zachód słońca

zachód słońca

środa, 31 stycznia 2024

Środa 4. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Jana Bosko

    Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim (Mk 6,2-3). 


    Znali Go. Podobnie jak i dziś, w małych wioskach i społecznościach, wszyscy się znają.  Przypuszczalnie wszyscy znali Jezusa i Jego rodzinę, Jego zawód. Zbyt wiele lat spędził razem z nimi, pracując, modląc się, znosząc różnego rodzaju trudności i przeżywając radości malej wioski. Sądząc po ich komentarzach, dom Jezusa nie wyróżniał się niczym szczególnym, Jego Matka była jedną z wielu gospodyń domowych i matek Nazaretu.

    Znali Jezusa, ale Go nie rozpoznali. Nie rozpoznali w Nim Mesjasza. To zupełnie coś innego niż znać. Wymaga wiary. A Jezus był w pewien sposób zaskoczony ich niedowiarstwem. Słyszeli o Jego cudach - takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Wiedzieli, że cuda są dziełem samego Boga, ale to nie skłoniło ich serc do uwierzenia. Powątpiewali o Nim.

    Nie spełniał ich oczekiwań, a może wyobrażeń. Na tym polegało ich wielkie nieszczęście: nie zaufali Temu, którego znali, ponieważ był ich rodakiem.  

    W naszych spotkaniach z Bogiem musimy sobie pozwolić na zaskoczenie, zdziwienie, że jeszcze nie wszystko wiemy o Nim, że wciąż jest coś do odkrycia. To zadziwienie otwiera drogę do uwierzenia, zadziwienie wiary...


Wiem, ale czy wierzę? Wierzę w Niego, ale czy wierzę Jemu?

wtorek, 30 stycznia 2024

Wtorek 4. Tygodnia Zwykłego

    Król zadrżał. Udał się do górnego pomieszczenia bramy i płakał. Chodząc tak mówił: «Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Kto by dał, bym ja umarł zamiast ciebie? Absalomie, mój synu, mój synu!» (2Sm 19,1).


    Piękny obraz miłości ojca, który płacze nad śmiercią niewdzięcznego syna. 

    Absalom tak bardzo pragnął zostać królem, że wystąpił przeciwko własnemu ojcu, szukał zwolenników wśród wrogów Dawida, aby zawładnąć tronem. Wypowiedział wojnę własnemu ojcu, by sięgnąć po koronę. 

    Absalom ginie, uwięziony przez gałęzie dębu, w które wplątały się jego włosy - symbol jego próżności i pychy. Przegrywa walkę zaślepiony pragnieniem władzy. 

    Kiedy Dawid otrzymuje wiadomość o śmierci swojego syna - wroga, który wypowiedział mu wojnę, nie cieszy się. Jego serce wypełnia smutek, a z oczu płyną łzy. Miłość ojca jest większa niż niewdzięczność i bunt dziecka. 

    Znajdujemy się pomiędzy tymi dwoma postawami: syna, który odkłada miłość dla próżności, pychy i chęci władzy oraz ojca, który bardziej ceni życie syna niż posiadany tron. 

    I możemy się w tym obrazie odnaleźć, widząc w tym obrazie miłość i wierność Boga, naszego Ojca, wobec naszych licznych niewierności. Jak często porzucamy miłość do Boga, podążając za pychą, pragnieniem bogactwa czy władzy. On zawsze jest wierny w swojej miłości, posłał swojego Syna, abyśmy mieli życie...


Czy jestem wdzięczny za miłość, którą Bóg mnie obdarza?

    

poniedziałek, 29 stycznia 2024

Poniedziałek 4. Tygodnia Zwykłego

    Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie "legion", jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął.  Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic (Mk 5,15.17).


    Niemile widziany gość w tym momencie. Wyprosili Go, poprosili, żeby sobie odpłynął...

    W starożytnych Atenach państwo wybierało kilku mężczyzn ze społecznego marginesu i przetrzymywało w pewnej izolacji. Kiedy w danej społeczności pojawiał się jakiś kryzys, jakieś napięcie, jakaś choroba czy zła siła, które mogły doprowadzić do niepokojów, władze polis losowały jednego z nich, rozbierano go do naga i paradowano z nim ulicami miasta, gdzie gromadzili się mieszkańcy, znęcali się nad nim, by w końcu złożyć go w ofierze poza miastem. Takich ludzi widziano jako swoistą truciznę dla polis w dobrym czasie, stąd ich izolowanie, ale w momentach trudnych i niespokojnych stawali się swoistym lekarstwem na niepokoje. Przez swoją śmierć stawali się lekarstwem polis. 

    Opętany człowiek, który stale mieszkał pośród grobów, odizolowany od społeczeństwa i pętany łańcuchami, który wchłonął w siebie cały legion zła, mógł być tak traktowany - kiedy społeczeństwo żyło normalnym życiem, można zawsze było wskazać na niego i powiedzieć sobie, że w gruncie rzeczy jest się w porządku, bo zło jest tam. To on uosabiał zło. 

    Jezus zakłócił tę społeczną równowagę. Uzdrawiając opętanego, uwalniając go z niewoli zła sprawiał, że społeczność straciła punkt odniesienia, nie mogła już usprawiedliwiać swoich mniejszych i większych grzechów. Każdy musiał sam zmierzyć się ze swoimi demonami. Będzie to wymagało czasu, by zrozumieli, może za sprawą uzdrowionego, a kiedy Jezus przybędzie ponownie, wyniosą swoich chorych, prosząc o uzdrowienie...


Czy nie szukam usprawiedliwienia dla siebie, porównując się z innymi?



niedziela, 28 stycznia 2024

IV Niedziela Zwykła

  W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie (Mk 1,21-22).


Jednym z najważniejszych aspektów publicznej działalności Jezusa stało się nauczanie. Oprócz nauczania wyniesionego z domu, z religijnego punktu widzenia, nie znamy innego nauczyciela Jezusa, jak Ojciec w niebie, na którego Jezus zawsze zwraca uwagę. 

    Wola Ojca była tym najważniejszym źródłem, z którego czerpał. To jest główne źródło Jego nauczania. Jezus żył patrząc na Ojca, słuchając Go, aby podążać za Jego słowami i pragnieniami, w postawie całkowitego oddania i posłuszeństwa.

    Święty Marek nie mówi nam, co komentował Jezus w Kafarnaum, ale podkreśla charakterystyczną cechę nauczania Jezusa: władzę, z jaką przemawiał, autorytet, który promieniował od Niego. 

    Ten autorytet nie wynikał z tonu głosu, ani z pewności, z jaką nauczał, ani ze stanowczości, z jaką mówił. Autorytet wypływa ze spójności, jaka w Nim była, jaka istniała między tym, co głosił i co robił… Jego autorytet przekładał się na działanie. Jego nauczanie wypływa z głębi Jego istoty, ucieleśnia to, czego naucza. 

