zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 3 listopada 2026

Wtorek 31. Tygodnia Zwykłego

    To dążenie niech was  ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi (Flp 2,5-7a).


    Dotykamy jednego z najpiękniejszych i najbardziej znanych hymnów, które objawiają tajemnicę Chrystusa. On pozwala nam zobaczyć Boga, który staje się bliski człowiekowi, który w swoim Synu postanowił dzielić z nami naszą kruchość, zmęczenie, cierpienie. Boga, który nie jest obojętny wobec ludzkiego bólu. To Bóg, który zstępuje w naszą rzeczywistość i idzie u naszego boku - Bóg, który w najtrudniejszych i najbardziej bolesnych chwilach staje się źródłem naszej nadziei. 

    Paweł objawia Boga i zaprasza nas do kształtowania postawy służby na wzór Chrystusa: to dążenie niech was ożywia, ono też było w Chrystusie Jezusie. Jezus w całkowitej wolności wybiera służenie zamiast bycia obsługiwanym. Przychodzi, aby przywracać człowiekowi godność. 

    Postawa Jezusa wciąż jest dla nas wyzwaniem. Jego droga prowadzi przez posłuszeństwo, pokorę, cierpienie, uniżenie i śmierć. Nie kończy się na krzyżu. Paweł przypomina o wywyższeniu i obdarowaniu imieniem, które przewyższa wszelkie imię. Miłość, pokora i wierność zawsze są dostrzegane przez Miłość Boga. 

poniedziałek, 2 listopada 2026

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

     Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14,1-2).


     Są takie osoby, których już nie ma przy naszym stole, ale wciąż mają swoje miejsce w naszym sercu. Są głosy, których już nie usłyszymy, dłonie, których nie możemy uścisnąć, i twarze, za którymi tak bardzo tęsknimy…

    Czasem wystarczy zdjęcie, znajomy zapach, wspomnienie wspólnej chwili, by znów poczuć tęsknotę. I wtedy rodzi się w nas ciche pytanie: Czy to naprawdę wszystko? Czy miłość, która była tak wielka, może po prostu przestać istnieć?

    Nawet ludzie, którzy mówią, że nie wierzą w Boga, stojąc nad grobem kogoś bliskiego, szepczą: Mam nadzieję, że gdzieś tam jesteś… Że mnie słyszysz… Że kiedyś znowu się spotkamy.

    Bo serce człowieka nie potrafi pogodzić się z tym, że śmierć miałaby być ostatnim słowem o kimś, kogo kochamy.

Na tę tęsknotę naszego serca odpowiada dzisiaj Jezus: w domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Idę przecież przygotować wam miejsce.

     Słowo miejsce jest w ustach Jezusa pewnego rodzaju metaforą. Jak bowiem wyjaśnić nam rzeczywistość, która będzie istnieć poza przestrzenią i czasem naszego ziemskiego życia?

niedziela, 1 listopada 2026

Uroczystość Wszystkich Świętych


    Potem ujrzałem: A oto wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem (Ap 7,9).

Do Pana należy ziemia i wszystko co ją napełnia,
           świat cały jego mieszkańcy.
           Albowiem On go na morzach osadził
           i utwierdził ponad rzekami.

            Kto wstąpi na górę Pana, 
                 kto stanie w Jego świętym miejscu?
             Człowiek rąk nie skalnych i czystego serca, 
                 którego dusza nie lgnęła do marności.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga swego Zbawcy.
     Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
     którzy szukają oblicza Boga Jakuba (Ps 24).


     Zbyt często może kojarzymy świętość wyłącznie z heroicznym życiem, nadzwyczajnymi cnotami, rygorystyczną doskonałością moralną czy cudami. Choć wszystko to jest wartościowe i nie należy tego odrzucać, nie powinniśmy tracić z oczu pewnego poważnego zagrożenia: Możemy przecież uznać, że to rzeczywiście piękne, tylko że nie dla nas. 

    Święty Jan w Apokalipsie opisuje niezwykłą wizję: Wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków. Wszyscy stoją przed tronem Boga i przed Barankiem, odziani są białe szaty, a w rękach trzymają palmy. To piękny obraz nieba.

    Doświadczali cierpienia, zmagali się ze swoimi słabościami, nieraz upadali, ale pozwalali Chrystusowi podnosić się na nowo. Ich świętość polega na tym, że zaufali miłosierdziu Boga.

    Dlatego tak wymowny jest obraz tych białych szat. Jan mówi, że zostały one wybielone we krwi Baranka. Po ludzku brzmi to paradoksalnie: przecież krew nie wybiela, lecz pozostawia ślady. A jednak w języku wiary oznacza to, że nie własna doskonałość człowieka, ale miłość i ofiara Chrystusa otwierają nam drogę do świętości.

     Stajemy się świętymi wtedy, gdy pozwalamy Bogu przemieniać nasze serca.  Świętość jest możliwa dla każdego z nas. Nie dlatego, że jesteśmy doskonali, ale dlatego, że Bóg jest wierny. Nie dlatego, że nie upadamy, lecz dlatego, że Chrystus nie przestaje nas podnosić. Kiedy patrzymy dziś na niezliczony tłum zbawionych, pamiętajmy, że Bóg pragnie, aby kiedyś także każdy z nas znalazł się pośród nich.