zachód słońca

zachód słońca

poniedziałek, 2 listopada 2026

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

     Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14,1-2).


     Są takie osoby, których już nie ma przy naszym stole, ale wciąż mają swoje miejsce w naszym sercu. Są głosy, których już nie usłyszymy, dłonie, których nie możemy uścisnąć, i twarze, za którymi tak bardzo tęsknimy…

    Czasem wystarczy zdjęcie, znajomy zapach, wspomnienie wspólnej chwili, by znów poczuć tęsknotę. I wtedy rodzi się w nas ciche pytanie: Czy to naprawdę wszystko? Czy miłość, która była tak wielka, może po prostu przestać istnieć?

    Nawet ludzie, którzy mówią, że nie wierzą w Boga, stojąc nad grobem kogoś bliskiego, szepczą: Mam nadzieję, że gdzieś tam jesteś… Że mnie słyszysz… Że kiedyś znowu się spotkamy.

    Bo serce człowieka nie potrafi pogodzić się z tym, że śmierć miałaby być ostatnim słowem o kimś, kogo kochamy.

Na tę tęsknotę naszego serca odpowiada dzisiaj Jezus: w domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Idę przecież przygotować wam miejsce.

     Słowo miejsce jest w ustach Jezusa pewnego rodzaju metaforą. Jak bowiem wyjaśnić nam rzeczywistość, która będzie istnieć poza przestrzenią i czasem naszego ziemskiego życia?

niedziela, 1 listopada 2026

Uroczystość Wszystkich Świętych


    Potem ujrzałem: A oto wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem (Ap 7,9).

Do Pana należy ziemia i wszystko co ją napełnia,
           świat cały jego mieszkańcy.
           Albowiem On go na morzach osadził
           i utwierdził ponad rzekami.

            Kto wstąpi na górę Pana, 
                 kto stanie w Jego świętym miejscu?
             Człowiek rąk nie skalnych i czystego serca, 
                 którego dusza nie lgnęła do marności.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga swego Zbawcy.
     Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
     którzy szukają oblicza Boga Jakuba (Ps 24).


     Zbyt często może kojarzymy świętość wyłącznie z heroicznym życiem, nadzwyczajnymi cnotami, rygorystyczną doskonałością moralną czy cudami. Choć wszystko to jest wartościowe i nie należy tego odrzucać, nie powinniśmy tracić z oczu pewnego poważnego zagrożenia: Możemy przecież uznać, że to rzeczywiście piękne, tylko że nie dla nas. 

    Święty Jan w Apokalipsie opisuje niezwykłą wizję: Wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków. Wszyscy stoją przed tronem Boga i przed Barankiem, odziani są białe szaty, a w rękach trzymają palmy. To piękny obraz nieba.

    Doświadczali cierpienia, zmagali się ze swoimi słabościami, nieraz upadali, ale pozwalali Chrystusowi podnosić się na nowo. Ich świętość polega na tym, że zaufali miłosierdziu Boga.

    Dlatego tak wymowny jest obraz tych białych szat. Jan mówi, że zostały one wybielone we krwi Baranka. Po ludzku brzmi to paradoksalnie: przecież krew nie wybiela, lecz pozostawia ślady. A jednak w języku wiary oznacza to, że nie własna doskonałość człowieka, ale miłość i ofiara Chrystusa otwierają nam drogę do świętości.

     Stajemy się świętymi wtedy, gdy pozwalamy Bogu przemieniać nasze serca.  Świętość jest możliwa dla każdego z nas. Nie dlatego, że jesteśmy doskonali, ale dlatego, że Bóg jest wierny. Nie dlatego, że nie upadamy, lecz dlatego, że Chrystus nie przestaje nas podnosić. Kiedy patrzymy dziś na niezliczony tłum zbawionych, pamiętajmy, że Bóg pragnie, aby kiedyś także każdy z nas znalazł się pośród nich. 


sobota, 31 października 2026

Sobota 30. Tygodnia Zwykłego

    Na wszelki sposób głosi się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył (Flp 1,18b).


    Paweł pisał swój list do Filipian najprawdopodobniej w momencie uwięzienia w Rzymie, kiedy jego los był niepewny. Pomimo trudnego położenia Paweł nie traci radości. Co więcej, jego uwięzienie przyczynia się do rozszerzania Ewangelii. Niektórzy chrześcijanie, widząc jego wytrwałość, nabierają odwagi i zaczynają jeszcze śmielej głosić Chrystusa.

    Nie wszyscy jednak, głosząc Ewangelię, kierują się szlachetnymi pobudkami... Wystarczy przeczytać kilka linijek wcześniej: niektórzy - z nieżyczliwości i dla jątrzenia, niektórzy natomiast głoszą Chrystusa z przekonania. Ci - z miłości, bo wiedzą, że znalazłem się tu dla obrony Ewangelii, a tamci mówią o Chrystusie dla podjudzania, z nieczystą myślą, bo sądzą, że doprowadzą do powiększenia udręk w moim uwięzieniu...

    Paweł nie oskarża ich o głoszenie fałszywej Ewangelii. Problemem nie jest treść ich nauczania, lecz intencja, z jaką podejmują swoją działalność. 

    Filozofia rozróżnia to, co słuszne, co obiektywnie powinno się czynić, od tego, co dobre czyli od moralnej wartości czynu. Człowiek staje się moralnie dobry wtedy, gdy czyni to, co powinien, ale kieruje się przy tym właściwą motywacją, a więc działa z czystą intencją.

    Paweł jest świadomy tych niewłaściwych intencji ludzi, którzy głoszą Ewangelię. A jego odpowiedź może zaskakiwać. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył. Nie popiera złych motywacji czy egoistycznych ambicji. Możemy jednak podziwiać jego wewnętrzną wolność: nawet wtedy, gdy inni próbują mu zaszkodzić, on potrafi się cieszyć  z dobra, które się dokonuje przez głoszenie Ewangelii. Najważniejszy jest dla niego Chrystus, a nie osobista pozycja, sława czy autorytet.