zachód słońca

zachód słońca

piątek, 21 sierpnia 2026

Piątek 20. Tygodnia Zwykłego wsp. św. Piusa X

    Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, aby przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe (Ez 37,1-2).

        Tak niech mówią odkupieni przez Pana,
        których wybawił z rąk przeciwnika
        i których zgromadził z obcych krain,
        ze wschodu i zachodu, z północy i południa.

    Błądzili na pustynnym odludziu,
    do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi.
    Cierpieli głód i pragnienie
    i wygasło w nich życie.

        W swoim utrapieniu wołali do Pana,
        a On ich uwolnił od trwogi.
        I powiódł ich prostą drogą,
        aż doszli do miasta zamieszkałego.

    Niech dziękują Panu za dobroć Jego,
    za Jego cuda wobec synów ludzkich,
    bo głodnego nasycił,
    a łaknącego napełnił dobrami (Ps 107).


    Psalm 107, który rozbrzmiewa w liturgii, nie wymienia autora i nie wskazuje na konkretne historyczne wydarzenie, chociaż większość komentarzy odnosi go do czasu po okresie niewoli babilońskiej. Psalm jest dziękczynieniem za dzieło zbawcze dokonane przez Boga wobec swojego ludu. To dziękczynienie wybrzmiewa dzisiaj w kontekście obrazu, który daje nam prorok Ezechiel - doliny pełnej wyschłych kości. Psalmista mówił o tych, którzy błądzili na pustynnym odludziu i wygasło w nich życieTo dwa bardzo mocne obrazy: wyschnięte kości i pustynia, obraz braku nadziei i życia

    A jednak właśnie w takich miejscach objawia się Bóg, który potrafi rozpocząć coś nowego. Najpierw jednak pada pytanie: Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia? Ezechiel nie kieruje się naiwnością, nie woła: oczywiście, Panie! Unika także rozpaczy, nie mówi: to niemożliwe! Ezechiel odpowiada Bogu: Panie Boże, Ty to wiesz...

    Kiedy sami nie wiemy już, czego się spodziewać, możemy mówić z ufnością: Panie, ja nie wiem, czy można to jeszcze uratować. Nie wiem, czy coś się zmieni. Nie wiem, jak będzie wyglądało jutro. Ale Ty to wiesz! I właśnie wtedy rozpoczyna się działanie Boga.

    Najpierw kości zaczynają się zbliżać do siebie. Pojawiają się ścięgna, ciało i skóra. Ale to jeszcze nie wystarcza. Życia jednak w nich nie było. Można więc mieć wszystko na swoim miejscu, a jednak nie mieć w sobie życia. Można wykonywać obowiązki, a wewnętrznie pozostawać pustym.

    Dlatego potrzebny jest jeszcze Duch. Duch przychodzi, martwe ciała ożywają. To najważniejszy element twórczego i zbawczego dzieła. Człowiek nie daje życia samemu sobie. Życie jest darem. To Bóg tchnie swojego Ducha w to, co obumarło.

    Wróćmy do psalmu. Za pomocą innego obrazu psalmista mówi o podobnym doświadczeniu. Kiedy nie potrafili znaleźć drogi na pustyni, kiedy życie zamiera, wołali do Pana. I oni, podobnie jak Ezechiel, zdają sobie sprawę z własnej bezsilności, nie udają, że wszystko mają pod kontrolą i dadzą sobie radę. 

    Psalmista kończy tę część swojej pieśni zaproszeniem do dziękczynienia: niech dziękują Panu za dobroć Jego, za dzieło stworzenia i zbawienia...

     

czwartek, 20 sierpnia 2026

Czwartek 20. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Bernarda opata i doktora Kościoła



    I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, zabiorę wam serca kamienne, a dam wam serce z ciała (Ez 36,26).

        


        

        Stwórz, Boże, we mnie serce czyste
        i odnów we mnie moc ducha. 
        Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
        i nie odbieraj mi świętego ducha swego (Ps 51).


    W procesie wychowania czy rozwijania się często stawiamy innym lub sobie wymaganie zmiany zachowania, funkcjonowania, unikania tego, co uznawane jest za złe. Dzisiejsze Słowo mówi jednak o prawdziwej przemianie, której może dokonać w człowieku jedynie Bóg. 

    Możemy w swoim zewnętrznym zachowaniu zmienić wiele rzeczy, uważać na słowa, gesty, pracować nad sobą, by innych nie ranić lub po prostu nie sprawiać przykrości. I na pewno jest to ważne. Prawdziwa przemiana nie polega jednak na poprawieniu swojego zachowania. Mogę zmienić wiele rzeczy na zewnątrz, ale tylko Bóg może przemienić mnie od środka.

    Pragnienie takiej przemiany wyraża psalmista: Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc duchaZdaje sobie sprawę, że potrzebuje czegoś więcej niż własnego wysiłku. Prosi Boga, aby niejako stworzył jego serce na nowo. Bo życie z Bogiem zawsze zaczyna się od przemiany serca...

środa, 19 sierpnia 2026

Środa 20. Tygodnia Zwykłego

    Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę (Ez 34,11).

        Pan jest moim pasterzem,
        niczego mi nie braknie,
        pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
        Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
        orzeźwia moją duszę. 

    Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
    przez wzgląd na swoją chwałę.
    Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
    zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
    Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

        Stół dla mnie zastawiasz
        na oczach mych wrogów.
        Namaszczasz mi głowę olejkiem,
        kielich mój pełny po brzegi.

    Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
    przez wszystkie dni życia
    i zamieszkam w domu Pana
    po najdłuższe czasy. (Ps 23)


    Psalm 23, który ukazuje Boga jako pasterza swojego ludu, jest dobrze znany. I można odnieść wrażenie, że ten psalm nie współgra ze słowami Ezechiela z pierwszego czytania, w którym prorok piętnuje postępki pasterzy Izraela. 

    Ich zadaniem było troszczyć się o powierzony im lud. Tymczasem oni zaczęli troszczyć się przede wszystkim o siebie. Korzystali ze swojej pozycji, ale nie brali odpowiedzialności za tych, których mieli prowadzić.

    Lista zarzutów jest długa i poważna: nie wzmacnialiście słabych, nie leczyliście chorych, nie opatrywaliście zranionych, nie sprowadzaliście zabłąkanych i nie szukaliście zagubionych, obchodziliście się z nimi z przemocą i okrucieństwem. Waszą winą jest rozproszenie owiec oraz to, że padają łupem drapieżników. 

    Tę lista zarzutów dotyczy nie tylko pasterzy, ale w odpowiednim zakresie każdego z nas. Bo prawie każdy człowiek jest komuś powierzony. Rodzicom powierzone są dzieci. Nauczycielowi – uczniowie. Przełożonemu – pracownicy. Kapłanowi – wspólnota. Ale także w małżeństwie, rodzinie, przyjaźni czy zwykłych relacjach jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem.

    I to właśnie w zderzeniu z tymi zarzutami, Bóg wypowiada niezwykłe słowa: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Człowiek może zawieść. Nawet ten, któremu ufaliśmy. Może zabraknąć mu miłości, cierpliwości, odpowiedzialności. Ale Bóg mówi: Ja cię nie zostawię. Sam będę cię szukał.

    Na zakończenie dwa pytania: czy pozwalam Bogu być moim Pasterzem? Czy naprawdę pozwalam Mu się prowadzić, również wtedy, kiedy droga nie wygląda tak, jak sobie zaplanowałem?  I drugie: dla kogo ja mam być dzisiaj dobrym pasterzem?