zachód słońca

zachód słońca

środa, 30 września 2026

Środa 26. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Hieronima

    Wołam do Ciebie, Panie, przez całe dnie;
    wyciągam do Ciebie swe ręce.
    Czy Ty dla umarłych chcesz czynić te wszystkie cuda?
    Czy jacyś lekarze ich wskrzeszą, by Cię wychwalali?

            Czy ktoś w grobie będzie opowiadał o Twoim miłosierdziu
            albo w miejscu zagłady o Twojej troskliwości?
            Czy możliwe jest poznawanie w ciemności
            Twoich dzieł cudownych
            albo Twojej sprawiedliwości w krainie zapomnienia?

    Wołam zatem do Ciebie, Panie,
    już od wczesnego rana moja modlitwa biegnie do Ciebie.
    Dlaczego, o Panie, odpychasz mnie od siebie?
    Dlaczego odwracasz ode mnie swoje oblicze?!

                                                            (Psalm 88)


    Dzisiaj w liturgii słyszymy psalm, przypisany synom Koracha, z dokładnym wskazaniem Ezrachity Hemana. Trudno jednak zidentyfikować postać autora. Hemana wraz z innymi trzema osobami wymienia 1 Księga Królewska, podkreślając jego mądrość, choć wszyscy ustępowali mądrości Salomona. 1 Księga Kronik wymienia natomiast Hemana jako potomka Judy, syna Zeracha. Czy to jeden z nich? Nagłówek psalmu wyraźnie wskazuje środowisko świątynnych śpiewaków, którzy tworzyli liturgiczną modlitwę Izraela.

    Psalm ten należy do najbardziej przejmujących modlitw całego Psałterza. Nie prowadzi człowieka szybko od cierpienia do pocieszenia. Nie kończy się radosnym wyznaniem, że wszystko zostało już rozwiązane. Pozostawia modlącego się niemal w ciemności. Jest tak bardzo bardzo prawdziwy w doświadczeniu cierpienia. Pokazuje człowieka, który nie rozumie Boga, nie odczuwa Jego bliskości, a jednak nie przestaje do Niego wołać. 

    Wołam do Ciebie, Panie, przez całe dnie... Pomimo Twojego milczenia, wołam. 

    Pytania, które stawia Bogu psalmista, pozwalają przypuszczać, że autor doświadcza skrajnego zagrożenia życia, izolacji i poczucia zbliżającej się śmierci. Psalmista mówi o grobie, otchłani, ciemności i oddaleniu od ludzi. Jego pytania są bardzo przejmujące: Czy Ty dla umarłych chcesz czynić te wszystkie cuda? Czy jacyś lekarze ich wskrzeszą, by Cię wychwalali? Czy ktoś w grobie będzie opowiadał o Twoim miłosierdziu albo w miejscu zagłady o Twojej troskliwości? Czy możliwe jest poznawanie w ciemności Twoich dzieł cudownych albo Twojej sprawiedliwości w krainie zapomnienia? 

    Ludzie Starego Testamentu nie patrzyli na śmierć poprzez światło zmartwychwstania. Psalmista stoi wobec tajemnicy śmierci, przed krainą Szeolu,  a jego wołanie staje się wołaniem o życie. 

    Wołam zatem do Ciebie, Panie, już od wczesnego rana moja modlitwa biegnie do Ciebie... W całym psalmie dominuje ciemność, a jednak psalmista czeka na poranek, który rozproszy mrok. Odpowiedź wciąż nie przychodzi, on jednak zwraca się ku Bogu. Woła, chociaż spotyka się z milczeniem ze strony Boga. 

    Ciemność, której psalmista doświadcza, rodzi kolejne pytania, pełne emocji: Dlaczego, o Panie, odpychasz mnie od siebie? Dlaczego odwracasz ode mnie swoje oblicze?! To wołanie człowieka, który wierzy i dlatego doświadcza cierpienia. Przecież gdyby Bóg był dla niego obojętny, Boże milczenie nie rodziłoby tyle bólu w sercu. Cierpi, bo jego serce pragnie bliskości Boga. 

    W tej modlitwie psalmisty nie ma wzniosłych uczuć, łatwego pocieszenia, szybkich rozwiązań. Jest wołanie i milczenie. Pozostaje tylko człowiek i Bóg. Człowiek cierpiący, pytający, czasem w całkowitym osamotnieniu. Człowiek, który mimo wszystko zwraca się ku Bogu ze swoim bólem. 

    Wołam zatem do Ciebie, Panie - pomimo cierpienia.
    Wołam zatem do Ciebie, Panie - pomimo braku odpowiedzi.
    Wołam zatem do Ciebie, Panie - pomimo osamotnienia.

    Wołam zatem do Ciebie, Panie, już od wczesnego rana moja modlitwa biegnie do Ciebie... 

    

wtorek, 29 września 2026

Święto Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała

    Patrzyłem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć  tysięcy stało przed Nim (Dn 7,9a.10b).

        Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
        bo usłyszałeś słowa ust moich.
        Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
        pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku (Ps 138).


    Słowo pozwala nam spojrzeć na rzeczywistość, która na co dzień jest dla nas niewidoczna. Prorok Danie widzi Boga, którego otaczają niezliczone zastępy sług. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Rzeczywistość, której nie widzimy, ale która jest bardzo realna i która mówi nam, że świat nie kończy się na tym, co potrafimy zobaczyć, zmierzyć, zważyć... Jest świat duchowy, w którym rozbrzmiewa śpiew uwielbienia dla Stwórcy wszystkiego. 

    Święci Archaniołowie należą do tej rzeczywistości i pozwalają nam odkrywać Boże działanie pośród naszego świata. Michał przypomina, że ostateczne zwycięstwo należy do Boga. Gabriel jest posłańcem, który przynosi nam Słowo i uczy tego, że Bóg wciąż przemawia, a wiara zaczyna się od słuchania tego Słowa. Rafał przypomina nam o Bogu, który towarzyszy nam w drodze, przychodząc z pomocą w naszej słabości. 

    Odkrywając ten duchowy świat, spróbujmy wraz z psalmistą odpowiedzieć na tę Bożą obecność. Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku. Nasze uwielbienie, jeżeli płynie z serca, łączy się ze śpiewem aniołów. W ten sposób włączamy się w pieśń uwielbienia, którą śpiewa całe stworzenie na cześć swego Stwórcy. 

poniedziałek, 28 września 2026

Poniedziałek 26. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Wacława

Hiob wstał, rozdarł szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1,20-21).

        Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę,
        usłysz me wołanie,
        wysłuchaj modlitwy
        moich warg nieobłudnych.

Niech wyrok o mnie wyjdzie od Ciebie,
     Twoje oczy widzą to, co sprawiedliwe.
     Choć byś badał moje serce i przyszedł do mnie nocą,
     i doświadczał  mnie ogniem,
     nieprawości we mnie nie znajdziesz. 

Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz,
           nakłoń ku mnie swe ucho, usłysz moje słowo.
           Okaż przedziwne miłosierdzie Twoje,
           Zbawco tych, którzy się chronią przed wrogiem
           pod Twoją prawicę  (Ps 17).

    Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich (Łk 9, 46-48a).


    Wszystkie te obrazy, przez które prowadzi nas dzisiaj Słowo, spotykają się w jednym miejscu – w sercu człowieka, który uczy się ufać Bogu, który Boga stawia w centrum swojego życia. 

    Hiob w jednej chwili traci niemal wszystko. Docierają do niego po kolei coraz bardziej dramatyczne wiadomości. Nie rozumie tego, co się dzieje. w swoim bólu zwraca się jednak ku Bogu.

    Uczniowie zastanawiają się, kto z nich jest największy. Możemy wyobrazić sobie, ile w tym było porównywania się, ambicji i pragnienia uznania. Jezus nie wskazuje jednak najzdolniejszego czy najbardziej zasłużonego. Stawia obok siebie dziecko i mówi, że przyjęcie kogoś tak małego jest przyjęciem Jego samego. Wielkość w Królestwie Bożym zostaje więc odwrócona: największy jest ten, kto potrafi stać się małym.

    Psalmista woła dzisiaj: Wysłuchaj mnie, Boże. Prosi Boga, aby spojrzał w jego serce, zbadał je i okazał swoją łaskę. W świetle Słowa możemy spojrzeć na św. Wacława, którego dzisiaj Kościół wspomina. Był księciem Czech, a jednocześnie człowiekiem, który starał się kierować swoją odpowiedzialnością w duchu chrześcijańskim. Według przekazów zginął z ręki własnego brata. Kościół czci go jako męczennika.

    Święty Wacław przypomina, że Ewangelia kosztuje. Wierność dobru nie zawsze prowadzi do uznania. Czasami spotyka się z niezrozumieniem, odrzuceniem, a nawet krzywdą. Hiob traci to, co było dla niego najcenniejsze. Wacław doświadcza przemocy ze strony własnego brata. Jezus sam wybierze drogę uniżenia i krzyża. I na tej drodze Pan Bóg objawia swoją miarę wielkości.


    

niedziela, 27 września 2026

XXVI Niedziela Zwykła

Wy mówicie: „Sposób postępowania Pana nie jest słuszny”. Słuchaj jednakże, domu Izraela: Czy mój sposób postępowania jest niesłuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne? (Ez 18,25).

Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, 
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.
Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń,
Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję (Ps 25).

Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: ”dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy” (Mt 21,28).

W ostatnich tygodniach rozważaliśmy temat upomnienia braterskiego oraz przebaczenia bratu. Potem przeszliśmy do tego szczególnego sposobu, w jaki Bóg prowadzi swoje rachunki, jest niezwykle hojny i każdemu chce podarować denar zbawienia. A dzisiejsze Słowo idzie jeszcze o krok dalej.

        Jezus stawia bardzo dobre pytanie: Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?

    Dwóch synów — obaj, można powiedzieć, całkiem zwyczajni, porządni ludzie, można by powiedzieć. Jeden z nich chce sprawić ojcu przyjemność, ale niczego nie robi. Drugi, bardziej krnąbrny, protestuje, lecz później zastanawia się nad sobą i zmienia decyzję. Tacy czasem jesteśmy. 

    Ojciec z przypowieści Jezusa z pewnością nie rozpamiętywał długo odmowy pierwszego syna. Zobaczył, że ostatecznie zrobił to, o co został poproszony — i na tym sprawa się skończyła. Nie wypominał mu bez końca, że był tak zmienny. A drugiemu synowi zapewne również dał kolejną szansę. Tacy są dobrzy ojcowie. Taki jest również nasz Bóg. On widzi głębię serca każdego człowieka.

    Pocieszająca jest świadomość, że nasze zbawienie zależy również od naszej odpowiedzi. To właśnie nas Chrystus zaprasza, abyśmy poszli pracować w Jego winnicy, abyśmy podejmowali wysiłek na rzecz budowania Królestwa. Bóg zbawia, ale chce liczyć na naszą współpracę.
    

sobota, 26 września 2026

Sobota 25. Tygodnia Zwykłego

    Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej, a serce twoje niech się rozwesela za dni młodości twojej. I chodź drogami serca swego i za tym, co oczy twe pociąga; lecz wiedz, że z tego wszystkiego będzie cię sądził Bóg (Koh 11,9). 


