zachód słońca

zachód słońca

środa, 30 września 2026

Środa 26. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Hieronima

    Wołam do Ciebie, Panie, przez całe dnie;
    wyciągam do Ciebie swe ręce.
    Czy Ty dla umarłych chcesz czynić te wszystkie cuda?
    Czy jacyś lekarze ich wskrzeszą, by Cię wychwalali?

            Czy ktoś w grobie będzie opowiadał o Twoim miłosierdziu
            albo w miejscu zagłady o Twojej troskliwości?
            Czy możliwe jest poznawanie w ciemności
            Twoich dzieł cudownych
            albo Twojej sprawiedliwości w krainie zapomnienia?

    Wołam zatem do Ciebie, Panie,
    już od wczesnego rana moja modlitwa biegnie do Ciebie.
    Dlaczego, o Panie, odpychasz mnie od siebie?
    Dlaczego odwracasz ode mnie swoje oblicze?!

                                                            (Psalm 88)


    Dzisiaj w liturgii słyszymy psalm, przypisany synom Koracha, z dokładnym wskazaniem Ezrachity Hemana. Trudno jednak zidentyfikować postać autora. Hemana wraz z innymi trzema osobami wymienia 1 Księga Królewska, podkreślając jego mądrość, choć wszyscy ustępowali mądrości Salomona. 1 Księga Kronik wymienia natomiast Hemana jako potomka Judy, syna Zeracha. Czy to jeden z nich? Nagłówek psalmu wyraźnie wskazuje środowisko świątynnych śpiewaków, którzy tworzyli liturgiczną modlitwę Izraela.

    Psalm ten należy do najbardziej przejmujących modlitw całego Psałterza. Nie prowadzi człowieka szybko od cierpienia do pocieszenia. Nie kończy się radosnym wyznaniem, że wszystko zostało już rozwiązane. Pozostawia modlącego się niemal w ciemności. Jest tak bardzo bardzo prawdziwy w doświadczeniu cierpienia. Pokazuje człowieka, który nie rozumie Boga, nie odczuwa Jego bliskości, a jednak nie przestaje do Niego wołać. 

    Wołam do Ciebie, Panie, przez całe dnie... Pomimo Twojego milczenia, wołam. 

    Pytania, które stawia Bogu psalmista, pozwalają przypuszczać, że autor doświadcza skrajnego zagrożenia życia, izolacji i poczucia zbliżającej się śmierci. Psalmista mówi o grobie, otchłani, ciemności i oddaleniu od ludzi. Jego pytania są bardzo przejmujące: Czy Ty dla umarłych chcesz czynić te wszystkie cuda? Czy jacyś lekarze ich wskrzeszą, by Cię wychwalali? Czy ktoś w grobie będzie opowiadał o Twoim miłosierdziu albo w miejscu zagłady o Twojej troskliwości? Czy możliwe jest poznawanie w ciemności Twoich dzieł cudownych albo Twojej sprawiedliwości w krainie zapomnienia? 

    Ludzie Starego Testamentu nie patrzyli na śmierć poprzez światło zmartwychwstania. Psalmista stoi wobec tajemnicy śmierci, przed krainą Szeolu,  a jego wołanie staje się wołaniem o życie. 

    Wołam zatem do Ciebie, Panie, już od wczesnego rana moja modlitwa biegnie do Ciebie... W całym psalmie dominuje ciemność, a jednak psalmista czeka na poranek, który rozproszy mrok. Odpowiedź wciąż nie przychodzi, on jednak zwraca się ku Bogu. Woła, chociaż spotyka się z milczeniem ze strony Boga. 

    Ciemność, której psalmista doświadcza, rodzi kolejne pytania, pełne emocji: Dlaczego, o Panie, odpychasz mnie od siebie? Dlaczego odwracasz ode mnie swoje oblicze?! To wołanie człowieka, który wierzy i dlatego doświadcza cierpienia. Przecież gdyby Bóg był dla niego obojętny, Boże milczenie nie rodziłoby tyle bólu w sercu. Cierpi, bo jego serce pragnie bliskości Boga. 

    W tej modlitwie psalmisty nie ma wzniosłych uczuć, łatwego pocieszenia, szybkich rozwiązań. Jest wołanie i milczenie. Pozostaje tylko człowiek i Bóg. Człowiek cierpiący, pytający, czasem w całkowitym osamotnieniu. Człowiek, który mimo wszystko zwraca się ku Bogu ze swoim bólem. 

    Wołam zatem do Ciebie, Panie - pomimo cierpienia.
    Wołam zatem do Ciebie, Panie - pomimo braku odpowiedzi.
    Wołam zatem do Ciebie, Panie - pomimo osamotnienia.

    Wołam zatem do Ciebie, Panie, już od wczesnego rana moja modlitwa biegnie do Ciebie... 

    

1 komentarz:

  1. Od kilku tygodni próbuję rozeznać, jaką decyzję podjąć w pewnej bardzo ważnej dla mnie sprawie. A Pan Bóg milczy. Dał mi tylko słowo, żeby nabrać cierpliwości. Niełatwe to dla mnie, bo widzę jakim to wszystko jest ogromnym ciężarem dla mojego serca i coraz trudniej mi to dźwigać. Z drugiej strony zła decyzja będzie miała bardzo poważne konsekwencje. Być może muszę się lepiej do tego przygotować. Być może jeszcze coś muszę zrobić lub musi się coś stać. To oczekiwanie, to zawieszenie jakby w próżni, jest bardzo dla mnie wymagające. Może jeszcze za mało we mnie ciszy, by usłyszeć odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń