Ja zaufałem Twemu miłosierdziu,
niech się moje serce cieszy z Twej pomocy.
Będę śpiewać Panu,
który mnie obdarzył dobrem (Ps 13).
Albowiem tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi (Rz 8,29).
W Święto Narodzin Matki Bożej przychodzi mi stanąć przy trumnie naszego brata Mariana, zakonnika, który oddał swoje życie Bogu. Poprzez dzisiejsze Słowo chcę spojrzeć na tajemnicę śmierci, nie tylko oczami ludzkiego smutku, lecz także w świetle wiary.
A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu. Bóg wybiera to, co małe, ukryte i niepozorne, aby właśnie tam objawić swoją wielkość. Betlejem nie było miejscem, które przyciągało uwagę świata. A jednak to właśnie ono zostało wybrane, by stać się miejscem narodzin Zbawiciela.
W tym świetle możemy spojrzeć także na życie zakonne - życie naszego brata. W oczach świata może ono wydawać się życiem ukrytym, pozbawionym tego, co zwykle uznaje się za miarę ludzkiego sukcesu. Tymczasem Ewangelia uczy nas, że właśnie w tym, co ciche, wierne i ofiarowane Bogu, może dokonywać się coś naprawdę wielkiego. Życie naszego zmarłego Brata było wpisane w tę logikę Betlejem. Było odpowiedzią na Boże wezwanie.
Poprzez śluby zakonne, modlitwę, życie we wspólnocie, codzienną służbę i podejmowane obowiązki mówił Bogu swoje tak. Zapewne nie zawsze było to łatwe. Żadne ludzkie życie nie jest przecież wolne od zmęczenia, pytań, słabości czy chwil ciemności. Tak właśnie wykuwa się świętość - rodzi się ona z ciągle ponawianej wierności.
Słyszymy słowa psalmisty: Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu. W chwili śmierci właśnie to pozostaje najważniejsze: zaufanie miłosierdziu Boga. Nie stajemy dzisiaj przed Bogiem z przekonaniem o ludzkiej doskonałości. Stajemy przed Nim jako ludzie potrzebujący Jego miłości i przebaczenia.
Powierzamy naszego brata Bożemu miłosierdziu. Temu miłosierdziu, któremu ufał, które głosił swoim życiem i którego sam potrzebował. Wierzymy, że Bóg zna całą prawdę o jego drodze — wszystkie modlitwy wypowiedziane w ciszy, wszystkie ofiary, o których nikt nie wiedział, wszystkie chwile zmęczenia, przebaczenia, służby i dobra. To, czego być może nie zauważyli ludzie, nie pozostało ukryte przed Bogiem.
A święty Paweł dodaje, że Bóg przeznaczył nas, abyśmy się stali na wzór obrazu Jego Syna. Oto najgłębszy sens każdego chrześcijańskiego powołania, a w sposób szczególny powołania zakonnego: stawać się podobnym do Chrystusa. Nie tylko poprzez habit, zewnętrzny sposób życia czy wykonywaną posługę, lecz poprzez serce coraz bardziej podobne do Jego Serca — przez miłość, pokorę, służbę, przebaczenie i gotowość oddania siebie.
Nie tyle żegnamy dzisiaj naszego brata, ile powierzamy go Temu, któremu on sam kiedyś powierzył całe swoje życie. Bogu, który powołał go po imieniu. Bogu, który prowadził go przez lata życia zakonnego. Bogu, który znał jego radości i trudy. I Bogu, który w godzinie śmierci nie przestaje być wierny.


