Ostatnie słowa dzisiejszej Ewangelii ukazują nam cztery wymiary ludzkiego wzrastania. Człowiek dojrzewa naprawdę wtedy, gdy rozwija się harmonijnie: intelektualnie, fizycznie i wewnętrznie, duchowo oraz w relacjach z innymi. Dopiero połączenie tych wymiarów prowadzi do wewnętrznej spójności, którą nazywamy dojrzałością albo pełnią człowieczeństwa.
Św. Łukasz mówi, że Jezus wzrastał najpierw w mądrości. Nie chodzi jedynie o zdobywanie wiedzy. Mądrość w rozumieniu biblijnym oznacza zdolność właściwego odczytywania rzeczywistości, rozpoznawania tego, co naprawdę ważne, oraz porządkowania swojego życia według właściwej hierarchii wartości. Człowiek mądry nie tylko wiele wie, ale potrafi odróżnić to, co istotne, od tego, co drugorzędne. Wie, czemu warto poświęcić swoje życie.
Jezus wzrastał także w latach. To określenie bywa tłumaczone również jako wzrastanie w dojrzałości czy postawie. Obejmuje więc nie tylko naturalny rozwój fizyczny, ale również dojrzewanie całej osoby. Ewangelia przypomina nam w ten sposób, że również Jezus wszedł w zwyczajny rytm ludzkiego życia. Nie ominął czasu dorastania, codzienności, pracy i rodzinnych relacji. Nazaret staje się miejscem ukrytego dojrzewania Syna Bożego.
Jezus wzrastał w łasce u Boga. Jest to wymiar najgłębszy: więź z Ojcem. Już scena odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni pokazuje, że ta relacja zajmuje w Jego życiu miejsce pierwsze: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?. Jezus wraca z Maryją i Józefem do Nazaretu i jest im posłuszny, ale Jego ostatecznym punktem odniesienia pozostaje Ojciec.
Św. Łukasz będzie konsekwentnie rozwijał ten obraz. Józef po opowiadaniach o dzieciństwie pojawi się już tylko w genealogii Jezusa. Maryja powróci jeszcze w czasie Jego publicznej działalności, jednak najważniejszą więzią, która wyznacza drogę Jezusa, będzie więź z Ojcem. Całe Jego życie, nauczanie, modlitwa i wreszcie droga do Jerozolimy będą podporządkowane pełnieniu woli Ojca.
Wreszcie Jezus wzrastał w łasce u ludzi. Człowiek nie dojrzewa w samotności. Potrzebuje relacji, spotkania, przyjaźni, odpowiedzialności za drugiego człowieka. Jezus przez lata żyje pośród mieszkańców Nazaretu, a później spotyka ludzi na drogach Galilei i Judei: uczniów, chorych, grzeszników, ubogich, ludzi poszukujących i tych, którzy będą Mu przeciwni. Jego dojrzałość objawia się również w sposobie, w jaki przyjmuje każdego człowieka.
Mądrość bez relacji z Bogiem może przerodzić się w pychę. Pobożność bez dojrzałości ludzkiej może stać się ucieczką od odpowiedzialności. Relacje z ludźmi bez wewnętrznego uporządkowania mogą być powierzchowne. Ewangelia pokazuje więc obraz człowieka integralnego: zakorzenionego w Bogu, dojrzewającego wewnętrznie i zdolnego do dojrzałych relacji.
W tym świetle możemy spojrzeć również na życie św. Stanisława Kostki. W pewnym momencie jego drogi rodzice, zapewne kierując się troską o przyszłość syna, stanęli jednak na drodze jego rozeznanego powołania. Stanisław musiał dokonać trudnego wyboru. Sprzeciwił się woli rodziny nie z buntu ani z lekceważenia rodziców, lecz dlatego, że odkrył, iż istnieje posłuszeństwo jeszcze głębsze: posłuszeństwo Bogu.
Historia jego życia przypomina nam, że władza rodziców, choć ważna i zakorzeniona w Bożym porządku, nie może przekreślać daru i powołania, które człowiek otrzymuje od Stwórcy. Dojrzałość wiary nie polega więc na bezmyślnym podporządkowaniu się każdej ludzkiej woli, lecz na takim uporządkowaniu relacji, aby Bóg rzeczywiście zajmował pierwsze miejsce.
Jezus jest posłuszny Maryi i Józefowi, wraca z nimi do Nazaretu, żyje w zwyczajnej rodzinie, a jednocześnie wie, że przede wszystkim należy do Ojca. Jedno nie przekreśla drugiego. Przeciwnie: właściwie przeżywana relacja z Bogiem porządkuje wszystkie pozostałe relacje.
A najważniejszym pytaniem pozostaje to, które w pewnym sensie postawił swoim życiem także św. Stanisław Kostka: czy naprawdę chcę być przede wszystkim w tym, co należy do Ojca?


