Boże, mój Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą
jak zeschła ziemia łaknąca wody (Ps 63).
Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej (Rz 12,1).
Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę (Mt 16,26).
Dopiero co w liturgii Kościoła obchodziliśmy uroczystość św. Józefa Kalasancjusza, pozwólcie zatem, że jego osoba będzie punktem odniesienia dla Słowa.
Prorok Jeremiasz wyznaje na samym początku: Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. A jednocześnie doświadcza, że Słowo Boga sprowadza na niego niezrozumienie, samotność i cierpienie. Prorok chciałby czasem zamilknąć, przestać mówić, wycofać się. A jednak odkrywa, że Boże słowo jest w nim jak ogień płonący, zamknięty w jego kościach.
Coś podobnego wydarzyło się w życiu św. Józefa Kalasancjusza. Przybył do Rzymu z własnymi planami i ambicjami. Bóg jednak przemówił do niego przez rzeczywistość, której nie dało się nie zauważyć – przez ubóstwo dzieci pozostawionych bez wykształcenia i perspektyw.
Spotkanie z ubogimi dziećmi stało się dla niego tym uwiedzeniem przez Boga. Mógł przejść obojętnie. Mógł uznać, że to nie jego sprawa, nie po to przyjechał. Nie potrafił jednak zapomnieć tego, co zobaczył.
Święty Paweł w Liście do Rzymian mówi: Proszę was, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną. Ofiara ta nie polega jednak na składaniu Bogu rzeczy. Najważniejszym darem jest własne życie. Czas, zdolności, praca, cierpliwość, zmęczenie – wszystko może stać się ofiarą.
Kalasancjusz oddał Bogu nie tylko swoją modlitwę, ale całego siebie: wykształcenie, zdolności organizacyjne, energię i czas.
Najbardziej wymagające słowa pojawiają się jednak w Ewangelii. Jezus mówi uczniom: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.
Św. Józef Kalasancjusz poznał tę prawdę w bardzo bolesny sposób. Z ludzkiego punktu widzenia poniósł klęskę.
Świętość Kalasancjusza polegała na tym, że zobaczył potrzebujących i rozpoznał w nich zaproszenie Boga. Zrozumiał, że przemiana świata zaczyna się od przemiany człowieka, a jednym z najpotężniejszych narzędzi tej przemiany jest mądre wychowanie.


