I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!" (Mt 26,39).
Jezus, Najwyższy i Wieczny kapłan, sam siebie składa w ofierze, oddając się całkowicie w ręce Ojca. A wszystko z miłości do człowieka, dla jego zbawienia. Zaprasza apostołów i zaprasza nas, byśmy towarzyszyli Jego modlitwie, w zaufaniu wobec Ojca, a z naszego życia uczynili dar dla braci.
W tym obrazie, który dziś daje nam liturgia, znajdziemy wzorzec dla naszego życia - życia, które znajduje sens i nabiera wartości właśnie przez to, że jest ofiarowane.
Modląc się modlitwą za wstawiennictwem sługi Bożego, ks. Franciszka Blachnickiego, przypominam sobie codziennie: Dziękujemy Ci za to, że pozwoliłeś mu gorąco miłować Twój Kościół i zrozumieć, że najgłębszą zasadą jego żywotności i płodności jest oblubieńcze oddanie siebie w miłości Twojemu Synowi, na wzór Niepokalanej, Matki Kościoła.
I patrzę na Abrahama. W sytuacji granicznej, kiedy wszystko wydaje się tracić sens, serce spowija mrok, Abraham zdaje się wołać: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę. Abraham nie składa w ofierze tylko swojego syna - ofiaruje siebie, wszystko to, co nadawało sens jego życiu, w kim widział spełnienie wszystkich obietnic. Jego wiara nie polega na zrozumieniu, ale na trwaniu. I w tym trwaniu Bóg objawia, że nie chce krwawych ofiar, ale serca otwarte na Jego wolę.
W naszym życiu, różne sytuacje, których nie możemy zrozumieć, które są może bolesne i trudne do przyjęcia, Bóg zaprasza nas do oczyszczenia naszych intencji, do otwierania się na Jego wolę. Kiedy przyjmujemy ją z miłością, Bóg sprawi, że pojawią się owoce. Jeżeli to, co trudne, bolesne i niezrozumiałe, oddajemy w ręce Ojca, On wszystko przemienia.
Powiedzieć Bogu z ufnością i miłością: oto przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę, to mówić: oto jestem, oddaję się Tobie. I Bóg spotyka nas takimi, jakimi jesteśmy, w szczerości naszego serca.


