zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 29 listopada 2020

I Niedziela Adwentu

    Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serca nasze stają się nieczułe na bojaźń przed Tobą? (Iz 63,17a).


    Słowa Izajasza są opisem doświadczenia kryzysu i grzechu, w jakim znalazł się Izrael. Jeszcze nie są nawet opisem naszego doświadczenia, a przynajmniej sporej części społeczeństwa, w którym przychodzi nam żyć. Bóg mógłby odpowiedzieć krótko na to zapytanie proroka: pozwalam ci błądzić, bo Miłość nie odbiera wolności, nawet wówczas, kiedy człowiek sprzeciwia się miłości. 

Mamy nieczułe serca. Nieczułe serce to takie, które nie próbuje zrozumieć tego, co się dzieje, które jako jedyny słuszny przyjmuje własny punkt widzenia, przekonane z absolutną pewnością o swoich racjach, nie chce nawet spróbować uznać innego spojrzenia. Ci wszyscy, którzy się z nim nie zgadzają, stają się wrogami.

Serce nieczułe zamyka się szczelnie skorupą egoizmu i obojętności, aby nic i nikt nie mógł go zranić. Nie daje się ogarnąć współczuciu, litości, wzruszeniom. Obojętnie patrzy na obrazy szpitalnych sal z umierającymi ludźmi, przemęczonymi lekarzami i pielęgniarkami, którzy zmagają się z ludzkim cierpieniem świadomi braku odpowiedniego wsparcia i wyposażenia. Nie zauważa samotnych, chorych, nie wzrusza się głodem innych. Nie słyszy nawet krzyku dzieci czy kobiet bitych czasem za ścianą. 

I ten ostatni znak znieczulicy serca, o którym mówi prorok – brak wrażliwości na Boga – żadnego szacunku czy bojaźni. 

Obawiamy się biedy, utraty pracy, pieniędzy, domu czy samochodu, boimy się samotności, utraty znaczenia, kryzysu gospodarczego, odrzucenia i śmierci. Ale kto boi się Boga? Dziś wielu pyta, czy w ogóle On jest, a jeżeli nawet, to cóż po Nim, skoro trzyma się od nas z daleka, nie bardzo obchodzą go nasze sprawy i to, co przechodzimy tu na ziemi. Przecież, gdyby było inaczej, powinien interweniować. Skorupa naszego serca sprawia, że Go ignorujemy, a lęku nie wzbudza żadnego.

Człowiek zachłysnął się wolnością. Nieważne, że ta wolność przynosi strach, gniew, coraz więcej zranień i rozłamów nie do uleczenia. Pojawiają się wciąż nowe pytania: w jaki sposób możliwy będzie pokój w świecie, jeśli nadal zwiększa się handel bronią? Kto zniweluje ogromny brak równowagi i nierówności na świecie i w każdym kraju? Kto uchroni nas przed politykami, którzy za wszelką cenę starają się narzucać ideologie i pozyskiwać zwolenników, zamiast rozwiązywać rzeczywiste i pilne problemy, które nas dotyczą?

My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Dobre czyny nam się zdarzają. Ale czasem tak dla uspokojenia wyrzutów sumienia, które krzyczy wobec ogromu nieuczciwości, zarówno wobec Boga jak i bliźniego. Potrafimy kombinować niemal w każdej dziedzinie życia. A potem rzucimy jakimś ochłapem dobroci, z tego co zbywa, z tego co zalega w szafie, a czasem po prostu upływa termin przydatności. 

    Z uświadomienia sobie tego, co zrobiliśmy z darem wolności i naszym podejściem do Boga, może narodzić się przemiana. Nie chodzi o pogrążanie się w beznadziei, pesymizmie i zniechęceniu. To wezwanie do nawrócenia, przemiany, do zobaczenia, jak bardzo potrzebujemy Boga, aby się nie pogubić w życiu. 

1. Czym jest dla mnie Adwent


sobota, 28 listopada 2020

Sobota XXXIV Tygodnia Zwykłego

    I ukazał mi rzekę wody życia, lśniącą jak kryształ, wypływającą z tronu Boga i Baranka (Ap 22,1).

    Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask (Łk 21,34-35a).


    Aby czytać Księgę Apokalipsy, potrzeba ducha dziecka, które słucha swojego rodzica, dziecka wolnego od wszelkich uprzedzeń, dziecka cieszącego się każdym słowem, dziecka, które przez słowo wchodzi w nieznany fascynujący, pełen tajemnicy świat.

    Umysł dorosłego zbyt szybko ucieka ku próbom zrozumienia, rozwiązania znaczeń zawiłych symboli. Dziecko przyjmuje obrazy takimi, jakie są. Pismo Święte przygotowuje nas na tę chwilę spotkania, w której te obrazy zobaczymy i one do nas przemówią. Rzeka pełna krystalicznej wody, znak czystości życia, które wyłania się z Boga i ku Bogu wiedzie. Woda, która obmywa każdy brud i grzech. Ale jeszcze musimy zadbać, by być godnymi życia wiecznego z Bogiem. 

    Zachować słowa, które są wiarygodne i prawdziwe, być wiernym Bożemu słowu, kontemplować je i nim żyć. 

    I kolejny raz wezwanie do czujności i uwagi. Musimy być świadomi tego, co ma nadejść, przygotowani. Jezus uwrażliwia na niebezpieczeństwa, które zagrażają naszemu sercu. Dziś może łatwiej i szybciej dać się ponieść światu, troskom codziennym, rozkoszom oferowanym przez świat i zapomnieć o zbawieniu.


1. Czego szukam w Księdze Apokalipsy? Z jakim nastawieniem ją czytam?

    

środa, 25 listopada 2020

Środa XXXIV Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Katarzyny

        Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią (Łk 21,13.16).


    Doświadczenie prześladowania i cierpienia jako czas dawania świadectwa, czas wierności, która służy ocaleniu życia, tego prawdziwego - życia w Bogu. Czas świadectwa, a nie odwetu, złości i gniewu.

    Doświadczenie cierpienia jest zawsze bolesne. Można je w jakiś sposób zrozumieć, kiedy przychodzi ze strony nieprzyjaciół, ze strony tych, którzy nie rozumieją, których świat wartości zupełnie się różni od mojego. 

    Dużo trudniej ze spokojem zgodzić się na cierpienie, które przychodzi ze strony bliskich, krewnych, przyjaciół. To przynosi dużo głębsze rany i boleśniejsze cierpienie. 

    Zachować spokój, aby wziąć udział w wielkiej liturgii zbawienia i śpiewać: Dzieła Twoje są wielkie i godne podziwy, Panie Boże wszechwładny! Coraz bardziej odbieram Księgę Apokalipsy jako wizję wielkiej liturgii zbawionych, którzy wychwalają dzieło zbawcze Boga, mogą podziwiać Bożą chwałę.

1. Jak wygląda moja wierność Bogu?

wtorek, 24 listopada 2020

Wtorek XXXIV Tygodnia Zwykłego - wsp. świętych Andrzeja Dung-Laca i towarzyszy, męczenników z Wietnamu

    Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: "Ja jestem" oraz: "Nadszedł czas". Nie chodźcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach (Łk 21,8-9).


    Bóg wzywa nas, byśmy byli dziećmi niosącymi nadzieję. 

    Czas epidemii, czas kryzysu, zrodził wielu "proroków" apokaliptycznych wizji, którzy wskazują na znaki i generują lęki oraz niepokój i straszą zamiast dawać nadzieję. Snują piekielne wizje zamiast wskazywać na Zbawiciela i Jego dzieło zbawcze. Paraliżują zamiast skłaniać do nawrócenia i przemiany życia.

    Kiedy zapytano Marcina Lutra, co by zrobił, gdyby się dowiedział, że jutro nastąpi koniec świata, odpowiedział, że poszedłby pielęgnować róże. 

    Wiara jest siłą twórczą, nie destrukcyjną, nie opiera się na lęku, ale na ufności. Każdy czas jest odpowiedni na spotkanie z Panem, dlatego trzeba zachowywać uwagę i gotowość, by wyjść z nadzieją na spotkanie Oblubieńca.

    O wiele łatwiej, jak się okazuje, redagować jednak katastroficzne wizje o stanie wiary, epatować zgorszeniem niż dokumentować nadzieję. O wiele łatwiej zobaczyć ruiny i gruzy niż to, że coś kiełkuje i rodzi się do życia. 

1. Czy jestem uczniem nadziei?

niedziela, 22 listopada 2020

XXXIV Niedziela Zwykła - Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

    Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko - wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie (Ez 34,15-16). 

    Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć (1 Kor 25-26).

    Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów (Mt 25,31-32).


    Bóg Pasterz swojego ludu. Troskliwy, opiekuńczy, poszukujący owiec, sprawiedliwy. Ten obraz Boga Pasterza jest oskarżeniem. Oskarżeniem złych pasterzy, przywódców, którzy sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu. Mieli czuwać, strzec, bronić i kochać powierzony sobie lud, ale sprzeniewierzyli się temu, skazując owce na rozproszenie i pogubienie. 

    Bóg jest jedynym prawdziwym Pasterzem. Jego wierność i miłość wobec udu jest radykalna, nie unika problemów, nie ucieka od nich. Można powiedzieć, że tak mocno identyfikuje się z owcami poprzez swojego Syna, że pachnie jak owca. 

    Ezechiel zapowiada przyszłość, która nadejdzie i zdemaskuje wszystkich tych, którzy nie dbają o stado, chociaż dbają o pozory. Wskazuje na Jezusa, Dobrego Pasterza, który za owce odda życie.

    Święty Paweł w liście do Koryntian przypomina prawdę o zmartwychwstaniu. Zmartwychwstanie już się dokonało, ale historia zbawienia wciąż jeszcze czeka na swój kulminacyjny punkt. To dla Pawła jest bardzo oczywiste. Mamy oczekiwać z nadzieją na dzień, kiedy wszyscy odkupieni osiągną chwałę zmartwychwstania w Chrystusie. Kiedy nadejdzie ten czas, Jezus pokona wszystko, co jest wrogiem człowieka, nawet śmierć. To źródło nadziei, bo realia ukazują nam, jak bardzo niedoskonała jest nasza teraźniejszość, ta osobista, rodzinna, społeczna, czy to w życiu świeckim, czy w Kościele. To wszystko będzie miało swój kres. 

    I Ewangelia. Miłość jest dowodem osobistym Królestwa. Jezus przypomina, że nie możemy zapomnieć o naszym zaangażowaniu, realnym zaangażowaniu na rzecz potrzebujących. Żadne cierpienie nie może być obce. 

    Największym zagrożeniem dla miłości nie jest nienawiść. Największym wrogiem miłości jest obojętność. Brak wrażliwości. Miłość Boga jest prawdziwa, kiedy łączy się z miłością bliźniego, kiedy dotyka naszego serca i napędza nasze ręce i nogi, gdy budzi nas z letargu obojętności i wstrząsa, byśmy podejmowali działanie na rzecz brata, by poprawić jakość jego życia. Wtedy dokonują się cuda. 

    Jezus ukazując obraz ostatecznego rozliczenia nie zamierza nas straszyć. Wskazuje jedynie jak bardzo identyfikuje się z potrzebującymi, jak bardzo ci, którzy pomagają głodnym i spragnionym, nagim i biednym, chorym i cierpiącym, zbliżają się i pomagają samemu Bogu, który objawia się nam w Chrystusie. 

1. Czy jestem gotowy na rozliczenie przed Panem?

piątek, 20 listopada 2020

Piątek XXXIII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Rafała Kalinowskiego


    Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by dał mi książeczkę. I rzecze mi: «Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód» (Ap 10,9). 

    Potem wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: «Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców» (Łk 19,45-46).


    Jezusem i Jego Ewangelią można się zachwycić. Widząc Jego podejście do człowieka, Jego wyrozumiałość i łagodność wobec grzeszników, miłosierdzie wobec ubogich, chorych i odrzuconych, słuchając przypowieści o zagubionej owcy czy synu marnotrawnym, serce pragnie Go spotkać. To wszystko jest słodyczą, która przyciąga, zachwyca, zaprasza do kosztowania. 

    A jednak, kiedy zaczynam odbierać osobiście zaproszenie do zmiany życia, kiedy wchodzę głębiej, zaczynam dostrzegać również ciężkostrawne elementy. Kiedy trzeba z Ewangelią skonfrontować własne życie, styl Jezusa z moim, kiedy słyszę choćby dzisiejsze słowa: uczyniliście go jaskinią zbójców..., czy też swoiste zaproszenie do wymagania od siebie jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa..., słyszeliście, że powiedziano... a Ja wam powiadam... to jakby łoskot ciężkich kamieni spadających z góry, które mogą przygnieść. Po ludzku to niemożliwe. 

    Tak trudno od siebie wymagać, przeglądać się w Ewangelii jak w lustrze, aby zmieniać swoje życie na Jezusowy styl.

1. Jak reaguję, kiedy w świetle Ewangelii odkrywam swoje wady i zaniedbania?

czwartek, 19 listopada 2020

Czwartek XXXIII Tygodnia Zwykłego

 

  Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami (Łk 19,41-42).


    Kiedy schodzimy z Góry Oliwnej ku Jerozolimie, można podziwiać piękny widok miasta, Piękną Bramę. Po drodze mijany jest niewielki kościółek pod wezwaniem Dominus flevit - Pan zapłakał. To miejsce było świadkiem łez Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. 

    Jezus zmierza ku Jerozolimie, ku swojej śmierci. Nie użala się jednak nad sobą. Płacze nad miastem. Płacze publicznie. Jego łzy stają się przesłaniem. Czasem, kiedy nie da się czegoś wypowiedzieć słowami, a ból i żal jest trudny do wyrażenia, łzy zaczynają mówić. Osiągnięta została granica tego, co niewyrażalne. 

    Osoba, która płacze, zwraca na siebie uwagę. Łzy nigdy nie pozostają niezauważone. Płacz Jezusa także zwrócił uwagę tych, którzy mu towarzyszyli. 

    Łzy bólu i porażki. To nie są łzy zakochanego w sobie Mistrza, ale łzy przesłania, że każde społeczeństwo, które jest zbudowane wokół Bożego Słowa, a jednocześnie to Słowo odrzuca, odrzucając posłańców, wchodzi na drogę zniszczenia i upadku. Odrzucenie Boga kończy się zawsze katastrofą człowieka. 

    Ślepota serca. Jezus ubolewa nad zatwardziałością serca współczesnych, którzy nie zdają sobie sprawy, że nadszedł decydujący moment, że mają ostatnią szansę. Posłaniec nie został rozpoznany. 

    Patrzę na te łzy Jezusa. Patrzę na te łzy, które wciąż płyną wobec grzechów i zgorszeń. Oby te łzy poruszyły, oczyściły, może potrzeba, by zatrzęsły zatwardziałymi sercami uczniów. Byśmy nie okazali się porażką naszego Boga, nad którą można jedynie zapłakać...

1. Czy zgorszenie, którego jestem świadkiem, jest dla mnie źródłem łez i zaproszeniem do osobistego nawrócenia?

wtorek, 17 listopada 2020

Wtorek XXXIII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Elżbiety Węgierskiej

    Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę (Łk 19,3-5a).


    Bohater dzisiejszego opowiadania, Zacheusz, przyciąga uwagę. Dobrze go znamy. Ale spróbujmy zobaczyć w dzisiejszym opowiadaniu coś więcej, niż jego osobę. Spróbujmy uchwycić spojrzenia...

    Zacheusz patrzy najpierw na siebie. Widzi siebie, małego, otoczonego pogardą. Widzi siebie, złodzieja, który nieźle się obłowił. Wie, że gardzą nim właśnie z powodu lepkich rąk i kolaboracji z rzymskimi władzami. Ale widzi siebie, jako tego, który jest zwinny - potrafi wspiąć się na drzewo. Jako jedyny na tej drodze w Jerychu zdobył miejsce na "balkonie", by patrzeć na scenę. 

    Zacheusz patrzy na Jezusa. Z zaciekawieniem, ale i oczekiwaniem. Ciekawość miesza się z iluzją: czy Jezus rzeczywiście jest kimś tak wyjątkowym, czy będzie potrafił mnie zobaczyć i zrozumieć? Czy Jego spojrzenie potrafi przebić się przez pozory i zobaczyć, że maska celnika i złodzieja skrywa bijące serce, które cierpi i jest zdolne do ogromnej hojności? Czy będzie potrafił osłonić we mnie to, co najlepsze?

    Jezus patrzy na Zacheusza. Jego spojrzenie jest pełne wiedzy i człowieczeństwa. Nazywa go po imieniu i z pełnym zaufaniem wprasza się do domu. Tam rozegra się zasadnicza część rozmowy. Jezus nie boi się i nie brzydzi się Zacheuszem, jak wielu spośród tłumu. Kocha grzeszników, co bywa skomplikowane. Miłość obecna w spojrzeniu, słowach i czynach Jezusa zmienia życie Zacheusza, jego myślenie i sposób obchodzenia się z pieniędzmi. 

    Ludzie patrzą na Zacheusza i na Jezusa. Umieją krytykować, ranić, szemrać. To ich praca. Tak jest najłatwiej. Zatrzymać wzrok na tym, co widoczne i znane. Ale oskarżanie, napiętnowanie i szykanowanie nikogo na lepsze nie zmienia. 

    Jak daleko znajduje się Jezusowy sposób patrzenia na nas, od naszego postrzegania. Zobaczyć te krzyżujące się na wokół sykomory spojrzenia, aby coś zrozumieć. Zobaczyć, że są takie spojrzenia, które rodzą dobro, ale i takie, które rodzą zło - izolują, ranią, blokują. 

1. Jakim spojrzeniem patrzę na drugiego człowieka?

poniedziałek, 16 listopada 2020

    Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość, i to że złych nie możesz znieść. Ty masz wytrwałość: i zniosłeś cierpienie dla imienia mego - niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości (Ap 2,2a.3-4).

    Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» 39 Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» (Łk 18,38-39).


    Codzienny trud, wytrwałość, wstręt do kłamstwa, nieuczciwości. To zasługuje na pochwałę, 

    Tak wiele wysiłku, każdego dnia, trudu i starań, zabiegania i krzątania się wokół tego, co w domu, co w pracy. Tylko ta pierwotna miłość, która dodawała skrzydeł jakby przygasła, ulotniła się z czasem jak kamfora. 

    Niby wszystko wciąż tak samo, ale ci, co są wokół nas widzą, że serce jednak odeszło. Czegoś brakuje. Powoli zamieniamy się w maszyny perfekcyjnie wykonujące zadania codzienności. Zimno, z dystansem, bo tak trzeba. 

     Potrzebujemy tej determinacji niewidomego, który woła o uzdrowienie, chociaż tak wielu krzyczy, by zamilkł. Potrzebujemy determinacji, by budzić w sobie ową pierwotną miłość, fascynację osobą, dla której chcieliśmy się trudzić, dla której z wytrwałością podejmowaliśmy starania. Obudzić serce, by nadać naszym wysiłkom ów rys właściwy dla człowieka. 

1. Czy jest we mnie determinacja, by dbać o miłość wobec Boga i człowieka?

sobota, 14 listopada 2020

Sobota XXXII Tygodnia Zwykłego

    «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: "Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!" Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: "Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie"» (Łk 18,2-5).


        Istnieją takie przypowieści, których interpretacja wydaje się dana wprost przez samego Jezusa. 

    Sędzia wykonuje ostatecznie sprawiedliwość, co powinno być jego główną powinnością, ale czyni to dlatego, że ma serdecznie dość naprzykrzającej się wdowy. Bóg nie jest podobny do niesprawiedliwego sędziego. Przykład Jezusa ukazuje Boga, do którego istotą jest miłość, życie, wolność i sprawiedliwość. Jego sprawiedliwość wobec nas nie jest nawet zależna od naszej wiary. Bez względu na to, czy w Niego wierzę czy nie, On jest sprawiedliwością i przychodzi z pomocą swoim dzieciom.

    Spróbujmy jednak inaczej popatrzeć na tę przypowieść. Bóg czasem wobec nas postępuje jak owa irytująca wdowa. Potrafi nas nękać, abyśmy zrozumieli, że potrzebujemy zmiany życia, abyśmy czynili to, do czego zostaliśmy powołani. 

    Lubię widzieć Boga, który na wiele sposobów, czasami w bardzo dziwny sposób, szuka nas i podąża za nami, nęka nas i czasem dokucza. Dopóki nie odkryjemy, że jesteśmy Jego dziećmi, że jesteśmy wezwani do życia w miłości, do kochania naszych braci, do przebaczenia, do pojednania, do miłosierdzia. Aż odkryjemy, że tylko na tej drodze można znaleźć szczęście, żyć w pokoju z samym sobą.

    Niektóre drogi znamy: sakramenty, modlitwa, Kościół, Boże Słowo. Ale Bóg jest większy od tego wszystkiego i bardzo kreatywny. Potrafi wynajdywać wciąż nowe drogi do ludzkiego serca, którym nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Bóg się nie poddaje, nie rezygnuje z człowieka, dopóki człowieka nie spotka i nie uleczy naszych ran. 

1. Czy moje życie jest miejscem spotykania Boga?

piątek, 13 listopada 2020

Piątek XXXII Tygodnia Zwykłego - wsp. świętych Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna


    Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich (Łk 17,26-27).

    Pośpieszna lektura Ewangelii może wywołać obawy i lęk. Zapowiedź dnia Syna Człowieczego wydaje się straszna. Chociaż dzień zacznie się jak jeden z wielu: wstaniemy, zjemy śniadanie, podejmiemy codzienną pracę, może nawet zaczniemy odpoczynek po wyczerpującym dniu... W dniu Syna Człowieczego cała ta normalność się skończy. Ostre cięcie sprawi, że nawet wizje twórców horrorów będą wydawały się banalne.

    W nasze życie jakoś wpisany jest lęk i obawy. Wystarczy sięgnąć do historii, aby zobaczyć, że niemal każdy wiek przynosił wojny, niepokoje, trzęsienia ziemi, terroryzm i dyktatury, huragany i gorsze jeszcze wydarzenia. Czasami jakiś kraj ma szczęście przeżyć stosunkowo długi okres pokoju, ale to bardziej wyjątek niż reguła. 

    Byliśmy tak spokojni, życie wydawał się takie uporządkowane i bezpieczne, a nagle wybuch epidemii sprawił, że nasze poczucie pewności i bezpieczeństwa legło w gruzach. Epidemia zmienia nasze życie, zagraża gospodarce, nikt nie może powiedzieć - mnie to nie grozi. Epidemia nie ma żadnych uprzedzeń rasowych, klasowych, etnicznych, majątkowych. Dotyka wszystkich. 

    Jezus nie grozi nam ani końcem świata, ani katastrofą. Wskazuje jednak na to, że trzeba być przygotowanym, że nie można ulegać złudnemu poczuciu spokoju i bezpieczeństwa. Nie potrzeba wiele, aby najlepiej uporządkowany świat legł w gruzach. Wtedy pozostaje tylko ufność w Boże Miłosierdzie i świadomość, że jedynym sposobem uzyskania życia jest ofiarowanie go innym. 

    Zadaniem chrześcijanina nie jest granie strusia, który wobec niebezpieczeństwa chowa głowę w piasku. Z zachowaniem rozsądku, bez lekceważenia zagrożeń, mamy starać się odpowiadać na sytuacje, z którymi mamy do czynienia na co dzień, ufając w moc Bożej miłości. 

1. Czy lęk nie paraliżuje mnie w sytuacji pandemii?


wtorek, 10 listopada 2020

Wtorek XXXII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Leona Wielkiego

    Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać"» (Łk 17,10).


     Chcemy być zauważeni, pochwaleni, docenieni. To często jest motywacją naszych działań i podejmowanych wysiłków. Czasem chcemy również zdobyć w ten sposób władzę. Nasze naiwne myślenie często nastawione jest na zdobycie uwagi i uznania.

     Jak często przypominamy Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy tak wiele byli gotowi uczynić, aby tylko zasłużyć na miejsce obok Jezusa, po prawej i lewej stronie. Nie po to, by żyć tak, jak tego chce Jezus, by odpowiedzieć na Jego zaproszenie, ale aby zdobyć wymarzone miejsce. 

    Za każdym razem, kiedy próbujemy patrzeć na nasze życie przez pryzmat tego, na co zasługujemy, odrzucamy Jezusowe spojrzenie. Wiele otrzymujemy, ale wszystko jest darem Bożego Miłosierdzia, a nie wynikiem naszych zasług i starań. 

    Nasze prace, starania, wysiłki, nasze sukcesy i porażki pozostają dokładnie na tym poziomie, na jakim umieścił je Jezus. On nic nie jest nam winien. Zrobiliśmy to, co powinniśmy byli uczynić

1. Jakie są motywacje moich działań i wysiłku? Czy potrafię bezinteresownie podejmować codzienny wysiłek?

niedziela, 8 listopada 2020

XXXII Niedziela Zwykła

     Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać. Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich (Mdr 6,12-14).


      Czym jest owa mądrość Boża, której pochwałę głosi Pismo Święte?

- mądrość oznacza „równowagę” i harmonię;

- mądrość potrafi połączyć serce i głowę, uczucia i rozum;

- mądrość uczy się na podstawie doświadczeń, które gromadzimy, ale bez utraty zdolności do bycia zdumionym, ponieważ życie każdego dnia jest nowe i inne;

- mądrość pozwala nam zdawać sobie sprawę z własnych możliwości, ale również pokornie przyjmować nasze ograniczenia;

- mądrość jest ciszą, która pozwala widzieć wszystko;

- mądrość jest zakochana w prawdzie i szacunku dla człowieka, ponieważ kłamstwo i gniew nie są mądrymi drogami;

- mądrość jest zainteresowana innymi, tym co się dzieje dokoła. Mądrość nie zamyka się i nie izoluje, jest zawsze gotowa wyjść na spotkanie;

- mądrość docenia tradycję, która jest niezbędna i nie można się jej wyrzec, ale jest też otwarta na nowość, ponieważ potrzebujemy nowych odpowiedzi, inicjatyw;

- mądrość potrafi połączyć modlitwę z działaniem, wiarę z życiem;

- mądrość potrafi zadbać o samotność, która jest niezbędna dla rozwoju, ale bez rezygnowania z głębokich relacji z innymi;

Tekst biblijny mówi, że mądrość pozwala się odnaleźć i wychodzi na spotkanie z tymi, którzy gorliwie jej szukają. Prosi tylko o przyjęcie, o wpuszczenie do domu życia. Ofiaruje się człowiekowi i czeka na przyjęcie, aż będzie chciał jej doświadczać. 

1. Czy poszukuję Bożej Mądrości?


piątek, 6 listopada 2020

Piątek XXXI Tygodnia Zwykłeogo

    Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas. Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem (Flp 3,17-18).

    Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości (Łk 16,8).


     Pierwsze zdanie świętego Pawła mogłoby być odebrane jako wyraz pychy. Proponuje chrześcijanom, aby naśladowali jego postępowanie. Ale święty Paweł jest świadomy, że wszelkie dobro, które czyni, jest darem łaski, którą otrzymał. To Pan go prowadzi. Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. To jest jego sekret - opierać swoje życie na Jezusie, pozwolić aby Jezus działał w moim życiu.

     Jest świadomy, że nie brakuje wrogów krzyża. Doświadczamy tego z wielką mocą. Postawa nieprzyjaciół napełnia go bólem, ponieważ ich losem jest zagłada. Chwalą się tym, są dumni z tego, czego powinni się wstydzić. Jak bardzo zagubił się człowiek, odrzucając Boga.

     Lektura Ewangelii w pierwszym momencie może wywołać zdziwienie - nieuczciwość zostaje pochwalona. Ale pochwała nie dotyczy nieuczciwości, lecz sprytu, umiejętności wydostania się z trudnej sytuacji, w którą zapędziła go nieuczciwość. 

     Przykład nieuczciwego rządcy ma nas uczyć, by w życiu Ewangelią, w dawaniu świadectwa nie popadać w schematy, ale umieć wykorzystywać wszelkie możliwości, zasoby i umiejętności, wszelkie dary i talenty, w jakie zostaliśmy wyposażeni. 

      Wszystko po to, aby jako dzieci światłości rozpraszać mroki tego świata, który zagubił się w mroku egoizmu, konsumpcjonizmu i grzechu. 

1. Czy angażuję wszystkie swoje talenty i dary w życie Ewangelią?

środa, 4 listopada 2020

Środa XXXI Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Karola Boromeusza

      A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem (Łk 14,25-27).


      Życie przynosi sytuacje, w których trzeba czasem odpuścić, z czegoś zrezygnować, czegoś się wyrzec. Pozostawić sprawy w rękach Boga. Jest tak wiele spraw i rzeczy, których nie możemy kontrolować, których nie jesteśmy w stanie zatrzymać. W nasze życie wpisane są pożegnania, jedne na chwile, inne na zawsze. 

     Rodzice muszą pożegnać swoje dzieci, kiedy te dorosną i rozpoczną własne życie. Uświadamiają sobie boleśnie często, że nie mają już wpływu na ich życie, wybory i decyzje. Nie jest łatwo zaakceptować, kiedy wybory dzieci są sprzeczne z z wyborami rodziców. Ale takie jest prawo życia. 

      W tym ujęciu warto zobaczyć dzisiejszą Ewangelię. Bycie uczniem jest związane z wymaganiami: kto nie nosi krzyża, nie może być uczniem...

     Czasem mamy takie oczekiwania, że Bóg porozwiązuje wszelkie nasze życiowe problemy. Ale On pragnie uczynić nas odpowiedzialnymi za życie, bohaterami naszego życia, naszej podróży, naszych zmagań i cierpień. Ofiaruje swoje światło, siłę, aby każdy mógł iść drogą miłości. Daje nam narzędzia i umiejętności, które pozwalają nam ukończyć gmach naszego życia. 

     Jeżeli potrafimy spojrzeć poza krąg naszego życia, nie trudno zobaczyć ludzi, którzy z odwagą i cierpliwością znoszą swoje trudne doświadczenia, znoszą z nadzieją i często z radością. Nie jesteśmy wolni od krzyża. Nasze cierpienie możemy włączyć w krzyż Chrystusa, przyjąć życie jako drogę wyrzeczenia i zrezygnowania. Nie tylko zrezygnowania z dóbr materialnych, ale także zrezygnowania z przyzwyczajeń, tradycji, osób czy wygód. 

1. Jak podchodzę do przeciwności życia?