Zamknęli się w Wieczerniku. Porażka zapuszczała w nich gorzkie korzenie. Czuli się winni. To zamknięcie było bardzo wymowne. Izolacja i ucieczka, chęć zapomnienia o tym, co się stało, co zrobili, co ich spotkało. Zamknięcie na spotkanie z innymi, brak chęci, by poszukać sensu. Nie wiedzą, co robić, dokąd iść, co powiedzieć… Nieufność wobec innych i wobec siebie.
Jezus, który przekracza zamknięte drzwi Wieczernika, nie robi im żadnych wyrzutów, nie stawia żądań. Przychodzi, by znów zaprosić ich do współpracy. Przynosi im swoje dwa dary: pokój i przebaczenie…
Poprzez św. Tomasza Bóg pozwala nam połączyć Jego rany z naszym życiem. Nie wiemy, czy Tomasz rzeczywiście dotknął boku Jezusa, ale uwierzył, bo skuteczniejsze od dowodów okazały się czułość Jezusa i Jego gotowość, by odpowiedzieć, na potrzebę Tomasza… To nie dotknięcie ran uzdrawia upór Tomasza i jego wątpliwości, lecz postawa Jezusa, który zwraca się do niego osobiście, po imieniu i pozwala się dotknąć…
Jezus stał się podatny na zranienie, solidaryzując się naszą kruchością. Kiedy Jezus mówi Tomaszowi, by dotknął Jego ran, zaprasza go jednocześnie, by spojrzał na rany, które powstały w nim samym po doświadczeniu śmierci Jezusa i zachwiały jego wiarą. Jezus poraniony przychodzi do poranionego Tomasza, swojego ucznia, by rozwiać jego wątpliwości i rozczarowanie. Te niewidzialne rany zwątpienia i rozczarowania Tomasza muszą się zetknąć z widzialnymi, dotykalnymi ranami Jezusa, by dokonało się uzdrowienie.


