zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 6 grudnia 2015

II Niedziela Adwentu

     Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni (Łk 3,1-2).

     Ówczesny świat. Potężny Rzym ze swoim cesarzem, namiestnik i kilku tetrarchów podbitej prowincji. Oto władcy, ci którzy stoją na szczycie świata. I w tę wielką historię świata wchodzi Bóg. Gdzieś na peryferiach imperium, na kawałku pustyni nad Jordanem Bóg kieruje słowo do Jana… Tak widzi to świat, to jego spojrzenie na wydarzenie, które było właściwie niezauważalne dla wielkich tego świata…

Ale Pan Bóg zaprasza nas do zupełnie innego spojrzenia. Owi wielcy, cesarz, tetrarchowie i namiestnicy to tylko tło, dość niewyraźne i mało znane, bo ileż możemy powiedzieć o tych, których Łukasz wymienia z imienia… Tło, które się zmienia... To tylko tło dla tego, co najważniejsze – w centrum świata nie stoją władcy. Centrum dziejów, tym co nadaje sens i wartość biegowi zdarzeń, nie stanowi ani władza polityczna, ani ta wielka uosobiona w Cesarzu, ani ta mniejsza, przedstawiona przez lokalnych panów, nawet kapłańska władza Annasza i Kajfasza nie stanowi centrum. Centrum wydarzeń, centrum ludzkich dziejów stanowi Słowo Boże…

To paradoks Ewangelii. Słowo zaczyna rozbrzmiewać na pustkowiu… Najważniejsze sprawy odbywają się na odludziu. Głosi je dość szorstki w obyciu człowiek, niezbyt przystający do stylu i mody obowiązujących w pałacach. Nie zna się na kompromisach i konwenansach, niespecjalnie dba o poprawność, jest kategoryczny w nauczaniu, wzywa do nawrócenia, do zawrócenia z drogi, która prowadzi donikąd…

1. Czy w centrum mojego życia jest Słowo?
2. Jak podchodzę do skierowanego do mnie Słowa?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza