zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 13 września 2026

XXIV Niedziela Zwykła

    Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o śmierci, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w nienawiści bliźniego - o przymierzu Najwyższego i daruj obrazę! (Syr 28,6-7).

    Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana (Rz 14,7-8).

    Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18,21).


     W całej Ewangelii, a szczególnie w dzisiejszym fragmencie, Jezus zaprasza nas, a nawet nakazuje nam – przebaczać.

     Mędrzec z pierwszego czytania nie akcentuje jednak słowa: przebacz, chociaż właśnie przebaczenia dotyczy jego nauczanie. Podkreśla słowo: pamiętaj! 

     Lekarstwem na urazę nie jest zatem w pierwszej kolejności heroiczny wysiłek naszej woli, lecz odzyskanie pamięci szerszej niż pamięć doznanej krzywdy - o wierności Boga, wobec której wszelkie inne nierozliczone rachunki stają się mniejsze.

    Święty Paweł, pośród podzielonej wspólnoty, przypomina coś prostego, a zarazem rewolucyjnego: Nikt z nas nie żyje dla siebie […] należymy do Pana. Jesteśmy Chrystusowi. Jeśli należę do Chrystusa, nie mogę kierować się pragnieniem odwetu. 

    Pytanie Piotra zmierza do postawienia granicy: Czy aż siedem razy? Jezus radykalnie przełamuje tę logikę i odpowiada historią pełną dysproporcji: dziesięć tysięcy talentów wobec stu denarów; niewyobrażalny majątek wobec wynagrodzenia za kilka miesięcy pracy.

    Być może jednak pierwszym krokiem do przebaczenia jest po prostu powrót do pamięci. Przypomnienie sobie, ile razy Bóg okazywał nam cierpliwość; ile razy czekał na nas, kiedy byliśmy zamknięci we własnych rachunkach; ile razy Bóg rozpoczynał ze mną od nowa, gdy ja sam przestawałem już w siebie wierzyć. Ile razy Jego miłosierdzie okazywało się większe niż mój grzech.

sobota, 12 września 2026

Święto Najświętszego Imienia Maryi

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: „Gdzie jesteś?” On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,9-10).

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,26-28).


     W biblijnej historii zbawienia człowiek od początku słyszy Boże zaproszenie do relacji i spotkania. Po grzechu Adam słyszy pytanie: Gdzie jesteś?, ale zamiast wyjść ku Bogu, ukrywa się. Lęk, wstyd i nieufność stają się znakiem pękniętej relacji. Człowiek, który wcześniej żył w bliskości ze Stwórcą, zaczyna się przed Nim chować i uciekać. 

    Scena zwiastowania staje się jakby odpowiedzią na scenę z Księgi Rodzaju. Adam, słysząc głos Boga, chowa się. Maryja słyszy słowo Boga i pozostaje przed Nim. Nie wszystko rozumie. Pyta: Jakże się to stanie?, ale jej pytanie nie jest ucieczką ani odmową. Jest pytaniem człowieka, który chce przyjąć Bożą wolę. Ostatecznie wypowiada słowa, które otwierają przed Bogiem całe Jej życie: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa.

    W tym sensie Maryja staje się przeciwieństwem postawy Adama. Adam ukrywa się, ponieważ przestał ufać. Maryja wychodzi ku Bogu, ponieważ ufa nawet wtedy, gdy Jego droga przekracza ludzkie rozumienie. Adam próbuje bronić siebie i zrzuca odpowiedzialność na innych. Maryja oddaje siebie Bogu. Tam, gdzie grzech rodzi zamknięcie, Jej wiara staje się otwarciem. Tam, gdzie człowiek mówi Bogu swoje nie, Maryja odpowiada swoim tak.

    Postawa Maryi pokazuje, jak wygląda człowiek, który pozwala się Bogu odnaleźć. Nie ucieka przed Jego obecnością. Nie chowa swojego życia. Oddaje je w Jego ręce.

piątek, 11 września 2026

Piątek 23. Tygodnia Zwykłego

    Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, kto staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś - nieprzemijającą (1 Kor 9,24-25).

        Dusza moja stęskniona przedsionków Pańskich,
        serce moje i ciało radośnie wołają do Boga żywego.
        Nawet wróbel znajduje swój dom, a jaskółka gniazdo,
        gdzie złoży swe pisklęta,
        przy ołtarzach Twoich, Panie Zastępów, Królu mój i Boże.

            Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie,
            nieustannie wielbiąc Ciebie.
            Szczęśliwy, których moc jest w Tobie,
            którzy zachowują ufność w swym sercu.

        Bo Pan Bóg jest słońcem i tarczą,
        On hojnie darzy łaską i chwałą,
        nie odmawia dobrodziejstw
        żyjącym nienagannie (Ps 84).


    Może zaskakiwać, że św. Paweł, faryzeusz, znał tak dobrze świat grecki, świat pogański. I może budzić zdziwienie to, jak Pan Bóg potrafi dobierać sobie ludzi do konkretnych zadań. 

    Paweł znał kulturę grecką, ponieważ pochodził z Tarsu, potężnej metropolii handlowej, jednego z największych ówczesnych centrów kultury hellenistycznej. Był Żydem z urodzenia, ale jego tożsamość została ukształtowana w tyglu trzech kultur: żydowskiej, greckiej i rzymskiej. Nie dziwi zatem, że nie był mu obcy świat sportów greckich, do których porównuje życie wiary. I właśnie takiego człowieka wybrał Bóg, by zaniósł Dobrą Nowinę do pogan, wniósł ją w świat kultury greckiej i rzymskiej. 

    Wróćmy do porównania, którego Paweł dzisiaj używa. Zestawia on życie wiary z biegiem i zapasami. Zawodnik, który chce osiągnąć cel, ćwiczy, podejmuje wysiłek i rezygnuje z tego, co mogłoby go osłabić. 

    Podobnie jest w życiu duchowym. Dobre intencje nie wystarczą. Potrzebna jest wierność, modlitwa, praca nad sobą, panowanie nad własnymi słabościami i wytrwałość - także wtedy, gdy nie widzimy owoców od razu. Jesteśmy zaproszeni do nieustannego podążania drogą, na której człowiek nieustannie uczy się wybierać to, co prowadzi do Boga.

    Psalmista podpowiada nam, skąd czerpać siły do wierności i wytrwałości na tej drodze, do podejmowania trudu do zmagań na drodze wiary: Szczęśliwi, których moc jest w Tobie, którzy zachowują ufność w swym sercuNie chodzi więc o duchowy wysiłek oparty wyłącznie na ludzkiej silnej woli. U początku wszystkiego jest pragnienie Boga: Dusza moja stęskniona pragnie przedsionków Pańskich. Człowiek może biec wytrwale wtedy, gdy wie, ku Komu biegnie. 

    Dla tego, kto ufa Bogu, On staje się słońcem i tarczą: daje światło, abyśmy wiedzieli, dokąd iść, i osłania nas wtedy, gdy droga staje się trudna.