zachód słońca

zachód słońca

czwartek, 10 września 2026

Czwartek 23. Tygodnia Zwykłego

    A choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie - jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów - dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy (1 Kor 8,5-6).

        Przenikasz i znasz mnie, Panie,
        Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
        Z daleka spostrzegasz moje myśli,
        przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
        i znasz wszystkie moje drogi.

            Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
            i utkałeś mnie w łonie mej matki.
            Sławię Cię, że mnie tak cudownie stworzyłeś,
            godne podziwu są Twoje dzieła.

        Przenikaj mnie, Boże, i poznaj moje serce,
        Doświadcz mnie i poznaj moje myśli.
        I zobacz, czy idę drogą nieprawą,
        a prowadź mnie drogą odwieczną (Ps 139).


    Psalmista zwraca się dzisiaj do Boga z pełną świadomością, że Bóg zna całą prawdę o człowieku: zna jego drogi, myśli serce i przeszłość. To Bóg nas stworzył, utkał w łonie matki i nie patrzy na nas w sposób powierzchowny, ale widzi to wszystko, czego nie widzą inni ludzie, czego czasem sami nie potrafimy dostrzec. 

    W strofie zamykającej psalmista zwraca się do Boga w sposób bardzo odważny i ufny: przenikaj mnie, Boże, i poznaj moje serce. To prośba o odkrycie prawdy o moich intencjach. Tylko Bóg tak naprawdę wie, co kryje się za moimi wyborami i decyzjami: pokora czy pycha, mądrość czy egoizm, dojrzałość czy obojętność. 

    Poprzez światło psalmu odczytujemy słowa św. Pawła. Nie wystarcza sama wiedza, która może prowadzić do pychy, do zadufania. Dopiero kiedy intencje serca przenika promień miłości, zaczyna się chrześcijaństwo praktyczne. 

    I ciekawa zasada, którą św. Paweł przedstawia, odwołując się do pokarmów składanych bożkom. Dojrzałość w wierze sprawia, że wiemy, że bożki nie mają żadnej mocy, dlatego taki pokarm sam w sobie nie jest problemem. Ale ważne jest również patrzenie na innych, by nie doprowadzić ich do zagubienia się na drogach wiary. Nie wszystko, co wolno zrobić, musi być dobre, ze względu na skutki, które może przynieść. Czasem miłość wymaga zrezygnowania z tego, na co pozwala prawo, by nie stać się przyczyną upadku dla drugiego. 

    Nie chodzi na drodze wiary o to, by jak najwięcej wiedzieć i udowadniać swoją wolność, ale polega na miłości, która umie przyznać: dobro drugiego człowieka jest dla mnie ważniejsze niż postawienie na swoim. 


środa, 9 września 2026

Środa 23. Tygodnia Zwykłego

    Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej! Jesteś wolny? Nie szukaj żony! Ale jeśli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy (1Kor 7,27-28).

            Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha,
            zapomnij o swym ludzie, o domu swego ojca.
            Król pragnie twego piękna,
            on twoim panem, oddaj mu pokłon (Ps 45).


    Kolejny raz Słowo przypomina nam o naszym powołaniu do świętości, powołaniu, które człowiek może realizować na różnych ścieżkach. Drogi powołania są różne, a żadna z nich nie jest celem samym w sobie. Małżeństwo, życie konsekrowane, kapłaństwo czy życie samotne przeżywane jako świadoma odpowiedź na Boże zaproszenie są przestrzeniami i sposobami tego podstawowego powołania człowieka - powołania do jedności z Bogiem i zbawienia.

    Dwie drogi, które ukazuje nam święty Paweł w słowach skierowanych do Koryntian, ujęte zostały przez niego w szczególnej perspektywie: przemija bowiem postać tego świata. Jego celem nie jest przekreślenie wartości małżeństwa, ale przypomnienie, że nawet największe wartości tej ziemi nie są ostateczne. Nie zostaliśmy stworzeni jedynie do życia doczesnego, a każda forma powołania powinna prowadzić nas ku pełnej komunii z Bogiem. 

    Poszukiwanie własnego powołania nie polega na rozeznawaniu, która droga jest lepsza, a która gorsza,  lecz na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o to, jaką drogą Bóg chce mnie poprowadzić do zbawienia i uczynić z mojego życia dar dla innych. 

    Psalmista zwraca się dzisiaj do nas słowami: Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha... W tych słowach warto zobaczyć Boże zaproszenie, kierowane do każdego człowieka, zaproszenie, które nazywamy powołaniem. Najpierw trzeba słuchać. Powołanie, to nie to, co ja chcę robić, ale to, czego Ty, Panie, pragniesz ode mnie?

    Król pragnie twego piękna... Bóg spogląda na człowieka z miłością i zaprasza do bliskości z sobą. Różnorodność powołań jest wielkim bogactwem Kościoła. Na końcu wszystkie ścieżki zbiegają się w tym jednym punkcie, którym jest zbawienie - życie w jedności z Bogiem. 

wtorek, 8 września 2026

Wtorek 23. Tygodnia Zwykłego, Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

    Tak mówi Pan: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z cienie wyjdzie dla mnie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności (Mi 5,1).

            Ja zaufałem Twemu miłosierdziu,
            niech się moje serce cieszy z Twej pomocy.
            Będę śpiewać Panu,
            który mnie obdarzył dobrem (Ps 13).

    Albowiem tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi (Rz 8,29).


        W Święto Narodzin Matki Bożej przychodzi mi stanąć przy trumnie naszego brata Mariana, zakonnika, który oddał swoje życie Bogu. Poprzez dzisiejsze Słowo chcę spojrzeć na tajemnicę śmierci, nie tylko oczami ludzkiego smutku, lecz także w świetle wiary.

    A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu. Bóg wybiera to, co małe, ukryte i niepozorne, aby właśnie tam objawić swoją wielkość. Betlejem nie było miejscem, które przyciągało uwagę świata. A jednak to właśnie ono zostało wybrane, by stać się miejscem narodzin Zbawiciela.

    W tym świetle możemy spojrzeć także na życie zakonne - życie naszego brata. W oczach świata może ono wydawać się życiem ukrytym, pozbawionym tego, co zwykle uznaje się za miarę ludzkiego sukcesu. Tymczasem Ewangelia uczy nas, że właśnie w tym, co ciche, wierne i ofiarowane Bogu, może dokonywać się coś naprawdę wielkiego. Życie naszego zmarłego Brata było wpisane w tę logikę Betlejem. Było odpowiedzią na Boże wezwanie. 

    Poprzez śluby zakonne, modlitwę, życie we wspólnocie, codzienną służbę i podejmowane obowiązki mówił Bogu swoje tak. Zapewne nie zawsze było to łatwe. Żadne ludzkie życie nie jest przecież wolne od zmęczenia, pytań, słabości czy chwil ciemności. Tak właśnie wykuwa się świętość - rodzi się ona z ciągle ponawianej wierności.

    Słyszymy słowa psalmisty: Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu. W chwili śmierci właśnie to pozostaje najważniejsze: zaufanie miłosierdziu Boga. Nie stajemy dzisiaj przed Bogiem z przekonaniem o ludzkiej doskonałości. Stajemy przed Nim jako ludzie potrzebujący Jego miłości i przebaczenia. 

    Powierzamy naszego brata Bożemu miłosierdziu. Temu miłosierdziu, któremu ufał, które głosił swoim życiem i którego sam potrzebował. Wierzymy, że Bóg zna całą prawdę o jego drodze — wszystkie modlitwy wypowiedziane w ciszy, wszystkie ofiary, o których nikt nie wiedział, wszystkie chwile zmęczenia, przebaczenia, służby i dobra. To, czego być może nie zauważyli ludzie, nie pozostało ukryte przed Bogiem.

    A święty Paweł dodaje, że Bóg przeznaczył nas, abyśmy się stali na wzór obrazu Jego Syna. Oto najgłębszy sens każdego chrześcijańskiego powołania, a w sposób szczególny powołania zakonnego: stawać się podobnym do Chrystusa. Nie tylko poprzez habit, zewnętrzny sposób życia czy wykonywaną posługę, lecz poprzez serce coraz bardziej podobne do Jego Serca — przez miłość, pokorę, służbę, przebaczenie i gotowość oddania siebie. 

    Nie tyle żegnamy dzisiaj naszego brata, ile powierzamy go Temu, któremu on sam kiedyś powierzył całe swoje życie. Bogu, który powołał go po imieniu. Bogu, który prowadził go przez lata życia zakonnego. Bogu, który znał jego radości i trudy. I Bogu, który w godzinie śmierci nie przestaje być wierny.