zachód słońca

zachód słońca

sobota, 12 września 2026

Święto Najświętszego Imienia Maryi

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: „Gdzie jesteś?” On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,9-10).

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,26-28).


     W biblijnej historii zbawienia człowiek od początku słyszy Boże zaproszenie do relacji i spotkania. Po grzechu Adam słyszy pytanie: Gdzie jesteś?, ale zamiast wyjść ku Bogu, ukrywa się. Lęk, wstyd i nieufność stają się znakiem pękniętej relacji. Człowiek, który wcześniej żył w bliskości ze Stwórcą, zaczyna się przed Nim chować i uciekać. 

    Scena zwiastowania staje się jakby odpowiedzią na scenę z Księgi Rodzaju. Adam, słysząc głos Boga, chowa się. Maryja słyszy słowo Boga i pozostaje przed Nim. Nie wszystko rozumie. Pyta: Jakże się to stanie?, ale jej pytanie nie jest ucieczką ani odmową. Jest pytaniem człowieka, który chce przyjąć Bożą wolę. Ostatecznie wypowiada słowa, które otwierają przed Bogiem całe Jej życie: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa.

    W tym sensie Maryja staje się przeciwieństwem postawy Adama. Adam ukrywa się, ponieważ przestał ufać. Maryja wychodzi ku Bogu, ponieważ ufa nawet wtedy, gdy Jego droga przekracza ludzkie rozumienie. Adam próbuje bronić siebie i zrzuca odpowiedzialność na innych. Maryja oddaje siebie Bogu. Tam, gdzie grzech rodzi zamknięcie, Jej wiara staje się otwarciem. Tam, gdzie człowiek mówi Bogu swoje nie, Maryja odpowiada swoim tak.

    Postawa Maryi pokazuje, jak wygląda człowiek, który pozwala się Bogu odnaleźć. Nie ucieka przed Jego obecnością. Nie chowa swojego życia. Oddaje je w Jego ręce.

piątek, 11 września 2026

Piątek 23. Tygodnia Zwykłego

    Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, kto staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś - nieprzemijającą (1 Kor 9,24-25).

        Dusza moja stęskniona przedsionków Pańskich,
        serce moje i ciało radośnie wołają do Boga żywego.
        Nawet wróbel znajduje swój dom, a jaskółka gniazdo,
        gdzie złoży swe pisklęta,
        przy ołtarzach Twoich, Panie Zastępów, Królu mój i Boże.

            Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie,
            nieustannie wielbiąc Ciebie.
            Szczęśliwy, których moc jest w Tobie,
            którzy zachowują ufność w swym sercu.

        Bo Pan Bóg jest słońcem i tarczą,
        On hojnie darzy łaską i chwałą,
        nie odmawia dobrodziejstw
        żyjącym nienagannie (Ps 84).


    Może zaskakiwać, że św. Paweł, faryzeusz, znał tak dobrze świat grecki, świat pogański. I może budzić zdziwienie to, jak Pan Bóg potrafi dobierać sobie ludzi do konkretnych zadań. 

    Paweł znał kulturę grecką, ponieważ pochodził z Tarsu, potężnej metropolii handlowej, jednego z największych ówczesnych centrów kultury hellenistycznej. Był Żydem z urodzenia, ale jego tożsamość została ukształtowana w tyglu trzech kultur: żydowskiej, greckiej i rzymskiej. Nie dziwi zatem, że nie był mu obcy świat sportów greckich, do których porównuje życie wiary. I właśnie takiego człowieka wybrał Bóg, by zaniósł Dobrą Nowinę do pogan, wniósł ją w świat kultury greckiej i rzymskiej. 

    Wróćmy do porównania, którego Paweł dzisiaj używa. Zestawia on życie wiary z biegiem i zapasami. Zawodnik, który chce osiągnąć cel, ćwiczy, podejmuje wysiłek i rezygnuje z tego, co mogłoby go osłabić. 

    Podobnie jest w życiu duchowym. Dobre intencje nie wystarczą. Potrzebna jest wierność, modlitwa, praca nad sobą, panowanie nad własnymi słabościami i wytrwałość - także wtedy, gdy nie widzimy owoców od razu. Jesteśmy zaproszeni do nieustannego podążania drogą, na której człowiek nieustannie uczy się wybierać to, co prowadzi do Boga.

    Psalmista podpowiada nam, skąd czerpać siły do wierności i wytrwałości na tej drodze, do podejmowania trudu do zmagań na drodze wiary: Szczęśliwi, których moc jest w Tobie, którzy zachowują ufność w swym sercuNie chodzi więc o duchowy wysiłek oparty wyłącznie na ludzkiej silnej woli. U początku wszystkiego jest pragnienie Boga: Dusza moja stęskniona pragnie przedsionków Pańskich. Człowiek może biec wytrwale wtedy, gdy wie, ku Komu biegnie. 

    Dla tego, kto ufa Bogu, On staje się słońcem i tarczą: daje światło, abyśmy wiedzieli, dokąd iść, i osłania nas wtedy, gdy droga staje się trudna.

czwartek, 10 września 2026

Czwartek 23. Tygodnia Zwykłego

    A choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie - jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów - dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy (1 Kor 8,5-6).

        Przenikasz i znasz mnie, Panie,
        Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
        Z daleka spostrzegasz moje myśli,
        przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
        i znasz wszystkie moje drogi.

            Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
            i utkałeś mnie w łonie mej matki.
            Sławię Cię, że mnie tak cudownie stworzyłeś,
            godne podziwu są Twoje dzieła.

        Przenikaj mnie, Boże, i poznaj moje serce,
        Doświadcz mnie i poznaj moje myśli.
        I zobacz, czy idę drogą nieprawą,
        a prowadź mnie drogą odwieczną (Ps 139).


    Psalmista zwraca się dzisiaj do Boga z pełną świadomością, że Bóg zna całą prawdę o człowieku: zna jego drogi, myśli serce i przeszłość. To Bóg nas stworzył, utkał w łonie matki i nie patrzy na nas w sposób powierzchowny, ale widzi to wszystko, czego nie widzą inni ludzie, czego czasem sami nie potrafimy dostrzec. 

    W strofie zamykającej psalmista zwraca się do Boga w sposób bardzo odważny i ufny: przenikaj mnie, Boże, i poznaj moje serce. To prośba o odkrycie prawdy o moich intencjach. Tylko Bóg tak naprawdę wie, co kryje się za moimi wyborami i decyzjami: pokora czy pycha, mądrość czy egoizm, dojrzałość czy obojętność. 

    Poprzez światło psalmu odczytujemy słowa św. Pawła. Nie wystarcza sama wiedza, która może prowadzić do pychy, do zadufania. Dopiero kiedy intencje serca przenika promień miłości, zaczyna się chrześcijaństwo praktyczne. 

    I ciekawa zasada, którą św. Paweł przedstawia, odwołując się do pokarmów składanych bożkom. Dojrzałość w wierze sprawia, że wiemy, że bożki nie mają żadnej mocy, dlatego taki pokarm sam w sobie nie jest problemem. Ale ważne jest również patrzenie na innych, by nie doprowadzić ich do zagubienia się na drogach wiary. Nie wszystko, co wolno zrobić, musi być dobre, ze względu na skutki, które może przynieść. Czasem miłość wymaga zrezygnowania z tego, na co pozwala prawo, by nie stać się przyczyną upadku dla drugiego. 

    Nie chodzi na drodze wiary o to, by jak najwięcej wiedzieć i udowadniać swoją wolność, ale polega na miłości, która umie przyznać: dobro drugiego człowieka jest dla mnie ważniejsze niż postawienie na swoim.