zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 18 stycznia 2026

II Niedziela Zwykła

To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 49,6).

    Nie chciałeś ofiary krwawej ani pokarmowej,
    lecz ukształtowałeś mi ucho;
    całopaleń i ofiar za grzechy nie żądałeś.
    Wtedy rzekłem: "Oto jestem.

W zwoju księgi napisano o mnie:
Postanowiłem spełnić Twoją, Boże mój, wolę.
Twoje prawo mieszka w moim wnętrzu".
I ogłosiłem sprawiedliwość na wielkim zgromadzeniu;
oto moje wargi, nie będę ich hamował.

                               (Psalm 40 - przekład z Biblii Pierwszego Kościoła, Vocatio) 

Ujrzałem Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest tym, który chrzci Duchem Świętym” (J 1,32b-33).


     Jan chrzcił wodą, symbolem odrodzenia i rytualnej czystości, ale przepaść między człowiekiem a Bogiem wciąż pozostawała wielka, niemożliwa do pokonania przez człowieka.

     Pokuta, skrucha są możliwe i konieczne, są bardzo szlachetne i potrzebne, ale wykorzenienia, usunięcia grzechu, który jest zerwaniem przyjaźni z Bogiem, może dokonać tylko sam Bóg, tylko Jezus Chrystus, dzięki działaniu Ducha Świętego. 

    Jezus chrzci Duchem Świętym, sprawiając, że ta przepaść zostaje zasypana i człowiek może uczestniczyć w życiu Boga, stając się Jego dzieckiem. 

     Jan Chrzciciel uczy nas patrzenia oczami wiary: Ja Go wcześniej nie znałem, ale Ten, który mnie posłał – Ojciec – powiedział do mnie… To Bóg Ojciec daje nam nowe oczy, abyśmy mogli dostrzec w Jezusie Zbawiciela, Bożego Syna, który przychodzi, aby uwolnić mnie od zła, udręki, bólu i grzechu. 

     Musimy zwracać uwagę na Jezusa, który będzie przechodził przez nasze życie ze swoim Słowem. Jeżeli się na to Słowo otworzymy, będziemy mogli powiedzieć za św. Piotrem: Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego! Spróbuj każdego dnia zatrzymać się przy Nim na chwilę, aby odkrywać to, co Słowo rodzi w tobie. Tak czyniła Maryja, tak robili wszyscy prorocy: Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę! Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże”.




sobota, 17 stycznia 2026

Sobota 1. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Antoniego

Panie, król się weseli z Twojej potęgi
i z Twej pomocy tak bardzo się cieszy.
Spełniłeś pragnienie jego serca
i nie odmówiłeś błaganiom warg jego.

    Pomyślne błogosławieństwo wcześniej zesłałeś na niego
    szczerozłotą koronę włożyłeś mu na głowę.
    Prosił Ciebie o życie,
    Ty go obdarzyłeś długimi dniami na wieki i na zawsze.

Wielka jest jego chwała dzięki Twej pomocy,
ozdobiłeś go dostojeństwem i blaskiem.
Gdyż błogosławieństwem uczyniłeś go na wieki,
napełniłeś go radością Twojej obecności.

                                            (Psalm 21)


       Psalm 21, który dziś towarzyszy nam w Liturgii, warto przeczytać  wraz z psalmem 20, wydaje się bowiem że stanowią pewną całość - psalm dwudziesty poprzedza jakieś wydarzenie, może bitwę - jest prośbą o Bożą pomoc, a psalm dwudziesty pierwszy jest dziękczynieniem za zwycięstwo. 

    Panie, król się weseli z Twojej potęgi i z Twej pomocy tak bardzo się cieszy... Dawid wiele razy doświadczał Bożej pomocy, potrafił też zawsze okazać wdzięczność. Ważne jest to, że po zwycięstwie nie próbuje sobie przypisać chwały, ale poza tym, co widzialne dla ludzkich oczu, potrafi zobaczyć prawdziwego Autora zwycięstwa, którym jest Bóg. 

    Król prosił o pomoc i uzyskał pomoc, by odnieść zwycięstwo - spełniłeś pragnienie jego serca i nie odmówiłeś błaganiom warg jego. Modlitwa Dawida przynosi owoce i rodzi radość. Bóg wysłuchuje i udziela odpowiedzi. 

    Pomyślne błogosławieństwo wcześniej nań zesłałeś... Bóg wychodzi nam na spotkanie i udziela swoich darów wcześniej, niż my o to poprosimy. Dawid wiele razy doświadczał tego, że nie musiał specjalnie zabiegać o Bożą pomoc. Otrzymywał ją, bo Bóg przychodził do niego sam ze swoim błogosławieństwem - znalazł go na polu wśród owiec, gdy Dawid nawet nie śnił o władzy - najmłodszy spośród dzieci Jessego nawet nie był brany pod uwagę przez własnego ojca, gdy Samuel przybył do Betlejem. To Bóg go odszukał. 

    Bóg szedł przed Dawidem ze swoim błogosławieństwem i łaskami. Droga pomiędzy namaszczeniem, a objęciem tronu była długa i pełna niebezpieczeństw. 

    Dobroć Boga i Jego łaska są także naszym udziałem, chociaż nie zawsze potrafimy to zauważyć:

* On pierwszy nas umiłował - W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy;

* Jego miłość przynosi nam zbawienie, bo Bóg pragnie naszego dobra - Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne;

* Zbawienie jest Jego darem - łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga;

    Szczerozłotą koronę włożyłeś mu na głowę... Dawid miał prawo siłą odebrać koronę Saulowi, gdy ten został już odrzucony, a on otrzymał namaszczenie. Mógł nawet zabić Saula. Ale cierpliwie czekał, pozwolił, by Bóg sam wybrał właściwy moment. Wiele też razy jego życie było zagrożone, ale Bóg wyprowadzał go spośród przeciwności i obdarzył długimi dniami... Te słowa jeszcze bardziej niż do Dawida odnoszą się do Jezusa, którego Bóg obdarzył długimi dniami na wieki i na zawsze. Na głowie Jezusa spoczęła królewska korona, a Jego panowanie nie przeminie. 


piątek, 16 stycznia 2026

Piątek 1. Tygodnia Zwykłego

    Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest  w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę (Mk 2,1-2).


    Dom Jezusa oferuje tym, którzy przychodzą:
- Słowo;
- uzdrowienie;
- przebaczenie grzechów.

    Ewangelista Marek ukazuje nam to poprzez cud uzdrowienia i konfrontację Jezusa z uczonymi w Prawie, którzy siedzą okopani na swoich pozycjach. Ich przeciwieństwem jest tych czterech ludzi niosących nosze, a może i sam paralityk, którzy mają wiarę, wyrażającą się w zaufaniu. To zaufanie wyraża się w działaniu, więc nie jest to wiara teoretyczna. 

    Jezus kolejny raz udziela nam cennej lekcji. Chory oczekiwał uzdrowienia, a Mistrz otwiera przed nim inną perspektywę - całościowe, integralne spojrzenie na człowieka. Dlatego zaczyna od przebaczenia grzechów. Często uważamy, że grzech wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi. Ale ten, kto grzeszy, szkodzi przede wszystkim sobie samemu. Krzywda wyrządzana drugiemu człowiekowi jest w istocie konsekwencją grzechu i ran zadanych sobie samemu. 

    Ludzka sprawiedliwość próbuje naprawiać krzywdy wyrządzane drugiemu innym i nie potrafi nic innego. Dla Boga nie ma to sensu. Dlatego Jezus szuka grzesznika, który jest pierwszym skrzywdzonym, upośledzonym, a czasem martwym, by go wydobyć z tej sytuacji. Dopiero wtedy można naprawiać krzywdy wyrządzone innym. 

    Jezus sprawia, że osoba leżąca, bezużyteczna, sparaliżowana złem grzechu, staje się osobą stojącą, odpowiedzialną za siebie.