    Kohelet kieruje dzisiaj swoje słowo do ludzi młodych. Zachęca do korzystania z życia, zachwycania się jego pięknem. Mówi jednak, że młodość musi także pamiętać - pamiętać o Bogu i o kiedyś, które przyjdzie. 

     Radość nie oznacza życia bez zasad czy bez odpowiedzialności. Ma swoje właściwe miejsce wtedy, gdy przeżywam ją ze świadomością, że moje życie jest darem i że nie będzie trwało wiecznie.

    Pojawia się, może dzisiaj nawet często, pokusa odkładania Boga na później. Będę miał więcej czasu, skończą się problemy, wyszumię się, uporządkuję swoje życie - wtedy przyjdzie czas na Boga.  

    Mędrzec przestrzega przed takim myśleniem. Później nie jest pewne. A kiedy przyjdzie, będzie też wypełnione swoimi trudnościami i problemami: pojawi się doświadczenie słabości i kruchości. Boga trzeba szukać dzisiaj, w radości i w zwyczajności, w codziennych wyborach, relacjach i obowiązkach.

    Cieszyć się życiem, ale pamiętać, że ono przemija. Korzystać z dobra, które otrzymuję, ale nie zapominać o Stwórcy.

piątek, 25 września 2026

Piątek 25. Tygodnia Zwykłego

    Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje  od początku do końca (Koh 3,11).

        Błogosławiony Pan, Opoka moja.
        On mocą i warownią moją,
        osłoną moją i moim wybawcą,
        moją tarczą i schronieniem.

            Panie, czym jest człowiek, że troszczysz się o niego,
            czym syn człowieczy, że Ty o nim myślisz?
            Do tchnienia wiatru podobny jest człowiek,
            dni jego jak cień przemijają (Ps 144).


    Bóg uczynił wszystko pięknie w swoim czasie... Jesień skłania do refleksji o przemijalności, a czasie, który ucieka...  Starożytny mędrzec przypomina nam dzisiaj, że wszystko ma swój czas. Są takie chwile w naszym życiu, które chcielibyśmy zatrzymać na dłużej, czasem na zawsze, ale są i takie, których zakończenia oczekujemy jak najszybciej i nie chcemy do nich powracać. Są spotkania i rozstania, sukcesy i porażki, poczucie bliskości Boga, ale także momenty, kiedy wydaje się On bardzo daleki.

    Kohelet mówi nam jednak, że nasze życie składa się  zarówno z tych dobrych chwil, jak i tych drugich. Nie wszystko potrafimy przewidzieć, nie wszystko zależy od nas, nie wszystko kontrolujemy i nie wszystkim możemy pokierować. Kiedy to sobie potrafimy uświadomić, pojawia się pytanie o to, czy potrafimy zaufać Temu, który przecież uczynił wszystko pięknie w swoim czasie..., bo przecież nie potrafimy do końca pojąć Jego działania. Czy muszę wszystko rozumieć, aby Mu zaufać?

    Psalmista również przypomina nam naszą kruchość: do tchnienia wiatru podobny jest człowiek, dni jego jak cień przemijają... Skoro zatem taka jest prawda o naszym życiu, to może warto zapytać: na co przeznaczam mój czas? Czy nie marnuję go na rzeczy, które jutro nie będą już miały większego znaczenia? 

    Nie wiemy, ile czasu jeszcze przed nami. Ale mamy nasze dzisiaj. I chociaż lubimy wybiegać w przyszłość i planować, i nie ma w tym nic złego, to może trzeba czasem zapytać o to, czego Bóg oczekuje od nas w naszym dzisiaj i teraz, które jest nam dane przez Niego. 

czwartek, 24 września 2026

Czwartek 25. Tygodnia Zwykłego

    Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami - wszystko jest marnością. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? (Koh 1,2-3).

            Obracasz w proch człowieka
            i mówisz: "Wracajcie, synowie ludzcy".
            Bo tysiąc lat w Twoich oczach
            jest jak wczorajszy dzień, który minął, 
            albo straż nocna.

        Porywasz ich, stają się niby sen poranny,
        jak trawa, która rośnie:
        rankiem zielona i kwitnąca,
        wieczorem więdnie i usycha.

            Naucz nas liczyć dni nasze, 
            byśmy zdobyli mądrość serca.
            Powróć, Panie, jak długo będziesz zwlekał?
            Bądź litościwy dla sług Twoich!

        Nasyć nas o świcie swoją łaską,
        abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
        Dobroć Pana, Boga naszego niech będzie nad nami
        i wspieraj pracę rąk naszych,
        dzieło rąk naszych wspieraj! (Ps 90).


    Ludzkie życie przemija. Uświadamiamy to sobie za każdym razem, kiedy nawiedzamy cmentarz czy uczestniczymy w pogrzebie. Dziś przypominają nam o tym Kohelet i psalmista. 

    Tak wiele rzeczy, które wydają się człowiekowi niezwykle ważne, z czasem przemija. Kohelet próbuje spojrzeć szerzej, a życie człowieka wydaje się wtedy jedynie małą chwilą. Pokolenia odchodzą, świat trwa dalej, a człowiek nie jest w stanie zatrzymać czasu. Można odnieść wrażenie, że wszystko się powtarza, a nasze wysiłki są niewielkie wobec ogromu historii.

    Psalmista patrzy na rzeczywistość ludzkiego życia nieco inaczej. Człowiek jest kruchy i przemijający, ale jego życie znajduje się w rękach Boga. Dlatego psalmista prosi: Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca. Nie chodzi o to, by lękać się przemijania, lecz aby dobrze wykorzystać czas, który został nam dany. 

    I dalej prosi: Nasyć nas o świcie swoją łaską, wspieraj pracę rąk naszych, dzieło rąk naszych wspieraj! Nasze życie, chociaż kruche i przemijające, nie musi być bezsensowną marnością. Choć jest krótkie, może przynieść dobro, jeśli przeżywamy je świadomie i powierzamy Bogu. Prawdziwa mądrość polega na tym, by dobrze przeżyć ten czas, który został nam powierzony. 

środa, 23 września 2026

Środa 25. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. o. Pio z Pietrelciny

    Proszę Cię o dwie rzeczy, nie odmawiaj mi, nim umrę: Fałsz i kłamstwo oddal ode mnie, nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewierny i nie rzekł: "A któż to jest Pan?" (Prz 30,7-9a).

            Powstrzymaj mnie od drogi kłamstwa,
            obdarz mnie łaską Twojego Prawa.
            Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze
            niż tysiące sztuk złota i srebra.

        Twoje słowo, Panie, jest wieczne,
        niezmienne jak niebiosa.
        Powstrzymuję nogi od każdej złej ścieżki,
        aby słów Twoich przestrzegać.

            Z Twoich przykazań czerpię roztropność,
            dlatego nienawidzę wszelkiej ścieżki nieprawej.
            Nienawidzę kłamstwa i nim się brzydzę,
            a Prawo Twoje miłuję (Ps 119).


    Modlitwa, w której zawiera się konkretna prośba. Autor Księgi Przysłów nie prosi o wielkie rzeczy. Prosi o to, co niezbędne oraz o serce wolne od fałszu. On już wie, że zarówno nadmiar, jak i brak, mogą stać się próbą i doprowadzić do upadku. Bogactwo może prowadzić do zadufania, które wyraża się w przekonaniu: sam sobie wystarczam! Niedostatek może rodzić zwątpienie i bunt. Chociaż wciąż otwartym pozostaje pytanie, czy my dzisiaj potrafimy właściwie zobaczyć, co tak naprawdę jest niezbędne - potrzebne do godnego życia, a gdzie już pojawia się naruszanie tej granicy. 

    Poprzestawanie na tym, co niezbędne, opiera się na zaufaniu wobec Boga. Kiedy tego zaufania nie ma, szukamy zawsze innych zabezbieczeń i pewników.

    Psalmista w swojej prośbie woła podobnie: Powstrzymaj mnie od drogi kłamstwa. Nie chodzi tu tylko o kłamstwo wobec innych. Jeszcze bardziej niebezpiecznym jest przecież oszukiwanie samego siebie, usprawiedliwiane własnych wyborów, nie zwracanie uwagi na własne błędy, udawanie, że wszystko jest w porządku. 

    Patron dnia - św. o. Pio - kierował się prostą zasadą: chciał przede wszystkim należeć do Chrystusa. Nie szukał łatwego życia. Jego droga wypełniona była modlitwą, cierpieniem i zawierzeniem Bogu. W jego duchowości bardzo wyraźnie zaznacza się przekonanie, że człowiek nie potrzebuje tego wszystkiego, czego pragnie. Człowiek potrzebuje przede wszystkim Boga.

    Szczególnym miejscem jego posługi był konfesjonał. Pomagał innym otworzyć się na dar Bożego miłosierdzia. Wiedział, że człowiek nie zbliża się do Boga poprzez udawanie doskonałości, ale przez prawdę, pokorę i gotowość do przemiany. 

wtorek, 22 września 2026

Wtorek 25. Tygodnia Zwykłego, wsp. błogosławionych męczenników pijarskich, Dionizego Pamplony i towarzyszy

Błogosławieni, których droga nieskalana
którzy postępują zgodnie z Prawem Pańskim.
Pozwól mi zrozumieć drogę Twych przykazań,
abym rozważał Twoje cuda.

        Wybrałem drogę prawdy.
        pragnąc Twych wyroków.
        Ucz mnie, bym przestrzegał Twego Prawa
        i zachowywał je całym sercem.

Prowadź mnie ścieżką Twoich przykazań,
bo radość mi przynoszą.
A Prawa Twego zawsze strzec będę
po wieki wieków (Ps 119).

    Lecz On im odpowiedział: "Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je" (Łk 8,21).


    Psalmista pokazuje wiarę jako drogę, która prowadzi poprzez odkrywanie i podążanie za Bożym Prawem, Bożym Słowem. A skoro jest to droga, to każdego dnia stajemy przed koniecznością poszukiwania Bożych wskazań i podejmowania decyzji.

    W tym świetle możemy odczytać słowa Pana Jezusa. wypowiada zdanie, które może zaskakiwać: Jego matką i braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je. 

    Jezus pokazuje w ten sposób, czym jest najgłębsza więź z Nim. To zdanie Ewangelii nabiera szczególnej mocy, kiedy patrzymy dziś na błogosławionego Dionizego Pamplonę i jego towarzyszy – pijarów, którzy ponieśli śmierć podczas prześladowań religijnych w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Byli zakonnikami, kapłanami i wychowawcami młodzieży. Jan Paweł II podczas ich beatyfikacji w 1995 roku podkreślał, że nie byli bohaterami ludzkiej wojny, lecz wychowawcami, których męczeństwo stało się niejako ostatnią lekcją ich życia.

    Przez lata uczyli dzieci i młodzież. Przekazywali wiedzę, wychowywali, głosili Ewangelię. Ale przyszła chwila, kiedy nie mogli już nauczać w szkolnej sali. Nie mieli tablicy, książki ani nauczycielskiego biurka. Pozostało tylko ich własne życie. I wtedy pokazali, że to, czego uczyli, nie było jedynie teorią.

    Ich świadectwo dobrze współbrzmi ze słowami Jezusa: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je. Męczennik jest człowiekiem, który pozostaje wierny. Tak bardzo pozwolił Ewangelii wejść w swoje życie, że również w godzinie próby nie chce jej porzucić. 

    

poniedziałek, 21 września 2026

Święto św. Mateusza Apostoła

    Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani. Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego (Ef 4,1.7).

        Niebiosa głoszą chwałę Boga,
        dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
        Dzień opowiada dniowi,
        noc nocy wiadomość przekazuje.

            Nie są to słowa ani nie jest to mowa,
            których by dźwięku nie usłyszano;
            Ich głos się rozchodzi po całej ziemi,
            ich słowa aż po krańce świata (Ps 19).


    Bóg powołuje nie dlatego. że jesteśmy doskonali. Widzi w każdym z nas możliwość przemiany i miejsce swojej łaski. Mateusz był celnikiem — człowiekiem, którego wielu omijało z niechęcią i którego zapewne nikt nie wskazałby jako przyszłego Apostoła. A Pan Bóg go powołał. 

    Powołanie jest przywilejem. Jest także drogą, którą trzeba później przejść. Jezus powołuje Mateusza, ale to wezwanie staje się dopiero początkiem jego historii. Trzeba opuścić komorę celną, zostawić dawne przyzwyczajenia, pozwolić się prowadzić i stopniowo uczyć się życia według Ewangelii.

    Podobnie jest z każdym z nas. Bóg obdarowuje każdego według miary daru Chrystusowego. Nie wszystkim daje to samo zadanie. Święty Paweł mówi o apostołach, prorokach, ewangelistach, pasterzach i nauczycielach. Różnorodność darów, a wszystkie mają służyć jednemu: budowaniu Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy do jedności wiary i pełnej dojrzałości w Chrystusie.

    Mateusz odnalazł swoje miejsce właśnie w tej misji. Stał się świadkiem Ewangelii. Ten, który wcześniej liczył pieniądze, został posłany, aby ludziom przekazywać słowo dające życie. Jego historia pokazuje, że Chrystus potrafi przemienić nasze zdolności, doświadczenia, a nawet bolesną przeszłość w narzędzie dobra.

    Psalmista mówi nam dzisiaj: Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon. Całe stworzenie bierze udział w głoszeniu Boga. Psalmista dodaje, że nie jest to mowa słyszana uszami, a jednak ich głos się rozchodzi po całej ziemi. 

    W liturgii dzisiejszego święta te słowa nabierają jeszcze jednego znaczenia. Apostołowie stali się głosem, przez który Ewangelia dotarła do narodów. Święty Mateusz swoim życiem i świadectwem dołączył do tego wielkiego głosu stworzenia, który mówi: Bóg jest obecny, Bóg działa, Bóg przychodzi do człowieka.

niedziela, 20 września 2026

XXV Niedziela Zwykła

    Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami (Iz 55,6.8).

Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy (Mt 20,1-2).


     Szukajcie Pana, gdy pozwala się znaleźć! Wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Pan przedstawia swój projekt, oferuje drogę. 

Praca w winnicy nie jest łatwa. Trzeba się schylać, kaleczyć ręce o pędy winorośli, męczyć się, pocić się… Ten, kto był tam od siódmej rano, z nawiązką zasłużył na dzienną zapłatę. Wydaje się normalne, że oczekiwał więcej niż ten, kto nie miał czasu nawet się zmęczyć. 

    Słowo stawia nas jednak wobec prawdy, która może trochę burzyć nasz sposób myślenia. Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami. 

    Bardzo lubimy, kiedy wszystko da się policzyć. Kto ile zrobił. Kto się bardziej postarał. Nawet jeżeli nigdy nie zapisujemy na kartce naszych pretensji, gdzieś w sercu może istnieć mała księgowość naszych zasług i krzywd. I w tę naszą księgowość wchodzi dzisiaj Jezus ze swoją przypowieścią o robotnikach w winnicy.

    Ci, którzy pracowali od rana, nie mówią przecież: Dostaliśmy za mało. Otrzymali przecież to, na co się umówili. Ich problem jest inny: Dlaczego tamci dostali tyle samo co my? 

    Tymczasem Jezus mówi: Królestwo Boże nie działa według logiki wypłaty. Ono działa według logiki daru. 

    

sobota, 19 września 2026

Sobota 24. Tygodnia Zwykłego

    A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym (1 Kor 15,36-37).


    Podziwiam błyskotliwość, a zarazem niezwykłą prostotę obrazu, którym posługuje się Paweł, aby przekazywać najważniejsze prawdy. Oczywiście, dziś obraz ziarna jest tym, do którego się przyzwyczailiśmy, ale obraz pozostaje bardzo sugestywny.

    To, co zostaje zasiane, nie przypomina rośliny, która dopiero wyrośnie. Czy tak samo jest z ludzkim życiem? To co widzimy  teraz, nie jest ostatecznym jego kształtem...

    Człowiek zasiany w zniszczalności ma powstać do życia w niezniszczalności. Naszym codziennym doświadczeniem jest owa zniszczalność  naszego ciała, nasze ograniczenia, słabości, choroby i przemijanie. 

    Paweł mówi o jeszcze jednym obrazie: człowieku ziemskim i człowieku duchowym. Nosimy w sobie obraz Adama, jego kruchość, słabość i przemijalność. Ale jesteśmy powołani, by nosić w sobie obraz Chrystusa, Nowego Adama. Nasze życie nie zmierza jedynie ku śmierci, zmierza ku przemianie i pełni życia. Chrystus Zmartwychwstały poprzez swoje zwycięstwo objawia nam nasze prawdziwe przeznaczenie. 

    Mogę więc popatrzeć na swoje życie jak na ziarno. Czasami Bóg pozwala, by coś zostało ukryte w ziemi, aby coś w nas obumarło: czasem to pycha, potrzeba kontrolowania wszystkiego czy przekonanie, że ze wszystkim musimy sobie dać radę. Każdy z nas może stworzyć własny katalog takich rzeczy. Takie doświadczenia bywają bolesne, ale jeżeli się godzimy, stają się miejscem duchowego wzrostu. 

piątek, 18 września 2026

Święto św. Stanisława Kostki

    Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2,51a.52).


    Ostatnie słowa dzisiejszej Ewangelii ukazują nam cztery wymiary ludzkiego wzrastania. Człowiek dojrzewa naprawdę wtedy, gdy rozwija się harmonijnie: intelektualnie, fizycznie i wewnętrznie, duchowo oraz w relacjach z innymi. Dopiero połączenie tych wymiarów prowadzi do wewnętrznej spójności, którą nazywamy dojrzałością albo pełnią człowieczeństwa.

    Św. Łukasz mówi, że Jezus wzrastał najpierw w mądrości. Nie chodzi jedynie o zdobywanie wiedzy. Mądrość w rozumieniu biblijnym oznacza zdolność właściwego odczytywania rzeczywistości, rozpoznawania tego, co naprawdę ważne, oraz porządkowania swojego życia według właściwej hierarchii wartości. Człowiek mądry nie tylko wiele wie, ale potrafi odróżnić to, co istotne, od tego, co drugorzędne. Wie, czemu warto poświęcić swoje życie.

    Jezus wzrastał także w latach. To określenie bywa tłumaczone również jako wzrastanie w dojrzałości czy postawie. Obejmuje więc nie tylko naturalny rozwój fizyczny, ale również dojrzewanie całej osoby. Ewangelia przypomina nam w ten sposób, że również Jezus wszedł w zwyczajny rytm ludzkiego życia. Nie ominął czasu dorastania, codzienności, pracy i rodzinnych relacji. Nazaret staje się miejscem ukrytego dojrzewania Syna Bożego.

    Jezus wzrastał w łasce u Boga. Jest to wymiar najgłębszy: więź z Ojcem. Już scena odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni pokazuje, że ta relacja zajmuje w Jego życiu miejsce pierwsze: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?. Jezus wraca z Maryją i Józefem do Nazaretu i jest im posłuszny, ale Jego ostatecznym punktem odniesienia pozostaje Ojciec.

    Św. Łukasz będzie konsekwentnie rozwijał ten obraz. Józef po opowiadaniach o dzieciństwie pojawi się już tylko w genealogii Jezusa. Maryja powróci jeszcze w czasie Jego publicznej działalności, jednak najważniejszą więzią, która wyznacza drogę Jezusa, będzie więź z Ojcem. Całe Jego życie, nauczanie, modlitwa i wreszcie droga do Jerozolimy będą podporządkowane pełnieniu woli Ojca.

    Wreszcie Jezus wzrastał w łasce u ludzi. Człowiek nie dojrzewa w samotności. Potrzebuje relacji, spotkania, przyjaźni, odpowiedzialności za drugiego człowieka. Jezus przez lata żyje pośród mieszkańców Nazaretu, a później spotyka ludzi na drogach Galilei i Judei: uczniów, chorych, grzeszników, ubogich, ludzi poszukujących i tych, którzy będą Mu przeciwni. Jego dojrzałość objawia się również w sposobie, w jaki przyjmuje każdego człowieka.

    Mądrość bez relacji z Bogiem może przerodzić się w pychę. Pobożność bez dojrzałości ludzkiej może stać się ucieczką od odpowiedzialności. Relacje z ludźmi bez wewnętrznego uporządkowania mogą być powierzchowne. Ewangelia pokazuje więc obraz człowieka integralnego: zakorzenionego w Bogu, dojrzewającego wewnętrznie i zdolnego do dojrzałych relacji.

    W tym świetle możemy spojrzeć również na życie św. Stanisława Kostki. W pewnym momencie jego drogi rodzice, zapewne kierując się troską o przyszłość syna, stanęli jednak na drodze jego rozeznanego powołania. Stanisław musiał dokonać trudnego wyboru. Sprzeciwił się woli rodziny nie z buntu ani z lekceważenia rodziców, lecz dlatego, że odkrył, iż istnieje posłuszeństwo jeszcze głębsze: posłuszeństwo Bogu.

    Historia jego życia przypomina nam, że władza rodziców, choć ważna i zakorzeniona w Bożym porządku, nie może przekreślać daru i powołania, które człowiek otrzymuje od Stwórcy. Dojrzałość wiary nie polega więc na bezmyślnym podporządkowaniu się każdej ludzkiej woli, lecz na takim uporządkowaniu relacji, aby Bóg rzeczywiście zajmował pierwsze miejsce.

    Jezus jest posłuszny Maryi i Józefowi, wraca z nimi do Nazaretu, żyje w zwyczajnej rodzinie, a jednocześnie wie, że przede wszystkim należy do Ojca. Jedno nie przekreśla drugiego. Przeciwnie: właściwie przeżywana relacja z Bogiem porządkuje wszystkie pozostałe relacje.

    A najważniejszym pytaniem pozostaje to, które w pewnym sensie postawił swoim życiem także św. Stanisław Kostka: czy naprawdę chcę być przede wszystkim w tym, co należy do Ojca?

czwartek, 17 września 2026

Czwartek 24. Tygodnia Zwykłego

    Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna (1 Kor 15,9-10a).

        Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
        bo Jego łaska trwa na wieki.
        Niech dom Izraela głosi:
        "Jego łaska na wieki".

            Prawica Pana wzniesiona wysoko,
            prawica Pańska moc okazała.
            Nie umrę, ale żyć będę
            i głosić dzieła Pana.

        Jesteś moim Bogiem, podziękować chcę Tobie,
        Boże mój, wielbić pragnę Ciebie.
        Wysławiajcie Pana, bo jest dobry,
        bo Jego łaska trwa na wieki (Ps 118).


    Kiedy Paweł pisze do Koryntian, zmartwychwstanie Chrystusa ukazuje nie tylko jako wydarzenie z przeszłości, ale jako rzeczywistość, która przemieniła jego życie. 

    Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. A zaraz potem dodaje słowa, które stanowią klucz do całej jego historii: Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna. 

    Nie ukrywa swojej przeszłości. Nie próbuje jej wygładzić, usprawiedliwić, niczego nie próbuje wymazać. Był prześladowcą, krzywdził, walczył z powstającym Kościołem. To wszystko pozostaje prawdą. Dzięki spotkaniu Zmartwychwstałego to, co mogłoby już na zawsze być powodem wstydu, zostaje objęte łaską. 

    Łaska nie sprawia, że zło staje się dobrem. Paweł wie, kim był. Nie nazywa prześladowania gorliwością ani błędu niewinną pomyłką. Odkrywa jednak, że ostatnie słowo nie należy do grzechu. Ostatnie słowo należy do miłosierdzia. 

    Nie jest dumny ze swojej przeszłości. Nie ukrywa jej, bowiem dzięki łasce staje się ona miejscem świadectwa o Bożej łasce. 

    Byłem prześladowcą. Ale sens tych słów św. Pawła należy odczytać inaczej: Popatrzcie, jak wielkie jest miłosierdzie Pana. Potrafił mnie odnaleźć, przebaczyć mi i uczynić apostołem. Jego łaska przemienia człowieka. Przeszłość Pawła staje się częścią jego apostolskiego świadectwa. Nie chlubi się prześladowaniem Kościoła. Chlubi się tym, że Bóg nie przekreślił prześladowcy. 

    Psalmista woła dziś w liturgii: nie umrę, ale żyć będę i głosić dzieła Pana. Grzech zawsze w jakiś sposób prowadzi do śmierci. Odbiera wolność, zamyka człowieka w przeszłości, każe mu się ukrywać. A Bóg odpowiada słowami psalmu: Nie umrzesz. Będziesz żył. I więcej: będziesz głosił dzieła Pana. 

    To, co człowiek chciałby ukryć, Bóg potrafi przemienić w miejsce głoszenia Jego łaski. Święty Paweł jest właśnie takim świadkiem. Kiedy opowiada o swoim apostolstwie, nie buduje własnego pomnika. W centrum jego historii jest Boże miłosierdzie: za łaską Boga jestem tym, czym jestem. 

środa, 16 września 2026

Środa 24. Tygodnia Zwykłego, wsp. świętych Korneliusza i Cypriana

Sławcie Pana na cytrze,
grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach.
Śpiewajcie Mu pieśń nową,
pełnym głosem śpiewajcie Mu wdzięcznie.

        Bo słowo Pana jest prawe,
        a każde Jego dzieło godne zaufania.
        On miłuje prawo i sprawiedliwość,
        ziemia jest pełna Jego łaski.

Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska,
według nadziei pokładanej w Tobie  (Ps 33)

        Z kim mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci przesiadujących na rynku, które głośno przymawiają jedne drugim: "Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali" (Łk 7,31-32).


    Tak łatwo nam zamknąć Boga w naszych schematach i wyobrażeniach, pośród naszych oczekiwań i pragnień. A kiedy Bóg wychodzi z ciasnych ramek naszych oczekiwań i wyobrażeń, łatwo też Go odrzucić - to nie mój Bóg. 

    Porównanie Jezusa zaczerpnięte ze świata dzieci to piękny obraz naszego patrzenia, naszych oczekiwań i wyobrażeń. Bóg się w nich nie mieści, jak było w przypadku Jana Chrzciciela czy Jezusa i im współczesnych. 

    Czy rzeczywiście szukam Boga, czy może jedynie Boga dopasowanego do moich oczekiwań? Mogę oczekiwać wyraźnego znaku, a Bóg przemówi przez człowieka. Mogę szukać pocieszenia, a On przyjdzie z wezwaniem do nawrócenia.  Mogę wreszcie pragnąć szybkiej odpowiedzi i Bożej interwencji, a On zaprosi mnie do cierpliwości i zaufania. 

    Psalmista przypomina mi dzisiaj: słowo Pana jest prawe, a wszystkie Jego dzieła godne zaufania. Nie muszę wszystkiego od razu rozumieć. To tu zaczyna się wiara, kiedy nie rozumiejąc, potrafię mówić: wierzę, że jesteś dobry i łaskawy. 

    Pięknie brzmią słowa psalmisty: Niech nas ogarnie Twoja łaska, Panie, według nadziei pokładanej w Tobie. Nie wszystko będzie tak, jak sobie wyobraziłem i planowałem, nie wszystkie marzenia się spełnią, ale niezależnie od wszystkiego, On będzie przy mnie. 

    Panie, daj mi serce, które rozpozna Ciebie, niezależnie od tego, w jaki sposób i z czym przychodzisz...

wtorek, 15 września 2026

Wtorek 24. Tygodnia Zwykłego, wsp. Matki Bożej Bolesnej

    Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój" (J 19,25-26).


    Wyobrażam sobie tę scenę u stóp Krzyża. Widzę Maryję wraz z innymi kobietami oraz ucznia, jednego tylko, którego imienia nie podano. Zastanawia ta dysproporcja, większość stanowią kobiety. To ta uboga reszta Izraela, która wszystkiego oczekuje od Pana. Tu, wobec śmierci, kończą się możliwości człowieka. 

