zachód słońca

zachód słońca

czwartek, 17 września 2015

Czwartek 24 Tygodnia Zwykłego

    „Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?” Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu więcej darował”.
     On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje” (Łk 7,41-47).

     Dzisiejsza Ewangelia przynosi wiele pytań. Bohaterowie wydarzeń - faryzeusz Szymon, jawnogrzesznica i Jezus. Szymon, gospodarz domu, który zapraszając Jezusa do stołu uchybia gościnności. Nie wypełnia podstawowych obowiązków gospodarza wobec zaproszonego gościa. Czy wynikało to z poczucia wyższości? A jeżeli tak, co skłoniło Szymona, że zaprosił Jezusa - ciekawość? A może chciał zastawić kolejną pułapkę na rzekomego Mistrza? 

       Odpowiedź Szymona na postawione pytanie o miłość jest bardzo ostrożna i wyważona. Nie dziwię się. Dług zawsze jest problemem. Niszczy relacje. Człowiek czuje się upokorzony, nie mogąc spłacić zadłużenia, a sytuacja zmusza go do prośby o darowanie (umorzenie) długu. I nawet wtedy, gdy dług zostaje podarowany, człowiek pamięta. Taka pamięć może rodzić różne reakcje: poczucie uzależnienia od tego, który darował, pragnienie zrewanżowania się. poczucie nieporadności... Wtedy trudno kochać tego, który darował...

      I to niebezpieczeństwo może się pojawić również w naszym odniesieniu do Boga. On, darując nam grzechy, zapomina o nich. Przywraca człowiekowi godność, której faryzeusz nie potrafił zobaczyć w jawnogrzesznicy. Ale tylko wdzięczność wobec Przebaczającego może zrodzić miłość. Poczucie, że sam nie jestem w stanie wyrwać się z grzechu, że potrzebuję Boga, wymaga pokory...  Pokora nie jest "modną" cnotą - może dlatego tak trudno zawierzyć przebaczającej Miłości...

1. Jakie uczucia rodzi we mnie konfesjonał?
2. Czy poza swoim grzechem dostrzegam Tego, który jest większy od mojego grzechu?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza