zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 11 sierpnia 2026

Wtorek 19. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Klary

    A On rzekł do mnie: "Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów!" Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód (Ez 3,1.3b).

    Więcej się cieszę z drogi wskazanej przez Twe napomnienia
    niż z własnego bogactwa.
    Bo Twe napomnienia są moją rozkoszą,
    moimi doradcami Twoje ustawy.

        Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze
        niż tysiące sztuk złota i srebra.
        Jak słodka jest Twoja mowa dla mego podniebienia,
        ponad miód słodsza dla ust moich.

    Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki,
    bo są radością mojego serca.
    Zaczerpnę powietrza otwartymi ustami,
    bo pragnę Twoich przykazań  (Psalm 119).


    Prorok Ezechiel otrzymuje od Boga słowo, które ma głosić ludowi. To słowo ma nie tylko usłyszeć czy przeczytać - otrzymuje zwój, ale ma to słowo zjeść. Nasy żołądek i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem. Dopiero potem zostaje posłany.

    To piękny i bardzo mocny obraz, mówiący nam o tym, czym jest spotkanie ze Słowem.  Nie wystarczy wiedzieć, co jest napisane w Biblii, znać historie w niej zawarte, piękne zdania. Bóg pragnie, by Słowo stało się dla nas pokarmem, by było tak przyjęte, jak pokarm. 

    Kiedy tak przyjmujemy Słowo, zaczyna nas ono budować i przemieniać. Prorok mówi nam że zwój Słowa w jego ustach był słodki jak miód. To samo doświadczenie towarzyszy psalmiście: jak słodka jest Twoja mowa dla mego podniebienia, ponad miód słodsza dla ust moich. I często tak rzeczywiście jest. Słowo daje nadzieję, pociesza, wypełnia pokojem. Ale to samo Słowo może również niepokoić. Często pokazuje to, czego wolałbym w sobie nie zobaczyć. Wzywa do przebaczenia, kiedy łatwiejsze wydaje się zachowanie urazy. Wzywa do cierpliwości, kiedy oczekuję natychmiastowej odpowiedzi i działania. Zaprasza do zaufania, kiedy wolałbym wiedzieć i mieć kontrolę nad rzeczywistością. 

    Tak też działa Słowo. A psalmista dodaje: Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze niż tysiące sztuk złota i srebra. Słowo nie zawsze mówi mi to, co akurat chciałbym usłyszeć. Słowo mówi mi to, co jest mi potrzebne, prowadzi do życia. Jest jak światło, które czasem odsłania bałagan w pokoju. Możemy zgasić światło, by go nie widzieć, ale możemy pozwolić, by światło pomogło nam przywrócić porządek. 

    Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki, bo są radością mojego serca... Dziedzictwo jest tym, co otrzymujemy, co jest darem. Może stać się skarbem, a może być traktowane jako balast, który ciąży. Czym jest dla mnie? Czy potrafię powiedzieć za psalmistą: zaczerpnę powietrza otwartymi ustami, bo pragnę Twoich przykazań?

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Poniedziałek 19. Tygodnia Zwykłego, święto św. Wawrzyńca

    Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,6-7).

        Błogosławiony człowiek, który służy Panu
        i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
        Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
        dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

    Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
    i swoimi sprawami zarządza uczciwie.
    Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
    i pozostanie w wiecznej pamięci.

        Nie przelęknie się złej nowiny,
        jego mocne serce zaufało Panu.
        Jego wierne serce lękać się nie będzie
        i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.

    Rozdaje i obdarza ubogich,
    jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
    wywyższona z chwałą
    będzie jego potęga.   (Psalm 112)


    Każdy dzień jest prezentem, jaki otrzymujemy od Boga. I wiele materialnych i duchowych dóbr, które składają się na każdy dzień, to również dary Jego hojności. 

    Słowo stawia dzisiaj przed nami pytanie: co robię z tym, co otrzymuję? Czy wszystko próbuję zatrzymać dla siebie, czy potrafię się dzielić?

    Święty Paweł mówi nam dzisiaj: Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. I dodaje po chwili: Radosnego dawcę miłuje Bóg. Paweł nie mówi, że Bóg miłuje tego, kto się umie dzielić.  Mówi o radosnym dawcy. Można przecież dawać z przymusu. Można się z kimś dzielić i jednocześnie mieć do niego pretensje czy nim gardzić. Można nawet być bardzo hojnym, a później oczekiwać wdzięczności i nieustannie przypominać: pamiętasz, ile dla ciebie zrobiłem? 

    Chrześcijańska hojność rodzi się z innego doświadczenia: najpierw sam zostałem obdarowany. Wszystko jest darem w moim życiu, zaczynając od samego życia. Ludzie, których spotykam, też są darem. Wiara jest darem, i moje zdolności, możliwości, które posiadam - wszystko jest darem. 

    Śpiewaliśmy wraz z psalmistą dzisiaj o człowieku sprawiedliwym: Rozdaje i obdarza ubogich, jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze... Człowiek szczęśliwy, to nie ten, który potrafi wiele zgromadzić. ale ten, który nauczył się otwierać swoje serce i ręce. 

    Tego uczył też patron dnia, św. Wawrzyniec. Do jego zadań należała troska o dobra Kościoła oraz troska o ubogich. Kiedy zażądano od niego wydania skarbów Kościoła, Wawrzyniec zgromadził ubogich, chorych i potrzebujących, wskazując na nich jako prawdziwy skarb Kościoła.

    Wartość wspólnoty Kościoła nie mierzy się tym, ile posiada, ale tym, jak potrafi kochać i jak troszczy się o człowieka, szczególnie tego, który niewiele może dać w zamian. 

    

niedziela, 9 sierpnia 2026

XIX Niedziela Zwykła

    Gdy Eliasz przyszedł do Bożej gór Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował (1 Krl 19,9a).

    Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu moim odczuwam wielki smutek i nieustanny ból (Rz 9,1-5).


    Usiadłem w ciszy obok proroka Eliasza i św. Pawła. Widziałem zmęczenie Eliasza i jakiś wielki smutek na obliczu Pawła. Eliasz nie wyglądał już na wielkiego herosa wiary, lecz sprawiał wrażenie człowieka, który ma już dość. Siedziałem obok w ciszy, wpatrując się w ich twarze, cisza wydawała się bardziej odpowiednia niż słowa. 

    Eliasz patrzył gdzieś przed siebie, nagle zaczął mówić:

- to boli… nie to, że grozi mi śmierć, że jestem ścigany, że stałem się uciekinierem… najbardziej boli mnie to, że wszystko wydaje się daremne. Walczyłem o Boga, a naród się nie zmienił. Dałem z siebie wszystko, a czuję się przegrany. 

     Święty Paweł przysłuchiwał się z uwagą, by dodać po chwili:

- noszę w sercu swoim wielki smutek i nieustanny ból. Masz rację Eliaszu. Nasi pobratymcy otrzymali od Pana tak wiele obietnice, Przymierze,  Prawo, proroków… a jednak nie rozpoznali Mesjasza.

     Eliasz i Paweł, jak oni dobrze się rozumieli. Eliasz w swoich doświadczeniu porażki na Bożej górze Horeb nie domagał się wyjaśnień, nie prosił o sukces. Szukał Boga. Nie szukał wyjaśnienia przyczyn porażki, nie pytał, dlaczego tak… 

    I w Pawle nie ma pretensji. Taki podobny i bliski Eliaszowi. Nie do końca mogą zrozumieć swoją historię. Widzą niepowodzenie, pomimo wielkiego zaangażowania. Doświadczają bólu, którego nie da się łatwo usunąć. Ale obaj trwają przy Bogu.