zachód słońca

zachód słońca

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Poniedziałek 18. Tygodnia Zwykłego

    I rzekł prorok Jeremiasz do proroka Chananiasza: "Słuchaj, Chananiaszu! Pan cię nie posłał, ty zaś pozwoliłeś temu narodowi żywić zwodniczą nadzieję. Dlatego tak mówi Pan: Oto usunę ciebie z powierzchni ziemi" (Jr 28,15-16).


    Jeremiasz i Chananiasz stają naprzeciw siebie. Chananiasz głosi to, co ludzie chcą usłyszeć. Zapowiada szybkie zakończenie wojny i pokonanie króla Babilonu. Jego słowa budzą nadzieję, ale nie są to słowa, które pochodzą od Boga. 

    Jeremiasz również pragnie nadziei i szczęścia dla ludu, chciałby, aby słowa Chananiasza się spełniły, ale pozostaje wierny prawdzie, którą otrzymał od Boga. 

    Dziś również nie brakuje tych, którzy obiecują życie bez krzyża, sukces bez wysiłku, szczęście bez nawrócenia. Lubimy ich słuchać, bo to przyjemne, nie wymaga od nas zmiany. 

    Bóg nie zwodzi człowieka. Jego słowo rzadko jest łatwe, ale zawsze prowadzi do życia. Prawda może boleć, ale tylko ona daje prawdziwą wolność. 

    Ławo ulec pokusie popularności czy uznania. Nie reagować na niewłaściwe zachowania, łudzić fałszywą nadzieją. Jeremiasz odrzuca taką drogę. Nie szuka popularności czy uznania. Wie, że wierność wobec Boga może kosztować odrzucenie, niezrozumienie, a nawet cierpienie. Pozostaje jednak wierny Bożemu przesłaniu. Bardziej boi się sprzeniewierzyć Bogu niż utracić ludzką sympatię.  

    I my często stajemy wobec takich wyborów i decyzji: czy zachowujemy wówczas wierność Ewangelii, czy raczej szukamy przypodobania się ludziom?

niedziela, 2 sierpnia 2026

XVIII Niedziela Zwykła

    Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! (Iz 55,1).

          

            Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
            a Ty ich karmisz we właściwym czasie.
            Ty otwierasz swą rękę
            i karmisz do syta wszystko, co żyje (Psalm 145).

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (Rz 8,35a).

Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych (Mt 14,14).


    Prorok Izajasz kieruje do nas niezwykłe zaproszenie: Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody. Przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. To zaproszenie jest wyjątkowe, bo nie opiera się na naszych zasługach. Bóg mówi po prostu: Przyjdź! To słowo jest skierowane do każdego człowieka – zmęczonego, zagubionego, rozczarowanego, ale także do tego, który wydaje się mieć wszystko, a mimo to odczuwa wewnętrzną pustkę.

    Jakże aktualnie brzmi pytanie Izajasza: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? Można je odczytać szerzej: dlaczego poświęcamy tyle czasu, energii i serca na rzeczy, które nie dają trwałego szczęścia? 

    Psalm ukazuje Ojca, który z czułością pochyla się nad każdym stworzeniem. Słyszymy słowa: Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, a Ty ich karmisz we właściwym czasie. Bóg widzi nasze potrzeby. Może nie zawsze odpowiada tak, jak sobie wyobrażamy, ale nigdy nie pozostaje obojętny.

    Ewangelia ukazuje bardzo konkretną sytuację. Uczniowie patrzą realistycznie. Widzą problem. Jest późno, miejsce jest pustynne, ludzi jest kilka tysięcy. Ich propozycja wydaje się rozsądna: Odpraw tłumy. Ale Jezus odpowiada zaskakująco: Wy dajcie im jeść.

    Bardzo często potrafimy dostrzec problemy świata, naszych rodzin, wspólnot czy miejsc pracy. Łatwo powiedzieć: Nic się nie da zrobić. Jezus natomiast pyta: Co masz? Co możesz dać? 

    Uczniowie mają zaledwie pięć chlebów i dwie ryby. To bardzo niewiele wobec potrzeb tłumu. A jednak właśnie od tego zaczyna się cud. Jezus nie oczekuje od nich tego, czego nie mają. Prosi, aby oddali Mu to, co posiadają.

    Święty Paweł w drugim czytaniu idzie jeszcze dalej. Pisze z ogromną pewnością: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Wymienia cierpienie, ucisk, prześladowanie, głód, niebezpieczeństwo, śmierć. Wszystkie te doświadczenia wydają się niezwykle trudne. A jednak kończy słowami pełnymi nadziei: Ani śmierć, ani życie, ani żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga.

    Nasza relacja z Bogiem nie opiera się przede wszystkim na sile naszej miłości do Niego, ale na Jego niezmiennej miłości do nas.

    

Czy jednak naprawdę wierzę, że Bóg potrafi zaspokoić najgłębszy głód mojego serca?

sobota, 1 sierpnia 2026

Sobota 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Alfonsa Marii Liguoriego

    Wtedy  powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: "Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego". Achikam, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć (Jr 26,16.24).

        Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
        wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
        ratuj mnie z wodnej głębiny.
        Niechaj nie porwie mnie nurt wody,
        niech nie pochłonie mnie głębia,
        niech nie zamknie się nade mną paszcza otchłani.

    Jestem nędzny i pełen cierpienia,
    niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
    Pieśnią chcę chwalić imię Boga
    i wielbić Go dziękczynieniem.

        Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
        niech ożyje serce szukających Boga.
        Bo Pan wysłuchuje biednych
        i swoimi więźniami nie gardzi (Psalm 69).


    Podobnie jak wczoraj liturgia pozwala nam towarzyszyć Jeremiaszowi na dziedzińcu domu Pańskiego, świątyni w Jerozolimie, gdzie przemawia do ludu i ostrzega. 

    Znajdujemy się pod koniec VII wieku przed Chrystusem, za panowania króla Jojakima. Królestwo Judy przeżywa głęboki kryzys polityczny i religijny. Rośnie zagrożenie ze strony Babilonu, a wielu żyje w przekonaniu, że sama obecność świątyni w Jerozolimie gwarantuje Bożą opiekę. Jeremiasz otrzymuje jednak od Boga zadanie niezwykle trudne: ma ogłosić, że jeśli naród się nie nawróci, nawet świątynia nie uchroni go przed sądem.

    Jego słowa wywołują gwałtowną reakcję. Kapłani i prorocy oskarżają go o bluźnierstwo i domagają się wyroku śmierci. Wydaje się, że los Jeremiasza jest już przesądzony. Stoi samotnie wobec tłumu, który chce jego śmierci.

    Jeremiasz nie próbuje ratować siebie za wszelką cenę. Nie wycofuje swoich słów ani nie szuka kompromisu. Spokojnie mówi: Pan mnie posłał. Oddaje swoje życie w ręce słuchaczy: uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe, ale jednocześnie przypomina im, że jeśli zabiją niewinnego człowieka, sami poniosą odpowiedzialność przed Bogiem.

    Odwaga Jeremiasza i prawda wypowiedziana bez lęku zmieniają bieg wydarzeń. Starsi ludu zaczynają rozważać jego słowa. Zamiast ulec emocjom, przypominają sobie historię proroka Micheasza, którego również słuchano mimo trudnych napomnień. W końcu zapada decyzja: Jeremiasz nie zasługuje na śmierć, ponieważ przemawiał w imieniu Pana. Za Jeremiaszem ujmuje się w szczególny sposób urzędnik królewski - Achikam, który ochrania proroka przed ślepą złością tłumu. 

    Odwrócenie losu nie dokonało się dzięki jakiejś ludzkiej przebiegłości. Dokonało się dlatego, że Jeremiasz pozostał wierny prawdzie. Jego słowa, początkowo odrzucone, ostatecznie poruszyły sumienia i stały się narzędziem jego ocalenia.

    Możemy do Jeremiasza odnieść słowa psalmisty, który wobec zagrożenia życia, ufnie prosi Boga: Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął, wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą, ratuj z wodnej głębiny. Jeremiasz po ludzku nie widzi już dla siebie ratunku, zagrożenie życia jest namacalne. Woła do Boga, ufając że On słyszy i nie opuści w zagrożeniu. 

    Bóg usłyszał i posłużył się ludźmi, którzy mieli odwagę stanąć po stronie prawdy. Prorok został wyrwany z niebezpieczeństwa, a jego życie zostało ocalone. Psalm kończy się wezwaniem do uwielbienia Boga, który nie gardzi ubogimi i nie zapomina o swoich uwięzionych. To zdanie mogłoby być komentarzem do całego życia Jeremiasza. Bóg nie pozostawia tych, którzy Mu ufają.

    Czy wierzymy, że prawda wypowiedziana z pokorą ma moc przemieniać ludzkie serca? A gdy sami przeżywamy chwile osamotnienia i lęku, czy potrafimy modlić się słowami psalmisty, ufając, że Bóg słyszy nasze wołanie?