zachód słońca

zachód słońca

piątek, 25 grudnia 2015

Uroczystość Bożego Narodzenia

     Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła (J 1,1-5). 

    Tam, gdzie pojawia się światło, ciemność musi zniknąć. 

W rzeczywistości wiary jest jednak inaczej. Istnieje moc ciemności, która przeciwstawia się temu światłu, z powodzeniem potrafi oprzeć się światłości. To światło betlejemskiej nocy spotyka się ze sprzeciwem. Aby je przyjąć, trzeba odrzucić ciemności. 

   W człowieku musi przeważyć potrzeba, pragnienie światłości. Gdyby to było tylko światło dekoracyjne, wszyscy by je przyjęli bez oporów. Nawet je przyjmują, sprowadzając Boże Narodzenie do pustej kolorowej dekoracji, za którą jest wielka pustka. 

    Światło, które rozbłysło nad Betlejem, jest niepokojące, niewygodne, chce dotrzeć do wszystkich kątów naszego domu, chce rozświetlić wszystkie zakamarki naszego serca. Bóg zstępuje i pragnie światłości. Chce pokazać nam, ludziom, co przystoi człowiekowi, a co nie jest godne człowieka. 

My jednak upodobaliśmy sobie w szarościach, półmrokach. Delikatne światło ozdób daje nam poczucie bezpieczeństwa, ale zarazem nie oświetla brudu, który jest w nas. Wolimy światło, które niezbyt nam przeszkadza. 

    Boże Narodzenie dla bardzo wielu chrześcijan jest świętem zamykanych z uporem drzwi. Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli. 

   Jezus, przychodząc na ziemię, przyjmuje postać prostego człowieka. Nie wyłamuje drzwi. Oczekuje, wraz z Matką i Józefem. Miłość nie może bowiem wiązać się z przymusem. Miłość musi się zgodzić na ryzyko odrzucenia.

1. Czym są dla mnie święta Bożego Narodzenia?
2. Czy nie sprowadzam Bożego Narodzenia do zewnętrznych obrzędów?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza