zachód słońca

zachód słońca

środa, 12 sierpnia 2026

Środa 19. Tygodnia Zwykłego

    Pan rzekł do niego: "Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy, i nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi (Ez 9,4).

        Chwalcie, słudzy Pańscy,
        chwalcie imię Pana.
        Niech imię Pana będzie błogosławione,
        teraz i na wieki.

    Od wschodu aż do zachodu słońca
    niech będzie  pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony ponad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała.

        Kto jest jak nasz Pan Bóg,
        który mieszka w górze
        i w dół spogląda
        na niebo i na ziemię?  (Psalm 113).


    Nie jest łatwo podążać za Ezechielem i jego wizjami. Dzisiaj prorok ogląda w prorockiej wizji sąd nad Jerozolimą. Zanim Bóg rozpocznie wymierzanie kary, najpierw nakazuje naznaczyć tych, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami popełnianymi w świętym mieście. Ocaleni zostają jedynie ci, których boli czynione zło. 

    To miejsce na pierwsze pytanie: czy mnie jeszcze boli zło? Nie chodzi o wielkie i dalekie zło, które codziennie serwują mi wiadomości płynące z mediów, ale o krzywdę człowieka, który jest obok. Czy boli mnie to, że niszczeją relacje, czy boli mnie obojętność, niesprawiedliwość? Czy boli mnie jeszcze mój własny grzech?  Czy nie zobojętniałem i nie przyzwyczaiłem się do zła, bo tak już jest i wszyscy tak robią, nic nie da się zrobić?

    Prorok pokazuje nam dzisiaj, że wrażliwe sumienie jest czymś niezwykle cennym w oczach Boga. Człowiek wierzący nie może przyzwyczaić się do zła. I ważna rzecz, być wrażliwym na zło to nie znaczy potępiać ludzi. Łatwo pomylić wrażliwość sumienia z osądzaniem. Ci, którzy w wizji Ezechiela, zostają naznaczeni, nie wynosili się nad innych. Jedynie wzdychali i biadali. Cierpieli wobec zła. Był w nich ból, a nie satysfakcja ze wskazywania winnych. 

    To kolejna przestrzeń do pytań: kiedy widzę czyjś grzech, kogoś, kto się pogubił, czy pragnę dla niego, by odnalazł drogę do Boga, czy bardziej go przekreślam? 

    Ezechiel idzie dalej w swojej wizji: chwała Pańska odeszła od świątyni. Bóg opuszcza święte miejsce. Świątynia nadal stoi. Mury są na swoim miejscu. Wszystko zewnętrznie może nadal wyglądać tak samo. A jednak Boga już nie ma. 

    To kolejny mocny obraz życia duchowego. Można zachowywać zewnętrzne formy, a powoli tracić żywą relację z Bogiem. Można szeptać modlitwy, wykonywać religijne gesty, a sercem być bardzo daleko. Można przyzwyczaić się nawet do rzeczy najświętszych.

    Dlatego Słowo stawia nam kolejne pytanie: czy moje serce jest przy Bogu? Nie pyta jedynie o to, czy jestem w świątyni, ale o to, gdzie jest moje serce...

    Psalmista mówi nam o Bogu, który jest ponad wszystkie narody, zachęca, by nasze serce wychwalało imię Pana. Chwalcie, słudzy Pańscy, chwalcie imię Pana. 

    Bo kto jest jak nasz Pan Bóg, który mieszka w górze i w dół spogląda na niebo i na ziemię? Bóg jest wielki w swoim majestacie. A mimo to spogląda w dół. Interesuje go ziemia, interesuje Go człowiek, interesuje Go moje życie. Bóg jest wielki i święty, ale nie pozostaje obojętny wobec zła. Widzi tych, którzy cierpią, którzy próbują być wierni. Widzi również naszą walkę duchową, której być może nikt inny nie dostrzega. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz