zachód słońca

zachód słońca

czwartek, 23 kwietnia 2026

Uroczystość św. Wojciecha, biskupa i męczennika

    Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk. Jeśli żyć w ciele - to dla mnie owocna praca, cóż mam wybrać? (Flp 1,20c-22).

 

       Gdy Pan odmienił los Syjonu,
        wydawało się nam, że śnimy.
        Usta nasze były pełne śmiechu,
        a język śpiewał z radości.

    Mówiono wtedy między narodami:
    "Wielkie rzeczy im Pan uczynił".
    Pan uczynił nam wielkie rzeczy
    i radość nas ogarnęła.

        Odmień znowu nasz los, o Panie,
        jak odmieniasz strumienie na Południu.
        Ci, którzy we łzach sieją,
        żąć będą w radości.

    Idą i płaczą,
    niosąc ziarno na zasiew,
    lecz powrócą z radością,
    niosąc swoje snopy.

                                (Psalm 126)


    W Uroczystość liturgiczną św. Wojciecha towarzyszy nam fragment listu św. Pawła do Filipian. Przez te słowa możemy spojrzeć na życie św. Wojciecha, biskupa Pragi i misjonarza męczennika na ziemiach polskich.

    Wojciech jako młody kapłan, towarzysząc śmierci biskupa praskiego Dytmara, przeżył osobiste nawrócenie. Porzucił wówczas styl życia rycerskiego, podejmując pokutę. To był ten moment, w którym swoje życie całkowicie złączył z posługą Ewangelii i wiernością Chrystusowi. Mógł rzeczywiście mówić o sobie, że Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. W wieku 27 lat został powołany na biskupstwo w Pradze. Jego surowy i wymagający styl życia oraz głoszone wezwanie do nawrócenia, napotykało opór dworu i duchowieństwa. To był czas zasiewu, ale także wielu łez i trudnych decyzji, ciągłego wybierania między wiernością Ewangelii a lojalnością wobec dworu. Czas siania we łzach, niesienia ziarna na zasiew, któremu wzrost miały dać łzy cierpienia. Cierpienia tak wielkiego, że Wojciech ostatecznie opuścił stolicę biskupstwa praskiego i podjął życie mnicha. 

    Nie dane mu jednak było wieść życia za murami benedyktyńskiego klasztoru, gdzie radość przynosiły mu proste prace. Z polecenia papieża podjął próbę powrotu na swoje biskupstwo, by zobaczyć jeszcze większy moralny upadek swojej ojczyzny. Nie mogąc nic zdziałać w Pradze, powraca do klasztoru. Ponownie wezwany do Pragi, już do niej nie dotarł. Wobec wymordowania przez władców praskich jego rodziny, udał się natomiast na dwór Bolesława Chrobrego, skąd podjął wyprawę misyjną do kraju Prusów. Zrezygnował ze zbrojnej eskorty ofiarowanej przez księcia, pozostając jedynie z dwójką innych misjonarzy, by nieść ziarno na zasiew. Po Eucharystii, kiedy odpoczywali, zostali pojmani przez pogan. Miał wówczas Wojciech mówić do swoich towarzyszy niewoli: Bracia, nie smućcie się! Wiecie, że cierpimy to dla imienia Pana, którego doskonałość ponad wszystkie cnoty, piękność ponad wszelkie osoby, potęga niewypowiedziana, dobroć nadzwyczajna. Cóż bowiem mężniejszego, cóż piękniejszego nad poświęcenie miłego życia najmilszemu Jezusowi? Nie dane było mu skończyć, gdy został oszczepem uderzony w serce. Bóg został uwielbiony w jego ciele, zarówno w życiu, jak i poprzez śmierć. W życiu - poprzez podjętą pracę niesienia Ewangelii i wierność Chrystusowi, przez śmierć, w której także do Chrystusa się przyznawał i w którym widział spełnienie Bożych obietnic: ci, którzy we łzach sieją, żąć  będą w radości. Idą i płaczą, niosąc ziarno na zasiew, lecz powrócą z radością, niosąc swoje snopy

    W dwa lata po męczeńskiej śmierci został wyniesiony na ołtarze. Po ludzku przegrane życie, Bóg przemienił w zwycięstwo, zapraszając do chwały: Gdy Pan odmienił los Syjonu, wydawało się nam, że śnimy. Usta nasze były pełne śmiechu, a język śpiewał z radości. Mówiono wtedy między narodami: "Wielkie rzeczy im Pan uczynił". 

środa, 22 kwietnia 2026

Środa 3. Tygodnia Wielkanocy

    Po śmierci Szczepana wybuchło wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim. Wszyscy, z wyjątkiem apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii. Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo (Dz 8,1b.4).

        Z radością sławcie Boga, wszystkie ziemie,
        opiewajcie chwałę Jego imienia,
        cześć Mu wspaniałą oddajcie.
        Powiedzcie Bogu: "Jak zadziwiające są Twe dzieła!

            Niechaj Cię wielbi cała ziemia i niechaj śpiewa Tobie,
            niech Twoje imię opiewa".
            Przyjdźcie i patrzcie na dzieła Boga,
            zadziwiających rzeczy dokonał wśród ludzi!

        Morze na suchy ląd zamienił,
        pieszo przeszli przez rzekę.
        Nim się przeto radujmy!
        Jego potęga włada na wieki. 

                                            (Psalm 66)


    Prześladowanie, które miało złamać wyznawców Jezusa, staje się przyczyną misyjnego rozprzestrzeniania się Ewangelii. Słowo przestaje być wyłączną własnością Żydów - do udziału w zbawieniu zostają zaproszeni wszyscy, poprzez poznanie, przyjęcie i stawanie się uczniami Jezusa. 

    Wobec działania Boga, który nawet to, co po ludzku wydaje się klęską i katastrofą, zamienia w szansę, by głosić i rzucać ziarno tam, gdzie dotąd nikt nie zasiewał i nie głosił, jesteśmy zaproszeni do oddania Mu chwały. Jak zadziwiające są Twe dzieła! Prawdziwe uwielbienie zaczyna się od zauważenia i rozważenia wielkości Bożych dzieł. Już nie tylko Izrael, ale cała ziemia jest objęta Bożym działaniem i miłością, dlatego z radością sławcie Boga, wszystkie ziemie, opiewajcie chwałę Jego imienia, cześć Mu wspaniałą oddajcie. Śpiew jest bardzo ważną formą uwielbienia Boga. 

    Kiedy skupiamy się na rozważaniu i podziwianiu Bożej miłości i wielkości Jego dzieł, samo Słowo daje nam wskazania, jak uwielbiać: Powiedzcie Bogu! 

    Bóg jest godzien powszechnego uwielbienia: niechaj Cię wielbi cała ziemia! Psalm zawiera także odniesienia do historii zbawienia, która jest źródłem uwielbienia:

* morze na suchy ląd zamienił - odniesienie do przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone;

* pieszo przeszli przez rzekę - odniesienie do przejścia przez Jordan, gdy Izrael wchodził do Ziemi Obiecanej. 

wtorek, 21 kwietnia 2026

Wtorek 3. Tygodnia Wielkanocy

    Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu (J 6,32-33).


    Chleb jest tym podstawowym pokarmem, po który sięgamy każdego dnia. W pielgrzymce przez życie potrzebujemy pokarmu, który da nam siłę, by iść dalej i pokonywać trudności, jakie się pojawiają. 

    Czasem jednak zbyt mocno i zbyt łatwo skupiamy się na tym pokarmie fizycznym, zaniedbując ten, który jest potrzebny dla naszego wnętrza, dla naszej duszy. 

    W jednej z pokus na pustyni, gdy Jezus był kuszony przez złego ducha, Jezus mówi bardzo wyraźnie: nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Apostołom, którzy prosili Go: Rabbi, zjedz coś, a było to przy studni Jakubowej w Sychar, gdzie rozmawiał z Samarytanką, odpowiedział: Mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. A gdy nie potrafili zrozumieć, powiedział: moim pokarmem jest wykonać wolę Tego, który mnie posłał. W duszy każdego człowieka istnieje potrzeba, która nie dotyczy materialnego chleba, lecz pragnienia Boga. Żaden materialny chleb, żadne materialne dobra, nie potrafią zaspokoić tego jedynego pragnienia. Mogą je zagłuszyć, ale nie zaspokoić. Nie oznacza to, że materialny chleb nie jest ważny, ale wiara sięga poza horyzont doczesności, patrzy na wieczne życie i przeznaczenie człowieka. I tej perspektywie Jezus wskazuje na siebie: Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie