zachód słońca

zachód słońca

sobota, 19 września 2026

Sobota 24. Tygodnia Zwykłego

    A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym (1 Kor 15,36-37).


    Podziwiam błyskotliwość, a zarazem niezwykłą prostotę obrazu, którym posługuje się Paweł, aby przekazywać najważniejsze prawdy. Oczywiście, dziś obraz ziarna jest tym, do którego się przyzwyczailiśmy, ale obraz pozostaje bardzo sugestywny.

    To, co zostaje zasiane, nie przypomina rośliny, która dopiero wyrośnie. Czy tak samo jest z ludzkim życiem? To co widzimy  teraz, nie jest ostatecznym jego kształtem...

    Człowiek zasiany w zniszczalności ma powstać do życia w niezniszczalności. Naszym codziennym doświadczeniem jest owa zniszczalność  naszego ciała, nasze ograniczenia, słabości, choroby i przemijanie. 

    Paweł mówi o jeszcze jednym obrazie: człowieku ziemskim i człowieku duchowym. Nosimy w sobie obraz Adama, jego kruchość, słabość i przemijalność. Ale jesteśmy powołani, by nosić w sobie obraz Chrystusa, Nowego Adama. Nasze życie nie zmierza jedynie ku śmierci, zmierza ku przemianie i pełni życia. Chrystus Zmartwychwstały poprzez swoje zwycięstwo objawia nam nasze prawdziwe przeznaczenie. 

    Mogę więc popatrzeć na swoje życie jak na ziarno. Czasami Bóg pozwala, by coś zostało ukryte w ziemi, aby coś w nas obumarło: czasem to pycha, potrzeba kontrolowania wszystkiego czy przekonanie, że ze wszystkim musimy sobie dać radę. Każdy z nas może stworzyć własny katalog takich rzeczy. Takie doświadczenia bywają bolesne, ale jeżeli się godzimy, stają się miejscem duchowego wzrostu. 

piątek, 18 września 2026

Święto św. Stanisława Kostki

    Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2,51a.52).


    Ostatnie słowa dzisiejszej Ewangelii ukazują nam cztery wymiary ludzkiego wzrastania. Człowiek dojrzewa naprawdę wtedy, gdy rozwija się harmonijnie: intelektualnie, fizycznie i wewnętrznie, duchowo oraz w relacjach z innymi. Dopiero połączenie tych wymiarów prowadzi do wewnętrznej spójności, którą nazywamy dojrzałością albo pełnią człowieczeństwa.

    Św. Łukasz mówi, że Jezus wzrastał najpierw w mądrości. Nie chodzi jedynie o zdobywanie wiedzy. Mądrość w rozumieniu biblijnym oznacza zdolność właściwego odczytywania rzeczywistości, rozpoznawania tego, co naprawdę ważne, oraz porządkowania swojego życia według właściwej hierarchii wartości. Człowiek mądry nie tylko wiele wie, ale potrafi odróżnić to, co istotne, od tego, co drugorzędne. Wie, czemu warto poświęcić swoje życie.

    Jezus wzrastał także w latach. To określenie bywa tłumaczone również jako wzrastanie w dojrzałości czy postawie. Obejmuje więc nie tylko naturalny rozwój fizyczny, ale również dojrzewanie całej osoby. Ewangelia przypomina nam w ten sposób, że również Jezus wszedł w zwyczajny rytm ludzkiego życia. Nie ominął czasu dorastania, codzienności, pracy i rodzinnych relacji. Nazaret staje się miejscem ukrytego dojrzewania Syna Bożego.

    Jezus wzrastał w łasce u Boga. Jest to wymiar najgłębszy: więź z Ojcem. Już scena odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni pokazuje, że ta relacja zajmuje w Jego życiu miejsce pierwsze: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?. Jezus wraca z Maryją i Józefem do Nazaretu i jest im posłuszny, ale Jego ostatecznym punktem odniesienia pozostaje Ojciec.

    Św. Łukasz będzie konsekwentnie rozwijał ten obraz. Józef po opowiadaniach o dzieciństwie pojawi się już tylko w genealogii Jezusa. Maryja powróci jeszcze w czasie Jego publicznej działalności, jednak najważniejszą więzią, która wyznacza drogę Jezusa, będzie więź z Ojcem. Całe Jego życie, nauczanie, modlitwa i wreszcie droga do Jerozolimy będą podporządkowane pełnieniu woli Ojca.

    Wreszcie Jezus wzrastał w łasce u ludzi. Człowiek nie dojrzewa w samotności. Potrzebuje relacji, spotkania, przyjaźni, odpowiedzialności za drugiego człowieka. Jezus przez lata żyje pośród mieszkańców Nazaretu, a później spotyka ludzi na drogach Galilei i Judei: uczniów, chorych, grzeszników, ubogich, ludzi poszukujących i tych, którzy będą Mu przeciwni. Jego dojrzałość objawia się również w sposobie, w jaki przyjmuje każdego człowieka.

    Mądrość bez relacji z Bogiem może przerodzić się w pychę. Pobożność bez dojrzałości ludzkiej może stać się ucieczką od odpowiedzialności. Relacje z ludźmi bez wewnętrznego uporządkowania mogą być powierzchowne. Ewangelia pokazuje więc obraz człowieka integralnego: zakorzenionego w Bogu, dojrzewającego wewnętrznie i zdolnego do dojrzałych relacji.

    W tym świetle możemy spojrzeć również na życie św. Stanisława Kostki. W pewnym momencie jego drogi rodzice, zapewne kierując się troską o przyszłość syna, stanęli jednak na drodze jego rozeznanego powołania. Stanisław musiał dokonać trudnego wyboru. Sprzeciwił się woli rodziny nie z buntu ani z lekceważenia rodziców, lecz dlatego, że odkrył, iż istnieje posłuszeństwo jeszcze głębsze: posłuszeństwo Bogu.

    Historia jego życia przypomina nam, że władza rodziców, choć ważna i zakorzeniona w Bożym porządku, nie może przekreślać daru i powołania, które człowiek otrzymuje od Stwórcy. Dojrzałość wiary nie polega więc na bezmyślnym podporządkowaniu się każdej ludzkiej woli, lecz na takim uporządkowaniu relacji, aby Bóg rzeczywiście zajmował pierwsze miejsce.

    Jezus jest posłuszny Maryi i Józefowi, wraca z nimi do Nazaretu, żyje w zwyczajnej rodzinie, a jednocześnie wie, że przede wszystkim należy do Ojca. Jedno nie przekreśla drugiego. Przeciwnie: właściwie przeżywana relacja z Bogiem porządkuje wszystkie pozostałe relacje.

    A najważniejszym pytaniem pozostaje to, które w pewnym sensie postawił swoim życiem także św. Stanisław Kostka: czy naprawdę chcę być przede wszystkim w tym, co należy do Ojca?

czwartek, 17 września 2026

Czwartek 24. Tygodnia Zwykłego

    Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna (1 Kor 15,9-10a).

        Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
        bo Jego łaska trwa na wieki.
        Niech dom Izraela głosi:
        "Jego łaska na wieki".

            Prawica Pana wzniesiona wysoko,
            prawica Pańska moc okazała.
            Nie umrę, ale żyć będę
            i głosić dzieła Pana.

        Jesteś moim Bogiem, podziękować chcę Tobie,
        Boże mój, wielbić pragnę Ciebie.
        Wysławiajcie Pana, bo jest dobry,
        bo Jego łaska trwa na wieki (Ps 118).


    Kiedy Paweł pisze do Koryntian, zmartwychwstanie Chrystusa ukazuje nie tylko jako wydarzenie z przeszłości, ale jako rzeczywistość, która przemieniła jego życie. 

    Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. A zaraz potem dodaje słowa, które stanowią klucz do całej jego historii: Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna

    Nie ukrywa swojej przeszłości. Nie próbuje jej wygładzić, usprawiedliwić, niczego nie próbuje wymazać. Był prześladowcą, krzywdził, walczył z powstającym Kościołem. To wszystko pozostaje prawdą. Dzięki spotkaniu Zmartwychwstałego to, co mogłoby już na zawsze być powodem wstydu, zostaje objęte łaską. 

    Łaska nie sprawia, że zło staje się dobrem. Paweł wie, kim był. Nie nazywa prześladowania gorliwością ani błędu niewinną pomyłką. Odkrywa jednak, że ostatnie słowo nie należy do grzechu. Ostatnie słowo należy do miłosierdzia. 

    Nie jest dumny ze swojej przeszłości. Nie ukrywa jej, bowiem dzięki łasce staje się ona miejscem świadectwa o Bożej łasce. 

    Byłem prześladowcą. Ale sens tych słów św. Pawła należy odczytać inaczej: Popatrzcie, jak wielkie jest miłosierdzie Pana. Potrafił mnie odnaleźć, przebaczyć mi i uczynić apostołem. Jego łaska przemienia człowieka. Przeszłość Pawła staje się częścią jego apostolskiego świadectwa. Nie chlubi się prześladowaniem Kościoła. Chlubi się tym, że Bóg nie przekreślił prześladowcy. 

    Psalmista woła dziś w liturgii: nie umrę, ale żyć będę i głosić dzieła Pana. Grzech zawsze w jakiś sposób prowadzi do śmierci. Odbiera wolność, zamyka człowieka w przeszłości, każe mu się ukrywać. A Bóg odpowiada słowami psalmu: Nie umrzesz. Będziesz żył. I więcej: będziesz głosił dzieła Pana

    To, co człowiek chciałby ukryć, Bóg potrafi przemienić w miejsce głoszenia Jego łaski. Święty Paweł jest właśnie takim świadkiem. Kiedy opowiada o swoim apostolstwie, nie buduje własnego pomnika. W centrum jego historii jest Boże miłosierdzie: za łaską Boga jestem tym, czym jestem