Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana (Rz 14,7-8).
Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18,21).
W całej Ewangelii, a szczególnie w dzisiejszym fragmencie, Jezus zaprasza nas, a nawet nakazuje nam – przebaczać.
Mędrzec z pierwszego czytania nie akcentuje jednak słowa: przebacz, chociaż właśnie przebaczenia dotyczy jego nauczanie. Podkreśla słowo: pamiętaj!
Lekarstwem na urazę nie jest zatem w pierwszej kolejności heroiczny wysiłek naszej woli, lecz odzyskanie pamięci szerszej niż pamięć doznanej krzywdy - o wierności Boga, wobec której wszelkie inne nierozliczone rachunki stają się mniejsze.
Święty Paweł, pośród podzielonej wspólnoty, przypomina coś prostego, a zarazem rewolucyjnego: Nikt z nas nie żyje dla siebie […] należymy do Pana. Jesteśmy Chrystusowi. Jeśli należę do Chrystusa, nie mogę kierować się pragnieniem odwetu.
Pytanie Piotra zmierza do postawienia granicy: Czy aż siedem razy? Jezus radykalnie przełamuje tę logikę i odpowiada historią pełną dysproporcji: dziesięć tysięcy talentów wobec stu denarów; niewyobrażalny majątek wobec wynagrodzenia za kilka miesięcy pracy.
Być może jednak pierwszym krokiem do przebaczenia jest po prostu powrót do pamięci. Przypomnienie sobie, ile razy Bóg okazywał nam cierpliwość; ile razy czekał na nas, kiedy byliśmy zamknięci we własnych rachunkach; ile razy Bóg rozpoczynał ze mną od nowa, gdy ja sam przestawałem już w siebie wierzyć. Ile razy Jego miłosierdzie okazywało się większe niż mój grzech.


