Ciekawe, że ci, którzy znaleźli Jezusa, zapytali Go, kiedy przybył do Kafarnaum, a nie zapytali o to, jak... wiedzieli przecież, że nie wsiadł do łodzi z uczniami, że innych łodzi nie było, a Jezus jednak dotarł na odległy brzeg.
Ale to nie jest najważniejsze pytanie, jakie powinniśmy postawić sobie w kontekście tej Ewangelii. Patrząc na tych, którzy Jezusa szukali po rozmnożeniu chlebów dużo ważniejszym pytaniem jest to, co motywuje poszukiwanie Jezusa... Jakie są te najgłębsze potrzeby, które tylko spotkanie z Jezusem może zaspokoić? Powinniśmy stawiać sobie takie pytania, by nie przechodzić zbyt powierzchownie po drogach wiary, nie skupiać się na tym, co związane z emocjami, często chwilowe, ale wcale nie pomaga wzrastać i odnawiać zaufania Jezusowi.
Mistrz daje im i nam możliwość, by otworzyć się na Jego tajemnicę, poznać osobę Jezusa. Ludzie nasyceni chlebem na pustkowiu szukali tak naprawdę nie Jezusa, ale szukali Jego darów. Może i nasza droga za Jezusem wcale nie jest związana z Jego osobą, relacją z Nim, ale bardziej poszukiwaniem tego, co dzięki Niemu można uzyskać? Może nie zależy nam na tym, by lepiej Go poznać, wejść w Jego tajemnicę, ale na tym, by zapewnić sobie Jego łaskę, poczucie bezpieczeństwa, spokój z tego, że nie jesteśmy dłużnikami wobec Boga...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz