zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 12 kwietnia 2026

Niedziela Miłosierdzia

    A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! (J 20,21-22).


Zamknęli się w Wieczerniku. Porażka zapuszczała w nich gorzkie korzenie. Czuli się winni. To zamknięcie było bardzo wymowne. Izolacja i ucieczka, chęć zapomnienia o tym, co się stało, co zrobili, co ich spotkało. Zamknięcie na spotkanie z innymi, brak chęci, by poszukać sensu. Nie wiedzą, co robić, dokąd iść, co powiedzieć… Nieufność wobec innych i wobec siebie.

    Jezus, który przekracza zamknięte drzwi Wieczernika, nie robi im żadnych wyrzutów, nie stawia żądań. Przychodzi, by znów zaprosić ich do współpracy. Przynosi im swoje dwa dary: pokój i przebaczenie…

Poprzez św. Tomasza Bóg pozwala nam połączyć Jego rany z naszym życiem. Nie wiemy, czy Tomasz rzeczywiście dotknął boku Jezusa, ale uwierzył, bo skuteczniejsze od dowodów okazały się czułość Jezusa i Jego gotowość, by odpowiedzieć, na potrzebę Tomasza… To nie dotknięcie ran uzdrawia upór Tomasza i jego wątpliwości, lecz postawa Jezusa, który zwraca się do niego osobiście, po imieniu i pozwala się dotknąć… 

     Jezus stał się podatny na zranienie, solidaryzując się naszą kruchością. Kiedy Jezus mówi Tomaszowi, by dotknął Jego ran, zaprasza go jednocześnie, by spojrzał na rany, które powstały w nim samym po doświadczeniu śmierci Jezusa i zachwiały jego wiarą.  Jezus poraniony przychodzi do poranionego Tomasza, swojego ucznia, by rozwiać jego wątpliwości i rozczarowanie. Te niewidzialne rany zwątpienia i rozczarowania Tomasza muszą się zetknąć z widzialnymi, dotykalnymi ranami Jezusa, by dokonało się uzdrowienie. 

sobota, 11 kwietnia 2026

Sobota w Oktawie Wielkanocy

    Przełożeni i starsi, i uczeni, widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi (Dz 4,13-14).

    Ci jednak, słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie dali temu wiary. Potem ukazał się w innej postaci dwom spośród nich na drodze, gdy szli do wsi. Lecz im też nie uwierzyli (Mk 16,11-12.13b).


    Wobec wiary Piotra i Jana, wobec oczywistych znaków i odwagi świadków, władza ziemska, przywódcy Izraela, czują się zagubieni. A to zagubienie rodzi lęk, 

    Tak samo zagubieni poczuli się wcześniej apostołowie zamknięci w Wieczerniku. Kiedy przybiegła do nich Maria Magdalena, by powiedzieć, że On żyje, nie uwierzyli jej. Podobnie odrzucili świadectwo dwóch uczniów, którzy wrócili z Emaus i mówili, jak Go poznali. A przecież im Jezus mówił, że zmartwychwstanie. Doświadczenie Wielkiego Piątku, doświadczenie własnej słabości, odcisnęło się jednak tak mocno w ich sercach i umysłach, że nie potrafili pogodzić tych wieści z traumą, w której żyli. Siedzieli za drzwiami Wieczernika, osamotnieni i zagubieni, aż On wypełni ich serca pokojem i swoją obecnością.

    Czy zatem można się dziwić zagubieniu tych, którzy krzyżując Jezusa, byli przekonani, że sprawa została skończona? Zmartwychwstały Jezus napełnia jednak Jerozolimę jeszcze większym zamieszaniem, niż czynił to przed swoją śmiercią.  

    Jezus wywołuje poruszenie. Nawet dzisiaj czyjeś osobiste świadectwo potrafi nas drażnić i niepokoić, zwłaszcza wtedy, gdy wyrywa nas z utartych przyzwyczajeń i schematów, kiedy zaprasza do działania i zaangażowania, burzy nasz spokój, a czasami komplikuje nam życie... 

piątek, 10 kwietnia 2026

Piątek w Oktawie Wielkanocy

    On rzekł do nich: "Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie". Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć (J 21,6)


    Piotr i ci, którzy wraz z nim poszli nad jezioro, by łowić ryby, znali się na tym - byli rybakami. A jednak mimo całej nocy pracy ich sieci pozostały puste. 

    Czasem żyjemy takim przekonaniem, że opanowanie jakiejś umiejętności, swoisty perfekcjonizm, powtarzanie schematu działania i konsekwencja muszą zakończyć się sukcesem. 

    Życie stawia jednak przed nami coraz to nowe wyzwania, potrzebujemy nowego spojrzenia, odejścia od schematów i rutyny, otworzenia  się na nowe możliwości. Trwanie w wyuczonych schematach, perfekcja wyuczonych działań nie prowadzą wówczas do sukcesu, a mogą spowodować rozczarowanie. 

    Kiedy nie potrafimy sami obudzić w sobie nowego spojrzenia i znaleźć nowych rozwiązań, potrzebujemy kogoś, kto spojrzy z boku, kto podpowie inne rozwiązanie. Potrzebujemy też otworzenia się na jego spojrzenie, zaufania i zaryzykowania, odejścia od tego, na czym dobrze się znamy. 

    To właśnie zaproponował ów Nieznajomy, który stanął na brzegu. Kiedy przyjęli Jego rozwiązanie, połów zakończył się sukcesem. 

    W życiu duchowym możemy się wiele natrudzić, walczyć z naszymi słabościami i grzechami, a jednak wciąż wracać w utarte koleiny grzechu. Dopiero kiedy skierujemy wzrok ku Zmartwychwstałemu i posłuchamy Jego wskazań, będziemy mogli cieszyć się sukcesem. Polegać na własnych siłach to najczęściej za mało...