zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 18 sierpnia 2026

Wtorek 20. Tygodnia Zwykłego

    Tak mówi Pan Bóg: Ponieważ serce twoje stało się wyniosłe, powiedziałeś: Ja jestem Bogiem, ja zasiadam na Boskiej stolicy, w sercu mórz - a przecież ty jesteś tylko człowiekiem, a nie Bogiem, i rozum chciałeś mieć równy rozumowi Bożemu (Ez 28,2b).

        Nadchodzi bowiem dzień klęski,
        los ich gotowy, już blisko.
        Bo Pan swój naród obroni,
        litość okaże swym sługom (Pwt 32,35b-36a).


    Kontynuujemy lekturę Księgi Ezechiela, by zobaczyć, że człowiek bardzo łatwo może zapomnieć, kim naprawdę jest, a wówczas żyje tak, jakby wszystko zależało od niego. Słowo Ezechiela skierowane jest do władcy Tyru, a Bóg przypomina mu: jesteś tylko człowiekiem.

    Nie jest to jednak Słowo kierowane jedynie do tych, którzy posiadają władzę. Pokusa samowystarczalności zagraża każdemu człowiekowi. Kiedy wszystko się dobrze układa, łatwo przypisać sukces własnym zdolnościom, pracy czy mądrości. A wtedy już tylko krok do przekonania, że właściwie nie potrzebujemy innych i nie potrzebujemy również Boga. Na szczęście przychodzą takie momenty, kiedy doświadczamy słabości i własnych ograniczeń, na wiele wiele rzeczy nie mamy żadnego wpływu.  

    Bóg dopuszcza taki moment, w którym człowiek poprzez doświadczenie własnej bezsilności, wszedł na drogę nawrócenia. Kiedy zawodzą ludzkie plany i możliwości, uświadamiamy sobie często, na kim  naprawdę warto oprzeć swoje życie. 

    Pokora, do której zaprasza nas Słowo, nie oznacza pomniejszania siebie, lecz życie w prawdzie: jestem człowiekiem, mam swoje  zdolności, możliwości, ale nie jestem samowystarczalny. Potrzebuję Boga, potrzebuję też innych ludzi. Uznanie tej prawdy nie odbiera mi ani godności, ani wolności, ale pozwala ze spokojem przeżywać zarówno sukcesy jak i chwile porażek i słabości.

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Poniedziałek 20. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Jacka

Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła,
zapominasz o Bogu, który dał ci życie.
Zobaczył to Pan i wzgardził,
oburzony na własnych synów i córki.

    I rzekł: "Odwrócę od nich oblicze,
    zobaczę ich koniec.
    Gdyż są narodem niestałym,
    dziećmi, w których nie ma wierności.

Mnie do zazdrości pobudzili tym, co wcale nie jest bogiem,
rozjątrzyli Mnie swymi czczymi bożkami;
i Ja ich do zazdrości pobudzę nie-ludem,
rozjątrzę ich narodem pozbawionym rozsądku"
                                                            (Pwt 32,18-21).


    Towarzyszy nam dzisiaj pieśń Mojżesza z końca Księgi Powtórzonego Prawa. W kontekście pierwszego czytania z Księgi Ezechiela, szczególnie mocno brzmią słowa oskarżenia: Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła, zapominasz o Bogu, który dał ci życie. Izrael nie odwraca się od kogoś obcego, ale od Tego, któremu zawdzięcza swoje istnienie. 

    Mojżesz wypowiada te słowa na progu Ziemi Obiecanej, mając jeszcze w pamięci bunt ludu na pustyni. Nie tylko przypomina historię wyjścia z Egiptu, przede wszystkim przestrzega przed niebezpieczeństwem, które pojawi się po osiedleniu w Ziemi Obiecanej: dobrobyt może doprowadzić do zapomnienia o Bogu. 

    Słowo zapomnieć nie oznacza jedynie usunięcia z pamięci, utracenia pamięci o Bogu. Izrael dobrze wiedział, kim jest Bóg. Zapomnieć oznacza bardziej taki styl życia, w którym Bóg jest pomijany. w konkretnych decyzjach i wyborach. Zapomnieć, to żyć tak, jakby Boga nie było, chociaż formalnie się Go uznaje. 

    Bóg przedstawiony jest jako Skała, czyli fundament, źródło bezpieczeństwa i wierności, ale także jako ten, który Izraela zrodził, dał mu życie. Niewierność i grzech nie jest zatem jedynie odrzuceniem przykazania, ale odrzuceniem własnego Ojca, dobroczyńcy i wybawcy. 

    Niewierność nie ogranicza się jednak do bałwochwalstwa. Prorocy pokazują, że człowiek może formalnie uczestniczyć w kulcie Boga, a jednocześnie pozostawać Mu niewiernym. Amos piętnuje niesprawiedliwość społeczną i ucisk ubogich. Izajasz krytykuje religijność pozbawioną sprawiedliwości. Jeremiasz ostrzega przed złudnym przekonaniem, że sama obecność świątyni zapewni Jerozolimie bezpieczeństwo. Ozeasz natomiast przedstawia niewierność Izraela poprzez niezwykle mocny obraz niewierności małżeńskiej. 

    Kulminacją tej historii stają się katastrofy polityczne: upadek Samarii i Królestwa Północnego pod naporem Asyrii oraz zdobycie Jerozolimy przez Babilończyków i zburzenie świątyni. Autorzy biblijni będą odczytywali te wydarzenia jako konsekwencję długotrwałego odchodzenia od przymierza.

    Tekst ten możemy widzieć jako lustro dla człowieka wierzącego. Największym zagrożeniem nie zawsze jest otwarte odrzucenie Boga. Częściej jest nim stopniowe zapominanie: przyzwyczajenie się do otrzymanych darów, uznanie ich za oczywiste i budowanie życia tak, jakby ich Dawca nie miał już znaczenia. Niewiara jest konsekwencją malutkich niewierności i fałszywych kompromisów...


niedziela, 16 sierpnia 2026

XX Niedziela Zwykła

    
Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów (Iz 56,7b).

    Albowiem Bóg podał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie (Rz 11,32).

    Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15,24).


    W spotkaniu z Kananejką Jezus odpowiada milczeniem; później próbuje zakończyć sprawę, mówiąc, że to wykracza poza jego posłannictwo; następnie przytacza argument, po którym można by już stracić wszelką nadzieję. Wiara tej kobiety nie daje jednak się pokonać ani przez milczenie, ani przez wymijającą odpowiedź udzieloną uczniom, ani przez argument, na który pozornie nie sposób odpowiedzieć.

    Wiara tej kobiety jest wiarą wytrwałą: nie załamuje się wobec pierwszej odmowy. Jest też wiarą przenikliwą: pozwala jej znaleźć odpowiedź, która przełamuje wszelki opór ze strony Jezusa. I jest to wiara kobiety, która nie należy do Izraela, lecz jest Kananejką: wierzy, że panowanie Jezusa może przekroczyć granice Izraela.

  W Ewangelii znajdujemy więcej przykładów takiej wiary, chociażby setnika, który prosi o uzdrowienie swojego sługi. Są to prawdziwe perły Ewangelii. Mówią nam o darze, jakim jest wiara - darze przeznaczonym dla wszystkich.

    Prośmy dzisiaj wraz z Kananejką, wołając jej słowami: Panie, dopomóż mi! 
Kiedy nie rozumiem — Panie, dopomóż mi!
Kiedy długo czekam — Panie, dopomóż mi!
Kiedy moja wiara słabnie — Panie, dopomóż mi!
Kiedy trudno mi przyjąć drugiego człowieka — Panie, dopomóż mi!

    I daj mi taką wiarę, która nie odchodzi od Ciebie nawet wtedy, kiedy odpowiedzią jest tylko cisza...

    

sobota, 15 sierpnia 2026

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

    Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, i księżyc pod Jej stopami, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów (Ap 12,1.3).


    W Uroczystość Wniebowzięcia Kościół daje nam obraz z Księgi Objawienia św. Jana. Obraz Niewiasty oraz Smoka. Kościół kieruje nasz wzrok ku niebu, ku Maryi wziętej z duszą i ciałem do chwały nieba, a historia naszej Ojczyzny kieruje nasz wzrok na ziemię, polską ziemię i jej dzieje. To właśnie dzisiaj Polska przeżywa Święto Wojska Polskiego, związane ze zwycięstwem nad bolszewikami w 1920 roku, zwycięstwem, które zostało określone jako Cud nad Wisłą.

    Obraz Niewiasty obleczonej w słońce i Smoka, który stoi naprzeciw Niej to obraz walki dobra ze złem, życia ze śmiercią, Boga z tym wszystkim, co chce człowieka zniewolić i zniszczyć. 

    W tym starciu Niewiasta wydaje się bezbronna, a jednak ostateczne zwycięstwo nie należy do Smoka. Niebiosa wypełnia wołanie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca. Bóg pokonuje zło, do Niego należy ostatnie słowo i zwycięstwo. 

    Ten obraz bardzo dobrze współbrzmi z doświadczeniem naszej historii. Polska wiele razy znajdowała się w sytuacji, która po ludzku wydawała się beznadziejna. A jednak naród potrafił przetrwać. Wielką rolę odgrywały wiara, kultura, rodzina, pamięć i przekonanie, że los narodu zależy od zawierzenia Bogu. 

    Może dlatego Maryja tak mocno wpisała się w polskie doświadczenie wolności. Jasna Góra, śluby króla Jana Kazimierza, tytuł Królowej Polski, modlitwa żołnierzy i ich rodzin - dzisiaj dla wielu to tylko pamiątki przeszłości. Ale ta przeszłość uczy, że los Ojczyzny można i trzeba powierzać Bogu. 

piątek, 14 sierpnia 2026

Piątek 19. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Ale zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd. Oddawałaś się każdemu, kto obok ciebie przechodził (Ez 16,15).

        Oto Bóg jest moim zbawieniem!
        Jemu zaufam i bać się nie będę.
        Bo Pan jest moją pieśnią i mocą
        i On stał się moim zbawieniem (Iz 12,2).


    Kolejny obraz, który przychodzi do nas za pośrednictwem proroka Ezechiela, pozwala nam uchwycić źródło naszych niewierności i grzechów wobec Boga.  To zdanie Ezechiela: zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd, jest chyba najważniejszym przesłaniem Słowa, które daje nam dzisiaj liturgia. 

    Zacznijmy jednak od początku. Prorok przemawia do nas bardzo mocnym obrazem, odniesionym do Jerozolimy, która przedstawiona jest jako porzucone dziecko, któremu nawet nie odcięto pępowiny, nie obmyto w wodzie, aby oczyścić, którego nikt nie owinął w pieluszki. Porzucone dziecko, wyrzucone na puste pole - przez niechęć do niego

    To Bóg zatrzymał się przy tym dziecku, zatroszczył i ulitował. To Bóg powiedział: Żyj, rośnij! Bóg otoczył Jerozolimę opieką, obdarował urodą i obsypał licznymi darami, które zaczęły przyciągać uwagę.  Wszystko, czym Jerozolima się stała, było darem. I tutaj zaczął się problem - Jerozolima zaczyna patrzeć na swoje piękno tak, jakby było jej zasługą i jej własnością. Zaufałaś swojej piękności...

    Człowiek otrzymuje od Boga tak wiele darów, umiejętności, a po pewnym czasie zaczyna żyć tak, jakby sam był ich źródłem. Otrzymuje umiejętności i talenty i zaczyna uważać się za lepszego od innych. Odnosi sukcesy i zaczyna ufać swojej sile i zdolnościom. Zostaje obdarowany miłością i nie potrafi być za nią wdzięczny, bo uważa, że mu się należy. To taka pokusa, bardzo delikatna, która prowadzi człowieka do niewierności: zapomnieć, skąd pochodzi dobro, które jest we mnie, którego doświadczam i które jest obok mnie. 

    Grzech i niewierność człowieka wobec Boga, w odniesieniu do słów Ezechiela, zaczyna się tam, gdzie człowiek przestaje pamiętać, że jest obdarowany. Zamiast oprzeć swe życie na Bogu, zaczyna opierać je na sobie. 

    Słowa Izajasza, które towarzyszą nam dzisiaj jako psalm, bardzo mocno wybrzmiewają w kontekście tego obrazu, który daje nam prorok Ezechiel: Oto Bóg jest moim zbawieniem! Jemu zaufam i bać się nie będę. Bo Pan jest moją pieśnią i mocą i On stał się moim zbawieniem. Prorok nie mówi jedynie, że Bóg daje zbawienie, mówi: Bóg jest moim zbawieniem! Nie moja siła. Nie moje osiągnięcia, Nie moja doskonałość, Nie to, że nie popełnię nigdy żadnego błędu. Fundamentem mojego życia jest Bóg. 

    Doczytajmy słowa Ezechiela do końca. Po przypomnieniu całej niewierności Jerozolimy, Bóg mówi do niej i mówi do nas: Ja jednak wspomnę o przymierzu, które z tobą zawarłem, przebaczę wszystko, co uczyniłaś. Człowiek zapomina o Bogu i Jego miłości, Bóg pamięta. 

    Możemy zapomnieć o Bogu, pogubić się w życiu, możemy zacząć ufać własnemu pięknu i zmarnować otrzymane dary. A Bóg pozostaje wierny... dlatego zawsze możemy do Niego wrócić. 

czwartek, 13 sierpnia 2026

Czwartek 19. Tygodnia Zwykłego

    Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę  zesłania, za dnia i na ich oczach, i na ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Wynieś swoje tobołki jak tobołki zesłańca, za dnia, na ich oczach i wyjdź wieczorem - na ich oczach - tak jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i wyjdź przez niego! (Ez 12,3a.4-5).


    Kontynuujemy lekturę  proroka Ezechiela i dotykamy fragmentu, który może wydawać się dość dziwny i niezrozumiały. Bóg każe prorokowi spakować rzeczy jak człowiek udający się na wygnanie, wynieść je na oczach ludzi, zrobić otwór w murze i wieczorem wyjść przez niego z zasłoniętą twarzą. Ezechiel nie tylko ma głosić słowo. Ma je odegrać własnym życiem. Sam prorok staje się znakiem.

    Spróbujmy popatrzeć na historyczne tło tej przepowiedni Ezechiela. Jesteśmy w początkach VI wieku przed Chrystusem. Potężne państwo babilońskie podporządkowało sobie Judę. W 597 roku przed Chrystusem król Babilonii, Nabuchodonozor II, zdobył Jerozolimę i uprowadził do Babilonii część mieszkańców, między innymi króla Jojakina oraz przedstawicieli elit. Wśród deportowanych znalazł się także Ezechiel.

    Jerozolima jednak jeszcze nie została całkowicie zniszczona. Na tronie pozostawał ustanowiony przez Babilończyków Sedecjasz. I właśnie do jego losu odnosi się znak wykonany przez Ezechiela. Kiedy wielu żywiło nadzieję, że sytuacja szybko się odwróci: Babilonia osłabnie, wygnańcy powrócą, a Jerozolima ocaleje, Ezechiel mówi coś dokładnie przeciwnego: nie łudźcie się. Nadchodzi kolejna katastrofa.

    Prorok pakuje więc skromny bagaż wygnańca. Wychodzi z domu przez otwór w murze, po ciemku, z zasłoniętą twarzą. Zapowiada w ten sposób to, co spotka władcę, będącego w Jerozolimie, czyli Sedecjasza. Kilka lat później, gdy Babilończycy zdobędą Jerozolimę, Sedecjasz rzeczywiście będzie próbował uciec nocą z oblężonego miasta. Zostanie jednak schwytany. Jego synowie zostaną zabici na jego oczach, a jemu samemu Babilończycy wyłupią oczy i poprowadzą do Babilonu. Zasłonięta twarz Ezechiela nabiera więc szczególnie dramatycznego znaczenia.

    Biblia nie opowiada nam tej historii jedynie po to, żebyśmy poznali czy zrozumieli dzieje starożytnego Izraela. Ezechiel mówi o czymś, co może wydarzyć się także w ludzkim sercu. Bóg nazywa Izraelitów ludem buntowników. Mają oczy, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą. To bardzo mocne słowa. Człowiek może patrzeć na rzeczywistość i jednocześnie nie chcieć jej zobaczyć. Może słuchać słowa Bożego i jednocześnie nie pozwalać, żeby ono cokolwiek w nim zmieniło.

    Czasem oczekujemy jakiegoś znaku od Boga. A może nie potrzebujemy żadnego nowego znaku. Może potrzebujemy odwagi, żeby potraktować poważnie to, co już widzimy i słyszymy.

    Ezechiel robi jeszcze jedną niezwykłą rzecz: przebija mur. Mur daje poczucie bezpieczeństwa. Mieszkańcy Jerozolimy wierzyli, że ich miasto, jego fortyfikacje, świątynia i dotychczasowy porządek ich ochronią. Tymczasem prorok pokazuje, że mur nie ocali człowieka, który odwraca się od Boga.

    My także budujemy swoje mury, różne zabezpieczenia, które pozwalają nam żyć przekonaniem, że sobie poradzimy. Można przez wiele lat mieszkać za takim murem i przekonywać siebie, że wszystko jest w porządku. A Bóg czasem robi coś podobnego jak w życiu Ezechiela: każe zrobić wyłom w murze. Pozwala, żeby jakieś wydarzenie, słowo, spotkanie czy nawet kryzys naruszyły nasze poczucie bezpieczeństwa. Nie po to, żeby człowieka zniszczyć, lecz żeby wyrwać go z iluzji.

    

środa, 12 sierpnia 2026

Środa 19. Tygodnia Zwykłego

    Pan rzekł do niego: "Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy, i nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi (Ez 9,4).

        Chwalcie, słudzy Pańscy,
        chwalcie imię Pana.
        Niech imię Pana będzie błogosławione,
        teraz i na wieki.

    Od wschodu aż do zachodu słońca
    niech będzie  pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony ponad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała.

        Kto jest jak nasz Pan Bóg,
        który mieszka w górze
        i w dół spogląda
        na niebo i na ziemię?  (Psalm 113).


    Nie jest łatwo podążać za Ezechielem i jego wizjami. Dzisiaj prorok ogląda w prorockiej wizji sąd nad Jerozolimą. Zanim Bóg rozpocznie wymierzanie kary, najpierw nakazuje naznaczyć tych, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami popełnianymi w świętym mieście. Ocaleni zostają jedynie ci, których boli czynione zło. 

    To miejsce na pierwsze pytanie: czy mnie jeszcze boli zło? Nie chodzi o wielkie i dalekie zło, które codziennie serwują mi wiadomości płynące z mediów, ale o krzywdę człowieka, który jest obok. Czy boli mnie to, że niszczeją relacje, czy boli mnie obojętność, niesprawiedliwość? Czy boli mnie jeszcze mój własny grzech?  Czy nie zobojętniałem i nie przyzwyczaiłem się do zła, bo tak już jest i wszyscy tak robią, nic nie da się zrobić?

    Prorok pokazuje nam dzisiaj, że wrażliwe sumienie jest czymś niezwykle cennym w oczach Boga. Człowiek wierzący nie może przyzwyczaić się do zła. I ważna rzecz, być wrażliwym na zło to nie znaczy potępiać ludzi. Łatwo pomylić wrażliwość sumienia z osądzaniem. Ci, którzy w wizji Ezechiela, zostają naznaczeni, nie wynosili się nad innych. Jedynie wzdychali i biadali. Cierpieli wobec zła. Był w nich ból, a nie satysfakcja ze wskazywania winnych. 

    To kolejna przestrzeń do pytań: kiedy widzę czyjś grzech, kogoś, kto się pogubił, czy pragnę dla niego, by odnalazł drogę do Boga, czy bardziej go przekreślam? 

    Ezechiel idzie dalej w swojej wizji: chwała Pańska odeszła od świątyni. Bóg opuszcza święte miejsce. Świątynia nadal stoi. Mury są na swoim miejscu. Wszystko zewnętrznie może nadal wyglądać tak samo. A jednak Boga już nie ma. 

    To kolejny mocny obraz życia duchowego. Można zachowywać zewnętrzne formy, a powoli tracić żywą relację z Bogiem. Można szeptać modlitwy, wykonywać religijne gesty, a sercem być bardzo daleko. Można przyzwyczaić się nawet do rzeczy najświętszych.

    Dlatego Słowo stawia nam kolejne pytanie: czy moje serce jest przy Bogu? Nie pyta jedynie o to, czy jestem w świątyni, ale o to, gdzie jest moje serce...

    Psalmista mówi nam o Bogu, który jest ponad wszystkie narody, zachęca, by nasze serce wychwalało imię Pana. Chwalcie, słudzy Pańscy, chwalcie imię Pana. 

    Bo kto jest jak nasz Pan Bóg, który mieszka w górze i w dół spogląda na niebo i na ziemię? Bóg jest wielki w swoim majestacie. A mimo to spogląda w dół. Interesuje go ziemia, interesuje Go człowiek, interesuje Go moje życie. Bóg jest wielki i święty, ale nie pozostaje obojętny wobec zła. Widzi tych, którzy cierpią, którzy próbują być wierni. Widzi również naszą walkę duchową, której być może nikt inny nie dostrzega. 

wtorek, 11 sierpnia 2026

Wtorek 19. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Klary

    A On rzekł do mnie: "Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów!" Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód (Ez 3,1.3b).

    Więcej się cieszę z drogi wskazanej przez Twe napomnienia
    niż z własnego bogactwa.
    Bo Twe napomnienia są moją rozkoszą,
    moimi doradcami Twoje ustawy.

        Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze
        niż tysiące sztuk złota i srebra.
        Jak słodka jest Twoja mowa dla mego podniebienia,
        ponad miód słodsza dla ust moich.

    Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki,
    bo są radością mojego serca.
    Zaczerpnę powietrza otwartymi ustami,
    bo pragnę Twoich przykazań  (Psalm 119).


    Prorok Ezechiel otrzymuje od Boga słowo, które ma głosić ludowi. To słowo ma nie tylko usłyszeć czy przeczytać - otrzymuje zwój, ale ma to słowo zjeść. Nasy żołądek i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem. Dopiero potem zostaje posłany.

    To piękny i bardzo mocny obraz, mówiący nam o tym, czym jest spotkanie ze Słowem.  Nie wystarczy wiedzieć, co jest napisane w Biblii, znać historie w niej zawarte, piękne zdania. Bóg pragnie, by Słowo stało się dla nas pokarmem, by było tak przyjęte, jak pokarm. 

    Kiedy tak przyjmujemy Słowo, zaczyna nas ono budować i przemieniać. Prorok mówi nam że zwój Słowa w jego ustach był słodki jak miód. To samo doświadczenie towarzyszy psalmiście: jak słodka jest Twoja mowa dla mego podniebienia, ponad miód słodsza dla ust moich. I często tak rzeczywiście jest. Słowo daje nadzieję, pociesza, wypełnia pokojem. Ale to samo Słowo może również niepokoić. Często pokazuje to, czego wolałbym w sobie nie zobaczyć. Wzywa do przebaczenia, kiedy łatwiejsze wydaje się zachowanie urazy. Wzywa do cierpliwości, kiedy oczekuję natychmiastowej odpowiedzi i działania. Zaprasza do zaufania, kiedy wolałbym wiedzieć i mieć kontrolę nad rzeczywistością. 

    Tak też działa Słowo. A psalmista dodaje: Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze niż tysiące sztuk złota i srebra. Słowo nie zawsze mówi mi to, co akurat chciałbym usłyszeć. Słowo mówi mi to, co jest mi potrzebne, prowadzi do życia. Jest jak światło, które czasem odsłania bałagan w pokoju. Możemy zgasić światło, by go nie widzieć, ale możemy pozwolić, by światło pomogło nam przywrócić porządek. 

    Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki, bo są radością mojego serca... Dziedzictwo jest tym, co otrzymujemy, co jest darem. Może stać się skarbem, a może być traktowane jako balast, który ciąży. Czym jest dla mnie? Czy potrafię powiedzieć za psalmistą: zaczerpnę powietrza otwartymi ustami, bo pragnę Twoich przykazań?

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Poniedziałek 19. Tygodnia Zwykłego, święto św. Wawrzyńca

    Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,6-7).

        Błogosławiony człowiek, który służy Panu
        i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
        Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
        dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

    Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
    i swoimi sprawami zarządza uczciwie.
    Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
    i pozostanie w wiecznej pamięci.

        Nie przelęknie się złej nowiny,
        jego mocne serce zaufało Panu.
        Jego wierne serce lękać się nie będzie
        i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.

    Rozdaje i obdarza ubogich,
    jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
    wywyższona z chwałą
    będzie jego potęga.   (Psalm 112)


    Każdy dzień jest prezentem, jaki otrzymujemy od Boga. I wiele materialnych i duchowych dóbr, które składają się na każdy dzień, to również dary Jego hojności. 

    Słowo stawia dzisiaj przed nami pytanie: co robię z tym, co otrzymuję? Czy wszystko próbuję zatrzymać dla siebie, czy potrafię się dzielić?

    Święty Paweł mówi nam dzisiaj: Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. I dodaje po chwili: Radosnego dawcę miłuje Bóg. Paweł nie mówi, że Bóg miłuje tego, kto się umie dzielić.  Mówi o radosnym dawcy. Można przecież dawać z przymusu. Można się z kimś dzielić i jednocześnie mieć do niego pretensje czy nim gardzić. Można nawet być bardzo hojnym, a później oczekiwać wdzięczności i nieustannie przypominać: pamiętasz, ile dla ciebie zrobiłem? 

    Chrześcijańska hojność rodzi się z innego doświadczenia: najpierw sam zostałem obdarowany. Wszystko jest darem w moim życiu, zaczynając od samego życia. Ludzie, których spotykam, też są darem. Wiara jest darem, i moje zdolności, możliwości, które posiadam - wszystko jest darem. 

    Śpiewaliśmy wraz z psalmistą dzisiaj o człowieku sprawiedliwym: Rozdaje i obdarza ubogich, jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze... Człowiek szczęśliwy, to nie ten, który potrafi wiele zgromadzić. ale ten, który nauczył się otwierać swoje serce i ręce. 

    Tego uczył też patron dnia, św. Wawrzyniec. Do jego zadań należała troska o dobra Kościoła oraz troska o ubogich. Kiedy zażądano od niego wydania skarbów Kościoła, Wawrzyniec zgromadził ubogich, chorych i potrzebujących, wskazując na nich jako prawdziwy skarb Kościoła.

    Wartość wspólnoty Kościoła nie mierzy się tym, ile posiada, ale tym, jak potrafi kochać i jak troszczy się o człowieka, szczególnie tego, który niewiele może dać w zamian. 

    

niedziela, 9 sierpnia 2026

XIX Niedziela Zwykła

    Gdy Eliasz przyszedł do Bożej gór Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował (1 Krl 19,9a).

    Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu moim odczuwam wielki smutek i nieustanny ból (Rz 9,1-5).


    Usiadłem w ciszy obok proroka Eliasza i św. Pawła. Widziałem zmęczenie Eliasza i jakiś wielki smutek na obliczu Pawła. Eliasz nie wyglądał już na wielkiego herosa wiary, lecz sprawiał wrażenie człowieka, który ma już dość. Siedziałem obok w ciszy, wpatrując się w ich twarze, cisza wydawała się bardziej odpowiednia niż słowa. 

    Eliasz patrzył gdzieś przed siebie, nagle zaczął mówić:

- to boli… nie to, że grozi mi śmierć, że jestem ścigany, że stałem się uciekinierem… najbardziej boli mnie to, że wszystko wydaje się daremne. Walczyłem o Boga, a naród się nie zmienił. Dałem z siebie wszystko, a czuję się przegrany. 

     Święty Paweł przysłuchiwał się z uwagą, by dodać po chwili:

- noszę w sercu swoim wielki smutek i nieustanny ból. Masz rację Eliaszu. Nasi pobratymcy otrzymali od Pana tak wiele obietnice, Przymierze,  Prawo, proroków… a jednak nie rozpoznali Mesjasza.

     Eliasz i Paweł, jak oni dobrze się rozumieli. Eliasz w swoich doświadczeniu porażki na Bożej górze Horeb nie domagał się wyjaśnień, nie prosił o sukces. Szukał Boga. Nie szukał wyjaśnienia przyczyn porażki, nie pytał, dlaczego tak… 

    I w Pawle nie ma pretensji. Taki podobny i bliski Eliaszowi. Nie do końca mogą zrozumieć swoją historię. Widzą niepowodzenie, pomimo wielkiego zaangażowania. Doświadczają bólu, którego nie da się łatwo usunąć. Ale obaj trwają przy Bogu. 

    



sobota, 8 sierpnia 2026

Sobota 18. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Dominika

Pan zasiada na wieki,
przygotował swój tron, by sądzić.
Sam będzie sądził świat  sprawiedliwie,
rozstrzygał bezstronnie sprawy narodów.

        Schronienie w Panu znajdzie uciśniony,
        ucieczkę w czasie utrapienia.
        Ufają Tobie znający Twe imię,
        bo nie opuszczasz, Panie, tych, co Cię szukają.

Psalm śpiewajcie Panu, który mieszka na Syjonie,
głoście Jego dzieła wśród narodów,
bo mściciel krwi pamięta o nich,
nie zapomniał wołania ubogich

                                                    (Psalm 9)


    Psalm, który towarzyszy nam w liturgii, przypisywany jest Dawidowi, ze wskazaniem melodii, najprawdopodobniej ludowej, na jaką powinno się go wykonywać - Mut-labben. Okoliczności historyczne tego psalmu nie są dokładnie znane... Komentarz hebrajski słowa Mut - labben tłumaczy jako Śmierć syna. Idąc za tym wskazaniem możemy przyjąć, że Dawid napisał ten psalm po śmierci swojego syna Absaloma, ale biblijnych dowodów na to nie ma. Był to psalm wykonywany w trudnych, można powiedzieć tragicznych doświadczeniach.

    Uwzględniając tragiczny kontekst psalmu, autor zdaje się nam podpowiadać, że okoliczności naszego życia mogą się kształtować bardzo różnie, ale Bóg pozostaje niezmienny. Nawet w obliczu tragedii jest Bogiem miłosiernym, łaskawym, kochającym. Trudne doświadczenia życia nie powinny powodować, że ten obraz Boga będzie się zmieniał.

    W tej części psalmu, która nam dzisiaj towarzyszy, Dawid powierza sąd nad ludzką niegodziwością samemu Bogu, który jedyny jest sędzią sprawiedliwym. Dawid uwielbia Boga za Jego sprawiedliwość, który sam będzie sądził świat sprawiedliwie.

    Schronienie w Panu znajdzie uciśniony... Schronienie, które ofiaruje Bóg tym, którzy się do Niego uciekają, pozostaje poza zasięgiem wrogów. Kiedy poznajemy imię Boga, Jego tożsamość, niezmienność, potrafimy Mu zaufać. Ufają Tobie znający Twe imię. Wtedy słowa o zapewnieniu schronienia  stają się rzeczywistością, a nie jedynie iluzją, w której próbujemy szukać nadziei. 

    Psalm śpiewajcie Panu, który mieszka na Syjonie... Dawid rozpoczyna wychwalać wspaniałość Jerozolimy. Bóg, który wybrał Syjon na swoje mieszkanie, pamięta o cierpieniu ubogich i ujmuje się za nimi, za ich cierpieniem. Jest mścicielem , który domaga się zapłaty ze strony niegodziwych. A zapłatą za grzech jest krew. Wiele miejsc w Biblii potwierdza tę prawdę, że Bóg ujmuje się za przelaną krwią i wymierza sprawiedliwość. Będzie mówił do Kaina: Rzekł Bóg: Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Upomni się o krew zamordowanego Nabota: Naprawdę, widziałem wczoraj wieczorem krew Nabota i krew synów jego - wyrocznia Pana. I odpłacę tobie na tym polu - wyrocznia Pana. 

    To przypomnienie, które mówi wyraźnie, że nawet wtedy, gdy się nam może wydawać, że zło zwycięża, Boża sprawiedliwość nie przestaje działać. Bóg pamięta o każdym człowieku, zwłaszcza o tych, którzy doświadczają niesprawiedliwości i cierpienia. To zaproszenie do zaufania Bogu i Jego sprawiedliwości. 

piątek, 7 sierpnia 2026

Piątek 18. Tygodnia Zwykłego

    Święć, Judo, swe uroczystości, wypełniaj swe śluby, bo nie przejdzie już więcej po tobie nikczemnik, całkowicie został zgładzony (Na 2,1). 

        Nadchodzi bowiem dzień klęski,
        los ich gotowy, już blisko.
        Bo Pan swój naród obroni,
        litość okaże swym sługom.

    Patrzcie teraz, że Ja jestem, Ja jeden,
    i nie ma obok Mnie żadnego boga.
    Ja zabijam i Ja sam ożywiam,
    Ja ranię i Ja sam uzdrawiam.

        Gdy miecz błyszczący wyostrzę
        i wyrok wykona ma ręka,
        na swoich wrogach się pomszczę,
        odpłacę tym, którzy Mnie nienawidzą (Pwt 32).


    Pochylając się na Słowem możemy zobaczyć zapowiedź pokoju i radości, ale także zapowiedź zagłady i upadku. I obie zapowiedzi pochodzą od Boga, wypowiedziane przez proroka Nahuma.

    Paradoksalnie te dwa obrazy nie są ze sobą sprzeczne, wzajemnie się uzupełniają. Błędem byłoby jedynie widzenie słów proroka Nahuma jako pieśni triumfu nad pokonanym wrogiem. Prorok nie ma powodu, by cieszyć się z nieszczęścia Asyrii. Bóg nie cieszy się upadkiem człowieka. 

    Jest to jednak pieśń  o tym, że ostatnie słowo nie należy do zła. Potęga Asyrii i Niniwy budowana była przez dziesiątki lat na strachu, ucisku i przemocy. Władcy Asyrii żyli przekonaniem, że nic nie jest w stanie zagrozić potędze Niniwy. Ale to, co oparte było na krzywdzie, musiało kiedyś runąć. 

    Historia Niniwy jest przypomnieniem, że zło nie trwa wiecznie Każda niesprawiedliwość ma swój kres. Nie dlatego, że Bóg pragnie zemsty, ale dlatego, że jest Bogiem sprawiedliwości. Gdyby zło nie zostało osądzone, świat utraciłby nadzieję. 

    W pieśni z Księgi Powtórzonego Prawa, która towarzyszy nam w miejscu psalmu, Bóg mówi o sobie: Ja zabijam i Ja sam ożywiam, Ja ranię i Ja sam uzdrawiam. To nie jest obraz Bożego okrucieństwa, ale obraz Boga, który jest Panem historii. Ostateczne słowo należy do Niego. To On jest Sędzią oraz Tym, który okazuje miłosierdzie. 

    Warto pamiętać, że Niniwa już pojawiła się w Biblii wcześniej, w Księdze Jonasza. Wtedy mieszkańcy usłyszeli wezwanie do nawrócenia  i poprzez podjętą pokutę doświadczyli miłosierdzia. Bóg przebaczył. Po latach jednak powrócili do swoich grzechów. To może być przesłanie dla każdego z nas. Nawrócenie nie jest jednorazowym wydarzeniem. Jest codziennym wyborem. Nie wystarczy kiedyś spotkać Boga. Każdego dnia na nowo trzeba Go poszukiwać. 

    

czwartek, 6 sierpnia 2026

Święto Przemienia Pańskiego

    Patrzyłem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy (Dn 7,13a).

I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy razem z Nim byliśmy na górze świętej (2 P 1,18).

Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza (Mt 17,4).


    Słowo zaprasza nas, aby na chwilę zatrzymać się na górze Tabor. Pośród naszej codzienności, pochłoniętych obowiązkami, problemami i niepewnością, Słowo zaprasza nas do zatrzymania się na chwilę.

    Prorok Daniel ukazuje majestatyczną wizję Boga oraz Syna Człowieczego, któremu zostaje dana władza, chwała i królestwo. To zapowiedź Mesjasza, którego panowanie nie przeminie. W Ewangelii widzimy wypełnienie tej zapowiedzi. Jezus nie jest tylko nauczycielem czy prorokiem. Jest Synem Bożym, któremu Ojciec powierzył wszelką władzę. Światło bijące z Jego oblicza i białe jak światło szaty są znakiem Jego boskiej natury.

    Piotr wspomina, że był naocznym świadkiem przemienia. Nie opowiada pięknej historii ani legendy. Mówi o czymś, co sam przeżył. Usłyszał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany. I dodaje jeszcze jedną ważną myśl: mamy prorockie słowo, które jest jak lampa świecąca w ciemnym miejscu. Nawet jeśli nie oglądamy cudów ani niezwykłych znaków, Bóg nie pozostawia nas bez światła. Tym światłem jest Jego słowo. Kiedy regularnie się nim karmimy, ono prowadzi nas przez ciemności życia.

    W centrum Ewangelii znajduje się jedno krótkie zdanie wypowiedziane przez Ojca: Jego słuchajcie. Człowiek rzeczywiście spotyka Chrystusa dopiero wtedy, gdy zaczyna żyć Jego słowem. Można zachwycić się Ewangelią, jak uczyniło to wielu, można znać na pamięć niektóre jej fragmenty, a przecież jednak nie słuchać. Słuchać Jezusa Mistrza, to przebaczyć, kiedy boli, kochać, chociaż to kosztuje, zaufać, kiedy nic nie jest już pewne… 

    


środa, 5 sierpnia 2026

Środa 18. Tygodnia Zwykłego

    Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też podtrzymywałem dla ciebie łaskawość. Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana, Dziewico - Izraelu (Jr 31,3b-4a).

        Ten, który rozproszył Izraela, 
        znów go zgromadzi
        i będzie nad nim czuwał
        jak pasterz nad swym stadem.

    Przyjdą z weselem na szczyt Syjonu
    i rozradują się błogosławieństwem Pana.
    Zamienię bowiem ich smutek w radość,
    pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.  
                                    (Jr 31,10b.12a.13b)


    Słyszymy proroka Jeremiasza, który przemawia do narodu doświadczonego niewolą, cierpieniem i utratą wszystkiego, co wydawało się trwałe. Spotykamy również kobietę kananejską, która z niezwykłą determinacją przychodzi do Jezusa, prosząc o uzdrowienie swojej córki. Te dwa obrazy spotykają się w jednym punkcie – w wierze, która potrafi dostrzec światło, zanim stanie się ono widoczne.

    Bóg mówi do ludu wybranego, mówi też do nas: Ukochałem cię odwieczną miłością. To zdanie jest dzisiaj sercem całego przesłania Jeremiasza. 

    W sytuacji, kiedy Izrael doświadcza konsekwencji własnych błędów, Bóg nie odwołuje swojego przymierza. Jego miłość jest większa niż ludzki grzech. Często oceniamy naszą relację z Bogiem przez pryzmat własnych sukcesów albo porażek duchowych. Tymczasem fundamentem naszej relacji z Bogiem nie jest nasza doskonałość, ale Jego wierność. 

    Prorok zapowiada także radość powrotu: Bóg zgromadzi rozproszonych, otrze łzy, zamieni smutek w wesele. Nie jest to jedynie obietnica poprawy nastroju. To zapowiedź nowego życia. Tam, gdzie człowiek widzi kres, Bóg widzi początek. Tam, gdzie człowiek doświadcza ciemności, Bóg przygotowuje świt.

wtorek, 4 sierpnia 2026

Wtorek 18. Tygodnia Zwykłego, wsp. św, Jana Marii Vianneya

    Tak bowiem mówi Pan: "Dotkliwa jest twoja klęska, nieuleczalna twoja rana. Nikt się nie troszczy o twoją sprawę, nie ma lekarstwa, by cię uzdrowić" (Jr 30,12-13).

        Poganie będą się bali imienia Pana,
        a Twej chwał wszyscy królowie ziemi.
        Bo Pan odbuduje Syjon
        i ukaże się w swym majestacie.

    Pan przychyli się ku modlitwie opuszczonych
    i nie odrzuci ich modłów.
    Należy to zapisać dla przyszłych pokoleń,
    lud, który się narodzi, niech wychwala Pana.

        Spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
        popatrzył z nieba na ziemię,
        aby usłyszeć jęki uwięzionych,
        aby skazanych na śmierć uwolnić.

    Synowie sług Twoich bezpiecznie mieszkać będą,
    a ich potomstwo będzie trwało w Twej obecności.
    Aby imię Pana głoszono na Syjonie
    i w Jeruzalem Jego chwałę,
    kiedy zgromadzą się razem narody i królestwa,
    aby służyć Panu.     (Psalm 102).


    Jeremiasz przekazuje rudne słowa ludowi. Izrael doświadcza konsekwencji swoich wyborów. Jego rana wydaje się nieuleczalna, a cierpienie jest tak wielkie, że nikt nie może pomóc. To diagnoza, którą przez usta Jeremiasza kieruje Bóg. 

    Ale Boże działanie nie kończy się na diagnozie. Po słowach o ranie przychodzi obietnica: oto przywrócę do poprzedniego stanu namioty Jakuba i okażę miłosierdzie nad jego siedzibami. Tam, gdzie człowiek nie widzi już możliwości wyjścia, gdzie widzi swój koniec, Bóg dostrzega początek. Nie neguje cierpienia, nie udaje, że nic się nie stało. Nazywa po imieniu zło i jego konsekwencje. Prawdziwe uzdrowienie zaczyna się zawsze od prawdy. Bóg nie leczy pozorów, ale dotyka tego, co najbardziej boli. 

    Boże zbawienie nie polega jedynie na usunięciu cierpienia. Bóg pragnie odbudować człowieka - jego serce, relacje, więź człowieka z sobą. Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem

    Psalmista, patrząc na ruiny świętego miasta, na cierpienie i przemijanie, wyznaje z ufnością, że Pan pozostaje wierny. To On odbuduje Syjon,  wysłucha modlitwy tych, którzy wszystko stracili. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Poniedziałek 18. Tygodnia Zwykłego

    I rzekł prorok Jeremiasz do proroka Chananiasza: "Słuchaj, Chananiaszu! Pan cię nie posłał, ty zaś pozwoliłeś temu narodowi żywić zwodniczą nadzieję. Dlatego tak mówi Pan: Oto usunę ciebie z powierzchni ziemi" (Jr 28,15-16).


    Jeremiasz i Chananiasz stają naprzeciw siebie. Chananiasz głosi to, co ludzie chcą usłyszeć. Zapowiada szybkie zakończenie wojny i pokonanie króla Babilonu. Jego słowa budzą nadzieję, ale nie są to słowa, które pochodzą od Boga. 

    Jeremiasz również pragnie nadziei i szczęścia dla ludu, chciałby, aby słowa Chananiasza się spełniły, ale pozostaje wierny prawdzie, którą otrzymał od Boga. 

    Dziś również nie brakuje tych, którzy obiecują życie bez krzyża, sukces bez wysiłku, szczęście bez nawrócenia. Lubimy ich słuchać, bo to przyjemne, nie wymaga od nas zmiany. 

    Bóg nie zwodzi człowieka. Jego słowo rzadko jest łatwe, ale zawsze prowadzi do życia. Prawda może boleć, ale tylko ona daje prawdziwą wolność. 

    Ławo ulec pokusie popularności czy uznania. Nie reagować na niewłaściwe zachowania, łudzić fałszywą nadzieją. Jeremiasz odrzuca taką drogę. Nie szuka popularności czy uznania. Wie, że wierność wobec Boga może kosztować odrzucenie, niezrozumienie, a nawet cierpienie. Pozostaje jednak wierny Bożemu przesłaniu. Bardziej boi się sprzeniewierzyć Bogu niż utracić ludzką sympatię.  

    I my często stajemy wobec takich wyborów i decyzji: czy zachowujemy wówczas wierność Ewangelii, czy raczej szukamy przypodobania się ludziom?

niedziela, 2 sierpnia 2026

XVIII Niedziela Zwykła

    Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! (Iz 55,1).

          

            Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
            a Ty ich karmisz we właściwym czasie.
            Ty otwierasz swą rękę
            i karmisz do syta wszystko, co żyje (Psalm 145).

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (Rz 8,35a).

Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych (Mt 14,14).


    Prorok Izajasz kieruje do nas niezwykłe zaproszenie: Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody. Przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. To zaproszenie jest wyjątkowe, bo nie opiera się na naszych zasługach. Bóg mówi po prostu: Przyjdź! To słowo jest skierowane do każdego człowieka – zmęczonego, zagubionego, rozczarowanego, ale także do tego, który wydaje się mieć wszystko, a mimo to odczuwa wewnętrzną pustkę.

    Jakże aktualnie brzmi pytanie Izajasza: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? Można je odczytać szerzej: dlaczego poświęcamy tyle czasu, energii i serca na rzeczy, które nie dają trwałego szczęścia? 

    Psalm ukazuje Ojca, który z czułością pochyla się nad każdym stworzeniem. Słyszymy słowa: Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, a Ty ich karmisz we właściwym czasie. Bóg widzi nasze potrzeby. Może nie zawsze odpowiada tak, jak sobie wyobrażamy, ale nigdy nie pozostaje obojętny.

    Ewangelia ukazuje bardzo konkretną sytuację. Uczniowie patrzą realistycznie. Widzą problem. Jest późno, miejsce jest pustynne, ludzi jest kilka tysięcy. Ich propozycja wydaje się rozsądna: Odpraw tłumy. Ale Jezus odpowiada zaskakująco: Wy dajcie im jeść.

    Bardzo często potrafimy dostrzec problemy świata, naszych rodzin, wspólnot czy miejsc pracy. Łatwo powiedzieć: Nic się nie da zrobić. Jezus natomiast pyta: Co masz? Co możesz dać? 

    Uczniowie mają zaledwie pięć chlebów i dwie ryby. To bardzo niewiele wobec potrzeb tłumu. A jednak właśnie od tego zaczyna się cud. Jezus nie oczekuje od nich tego, czego nie mają. Prosi, aby oddali Mu to, co posiadają.

    Święty Paweł w drugim czytaniu idzie jeszcze dalej. Pisze z ogromną pewnością: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Wymienia cierpienie, ucisk, prześladowanie, głód, niebezpieczeństwo, śmierć. Wszystkie te doświadczenia wydają się niezwykle trudne. A jednak kończy słowami pełnymi nadziei: Ani śmierć, ani życie, ani żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga.

    Nasza relacja z Bogiem nie opiera się przede wszystkim na sile naszej miłości do Niego, ale na Jego niezmiennej miłości do nas.

    

Czy jednak naprawdę wierzę, że Bóg potrafi zaspokoić najgłębszy głód mojego serca?

sobota, 1 sierpnia 2026

Sobota 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Alfonsa Marii Liguoriego

    Wtedy  powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: "Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego". Achikam, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć (Jr 26,16.24).

        Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
        wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
        ratuj mnie z wodnej głębiny.
        Niechaj nie porwie mnie nurt wody,
        niech nie pochłonie mnie głębia,
        niech nie zamknie się nade mną paszcza otchłani.

    Jestem nędzny i pełen cierpienia,
    niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
    Pieśnią chcę chwalić imię Boga
    i wielbić Go dziękczynieniem.

        Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
        niech ożyje serce szukających Boga.
        Bo Pan wysłuchuje biednych
        i swoimi więźniami nie gardzi (Psalm 69).


    Podobnie jak wczoraj liturgia pozwala nam towarzyszyć Jeremiaszowi na dziedzińcu domu Pańskiego, świątyni w Jerozolimie, gdzie przemawia do ludu i ostrzega. 

    Znajdujemy się pod koniec VII wieku przed Chrystusem, za panowania króla Jojakima. Królestwo Judy przeżywa głęboki kryzys polityczny i religijny. Rośnie zagrożenie ze strony Babilonu, a wielu żyje w przekonaniu, że sama obecność świątyni w Jerozolimie gwarantuje Bożą opiekę. Jeremiasz otrzymuje jednak od Boga zadanie niezwykle trudne: ma ogłosić, że jeśli naród się nie nawróci, nawet świątynia nie uchroni go przed sądem.

    Jego słowa wywołują gwałtowną reakcję. Kapłani i prorocy oskarżają go o bluźnierstwo i domagają się wyroku śmierci. Wydaje się, że los Jeremiasza jest już przesądzony. Stoi samotnie wobec tłumu, który chce jego śmierci.

    Jeremiasz nie próbuje ratować siebie za wszelką cenę. Nie wycofuje swoich słów ani nie szuka kompromisu. Spokojnie mówi: Pan mnie posłał. Oddaje swoje życie w ręce słuchaczy: uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe, ale jednocześnie przypomina im, że jeśli zabiją niewinnego człowieka, sami poniosą odpowiedzialność przed Bogiem.

    Odwaga Jeremiasza i prawda wypowiedziana bez lęku zmieniają bieg wydarzeń. Starsi ludu zaczynają rozważać jego słowa. Zamiast ulec emocjom, przypominają sobie historię proroka Micheasza, którego również słuchano mimo trudnych napomnień. W końcu zapada decyzja: Jeremiasz nie zasługuje na śmierć, ponieważ przemawiał w imieniu Pana. Za Jeremiaszem ujmuje się w szczególny sposób urzędnik królewski - Achikam, który ochrania proroka przed ślepą złością tłumu. 

    Odwrócenie losu nie dokonało się dzięki jakiejś ludzkiej przebiegłości. Dokonało się dlatego, że Jeremiasz pozostał wierny prawdzie. Jego słowa, początkowo odrzucone, ostatecznie poruszyły sumienia i stały się narzędziem jego ocalenia.

    Możemy do Jeremiasza odnieść słowa psalmisty, który wobec zagrożenia życia, ufnie prosi Boga: Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął, wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą, ratuj z wodnej głębiny. Jeremiasz po ludzku nie widzi już dla siebie ratunku, zagrożenie życia jest namacalne. Woła do Boga, ufając że On słyszy i nie opuści w zagrożeniu. 

    Bóg usłyszał i posłużył się ludźmi, którzy mieli odwagę stanąć po stronie prawdy. Prorok został wyrwany z niebezpieczeństwa, a jego życie zostało ocalone. Psalm kończy się wezwaniem do uwielbienia Boga, który nie gardzi ubogimi i nie zapomina o swoich uwięzionych. To zdanie mogłoby być komentarzem do całego życia Jeremiasza. Bóg nie pozostawia tych, którzy Mu ufają.

    Czy wierzymy, że prawda wypowiedziana z pokorą ma moc przemieniać ludzkie serca? A gdy sami przeżywamy chwile osamotnienia i lęku, czy potrafimy modlić się słowami psalmisty, ufając, że Bóg słyszy nasze wołanie?