zachód słońca

zachód słońca

piątek, 31 lipca 2026

Piątek 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Ignacego z Loyoli

    Stań na dziedzińcu domu Pańskiego i mów do mieszkańców wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pańskiego oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić, nie ujmuj ani słowa! Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi (Jr 26,2b-3a).

        Liczniejsi od włosów na mej głowie
        są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.
        Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani,
        czyż mam oddać to, czego nie zabrałem?

    Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, 
    hańba twarz mi okrywa,
    dla braci moich stałem się obcym
    i cudzoziemcem dla synów mej matki. 
    Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
    i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.

        Panie, modlę się do Ciebie,
        w czas łaski, o Boże.
        Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
        w Twojej zbawczej wierności (Psalm 69).


    Jeremiasz mówił do nas obrazami, dziś on sam staje się obrazem. Posłany do świątyni, by ogłaszać to, czego nikt nie chce słuchać. Głosi, wzywa do nawrócenia i przestrzega. Dobrze wie, że takie słowa i postawa nie przyniosą mu uznania ani wdzięczności. Przeciwnie – mogą kosztować go życie. Jednak nie milczy. 

    Wierność Bogu rzadko oznacza popularność. Często wymaga odwagi, by mówić prawdę, nawet jeśli inni ją odrzucają. Jeremiasz nie głosi własnych poglądów ani nie szuka poklasku. Jest wierny temu, co usłyszał od Boga. 

    Psalmista pozwala nam zajrzeć do serca Jeremiasza, człowieka wiernego Bogu. Słyszymy w nim ból, doświadczenie odrzucenia i niezrozumienia: Dla Ciebie znoszę urąganie. W modlitwie prorok znajduje siłę do wierności. Nawet gdy doświadcza samotności i prześladowania, zwraca się do Boga z ufnością. Wie, że tylko w Nim może znaleźć oparcie. Nie opiera się na własnych możliwościach, ale na Bogu. Człowiek, który trwa blisko Boga, nie przestaje odczuwać lęku, ale uczy się, że lęk nie musi decydować o podejmowanych wyborach.

    Jeremiasz staje się znakiem dla mieszkańców Judei. Jest znakiem, który zapowiada Chrystusa. Jezus również przyjdzie z przesłaniem, które dla wielu będzie niewygodne. Będzie wzywał do nawrócenia, zdemaskuje obłudę i będzie głosił prawdę o miłości Ojca. I jak Jeremiasz zostanie odrzucony przez wielu i spotka się z wrogością. W chwilach największego zagrożenia będzie trwał na modlitwie, powierzając się całkowicie Ojcu. Ostatecznie wierność poprowadzi Go na krzyż, ale właśnie przez tę wierność przyszło zbawienie świata.

    Czy moje przyznawanie się do wiary zależy od opinii innych? Czy mam odwagę żyć Ewangelią także wtedy, gdy jest to niepopularne lub wymaga ode mnie poświęcenia? A może zbyt często milczę ze strachu przed oceną?

czwartek, 30 lipca 2026

Czwartek 17. Tygodnia Zwykłego

    Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? - mówi Pan. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku (Jr 18,6).

       

        Chwal, duszo moja, Pana,
        będę chwalił Pana do końca mego życia,
        będę śpiewał mojemu Bogu,
        dopóki istnieję.

    Nie pokładajcie ufności w książętach
    ani w człowieku, który zbawić nie może.
    Kiedy duch go opuści, znowu w proch się obraca
    i przepadają wszystkie jego zamiary.

        Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba,
        kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.
        On stworzył niebo i ziemię, i morze
        ze wszystkim, co w nich istnieje  (Psalm 146).


    Jeremiasz wraca do nas z kolejnym obrazem: Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy... Te słowa mogą w nas wywołać sprzeciw, bo gdzie nasza wolność, skoro wszystko jest w Jego rękach. Prawda jest jednak taka, że nigdy człowiek nie ma pełnej kontroli nad swoim życiem. Spróbujmy jednak spojrzeć na ten obraz pozytywnie: nasze życie nie znajduje się w rękach ślepego przypadku ani w rękach losu, lecz w rękach kochającego Ojca, który wie, co robi.

    Lubimy snuć plany. Układamy scenariusze na przyszłość, wyznaczamy cele, mamy swoje marzenia i oczekiwania. I nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy nasze plany stają się ważniejsze od Bożych planów. Kiedy kurczowo trzymamy się własnych wyobrażeń, trudno nam przyjąć to, że Bóg chce poprowadzić nas inną drogą. 

    Boże działanie przekracza ludzkie zamiary. To, co dla nas wydaje się porażką, końcem czy zmarnowaną szansą, dla Boga może stać się początkiem czegoś nowego. Garncarz nie zniechęca się, gdy naczynie się nie udaje. Nie przestaje pracować. Podobnie Bóg nigdy nie rezygnuje z człowieka. Nawet wtedy, gdy popełniamy błędy, gdy nasze życie wydaje się pogmatwane, On nadal potrafi wydobyć z niego dobro. Jego miłość jest większa od naszych słabości, a Jego mądrość przekracza nasze ograniczone spojrzenie.

    Psalmista prowadzi nas krok dalej. Otwarcie i przyjęcie Bożych planów to droga do szczęśliwego finału ludzkiego życia. Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba, kto pokłada nadzieję w Panu BoguPsalmista przestrzega, aby nie pokładać nadziei wyłącznie w ludziach, w ich możliwościach czy obietnicach. Człowiek jest ograniczony i przemijający. Nawet najlepsze ludzkie plany mogą zawieść. Jedynie Bóg pozostaje wierny na zawsze.

    Szczęście nie rodzi się z przekonania, że wszystko zależy ode mnie. Prawdziwy pokój serca rodzi się wtedy, gdy uczę się ufać Bogu bardziej niż sobie. To nie oznacza bierności ani rezygnacji z działania. Oznacza natomiast gotowość, by swoje plany nieustannie konfrontować z Bożą wolą i mieć odwagę powiedzieć: Panie, jeśli Ty widzisz dla mnie lepszą drogę, poprowadź mnie nią.

    Poszukiwanie Bożej woli nie jest utratą wolności. Jest odkrywaniem tego, do czego naprawdę zostaliśmy stworzeni. Garncarz najlepiej wie, jakie naczynie chce uformować. Podobnie Bóg zna nasze serce lepiej niż my sami. Wie, gdzie odnajdziemy spełnienie, nawet jeśli droga do niego nie zawsze pokrywa się z naszymi oczekiwaniami.

    

środa, 29 lipca 2026

Środa 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Marty, Marii i Łazarza

   Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

        Wysławiajcie razem ze mną Pana,
        wspólnie wywyższajmy Jego imię.
        Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
        i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

        Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
        aby ich ocalić.
        Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
        szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci,
gdyż bogobojni nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
szukającym Pana niczego nie zabraknie 
(Psalm 34).

    Marta więc rzekła do Jezusa: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga" (J 11,21-22).


    Nasza nadzieja ma na imię Jezus Chrystus. 

    Słowo prowadzi nas dwiema ścieżkami, które tak często przeplatają się w naszym życiu: wdzięczność i strata, wdzięczność i ból. Psalmista woła z radością: będę błogosławił Pana po wieczne czasy, Jego chwała będzie zawsze na moich ustach... Nie mówi: tylko wtedy, gdy wszystko się będzie układać. Mówi: w każdym czasie, zawsze. Wiara nie  wyklucza trudności, ale nawet pośród nich potrafi dostrzec obecność Boga.

    Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry... Jesteśmy zaproszeni do osobistego doświadczenia, wiary nie da się przeżyć z drugiej ręki, w oparciu o cudze świadectwo. Doświadczamy bliskości Boga w chwilach radości, ale także w trudnych doświadczeniach. To pośród nich możemy odkryć, że Bóg jest znacznie bliżej nas, niż się tego spodziewaliśmy. 

    Marta przeżywa doświadczenie straty po śmierci brata. Wychodzi na spotkanie Jezusa ze swoim doświadczeniem bólu, wychodzi ze swoim żalem. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego przyszedłeś tak późno. Nie rozumie tego opóźnienia, ale wciąż wierzy: Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił

    Jezus nie wyjaśnia swojego spóźnienia. Wskazuje na siebie. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Rdzeniem wiary nie jest to, że potrafimy odpowiedzieć na każde pytanie. Jej centrum spotkanie spotkanie z Osobą. 

    Wreszcie Jezus zadaje Marcie pytanie: Czy wierzysz w to? Nie pyta o wiedzę religijną czy znajomość Pisma. Pyta o zaufanie. Czy wierzę Jezusowi także wtedy, gdy nie rozumiem Jego działania? Czy potrafię Mu zaufać, kiedy moje plany się rozpadają, kiedy przychodzi choroba, strata lub rozczarowanie? 

    I odpowiedź Marty, która jest wyznaniem wiary. Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na światWypowiada te słowa jeszcze przed cudem wskrzeszenia Łazarza. Jej wiara nie opiera się na tym, co już zobaczyła, ale na tym, komu zaufała.

    Nadzieja, do której zaprasza nas Jezus, nie polega na przekonaniu, że wszystko zawsze dobrze się skończy według naszych oczekiwań. Nasza nadzieja ma imię – Jezus Chrystus. On jest obecny zarówno w chwilach radości, o których śpiewa psalmista, jak i w chwilach bólu, których doświadcza Marta.