zachód słońca

zachód słońca

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Poniedziałek 22. Tygodnia Zwykłego

    I stanąłem przed wami w słabości i bojaźni ( 1 Kor 2,3).

        Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie,
        przez cały dzień nad nim rozmyślam.
        Przez Twe przykazania stałem się mędrszym od wrogów,
        bo jest ono moim na wieki.

    Powstrzymuję nogi od wszelkiej złej ścieżki,
    aby słów Twoich przestrzegać.
    Nie odstępuje od Twoich wyroków,
    albowiem Ty mnie pouczasz (Ps 119).


    Wymagało się i wymaga do dziś od kaznodziejów pewnej umiejętności oratorskiej, bo mają przyciągnąć uwagę, zachęcić do przemyślenia pewnych rzeczy. I z pewnością jest to ważne.

    Święty Paweł przypomina mi jednak dzisiaj, że nie można zapominać o tym, że wiara nie opiera się na tym, jak wiele i dobrze będę mówił o Bogu. On sam doświadczał i był świadom swoich słabości, doświadczał też różnych obaw. I uczy dalej, że mimo tych różnych słabości, ograniczeń i lęków, można pozwolić Bogu działać przez swoje życie. Nie muszę być doskonały, aby być świadkiem wiary. Nie muszę posługiwać się wyszukanymi słowami, aby głosić.

    Psalmista zwraca mi natomiast uwagę na umiłowanie Bożego Prawa, Bożego Słowa.  Prawdziwa mądrość rodzi się z codziennego słuchania Boga i wysiłku życia tym, co On mówi. A następnie przypomina o tym, że nie można zawierać kompromisów ze złem, bo wtedy trudno o przestrzeganie Bożych wskazań: Powstrzymuję nogi od wszelkiej złej ścieżki, aby słów Twoich przestrzegać

    Takie zaproszenie od Pana Boga na początek roku szkolnego: bardziej ufać Bogu, nie polegać wyłącznie na sobie. Wracać do Bożego Słowa, by w Jego świetle podejmować decyzje, budować relacje i patrzeć na innych. 

niedziela, 30 sierpnia 2026

XXII Niedziela Zwykła

Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś (Jr 20,7a).

        Boże, mój Boże, szukam Ciebie
        i pragnie Ciebie moja dusza.
        Ciało moje tęskni za Tobą
        jak zeschła ziemia łaknąca wody (Ps 63).

Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej (Rz 12,1).

Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę (Mt 16,26).


    Dopiero co w liturgii Kościoła obchodziliśmy uroczystość św. Józefa Kalasancjusza, pozwólcie zatem, że jego osoba będzie punktem odniesienia dla Słowa. 

    Prorok Jeremiasz wyznaje na samym początku: Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. A jednocześnie doświadcza, że Słowo Boga sprowadza na niego niezrozumienie, samotność i cierpienie. Prorok chciałby czasem zamilknąć, przestać mówić, wycofać się. A jednak odkrywa, że Boże słowo jest w nim jak ogień płonący, zamknięty w jego kościach.

    Coś podobnego wydarzyło się w życiu św. Józefa Kalasancjusza. Przybył do Rzymu z własnymi planami i ambicjami. Bóg jednak przemówił do niego przez rzeczywistość, której nie dało się nie zauważyć – przez ubóstwo dzieci pozostawionych bez wykształcenia i perspektyw. 

    Spotkanie z ubogimi dziećmi stało się dla niego tym uwiedzeniem przez Boga. Mógł przejść obojętnie. Mógł uznać, że to nie jego sprawa, nie po to przyjechał. Nie potrafił jednak zapomnieć tego, co zobaczył.

    Święty Paweł w Liście do Rzymian mówi: Proszę was, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną. Ofiara ta nie polega  jednak na składaniu Bogu rzeczy. Najważniejszym darem jest własne życie. Czas, zdolności, praca, cierpliwość, zmęczenie – wszystko może stać się ofiarą.

    Kalasancjusz oddał Bogu nie tylko swoją modlitwę, ale całego siebie: wykształcenie, zdolności organizacyjne, energię i czas.

    Najbardziej wymagające słowa pojawiają się jednak w Ewangelii. Jezus mówi uczniom: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 

    Św. Józef Kalasancjusz poznał tę prawdę w bardzo bolesny sposób. Z ludzkiego punktu widzenia poniósł klęskę.

    Świętość Kalasancjusza polegała na tym, że zobaczył potrzebujących i rozpoznał w nich zaproszenie Boga. Zrozumiał, że przemiana świata zaczyna się od przemiany człowieka, a jednym z najpotężniejszych narzędzi tej przemiany jest mądre wychowanie. 

sobota, 29 sierpnia 2026

Sobota 21. Tygodnia Zwykłego, wsp. męczeństwa św. Jana Chrzciciela

    A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi (Jr 1,18).

        W Tobie, Panie, ucieczka moja,
        niech wstydu nie zaznam na wieki. 
        Wyzwól mnie i ratuj w Twej sprawiedliwości,
        nakłoń ku mnie swe ucho i ześlij ocalenie. 

    Bądź dla mnie skałą schronienia
    i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
    bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą.
    Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.

        Bo ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
        Panie, Tobie ufam od młodości.
        Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
        od łona matki moim opiekunem.

    Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość
    i przez cały dzień Twoją pomoc.
    Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
    i do tej pory głoszę Twoje cuda (Ps. 71).


    Psalm 71, który rozbrzmiewa w liturgii męczeństwa św. Jana Chrzciciela to modlitwa człowieka, który w Bogu odnajduje swoje schronienie. Psalmista odwołuje się do swojej młodości, a następnie do początku swojego życia, by dać świadectwo o obecności Boga w swoim życiu, Boga, na którym można się oprzeć.

    Warto wsłuchać w słowa psalmu, by usłyszeć przesłanie: ufność, którą posiada psalmista nie zrodziła się w sytuacji zagrożenia czy w sytuacji, gdy wszystko inne już zawiodło. Ufność jest postawą całego życia. Człowiek wierzący uczy się powierzać Bogu swoją historię, teraźniejszość oraz przyszłość. Ta postawa sprawia, że nawet w momencie doświadczenia niesprawiedliwości i krzywdy, człowiek potrafi ufać i mówić o Bożej sprawiedliwości. 

    W tej perspektywie odczytujemy słowa Jeremiasza. Ma głosić wszystko, co zostało mu powierzone, z całą świadomością oporu ze strony tych, do których Słowo jest kierowane, z całą świadomości walki, jaka go czeka. Bóg nie obiecuje Jeremiaszowi łatwego życia. Pojawią się trudności, pojawią się przeciwnicy. Ale będzie też Boża obecność. Nie można postawić znaku równości między wiarą a życiem bez konfliktów czy brakiem zrozumienia. Ale to właśnie wiara pozwala na zaufanie, że pośród wszystkich przeciwności Bóg jest obecny.