie zapomina o człowieku.

• Człowiek odchodzi – Bóg jednak nie przestaje go szukać.

    I właśnie Krzyż jest najpełniejszym znakiem tego Bożego jednak.


    

niedziela, 13 września 2026

XXIV Niedziela Zwykła

    Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o śmierci, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w nienawiści bliźniego - o przymierzu Najwyższego i daruj obrazę! (Syr 28,6-7).

    Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana (Rz 14,7-8).

    Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18,21).


     W całej Ewangelii, a szczególnie w dzisiejszym fragmencie, Jezus zaprasza nas, a nawet nakazuje nam – przebaczać.

     Mędrzec z pierwszego czytania nie akcentuje jednak słowa: przebacz, chociaż właśnie przebaczenia dotyczy jego nauczanie. Podkreśla słowo: pamiętaj! 

     Lekarstwem na urazę nie jest zatem w pierwszej kolejności heroiczny wysiłek naszej woli, lecz odzyskanie pamięci szerszej niż pamięć doznanej krzywdy - o wierności Boga, wobec której wszelkie inne nierozliczone rachunki stają się mniejsze.

    Święty Paweł, pośród podzielonej wspólnoty, przypomina coś prostego, a zarazem rewolucyjnego: Nikt z nas nie żyje dla siebie […] należymy do Pana. Jesteśmy Chrystusowi. Jeśli należę do Chrystusa, nie mogę kierować się pragnieniem odwetu. 

    Pytanie Piotra zmierza do postawienia granicy: Czy aż siedem razy? Jezus radykalnie przełamuje tę logikę i odpowiada historią pełną dysproporcji: dziesięć tysięcy talentów wobec stu denarów; niewyobrażalny majątek wobec wynagrodzenia za kilka miesięcy pracy.

    Być może jednak pierwszym krokiem do przebaczenia jest po prostu powrót do pamięci. Przypomnienie sobie, ile razy Bóg okazywał nam cierpliwość; ile razy czekał na nas, kiedy byliśmy zamknięci we własnych rachunkach; ile razy Bóg rozpoczynał ze mną od nowa, gdy ja sam przestawałem już w siebie wierzyć. Ile razy Jego miłosierdzie okazywało się większe niż mój grzech.