Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swojemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść” (Mt 22,2-3).
Wszyscy doskonale wiemy, jak ważny w naszym życiu jest pokarm. Bez niego nie moglibyśmy żyć. Ale przecież wspólny posiłek to coś znacznie więcej niż tylko zaspokojenie głodu. To również czas spotkania, bliskości, radości i budowania więzi. Przy wspólnym stole świętujemy najważniejsze wydarzenia naszego życia.
Król, który zaprasza na ucztę, jest gospodarzem dość niezwykłym. Początkowo przypomina o zaproszeniu i oficjalnie zaprasza dostojników oraz swoich przyjaciół. Kiedy jednak wszyscy odmawiają – każdy bowiem ma własne zajęcia i obowiązki - król nie rezygnuje z uczty, choć jej odwołanie byłoby najbardziej naturalnym rozwiązaniem. Zamiast tego postanawia nieformalnie zaprosić wszystkich, których jego słudzy spotkają na drogach i rozstajach.
Bóg nigdy nie ustaje w swojej hojności. Dlatego otwiera drzwi uczty dla całej ludzkości, mimo lekceważenia okazanego przez pierwszych zaproszonych oraz zaniedbania ze strony kolejnych, którzy nie potrafią docenić wielkości otrzymanego zaproszenia.
W naśladowaniu Chrystusa zawsze - choć nigdy nie wiemy, kiedy - pojawia się rozdroże, na którym trzeba dokonać wyboru. Albo wejść na ucztę życia i wspólnie z innymi dzielić się ofiarowanym tam pokarmem albo odrzucić zaproszenie.


