zachód słońca

zachód słońca

piątek, 14 sierpnia 2026

Piątek 19. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Ale zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd. Oddawałaś się każdemu, kto obok ciebie przechodził (Ez 16,15).

        Oto Bóg jest moim zbawieniem!
        Jemu zaufam i bać się nie będę.
        Bo Pan jest moją pieśnią i mocą
        i On stał się moim zbawieniem (Iz 12,2).


    Kolejny obraz, który przychodzi do nas za pośrednictwem proroka Ezechiela, pozwala nam uchwycić źródło naszych niewierności i grzechów wobec Boga.  To zdanie Ezechiela: zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd, jest chyba najważniejszym przesłaniem Słowa, które daje nam dzisiaj liturgia. 

    Zacznijmy jednak od początku. Prorok przemawia do nas bardzo mocnym obrazem, odniesionym do Jerozolimy, która przedstawiona jest jako porzucone dziecko, któremu nawet nie odcięto pępowiny, nie obmyto w wodzie, aby oczyścić, którego nikt nie owinął w pieluszki. Porzucone dziecko, wyrzucone na puste pole - przez niechęć do niego

    To Bóg zatrzymał się przy tym dziecku, zatroszczył i ulitował. To Bóg powiedział: Żyj, rośnij! Bóg otoczył Jerozolimę opieką, obdarował urodą i obsypał licznymi darami, które zaczęły przyciągać uwagę.  Wszystko, czym Jerozolima się stała, było darem. I tutaj zaczął się problem - Jerozolima zaczyna patrzeć na swoje piękno tak, jakby było jej zasługą i jej własnością. Zaufałaś swojej piękności...

    Człowiek otrzymuje od Boga tak wiele darów, umiejętności, a po pewnym czasie zaczyna żyć tak, jakby sam był ich źródłem. Otrzymuje umiejętności i talenty i zaczyna uważać się za lepszego od innych. Odnosi sukcesy i zaczyna ufać swojej sile i zdolnościom. Zostaje obdarowany miłością i nie potrafi być za nią wdzięczny, bo uważa, że mu się należy. To taka pokusa, bardzo delikatna, która prowadzi człowieka do niewierności: zapomnieć, skąd pochodzi dobro, które jest we mnie, którego doświadczam i które jest obok mnie. 

    Grzech i niewierność człowieka wobec Boga, w odniesieniu do słów Ezechiela, zaczyna się tam, gdzie człowiek przestaje pamiętać, że jest obdarowany. Zamiast oprzeć swe życie na Bogu, zaczyna opierać je na sobie. 

    Słowa Izajasza, które towarzyszą nam dzisiaj jako psalm, bardzo mocno wybrzmiewają w kontekście tego obrazu, który daje nam prorok Ezechiel: Oto Bóg jest moim zbawieniem! Jemu zaufam i bać się nie będę. Bo Pan jest moją pieśnią i mocą i On stał się moim zbawieniem. Prorok nie mówi jedynie, że Bóg daje zbawienie, mówi: Bóg jest moim zbawieniem! Nie moja siła. Nie moje osiągnięcia, Nie moja doskonałość, Nie to, że nie popełnię nigdy żadnego błędu. Fundamentem mojego życia jest Bóg. 

    Doczytajmy słowa Ezechiela do końca. Po przypomnieniu całej niewierności Jerozolimy, Bóg mówi do niej i mówi do nas: Ja jednak wspomnę o przymierzu, które z tobą zawarłem, przebaczę wszystko, co uczyniłaś. Człowiek zapomina o Bogu i Jego miłości, Bóg pamięta. 

    Możemy zapomnieć o Bogu, pogubić się w życiu, możemy zacząć ufać własnemu pięknu i zmarnować otrzymane dary. A Bóg pozostaje wierny... dlatego zawsze możemy do Niego wrócić. 

czwartek, 13 sierpnia 2026

Czwartek 19. Tygodnia Zwykłego

    Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę  zesłania, za dnia i na ich oczach, i na ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Wynieś swoje tobołki jak tobołki zesłańca, za dnia, na ich oczach i wyjdź wieczorem - na ich oczach - tak jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i wyjdź przez niego! (Ez 12,3a.4-5).