    Poza tą niewielką grupą wszyscy uciekli. Przepełnienie lękiem, a może także bólem. Nie chcieli patrzeć na to pohańbienie dobrego Nauczyciela, skrzywdzonego Przyjaciela, odartego ze wszystkiego i wystawionego na obojętność i drwiny. 

    Pozostała ta maleńka grupa, stojąc pod krzyżem, wpatrując się w Jego twarz i wsłuchując się w ostatnie słowa. 

    Ta scena to nowe Zwiastowanie, w którym Syn staje się zwiastunem nowego, powszechnego macierzyństwa Maryi. W osobie Jana i tamtych kobiet stojących pod krzyżem Maryja obejmuje swoim macierzyńskim sercem każdego. Możemy doświadczyć Jej macierzyńskiej miłości, właśnie w tajemnicy krzyża. 

poniedziałek, 14 września 2026

Poniedziałek 24. Tygodnia, Święto Podwyższenia Krzyża Świętego

    Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej (Flp 2,6-8).

        Słuchaj, mój ludu, nauki mojej,
        nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich.
        Do przypowieści otworzę me usta,
        wyjawię tajemnicę zamierzchłego czasu.

            Gdy ich zabijał, wtedy Go szukali,
            nawróceni, garnęli się do Boga.
            Przypominali sobie, że Bóg jest ich opoką,
            że Bóg Najwyższy jest ich Zbawicielem.

        Lecz oszukiwali Go swymi ustami
        i kłamali Mu swoim językiem.
        Ich serce nie było Mu wierne,
        w przymierzu z Nim nie byli stali.

            On jednak w swym miłosierdziu
            odpuszczał im winę i nie zatracał.
            Gniew swój często powściągał
            i powstrzymywał swoje oburzenie (Ps 78).


    Liturgia stawia nas dzisiaj wobec znaku Krzyża - znaku, który sam w sobie jest paradoksem. Krzyż - narzędzie cierpienia, hańby i śmierci. A jednak wywyższamy Krzyż, otaczamy go czcią i nazywamy znakiem zwycięstwa.  Nie wychwalamy cierpienia, ale miłość, która objawiła się poprzez Krzyż.

    Słowo pozwala nam zrozumieć ten paradoks Krzyża. Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi (...) uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. A zaraz potem Paweł dodaje: Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył. 

    Te dwa słowa: uniżył i wywyższył zawierają całą tajemnicę dzisiejszego święta. Jezus schodzi najniżej, jak tylko można. Staje się człowiekiem, sługą, pozwala się odrzucić i w końcu przyjmuje śmierć przeznaczoną dla niewolników i przestępców. I właśnie dlatego zostaje wywyższony.

    My chcemy być wyżej. Chcemy być zauważeni, docenieni, mieć rację, zachować kontrolę, obronić własną pozycję. Chrystus wybiera drogę przeciwną: schodzi niżej, służy, oddaje siebie. I właśnie w tym objawia się Jego prawdziwa wielkość.

    Psalmista jest szczery do bólu. Mówi nawet, że Izraelici schlebiali Bogu ustami, ale ich serce nie trwało przy Nim. Ich nawrócenie było powierzchowne. W tym kontekście pojawia się zdanie niezwykle ważne dla zrozumienia Krzyża: On jednak będąc miłosierny, odpuszczał winę i nie zatracał. To jednak jest być może jednym z najpiękniejszych słów dzisiejszej liturgii.

• Człowiek jest niewierny – Bóg jednak jest miłosierny.

• Człowiek zapomina – Bóg jednak nie zapomina o człowieku.

• Człowiek odchodzi – Bóg jednak nie przestaje go szukać.

    I właśnie Krzyż jest najpełniejszym znakiem tego Bożego jednak.


    

niedziela, 13 września 2026

XXIV Niedziela Zwykła

    Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o śmierci, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w nienawiści bliźniego - o przymierzu Najwyższego i daruj obrazę! (Syr 28,6-7).

    Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana (Rz 14,7-8).

    Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18,21).


     W całej Ewangelii, a szczególnie w dzisiejszym fragmencie, Jezus zaprasza nas, a nawet nakazuje nam – przebaczać.

     Mędrzec z pierwszego czytania nie akcentuje jednak słowa: przebacz, chociaż właśnie przebaczenia dotyczy jego nauczanie. Podkreśla słowo: pamiętaj! 

     Lekarstwem na urazę nie jest zatem w pierwszej kolejności heroiczny wysiłek naszej woli, lecz odzyskanie pamięci szerszej niż pamięć doznanej krzywdy - o wierności Boga, wobec której wszelkie inne nierozliczone rachunki stają się mniejsze.

    Święty Paweł, pośród podzielonej wspólnoty, przypomina coś prostego, a zarazem rewolucyjnego: Nikt z nas nie żyje dla siebie […] należymy do Pana. Jesteśmy Chrystusowi. Jeśli należę do Chrystusa, nie mogę kierować się pragnieniem odwetu. 

    Pytanie Piotra zmierza do postawienia granicy: Czy aż siedem razy? Jezus radykalnie przełamuje tę logikę i odpowiada historią pełną dysproporcji: dziesięć tysięcy talentów wobec stu denarów; niewyobrażalny majątek wobec wynagrodzenia za kilka miesięcy pracy.

    Być może jednak pierwszym krokiem do przebaczenia jest po prostu powrót do pamięci. Przypomnienie sobie, ile razy Bóg okazywał nam cierpliwość; ile razy czekał na nas, kiedy byliśmy zamknięci we własnych rachunkach; ile razy Bóg rozpoczynał ze mną od nowa, gdy ja sam przestawałem już w siebie wierzyć. Ile razy Jego miłosierdzie okazywało się większe niż mój grzech.