Jak to zwykle z przypowieścią, nieco przejaskrawiony obraz, który ma przyciągnąć uwagę słuchacza - tak z pewnością się działo, kiedy Jezus po raz pierwszy ją opowiadał. Jezus chciał reakcji słuchaczy. Bo co to za Siewca, który nie bierze pod uwagę stanu pola, który nie przygotował go wcześniej do zasiewu... Pole zawiera kamienie i chwasty...
Siewca jednak rzuca ziarno, mając świadomość, że ziemia nie wyda owocu, który jest oczekiwany, że część ziarna się zmarnuje. Każdy jednak ma szansę, Królestwo Boże jest dla wszystkich...
Ziarnem jest Słowo. Słowo wypowiadane i przekazywane ludzkimi słowami, ale jednak Słowo Boże. Przyjęcie Słowa oznacza przyjęcie samego Boga. I tutaj wzorem pozostaje kobieta, Służebnica Pańska, która tak przyjęła Słowo, że nie tylko w Niej zamieszkało, ale na zawsze pozostało wśród nas. I od tego momentu wszystko zależy od nas, od tego, co zrobimy ze Słowem, które jest wypowiadane i rozsiewane.
Polem jest ludzkie serce, nasze serca, które różnią się tylko tym, jak podchodzimy do Słowa, a tym samym do Siewcy. Problem z owocowaniem nie leży po stronie Siewcy czy ziarna. Wszystko zależy od tego, jak przyjmujemy Ziarno, jakim sercem je przyjmujemy. Czy jesteśmy gościnni dla Słowa, pozwalając mu zapuścić korzenie i w nas owocować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz