Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu moim odczuwam wielki smutek i nieustanny ból (Rz 9,1-5).
Usiadłem w ciszy obok proroka Eliasza i św. Pawła. Widziałem zmęczenie Eliasza i jakiś wielki smutek na obliczu Pawła. Eliasz nie wyglądał już na wielkiego herosa wiary, lecz sprawiał wrażenie człowieka, który ma już dość. Siedziałem obok w ciszy, wpatrując się w ich twarze, cisza wydawała się bardziej odpowiednia niż słowa.
Eliasz patrzył gdzieś przed siebie, nagle zaczął mówić:
- to boli… nie to, że grozi mi śmierć, że jestem ścigany, że stałem się uciekinierem… najbardziej boli mnie to, że wszystko wydaje się daremne. Walczyłem o Boga, a naród się nie zmienił. Dałem z siebie wszystko, a czuję się przegrany.
Święty Paweł przysłuchiwał się z uwagą, by dodać po chwili:
- noszę w sercu swoim wielki smutek i nieustanny ból. Masz rację Eliaszu. Nasi pobratymcy otrzymali od Pana tak wiele obietnice, Przymierze, Prawo, proroków… a jednak nie rozpoznali Mesjasza.
Eliasz i Paweł, jak oni dobrze się rozumieli. Eliasz w swoich doświadczeniu porażki na Bożej górze Horeb nie domagał się wyjaśnień, nie prosił o sukces. Szukał Boga. Nie szukał wyjaśnienia przyczyn porażki, nie pytał, dlaczego tak…
I w Pawle nie ma pretensji. Taki podobny i bliski Eliaszowi. Nie do końca mogą zrozumieć swoją historię. Widzą niepowodzenie, pomimo wielkiego zaangażowania. Doświadczają bólu, którego nie da się łatwo usunąć. Ale obaj trwają przy Bogu.


