zachód słońca

zachód słońca

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Poniedziałek 19. Tygodnia Zwykłego, święto św. Wawrzyńca

    Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,6-7).

        Błogosławiony człowiek, który służy Panu
        i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
        Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
        dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

    Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
    i swoimi sprawami zarządza uczciwie.
    Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
    i pozostanie w wiecznej pamięci.

        Nie przelęknie się złej nowiny,
        jego mocne serce zaufało Panu.
        Jego wierne serce lękać się nie będzie
        i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.

    Rozdaje i obdarza ubogich,
    jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
    wywyższona z chwałą
    będzie jego potęga.   (Psalm 112)


    Każdy dzień jest prezentem, jaki otrzymujemy od Boga. I wiele materialnych i duchowych dóbr, które składają się na każdy dzień, to również dary Jego hojności. 

    Słowo stawia dzisiaj przed nami pytanie: co robię z tym, co otrzymuję? Czy wszystko próbuję zatrzymać dla siebie, czy potrafię się dzielić?

    Święty Paweł mówi nam dzisiaj: Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. I dodaje po chwili: Radosnego dawcę miłuje Bóg. Paweł nie mówi, że Bóg miłuje tego, kto się umie dzielić.  Mówi o radosnym dawcy. Można przecież dawać z przymusu. Można się z kimś dzielić i jednocześnie mieć do niego pretensje czy nim gardzić. Można nawet być bardzo hojnym, a później oczekiwać wdzięczności i nieustannie przypominać: pamiętasz, ile dla ciebie zrobiłem? 

    Chrześcijańska hojność rodzi się z innego doświadczenia: najpierw sam zostałem obdarowany. Wszystko jest darem w moim życiu, zaczynając od samego życia. Ludzie, których spotykam, też są darem. Wiara jest darem, i moje zdolności, możliwości, które posiadam - wszystko jest darem. 

    Śpiewaliśmy wraz z psalmistą dzisiaj o człowieku sprawiedliwym: Rozdaje i obdarza ubogich, jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze... Człowiek szczęśliwy, to nie ten, który potrafi wiele zgromadzić. ale ten, który nauczył się otwierać swoje serce i ręce. 

    Tego uczył też patron dnia, św. Wawrzyniec. Do jego zadań należała troska o dobra Kościoła oraz troska o ubogich. Kiedy zażądano od niego wydania skarbów Kościoła, Wawrzyniec zgromadził ubogich, chorych i potrzebujących, wskazując na nich jako prawdziwy skarb Kościoła.

    Wartość wspólnoty Kościoła nie mierzy się tym, ile posiada, ale tym, jak potrafi kochać i jak troszczy się o człowieka, szczególnie tego, który niewiele może dać w zamian. 

    

niedziela, 9 sierpnia 2026

XIX Niedziela Zwykła

    Gdy Eliasz przyszedł do Bożej gór Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował (1 Krl 19,9a).

    Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu moim odczuwam wielki smutek i nieustanny ból (Rz 9,1-5).


    Usiadłem w ciszy obok proroka Eliasza i św. Pawła. Widziałem zmęczenie Eliasza i jakiś wielki smutek na obliczu Pawła. Eliasz nie wyglądał już na wielkiego herosa wiary, lecz sprawiał wrażenie człowieka, który ma już dość. Siedziałem obok w ciszy, wpatrując się w ich twarze, cisza wydawała się bardziej odpowiednia niż słowa. 

    Eliasz patrzył gdzieś przed siebie, nagle zaczął mówić:

- to boli… nie to, że grozi mi śmierć, że jestem ścigany, że stałem się uciekinierem… najbardziej boli mnie to, że wszystko wydaje się daremne. Walczyłem o Boga, a naród się nie zmienił. Dałem z siebie wszystko, a czuję się przegrany. 

     Święty Paweł przysłuchiwał się z uwagą, by dodać po chwili:

- noszę w sercu swoim wielki smutek i nieustanny ból. Masz rację Eliaszu. Nasi pobratymcy otrzymali od Pana tak wiele obietnice, Przymierze,  Prawo, proroków… a jednak nie rozpoznali Mesjasza.

     Eliasz i Paweł, jak oni dobrze się rozumieli. Eliasz w swoich doświadczeniu porażki na Bożej górze Horeb nie domagał się wyjaśnień, nie prosił o sukces. Szukał Boga. Nie szukał wyjaśnienia przyczyn porażki, nie pytał, dlaczego tak… 

    I w Pawle nie ma pretensji. Taki podobny i bliski Eliaszowi. Nie do końca mogą zrozumieć swoją historię. Widzą niepowodzenie, pomimo wielkiego zaangażowania. Doświadczają bólu, którego nie da się łatwo usunąć. Ale obaj trwają przy Bogu. 

    



sobota, 8 sierpnia 2026

Sobota 18. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Dominika

Pan zasiada na wieki,
przygotował swój tron, by sądzić.
Sam będzie sądził świat  sprawiedliwie,
rozstrzygał bezstronnie sprawy narodów.

        Schronienie w Panu znajdzie uciśniony,
        ucieczkę w czasie utrapienia.
        Ufają Tobie znający Twe imię,
        bo nie opuszczasz, Panie, tych, co Cię szukają.

Psalm śpiewajcie Panu, który mieszka na Syjonie,
głoście Jego dzieła wśród narodów,
bo mściciel krwi pamięta o nich,
nie zapomniał wołania ubogich

                                                    (Psalm 9)


    Psalm, który towarzyszy nam w liturgii, przypisywany jest Dawidowi, ze wskazaniem melodii, najprawdopodobniej ludowej, na jaką powinno się go wykonywać - Mut-labben. Okoliczności historyczne tego psalmu nie są dokładnie znane... Komentarz hebrajski słowa Mut - labben tłumaczy jako Śmierć syna. Idąc za tym wskazaniem możemy przyjąć, że Dawid napisał ten psalm po śmierci swojego syna Absaloma, ale biblijnych dowodów na to nie ma. Był to psalm wykonywany w trudnych, można powiedzieć tragicznych doświadczeniach.

