zachód słońca

zachód słońca

środa, 8 kwietnia 2015

Środa w Oktawie Wielkanocy

     W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. 
       On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni.  (Łk 24,13 - 17)

     Już skończyła się Pascha. Jerozolima znów żyje swoim życiem. Można wrócić do swoich codziennych zajęć. Ludzie pakują wszystko, by opuścić święte miasto – Jeruzalem, miasto pokoju, które stało się miastem wojny, tragedii i nieszczęść. Czyżby wszyscy zapomnieli?

Wracam do wieczernika owych pierwszych dni. Apostołowie, którzy zamknęli drzwi z obawy. Ileż dziś takich drzwi zamkniętych…
   Niektórzy uczniowie po kryjomu opuszczali miasto, by uciec przed złością tych, którzy zabili Mistrza, którzy Go wydali w ręce Piłata. Najlepiej po dwóch, bez rzucania się w oczy, dyskretnie…

Z sercem przepełnionym smutkiem krzyża… Trzeba odejść w bezpieczne strony, wrócić do swoich codziennych zajęć.

     Zazdroszczę tamtym dwóm, którzy odchodzili do Emaus… To było przed zachodem słońca. Zaprosili kogoś do gospody, bo pora już późna i miało się ku wieczorowi, a dzień nachylał się coraz bardziej… Słońce na drzewach zapalało złote pióropusze i łagodnie zaglądało w oczy. Cień siedzących przy stole także szykował się do odejścia wraz z odchodzącym słońcem.


Usiadł z nimi do stołu. I zaczął odprawiać w tym dniu swoją pierwszą Mszę świętą. Na prostym stole, wśród gwaru, nieporządku, dokonał największych tajemnic. 

1. Czy codzienność nie odbiera mi radości życia?
2. Czy nie szukam niezwykłości na drodze wiary, nie dostrzegając prostych gestów?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza