zachód słońca

zachód słońca

piątek, 4 grudnia 2015

Piątek I Tygodnia Adwentu

    Gdy Jezus przychodził, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? (Mt 9,27-28).

     Dzisiejsza Ewangelia zwróciła moją uwagę na głośne wołanie skierowane ku Bogu. Dwaj niewidomi głośno wołają - ewangelista zdaje się być bardzo ostrożny w słowach. Oni krzyczą za Jezusem. Krzyczą tak samo, jak krzyczał Bartymeusz pod Jerychem, jak krzyczała Kananejka, domagając się pomocy. I Jezus pozwala się im wykrzyczeć. Jakby ich nie słyszał - idzie do domu. 

     Tak często zachowujemy się bardzo formalnie wobec Boga. Niemal jak wobec kogoś, kto spotykając nas na ulicy, pyta: Co słychać? A wszystko w porządku, dobrze jest... A serce krzyczy, że to nie prawda. Ale wobec Pana Boga nie wypada.  

     Jezus godzi się na nasz krzyk. Pozwala nam wykrzyczeć nasz ból. Dopiero potem pyta, czego tak naprawdę od Niego oczekujemy. Pyta, czy wierzymy, że On może zrealizować nasze oczekiwania. Ale najpierw chce, byśmy przyznali się do naszego bólu, abyśmy nasz ból wykrzyczeli. 

     Niewidomi wykrzyczeli swój żal, że nie mogą zobaczyć. Uwierzyli, że On może przywrócić im wzrok. I zobaczyli - pierwszym obliczem, jakie zobaczyli, było oblicze Jezusa. Dotąd tylko o Nim słyszeli, teraz mogli Go zobaczyć...

    Bóg pozwala wykrzyczeć człowiekowi swój ból, żal, złość, gniew. To człowiek często tłumi w sobie krzyk, który rozdziera jego serce, bo przed Bogiem nie wypada... Formalizm może również przeszkadzać na drodze do Boga.

1. Czy potrafię mówić z Bogiem o swoim bólu, złości, gniewie?
2. Czy potrafię okazać wobec Boga swój ból?
3. Czy wierzę, że On może mnie uzdrowić?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza