Paweł pisał swój list do Filipian najprawdopodobniej w momencie uwięzienia w Rzymie, kiedy jego los był niepewny. Pomimo trudnego położenia Paweł nie traci radości. Co więcej, jego uwięzienie przyczynia się do rozszerzania Ewangelii. Niektórzy chrześcijanie, widząc jego wytrwałość, nabierają odwagi i zaczynają jeszcze śmielej głosić Chrystusa.
Nie wszyscy jednak, głosząc Ewangelię, kierują się szlachetnymi pobudkami... Wystarczy przeczytać kilka linijek wcześniej: niektórzy - z nieżyczliwości i dla jątrzenia, niektórzy natomiast głoszą Chrystusa z przekonania. Ci - z miłości, bo wiedzą, że znalazłem się tu dla obrony Ewangelii, a tamci mówią o Chrystusie dla podjudzania, z nieczystą myślą, bo sądzą, że doprowadzą do powiększenia udręk w moim uwięzieniu...
Paweł nie oskarża ich o głoszenie fałszywej Ewangelii. Problemem nie jest treść ich nauczania, lecz intencja, z jaką podejmują swoją działalność.
Filozofia rozróżnia to, co słuszne, co obiektywnie powinno się czynić, od tego, co dobre czyli od moralnej wartości czynu. Człowiek staje się moralnie dobry wtedy, gdy czyni to, co powinien, ale kieruje się przy tym właściwą motywacją, a więc działa z czystą intencją.
Paweł jest świadomy tych niewłaściwych intencji ludzi, którzy głoszą Ewangelię. A jego odpowiedź może zaskakiwać. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył. Nie popiera złych motywacji czy egoistycznych ambicji. Możemy jednak podziwiać jego wewnętrzną wolność: nawet wtedy, gdy inni próbują mu zaszkodzić, on potrafi się cieszyć z dobra, które się dokonuje przez głoszenie Ewangelii. Najważniejszy jest dla niego Chrystus, a nie osobista pozycja, sława czy autorytet.

