Często mówi się o naszym społeczeństwie jako społeczeństwie rozczarowanym. Jeśli kiedyś marzyliśmy, że inny świat jest możliwy, to dziś wydaje się, że wielu z nas myśli tylko o tym, jak przetrwać, jak sobie poradzić. Nic więcej. To tak, jakbyśmy odkryli, że nie ma nic wartego, by sprzedać wszystko, zaryzykować, by zyskać skarb. A może już nie ma w nas tej nadziei, że istnieje jakikolwiek ukryty skarb lub drogocenna perła. Nie jesteśmy pewni, czy warto walczyć o królestwo niebieskie.
Ludzkie życie to nieustanny wybór. A każdy wybór wiąże się z rezygnacją z czegoś, z wyrzeczeniem. W tym tkwi całe bogactwo, ale także ryzyko i dramat istnienia. Każdy z nas musi osobiście ustawić własną hierarchię wartości i oczekiwań. a ponieważ nasze potrzeby i możliwe pragnienia są tak liczne i tak różne, czasem bardzo sprzeczne, nasze decyzje zawsze pociągają za sobą rezygnację z innych atrakcyjnych i pożądanych możliwości.
Jeśli przyjrzymy się bliżej pierwszej przypowieści, zobaczymy, że to sam Bóg jest ukrytym skarbem, który często i niespodziewanie pozwala się odnaleźć człowiekowi. Bóg jest skarbem, któremu muszą być podporządkowane wszystkie inne nasze skarby. Tu nie ma miejsca na targowanie się czy jakieś rabaty; musimy sprzedać wszystko, jak bohater pierwszej przypowieści, aby kupić pole, na którym znaleźliśmy skarb. Inaczej go stracimy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz