zachód słońca

zachód słońca

piątek, 31 grudnia 2021

Pątek w Oktawie Bożego Narodzenia

    Oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha (1J 2,18b-19).

    Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo (J 1,1).


    Ten fragment jest jednym z niewielu w Nowym Testamencie, który mówi o antychryście. Wielu uważa, że to zły duch, który przystąpi do walki przeciwko Chrystusowi u końcu czasów. 

    Jan mówi jednak o ludziach, którzy już występują przeciwko Chrystusowi: anty-Chrystus. Wyszli od nas, ale nie byli z nas. Doświadczamy  tego także dziś. Jestem katolikiem, ale nie praktykuję, wierzę w Boga, ale nie w Kościół, a potem wypuszczają serię swoich prawd sprzecznych z nauką Chrystusa. Są z nami, ale nie są z nas.

    Bycie chrześcijaninem ma konsekwencję eschatologiczną - ostateczne spotkanie z Chrystusem. Ale to spotkanie zaczyna się tutaj: mamy namaszczenie od Ducha i On prowadzi nas do spotkania z jedyną Prawdą: z Chrystusem. 

    W tym dniu zamykamy drzwi i otwieramy je na nowy rok kalendarzowy. Słuchamy pierwszych słów Ewangelii wg św. Jana, wpatrując się i kontemplując życie Boga-Człowieka. Papież Benedykt XVI przypomniał nam, że w tych słowach prologu zawarta jest cała istota naszej wiary. 

    W Słowie jest Życie, które jest Światłem. Wcześniej nie mogliśmy Go widzieć, teraz Bóg pragnie objawić się w pełni i przejmuje inicjatywę, przyjmuje nasze ciało, staje się jednym z nas, abyśmy mogli Go zobaczyć. 

    To nie jest iluzja, która zniknie, lecz rzeczywistość, która będzie trwać. Bóg ma ludzką twarz. Obietnica została spełniona. Przepaść między Bogiem a człowiekiem w osobie Jezusa została zasypana, nie istnieje. 

    To Słowo, które jest Światłem, rodzi nas jako dzieci Ojca. To długi proces, który będzie trwał przez całe nasze życie. Bóg nas kocha i pragnie wprowadzić nas w swój świat, w którym jest tylko Życie. 


1. Za co chcę podziękować, za co przeprosić, o co prosić w perspektywie kończącego się roku kalendarzowego?

czwartek, 30 grudnia 2021

Czwartek w Oktawie Bożego Narodzenia

    Napisałem do was, dzieci, że znacie Ojca, napisałem do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku, napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, i zwyciężyliście Złego (1J 2,14).

    Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy (Łk 2,38).


    Żyjemy w czasach, które nazwano pokoleniem selfie, pokoleniem chwili. Czytanie, które proponuje nam liturgia dzisiaj, mówi nam o silnych, zdecydowanych młodych ludziach, którzy nie boją się stawić czoła Złemu.

    Jan nazywa rzeczy po imieniu, bez owijania w bawełnę. Tak, jak to lubią czynić ludzie młodzi. Chociaż należą do pokolenia cyfrowego, nadal potrafi poruszyć ich prawda, piękno i dobro. I potrafią być hojni w swoim oddaniu i poświęceniu, kiedy ofiaruje się im Życie, prawdziwą drogę. 

    Dlatego to czytanie jest skierowane do wszystkich młodych ludzi dzisiaj, do wszystkich dzieci, do nas wszystkich, którzy podejmujemy walkę ze złem i nie pozwalamy się złapać w pułapkę różnym uwodzicielom pochodzącym ze świata i ciągle przychodzą z tą samą ofertą: pożądliwością ciała, oczu i pragnieniem ludzkiej wielkości. 

    Ileż energii potrafi poświęcić człowiek na pogoń za marnymi przyjemnościami, za władzą czy chęcią posiadania. Dzisiaj żyjemy w pułapce najnowszego modelu. Coś kupione dopiero wczoraj, a już dziś jest przestarzałe. 

    Jezus zaprasza nas do tego, co istotne, a porzucenia tego, co powierzchowne i próżne, a potrafi wypełnić nasze oczy i serce. 

    Anna rozpoznała Jezusa i mówiła o Dziecku wszystkim na terenie świątyni. W naszym społeczeństwie, które z Bożego Narodzenia czyni produkt czysto konsumpcyjny, nikt nie mówi o Dziecku. Są kolorowe światełka na choince, prezenty, przyjęcia - ale gdzie w tym wszystkim jest to Dziecko? Co świętują ci, którzy nie wierzą, albo nie chcą się do Niego przyznać?


1. Czy potrafię dostrzegać i wybierać w życiu to, co najważniejsze?

środa, 29 grudnia 2021

Środa w Oktawie Bożego Narodzenia

Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: "Znam Go", a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy (1J 2,3-4).

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim (Łk 2,25).


    Wobec poglądu, który stawia tezę, że do zbawienia wystarczy samo poznanie Boga, św. Jan przypomina prawdziwe nauczanie: kto mówi: "Znam Go", ale nie zachowuje Jego przykazań, jest kłamcą. Jezus powiedział to bardzo wyraźnie: Nie każdy, który mi mówi: "Panie, Panie" wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto pełni wolę Bożą. Po owocach ich poznacie. Każde dobre drzewo przynosi dobre owoce, a każde złe drzewo przynosi złe owoce. To nasze zachowanie, nasze uczynki mówią, czy naprawdę jesteśmy naśladowcami Jezusa, czy nie. 

    To, co wiemy o Bogu z Ewangelii, trzeba wprowadzać w życie. Innej drogi do zbawienia nie ma. 

    Józef i Maryja wypełniają prawo, ale czynią to z pragnieniem, by być wiernym Bogu. To nie tylko rytualizm, ale pragnienie serca, które chce ofiarować dar.

    Symeon przepełniony tęsknotą wychodzi na spotkanie. Jego życie stało się czystym, bezinteresownym i tęsknym oczekiwaniem za zbawieniem, które Bóg obiecał. Tak bardzo tęsknił. że posiadł zdolność dostrzeżenia Światła zbawienia tam, gdzie inni nic nie widzieli. 

    Radość spełnionego życia w spotkaniu z Dzieckiem, które na zewnątrz nie daje żadnego znaku, a w którym starzec rozpoznaje Tego, który ma przyjść.

    Potrzeba tak kształtować serce, aby z tęsknotą wyglądało i prowadziło na spotkanie ze zbawieniem, które przychodzi do nas w osobie Dziecka, które nic nie ma i nic nie może...


1. W jakich tęsknotach zanurzone jest moje serce?

wtorek, 28 grudnia 2021

Święto Świętych Młodzianków z Betlejem

    Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności (1J 1,5).

    Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców (Mt 2,16). 


    Historia, którą ukazuje Ewangelista Mateusz, to obraz największego barbarzyństwa i całkowite zaprzeczenie tego, czego wyrazem jest Boże Narodzenie. Kiedy Bóg tak bardzo angażuje się po stronie człowieka, że sam staje się jednym z nas, przychodzi jako Dziecko, człowiek podejmuje decyzję o zamordowaniu dzieci. Wydarzenie, które nie pasuje do radości Bożego Narodzenia, a nawet może być irytujące, bo wciąż przypomina o tragedii bardzo wielu niewinnych istot ludzkich. 

    Pierwsze czytanie proponuje nam drugą definicję Boga: pierwsza to Bóg jest Miłością, druga, wypowiedziana przez św. Jana to Bóg jest Światłością

    W Bogu nie ma żadnej ciemności. To światło, które niszczy nasze ciemności. Prawdziwe światło, które przychodzi od Boga, które możemy znaleźć w Słowie. Światło, które ujawnia nasz grzech i dlatego może też irytować, ale służy temu, by grzech został rozpoznany, wyznany i przebaczony. Człowiek nie może nigdy zrezygnować z poszukiwania tego światła, choć czasem jego jasność może ukłuć ludzką pychę i egoizm. 

    Święty Mateusz chętnie podkreśla w swojej Ewangelii, że Jezus jest nowym Mojżeszem ludu wybranego. Tak jak Mojżeszowi oszczędzona została śmierć zadekretowana wobec hebrajskich chłopców przez faraona, tak Jezus zostaje uratowany przed siepaczami Heroda. Jak Mojżesz wychowany w Egipcie przychodzi, by wyprowadzić Izraelitów z niewoli, tak Jezus, jako nowy Mojżesz, przybędzie z Egiptu, aby w sposób ostateczny wyzwolić człowieka z niewoli błędu i grzechu. 


1. Co przeszkadza mi cieszyć się w pełni Bożym światłem?

    

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Święto świętego Jana Ewangelisty

    Co było od początku, co usłyszeliśmy, co na własne oczy zobaczyliśmy, co dokładnie obejrzeliśmy i czego ręce nasze dotykały odnośnie do Słowa życia - objawione bowiem zostało życie; my ujrzeliśmy je i jesteśmy jego świadkami; ogłaszamy wam to życie, wieczne życie, które było u Ojca i nam zostało objawione (1 J 1,1-2).

    Dopiero wówczas wszedł także ten drugi uczeń, ten, który pierwszy przybył do grobowca. Zobaczył i uwierzył (J 20,8).


    Jan, apostoł Jezusa, wiernie przekazuje to, co widział, słyszał, czuł. Sam zostawił wszystko, aby pójść za Jezusem; miał szczęście towarzyszyć Jezusowi w całym publicznym Jego życiu, być tak blisko, by pochylić w czasie ostatniej wieczerzy ku Jezusowemu sercu, być u stóp krzyża na Golgocie, słyszeć ostatnie słowa, przyjąć Maryję za swoją Matkę, wypełniając w ten sposób ostatnią wolę Mistrza. Umiłowany uczeń. 

    To jest uczeń, który mówi nam o Słowie Życia, które stając się Ciałem, stało się widzialne wśród nas. Daje świadectwo o tym, co widział, o Życiu wiecznym, które było u Ojca od początku, a które przychodząc do nas, objawiło się ludziom. 

    Wiara, podobnie jak najważniejsze rzeczy w życiu, została nam dana w prezencie. Nie została wynaleziona przez nasze pokolenie, nie kupiliśmy jej i nie możemy jej sprzedać... jest to dar, który przychodzi do nas od tych, którzy idą przed nami... i jest on dany każdemu pokoleniu, aby nadało mu swój osobisty wymiar. Wszystko jest darem. Z czystej łaski. Ten dar ma swoje źródło w osobie Jezusa.

    W Starym Testamencie nikt nie mógł zobaczyć Bożego oblicza, a teraz zostało ono objawione w Chrystusie, który przyszedł jako małe Dziecko w Betlejem. Jesteśmy zaproszeni do udziału w Bożej miłości i do niesienia jej innym.

    Umiłowany uczeń, który w pierwszym czytaniu dał świadectwo o tym, co widział, słyszał i czuł, wobec pustego grobu mówi o sobie w krótkich słowach: zobaczył i uwierzył

    Ten, który widział Jezusa umierającego na krzyżu, owiniętego w całun i pogrzebanego, słysząc świadectwo Marii Magdaleny, pobiegł z Piotrem do grobu, wszedł, zobaczył całun i uwierzył. Nie potrzebował wyjaśnień, nie czekał na objawienie się Jezusa, po prostu uwierzył.

    To lekcja dla nas. Zbawienie przychodzi do nas przez wiarę, która często, wobec życiowych problemów, niepewności i trudów, jest taka niezdecydowana, pełna wątpliwości. Ale abyśmy mieli życie, życie wieczne, On prosi nas o wiarę: czy nie mówiłem ci, że jeśli będziesz mieć wiarę, ujrzysz chwałę Boga?

    Jesteśmy zaproszeni do wiary w to nowo narodzone Dziecię w Betlejem; wiary, mimo trudnych chwil życia, w obliczu tak wielu obaw i niewiary, które nas otaczają. Możemy wciąż prosić o ten dar słowami Ewangelii: Panie, przymnóż nam wiary


1. Jak często modlę się o dar wiary prawdziwej dla siebie?

niedziela, 26 grudnia 2021

Uroczystość Świętej Rodziny z Nazaretu

A Dziecko rosło i napełniając się mądrością, nabierało siły. Łaska Boża była nad Nim. A Jezus robił coraz większe postępy w mądrości, w dojrzałości i w łasce u Boga i u ludzi. (Łk 2,40.52).


Jeszcze wczoraj wpatrywaliśmy się w tajemnicę Narodzenia, a dziś Ewangelia zaprasza nas do przeskoku o dwanaście lat. To już nie jest Niemowlę, które mamy rozpoznać jako Zbawiciela, lecz Chłopiec, który coraz bardziej zaczyna podkreślać swoją samodzielność.

I ten przeskok od narodzenia po epizod dzisiejszy św. Łukasz łączy jednym zdaniem: Dziecko rosło i napełniając się mądrością, nabierało siły

    Rosło w rodzinie Maryi i Józefa, którzy jako swoją główną misję widzieli stworzenie klimatu dla tego wyjątkowego Dziecka, aby rosło i nauczyło się tych wszystkich ważnych rzeczy, które tylko rodzice przekazują swoim dzieciom, otwierając im drogę do życia i wiary. 

    Ani przedszkole, ani szkoła, ani grupy przyjaciół, ani parafia, nie potrafią i nie mogą tak głęboko wniknąć w intymność dziecka jak rodzice, osoby, od których dziecko jest całkowicie zależne przez pierwsze lata życia.

     Byli świadomi własnego powołania. I pewnie małżeństwo Maryi i Józefa jest bliskie tym małżonkom, którzy poważnie traktują słowa wypowiadane przed Bogiem: chcę dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński, wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli aż do końca życia oraz z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy…

A jednak często pojawiają się problemy, które sprawiają, że patrzymy na małżeństwo Maryi i Józefa jak na ideał wolny od trudności. Święta Rodzina, więc trochę jakby nie nasza.


1. Czy i jakie działania podejmuję, by moja rodzina była bliska ewangelicznym wartościom?


sobota, 25 grudnia 2021

Życzenia na Bożę Narodzenie

Boże Narodzenie jest świętem nieznanego i oczekiwanego, jest świętem nadzwyczajności, która wdziera się w prostotę tego, co zwyczajne, w ciszę nocy, w to, co niezauważalne. Bóg, sam Święty, staje się małym Dzieckiem, silnym i kruchym jednocześnie, staje się człowiekiem, staje się Bogiem z nami - Emmanuelem. 

    Staje się odzieniem, płaczem, żłóbkiem, pieśnią, kołyską, łzami, staje się bezbronnym Dzieckiem, które potrzebuje innych do życia. Staje się śmiechem, rodzinną radością, która jest dzielona w małości i wielkości żłóbka otoczonego zwierzętami, gnojem, słomą, kamieniami. Największy rodzi się jak każdy nas, aby ustanowić najpiękniejszą tajemnicę: Bóg staje się Człowiekiem, człowiek jest zaproszony do życia z Bogiem i do bycia bratem dla drugiego człowieka.

piątek, 24 grudnia 2021

Piątek 4. Tygodnia Adwentu

    Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, że spojrzał i dał Wyzwolenie swojemu ludowi; że umieścił dla nas Róg Ocalenia w rodzie Dawida, swojego sługi, tak jak powiedział przez usta swoich świętych, już dawnych proroków, Ratunek przed naszymi wrogami i przed ręką wszystkich, którzy nas nienawidzą; wyrwani z ręki wrogów bez strachu służyć Mu będziemy przez wszystkie dni nasze, w świętości i sprawiedliwości przed Nim (Łk 1,68-72.74-75).


    Każdego dnia, odmawiając jutrznię, powtarzam słowa Zachariasza. Dziś chcę je odczytać jeszcze raz, jako hymn, który pozwala mi zobaczyć jak wiele Bóg uczynił dla człowieka na przestrzeni dziejów. Zobaczyć to wszystko i zrozumieć cel: abyśmy bez strachu Mu służyli, w świętości i sprawiedliwości...

    Odczytuję pojedyncze wersety jak modlitwę. Bez strachu... W relacji z Bogiem nie ma już miejsca na lęk. W miłości nie ma lęku. Staje się jednym z nas, by usunąć obawy, by być blisko. Patrzy z miłością. 

    Wyrwani z ręki wrogów... Wokół jest wiele problemów, wciąż nierozwiązanych, czasem małych, a czasem wielkich. Wciąż wielu tych, którzy doświadczają wrogości, prześladowań, którzy cierpią, bo wierzą. Być może, jak co roku w Boże Narodzenie, w jakimś kraju znów dojdzie do ataku na kościół. Wyrwani z ręki wrogów... Widzę Boga, który ochrania i daje siłę, by znieść cierpienie. Słucham słów św. Jana Chryzostoma: dopóki jesteśmy owcami, zwyciężamy wilki; ale kiedy stajemy się wilkami, ponosimy klęskę, ponieważ tracimy ochronę Pasterza. Uczyć się rezygnowania z odpłaty, zła, mimo złych doświadczeń.

    Służyć Mu w świętości i sprawiedliwości... Świętość i sprawiedliwość. Zużyte słowa. Wielu już uważa, że świętość nie dla nich. Niektórzy starają się żyć sprawiedliwie. Być sprawiedliwym, bo to pomaga zachować pokój serca. W świętości, szczęśliwie, z błogosławieństwem. Cieszyć się sobą i innymi. 

    Przez wszystkie dni... przed Nim. Życie może być trudne, nawet przerażające. Kiedy coraz więcej rozumiemy z otaczającego świata, coraz więcej gromadzimy negatywnych doświadczeń i zawodów, życie może się zdawać nie do uniesienia. Ale z Nim mogę stawić życiu czoła. On jest Bogiem rzeczy po ludzku niemożliwych. On jest Zbawieniem, Błogosławiony.



1. Czy potrafię zobaczyć działanie Boga w moim życiu?


czwartek, 23 grudnia 2021

Czwartek 4. Tygodnia Adwentu

    Ósmego dnia przyszli obrzezać dziecko i nazywali je imieniem jego ojca Zachariasza. Na to jego matka powiedziała: "Nie! Ono otrzyma imię Jan". Odpowiedzieli jej: w twojej rodzinie nikt nie nosi takiego imienia". Gestami zapytali jego ojca, jakie imię ma ono według niego nosić. On poprosił o tabliczkę i napisał na niej: "Jego imieniem jest Jan" (Łk 1,59-63). 


    Biologicznie jest dzieckiem Elżbiety i Zachariasza, to jednak duchowo jest dzieckiem Boga, dla którego żadna rzecz nie jest niemożliwa. To dziecko jest cudem.

    Jego rodzice dobrze to rozumieją, dlatego kiedy krewni, przyjaciele i znajomi chcieli narzucić imię dla dziecka i nazywali je imieniem ojca Zachariasza, Elżbieta interweniuje: Nie! Ono otrzyma imię Jan. To imię potwierdzi sam Zachariasz. 

    Cierpiący z powodu własnego zwątpienia Zachariasz jest przekonany, że to dziecko jest darem od Boga i poniesie wyjątkowe przesłanie skierowane do wszystkich ludzi. Do dziecko wskaże palcem na osobę Jezusa, jako oczekiwanego Mesjasza. Dlatego wszystko jest nowe, nawet imię, którego nikt w rodzinie nie nosi. Jan - cieszący się Bożą łaską

    Ci, którzy doświadczyli cudu związanego z narodzeniem Jana i nadaniem mu imienia, pytali zdumieni: Kimże to dziecko będzie? Rzeczywiście ręka Pana była nad nim... Nie tylko Elżbieta i Zachariasz potrafią zauważyć Boże działanie. Wątpliwości Zachariasza stają się pewnością wiary. To dziecko mówi im, że nadzieja wciąż jest żywa, że oczekiwania nie są daremne, że zbawienie jest bliżej, niż się człowiek spodziewa. Dużo bliżej. 


1. Co mówi mi dzisiaj o bliskości Boga w moim życiu?

środa, 22 grudnia 2021

Środa 4. Tygodnia Adwentu

    O tego chłopca się modliłam, i spełnił Pan prośbę, którą do Niego zanosiłam. Oto ja oddaję go Panu (1 Sm 1,27-28).

    Uwielbia dusza moja Pana. Duch mój weselem się napełnił dzięki Bogu, mojemu Zbawicielowi, że spojrzał na taką małość swojej służebnicy (Łk 1,46-48a).


      Anna jest jedną z kobiet Starego Testamentu, które mogą cieszyć się darem macierzyństwa dzięki szczególnej przychylności Boga. Tam, gdzie kończą się ludzkie możliwości, w naszej bezradności i jałowości, Bóg przychodzi z pomocą, by wskrzesić życie tam, gdzie życia nie ma. 

    Dla Anny było oczywiste, że nawet owoc jej modlitwy - dziecko, o które prosiła, należy do Boga. I Bogu je oddaje. Umieć uznać, że wszystko co nasze, jest Jego darem, owocem miłosierdzia Pana wobec nas, jak głosi Maryja w pieśni uwielbienia.

    Maryja wobec zachwytu i słów Elżbiety potrafi zobaczyć własną małość i wielkość Boga. Całą chwałę, która spływa na nią za sprawą Elżbiety, przypisuje Bogu i pełna radości wyśpiewuje Magnificat. 

    Magnificat, modlitwa uwielbienia, jest eksplozją radości serca, które wie, że jest kochane miłością bezwarunkową, bez żadnej swojej zasługi. Każdego dnia w liturgicznej modlitwie Kościoła wracamy do tej modlitwy, aby nie zapomnieć o tym, jak Bóg na nas patrzy: wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy... wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny... 

    Bóg patrzy z miłością, obdarza darami. Kiedy spotyka się z pokornym i prostym sercem, takim jak serce Maryi, dokonuje wielkich dzieł. 


1. Czy widzę swoje życie jako Boży dar?

wtorek, 21 grudnia 2021

Wtorek 4. Tygodnia Adwentu

    W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy (Łk 1,39).


    Pośpiech przedświąteczny jest nam znany. Czas wydaje się kurczyć, coraz bliżej... Ale jednak czy ten pośpiech, który przeżywamy, którego doświadczamy, jest pośpiechem ku drugiemu człowiekowi, by mu usłużyć?

    Dopiero co przeżyła wyjątkowe doświadczenie, przyjęła Słowo, które w Niej nabierze ludzkich kształtów i wybiera się z pośpiechem w góry. Nawet dzisiaj piesza wędrówka z Nazaretu do Judei wydaje się znaczącym wyzwaniem, a wówczas - bez telefonów, bez wyraźnych drogowskazów i wygodnych dróg... A Ona z pośpiechem ruszyła... Zamiast zajmować się sobą. 

    Trudno nam czasem zainteresować się tym, co dzieje się z sąsiadem mieszkającym obok czy z krewnym, którego dawno nie widzieliśmy. Często jesteśmy zbyt leniwi, by odpowiedzieć na czyjeś wołanie o pomoc na terenie parafii... Nie chcemy się mieszać w cudze sprawy, nawet kiedy to obok naszego domu... A Ona wyruszyła z pośpiechem, aby pomóc Elżbiecie. Wystarczyło jedno zdanie - krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości...

    Jest pełna łaski, a ci, których łaska przepełnia, nie mogą zatrzymać jej dla siebie. To jakiś wewnętrzny przymus serca, by się dzielić, przekazać dalej. 

    Elżbieta jest zadziwiona: a skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Czy jest w nas to zadziwienie, że sam Bóg przychodzi do nas? Nie tylko w Święta Bożego Narodzenia. Przychodzi w swoim Słowie, przychodzi w sakramencie pokuty w znaku przebaczenia, przychodzi jako Chleb Eucharystii. Przychodzi. Gdybyśmy częściej chcieli się zapytać: a skądże mi to? Może łatwiej byłoby nam zanieść Boga innym.


1. Czy towarzyszy mi zadziwienie Bożą obecnością w moim życiu?

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Poniedziałek 4. Tygodnia Adwentu

    Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel (7,14). 

    Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus (Łk 1,30-31).


    Imię w Biblii bardzo często wskazuje na misję, którą Bóg zleca. Izajasz mówi o narodzinach Emmanuela - Boga z nami. Bóg nie jest istotą nieobecną. Chce być obecny z życiu człowieka. W naszych radościach i cierpieniach, w naszej ludzkiej historii. A dzieje się to poprzez tajemnicę wcielenia Bożego Syna.

    Bóg z nami, to wyraźne zaangażowanie Boga w życiu, które jest Jego dziełem. Bóg jest z nami w naszych narodzinach i naszej śmierci. To Bóg, który wciąż przychodzi, stawia nam wyzwania, okrywa nas swoją łaską i sprawia, że potrafimy zmienić nasze zamierzenia, niezależnie od tego, jak wiele mają one wspólnego z naszym osobistym spełnieniem. 

    Maryja ze zdumieniem wsłuchuje się w głos anioła. Zostaje napełniona łaską, ale to pozdrowienie złamie wszystkie Jej osobiste plany na życie. W jaki sposób człowiek, doświadczając własnej małości i kruchości, może przyjąć Bożą historię? Łaski pełna - czy serce ludzkie jest w stanie pomieścić Bożą pełnię?

    Jej misja - nadać imię Życiu, które w Niej się narodzi: nadasz imię Jezus. Dać Mu życie, wychować Go, towarzyszyć Mu, kochać Go. Maryja nie uniknie bólu związanego z misją i odda swoje życie Bogu. 

    Nie wszystko skupia się jednak na Maryi. Centrum stanowi Chrystus. Matka koncentruje się na życiu swojego dziecka. Maryja skupia się na życiu Chrystusa. 


1. Jak odczytuję swoją misję, którą Bóg objawia w swoich planach?

niedziela, 19 grudnia 2021

IV Niedziela Adwentu

    Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, podskoczyło dzieciątko w jej łonie, a Elżbieta napełniona została Duchem Świętym. Wtedy głośno zawołała: Ty wśród kobiet błogosławiona! Błogosławiony owoc twojego łona! A skądże mi to, że matka mojego Pana przyszła do mnie!? Bo właśnie gdy tylko zabrzmiał głos twojego pozdrowienia w moich uszach, dziecko podskoczyło z radości w moim łonie (Łk 1,41-44).


    Bohaterką tej ostatniej niedzieli Adwentu jest Maryja. Tym, co zwróciło moją uwagę w dzisiejszym słowie, jest doświadczenie błogosławieństwa. Boże błogosławieństwo nie czeka na wyznanie wiary, nie jest nagrodą. Bóg udziela swojego błogosławieństwa, bo mnie kocha. I udziela tego błogosławieństwa od pierwszej chwili mojego istnienia.

    To błogosławieństwo napełnia radością. Dwukrotnie św. Łukasz podkreśla w swojej Ewangelii, że podskoczyło dzieciątko z radości. Skacze się z radości, bo posiada się Boże dary. To jest radość z rozpoznania Zbawiciela, tak jak później będą się cieszyć pasterze i królowie. To jest radość każdego człowieka, który w swoim życiu rozpoznaje błogosławiącą rękę Boga i przeżywa głęboką wdzięczność za otrzymane dobro. 

    Jestem odbiorcą Bożego błogosławieństwa, od pierwszych chwil mojego życia. Otrzymałem i otrzymuję tak wiele rozmaitych darów. To jest powód do świętowania z radością. Dlatego Boże Narodzenie jest czasem radości. I nie wolno nam rezygnować z tej radości, chociaż wielu chce ją nam zabrać. 

    Bóg często zaskakuje nas swoimi darami. Jeżeli spojrzymy wstecz na nasze życie, zauważymy, że doświadczaliśmy wydarzeń, które były dla nas darem. Bóg zaskakuje nas przez intuicje, ludzi, doświadczenia. Tak zaskoczył Elżbietę wizytą Maryi. Dlatego woła: A skądże mi to, że matka mojego Pana przyszła do mnie!? Elżbieta wyraża radość z otrzymanego daru, podkreśla to, czym Bóg ją obdarował: podskoczyło dzieciątko z radości w moim łonie! 

    Maryja jest szczęśliwa, ponieważ uwierzyła. Wiara nie jest doświadczeniem, które nas obciąża lub przytłacza. Nie jest też ideologią, która próbuje ukryć nasze frustracje. Nie powoduje, że nie dostrzegamy już ludzkich dramatów i niesprawiedliwości. Maryja jest szczęśliwa, ponieważ ufa, że spełni się to, co przekazał Jej anioł. 

    W każdym spotkaniu ukryty jest nieoczekiwany dar. Pierwszą konsekwencją wcielenia Syna Bożego jest spotkanie i głęboka radość. Mieć Boga przy sobie, to znaczy wychodzić ku innym.

    Samo spotkanie jest darem. Jeśli idziesz niechętnie na jakieś spotkanie, z przymusu, kiedy myślisz, że tak naprawdę to nie masz ochoty się spotykać, spotkanie nie może skończyć się radością. Nasze codzienne spotkania przypominają raczej krótkie zderzenia. Zbytni pośpiech sprawia, że nie wymieniamy się niczym, nie zostawiamy innym nic z siebie. Krzyżują się nasze drogi, ale nie ma spotkania. 

    Przyjście Jezusa jest zaproszeniem do spotkania z drugim człowiekiem. Ten sam Pan, który ukaże się nam w chwalebnym dniu, teraz wychodzi nam na spotkanie w każdej osobie i w każdym wydarzeniu, abyśmy Go przyjęli. 

    Inną ważną rzeczą jest przyjrzenie się temu, co nosimy w swoim sercu, w sobie. Ponieważ to właśnie będziemy przekazywali innym, nawet jeśli nie otworzymy ust. 


1. Czy moje spotkania z najbliższymi i przyjaciółmi w tym czasie adwentu niosą w sobie głębię daru?

sobota, 18 grudnia 2021

Sobota 3. Tygodnia Adwentu

    Za jego dni Juda dostąpi zbawienia, a Izrael będzie mieszkał bezpiecznie. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: "Pan naszą sprawiedliwością" (Jr 23,6).

    Józef, jej mąż, ponieważ był sprawiedliwy i chciał jej oszczędzić niesławy, postanowił skrycie ją oddalić. Gdy już to obmyślił, anioł Pana ukazał mu się we śnie i powiedział: "Józefie, synu Dawida, nie bój się przyjąć Maryi (Mt 1,19-20).


    Bóg, który jest Sprawiedliwy wybiera Józefa sprawiedliwego, aby pod jego opieką wzrastał Ten, który nosi imię: "Pan naszą sprawiedliwością".

    Chociaż święty Mateusz podkreśla tę jedną cechę Józefa i w ten sposób definiuje go na zawsze jako osobę, to widać w tych niewielu słowach coś jeszcze - Józef jest zakochany miłością czystą, która zawsze szuka dobra osoby, którą się kocha. Wobec rzeczywistości, której nie rozumie, która stawiała go w uprzywilejowanej sytuacji i pozwalała oskarżyć Maryję. A on, chociaż z pewnością cierpi, myśli o tym, co zrobić, by oszczędzić Jej niesławy. To potrafi tylko miłość. 

    Miłość pozwala mu również pokonać własne rozczarowanie, może utratę męskiej dumy i przyjąć Maryję, objąć opieką Ją i Tego, który się narodzi. 


1. Czy staram się szukać zawsze dobra drugiej osoby?

piątek, 17 grudnia 2021

Piątek 3. Tygodnia Adwentu

    Zbierzcie się i słuchajcie, synowie Jakuba, słuchajcie Izraela, ojca waszego! (Rdz 49,2).

        Rodowód  Jezusa  Chrystusa,  syna  Dawida, syna  Abrahama.
Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń (Mt 1,1.17). 


    Patriarcha Jakub zbiera swoje dzieci i mówi do nich: synowie Jakuba, słuchajcie ojca waszego Izraela...". Są synami Jakuba i niosą na plecach całą historię swojego rodu, nie zawsze jasną i piękną. Ale są również, dzięki Bożemu działaniu i powołaniu synami Izraela - błogosławionymi dziećmi obietnicy, którą Bóg im złożył.

    Kiedy przychodzimy na świat, każdy z nas jest w pewien sposób obarczony, naznaczony, historią własnej rodziny, narodu. I nie zawsze ta historia musi być powodem chluby. Są w niej karty piękne, ale są i takie, których czasem przychodzi się nam wstydzić. Ale kiedy w sakramencie chrztu otrzymujemy tytuł dzieci Bożych, dzieci w Jednorodzonym Synu Jezusie Chrystusie, stajemy się również dziećmi obietnicy, które Bóg zaprasza, by niosły, by rozszerzały błogosławieństwo i ogłaszały, że tylko Bóg swoją miłością potrafi wyzwolić człowieka. 

    Święty Mateusz zaczyna swoją Ewangelię od ukazania genealogii  Jezusa. Przodkowie Jezusa ukazują nam coś niezwykłego: są to mężczyźni i kobiety (tylko cztery), których historia życia jest bardzo różna - zawiera momenty chwalebne, ale również i haniebne, życie piękne i splamione. Ale są to mężczyźni i kobiety, którzy kochani, prowadzeni opatrznościową ręką samego Boga. Na swojej drodze życia, na której światło często zagłuszane było ciemnością grzechu, oni właśnie podtrzymywali pochodnię wiary narodu wybranego z pokolenia na pokolenie. 

    W tym katalogu imion z Jezusowego rodowodu warto zobaczyć trzy podkreślenia św. Mateusza:

* Jezus Chrystus, Syn Dawida;
* Józef, mąż Maryi;
* Maryja, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

    Te trzy podkreślenia ukazują opatrznościowy plan Boga wobec nas. Gdyby nie było tej opatrznościowej ręki Boga, historia zbawienia zostałaby przerwana już na samym początku. Ale Bóg jest wierny swojej miłości i Mateusz ukazuje poprzez tę wielość osób historię miłości Boga do człowieka.

    Spojrzenie na ten tekst św. Mateusza oczami wiary i miłości, pomaga i nam przyjąć własną historię, dziedzictwo naszej rodziny, naszego narodu, w której również pośród blasków i cieni widać opatrznościowe działanie Boga, który poprzez swoje Słowo,  uzdrawia, umacnia, daje pokój, obdarza nadzieją. Prośmy o ten dar, byśmy umieli tak patrzeć na własną historię i ją przyjąć jako historię zbawczego działania samego Boga. 


1. Co jest największym problemem dla mnie w zaakceptowaniu historii mojej rodziny i mojej osobistej historii?

czwartek, 16 grudnia 2021

Czwartek 3. Tygodnia Adwentu

    Gdy posłańcy Jana odeszli, zaczął mówić o Janie do rzesz: "Co wyszliście oglądać na pustkowiu? - Trzcinę przez wiatr kołysaną? No, co wyszliście zobaczyć? Człowieka odzianego w miękkie szaty? Przecież ci, co są w odzieniu wspaniałym i w przepychu, w domach królewskich przebywają. No więc, co wyszliście zobaczyć?" (Łk 7,24-26).


    W ostatnim dniu pierwszej części Adwentu słyszymy pytania, które stawia nam Jezus. Pytania w charakterystycznym dla Niego stylu, które przede wszystkim stanowią wyzwanie, są prowokacją. To pytanie, które zmuszają do zastanowienia. Dlaczego coś robisz lub czegoś starasz się unikać? To są pytania o naszą autentyczność. 

    Co wyszliście zobaczyć? Na pustynię idzie się po to, aby spotkać siebie i Boga. Gdyby Jan był zwykłym człowiekiem, który swoje szczęście utożsamia z przyjemnością, nie poszedłby na pustynię. Mówiłby gładkie słowa i nikomu się nie naraził. Ale Jan na pustkowiu znalazł Boga i innym na Niego wskazywał. Spotkał się z niezrozumieniem ze strony elit i odrzuceniem, a wreszcie prywatnym odwetem za głoszone upomnienie. Tak człowiek potrafi udaremnić zamiar Boży względem siebie...

    Dziś oczekuje się od Kościoła, by dostosował się do świata, zmienił swoje nauczanie w zakresie moralności, małżeństwa, aborcji, eutanazji, ukazując niektóre ludzkie rozwiązania jako niezwykłe osiągnięcie cywilizacji. A kiedy papież, traktowany przez wielu, powtarza jednak wciąż to samo nauczanie Kościoła, pojawia się krytyka, oskarżenia, oburzenie. I można zapytać tych wszystkich oburzonych: Co wyszliście usłyszeć i zobaczyć? Nie dziwcie się swojemu oburzeniu, jeżeli wyszliście spotkać coś innego niż Ewangelię, Boga i prawdę o sobie. Na pustynię wychodzi się w poszukiwaniu Boga i siebie, prawdy o sobie. 

        Jezus chwali Jana za jego umiłowanie prawdy i autentyczność. Może dla wielu wydawał się dziwaczny - poprzez styl życia, sposób przekazu, szorstkość. Ale był autentyczny i nie dbał o to, by zadowolić tych, którzy go słuchali. Nie wskazywał na siebie, ale na Mesjasza, którego przyszedł głosić, dlatego nie zależało mu na tym, jak sam jest odbierany. I ta autentyczność i uczciwość Jana przyciągała na pustkowie tłumy. 

    Cały lud, gdy to usłyszał, a nawet poborcy opłat, uznawali sprawiedliwość Boga. Prości ludzie zazwyczaj nie mylą się w swoich ocenach. Dlatego potrafili zaufać Janowi, bo wyszli na pustynię, szukać Boga i prawdy. 

    Bóg, który w ten adwentowy czas wyprowadza nas na pustynię, pragnie przemawiać do naszego serca i pozwolić nam poznać Jego oblicze. Trzeba mieć nadzieję, że nasze adwentowe postanowienia, udział w roratach i sakramentach, jest rzeczywiście podyktowany pragnieniem spotkania Go na pustkowiu i poznawania prawdy o sobie. Bo tak łatwo można się rozminąć pomiędzy ludzkimi oczekiwaniami, a Bożym pragnieniem. 


1. Czego oczekuję od adwentowego czasu? 

środa, 15 grudnia 2021

Środa 3. Tygodnia Adwentu

    Ja jestem Pan, i nie ma innego. Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko (Iz 45,6b-7).

    Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Pana z zapytaniem: «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?» (Łk 7,18b-19).


    Może zastanawiać, dlaczego w tak krótkim fragmencie z proroka Izajasza słyszymy tyle razy: Ja jestem Pan, i nikt poza Mną... Ja, Pan, jestem Stwórcą... Ja jestem Pan i nie ma innego... czyż nie Ja jestem Panem?... jedynie u Pana jest sprawiedliwość i moc... 

    Nasza niezdolność do rozpoznania Pana i nasza łatwość ulegania innym bożkom i idolom jest powodem tego uporu Boga w przypominaniu nam podstawowej prawdy: Ja jestem Pan i nikt poza Mną...

    Tę samą niezdolność widzimy u Jana Chrzciciela, który przeżywa chwilę zwątpienia, chociaż wcześniej sam wskazywał na Jezusa jako obiecanego Mesjasza. 

    Jezus na tę niemożność, niezdolność Jana odpowiada nie słowami, ale czynami: wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i uwolnił od złych duchów; także wielu niewidomych obdarzył wzrokiem... I odsyła uczniów Jana z poleceniem, by przekazali wszystko, co widzieli i słyszeli. 

    Całość kończy się błogosławieństwem: błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie. Błogosławiony, kto potrafi zobaczyć pełną rzeczywistość Jezusa, kto jest otwarty na poznawanie Go, na Jego ciągłą nowość, kto nie próbuje zamykać Boga w w swoich wyobrażeniach, utartych schematach i oczekiwaniach. 


1. Czy staram się każdego dnia na nowo odkrywać nowość Jezusa?

wtorek, 14 grudnia 2021

Wtorek 3. Tygodnia Adwentu - wsp. św. Jana od Krzyża

    Poborcy i ladacznice  prędzej niż wy wchodzą do królestwa Bożego. Bo szedł u was Jan drogą sprawiedliwości, a nie uwierzyliście mu, poborcy natomiast i ladacznice uwierzyli mu. Wy nawet potem, gdy to zobaczyliście, nie zmieniliście zdania, by mu uwierzyć (Mt 21,31-32). 


    Jezus wypowiada te słowa w świątyni. Jest to wyraźne odniesienie do odrzucenia ze strony przywódców Izraela, którego doświadcza. Ale mówi te słowa również do nas.

    Z niestrudzoną cierpliwością wzywa do nawrócenia. Opowiadanie o ojcu i dwóch synach jest zasygnalizowaniem dwóch postaw. Jezus ukazuje ojca, który z delikatnością prosi swoich synów o podjęcie działania. I ta propozycja spotyka się z odmową ze strony jednego: Nie chcę, po którym następuje jednak refleksja i podjęcie pracy. Drugi syn uprzejmie odpowiada: już idę, Panie, ale nie ma zamiaru spełnić prośby ojca, zapomina o tym, co obiecał. Na pytanie podsumowujące odpowiedź wydaje się oczywista - nie liczy się to, co dzieci mówią, ale to, co robią.

    I wydaje się to proste, ale Jezus dokonuje swoistej interpretacji tej przypowieści w kontekście doświadczenia wrogości, do której przyczyniły się religijne autorytety. Używa języka, który wydaje się przesadny i prowokacyjny. Poborcy i ladacznice... wyprzedzają was. On chce, aby oni uznali swój opór przez Bogiem. Ci, którzy są strażnikami i specjalistami od świątyni, kultu i prawa. Ci, którzy uważają się za sprawiedliwych. To oni odrzucają zarówno nauki Jana, jak i przesłanie Jezusa. 

    Poborcy (celnicy) i ladacznice, którzy powiedzieli wielkie nie religii, a życiem postawili się poza kultem i prawem żydowskim, byli zdolni przyjąć nauczanie Jana i pospieszyli za Jezusem.

    Dobrze jest pamiętać te słowa Jezusa, bo one chronią nas wszystkich, tak często pojawiających się w świątyni, byśmy nie stali się religijnymi zawodowcami, których usta wypowiadają często imię Boga, ale są nieczuli na Boże słowo i wezwanie do życia tym, czego słuchają i co głoszą.


1.  O kim myślę, słysząc adwentowe wezwanie do nawrócenia i prostowania dróg dla Pana - o sobie czy o innych?

    

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Poniedziałek 3. Tygodnia Adwentu - wsp. św. Łucji

    Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło. Ono to zmiażdży skronie Moabu, a także czaszki wszystkich synów Seta (Lb 24,17).


    Lud Izraela, po wejściu do Ziemi Obiecanej, dociera do granic Moabu. Balak, król Moabu, wzywa swojego wróżbitę Balaama, aby ten przeklął Izraela, życzył mu nieszczęścia i w ten sposób zmusił Izraelitów do odwrotu.

    Balaam, pod natchnieniem Boga, zaczyna jednak wyśpiewywać pochwałę Izraela, co więcej, zapowiada narodziny niezwykłego króla, w pierwszym rzędzie prawdopodobnie Dawida, który pokona lud Moabu.

    Ta historia może nam pokazać, że często złe pragnienia, które kierujemy ku innym ludziom, obracają przeciwko nam samym. Nasze ludzkie pragnienia często nie pokrywają się z pragnieniami Boga. 

    Kierując się egoizmem lub obawami, próbujemy osiągnąć rzeczy, które są dają nam złudne poczucie szczęścia czy bezpieczeństwa, ale w swojej istocie są niezgodne z tym, czego Bóg dla nas pragnie. 

    Ta historia powinna nas nauczyć zaufania wobec Boga, który poprowadzi nas drogą, która jest dla nas najlepsza. Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami - śpiewaliśmy w psalmie. 

    Spotkanie Jezusa z przedstawicielami świątyni wskazuje na to, co jest fundamentem każdego dialogu. Dialog jest możliwy i autentyczny tylko wtedy, gdy po obu stronach istnieje jasna intencja i szczere poszukiwanie prawdy. Jezus stanął wobec tych, którym na prawdzie nie zależało i których celem było osłabienie nauczania Jezusa, którego uznawał lud. Jezus nie odpowiada na zadane pytanie, ale sam zadaje pytanie, które odsłania te złe intencje i zamiary, które pokazuje, że z tymi ludźmi dialog nie jest możliwy.


1. Czy moje pragnienia są Bożymi pragnieniami?

niedziela, 12 grudnia 2021

III Niedziela Adwentu

Raduj się rozgłośnie, córo Syjonu! Wołaj z weselem, córo, Jeruzalem! Ciesz się i rozpromień szczęściem z głębi swego serca, córo Jeruzalem! Pan, Król Izraela, jest pośrodku ciebie. Już zła więcej nie doznasz (So 3,14.15b).


Od kilku tygodni słyszymy o przygotowaniu się do świąt Bożego Narodzenia. I wydaje się, że wszędzie jesteśmy zapraszani i niemal zmuszani do radości: kolorowe światełka, papier do pakowania, reklamy z pomysłem na tysiąc prezentów dla niej i dla niego, a także śmieszne stroje, firmowe kolacje, choć czasem bez wyraźnego odniesienia do Bożego Narodzenia, bo dziś już nie wypada, sztuczne uśmiechy, kolędy i pastorałki (coraz częściej po angielsku)…

Jedna ze znanych dziennikarek napisała jednak w ostatnim czasie: Jakoś nie mogę się cieszyć z tego świątecznego galimatiasu. Piosenek, światełek, zabawek, choinek, prezentów, kolorów, śledzików. Ta scenografia świąteczna wpędza mnie w poczucie, że im kolorowej tym smutniej. I takich głosów można usłyszeć bardzo wiele. Są tacy, którzy podkreślają, że w święta samotność jest bardziej odczuwalna, brakuje bliskich, których już z nami nie ma, napięcia rodzinne potrafią wypłynąć przy wigilijnym stole i zatruć wszystko, a okoliczności zewnętrzne naszego świata nie sprzyjają radości… Tak, jeśli sprowadzić święta do ozdób i świecidełek, musi być smutno, bo za nimi jest tylko pustka...

     Kościół w tę trzecią niedzielę Adwentu zaprasza nas do radości. Ale jest to radość inna, nie oparta na tym co zewnętrze  i sztuczne. Jesteśmy zaproszeni do głębokiej radości, która może być cicha, bez fajerwerków i kolorowych błyskotek. 

     Prorok Sofoniasz, mało znany, w końcu jego księga to tylko trzy rozdziały, podaje nam kilka powodów do radości.

Po pierwsze ta radość opiera się na tym, że usunął Pan twoje nieprawości. Bóg definitywnie przebaczył ci twoje winy.

Po drugie, Bóg usunął twego nieprzyjaciela! Tyle razy zostałeś zraniony, tyle razy doznałeś bólu, musiałeś chylić głowę przed innymi, którzy byli silniejsi, narzucali swoje zdanie, pomysły, zwyczaje, rozwiązania. 

    I słyszysz słowa: Bóg usunął twoich nieprzyjaciół. Możesz poczuć się wyzwolonym. Musisz wykonać swoją pracę, ale jesteś wyzwolony.

Po trzecie: Pan, Król Izraela, jest pośród ciebie. Nie będzie już ciemnych miejsc w twoim życiu, w twoim sercu, w twojej historii, kiedy zaprosisz Go do swojego życia. Tam, gdzie Go zaprosisz i pozwolisz Mu wejść, wejdzie z całą mocą, aby cię uratować. 

     I wreszcie to, co najbardziej zaskakujące: przywiedzie do ciebie radość, odnowi cię swoją miłością. Rozweseli się przy tobie szczęściem jak w dniu świątecznym. To jest główny powód radości. Bóg jest zakochany w Tobie. 

    On naprawdę troszczy się o nas, tak bardzo, że jest w stanie pokonać samą śmierć, aby być z nami. A kiedy wiesz, że ktoś kocha cię taką miłością, to nie można się nie cieszyć. 


1. Gdzie szukam źródeł mojej radości? 

sobota, 11 grudnia 2021

Sobota 2. Tygodnia Adwentu

Ty jesteś wyznaczony na odpowiednią chwilę w porze karania, by ukoić gniew, nim wybuchnie, by serce ojca skierować do syna i umocnić pokolenia Jakuba (Syr 48,10).

Uczniowie zapytali Go: "Dlaczego uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? (Mt 17,10).


    Postać Eliasza jest wielka i niezwykła, porównywalna z postacią Mojżesza. Przy obu tych wielkich bohaterach Starego Testamentu słyszymy o Bożym ogniu, górze Horeb, o dziwnym zniknięciu, przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości w osobach uczniów. Wielki prorok. 

    Prorocy są podziwiani i chwaleni, ale całe ich życie naznaczone jest niezrozumieniem przez współczesnych im ludzi. Nie jest bowiem łatwo patrzeć na światło i nie czuć się nieswojo. Światło nas oślepia i odsłania tak wiele rzeczy i spraw, które chcielibyśmy ukryć w cieniu. 

    Żydzi oczekiwali pojawienia się Eliasza jako znaku, że dzień Pański jest już blisko. Misją proroka jest kojenie gniewu Bożego, pojednanie ojców i synów, umocnienie dla ludu

    Zbyt często czekamy na jakiś szczególny znak, który spowoduje, że zdecydujemy się na nawrócenie, pełne zaufanie Bogu. I w tym czekaniu życie może przeciekać przez palce, bo nie potrafimy rozpoznać znaków w codzienności. 

    W każdym nowym dniu, który wschodzi, w każdym spotkaniu, w każdym geście miłości i daru z siebie. Bóg już teraz daje nam to, czego potrzebujemy w każdej chwili, byśmy mogli czynić ten świat lepszym i wartościowym. 

    NOWE już się zaczęło, Eliasz już przyszedł i nie został rozpoznany. Ileż dobrych i wielkich planów pozostanie na papierze, bo wciąż czekamy na coś niezwykłego?

    Uważamy się za ludzi dobrych i nimi jesteśmy. Ale problem polega na tym, że nie chcemy dobra praktykować, ponieważ ono wymaga zaangażowania i często komplikuje nasz poukładany świat. 

    Pustka i niezadowolenie z życia, które jest pełne obaw lub wygód i zabezpieczeń, nigdy nie przestaje w nas rozbrzmiewać wołaniem proroków, którzy domagają się zaangażowania. 

    Nie wystarczy być lekarzem, ale trzeba leczyć. Nie wystarczy być nauczycielem, trzeba uczyć. Nie wystarczy być dobrym, wierzącym, ale trzeba czynić dobro, praktykować wiarę. 

    Prawdziwe szczęście nie jest tym ciepłym schronieniem dobrego samopoczucia i spokoju. Prawdziwe życie przychodzi wraz z bezwarunkowością miłości, bezgranicznym przebaczeniem, hojnością w dawaniu siebie, szczerością bez pęknięć, troską o dobro, zaangażowaniem na rzecz innych. 


1. Na ile staram się praktykować to, co wyznaję?

piątek, 10 grudnia 2021

Piątek 2. Tygodnia Adwentu

    Gdybyś był posłuszny moim przykazaniom, twój pokój rozlewałby się szeroko jak rzeka, a twoja sprawiedliwość biegłaby jak morska fala (Iz 48,18).

    Z kim mógłbym porównać to pokolenie? Podobne jest do dzieci, które przebywają na placach. Przygadują one kolegom, mówiąc: Zaczęliśmy wam przygrywać, a nie zatańczyliście; zaczęliśmy lamentować, a nie biadaliście (Mt 11,16-17).


    Słowo zaprasza nas do słuchania. Najbardziej głuchym człowiekiem jest ten, kto nie chce słuchać. Słuchać to przede wszystkim zwracać uwagę na to, co się słyszy. Słuchać, to nie tylko odbierać dźwięki za pomocą ucha. Słuchać oznacza znacznie więcej niż słyszeć. 

    Adwent zaprasza nas, byśmy na nowo uczyli się słuchania. Wsłuchiwać się w dźwięki natury, w siebie, w to co mówią i przekazują poza słowami inni. 

    Często zwalniamy się z uwagi i słuchania, wskazując na brak czasu, nieustanny pośpiech. W życiu wypełnionym pospiechem, w życiu pełnym napięcia i stresu, słuchanie staje się bardzo trudne. Ale gdzie nie ma słuchania, nie ma komunikacji, a wówczas rodzą się konflikty, nieporozumienia, rodzą się podejrzenia i podejrzliwość. 

    Jeżeli nie mamy czasu na słuchanie siebie wzajemnie, to jak znaleźć czas na słuchanie Boga... Może tu ukryty jest problem tak wielu ludzi, którzy nie mogą spotkać i doświadczyć Boga, ponieważ brakuje im czasu na słuchanie Go w sobie, w innych, w stworzonym świecie. Bez słuchania nie może być mowy o przyjęciu przesłania, a wtedy nie może być mowy o wierze. Wiara rodzi się ze słuchania

    Słuchanie jest postawą, która jest nam potrzebna i uzdrawiająca, rodzi pokój i zaufanie. Izajasz lamentuje: gdybyś był posłuszny... Jezus też wyraża ubolewanie nad pokoleniem, które nie chciało słuchać ani Jana Chrzciciela, ani nie chce słuchać Jego. 

    Shema Israel - שמע ישראל - słuchaj! Bóg mówi do nas nieustannie. Przemawia do nas przez codzienne wydarzenia i te niezwykłe. Przemawia w sercu, poprzez myśli i uczucia. Przemawia codziennie w swoim słowie. Otwórz uszy! Bądź uważny. Nie prześpij adwentu. 


1. Na ile uważny jestem na to, co mówią inni?

czwartek, 9 grudnia 2021

Czwartek 2. Tygodnia Adwentu

    Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam - wyrocznia Pana - odkupicielem twoim - Święty Izraela (Iz 41,14).


    Nie dziwi, że Pan, Twój Bóg, który jest Miłością i wie, jak kochać - czule odnosi się do swojego ludu: nie bój się robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! To jest czas, kiedy Izrael doświadcza ciężkich chwil wygnania w obcej ziemi. 

    Bóg w trudnościach przypomina, jak bardzo kocha, nigdy nie przestał kochać i zawsze będzie kochał. Ująłem twą prawicę, ja cię wspomagam

    Bóg nie poprzestaje na pięknych słowach. Jest Odkupicielem swojego ludu. Potrafi pustynię przemienić w bujny ogród. 

    Pustynia. Symbol jałowości naszego życia. Wtedy wszystko staje się trudniejsze, wymaga większego wysiłku, doświadczamy ciągle jakiegoś wewnętrznego pragnienia - pragnienia Boga. Skazaliśmy Boga na wygnanie, umieściliśmy Go na marginesie naszego życia, zamieniając własne życie w pustynię bez życia. 

    I tylko Bóg potrafi to przemienić. Życie może narodzić się na nowo na pustkowiu naszej egzystencji, zmęczonej drobiazgami, zmęczonej autodestrukcją, egoizmem i niesprawiedliwością. 

    Śpiewaliśmy przed Ewangelią: Niebiosa, spuście Sprawiedliwego jak rosę, niech jak deszcz spłynie z obłoków, niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela. Niech się otworzą nasze serca, by Bóg napełnił je życiem i przemienił naszą pustynię w ogród pełen kwiatów i owoców. 


Jak reaguję na Boże zapewnienia o Jego miłości wobec człowieka, wobec mnie?