Kontynuujemy lekturę proroka Ezechiela i dotykamy fragmentu, który może wydawać się dość dziwny i niezrozumiały. Bóg każe prorokowi spakować rzeczy jak człowiek udający się na wygnanie, wynieść je na oczach ludzi, zrobić otwór w murze i wieczorem wyjść przez niego z zasłoniętą twarzą. Ezechiel nie tylko ma głosić słowo. Ma je odegrać własnym życiem. Sam prorok staje się znakiem.
Spróbujmy popatrzeć na historyczne tło tej przepowiedni Ezechiela. Jesteśmy w początkach VI wieku przed Chrystusem. Potężne państwo babilońskie podporządkowało sobie Judę. W 597 roku przed Chrystusem król Babilonii, Nabuchodonozor II, zdobył Jerozolimę i uprowadził do Babilonii część mieszkańców, między innymi króla Jojakina oraz przedstawicieli elit. Wśród deportowanych znalazł się także Ezechiel.
Jerozolima jednak jeszcze nie została całkowicie zniszczona. Na tronie pozostawał ustanowiony przez Babilończyków Sedecjasz. I właśnie do jego losu odnosi się znak wykonany przez Ezechiela. Kiedy wielu żywiło nadzieję, że sytuacja szybko się odwróci: Babilonia osłabnie, wygnańcy powrócą, a Jerozolima ocaleje, Ezechiel mówi coś dokładnie przeciwnego: nie łudźcie się. Nadchodzi kolejna katastrofa.
Prorok pakuje więc skromny bagaż wygnańca. Wychodzi z domu przez otwór w murze, po ciemku, z zasłoniętą twarzą. Zapowiada w ten sposób to, co spotka władcę, będącego w Jerozolimie, czyli Sedecjasza. Kilka lat później, gdy Babilończycy zdobędą Jerozolimę, Sedecjasz rzeczywiście będzie próbował uciec nocą z oblężonego miasta. Zostanie jednak schwytany. Jego synowie zostaną zabici na jego oczach, a jemu samemu Babilończycy wyłupią oczy i poprowadzą do Babilonu. Zasłonięta twarz Ezechiela nabiera więc szczególnie dramatycznego znaczenia.
Biblia nie opowiada nam tej historii jedynie po to, żebyśmy poznali czy zrozumieli dzieje starożytnego Izraela. Ezechiel mówi o czymś, co może wydarzyć się także w ludzkim sercu. Bóg nazywa Izraelitów ludem buntowników. Mają oczy, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą. To bardzo mocne słowa. Człowiek może patrzeć na rzeczywistość i jednocześnie nie chcieć jej zobaczyć. Może słuchać słowa Bożego i jednocześnie nie pozwalać, żeby ono cokolwiek w nim zmieniło.
Czasem oczekujemy jakiegoś znaku od Boga. A może nie potrzebujemy żadnego nowego znaku. Może potrzebujemy odwagi, żeby potraktować poważnie to, co już widzimy i słyszymy.
Ezechiel robi jeszcze jedną niezwykłą rzecz: przebija mur. Mur daje poczucie bezpieczeństwa. Mieszkańcy Jerozolimy wierzyli, że ich miasto, jego fortyfikacje, świątynia i dotychczasowy porządek ich ochronią. Tymczasem prorok pokazuje, że mur nie ocali człowieka, który odwraca się od Boga.
My także budujemy swoje mury, różne zabezpieczenia, które pozwalają nam żyć przekonaniem, że sobie poradzimy. Można przez wiele lat mieszkać za takim murem i przekonywać siebie, że wszystko jest w porządku. A Bóg czasem robi coś podobnego jak w życiu Ezechiela: każe zrobić wyłom w murze. Pozwala, żeby jakieś wydarzenie, słowo, spotkanie czy nawet kryzys naruszyły nasze poczucie bezpieczeństwa. Nie po to, żeby człowieka zniszczyć, lecz żeby wyrwać go z iluzji.


