zachód słońca

zachód słońca

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Poniedziałek 13. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Ireneusza, biskupa i męczennika

    Przybliżywszy się, Abraham zapytał: "Czy masz zamiar wygubić sprawiedliwego razem z bezbożnym? Czy sprawiedliwy będzie potraktowany jak bezbożny? Ty nie możesz dopuścić do takiej rzeczy, by zabijać sprawiedliwego razem z bezbożnym i by z bezbożnym zrównany był sprawiedliwy. O nie! (Rdz 18,23.25).


    Bóg ujawnia Abrahamowi swój plan wobec Sodomy. Zło rozprzestrzenia się jak bluszcz i trzeba je powstrzymać, zniszczyć, aby nie deprawowało wszystkiego, czego się dotknie. Widać potęgę grzechu, który się rozlewa, wyrządzając wielkie szkody wokół siebie. To bardzo ważne - zatrzymać niszczącą siłę grzechu.

    Ale Abraham stawia jeszcze inne pytanie: czy w takiej sytuacji, takiego wielkiego zdeprawowania, można coś uratować, coś ocalić? 

    W tym swoistym dialogu - targu między Abrahamem i Bogiem te dwa problemy się zazębiają. A dialog pogłębia ich znaczenie. O ile na początku może się wydawać, że wobec tak wielkiego zła nie ma innego rozwiązania, że zamierzona kara jest słuszna, to im głębiej wchodzimy w ten dialog, do głosu przebija się współczucie i miłosierdzie. 

    Chociaż zło wydaje się dominować nad wszystkim, a ci, którzy próbują w świecie rozlewającego się zła chronić dobro, mimo wszystko ponoszą konsekwencje zła. Czy obecność dobra, chociaż tak nieznaczna, będzie w stanie ocalić świat przed zniszczeniem?

    Abraham jest świadom tego, że jest człowiekiem słabym i grzesznym, solidaryzuje się z tą kruchą ludzkością i odwołuje się do miłosierdzia, którego sam doświadcza w swojej relacji z Bogiem. 

    Można narzekać na świat, trzeba dostrzegać rozlewające się i niszczące wszystko zło, ale tym bardziej trzeba, jak Abraham, pośród tego rozlewającego się zła, widzieć te drobne wysepki, niewielkie światełka dobra. I tym bardziej trzeba się modlić za ten świat, pragnąc, by życie, które jest wyrazem Miłości, było silniejsze od zła i śmierci. 

1. Czy potrafię się wstawiać do Boga za ludźmi, którzy się pogubili na drogach życia?

2 komentarze:

  1. Sama się gubię na drogach życia. Zawracam i znów błądzę. I rozumiem, że każdy człowiek tak ma. Zdecydowanie za mało i za rzadko wstawiam się do Boga za innymi ludźmi. To jest możliwe, kiedy tylko przykładam miarę miłości do drugiego człowieka i do siebie. Bez miłości się nie da...
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. Odpowiadając na pytanie, czy modlę się za „pogubionych” - można odpowiedzieć, że tak. Wszyscy uczestniczymy w takiej modlitwie, czy podczas różnych nabożeństw jak nowenna, czy w modlitwie wiernych podczas Mszy św., w których przeważnie po prośbach za Papieża, kościół są prośby za innych członków kościoła, w tym i pogubionych (np. za rządzących, za młodzież, aby dostrzegła w Panu jedynego Pana i Zbawiciela, za cierpiących by doświadczyli miłości i wsparcia w Kościele itp. ). Podczas Mszy św. są też wspólne wezwania obejmujące modlitwę całego Kościoła, w tym też modlitwa „Ojcze NASZ” a nie Ojcze mój. Oczywiście, nie zawsze moje serce jest w pełni w taką modlitwę zaangażowane, czy mam „pełną świadomość” objęcia w modlitwie również „pogubionych”; taką gorliwość w sposób naturalny znajduję w modlitwie za najbliższych.

    Pozwolę sobie na podzielenie się doświadczeniem ostatnich dni. Koleżanka, która przeżywa życiowy dramat podzieliła się ze mną w pracy, że chciała wejść do kościoła, ale się wstydziła bo była nieodpowiednio ubrana, nie lubi kościołów, nie chodzi od wielu lat, nie zna żadnej modlitwy, tylko pamięta „Pod Twoją obronę”… Wzięłam ją za rękę, powiedziałam chodź, nie bój się i zaprowadziłam do kaplicy (malutka, szpitalna, wielkości pokoju), usiadłyśmy i zaczęłam własnymi słowami modlić się na głos, jakby w jej imieniu (na głos) do Pana Jezusa (2, 3 zdania) – i zostawiłam ją z informacją, że Pan Jezus ją kocha, że zawsze tu na nią czeka, może przyjść w każdej chwili i pogadać z Jezusem. Dwa dni później zadzwoniła, że poszła się pomodlić do kaplicy, a kolejnego dnia zadzwoniła, że idzie do spowiedzi i komunii św. Ogarnęła mnie ogromna radość, wdzięczność, że Pan Bóg dotyka serc w sposób niespodziewany; ufam, że to początek jej przygody z Panem Bogiem i wzrastaniu w wierze. Mam taki malusieńki żal do Pana Boga, że na podobny telefon czekam od córki parę lat. 
    2. Zdanie przy którym ja się dzisiaj zatrzymałam to: „Pan mówił sobie: «Czyż miałbym zataić przed Abrahamem to, co zamierzam uczynić?”
    Czyli Pan Bóg może coś objawić a nie musi. Abraham otrzymuje to co było konieczne, co wg Bożego planu było potrzebne. Patrząc wstecz na moje życie, może to i dobrze, że nie wiedziałam co mnie czeka, bo wielu rzeczy bym się nie podjęła, z drugiej strony, jak bym wiedziała, czy potrafiłabym zapobiec negatywnym skutkom niektórych zachowań czy decyzji? – nie ma gwarancji, czyli takie gdybanie; jak w przysłowiu: Polak mądry po szkodzie. Pozostaje zaufać Bożej Mądrości, że nawet błedy są wpisane w Boży plan Zbawienia, gdyż Pan zna mnie lepiej, kocha jak nikt inny i widzi więcej niż ja, czyli poza mój własny czubek nosa,

    OdpowiedzUsuń