    Uwzględniając tragiczny kontekst psalmu, autor zdaje się nam podpowiadać, że okoliczności naszego życia mogą się kształtować bardzo różnie, ale Bóg pozostaje niezmienny. Nawet w obliczu tragedii jest Bogiem miłosiernym, łaskawym, kochającym. Trudne doświadczenia życia nie powinny powodować, że ten obraz Boga będzie się zmieniał.

    W tej części psalmu, która nam dzisiaj towarzyszy, Dawid powierza sąd nad ludzką niegodziwością samemu Bogu, który jedyny jest sędzią sprawiedliwym. Dawid uwielbia Boga za Jego sprawiedliwość, który sam będzie sądził świat sprawiedliwie.

    Schronienie w Panu znajdzie uciśniony... Schronienie, które ofiaruje Bóg tym, którzy się do Niego uciekają, pozostaje poza zasięgiem wrogów. Kiedy poznajemy imię Boga, Jego tożsamość, niezmienność, potrafimy Mu zaufać. Ufają Tobie znający Twe imię. Wtedy słowa o zapewnieniu schronienia  stają się rzeczywistością, a nie jedynie iluzją, w której próbujemy szukać nadziei. 

    Psalm śpiewajcie Panu, który mieszka na Syjonie... Dawid rozpoczyna wychwalać wspaniałość Jerozolimy. Bóg, który wybrał Syjon na swoje mieszkanie, pamięta o cierpieniu ubogich i ujmuje się za nimi, za ich cierpieniem. Jest mścicielem , który domaga się zapłaty ze strony niegodziwych. A zapłatą za grzech jest krew. Wiele miejsc w Biblii potwierdza tę prawdę, że Bóg ujmuje się za przelaną krwią i wymierza sprawiedliwość. Będzie mówił do Kaina: Rzekł Bóg: Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Upomni się o krew zamordowanego Nabota: Naprawdę, widziałem wczoraj wieczorem krew Nabota i krew synów jego - wyrocznia Pana. I odpłacę tobie na tym polu - wyrocznia Pana. 

    To przypomnienie, które mówi wyraźnie, że nawet wtedy, gdy się nam może wydawać, że zło zwycięża, Boża sprawiedliwość nie przestaje działać. Bóg pamięta o każdym człowieku, zwłaszcza o tych, którzy doświadczają niesprawiedliwości i cierpienia. To zaproszenie do zaufania Bogu i Jego sprawiedliwości. 

piątek, 7 sierpnia 2026

Piątek 18. Tygodnia Zwykłego

    Święć, Judo, swe uroczystości, wypełniaj swe śluby, bo nie przejdzie już więcej po tobie nikczemnik, całkowicie został zgładzony (Na 2,1). 

        Nadchodzi bowiem dzień klęski,
        los ich gotowy, już blisko.
        Bo Pan swój naród obroni,
        litość okaże swym sługom.

    Patrzcie teraz, że Ja jestem, Ja jeden,
    i nie ma obok Mnie żadnego boga.
    Ja zabijam i Ja sam ożywiam,
    Ja ranię i Ja sam uzdrawiam.

        Gdy miecz błyszczący wyostrzę
        i wyrok wykona ma ręka,
        na swoich wrogach się pomszczę,
        odpłacę tym, którzy Mnie nienawidzą (Pwt 32).


    Pochylając się na Słowem możemy zobaczyć zapowiedź pokoju i radości, ale także zapowiedź zagłady i upadku. I obie zapowiedzi pochodzą od Boga, wypowiedziane przez proroka Nahuma.

    Paradoksalnie te dwa obrazy nie są ze sobą sprzeczne, wzajemnie się uzupełniają. Błędem byłoby jedynie widzenie słów proroka Nahuma jako pieśni triumfu nad pokonanym wrogiem. Prorok nie ma powodu, by cieszyć się z nieszczęścia Asyrii. Bóg nie cieszy się upadkiem człowieka. 

    Jest to jednak pieśń  o tym, że ostatnie słowo nie należy do zła. Potęga Asyrii i Niniwy budowana była przez dziesiątki lat na strachu, ucisku i przemocy. Władcy Asyrii żyli przekonaniem, że nic nie jest w stanie zagrozić potędze Niniwy. Ale to, co oparte było na krzywdzie, musiało kiedyś runąć. 

    Historia Niniwy jest przypomnieniem, że zło nie trwa wiecznie Każda niesprawiedliwość ma swój kres. Nie dlatego, że Bóg pragnie zemsty, ale dlatego, że jest Bogiem sprawiedliwości. Gdyby zło nie zostało osądzone, świat utraciłby nadzieję. 

    W pieśni z Księgi Powtórzonego Prawa, która towarzyszy nam w miejscu psalmu, Bóg mówi o sobie: Ja zabijam i Ja sam ożywiam, Ja ranię i Ja sam uzdrawiam. To nie jest obraz Bożego okrucieństwa, ale obraz Boga, który jest Panem historii. Ostateczne słowo należy do Niego. To On jest Sędzią oraz Tym, który okazuje miłosierdzie. 

    Warto pamiętać, że Niniwa już pojawiła się w Biblii wcześniej, w Księdze Jonasza. Wtedy mieszkańcy usłyszeli wezwanie do nawrócenia  i poprzez podjętą pokutę doświadczyli miłosierdzia. Bóg przebaczył. Po latach jednak powrócili do swoich grzechów. To może być przesłanie dla każdego z nas. Nawrócenie nie jest jednorazowym wydarzeniem. Jest codziennym wyborem. Nie wystarczy kiedyś spotkać Boga. Każdego dnia na nowo trzeba Go poszukiwać. 

    

czwartek, 6 sierpnia 2026

Święto Przemienia Pańskiego

    Patrzyłem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy (Dn 7,13a).

I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy razem z Nim byliśmy na górze świętej (2 P 1,18).

Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza (Mt 17,4).


    Słowo zaprasza nas, aby na chwilę zatrzymać się na górze Tabor. Pośród naszej codzienności, pochłoniętych obowiązkami, problemami i niepewnością, Słowo zaprasza nas do zatrzymania się na chwilę.

    Prorok Daniel ukazuje majestatyczną wizję Boga oraz Syna Człowieczego, któremu zostaje dana władza, chwała i królestwo. To zapowiedź Mesjasza, którego panowanie nie przeminie. W Ewangelii widzimy wypełnienie tej zapowiedzi. Jezus nie jest tylko nauczycielem czy prorokiem. Jest Synem Bożym, któremu Ojciec powierzył wszelką władzę. Światło bijące z Jego oblicza i białe jak światło szaty są znakiem Jego boskiej natury.

    Piotr wspomina, że był naocznym świadkiem przemienia. Nie opowiada pięknej historii ani legendy. Mówi o czymś, co sam przeżył. Usłyszał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany. I dodaje jeszcze jedną ważną myśl: mamy prorockie słowo, które jest jak lampa świecąca w ciemnym miejscu. Nawet jeśli nie oglądamy cudów ani niezwykłych znaków, Bóg nie pozostawia nas bez światła. Tym światłem jest Jego słowo. Kiedy regularnie się nim karmimy, ono prowadzi nas przez ciemności życia.

    W centrum Ewangelii znajduje się jedno krótkie zdanie wypowiedziane przez Ojca: Jego słuchajcie. Człowiek rzeczywiście spotyka Chrystusa dopiero wtedy, gdy zaczyna żyć Jego słowem. Można zachwycić się Ewangelią, jak uczyniło to wielu, można znać na pamięć niektóre jej fragmenty, a przecież jednak nie słuchać. Słuchać Jezusa Mistrza, to przebaczyć, kiedy boli, kochać, chociaż to kosztuje, zaufać, kiedy nic nie jest już pewne… 

    


środa, 5 sierpnia 2026

Środa 18. Tygodnia Zwykłego

    Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też podtrzymywałem dla ciebie łaskawość. Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana, Dziewico - Izraelu (Jr 31,3b-4a).

        Ten, który rozproszył Izraela, 
        znów go zgromadzi
        i będzie nad nim czuwał
        jak pasterz nad swym stadem.

    Przyjdą z weselem na szczyt Syjonu
    i rozradują się błogosławieństwem Pana.
    Zamienię bowiem ich smutek w radość,
    pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.  
                                    (Jr 31,10b.12a.13b)


    Słyszymy proroka Jeremiasza, który przemawia do narodu doświadczonego niewolą, cierpieniem i utratą wszystkiego, co wydawało się trwałe. Spotykamy również kobietę kananejską, która z niezwykłą determinacją przychodzi do Jezusa, prosząc o uzdrowienie swojej córki. Te dwa obrazy spotykają się w jednym punkcie – w wierze, która potrafi dostrzec światło, zanim stanie się ono widoczne.

    Bóg mówi do ludu wybranego, mówi też do nas: Ukochałem cię odwieczną miłością. To zdanie jest dzisiaj sercem całego przesłania Jeremiasza. 

    W sytuacji, kiedy Izrael doświadcza konsekwencji własnych błędów, Bóg nie odwołuje swojego przymierza. Jego miłość jest większa niż ludzki grzech. Często oceniamy naszą relację z Bogiem przez pryzmat własnych sukcesów albo porażek duchowych. Tymczasem fundamentem naszej relacji z Bogiem nie jest nasza doskonałość, ale Jego wierność. 

    Prorok zapowiada także radość powrotu: Bóg zgromadzi rozproszonych, otrze łzy, zamieni smutek w wesele. Nie jest to jedynie obietnica poprawy nastroju. To zapowiedź nowego życia. Tam, gdzie człowiek widzi kres, Bóg widzi początek. Tam, gdzie człowiek doświadcza ciemności, Bóg przygotowuje świt.

wtorek, 4 sierpnia 2026

Wtorek 18. Tygodnia Zwykłego, wsp. św, Jana Marii Vianneya

    Tak bowiem mówi Pan: "Dotkliwa jest twoja klęska, nieuleczalna twoja rana. Nikt się nie troszczy o twoją sprawę, nie ma lekarstwa, by cię uzdrowić" (Jr 30,12-13).

        Poganie będą się bali imienia Pana,
        a Twej chwał wszyscy królowie ziemi.
        Bo Pan odbuduje Syjon
        i ukaże się w swym majestacie.

    Pan przychyli się ku modlitwie opuszczonych
    i nie odrzuci ich modłów.
    Należy to zapisać dla przyszłych pokoleń,
    lud, który się narodzi, niech wychwala Pana.

        Spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
        popatrzył z nieba na ziemię,
        aby usłyszeć jęki uwięzionych,
        aby skazanych na śmierć uwolnić.

    Synowie sług Twoich bezpiecznie mieszkać będą,
    a ich potomstwo będzie trwało w Twej obecności.
    Aby imię Pana głoszono na Syjonie
    i w Jeruzalem Jego chwałę,
    kiedy zgromadzą się razem narody i królestwa,
    aby służyć Panu.     (Psalm 102).


    Jeremiasz przekazuje rudne słowa ludowi. Izrael doświadcza konsekwencji swoich wyborów. Jego rana wydaje się nieuleczalna, a cierpienie jest tak wielkie, że nikt nie może pomóc. To diagnoza, którą przez usta Jeremiasza kieruje Bóg. 

    Ale Boże działanie nie kończy się na diagnozie. Po słowach o ranie przychodzi obietnica: oto przywrócę do poprzedniego stanu namioty Jakuba i okażę miłosierdzie nad jego siedzibami. Tam, gdzie człowiek nie widzi już możliwości wyjścia, gdzie widzi swój koniec, Bóg dostrzega początek. Nie neguje cierpienia, nie udaje, że nic się nie stało. Nazywa po imieniu zło i jego konsekwencje. Prawdziwe uzdrowienie zaczyna się zawsze od prawdy. Bóg nie leczy pozorów, ale dotyka tego, co najbardziej boli. 

    Boże zbawienie nie polega jedynie na usunięciu cierpienia. Bóg pragnie odbudować człowieka - jego serce, relacje, więź człowieka z sobą. Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem

    Psalmista, patrząc na ruiny świętego miasta, na cierpienie i przemijanie, wyznaje z ufnością, że Pan pozostaje wierny. To On odbuduje Syjon,  wysłucha modlitwy tych, którzy wszystko stracili. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Poniedziałek 18. Tygodnia Zwykłego

    I rzekł prorok Jeremiasz do proroka Chananiasza: "Słuchaj, Chananiaszu! Pan cię nie posłał, ty zaś pozwoliłeś temu narodowi żywić zwodniczą nadzieję. Dlatego tak mówi Pan: Oto usunę ciebie z powierzchni ziemi" (Jr 28,15-16).


    Jeremiasz i Chananiasz stają naprzeciw siebie. Chananiasz głosi to, co ludzie chcą usłyszeć. Zapowiada szybkie zakończenie wojny i pokonanie króla Babilonu. Jego słowa budzą nadzieję, ale nie są to słowa, które pochodzą od Boga. 

    Jeremiasz również pragnie nadziei i szczęścia dla ludu, chciałby, aby słowa Chananiasza się spełniły, ale pozostaje wierny prawdzie, którą otrzymał od Boga. 

    Dziś również nie brakuje tych, którzy obiecują życie bez krzyża, sukces bez wysiłku, szczęście bez nawrócenia. Lubimy ich słuchać, bo to przyjemne, nie wymaga od nas zmiany. 

    Bóg nie zwodzi człowieka. Jego słowo rzadko jest łatwe, ale zawsze prowadzi do życia. Prawda może boleć, ale tylko ona daje prawdziwą wolność. 

    Ławo ulec pokusie popularności czy uznania. Nie reagować na niewłaściwe zachowania, łudzić fałszywą nadzieją. Jeremiasz odrzuca taką drogę. Nie szuka popularności czy uznania. Wie, że wierność wobec Boga może kosztować odrzucenie, niezrozumienie, a nawet cierpienie. Pozostaje jednak wierny Bożemu przesłaniu. Bardziej boi się sprzeniewierzyć Bogu niż utracić ludzką sympatię.  

    I my często stajemy wobec takich wyborów i decyzji: czy zachowujemy wówczas wierność Ewangelii, czy raczej szukamy przypodobania się ludziom?

niedziela, 2 sierpnia 2026

XVIII Niedziela Zwykła

    Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! (Iz 55,1).

          

            Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
            a Ty ich karmisz we właściwym czasie.
            Ty otwierasz swą rękę
            i karmisz do syta wszystko, co żyje (Psalm 145).

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (Rz 8,35a).

Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych (Mt 14,14).


    Prorok Izajasz kieruje do nas niezwykłe zaproszenie: Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody. Przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. To zaproszenie jest wyjątkowe, bo nie opiera się na naszych zasługach. Bóg mówi po prostu: Przyjdź! To słowo jest skierowane do każdego człowieka – zmęczonego, zagubionego, rozczarowanego, ale także do tego, który wydaje się mieć wszystko, a mimo to odczuwa wewnętrzną pustkę.

    Jakże aktualnie brzmi pytanie Izajasza: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? Można je odczytać szerzej: dlaczego poświęcamy tyle czasu, energii i serca na rzeczy, które nie dają trwałego szczęścia? 

    Psalm ukazuje Ojca, który z czułością pochyla się nad każdym stworzeniem. Słyszymy słowa: Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, a Ty ich karmisz we właściwym czasie. Bóg widzi nasze potrzeby. Może nie zawsze odpowiada tak, jak sobie wyobrażamy, ale nigdy nie pozostaje obojętny.

    Ewangelia ukazuje bardzo konkretną sytuację. Uczniowie patrzą realistycznie. Widzą problem. Jest późno, miejsce jest pustynne, ludzi jest kilka tysięcy. Ich propozycja wydaje się rozsądna: Odpraw tłumy. Ale Jezus odpowiada zaskakująco: Wy dajcie im jeść.

    Bardzo często potrafimy dostrzec problemy świata, naszych rodzin, wspólnot czy miejsc pracy. Łatwo powiedzieć: Nic się nie da zrobić. Jezus natomiast pyta: Co masz? Co możesz dać? 

    Uczniowie mają zaledwie pięć chlebów i dwie ryby. To bardzo niewiele wobec potrzeb tłumu. A jednak właśnie od tego zaczyna się cud. Jezus nie oczekuje od nich tego, czego nie mają. Prosi, aby oddali Mu to, co posiadają.

    Święty Paweł w drugim czytaniu idzie jeszcze dalej. Pisze z ogromną pewnością: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Wymienia cierpienie, ucisk, prześladowanie, głód, niebezpieczeństwo, śmierć. Wszystkie te doświadczenia wydają się niezwykle trudne. A jednak kończy słowami pełnymi nadziei: Ani śmierć, ani życie, ani żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga.

    Nasza relacja z Bogiem nie opiera się przede wszystkim na sile naszej miłości do Niego, ale na Jego niezmiennej miłości do nas.

    

Czy jednak naprawdę wierzę, że Bóg potrafi zaspokoić najgłębszy głód mojego serca?

sobota, 1 sierpnia 2026

Sobota 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Alfonsa Marii Liguoriego

    Wtedy  powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: "Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego". Achikam, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć (Jr 26,16.24).

        Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
        wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
        ratuj mnie z wodnej głębiny.
        Niechaj nie porwie mnie nurt wody,
        niech nie pochłonie mnie głębia,
        niech nie zamknie się nade mną paszcza otchłani.

    Jestem nędzny i pełen cierpienia,
    niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
    Pieśnią chcę chwalić imię Boga
    i wielbić Go dziękczynieniem.

        Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
        niech ożyje serce szukających Boga.
        Bo Pan wysłuchuje biednych
        i swoimi więźniami nie gardzi (Psalm 69).


    Podobnie jak wczoraj liturgia pozwala nam towarzyszyć Jeremiaszowi na dziedzińcu domu Pańskiego, świątyni w Jerozolimie, gdzie przemawia do ludu i ostrzega. 

    Znajdujemy się pod koniec VII wieku przed Chrystusem, za panowania króla Jojakima. Królestwo Judy przeżywa głęboki kryzys polityczny i religijny. Rośnie zagrożenie ze strony Babilonu, a wielu żyje w przekonaniu, że sama obecność świątyni w Jerozolimie gwarantuje Bożą opiekę. Jeremiasz otrzymuje jednak od Boga zadanie niezwykle trudne: ma ogłosić, że jeśli naród się nie nawróci, nawet świątynia nie uchroni go przed sądem.

    Jego słowa wywołują gwałtowną reakcję. Kapłani i prorocy oskarżają go o bluźnierstwo i domagają się wyroku śmierci. Wydaje się, że los Jeremiasza jest już przesądzony. Stoi samotnie wobec tłumu, który chce jego śmierci.

    Jeremiasz nie próbuje ratować siebie za wszelką cenę. Nie wycofuje swoich słów ani nie szuka kompromisu. Spokojnie mówi: Pan mnie posłał. Oddaje swoje życie w ręce słuchaczy: uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe, ale jednocześnie przypomina im, że jeśli zabiją niewinnego człowieka, sami poniosą odpowiedzialność przed Bogiem.

    Odwaga Jeremiasza i prawda wypowiedziana bez lęku zmieniają bieg wydarzeń. Starsi ludu zaczynają rozważać jego słowa. Zamiast ulec emocjom, przypominają sobie historię proroka Micheasza, którego również słuchano mimo trudnych napomnień. W końcu zapada decyzja: Jeremiasz nie zasługuje na śmierć, ponieważ przemawiał w imieniu Pana. Za Jeremiaszem ujmuje się w szczególny sposób urzędnik królewski - Achikam, który ochrania proroka przed ślepą złością tłumu. 

    Odwrócenie losu nie dokonało się dzięki jakiejś ludzkiej przebiegłości. Dokonało się dlatego, że Jeremiasz pozostał wierny prawdzie. Jego słowa, początkowo odrzucone, ostatecznie poruszyły sumienia i stały się narzędziem jego ocalenia.

    Możemy do Jeremiasza odnieść słowa psalmisty, który wobec zagrożenia życia, ufnie prosi Boga: Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął, wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą, ratuj z wodnej głębiny. Jeremiasz po ludzku nie widzi już dla siebie ratunku, zagrożenie życia jest namacalne. Woła do Boga, ufając że On słyszy i nie opuści w zagrożeniu. 

    Bóg usłyszał i posłużył się ludźmi, którzy mieli odwagę stanąć po stronie prawdy. Prorok został wyrwany z niebezpieczeństwa, a jego życie zostało ocalone. Psalm kończy się wezwaniem do uwielbienia Boga, który nie gardzi ubogimi i nie zapomina o swoich uwięzionych. To zdanie mogłoby być komentarzem do całego życia Jeremiasza. Bóg nie pozostawia tych, którzy Mu ufają.

    Czy wierzymy, że prawda wypowiedziana z pokorą ma moc przemieniać ludzkie serca? A gdy sami przeżywamy chwile osamotnienia i lęku, czy potrafimy modlić się słowami psalmisty, ufając, że Bóg słyszy nasze wołanie?

    

piątek, 31 lipca 2026

Piątek 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Ignacego z Loyoli

    Stań na dziedzińcu domu Pańskiego i mów do mieszkańców wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pańskiego oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić, nie ujmuj ani słowa! Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi (Jr 26,2b-3a).

        Liczniejsi od włosów na mej głowie
        są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.
        Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani,
        czyż mam oddać to, czego nie zabrałem?

    Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, 
    hańba twarz mi okrywa,
    dla braci moich stałem się obcym
    i cudzoziemcem dla synów mej matki. 
    Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
    i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.

        Panie, modlę się do Ciebie,
        w czas łaski, o Boże.
        Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
        w Twojej zbawczej wierności (Psalm 69).


    Jeremiasz mówił do nas obrazami, dziś on sam staje się obrazem. Posłany do świątyni, by ogłaszać to, czego nikt nie chce słuchać. Głosi, wzywa do nawrócenia i przestrzega. Dobrze wie, że takie słowa i postawa nie przyniosą mu uznania ani wdzięczności. Przeciwnie – mogą kosztować go życie. Jednak nie milczy. 

    Wierność Bogu rzadko oznacza popularność. Często wymaga odwagi, by mówić prawdę, nawet jeśli inni ją odrzucają. Jeremiasz nie głosi własnych poglądów ani nie szuka poklasku. Jest wierny temu, co usłyszał od Boga. 

    Psalmista pozwala nam zajrzeć do serca Jeremiasza, człowieka wiernego Bogu. Słyszymy w nim ból, doświadczenie odrzucenia i niezrozumienia: Dla Ciebie znoszę urąganie. W modlitwie prorok znajduje siłę do wierności. Nawet gdy doświadcza samotności i prześladowania, zwraca się do Boga z ufnością. Wie, że tylko w Nim może znaleźć oparcie. Nie opiera się na własnych możliwościach, ale na Bogu. Człowiek, który trwa blisko Boga, nie przestaje odczuwać lęku, ale uczy się, że lęk nie musi decydować o podejmowanych wyborach.

    Jeremiasz staje się znakiem dla mieszkańców Judei. Jest znakiem, który zapowiada Chrystusa. Jezus również przyjdzie z przesłaniem, które dla wielu będzie niewygodne. Będzie wzywał do nawrócenia, zdemaskuje obłudę i będzie głosił prawdę o miłości Ojca. I jak Jeremiasz zostanie odrzucony przez wielu i spotka się z wrogością. W chwilach największego zagrożenia będzie trwał na modlitwie, powierzając się całkowicie Ojcu. Ostatecznie wierność poprowadzi Go na krzyż, ale właśnie przez tę wierność przyszło zbawienie świata.

    Czy moje przyznawanie się do wiary zależy od opinii innych? Czy mam odwagę żyć Ewangelią także wtedy, gdy jest to niepopularne lub wymaga ode mnie poświęcenia? A może zbyt często milczę ze strachu przed oceną?

czwartek, 30 lipca 2026

Czwartek 17. Tygodnia Zwykłego

    Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? - mówi Pan. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku (Jr 18,6).

       

        Chwal, duszo moja, Pana,
        będę chwalił Pana do końca mego życia,
        będę śpiewał mojemu Bogu,
        dopóki istnieję.

    Nie pokładajcie ufności w książętach
    ani w człowieku, który zbawić nie może.
    Kiedy duch go opuści, znowu w proch się obraca
    i przepadają wszystkie jego zamiary.

        Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba,
        kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.
        On stworzył niebo i ziemię, i morze
        ze wszystkim, co w nich istnieje  (Psalm 146).


    Jeremiasz wraca do nas z kolejnym obrazem: Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy... Te słowa mogą w nas wywołać sprzeciw, bo gdzie nasza wolność, skoro wszystko jest w Jego rękach. Prawda jest jednak taka, że nigdy człowiek nie ma pełnej kontroli nad swoim życiem. Spróbujmy jednak spojrzeć na ten obraz pozytywnie: nasze życie nie znajduje się w rękach ślepego przypadku ani w rękach losu, lecz w rękach kochającego Ojca, który wie, co robi.

    Lubimy snuć plany. Układamy scenariusze na przyszłość, wyznaczamy cele, mamy swoje marzenia i oczekiwania. I nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy nasze plany stają się ważniejsze od Bożych planów. Kiedy kurczowo trzymamy się własnych wyobrażeń, trudno nam przyjąć to, że Bóg chce poprowadzić nas inną drogą. 

    Boże działanie przekracza ludzkie zamiary. To, co dla nas wydaje się porażką, końcem czy zmarnowaną szansą, dla Boga może stać się początkiem czegoś nowego. Garncarz nie zniechęca się, gdy naczynie się nie udaje. Nie przestaje pracować. Podobnie Bóg nigdy nie rezygnuje z człowieka. Nawet wtedy, gdy popełniamy błędy, gdy nasze życie wydaje się pogmatwane, On nadal potrafi wydobyć z niego dobro. Jego miłość jest większa od naszych słabości, a Jego mądrość przekracza nasze ograniczone spojrzenie.

    Psalmista prowadzi nas krok dalej. Otwarcie i przyjęcie Bożych planów to droga do szczęśliwego finału ludzkiego życia. Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba, kto pokłada nadzieję w Panu BoguPsalmista przestrzega, aby nie pokładać nadziei wyłącznie w ludziach, w ich możliwościach czy obietnicach. Człowiek jest ograniczony i przemijający. Nawet najlepsze ludzkie plany mogą zawieść. Jedynie Bóg pozostaje wierny na zawsze.

    Szczęście nie rodzi się z przekonania, że wszystko zależy ode mnie. Prawdziwy pokój serca rodzi się wtedy, gdy uczę się ufać Bogu bardziej niż sobie. To nie oznacza bierności ani rezygnacji z działania. Oznacza natomiast gotowość, by swoje plany nieustannie konfrontować z Bożą wolą i mieć odwagę powiedzieć: Panie, jeśli Ty widzisz dla mnie lepszą drogę, poprowadź mnie nią.

    Poszukiwanie Bożej woli nie jest utratą wolności. Jest odkrywaniem tego, do czego naprawdę zostaliśmy stworzeni. Garncarz najlepiej wie, jakie naczynie chce uformować. Podobnie Bóg zna nasze serce lepiej niż my sami. Wie, gdzie odnajdziemy spełnienie, nawet jeśli droga do niego nie zawsze pokrywa się z naszymi oczekiwaniami.

    

środa, 29 lipca 2026

Środa 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Marty, Marii i Łazarza

   Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

        Wysławiajcie razem ze mną Pana,
        wspólnie wywyższajmy Jego imię.
        Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
        i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

        Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
        aby ich ocalić.
        Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
        szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci,
gdyż bogobojni nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
szukającym Pana niczego nie zabraknie 
(Psalm 34).

    Marta więc rzekła do Jezusa: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga" (J 11,21-22).


    Nasza nadzieja ma na imię Jezus Chrystus. 

    Słowo prowadzi nas dwiema ścieżkami, które tak często przeplatają się w naszym życiu: wdzięczność i strata, wdzięczność i ból. Psalmista woła z radością: będę błogosławił Pana po wieczne czasy, Jego chwała będzie zawsze na moich ustach... Nie mówi: tylko wtedy, gdy wszystko się będzie układać. Mówi: w każdym czasie, zawsze. Wiara nie  wyklucza trudności, ale nawet pośród nich potrafi dostrzec obecność Boga.

    Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry... Jesteśmy zaproszeni do osobistego doświadczenia, wiary nie da się przeżyć z drugiej ręki, w oparciu o cudze świadectwo. Doświadczamy bliskości Boga w chwilach radości, ale także w trudnych doświadczeniach. To pośród nich możemy odkryć, że Bóg jest znacznie bliżej nas, niż się tego spodziewaliśmy. 

    Marta przeżywa doświadczenie straty po śmierci brata. Wychodzi na spotkanie Jezusa ze swoim doświadczeniem bólu, wychodzi ze swoim żalem. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego przyszedłeś tak późno. Nie rozumie tego opóźnienia, ale wciąż wierzy: Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił

    Jezus nie wyjaśnia swojego spóźnienia. Wskazuje na siebie. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Rdzeniem wiary nie jest to, że potrafimy odpowiedzieć na każde pytanie. Jej centrum spotkanie spotkanie z Osobą. 

    Wreszcie Jezus zadaje Marcie pytanie: Czy wierzysz w to? Nie pyta o wiedzę religijną czy znajomość Pisma. Pyta o zaufanie. Czy wierzę Jezusowi także wtedy, gdy nie rozumiem Jego działania? Czy potrafię Mu zaufać, kiedy moje plany się rozpadają, kiedy przychodzi choroba, strata lub rozczarowanie? 

    I odpowiedź Marty, która jest wyznaniem wiary. Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na światWypowiada te słowa jeszcze przed cudem wskrzeszenia Łazarza. Jej wiara nie opiera się na tym, co już zobaczyła, ale na tym, komu zaufała.

    Nadzieja, do której zaprasza nas Jezus, nie polega na przekonaniu, że wszystko zawsze dobrze się skończy według naszych oczekiwań. Nasza nadzieja ma imię – Jezus Chrystus. On jest obecny zarówno w chwilach radości, o których śpiewa psalmista, jak i w chwilach bólu, których doświadcza Marta.

    

wtorek, 28 lipca 2026

Wtorek 17. Tygodnia Zwykłego

   Uznajemy, Panie, nieprawość naszą, przewrotność naszych przodków, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Nie odrzucaj nas przez wzgląd na Twoje imię, od czci nie odsądzaj tronu Twojej chwały. Pamiętaj, nie zrywaj przymierza z nami! (Jr 14,20-21).

        Czy wiecznie będziesz się gniewał? 
        Nie pamiętaj nam win przodków naszych,
        niech szybko nas spotka Twoje zmiłowanie,
        gdyż bardzo jesteśmy słabi.

    Wspomóż nas, Boże, nasz Zbawco,
    dla chwały Twojego imienia;
    wyzwól nas i odpuść nam grzechy
    przez wzgląd na swoje imię.

        Niech jęk pojmanych dojdzie do Ciebie
        i mocą Twego ramienia ocal na śmierć skazanych.
        My zaś, lud Twój i owce Twojej trzody,
        będziemy wielbić Ciebie na wieki
        i przez pokolenia głosić Twoją chwałę (Psalm 79). 


    Słowo prowadzi nas przez doświadczenie bólu, opuszczenia, bezradności oraz tęsknoty za Bogiem. Prorok Jeremiasz widzi ogrom cierpienia ludu oraz zniszczenia. Staje w prawdzie przed Bogiem ze swoim bólem, bo moje oczy łzy wylewają bez przerwy... Zanosi do Boga modlitwę wypływającą z serca udręczonego cierpieniem, modlitwę, która rozpoczyna się uznaniem winy i skruchą: Uznajemy, Panie, naszą niegodziwość... Tak zaczyna się nawrócenie, od skruszonego serca.

    Skrucha nie jest jedynie poczuciem winy ani chwilowym żalem. Jest odwagą, by stanąć przed Bogiem bez masek i przyznać, że bez Niego człowiek gubi właściwy kierunek. Izrael odkrywa, że oddalenie od Boga nie prowadzi do wolności, ale do pustki. Z tego doświadczenia rodzi się wołanie: nie odrzucaj nas! Nie zrywaj przymierza z nami! To wołanie tych, którzy już rozumieją, że potrzebują Boga.

    W słowach Jeremiasza kierowanych do Boga wybrzmiewa rozczarowanie, które zrodziła cześć dla różnych bożków. One potrafiły uwieść, ale nie ma wśród nich takich, którzy by zesłali deszcz. Ufność wobec nic jest zwodnicza, a to doświadczenie prowadzi do powrotu do jedynego Boga: w Tobie pokładamy nadzieję

    Nasze bożki nie przybierają już postaci posągów z drewna czy kamienia, ale wciąż nam towarzyszą. Mogą łudzić poczuciem bezpieczeństwa, ale w chwili kryzysu okazują się bezsilne. Żaden z nich nie daje przebaczenia, pokoju serca ani nie zrodzi nadziei silniejszej od cierpienia.

    W sercu Izraelitów rodzi się tęsknota za Bogiem wyrastająca z doświadczenia pustki. Nie za darem, ale za Dawcą. Nie tylko za wybawieniem z nieszczęścia, ale za odnowieniem przymierza. Ta tęsknota jest znakiem, że mimo grzechu więź z Bogiem nie została całkowicie zerwana. Człowiek może odejść daleko, ale serce stworzone przez Boga nie przestaje Go szukać. Nie pamiętaj nam win przodków naszych, niech szybko nas spotka Twoje zmiłowanie... Wspomóż nas, Boże, nasz Zbawco

    Dawno nie było pytań, więc dziś je sobie postawmy: Czy potrafię uznać własną słabość i grzech bez usprawiedliwień? Jakie bożki próbują zająć miejsce Boga w moim życiu? Czy w chwilach cierpienia uciekam od Boga, czy raczej jeszcze mocniej do Niego wołam?

    

poniedziałek, 27 lipca 2026

Poniedziałek 17. Tygodnia Zwykłego

    Albowiem jak przylega pas do bioder mężczyzny, tak przygarnąłem do siebie cały dom Izraela i cały dom Judy - mówi Pan - by były moim narodem, moją sławą, moim zaszczytem i moją dumą. Ale oni Mnie nie usłuchali (Jr 13,11).

    Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła,
    zapominasz o Bogu, który dał ci życie.
    Zobaczył to Pan i wzgardził,
    oburzony na własnych synów i córki.

        I rzekł: "Odwrócę od nich oblicze,
        zobaczę ich koniec.
        Gdyż są narodem niestałym,
        dziećmi, w których nie ma wierności.

    Mnie do zazdrości pobudzili tym,
    co wcale nie jest bogiem,
    rozjątrzyli Mnie swymi czczymi bożkami;
    i Ja ich do zazdrości pobudzę nie-ludem,
    rozjątrzę ich narodem pozbawionym rozsądku"

                                            (Pwt 32,18-21)


    Prorok Jeremiasz mówi obrazami, bardzo sugestywnymi, nie pozostawiając wątpliwości, kiedy dodaje słowo. Oto otrzymuje polecenie, by ukryć lniany pas, który z czasem ulega zniszczeniu. Pas miał przylegać do bioder człowieka – tak blisko Bóg pragnął mieć swój lud. Zniszczenie pasa nie jest więc kaprysem Boga, ale skutkiem oddalenia od Niego. To, co zostaje odłączone od źródła życia, z czasem traci swoją wartość i piękno. Pas zbutwiał i nie nadawał się do niczego...

    Pieśń Mojżesza, która pojawia się jako odpowiedź, każe nam wrócić do góry Synaj, gdzie Bóg zrodził lud wybrany z rzeszy niewolników uciekających z Egiptu. Izrael zapomina o Skale, która go zrodziła, i wybiera bożki. Doświadcza skutków swojego wyboru, które są nie tyle karą, co konsekwencją błędnych wyborów. 

    Są owocem decyzji człowieka, który odwraca się od Tego, który jest życiem. Bóg nikogo nie zmusza do miłości. Kiedy spotyka się ze wzgardą i uporczywym odrzuceniem, wycofuje swoją szczególną obecność, pozwalając człowiekowi doświadczyć skutków obranej drogi.

    W naszym życiu pojawia się czasem doświadczenie duchowej pustki, zagubienia czy niepokoju. Warto wtedy pytać, czy nie są one konsekwencją naszych codziennych wyborów, które oddalają nas od Boga. On nie przestaje kochać, ale szanuje naszą wolność. Pozwala nam doświadczyć konsekwencji naszych decyzji, bo właśnie one mogą stać się momentem przebudzenia i powrotu.

    Bóg zawsze czeka. Nawet jeśli wycofuje swoją bliskość, nie czyni tego z zemsty, lecz z szacunku dla ludzkiej wolności i z nadzieją, że człowiek odkryje, iż bez Niego nie potrafi odnaleźć pełni życia.

niedziela, 26 lipca 2026

XVII Niedziela Zwykła

    Królestwo Boże podobne jest do skarbu ukrytego na polu. Królestwo niebieskie podobne jest również do kupca, poszukiwacza pięknych pereł. Królestwo niebieskie podobne jest jeszcze do sieci, która została zarzucona w morze i zaczęła zagarniać ryby wszelkiego rodzaju. Zrozumieliście to wszystko? (Mt 13,44a.45.47.51a).


    Często mówi się o naszym społeczeństwie jako społeczeństwie rozczarowanym. Jeśli kiedyś marzyliśmy, że inny świat jest możliwy, to dziś wydaje się, że wielu z nas myśli tylko o tym, jak przetrwać, jak sobie poradzić. Nic więcej. To tak, jakbyśmy odkryli, że nie ma nic wartego, by sprzedać wszystko, zaryzykować, by zyskać skarb. A może już nie ma w nas tej nadziei, że istnieje jakikolwiek ukryty skarb lub drogocenna perła. Nie jesteśmy pewni, czy warto walczyć o królestwo niebieskie. 

    Ludzkie życie to nieustanny wybór. A każdy wybór wiąże się z rezygnacją z czegoś, z wyrzeczeniem. W tym tkwi całe bogactwo, ale także ryzyko i dramat istnienia. Każdy z nas musi osobiście ustawić własną hierarchię wartości i oczekiwań. a ponieważ nasze potrzeby i możliwe pragnienia są tak liczne i tak różne, czasem bardzo sprzeczne, nasze decyzje zawsze pociągają za sobą rezygnację z innych atrakcyjnych i pożądanych możliwości.

    Jeśli przyjrzymy się bliżej pierwszej przypowieści, zobaczymy, że to sam Bóg jest ukrytym skarbem, który często i niespodziewanie pozwala się odnaleźć człowiekowi. Bóg jest skarbem, któremu muszą być podporządkowane wszystkie inne nasze skarby. Tu nie ma miejsca na targowanie się czy jakieś rabaty; musimy sprzedać wszystko, jak bohater pierwszej przypowieści, aby kupić pole, na którym znaleźliśmy skarb. Inaczej go stracimy.  

sobota, 25 lipca 2026

Sobota 16. Tygodnia Zwykłego, Święto św. Jakuba, apostoła

    Bracia; Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7).

        Gdy Pan odmienił los Syjonu,
        wydawało się nam, że śnimy.
        Usta nasze były pełne śmiechu,
        a język śpiewał z radości.

    Mówiono wtedy między narodami:
    "Wielkie rzeczy im Pan uczynił".
    Pan uczynił nam wielkie rzeczy
    i radość nas ogarnęła  (Psalm 126).


    Kruchość ludzkiego życia nie jest przeszkodą dla działania Boga – właśnie w niej objawia się moc Chrystusa. Św. Paweł przypomina, że przechowujemy ten skarb w naczyniach glinianychKażdy z nas jest takim glinianym naczyniem – kruchym, ograniczonym, doświadczającym słabości, cierpienia i lęku. Skarbem jest natomiast życie Chrystusa, Jego łaska i Ewangelia, którą nosimy w sercu.

    Apostoł narodów nie ukrywa, że życie ucznia Chrystusa wiąże się z przeciwnościami. Pisze: Zewsząd cierpienia znosimy, lecz nie rozpaczamy. Nie mówi tego jako teoretyk, ale jako człowiek, który sam doświadcza prześladowań. Żyje pewnością, że każde cierpienie przeżywane z Chrystusem staje się miejscem objawienia Jego życia i mocy.

    Tę samą nadzieję odnajdujemy w psalmie, który rozbrzmiewa w liturgii. Psalmista wspomina wielkie dzieła Boga i wyznaje: Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radościPotrzebujemy zaufania wobec Boga, gdy nie widzimy jeszcze owoców swojej pracy. Łzy nie muszą być znakiem porażki, ale początkiem nowego życia, jeśli zostaną złożone w ręce Boga.

    W świetle tych dwóch tekstów patrzę na życie św. Jakuba, apostoła. Należał do grona najbliższych uczniów Jezusa. Był świadkiem Przemienienia na górze Tabor, widział wskrzeszenie córki Jaira, towarzyszył Jezusowi w Ogrójcu. Doświadczał zarówno chwil chwały, jak i godzin cierpienia, marzył o zaszczytnym miejscu w królestwie Jezusa. 

    Jako pierwszy spośród Apostołów poniósł śmierć męczeńską z rozkazu króla Heroda. Jego życie stało się dosłownym wypełnieniem słów św. Pawła – nosił w swoim ciele konanie Jezusa, aby objawiło się w nim także życie ChrystusaMęczeństwo świętego Jakuba nie było porażką. W oczach świata mogło wydawać się przegraną, ale w oczach Boga było najpełniejszym świadectwem wiary. 

    Chrześcijaństwo nie polega na życiu wolnym od trudności, ale na wiernym trwaniu przy Chrystusie pośród nich. Każdy z nas nosi swoje gliniane naczynie: własne słabości, choroby, rozczarowania, lęki czy codzienny trud. Jeśli jednak pozwolimy, aby mieszkał w nas skarb Ewangelii, wtedy nawet nasza kruchość stanie się miejscem działania Boga.