zachód słońca

zachód słońca

sobota, 1 sierpnia 2026

Sobota 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Alfonsa Marii Liguoriego

    Wtedy  powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: "Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego". Achikam, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć (Jr 26,16.24).

        Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
        wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
        ratuj mnie z wodnej głębiny.
        Niechaj nie porwie mnie nurt wody,
        niech nie pochłonie mnie głębia,
        niech nie zamknie się nade mną paszcza otchłani.

    Jestem nędzny i pełen cierpienia,
    niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
    Pieśnią chcę chwalić imię Boga
    i wielbić Go dziękczynieniem.

        Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
        niech ożyje serce szukających Boga.
        Bo Pan wysłuchuje biednych
        i swoimi więźniami nie gardzi (Psalm 69).


    Podobnie jak wczoraj liturgia pozwala nam towarzyszyć Jeremiaszowi na dziedzińcu domu Pańskiego, świątyni w Jerozolimie, gdzie przemawia do ludu i ostrzega. 

    Znajdujemy się pod koniec VII wieku przed Chrystusem, za panowania króla Jojakima. Królestwo Judy przeżywa głęboki kryzys polityczny i religijny. Rośnie zagrożenie ze strony Babilonu, a wielu żyje w przekonaniu, że sama obecność świątyni w Jerozolimie gwarantuje Bożą opiekę. Jeremiasz otrzymuje jednak od Boga zadanie niezwykle trudne: ma ogłosić, że jeśli naród się nie nawróci, nawet świątynia nie uchroni go przed sądem.

    Jego słowa wywołują gwałtowną reakcję. Kapłani i prorocy oskarżają go o bluźnierstwo i domagają się wyroku śmierci. Wydaje się, że los Jeremiasza jest już przesądzony. Stoi samotnie wobec tłumu, który chce jego śmierci.

    Jeremiasz nie próbuje ratować siebie za wszelką cenę. Nie wycofuje swoich słów ani nie szuka kompromisu. Spokojnie mówi: Pan mnie posłał. Oddaje swoje życie w ręce słuchaczy: uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe, ale jednocześnie przypomina im, że jeśli zabiją niewinnego człowieka, sami poniosą odpowiedzialność przed Bogiem.

    Odwaga Jeremiasza i prawda wypowiedziana bez lęku zmieniają bieg wydarzeń. Starsi ludu zaczynają rozważać jego słowa. Zamiast ulec emocjom, przypominają sobie historię proroka Micheasza, którego również słuchano mimo trudnych napomnień. W końcu zapada decyzja: Jeremiasz nie zasługuje na śmierć, ponieważ przemawiał w imieniu Pana. Za Jeremiaszem ujmuje się w szczególny sposób urzędnik królewski - Achikam, który ochrania proroka przed ślepą złością tłumu. 

    Odwrócenie losu nie dokonało się dzięki jakiejś ludzkiej przebiegłości. Dokonało się dlatego, że Jeremiasz pozostał wierny prawdzie. Jego słowa, początkowo odrzucone, ostatecznie poruszyły sumienia i stały się narzędziem jego ocalenia.

    Możemy do Jeremiasza odnieść słowa psalmisty, który wobec zagrożenia życia, ufnie prosi Boga: Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął, wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą, ratuj z wodnej głębiny. Jeremiasz po ludzku nie widzi już dla siebie ratunku, zagrożenie życia jest namacalne. Woła do Boga, ufając że On słyszy i nie opuści w zagrożeniu. 

    Bóg usłyszał i posłużył się ludźmi, którzy mieli odwagę stanąć po stronie prawdy. Prorok został wyrwany z niebezpieczeństwa, a jego życie zostało ocalone. Psalm kończy się wezwaniem do uwielbienia Boga, który nie gardzi ubogimi i nie zapomina o swoich uwięzionych. To zdanie mogłoby być komentarzem do całego życia Jeremiasza. Bóg nie pozostawia tych, którzy Mu ufają.

    Czy wierzymy, że prawda wypowiedziana z pokorą ma moc przemieniać ludzkie serca? A gdy sami przeżywamy chwile osamotnienia i lęku, czy potrafimy modlić się słowami psalmisty, ufając, że Bóg słyszy nasze wołanie?

    

piątek, 31 lipca 2026

Piątek 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Ignacego z Loyoli

    Stań na dziedzińcu domu Pańskiego i mów do mieszkańców wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pańskiego oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić, nie ujmuj ani słowa! Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi (Jr 26,2b-3a).

        Liczniejsi od włosów na mej głowie
        są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.
        Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani,
        czyż mam oddać to, czego nie zabrałem?

    Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, 
    hańba twarz mi okrywa,
    dla braci moich stałem się obcym
    i cudzoziemcem dla synów mej matki. 
    Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
    i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.

        Panie, modlę się do Ciebie,
        w czas łaski, o Boże.
        Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
        w Twojej zbawczej wierności (Psalm 69).


    Jeremiasz mówił do nas obrazami, dziś on sam staje się obrazem. Posłany do świątyni, by ogłaszać to, czego nikt nie chce słuchać. Głosi, wzywa do nawrócenia i przestrzega. Dobrze wie, że takie słowa i postawa nie przyniosą mu uznania ani wdzięczności. Przeciwnie – mogą kosztować go życie. Jednak nie milczy. 

    Wierność Bogu rzadko oznacza popularność. Często wymaga odwagi, by mówić prawdę, nawet jeśli inni ją odrzucają. Jeremiasz nie głosi własnych poglądów ani nie szuka poklasku. Jest wierny temu, co usłyszał od Boga. 

    Psalmista pozwala nam zajrzeć do serca Jeremiasza, człowieka wiernego Bogu. Słyszymy w nim ból, doświadczenie odrzucenia i niezrozumienia: Dla Ciebie znoszę urąganie. W modlitwie prorok znajduje siłę do wierności. Nawet gdy doświadcza samotności i prześladowania, zwraca się do Boga z ufnością. Wie, że tylko w Nim może znaleźć oparcie. Nie opiera się na własnych możliwościach, ale na Bogu. Człowiek, który trwa blisko Boga, nie przestaje odczuwać lęku, ale uczy się, że lęk nie musi decydować o podejmowanych wyborach.

    Jeremiasz staje się znakiem dla mieszkańców Judei. Jest znakiem, który zapowiada Chrystusa. Jezus również przyjdzie z przesłaniem, które dla wielu będzie niewygodne. Będzie wzywał do nawrócenia, zdemaskuje obłudę i będzie głosił prawdę o miłości Ojca. I jak Jeremiasz zostanie odrzucony przez wielu i spotka się z wrogością. W chwilach największego zagrożenia będzie trwał na modlitwie, powierzając się całkowicie Ojcu. Ostatecznie wierność poprowadzi Go na krzyż, ale właśnie przez tę wierność przyszło zbawienie świata.

    Czy moje przyznawanie się do wiary zależy od opinii innych? Czy mam odwagę żyć Ewangelią także wtedy, gdy jest to niepopularne lub wymaga ode mnie poświęcenia? A może zbyt często milczę ze strachu przed oceną?

czwartek, 30 lipca 2026

Czwartek 17. Tygodnia Zwykłego

    Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? - mówi Pan. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku (Jr 18,6).

       

        Chwal, duszo moja, Pana,
        będę chwalił Pana do końca mego życia,
        będę śpiewał mojemu Bogu,
        dopóki istnieję.

    Nie pokładajcie ufności w książętach
    ani w człowieku, który zbawić nie może.
    Kiedy duch go opuści, znowu w proch się obraca
    i przepadają wszystkie jego zamiary.

        Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba,
        kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.
        On stworzył niebo i ziemię, i morze
        ze wszystkim, co w nich istnieje  (Psalm 146).


    Jeremiasz wraca do nas z kolejnym obrazem: Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy... Te słowa mogą w nas wywołać sprzeciw, bo gdzie nasza wolność, skoro wszystko jest w Jego rękach. Prawda jest jednak taka, że nigdy człowiek nie ma pełnej kontroli nad swoim życiem. Spróbujmy jednak spojrzeć na ten obraz pozytywnie: nasze życie nie znajduje się w rękach ślepego przypadku ani w rękach losu, lecz w rękach kochającego Ojca, który wie, co robi.

    Lubimy snuć plany. Układamy scenariusze na przyszłość, wyznaczamy cele, mamy swoje marzenia i oczekiwania. I nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy nasze plany stają się ważniejsze od Bożych planów. Kiedy kurczowo trzymamy się własnych wyobrażeń, trudno nam przyjąć to, że Bóg chce poprowadzić nas inną drogą. 

    Boże działanie przekracza ludzkie zamiary. To, co dla nas wydaje się porażką, końcem czy zmarnowaną szansą, dla Boga może stać się początkiem czegoś nowego. Garncarz nie zniechęca się, gdy naczynie się nie udaje. Nie przestaje pracować. Podobnie Bóg nigdy nie rezygnuje z człowieka. Nawet wtedy, gdy popełniamy błędy, gdy nasze życie wydaje się pogmatwane, On nadal potrafi wydobyć z niego dobro. Jego miłość jest większa od naszych słabości, a Jego mądrość przekracza nasze ograniczone spojrzenie.

    Psalmista prowadzi nas krok dalej. Otwarcie i przyjęcie Bożych planów to droga do szczęśliwego finału ludzkiego życia. Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba, kto pokłada nadzieję w Panu BoguPsalmista przestrzega, aby nie pokładać nadziei wyłącznie w ludziach, w ich możliwościach czy obietnicach. Człowiek jest ograniczony i przemijający. Nawet najlepsze ludzkie plany mogą zawieść. Jedynie Bóg pozostaje wierny na zawsze.

    Szczęście nie rodzi się z przekonania, że wszystko zależy ode mnie. Prawdziwy pokój serca rodzi się wtedy, gdy uczę się ufać Bogu bardziej niż sobie. To nie oznacza bierności ani rezygnacji z działania. Oznacza natomiast gotowość, by swoje plany nieustannie konfrontować z Bożą wolą i mieć odwagę powiedzieć: Panie, jeśli Ty widzisz dla mnie lepszą drogę, poprowadź mnie nią.

    Poszukiwanie Bożej woli nie jest utratą wolności. Jest odkrywaniem tego, do czego naprawdę zostaliśmy stworzeni. Garncarz najlepiej wie, jakie naczynie chce uformować. Podobnie Bóg zna nasze serce lepiej niż my sami. Wie, gdzie odnajdziemy spełnienie, nawet jeśli droga do niego nie zawsze pokrywa się z naszymi oczekiwaniami.