zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 24 maja 2026

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego


 

Przybądź, Duchu Święty,              Bez Twojego tchnienia
Ześlij z nieba wzięty                      Cóż jest wśród stworzenia?
Światła Twego strumień.              Tylko cierń i nędze.

Przyjdź, Ojcze ubogich,                 Obmyj, co nieświęte,
Przyjdź, Dawco łask drogich,       Oschłym wlej zachętę,
Przyjdź, Światłości sumień.          Ulecz serca ranę.

O, najmilszy z gości,                      Nagnij, co jest harde,
Słodka serc radości,                      Rozgrzej serca twarde,
Słodkie orzeźwienie.                      Prowadź zabłąkane.

W pracy Tyś ochłodą,                    Daj Twoim wierzącym,
W skwarze żywą wodą,                  W Tobie ufającym,
W płaczu utulenie.                        Siedmiorakie dary.

Światłości najświętsza,                  Daj zasługę męstwa,
Serc wierzących wnętrza               Daj wieniec zwycięstwa,
Poddaj Twej potędze.                    Daj szczęście bez miary.


      Są takie modlitwy, które się odmawia, i takie, które się przeżywa. Sekwencja, którą śpiewamy po drugim czytaniu w Uroczystość Pięćdziesiątnicy – ten starożytny szept, który zaczyna się słowami Przybądź, Duchu Boży, ześlij z nieba wzięty światła Twego strumień – należy do tej drugiej kategorii: nie odmawia się jej jedynie ustami, lecz całym życiem.

     Mówić do Boga Przybądź, Duchu Święty, to gest zaufania i odwagi, który pozwala Bogu zbliżyć się nas. To również przyznanie się przed Bogiem, że potrzebuję Jego obecności.

    Ześlij z nieba wzięty Światła Twego strumień… jest wołaniem o Boże światło – światło, które objawia, ale nie oślepia. To zaproszenie Ducha Świętego, by oświetlał moje intencje i decyzje.

    Przyjdź, Ojcze ubogich, przyjdź, Dawco łask drogich… tak, potrzebuję pomocy, bo w wielu aspektach, także duchowego życia, wciąż jestem człowiekiem ubogim.

    Wyznaję z wiarą: bez Twojego tchnienia, cóż jest wśród stworzenia? Tylko cierń i nędze… Bez Bożego tchnienia jestem tylko pyłem, bez wartości i bez życia. W rajskim ogrodzie Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi, nadał mu kształt. A następnie pochylił się nad nim i tchnął w jego oblicze tchnienie życia… 

     Sekwencję do Ducha Świętego kończymy prośbą: Daj Twoim wierzącym, w Tobie ufającym, siedmiorakie dary. A na końcu naszej drogi wprowadź nas przed oblicze Baranka, wprowadź nas tam, gdzie jest życie, które się nie kończy, daj szczęście bez miary. Amen.

sobota, 23 maja 2026

Sobota 7. Tygodnia Wielkanocy

Pan - w swoim świętym przybytku;
Pan - Jego tron na niebiosach.
Jego oczy patrzą na ubogiego,
Jego spojrzenie ogarnia synów ludzkich. 

    Pan bada uważnie sprawiedliwego i bezbożnego.
    Kto miłuje nieprawość, zohydza swe życie.
    Pan bowiem jest sprawiedliwy i kocha sprawiedliwe czyny, 
    Jego spojrzenie dostrzega prawość.

                            (Psalm 11)


    Psalm 11, którego fragment towarzyszy nam dzisiaj, mówi nam przede wszystkim o zaufaniu wobec Boga, który jest wyczulony na sprawiedliwość. On jest schronieniem sprawiedliwych. Dawid doświadczał prześladowania, był zagrożony, a przyjaciele, którzy go otaczali, zalecali ucieczkę. Mówią o tym trzy pierwsze wersety psalmu, których dzisiaj nie słyszymy. Pośród przeciwności Dawid pokłada ufność w Tym, który jest sprawiedliwy i kocha sprawiedliwe czyny, kocha sprawiedliwość

    Pan - w swoim świętym przybytku; Pan - Jego tron na niebiosach... Jeżeli uwzględnimy te pierwsze trzy wersety psalmu, w których była zachęta do ucieczki w góry przed wrogiem, słowa Dawida możemy potraktować jako jego odpowiedź przyjaciołom: dlaczego mam uciekać? Przecież Pan jest tutaj, nie usunął się w góry. On jest obecny w swoim przybytku, jest obecny na niebiosach. Skoro Bóg jest tutaj, i ja nigdzie się nie wybieram. To odpowiedź wiary, która przynosi umocnienie serca...

    W trudnych sytuacjach doświadczamy, podobnie jak Dawid, własnej słabości, kruchości, ludzkiego ubóstwa, bezradności i niemożności - tak wiele rzeczy nas przerasta. To może być źródłem lęku i niepokoju. Jednak Dawid zachowuje spokój, on wie, że Bóg widzi i zna jego sytuację - Jego oczy patrzą na ubogiego. To Boże spojrzenie nie jest patrzeniem obojętnego obserwatora, to spojrzenie pełne troski, a Bóg przychodzi z pomocą. 

    Pan bada uważnie sprawiedliwego i bezbożnego... Bóg nie tylko obserwuje, nie tylko widzi zewnętrzne nasze czyny. On także bada nasze intencje i motywacje serca. Psalmista zaprasza nas do uczciwego życia, przypominając, że to, co jest ukryte w głębi naszego serca, znane jest Bogu. 

    Kto miłuje nieprawość, zohydza swe życie... Uczciwe życie daje wewnętrzny pokój. Podążanie drogą nieprawości, chociaż pozornie może przynosić sukcesy, przynosi gorzki owoc, doświadczenie zmarnowania życia. Człowiek, który porzuca uczciwość, w swoim sumieniu cierpi, bo serce upomina się o prawość. Możemy zagłuszać sumienie, ale ono i tak się odezwie tęsknotą za sprawiedliwością, uczciwością. 

    Dawid śpiewa swą pieśń w momencie, kiedy zachwiane zostały fundamenty, na których opiera się życie każdej społeczności; kiedy odrzucono sprawiedliwość i uczciwość, zniszczone zostało to wszystko, co Bóg dał człowiekowi jako narzędzie do właściwego funkcjonowania społeczeństwa. I chociaż Dawid pyta w tym psalmie: co mógłby zrobić sprawiedliwy, to ostatnie słowa psalmu są zachętą i pocieszeniem: Pan bowiem jest sprawiedliwy i kocha sprawiedliwe czyny, Jego spojrzenie dostrzega prawość

    Chociaż doświadczenie pokazuje brak sprawiedliwości w naszym świecie, a fundamenty świata coraz bardziej wydają się chwiać, Bóg pozostaje pewnym punktem odniesienia. Sprawiedliwy może być pewny, że w ostatecznym rozrachunku zostanie usprawiedliwiony i doświadczy bliskości Boga, bo Jego spojrzenie dostrzega prawość, bo ludzie prawi ujrzą Jego oblicze. Bóg jest sprawiedliwym Sędzią, a Jego sąd jest gwarancją wiecznego szczęścia tych, którzy Mu ufają i podążają Jego drogą - drogą umiłowania sprawiedliwości. Te słowa wybrzmiewają w szczególny sposób w Kazaniu na górze: Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

piątek, 22 maja 2026

Piątek 7. Tygodnia Wielkanocy

    Oskarżyciele nie wnieśli przeciwko niemu żadnej skargi o przestępstwa, które podejrzewałem. Mieli z nim tylko jakieś spory o ich wierzenia i o jakiegoś Jezusa, o którym Paweł twierdzi, że żyje (Dz 25,18-19).


    Słuchamy relacji rzymskiego urzędnika. Bardzo kompetentnego człowieka, który stara się zachować prawo. I ma problem z Pawłem - z jednej strony nie popełnił nic, co zasługiwałoby na karę w świetle rzymskiego prawa, z drugiej strony odwołał się do cesarza, nie chcąc stanąć przez sądem w Jerozolimie. 

    W postawie urzędnika nie ma emocji, sympatii czy wrogości. Jest chłodny dystans i troska o zachowanie bezstronności, którą uznać nawet można za obojętność. Oskarżony jest mu obojętny, ważne jest zachowanie przepisów prawa, a ponieważ się odwołał, trzeba go wysłać do Rzymu. Równie dobrze mógłby stwierdzić: to żydowskie spory, nic mnie to nie obchodzi, jesteś wolny. Nie może tego zrobić, bo Paweł chce stanąć przed obliczem cesarza.

    Może tak właśnie reagowały rzymskie władze na oskarżenia, jakie się pojawiały pod adresem rodzącego się Kościoła, który był jeszcze nierozpoznawalny dla Rzymian. 

    Dzisiejszy świat, choć do pewnego stopnia ceni Jezusa za Jego naukę i świadectwo życia, rzadko dochodzi do przekonania o Jego boskości czy zmartwychwstaniu. Wobec prawdy o zmartwychwstaniu i innych kwestii teologicznych zachowuje chłodną obojętność i dystans. 

    I właśnie pośród takiego świata, obojętnego i zdystansowanego, czasem także wrogiego, mamy mamy wyznawać wraz z Pawłem, że Jezus żyje. Mamy mówić, że wierzymy w tego Zmartwychwstałego Jezusa i że to On nadaje sens naszemu życiu i naszej codzienności, naszej pracy i wysiłkom. A jeśli tego nie robimy, to jaki sens miało dla nas tych siedem tygodni świętowania Wielkanocy?