zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 20 października 2026

Uroczystość św. Jana z Kęt

       Nie odmawiaj, synu, chleba biedakowi, nie każ czekać oczom błagającym. Nie zasmucaj tego, kto głodny; nie rozjątrzaj człowieka w jego bezradności (Syr 4,1-2).

    Jaki z tego, moi bracia, pożytek, gdy ktoś powie, że ma wiarę, a uczynków nie ma? Czy taka wiara może go zbawić? (Jk 2,14).

    Jak chcecie, aby ludzie wam czynili, tak samo wy im czyńcie. Jeśli miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakaż to dla was chwała? (Łk 6,31-32).


    Liturgia stawia przed nami dzisiaj patrona Polski, Litwy, Krakowa, Uniwersytetu Jagiellońskiego, patrona studentów, nauczycieli oraz patrona miłosierdzia – św. Jana z Kęt. 

Człowieka wielkiej wiedzy, głębokiej wiary, ale przede wszystkim niezwykłej wrażliwości na drugiego człowieka.

    Słowo kieruje naszą uwagę ku jednej z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej wymagających postaw chrześcijańskich – ku miłosierdziu.  Ku wrażliwości serca, która potrafi dostrzec ludzką biedę, zatrzymać się przy cierpiącym i odpowiedzieć konkretnym czynem.

    Taka była świętość Jana Kantego. Nie zamykała się w murach uniwersytetu, wśród ksiąg, wykładów i teologicznych rozważań. Wychodziła na ulice Krakowa, spotykała ubogich, pochylała się nad potrzebującymi. 

    Był wybitnym uczonym i kaznodzieją. W swoich kazaniach mówił o Bożym miłosierdziu, o ludzkim grzechu, o niewdzięczności człowieka wobec Boga, który nie przestaje przebaczać. Jego słowa prowadziły wielu do nawrócenia i przemiany życia. 

    Nie bez powodu nazywano go też ojcem ubogich. Zasłynął hojnością, bezinteresownością i gotowością dzielenia się tym, co posiadał. Nie traktował biednych jak problemu, który trzeba rozwiązać, lecz jak braci, których trzeba pokochać. Dostrzegał w nich przede wszystkim godność człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga.

    W tym miejscu chcę przywołać jeszcze jednego świętego – św. Józefa Kalasancjusza, założyciela pijarów, człowieka, który podobnie jak Jan z Kęt potrafił dostrzec Boga w twarzy potrzebującego.

    Dzieliły ich niemal dwa stulecia, różniły miejsca i okoliczności życia, ale łączyło jedno: przekonanie, że miłość do Boga musi prowadzić do miłości człowieka.

    Jan Kanty dostrzegał ubogich na ulicach Krakowa. Józef Kalasancjusz, przemierzając ulice Rzymu, zobaczył dzieci pozostawione samym sobie – biedne, pozbawione możliwości nauki, często pozbawione także nadziei na lepszą przyszłość. Zrozumiał, że tym dzieciom nie wystarczy współczuć. Trzeba dać im szansę. Trzeba otworzyć przed nimi drzwi do wiedzy, wychowania i wiary.

    Jakże pięknie spotykają się w tym miejscu drogi tych dwóch świętych! Jan z Kęt – profesor, który nie zapomniał o ubogich. Józef Kalasancjusz – wychowawca, który nie zapomniał o dzieciach. Obaj przypominają, że prawdziwą wielkość człowieka zmierzyć można jedynie tym, ile dobra potrafi pozostawić w życiu innych.

    


poniedziałek, 19 października 2026

Poniedziałek 29. Tygodnia Zwykłego

    
I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś  według doczesnego sposobu tego świata (Ef 2,1-2a).

    Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tak zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj (Łk 12,18-19).


    Całkiem niezła perspektywa: odpoczywać, jeść, pić, używać życia. Zwłaszcza, jeżeli to efekt uczciwej i ciężkiej pracy i ktoś zasłużyć sobie na odpoczynek. Być może dla kogoś to spełnienie marzeń, zwieńczenie długiego pracowitego życia. 

    A jednak... Wystarczy wsłuchać się w słowa św. Pawła, by zobaczyć, że istnieje jakieś a jednak, a problem jest znany od dawna i może być zagrożeniem dla każdego z nas: Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni. 

    Jezus nie mówi, że pieniądze są czymś złym ani że posiadanie dóbr materialnych jest samo w sobie czymś negatywnym. Zwraca uwagę na coś znacznie głębszego: na pokusę uczynienia bogactwa fundamentem naszego życia.

    Kiedy słuchamy opowieści Jezusa, na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to historia człowieka sukcesu. Pracował, gospodarował i zebrał obfite plony. Jest jednak coś, co szczególnie zwraca uwagę: w całej tej historii nie pojawia się nikt inny. Bogacz nie myśli o swojej rodzinie, pracownikach, ubogich, sąsiadach ani o Bogu. Wszystko kręci się wokół niego samego.

    Moje plony, moje spichlerze, moje dobra, moja dusza. Jego świat stawał się coraz mniejszy, aż w końcu ograniczył się wyłącznie do niego samego i do tego, co posiadał. Tutaj dotykamy istoty problemu: bogactwo może bardzo łatwo stworzyć złudzenie samowystarczalności.

    Ludzkie życie jest przecież znacznie bardziej kruche, niż nam się wydaje. Dlatego odpowiedź Boga jest tak stanowcza: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?

    Jezus podsumowuje swoje nauczanie niezwykle pięknymi słowami: Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. Przypomina, że wiele otrzymujemy, ale nie jesteśmy absolutnymi panami swojego życia. 

niedziela, 18 października 2026

XXIX Niedziela Zwykła

Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi czy nie? (Mt 22,16b.17).


    Jezus prosi, by podano mu monetę i pyta, czyj jest obraz na niej wyryty. Odpowiedź jest prosta: cezara. Skoro moneta nosi obraz cezara, należy ją oddać cezarowi. 

    Ale jest coś, na czym został wyryty obraz samego Boga. Tym kimś jest człowiek. Każdy z nas został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. 

    A skoro tak jest, to pojawia się bardzo ważne pytanie: Czy rzeczywiście należę do Boga? Czy oddaję mu swoje życie? 

    Wiara nie może pozostać tylko deklaracją. Wiara ma stawać się czynem. Dlatego pytamy dalej: Co w moim życiu naprawdę świadczy o tym, że należę do Boga? Ksiądz Blachnicki przypominał, że wzorem naszego życia jest Chrystus Sługa. A Jezus całym swoim życiem pokazał, że prawdziwa wielkość człowieka objawia się w miłości, która daje siebie. 

    Wróćmy zatem do monety z dzisiejszej Ewangelii. Moneta nosiła obraz cezara. My nosimy w sobie obraz Boga. I może najważniejsze nie jest dziś pytanie, ile i co daję Bogu, ale czy pozwalam Mu, aby całe moje życie coraz bardziej stawało się Jego obrazem?