    Co więcej, Jego autorytet sprawia, że ludzie, którzy prawdziwie Go słuchają, wzrastają, przemieniają się, stając się autorami własnej historii. Autorytet Jezusa czyni ich odpowiedzialnymi za ich czyny, prowadzi ich do prawdziwego życia, wyzwala.


Każdy z nas może dziś zadać sobie pytanie: Jaki wpływ na moje życie mają słowa i znaki Jezusa? Czy akceptuję Jego autorytet? Czy mnie również przemienia?

sobota, 27 stycznia 2024

Sobota 3. Tygodnia Zwykłego

    Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: "Przeprawmy się na drugą stronę". Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim (Mk 4,35-36).


    Koniec czwartego rozdziału Ewangelii wg św. Marka rysuje wyraźną zmianę - Jezus kończy nauczanie tłumu, zamyka przypowieści, zabiera swoich uczniów w podróż po znakach, które mają im pomóc rozpoznać to, kim On jest. Zobaczymy serię cudów, po jednym każdego rodzaju, które będą pokazywały władzę Jezusa: nad naturą - ucieszenie burzy, nad złymi mocami - uwolnienie opętanego, nad życiem i śmiercią - uzdrowienie krwotoku i wskrzeszenie córki Jaira... Łodzią, wraz z Jezusem, ruszamy na drugi brzeg...

    Opowiadanie o uspokojeniu morza ma swój odpowiednik w Starym Testamencie, w historii Jonasza, który spał w ładowni okrętu, kiedy załoga próbowała zapanować nad sztormem. Poznając powód burzy wołali do Boga Jonasza, aby uciszył fale. Ale dopiero wrzucenie w topiel Jonasza sprawiło, że ich prośba została wysłucha - Bóg uciszył morze...

    O Bożym panowaniu nad wodami możemy przeczytać, kontemplując psalmy: 
* wydaje rozkaz nawałnicy, tak że zamienia się w lekki powiew, a jej fale milkną. Oni są szczęśliwi, że cisza nastała, a On prowadzi ich do portu, do którego zmierzali... (Ps 107);

* Głos Pana nad wodami, zagrzmiał Bóg chwały, Pan ponad wielkimi wodami... (Ps 29).

    Do Hioba Bóg mówi o swojej mocy nad światem stworzonym: Postawiłem zaporę morzu, gdy z szumem wytoczyło się z łona swej matki. Obłoki mu dałem za suknię, otuliłem je mgłą jak pieluszką. Wyznaczyłem mu granice, otaczając zaworami i basztami. Rzekłem mu: tylko dotąd dojdziesz, wyżej się nie wzniesiesz. Twoje fale łamać się mają w twych granicach (Hi 38).

    Jezus i uczniowie wiele razy przeprawiali się łodzią przez jezioro Genezaret. Być może nie raz doświadczali wzburzonych fal, a Jezus mógł obserwować ich lęk, doświadczał braku zaufania z ich strony, może nawet im to wypominał. I w tym wydarzeniu Jezus objawia swoją wielką moc, rozkazuje wodom i one są Mu posłuszne...

    To ma prowadzić uczniów do wyznania wiary Jezusowi, zaufania Mu w sposób bezgraniczny. Dziś muszą skonfrontować swoje wyobrażenia, swój obraz Jezusa z objawieniem, którego stają się świadkami: Kimże On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne? Kiedy nieco później, już po wielkiej serii znaków, zobaczą Go idącego po wodach jeziora i będą krzyczeć, wypełnieni strachem, usłyszą od Niego: Odwagi! To Ja jestem, Nie bójcie się! 

    To drżenie uczniów obok Jezusa i pośród fal jeziora, przypomina również ich lęk z wielkanocnego poranka. W spotkaniach ze Zmartwychwstałym to drżenie będzie im towarzyszyło. Oniemiali i strachem zdjęci myśleli, że widzą ducha - zapisał św. Łukasz. 

    Doświadczając mocy Jezusa serca apostołów doświadczają lęku. W bliskości Jezusa, wraz z zaufaniem, rodzi się świadomość małości, bycia stworzeniem przed swoim Stwórcą...


Czy mojej adoracji Chrystusa w Eucharystii, mojej bliskości z Nim w Komunii Świętej, towarzyszy to drżenie, bojaźń Boża, jakiej doświadczali apostołowie?

piątek, 26 stycznia 2024

Piątek 3. Tygodnia Zwykłego, wsp. świętych Tymoteusza i Tytusa

    Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! (2 Tm 1,7-8).


    Liturgia pomniejsza w pewien sposób znaczenie Tymoteusza i Tytusa, nadając im tytuł biskupów, bowiem bardzo łatwo widzimy ich na podobieństwo tych, których znamy z posługi wypełnianej dzisiaj przez biskupów - czy to biskupa krakowskiego czy biskupa jakiejkolwiek innej diecezji. 

    Oni natomiast w sposób bezpośredni przejęli dziedzictwo od apostołów, być może nawet uczestniczyli w budowaniu tego, co nazywamy depozytem wiary, kończąc dzieło apostołów. Są bliżsi przemierzającym drogi apostołom głoszącym Ewangelię, niż dzisiejszym biskupom, posiadającym stałe rezydencje. 

    Paweł określa Tymoteusza jako isópsykhos: tego samego ducha co mój, nazywa go bratem i współpracownikiem danym przez Boga w głoszeniu Ewangelii, który spełnia dzieła Pańskie jak ja. O Tytusie pisze w swoich listach podobnie: Bogu dzięki, że wlał tę troskę o was w serce Tytusa, postępuje w tym samym duchu, idziemy za tymi samymi śladami. Potwierdzeniem ich wyjątkowego status jest także to, że to właśnie do nich kieruje św. Paweł swoje listy - wszystkie inne kierowane są do wspólnot. 

    Te postacie mają wielkie znaczenie dla dzisiejszego Kościoła. Po pierwsze, prawdziwy apostoł, jak Paweł, nie pracuje sam, ale w zespole; szuka współpracowników, z którymi może dzielić zadanie i zachowywać wspólnotę ducha; kiedy jest możliwość, chwali ich pracę, nie jest zazdrosny o ich sukcesy, ale wdzięczny, a nawet dumny z ich osiągnięć. 

    Z drugiej strony Kościół jest Tradycją, przekazuje depozyt otrzymany. Tytus i Tymoteusz byli tymi, którzy otrzymywali zadania i wiernie przekazywali dalej rodzącym się wspólnotom. 

    Dziś liturgia zaprasza nas, do odświeżenia w sobie daru, charyzmatu, który każdy z nas otrzymał i wzięcia udziału w trudzie niesienia Ewangelii, która dziś, podobnie jak wtedy, natrafia na opór. Z odwagą, a nie tchórzostwem i lękiem. 


Z czego wypływa mój lęk przed przyznaniem się do wiary?

czwartek, 25 stycznia 2024

Święto nawrócenia św. Pawła

    Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?" "Kto jesteś, Panie?" - odpowiedziałem. Rzekł do mnie: "Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz". Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Powiedziałem więc: "Co mam czynić, Panie?" (Dz 22,7-10)


    Dzisiejsze święto ma nieco mylący tytuł: ani w swoich listach, ani nawet w Dziejach Apostolskich Paweł nie mówi, że się nawrócił. Gdyby ktoś go zapytał, czy przeżył nawrócenie, pewnie kategorycznie by temu zaprzeczył. Jego życie, zarówno przed jak i po Damaszku, było poświęcone Bogu: najpierw Bogu przymierza z Abrahamem, później Bogu, który wskrzesił swojego Syna - temu samemu Bogu. Co do sprawiedliwości - tej według Prawa -  był bez zarzutu, a jednak wszystko, co było sensem jego życia po Damaszku uznał za śmieci, z powodu nadrzędnej wartości poznania Chrystusa Jezusa. Paweł zawsze był wierny.

    Ale w jego życiu było przed i po. Nie jest również zbyt trafne stwierdzenie, że prześladował Kościół, chociaż on sam używa tego określenia. W istocie Paweł prześladował część judaizmu, która stała się chrześcijańska  i odstępowała od dawnych praktyk judaizmu. Paweł widział w tym odrzucenie skarbu przymierza, skarbu podarowanego przez samego Boga. To wierność Bogu zmusiła go do działania. Jego serce było oczyszczenie religii żydowskiej.

    Bóg otworzył mu oczy i Paweł przyłączył się do tych, których dotąd prześladował, uznając za przestępców. 

    Nie każdemu z nas towarzyszą tak widowiskowe zdarzenia, ale każdy z nas powinien pozwolić Bogu dotknąć się Jego światłem, by widzieć, by iść drogą wiary. Możemy napotkać podobne przeszkody, które napotkał św. Paweł. Jako wierzący potrafimy być dumni, nawet nieco wyniośli w naszej wierze, uważając się za lepszych i bardziej religijnych, często jesteśmy bardzo zadowoleni ze swojej religijności, wydaje się nam, że tak wiele wiemy o Bogu, dla niektórych wszystko jest jasne. Tak widział się także on. 

    Wstrząs pod Damaszkiem spowodowany przez samego Boga, kazał mu zapytać: co mam czynić, Panie? 

    Autor Dziejów Apostolskich pokazuje trzy wyjaśnienia, które usłyszał:

Bóg naszych ojców wybrał cię - jest to nowy wybór w stosunku do tego, którym cieszył się jako Izraelita, to wybór, który jest zaproszeniem do wyruszenia w drogę i odkrywania Boga;

* abyś poznał Jego wolę i zobaczył Sprawiedliwego - doświadczenie spotkania z Bogiem, bardzo głębokie, osobiste, doświadczenie spełnienia nadziei, którą nosił w sercu. Paweł przeżywa radość i widzi zmianę - przychodzi Nowe Przymierze;

* Będziesz Jego świadkiem wobec wszystkich ludzi w tych sprawach, które ujrzysz i usłyszysz - wezwanie do podjęcia wysiłku, by On był znany wszystkim, nie tylko Żydom...

    Paweł odpowie na to dziękczynieniem: dzięki łasce Boga jestem, kim jestem. A Jego łaska względem mnie nie stała się bezowocna. Odpowie również pełnym oddaniem: od Jeruzalem i dalej kołem aż do Ilirii mogłem spełnić dzieło głoszenia Ewangelii Chrystusa. U kresu życia powie z wdzięcznością: stoczyłem piękną walkę, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem; na końcu jest dla mnie odłożony wieniec sprawiedliwości. Łaska i odpowiedź, piękne życie.


jakie wydarzenie mojego życia skierowało lub odnowiło moje serce ku Bogu?

    

środa, 24 stycznia 2024

Środa 3. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Franciszka Salezego

    Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej pozostając na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: «Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać (Mk 4,1-3).  


    Wytrwały, niezłomny siewca. Po tak wielu niepowodzeniach trzeba być niezwykle wytrwałym, by nie poddać się zniechęceniu i kontynuować zasiew w miejscach, gdzie są one niszczone, pożerane  czy usychają... Ale dzięki wytrwałości ziarno w końcu zaczyna odczuwać pieszczotę gleby i otwiera swoje wnętrze na nowe życie...

    Patrzę na Jezusa, który opowiada tę przypowieść rozczarowanym ludziom, którzy patrzyli na Niego jak na naiwnego głupca i zachęcali do tego, by otworzył oczy: Czy nie zdajesz sobie sprawy, że to, co głosisz, ta cała sprawa Królestwa, interesuje może Ciebie i kilku innych, ale znacznie więcej wokół przeciwników pośród władz religijnych, cywilnych, nawet Twoi najbliżsi tego nie rozumieją? Czy nie widzisz, że wśród tych, którzy idą za Tobą, jest znacznie więcej ambicji i zazdrości, aniżeli współpracy i jedności? Pomimo takich rozsądnych ostrzeżeń, Jezus nadal rzucał ziarno, rzucał z nadzieją...

    Przypowieść o siewcy przekazuje tę samą myśl, co przypowieści o ziarnie gorczycy i zaczynie. W czymś pozornie nieistotnym kryje się niesamowity potencjał. Trzeba dać szansę małemu ziarnu, które potrzebuje cierpliwości, czasu, aby wydać życie...

    Wyjaśnienie, które następuje po przypowieści, było wystarczająco jasne dla Jego uczniów i pierwotnego Kościoła, w którym głoszona była Ewangelia. Istnienie Kościoła jest dowodem, że wysiłek Jezusa nie poszedł na marne. Kościół jest owocem tego zasiewu, który przełamywał wszelkie zniechęcenie i zwątpienie. Ale jest to owoc, który nie jest pozbawiony ryzyka zepsucia, zniszczenia czy pożarcia. 

    Są wierzący tak roztargnieni, zapominalscy lub tak zajęci innymi sprawami, że ich wiara może może zostać zduszona czy pozbawiona życia pośród tego wszystkiego, co nieistotne, nieważne lub po prostu drugorzędne, ale zdołało zając główne miejsce w życiu. 

    I te dziwne słowa Jezusa: aby patrzyli uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona wina.  Słowa Jezusa stają się niezrozumiałe dla tych, którzy nie chcą wejść, celowo pozostają na zewnątrz, dla tych, którzy sceptycznie podchodzą do Ewangelii i pozostają na uboczu. Oprócz inteligencji potrzeba bowiem bliskości, wejścia, szczerości i otwarcia się na słowo... Jezus staje się zrozumiały dla swoich naśladowców; udzielanie wyjaśnień tym, którzy wiedzą lepiej, ale nie chcą osobiście doświadczyć i spotkać, jest stratą czasu. Słowo Jezusa staje się życiodajnym ziarnem tylko dla tych, którzy mają odwagę, by ruszyć w życie wraz z Nim....


Na ile Ewangelia jest dla mnie fundamentem wyborów, decyzji, stylu życia, a nie jedynie piękną, ale daleką od życia historią?

    

    

wtorek, 23 stycznia 2024

Wtorek 3. Tygodnia Zwykłego

    Spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką» (Mk 3,34-35).


    Słowa proroków zawsze wykraczają poza to, co powszechnie akceptowalne, często niepokoją, są niezrozumiałe. Słowa Jezusa wypowiedziane w dzisiejszej Ewangelii są właśnie takimi, które ciężko jakoś zrozumieć, wydają się bowiem dyskwalifikacją Jego krewnych, w tym samej Maryi. 

    Jezus nie dyskwalifikował rodziny ludzkiej, a nawet wywyższył ją jako instytucję, która ma boski certyfikat i jest zgodna z wolą Stwórcy. Tym, którzy pytali Go, co mają czynić, aby zdobyć życie wieczne, odpowiadał wezwaniem do zachowania przykazań, w tym przykazanie czci rodziców. Tym, którzy pod pretekstem pobożności i dawania ofiar na świątynię zaniedbywali rodziców będących w potrzebie, wypomniał, że znoszą Boże przykazanie, zastępując je ludzką tradycją

    Ale jednocześnie Jezus pokazuje, że wszystkie ludzkie instytucje, także rodzina, mają wartość względną i muszą być odniesione do wartości Królestwa Bożego, przylgnięcia do Jego osoby. 

    Chociaż małżeństwo uznawał za instytucję Bożą, nierozerwalną z nakazu samego Stwórcy, jednocześnie podkreślał wartość życia w czystości, jeżeli ta była wybierana ze względu na Królestwo niebieskie. Wprost mówi o opuszczeniu ojca i matki, braci i sióstr dla Niego i Jego Ewangelii. a niedoszłemu naśladowcy nie daje czasu na pochowanie ojca...

    Jezus daleki jest od niedoceniania jakiejkolwiek ludzkiej wartości, ale chce, aby Królestwo Boże, wola Ojca, była taką soczewką, przez którą patrzymy na każdą ziemską rzeczywistość, aby wola Ojca stała się jedyną absolutną i niepodważalną wartością. Ci, którzy mają tę samą krew, jeśli nie potrafią uznać tego priorytetu Królestwa Bożego, pozostają na zewnątrz...


Jak wygląda moja hierarchia wartości?

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Poniedziałek 3. Tygodnia Zwykłego

    
A uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili, że ma Belzebuba i że demony usuwa za sprawą tego przywódcy (Mk 3,22). 


    Aby dzisiaj dotrzeć z Jerozolimy do Kafarnaum potrzeba niemal trzech godzin jazdy samochodem. To właśnie w Kafarnaum przebywa Jezus, naucza i uzdrawia. 

    Chociaż odległość jest duża, docierają z Jerozolimy nauczyciele Prawa, uczeni w Piśmie, prawdopodobnie po to, by kontrolować, co mówi, czego naucza. 

    Nie ograniczają się jednak do samej obserwacji. Próbują Go zdyskredytować, wytaczając najcięższe działa. Mówią to na boku, do słuchaczy, bo Jezus będzie ich musiał przywołać, by podjąć dyskusję. Posługują się zatem oszczerstwem, zgodnie z zasadą: kłamcie, kłamcie, a coś zostanie... Ich oskarżenie jest niekonsekwentne, ale bardzo poważne - ma Belzebuba... Działanie mocą diabła było traktowane jako przestępstwo, za które groziło ukamienowanie. Musiało wywołać poruszenie wśród ludu. To najbardziej nikczemny sposób, jakim posługują się nauczyciele Prawa, by uderzyć w Jezusa. 

    Jezus jest zmuszony do obrony. Ukazuje brak logiki w oskarżeniu, dokonuje porównań, wskazuje na Boga jako źródło swojego działania. Wskazuje również na to, że prawdziwymi bluźniercami i wspólnikami szatana są Jego oskarżyciele. Słowa, które Jezus wypowiada pod ich adresem, mogą szokować: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, jak wiele by ich synowie ludzcy popełnili, będą im odpuszczone; kto natomiast popełnił bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego

    Duch Święty jest Światłem i Prawdą. Grzech przeciwko Niemu jest odrzuceniem światła Bożej prawdy i odrzuceniem miłosierdzia, tak że ten, kto jest zaślepiony swoją pychą i samowystarczalnością, niesie swój grzech na wieki. 

    Katechizm podsumowuje to słowami: Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz ten, kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie darowane przez Ducha Świętego. Taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i do wiecznej zguby.


Czy nie zamykam serca na Boże przebaczenie, usprawiedliwiając lub ignorując swój grzech?

niedziela, 21 stycznia 2024

III Niedziela Zwykła

    Po raz drugi przybyło słowo od Pana do Jonasza i rzekło: „Zbieraj się natychmiast i idź do Niniwy, tego ogromnego miasta. Wołaj w niej o tym, o czym miałeś już wcześniej wołać zgodnie z tym, co ci powiedziałem (Jon 3,1-2).

A tak mówię, bracia: Czas jest ograniczony (1 Kor 7,29a).

A kiedy Jan został wydany, Jezus udał się do Galilei. Mówił: „Czas się wypełnił. Już blisko jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie tej radosnej nowinie” (Mk 1,14a.15).


Działalność Jezusa rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się działalność Jana Chrzciciela: Gdy Jan został aresztowany.  Można odnieść wrażenie, że Jezus zaczyna od tego, co głosił Jan: Nawróćcie się  wierzcie w Ewangelię! Ale przeslanie Jezusa niesie ze sobą radykalne nowości. 

    Królestwo Boże przestało być utopią lub marzeniem. Stało się rzeczywistością, która już jest i  staje się, jest na wyciągnięcie ręki dla każdego, kto pragnie zmienić swoje życie. Dlatego nawrócenie – Królestwo Boże wkracza w nasze życie w takim stopniu, w jakim otwieramy się na przyjęcie Ewangelii, Dobrej Nowiny, w jakiej otwieramy się na przyjęcie Słowa, i wprowadzamy je w życie. 

Jesteśmy wezwani, by odkryć atrakcyjność Jezusa i Jego Ewangelii, dać Mu się porwać, tak jak ci pierwsi uczniowie. Kiedy Jezus staje się skarbem, dzielenie się prawdą o Królestwie przychodzi samo, chociaż nie zawsze jest łatwe…


Jaką misję powierza mi Jezus dzisiaj? Co mogę zrobić, aby ją jak najlepiej wypełnić?


sobota, 20 stycznia 2024

Sobota 2. Tygodnia Zwykłego

    Przyszedł do domu. Wtedy znowu zebrał się tłum, tak że oni nawet trochę chleba zjeść nie mogli. Kiedy Jego bliscy dowiedzieli się, przyszli, żeby Go zatrzymać. Mówiono bowiem, że odszedł od zmysłów  (Mk 3,20-21).


    Ocena rzeczywistości nie zawsze jest taka łatwa i prosta, jak często nam się wydaje. Wiele rzeczy uważamy za oczywiste, chociaż nasze spojrzenie jest niepełne. Nie każdy ma taką samą perspektywę patrzenia, a wówczas i ocena tej samej rzeczywistości staje się inna. Być może najbardziej różnimy się w ocenie innych osób potrafimy zajmować najbardziej skrajne stanowiska. A to prowadzi do napięć, a czasem i kłótni i wzajemnego obrażania tych, którzy widzą inaczej...

    Być może z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w dzisiejszej Ewangelii. 

    Oto Jezus i dwie grupy ludzi. Jedni podziwiają Go, chcą słuchać, nic innego się nie liczy. Zachwyceni Jezusem - poszukują Go, idą za Nim, wciskają się nawet do Jego domu, nawet nie pozwalają, by zjadł w spokoju. Możliwe, że ich intencje nie były do końca czyste, szukali Go ze względu na korzyści, jakie dzięki Niemu mogli osiągnąć, a może pchała ich zwykła ciekawość, co jeszcze może uczynić, jaki kolejny cud się wydarzy... Ich relacja z Jezusem opierała się na fascynacji, ale była bardzo powierzchowna i krótkotrwała. 

    Inni, w tym wypadku Jego rodzina i przyjaciele, zauważają Jego zachowanie i widzą, że granice są przekraczane. Oceniają Jego zachowanie jako nietypowe, może nawet niebezpieczne, interpretują Jego działanie, uważając, że odszedł od zmysłów. Starają się Go usunąć z publicznego widoku. Być może uważają, że Jego zachowanie jest nie tylko dziwne, ale wręcz może spowodować problemy, bo On za bardzo rzuca się w oczy... Nie warto komplikować sobie życia, szargać imienia rodziny. A już mówiono, że odszedł od zmysłów. Stąd ich próba zatrzymania Go, kontrolowania Go, poprzez umieszczenie pod ich opieką i odcięcie od tłumów...

    Jego bliscy..., ale skoro św. Marek nic nie mówi o Maryi, to pewnie tam Jej nie było... Kiedy inni krewni i przyjaciele byli przerażeni Jego popularnością i działaniem, być może Ona robiła to, co zawsze: być może nie rozumiała tego, co się dzieje, co widziała i słyszała o Nim, ale zachowywała to w swoim sercu, rozważając i szukając Bożego światła.

    Zrozumienie Jezusa to długa droga, która wymaga przede wszystkim głębszej relacji, poznawania, słuchania i zachowywania Jego słów i działań w sercu, by dzięki światłu z wysoka, zobaczyć prawdę... Widzi się ją tylko wtedy, gdy wychodzi się poza te pierwsze, odruchowe uczucia. Od Maryi musimy się uczyć właściwego spojrzenia, które opiera się na zachowywaniu, rozważaniu i poszukiwaniu zrozumienia u samego Boga.


Na ile jednostronne i niesprawiedliwe bywają moje oceny? Czy potrafię patrzeć na rzeczywistość, uwzględniając odmienne spojrzenia? Czy szukam Bożego światła, by lepiej widzieć?

piątek, 19 stycznia 2024

Piątek 2. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Józefa Sebastiana Pelczara

    Ludzie Dawida rzekli do niego: «Właśnie to jest dzień, o którym powiedział ci Pan: Oto Ja wydaję w twe ręce twojego wroga, abyś z nim uczynił, co ci się wydaje słuszne». Dawid powstał i odciął po kryjomu połę płaszcza Saula (1Sm 24,5).

    Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego (Mk 3,13).


    Dawid oszczędza Saula, mimo tego, że Saul próbuje go zabić. Nawet pośród swoich błędów i grzechów Saul pozostaje królem, pomazańcem Pańskim. Lekcja wielkości ducha Dawida, który potrafi sprzeciwić się tym, którzy nakłaniają go do odwetu. Postawa, która wywołuje łzy Saula i uznanie, że to Dawid zasiądzie na tronie, wbrew woli króla. 

    Ewangelia pokazuje wybór dokonany przez Jezusa: przywołał tych, których sam chciał. Być może wielu innych też chciało, ale inicjatywa zawsze należy do Boga. 

    To co ci, których zechciał, musieli zrobić, to przyjąć i odpowiedzieć na wezwanie. Odpowiedzieć osobiście. Co takiego zobaczyli w Jezusie, że nie zawahali się przyjąć Jego propozycji? Wiemy tylko, że wyszedł na górę, nie przemawiać, tylko wezwał. Był wiarygodny, kiedy wzywał. Byli pod wrażeniem Jego osoby, autorytetu, osobowości.

    Znamy wędrówkę tych dwunastu. Ich zwycięstwa i porażki. Jeden Go zdradził, inny się zaparł, jeszcze inni szukali władzy, wszyscy oprócz jednego zostawili Go w chwili śmierci... Ale też wszyscy oprócz jednego oddali za Niego i dla Niego życie, dla Niego i Ewangelii. 

 

Co mnie ujmuje w Jezusie?  

czwartek, 18 stycznia 2024

Czwartek 2. Tygodnia Zwykłego

    Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach (Mk 3,7-8).


    Obraz Jezusa pośród tłumów ludzi, przyszli z różnych miejsc, chcieli Go zobaczyć, posłuchać, dotknąć... W głębi serca jest pragnienie spotkania Tego, który jest na ustach wszystkich. To tłum spragniony Jezusa. Tłum bywa zmienny, dziś chce jednego, jutro czegoś przeciwnego, ale Jezus nie rezygnuje z głoszenia Dobrej Nowiny.

    Wśród tłumu jest duża grupa chorych, którzy szukają u Niego uzdrowienia i godnego życia. 

    W tej scenie św. Marek zdaje się nam mówić, że to cała ludzkość - tłum - potrzebuje światła i zbawienia. I to właśnie w Jezusie mogą je znaleźć. On jest Drogą, Prawdą i Życiem - powie o Nim św. Jan. On przyszedł zbawić świat. On jest Odkupiciel człowieka, powie św. Jan Paweł II.  Ludzkość nie ma innej drogi zbawienia niż Jezus. Tylko On może nas uleczyć od wszelkiego zła.  I tylko On oferuje nam ostateczne i pewne zbawienie.

    Jako uczniowie Jezusa jesteśmy zanurzeni w świat pełen ludzi spragnionych Boga, potrzebujących fizycznego i duchowego uzdrowienia. Ale nie zawsze potrafimy kierować się tym samym duchem współczucia, którym kierował się Jezus. Nie zadajemy może nawet sobie pytania, jak sprawić, by On był obecny pośród tego tłumu poprzez nas. Trudno jest dzisiaj mówić innym o Jezusie, by nie dostać etykietki dziwaka, nawiedzonego... 

   Być może dlatego, że brakuje świadectwa. To świadectwo, życiowa postawa, są najważniejsze. Chrześcijanie są pośród świata jak dusza w ciele - mówi list do Diogeneta. Dusza daje życie ciału, porusza je, daje mu nadzieję, popycha do przodu, zapobiega śmierci. 

    Tak samo jest z uczniami Jezusa pośród świata. Taka jest nasza rola, żadna inna....


Czy we mnie jest pragnienie spotkania Jezusa? Jakie jest moje świadectwo wobec świata?

środa, 17 stycznia 2024

Środa 2. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Antoniego, opata

    Saul odpowiedział Dawidowi: «To niemożliwe, byś stawił czoło temu Filistynowi i walczył z nim. Ty jesteś jeszcze chłopcem, a on wojownikiem od młodości» (1Sm 17,33).

    Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Stań tu na środku!» (Mk 3,1-3).


    I znów szabat i synagoga. Święty Marek podaje kilka szczegółów, na które czasem nie zwracamy uwagi, a niosą w sobie przesłanie:

* Synagoga, jako miejsce wydarzeń. To miejsce nieprzyjazne Jezusowi: jest wśród ludzi, ale również wystawiony na wrogie i śledzące spojrzenia przeciwników. Przebywanie na takim terytorium i otwarte działanie oznacza wolność Jezusa. Jezus nie musi się ukrywać. Czyn dobro i czyni je na oczach wszystkich, w świetle dnia.

* Polecenie, by chory człowiek stanął pośrodku wszystkich. Człowiek, który nie jest w stanie pracować - ręka jest utożsamiana z pracą - zajmuje centralne miejsce. A Jezus zaczyna zadawać pytania, a potem podejmuje działanie. Ten chory człowiek, zajmując centralne miejsce, skupia uwagę, staje się bohaterem, ale także sędzią zgromadzonych. Miejsce ludzi potrzebujących jest w centrum i to wobec nich musimy zdać sprawę z praktykowania miłości. 

* Spojrzenie Jezusa jest pełne bólu i gniewu. Ich opór, brak współczucia sprawia, że Jezus cierpi. Ewangelista opisuje to, co dzieje się w sercu, co dostrzega w oczach i na twarzy Jezusa. Wprowadza nas w tajemnicę cierpiącego serca Jezusa. Obojętność wobec potrzebujących, poszukiwanie usprawiedliwienia dla braku pomocy sprawiają, że Jezus przestaje być miły. Może i my powinniśmy poczuć się zaniepokojeni Jego spojrzeniem i słowem...

* Poza synagogą przeciwnicy Jezusa planują się Go pozbyć. Nie na widoku, ale w ukryciu, w ciemności, w miejscu, gdzie zło rośnie w siłę, ponieważ jest tchórzliwe i ukrywa się przed światłem. Ciemność zawsze próbuje unicestwić światło. Kultura śmierci jest przewrotna: próbuje wyeliminować Jezusa, w każdy dostępny sposób: szukając haków, podstępem, szkalowaniem i podważaniem autorytetu. Nie zawaha się unicestwić...

    Pierwsze czytanie opowiada o zwycięstwie Dawida nad Goliatem, zwycięstwie, w które nie wierzyli nawet swoi. I to czytanie pozwala nam odczytać Ewangelię we właściwym świetle: w słabości jest siła. To kultura zwycięskiego życia. Bóg często używa najsłabszych do realizacji swoich planów...


Czy nie muszę się wstydzić moich słów i działania? Czy nie uciekam przed światłem, bo moje czyny należą do ciemności?

wtorek, 16 stycznia 2024

Wtorek 2. Tygodnia Zwykłego

    Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?» (Mk 2,23-24).


    Prawo zapisane w Torze, w odniesieniu do szabatu, podkreślało dwa elementy:

* oddanie czci Bogu;
* odpoczynek człowieka.

    Szabat przeżywano jako dzień pełen radości, święta, dzień wspólnoty. To był dzień, kiedy zasięgano rady u proroków i świętowano w rodzinie spotkanie członków. W szabat składano ofiary na pamiątkę przymierza, które Bóg zawarł z człowiekiem.

    Cały jednak ten wymiar radości, świętowania i odpoczynku został spętany przez działania i interpretacje faryzeuszy i powoli stawał się ciężarem, a nie świętowaniem... Istniały aż dwie księgi, które zbierały wszystkie przepisy - interpretacje związane z przestrzeganiem szabatu, a wszystkie zakazane uczynki znalazły się w 39 zbiorach czynów niedozwolonych w dniu świętym. 

    To było zaprzeczenie samej idei szabatu. Jezus, szanując i uznając szabat jako dzień święty, nie godzi się na pomijanie istoty na rzecz drugorzędnych i ludzkich interpretacji. Wskazuje na istotę: szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Faryzeuszom ciężko to przyjąć. No cóż, kiedy mędrzec wskazuje na księżyc, głupiec patrzy na palec...

    To dobra okazja, by się zastanowić, czy pobożne praktyki, które podejmujemy, kierują nas ku Bogu, czy stają się celem same w sobie. Musimy uczyć się wciąż rozeznawać i odróżniać Boga, od tego, co Bogiem nie jest, a jedynie narzędziem, by Boga spotkać.


Czemu poświęcam więcej uwagi - relacji z Bogiem, czy temu, co wolno, a czego nie wolno?

poniedziałek, 15 stycznia 2024

Poniedziałek 2. Tygodnia Zwykłego

    Samuel odrzekł: «Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość - od tłuszczu baranów (1 Sm 15,22).

    Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki (Mk 2,22).


