zachód słońca

zachód słońca

środa, 29 lipca 2026

Środa 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Marty, Marii i Łazarza

   Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

        Wysławiajcie razem ze mną Pana,
        wspólnie wywyższajmy Jego imię.
        Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
        i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

        Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
        aby ich ocalić.
        Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
        szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci,
gdyż bogobojni nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
szukającym Pana niczego nie zabraknie 
(Psalm 34).

    Marta więc rzekła do Jezusa: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga" (J 11,21-22).


    Nasza nadzieja ma na imię Jezus Chrystus. 

    Słowo prowadzi nas dwiema ścieżkami, które tak często przeplatają się w naszym życiu: wdzięczność i strata, wdzięczność i ból. Psalmista woła z radością: będę błogosławił Pana po wieczne czasy, Jego chwała będzie zawsze na moich ustach... Nie mówi: tylko wtedy, gdy wszystko się będzie układać. Mówi: w każdym czasie, zawsze. Wiara nie  wyklucza trudności, ale nawet pośród nich potrafi dostrzec obecność Boga.

    Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry... Jesteśmy zaproszeni do osobistego doświadczenia, wiary nie da się przeżyć z drugiej ręki, w oparciu o cudze świadectwo. Doświadczamy bliskości Boga w chwilach radości, ale także w trudnych doświadczeniach. To pośród nich możemy odkryć, że Bóg jest znacznie bliżej nas, niż się tego spodziewaliśmy. 

    Marta przeżywa doświadczenie straty po śmierci brata. Wychodzi na spotkanie Jezusa ze swoim doświadczeniem bólu, wychodzi ze swoim żalem. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego przyszedłeś tak późno. Nie rozumie tego opóźnienia, ale wciąż wierzy: Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił

    Jezus nie wyjaśnia swojego spóźnienia. Wskazuje na siebie. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Rdzeniem wiary nie jest to, że potrafimy odpowiedzieć na każde pytanie. Jej centrum spotkanie spotkanie z Osobą. 

    Wreszcie Jezus zadaje Marcie pytanie: Czy wierzysz w to? Nie pyta o wiedzę religijną czy znajomość Pisma. Pyta o zaufanie. Czy wierzę Jezusowi także wtedy, gdy nie rozumiem Jego działania? Czy potrafię Mu zaufać, kiedy moje plany się rozpadają, kiedy przychodzi choroba, strata lub rozczarowanie? 

    I odpowiedź Marty, która jest wyznaniem wiary. Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na światWypowiada te słowa jeszcze przed cudem wskrzeszenia Łazarza. Jej wiara nie opiera się na tym, co już zobaczyła, ale na tym, komu zaufała.

    Nadzieja, do której zaprasza nas Jezus, nie polega na przekonaniu, że wszystko zawsze dobrze się skończy według naszych oczekiwań. Nasza nadzieja ma imię – Jezus Chrystus. On jest obecny zarówno w chwilach radości, o których śpiewa psalmista, jak i w chwilach bólu, których doświadcza Marta.

    

wtorek, 28 lipca 2026

Wtorek 17. Tygodnia Zwykłego

   Uznajemy, Panie, nieprawość naszą, przewrotność naszych przodków, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Nie odrzucaj nas przez wzgląd na Twoje imię, od czci nie odsądzaj tronu Twojej chwały. Pamiętaj, nie zrywaj przymierza z nami! (Jr 14,20-21).

        Czy wiecznie będziesz się gniewał? 
        Nie pamiętaj nam win przodków naszych,
        niech szybko nas spotka Twoje zmiłowanie,
        gdyż bardzo jesteśmy słabi.

    Wspomóż nas, Boże, nasz Zbawco,
    dla chwały Twojego imienia;
    wyzwól nas i odpuść nam grzechy
    przez wzgląd na swoje imię.

        Niech jęk pojmanych dojdzie do Ciebie
        i mocą Twego ramienia ocal na śmierć skazanych.
        My zaś, lud Twój i owce Twojej trzody,
        będziemy wielbić Ciebie na wieki
        i przez pokolenia głosić Twoją chwałę (Psalm 79). 


    Słowo prowadzi nas przez doświadczenie bólu, opuszczenia, bezradności oraz tęsknoty za Bogiem. Prorok Jeremiasz widzi ogrom cierpienia ludu oraz zniszczenia. Staje w prawdzie przed Bogiem ze swoim bólem, bo moje oczy łzy wylewają bez przerwy... Zanosi do Boga modlitwę wypływającą z serca udręczonego cierpieniem, modlitwę, która rozpoczyna się uznaniem winy i skruchą: Uznajemy, Panie, naszą niegodziwość... Tak zaczyna się nawrócenie, od skruszonego serca.

    Skrucha nie jest jedynie poczuciem winy ani chwilowym żalem. Jest odwagą, by stanąć przed Bogiem bez masek i przyznać, że bez Niego człowiek gubi właściwy kierunek. Izrael odkrywa, że oddalenie od Boga nie prowadzi do wolności, ale do pustki. Z tego doświadczenia rodzi się wołanie: nie odrzucaj nas! Nie zrywaj przymierza z nami! To wołanie tych, którzy już rozumieją, że potrzebują Boga.

    W słowach Jeremiasza kierowanych do Boga wybrzmiewa rozczarowanie, które zrodziła cześć dla różnych bożków. One potrafiły uwieść, ale nie ma wśród nich takich, którzy by zesłali deszcz. Ufność wobec nic jest zwodnicza, a to doświadczenie prowadzi do powrotu do jedynego Boga: w Tobie pokładamy nadzieję

    Nasze bożki nie przybierają już postaci posągów z drewna czy kamienia, ale wciąż nam towarzyszą. Mogą łudzić poczuciem bezpieczeństwa, ale w chwili kryzysu okazują się bezsilne. Żaden z nich nie daje przebaczenia, pokoju serca ani nie zrodzi nadziei silniejszej od cierpienia.

    W sercu Izraelitów rodzi się tęsknota za Bogiem wyrastająca z doświadczenia pustki. Nie za darem, ale za Dawcą. Nie tylko za wybawieniem z nieszczęścia, ale za odnowieniem przymierza. Ta tęsknota jest znakiem, że mimo grzechu więź z Bogiem nie została całkowicie zerwana. Człowiek może odejść daleko, ale serce stworzone przez Boga nie przestaje Go szukać. Nie pamiętaj nam win przodków naszych, niech szybko nas spotka Twoje zmiłowanie... Wspomóż nas, Boże, nasz Zbawco

    Dawno nie było pytań, więc dziś je sobie postawmy: Czy potrafię uznać własną słabość i grzech bez usprawiedliwień? Jakie bożki próbują zająć miejsce Boga w moim życiu? Czy w chwilach cierpienia uciekam od Boga, czy raczej jeszcze mocniej do Niego wołam?

    

poniedziałek, 27 lipca 2026

Poniedziałek 17. Tygodnia Zwykłego

    Albowiem jak przylega pas do bioder mężczyzny, tak przygarnąłem do siebie cały dom Izraela i cały dom Judy - mówi Pan - by były moim narodem, moją sławą, moim zaszczytem i moją dumą. Ale oni Mnie nie usłuchali (Jr 13,11).

    Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła,
    zapominasz o Bogu, który dał ci życie.
    Zobaczył to Pan i wzgardził,
    oburzony na własnych synów i córki.

        I rzekł: "Odwrócę od nich oblicze,
        zobaczę ich koniec.
        Gdyż są narodem niestałym,
        dziećmi, w których nie ma wierności.

    Mnie do zazdrości pobudzili tym,
    co wcale nie jest bogiem,
    rozjątrzyli Mnie swymi czczymi bożkami;
    i Ja ich do zazdrości pobudzę nie-ludem,
    rozjątrzę ich narodem pozbawionym rozsądku"

                                            (Pwt 32,18-21)


    Prorok Jeremiasz mówi obrazami, bardzo sugestywnymi, nie pozostawiając wątpliwości, kiedy dodaje słowo. Oto otrzymuje polecenie, by ukryć lniany pas, który z czasem ulega zniszczeniu. Pas miał przylegać do bioder człowieka – tak blisko Bóg pragnął mieć swój lud. Zniszczenie pasa nie jest więc kaprysem Boga, ale skutkiem oddalenia od Niego. To, co zostaje odłączone od źródła życia, z czasem traci swoją wartość i piękno. Pas zbutwiał i nie nadawał się do niczego...

    Pieśń Mojżesza, która pojawia się jako odpowiedź, każe nam wrócić do góry Synaj, gdzie Bóg zrodził lud wybrany z rzeszy niewolników uciekających z Egiptu. Izrael zapomina o Skale, która go zrodziła, i wybiera bożki. Doświadcza skutków swojego wyboru, które są nie tyle karą, co konsekwencją błędnych wyborów. 

    Są owocem decyzji człowieka, który odwraca się od Tego, który jest życiem. Bóg nikogo nie zmusza do miłości. Kiedy spotyka się ze wzgardą i uporczywym odrzuceniem, wycofuje swoją szczególną obecność, pozwalając człowiekowi doświadczyć skutków obranej drogi.

    W naszym życiu pojawia się czasem doświadczenie duchowej pustki, zagubienia czy niepokoju. Warto wtedy pytać, czy nie są one konsekwencją naszych codziennych wyborów, które oddalają nas od Boga. On nie przestaje kochać, ale szanuje naszą wolność. Pozwala nam doświadczyć konsekwencji naszych decyzji, bo właśnie one mogą stać się momentem przebudzenia i powrotu.

    Bóg zawsze czeka. Nawet jeśli wycofuje swoją bliskość, nie czyni tego z zemsty, lecz z szacunku dla ludzkiej wolności i z nadzieją, że człowiek odkryje, iż bez Niego nie potrafi odnaleźć pełni życia.