    Kontynuujemy lekturę  proroka Ezechiela i dotykamy fragmentu, który może wydawać się dość dziwny i niezrozumiały. Bóg każe prorokowi spakować rzeczy jak człowiek udający się na wygnanie, wynieść je na oczach ludzi, zrobić otwór w murze i wieczorem wyjść przez niego z zasłoniętą twarzą. Ezechiel nie tylko ma głosić słowo. Ma je odegrać własnym życiem. Sam prorok staje się znakiem.

    Spróbujmy popatrzeć na historyczne tło tej przepowiedni Ezechiela. Jesteśmy w początkach VI wieku przed Chrystusem. Potężne państwo babilońskie podporządkowało sobie Judę. W 597 roku przed Chrystusem król Babilonii, Nabuchodonozor II, zdobył Jerozolimę i uprowadził do Babilonii część mieszkańców, między innymi króla Jojakina oraz przedstawicieli elit. Wśród deportowanych znalazł się także Ezechiel.

    Jerozolima jednak jeszcze nie została całkowicie zniszczona. Na tronie pozostawał ustanowiony przez Babilończyków Sedecjasz. I właśnie do jego losu odnosi się znak wykonany przez Ezechiela. Kiedy wielu żywiło nadzieję, że sytuacja szybko się odwróci: Babilonia osłabnie, wygnańcy powrócą, a Jerozolima ocaleje, Ezechiel mówi coś dokładnie przeciwnego: nie łudźcie się. Nadchodzi kolejna katastrofa.

    Prorok pakuje więc skromny bagaż wygnańca. Wychodzi z domu przez otwór w murze, po ciemku, z zasłoniętą twarzą. Zapowiada w ten sposób to, co spotka władcę, będącego w Jerozolimie, czyli Sedecjasza. Kilka lat później, gdy Babilończycy zdobędą Jerozolimę, Sedecjasz rzeczywiście będzie próbował uciec nocą z oblężonego miasta. Zostanie jednak schwytany. Jego synowie zostaną zabici na jego oczach, a jemu samemu Babilończycy wyłupią oczy i poprowadzą do Babilonu. Zasłonięta twarz Ezechiela nabiera więc szczególnie dramatycznego znaczenia.

    Biblia nie opowiada nam tej historii jedynie po to, żebyśmy poznali czy zrozumieli dzieje starożytnego Izraela. Ezechiel mówi o czymś, co może wydarzyć się także w ludzkim sercu. Bóg nazywa Izraelitów ludem buntowników. Mają oczy, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą. To bardzo mocne słowa. Człowiek może patrzeć na rzeczywistość i jednocześnie nie chcieć jej zobaczyć. Może słuchać słowa Bożego i jednocześnie nie pozwalać, żeby ono cokolwiek w nim zmieniło.

    Czasem oczekujemy jakiegoś znaku od Boga. A może nie potrzebujemy żadnego nowego znaku. Może potrzebujemy odwagi, żeby potraktować poważnie to, co już widzimy i słyszymy.

    Ezechiel robi jeszcze jedną niezwykłą rzecz: przebija mur. Mur daje poczucie bezpieczeństwa. Mieszkańcy Jerozolimy wierzyli, że ich miasto, jego fortyfikacje, świątynia i dotychczasowy porządek ich ochronią. Tymczasem prorok pokazuje, że mur nie ocali człowieka, który odwraca się od Boga.

    My także budujemy swoje mury, różne zabezpieczenia, które pozwalają nam żyć przekonaniem, że sobie poradzimy. Można przez wiele lat mieszkać za takim murem i przekonywać siebie, że wszystko jest w porządku. A Bóg czasem robi coś podobnego jak w życiu Ezechiela: każe zrobić wyłom w murze. Pozwala, żeby jakieś wydarzenie, słowo, spotkanie czy nawet kryzys naruszyły nasze poczucie bezpieczeństwa. Nie po to, żeby człowieka zniszczyć, lecz żeby wyrwać go z iluzji.

    

środa, 12 sierpnia 2026

Środa 19. Tygodnia Zwykłego

    Pan rzekł do niego: "Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy, i nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi (Ez 9,4).

        Chwalcie, słudzy Pańscy,
        chwalcie imię Pana.
        Niech imię Pana będzie błogosławione,
        teraz i na wieki.

    Od wschodu aż do zachodu słońca
    niech będzie  pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony ponad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała.

        Kto jest jak nasz Pan Bóg,
        który mieszka w górze
        i w dół spogląda
        na niebo i na ziemię?  (Psalm 113).


    Nie jest łatwo podążać za Ezechielem i jego wizjami. Dzisiaj prorok ogląda w prorockiej wizji sąd nad Jerozolimą. Zanim Bóg rozpocznie wymierzanie kary, najpierw nakazuje naznaczyć tych, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami popełnianymi w świętym mieście. Ocaleni zostają jedynie ci, których boli czynione zło. 

    To miejsce na pierwsze pytanie: czy mnie jeszcze boli zło? Nie chodzi o wielkie i dalekie zło, które codziennie serwują mi wiadomości płynące z mediów, ale o krzywdę człowieka, który jest obok. Czy boli mnie to, że niszczeją relacje, czy boli mnie obojętność, niesprawiedliwość? Czy boli mnie jeszcze mój własny grzech?  Czy nie zobojętniałem i nie przyzwyczaiłem się do zła, bo tak już jest i wszyscy tak robią, nic nie da się zrobić?

    Prorok pokazuje nam dzisiaj, że wrażliwe sumienie jest czymś niezwykle cennym w oczach Boga. Człowiek wierzący nie może przyzwyczaić się do zła. I ważna rzecz, być wrażliwym na zło to nie znaczy potępiać ludzi. Łatwo pomylić wrażliwość sumienia z osądzaniem. Ci, którzy w wizji Ezechiela, zostają naznaczeni, nie wynosili się nad innych. Jedynie wzdychali i biadali. Cierpieli wobec zła. Był w nich ból, a nie satysfakcja ze wskazywania winnych. 

    To kolejna przestrzeń do pytań: kiedy widzę czyjś grzech, kogoś, kto się pogubił, czy pragnę dla niego, by odnalazł drogę do Boga, czy bardziej go przekreślam? 

    Ezechiel idzie dalej w swojej wizji: chwała Pańska odeszła od świątyni. Bóg opuszcza święte miejsce. Świątynia nadal stoi. Mury są na swoim miejscu. Wszystko zewnętrznie może nadal wyglądać tak samo. A jednak Boga już nie ma. 

    To kolejny mocny obraz życia duchowego. Można zachowywać zewnętrzne formy, a powoli tracić żywą relację z Bogiem. Można szeptać modlitwy, wykonywać religijne gesty, a sercem być bardzo daleko. Można przyzwyczaić się nawet do rzeczy najświętszych.

    Dlatego Słowo stawia nam kolejne pytanie: czy moje serce jest przy Bogu? Nie pyta jedynie o to, czy jestem w świątyni, ale o to, gdzie jest moje serce...

    Psalmista mówi nam o Bogu, który jest ponad wszystkie narody, zachęca, by nasze serce wychwalało imię Pana. Chwalcie, słudzy Pańscy, chwalcie imię Pana. 

    Bo kto jest jak nasz Pan Bóg, który mieszka w górze i w dół spogląda na niebo i na ziemię? Bóg jest wielki w swoim majestacie. A mimo to spogląda w dół. Interesuje go ziemia, interesuje Go człowiek, interesuje Go moje życie. Bóg jest wielki i święty, ale nie pozostaje obojętny wobec zła. Widzi tych, którzy cierpią, którzy próbują być wierni. Widzi również naszą walkę duchową, której być może nikt inny nie dostrzega.