Z listów do siedmiu kościołów odczytujemy te, które są skierowane do Sardes i do Laodycei. Sardes było wówczas miastem handlowym, Laodycea słynęła z gorących źródeł i szkoły medycznej specjalizującej się w chorobach oczu. Oba miasta, a w nich wspólnoty chrześcijańskie (kościoły) cieszą się bogactwem i dobrobytem, ale to tylko pozory. To, co jest przedmiotem ich chluby, blokuje możliwość nawrócenia. Stąd bardzo ostre słowa skierowane do obu kościołów: masz imię, które mówi, że żyjesz, a jesteś umarły... skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z ust moich...
Dziś tak nikt nie mówi, obowiązuje poprawność, być może te słowa ktoś uznałby za mowę nienawiści. Nasze sumienia stały się letnie, a uszy nadwrażliwe, dlatego wyciszamy ten głos, który mówi nam, że nie wszystko jest w porządku. Czasami boimy się po prostu zmiany, której wymaga nawrócenie, a czasem po prostu nie chcemy tracić naszych przywilejów czy materialnych profitów, a czasem dla zwykłej wygody. Prowadzimy życie, w którym Bóg jest być może prostym nawykiem, ale nie jest konieczny do życia...
A Bóg pragnie bliskości i przyjaźni. Oto stoję u drzwi i kołaczę... nie narzuca się, ale delikatnie puka i prosi o przyjęcie. Czeka na zaproszenie do stołu. To w tej atmosferze domu, bliskości, wspólnego stołu może narodzić się relacja, która przemienia życie.
Co jest przeszkodą z mojej strony w budowaniu relacji z Jezusem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz