Maria Magdalena zbliżała się do grobu, aby go zobaczyć, aby go nawiedzić — tak jak my odwiedzamy groby po niedawnej śmierci kogoś bliskiego. Zbliżamy się do grobu, aby poprzez naszą pamięć przywołać tę osobę, ponieważ nie ma w nas zgody, by śmierć wykreśliła ją z naszego życia, z naszej historii; jest wciąż obecna, i chcemy pamiętać słowa, gesty, uśmiech.
Dramatyczny i na każdym poziomie niesprawiedliwy przebieg tych ostatnich dni nie pozwolił ani Marii Magdalenie, ani innym kobietom, ani Jego uczniom i przyjaciołom choćby na moment, by wspomnieć te wszystkie chwile, spotkania, słowa, w których On był obecny.
Maria Magdalena nie mogła sobie nawet wyobrazić — choć słyszała o tym wcześniej z ust samego Jezusa — że to podsumowanie przybierze taką formę – otwarty grób, odsunięty kamień. Zmartwychwstanie było całkowicie poza granicami jej ludzkiego rozumienia.
Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. To rozwiązanie wydawało się dużo bardziej prawdopodobne od zmartwychwstania.
W Ewangelii wg św. Jana prawda o zmartwychwstaniu będzie do serca Marii Magdaleny docierała powoli. Będziemy przyglądać się tej drodze do wiary Marii Magdaleny i innych uczniów w kolejnych dniach Wielkanocy. Tylko Jan, który patrzył sercem, zrozumiał od razu, gdy wszedł do grobu: ujrzał i uwierzył.
Co w moim życiu może być dowodem na to, że naprawdę powstałem z martwych?


