Zmiłuj się nade mną Boże, w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.
Uznaję bowiem nieprawość moją,
a grzech mój jest zawsze przede mną.
Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem
i uczyniłem, co złe jest przed Tobą.
Abyś okazał się sprawiedliwy w swym wyroku
i prawy w swoim sądzie.
Oto urodziłem się obciążony winą
i jako grzesznika poczęła mnie matka.
Spraw, abym usłyszał radość i wesele,
niech się radują kości, które skruszyłeś.
Odwróć swe oblicze od moich grzechów
i zmaż wszystkie moje przewinienia.
(Psalm 51)
Psalm często pojawiający się w Liturgii Godzin, w jutrzni. Wyraźnie wskazana jest sytuacja, w której ten psalm powstał - po grzechu Dawida z Batszebą, kiedy król został upomniany przez proroka Natana i rozpoczął pokutę za swoją nieprawość.
Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość... Dawid zgrzeszył morderstwem, cudzołóstwem, ukrywaniem swojego grzechu oraz brakiem skruchy. Dopiero konfrontacja z prorokiem Nananem doprowadza do przebudzenia jego serca, w szczerości i skrusze staje przed Bogiem.
To modlitwa człowieka, który wie, że popełnił grzech i przestał się usprawiedliwiać, a zaczął prosić o miłosierdzie. W ogromie swej litości... ludzie koncentrują się na wielości swoich grzechów i przewinień, ale w Bogu jest różnorodność i wielość łaski. Dawid ma już doświadczenie Bożej dobroci, doświadczenie niewyczerpanego miłosierdzia, do którego teraz się zwraca. W ogromie swej litości zgładź moją nieprawość... wymaż moją nieprawość... Dawid nie prosi jedynie o przebaczenie, ale o coś znacznie większego. Prosi Boga, aby została zniszczona pamięć o tej winie. Bóg, który przebacza grzechy, wymazuje je, kiedy człowiek staje przed Nim ze szczerym wyznaniem...
Obmyj..., oczyść..., zgładź... To wołanie o całkowite i pełne przebaczenie. Dawid odrzuca swój grzech, pragnie oczyszczenia i miłosierdzia. Uznaję bowiem nieprawość moją... Wyznanie jest jedynym warunkiem uzyskania przebaczenia. Nie chodzi jednak o wyznanie wymuszone, powierzchowne czy rutynowe. Grzech musi być rozpoznany, trzeba poznać jego głębokie zakorzenienie w ludzkim sercu, w naszej naturze. Wtedy rodzi się w sercu pragnienie oczyszczenia i otwartość na miłosierdzie. Skrucha prowadzi nas do zrozumienia i zobaczenia naszych występków takimi, jakimi są naprawdę - są jawną obrazą Boga - przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przez Tobą. Każdy grzech jest zawsze grzechem przeciwko Bogu.
Poprzez swój grzech Dawid rozpoznaje swoją naturę, która jest naznaczona grzechem: Oto urodziłem się obciążony winą i jako grzesznika poczęła mnie matka. Nie jestem grzesznikiem z tego powodu, że popełniam grzech, ale popełniam grzechy, bo jestem z natury grzeszny i słaby. Dawid wraca do początku swojego istnienia, rozumie już, że jego grzech nie zaczął się w królewskim pałacu, ale od momentu narodzin, ponieważ narodził się grzesznikiem.

Dziękuję :) Niech Bóg Księdza błogosławi...
OdpowiedzUsuń