    Kiedy przebijemy się przez historyczne konteksty i uwarunkowania Starego Testamentu, odkryjemy główne przesłanie tego wydarzenia, o którym mówi dzisiaj Księga Samuela. Bóg oczekuje posłuszeństwa swojej woli, a nie samowolnych ofiar, kultu, całopaleń. Zbawienia nie osiąga się bowiem poprzez składane ofiary, ale poprzez podążanie drogą miłą Bogu.

    To samo odkrywamy w Jezusie i Jego Ewangelii. 

    Jezus wywraca mentalność opartą na rytuałach i kulcie, zwraca uwagę, że pójcie za Nim to coś więcej, niż dostosowywanie się do rytualnych praktyk. 

    Jezus nie odrzuca postu, ale wskazuje właściwe mu miejsce w życiu duchowym. Post nie jest celem, ale środkiem, by otworzyć się na wolę Boga i lepiej naśladować Jezusa. To osobiste spotkanie z Nim zbawia człowieka. Jeśli Jezus nie wypełni ludzkiego serca, nie stanie się Oblubieńcem, to na co przyda się nawet najpiękniejszy kult i największe ofiary? Istotą chrześcijaństwa jest spotkanie, relacja, ucieszenie się bliskością Pana, zjednoczenie z Nim.


Co jest fundamentem mojej wiary: przyjęte praktyki religijne czy doświadczenie bliskości Jezusa?

niedziela, 14 stycznia 2024

II Niedziela Zwykła

    A Samuel jeszcze nie znał Pana, jeszcze mu się nie objawiło Pana słowo (1 Sm 3,7).

Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? (1 Kor 6,19).

Kiedy Jan napotkał wzrokiem przechadzającego się Jezusa, powiedział: „Oto Baranek Boży”. Gdy dwaj jego uczniowie usłyszeli te słowa, poszli za Jezusem (J 1,36-37).


Psalmista odczuwający tęsknotę i pragnienie spotkania Boga, woła z bólem: Dusza moja tęskni di Boga żyjącego. Łzy są moim chlebem za dnia i w nocy, a oni mnie co dzień pytają: „Gdzie jest twój Bóg?” Dlaczego się smucisz, duszo; dlaczego mnie niepokoisz?

Te słowa wyrażają, jestem o tym głęboko przekonany, charakterystyczny rys naszej kultury. Bóg zniknął z naszego horyzontu, straciliśmy Go z oczu. A ci, którzy deklarują się jako wierzący, wciąż słyszą pytanie: Gdzie jest twój Bóg? I nie zawsze wiemy, co odpowiedzieć, jak odpowiedzieć, w jakim kierunku wskazać. 

    Ostatnie prorocze słowa Jana wskazują na Jezusa nie jako wielkiego Mesjasza, ale jako Baranka Bożego, co wyraźnie wskazuje na ofiarny, a nie triumfalny rys mesjańskiej drogi Jezusa.  Uczniowie, którzy słuchają Jana, jeszcze tego nie rozumieją – idą za Jezusem z podziwem, z dystansem, jako wielkim Nauczycielem, a nie kimś, kto stanie się Barankiem złożonym w ofierze.

     Dzisiejsza Ewangelia mówi nam jeszcze o tym, jak ważne jest to, by patrzeć i widzieć. Jan zobaczył przechodzącego Jezusa, napotkał Go wzrokiem. Jezus mówi do uczniów: chodźcie i zobaczycie. Oni poszli i zobaczyli. Ewangeliści często chwytają spojrzenie Jezusa: Jezus spojrzał… zobaczył…

Widzenie, patrzenie, zauważanie mówi właśnie o osobistym doświadczeniu, bezpośrednim, doświadczeniu, które każdy osobiście musi przeżyć. Bez tego nie ma chrześcijaństwa. 


Przez jakie wydarzenia, sytuacje, słowa dzisiaj mówi do mnie Bóg? Do czego mnie zaprasza?


sobota, 13 stycznia 2024

Sobota 1. Tygodnia Zwykłego

    A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: "Pójdź za Mną!" Ten wstał i poszedł za Nim (Mk 2,14).


    Opowiadanie o powołaniu Lewiego mówi przede wszystkim o języku niewerbalnym. Pojawia się tylko jedno centralne słowo: Pójdź za Mną! reszta to gesty, język ciała. Ze strony Jezusa: przechodzenie i spojrzenie, ze strony Lewiego - powstanie i pójście za Wzywającym.

    Gesty Jezusa wyrażają głęboką komunikację. To nie jest przelotne spojrzenie, ale głębokie, takie, które dotyka samego serca. Jezus przechodzi, ale nie jest jednym z wielu - Jego przejście przez komorę celną zostaje zauważone. 

    Gesty Lewiego mają także głębokie znaczenie. Powstanie sugeruje przebudzenie do nowego życia, przemianę, zmartwychwstanie, wydobycie z siebie tego, co najlepsze, pozostawienie różnych masek i zabezpieczeń, które wypływały z zajmowanego stanowiska. Pójście za Jezusem to wybór nowego stylu życia, który koncentruje się na bliskości z Jezusem, przebywania blisko Jezusa. Iść tam, gdzie On prowadzi, gdziekolwiek poprowadzi. 

    I nie ma już nic więcej. Lewi nie prosi o wyjaśnienia, nie zgłasza zastrzeżeń, nie stawia oporu, nie domaga się czasu na rozeznanie, nie wiemy nawet, czy zareagował radością, czy lękiem... 

    I jest jeszcze coś bardzo ważnego w tym opowiadaniu o powołaniu Lewiego, bardzo ważne dla nas, który tak łatwo nadajemy etykietki i klasyfikujemy, oceniamy innych...

    Poza wykluczającym spojrzeniem dbających o czystość religijną i nie pochwalali postawy Jezusa spożywającego posiłek  z celnikami i grzesznikami, pojawia się problem przydatności kandydata do powołania...

    Kiedy dzisiaj ktoś chce podjąć powołanie do szczególnej służby w Kościele, musi spełnić pewne wymogi formalne. Kościół nie tylko o nie prosi, ale wręcz się ich domaga, czerpiąc z doświadczeń dla siebie bardzo bolesnych i wciąż aktualnych, a które wywołują zgorszenie. A Jezus wydaje się ignorować te wymagania i, przynajmniej pozornie, okazuje się nieostrożny... Naraża na złą opinię siebie, swoją misję, może wywoływać zgorszenie...

    Dlaczego Jezus odpowiada tej grupie zgorszonych i protestujących, że nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników

    Odpowiedź ukryta jest w tych dwóch czasownikach podkreślających postawę Lewiego: powstanie i pójście za Jezusem. Tu nie chodzi tylko o fizyczny ruch, który Lewi wykonał, ale o głęboką postawę, którą wyzwala wezwanie - zaproszenie Jezusa. Spojrzenie i wezwanie Jezusa przemieniają, a On nigdy nie wzywa nikogo bez wcześniejszego obdarowania go tym, co potrzebne, by za Nim pójść...

    Pięknie wyraził to święty Augustyn: Panie, daj mi siłę, abym mógł zrobić wszystko, czego ode mnie żądasz, a potem żądaj ode mnie czego tylko chcesz.


Z jakim nastawieniem serca reaguję na Boże natchnienia i zaproszenia?


piątek, 12 stycznia 2024

Piątek 1. Tygodnia Zwykłego

    I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: "Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy" (Mk 2,3.5). 


    Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga - pisał św. Paweł do Efezjan. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus powie to jeszcze krócej: wszystko jest łaską

    Najważniejsze rzeczy są nam dane za darmo. Nasze życie, ludzie, których spotykamy, wydarzenia, wiara... Wszystko otrzymujemy. Ale ponieważ ten, kto jest obdarowany, nie jest kamieniem czy sztuczną inteligencją, ale istotą ludzką, zdolną do wolnej odpowiedzi, wszystko jest jednocześnie zadaniem

    Taka jest dynamika wiary: otrzymujemy życie, aby je dawać. Spotykamy ludzi, aby budować więzi. Doświadczamy różnych wydarzeń, aby lepiej rozumieć innych i wzrastać, dzielić się naszym doświadczeniem. To, co otrzymujemy, potrzebuje stać się w nas odpowiedzią. I nie ma taryfy ulgowej. Jeżeli nie ma odpowiedzi, dar się marnuje. 

        W Ewangelii uzdrowienie i przebaczenie zawsze udzielane są darmo. Ale paralityk musiał się znaleźć w zasięgu ręki, która uzdrowiła. Inni mu pomogli, by to mogło się stać. 

    Ewangelia zaprasza nas dzisiaj, byśmy zobaczyli dobro, które jest nam dane, stworzone dla nas i w nas. Wystarczy z uwagą popatrzeć, by dostrzec to wszystko, co otrzymujemy - od Boga i od innych ludzi, aby odpowiedzieć...

    Gdyby wszystko było jedynie zadaniem, życie stałoby się ciężką wspinaczką bez możliwości zdobycia żadnego szczytu. Tylko wysiłek i trud. Ale gdyby wszystko było tylko łaską, która nie potrzebuje odpowiedzi, stalibyśmy się bezużyteczni. 

    Wszystko jest łaską, ale łaska wymaga odpowiedzi. I odpowiedź, zdolność do odpowiedzi, też jest łaską.


Jak korzystam z Bożych darów?

czwartek, 11 stycznia 2024

Czwartek 1. Tygodnia Zwykłego

    Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił go: "Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić (Mk 1,40).


    Ciało człowieka jest cudem. komórki, tkanki, narządy, połączenia, ruchy, reakcje... Gdyby nie istniało, trudno byłoby je wymyślić. A co z ludzką duszą i duchem? Jeszcze bardziej niesamowite: percepcja, pamięć, mowa, zdolność do kochania i bycia kochanym, wolność, otwartość na Boga.

    Ta złożoność ciała i duszy zachwyca, a jednocześnie objawia swoją kruchość. Wystarczy tak niewiele, by wszystko przestało funkcjonować...

    Żyjąc w społeczeństwie, w Kościele, jesteśmy również częścią ciała społecznego. To, co otrzymujemy od innych i co innym dajemy ma ogromny wpływ na życie nasze i na życie innych. To może być pozytywny, ale i negatywny wymiar. 

    Ewangelia ukazuje nam chorobę trądu. W Izraelu ci, którzy cierpieli na trąd, byli automatycznie wykluczani ze społeczeństwa, tracili swoją przynależność do ciała - społeczeństwa i narodu, stawali się przeklętymi. 

    Trąd może być symbolem każdej choroby, zarówno dotykającej ciała, jak i duszy, która dotyka człowieka i osłabia, niszczy jego aktywność, relacje z innymi. Powoduje, że życie traci kolory i sens.

    Jezus jawi się jako ten, który ma moc dotknąć każdej dolegliwości, przynieść człowiekowi ulgę. Przełamuje bariery wykluczenia i pragnie nieść życie. 

    Musimy jednak odkryć nasze choroby. Uświadomić sobie, co nam dolega, by powiedzieć przed Panem: jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić... Pozwolić się dotknąć i uzdrowić. 


Czy w sakramencie pokuty doświadczam uzdrowienia?

środa, 10 stycznia 2024

Środa 1. Tygodnia Zwykłego

    Młody Samuel służył przy kapłanie Helim. W owych dniach słowo Pana było czymś bardzo cennym, bo widzenia nieczęsto były udzielane (1 SM 3,1).


    Powołanie Samuela to zachwycająca, pełna piękna i nie pozbawiona dramatyzmu historia. Pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób Bóg powołuje, także dzisiaj. 

    Słowo Pana było czymś bardzo cennym, bo widzenia nieczęsto były udzielane... Tamten czas, podobnie jak nasz, był czasem milczenia Boga. Kiedy Bóg milczy, człowiek odczuwa brak, jakby został odcięty od źródła. Dziś wielu ludzi utraciło więź z Bogiem, nie potrafią usłyszeć, nie potrafią zrozumieć, że Słowo wnosi życie w ich istnienie. Niektórzy wprost mówią, że dobrze im się żyje bez Boga. Powołanie Samuela rodzi się w czasach bardzo podobnych do naszych pod względem jałowości relacji...

    Wszystko rozgrywa się w nocy, w świątyni. Noc jest ciemnością, tajemnicą. Świątynia nie jest miejscem, w którym Bóg często powołuje w Biblii. Noc i świątynia przekształcają się jednak w przestrzeń i czas zbawienia, ponieważ światło Boże jeszcze nie zagasło. Bóg, który nigdy nie śpi ani nie odpoczywa, nadal wzywa pośród nocy.

    Bóg woła po imieniu. Jego wezwanie nie jest ogólnikowe, to nie jest też jedna z wielu opcji do wyboru. Bóg ujawnia swoją obecność, burząc wołaniem ciszę nocy. 

    Samuel, chociaż posłuszny, nie potrafi rozpoznać głosu. Potrzeba pośrednictwa starego kapłana. To on rozpoznaje wezwanie wyraźniej, niż osoba, której powołanie dotyczy i wskazuje drogę...

    Mów, Panie, bo sługa Twój słucha... odpowiedź na wezwanie, bez żadnego jeśli, bez żadnego ale, bez warunków wstępnych. Samuel ofiaruje Bogu swoją obecność i uwagę. Pierwotnym sekretem każdego powołania jest słuchanie Boga. To słuchanie Boga sprawia, że człowiek staje się gotowy do podjęcia zadań, które Bóg dla niego wyznacza. 


Na ile uważnie słucham Boga?