zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 2 sierpnia 2026

XVIII Niedziela Zwykła

    Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! (Iz 55,1).

          

            Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
            a Ty ich karmisz we właściwym czasie.
            Ty otwierasz swą rękę
            i karmisz do syta wszystko, co żyje (Psalm 145).

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (Rz 8,35a).

Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych (Mt 14,14).


    Prorok Izajasz kieruje do nas niezwykłe zaproszenie: Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody. Przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. To zaproszenie jest wyjątkowe, bo nie opiera się na naszych zasługach. Bóg mówi po prostu: Przyjdź! To słowo jest skierowane do każdego człowieka – zmęczonego, zagubionego, rozczarowanego, ale także do tego, który wydaje się mieć wszystko, a mimo to odczuwa wewnętrzną pustkę.

    Jakże aktualnie brzmi pytanie Izajasza: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? Można je odczytać szerzej: dlaczego poświęcamy tyle czasu, energii i serca na rzeczy, które nie dają trwałego szczęścia? 

    Psalm ukazuje Ojca, który z czułością pochyla się nad każdym stworzeniem. Słyszymy słowa: Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, a Ty ich karmisz we właściwym czasie. Bóg widzi nasze potrzeby. Może nie zawsze odpowiada tak, jak sobie wyobrażamy, ale nigdy nie pozostaje obojętny.

    Ewangelia ukazuje bardzo konkretną sytuację. Uczniowie patrzą realistycznie. Widzą problem. Jest późno, miejsce jest pustynne, ludzi jest kilka tysięcy. Ich propozycja wydaje się rozsądna: Odpraw tłumy. Ale Jezus odpowiada zaskakująco: Wy dajcie im jeść.

    Bardzo często potrafimy dostrzec problemy świata, naszych rodzin, wspólnot czy miejsc pracy. Łatwo powiedzieć: Nic się nie da zrobić. Jezus natomiast pyta: Co masz? Co możesz dać? 

    Uczniowie mają zaledwie pięć chlebów i dwie ryby. To bardzo niewiele wobec potrzeb tłumu. A jednak właśnie od tego zaczyna się cud. Jezus nie oczekuje od nich tego, czego nie mają. Prosi, aby oddali Mu to, co posiadają.

    Święty Paweł w drugim czytaniu idzie jeszcze dalej. Pisze z ogromną pewnością: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Wymienia cierpienie, ucisk, prześladowanie, głód, niebezpieczeństwo, śmierć. Wszystkie te doświadczenia wydają się niezwykle trudne. A jednak kończy słowami pełnymi nadziei: Ani śmierć, ani życie, ani żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga.

    Nasza relacja z Bogiem nie opiera się przede wszystkim na sile naszej miłości do Niego, ale na Jego niezmiennej miłości do nas.

    

Czy jednak naprawdę wierzę, że Bóg potrafi zaspokoić najgłębszy głód mojego serca?

sobota, 1 sierpnia 2026

Sobota 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Alfonsa Marii Liguoriego

    Wtedy  powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: "Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego". Achikam, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć (Jr 26,16.24).

        Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
        wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
        ratuj mnie z wodnej głębiny.
        Niechaj nie porwie mnie nurt wody,
        niech nie pochłonie mnie głębia,
        niech nie zamknie się nade mną paszcza otchłani.

    Jestem nędzny i pełen cierpienia,
    niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
    Pieśnią chcę chwalić imię Boga
    i wielbić Go dziękczynieniem.

        Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
        niech ożyje serce szukających Boga.
        Bo Pan wysłuchuje biednych
        i swoimi więźniami nie gardzi (Psalm 69).


    Podobnie jak wczoraj liturgia pozwala nam towarzyszyć Jeremiaszowi na dziedzińcu domu Pańskiego, świątyni w Jerozolimie, gdzie przemawia do ludu i ostrzega. 

    Znajdujemy się pod koniec VII wieku przed Chrystusem, za panowania króla Jojakima. Królestwo Judy przeżywa głęboki kryzys polityczny i religijny. Rośnie zagrożenie ze strony Babilonu, a wielu żyje w przekonaniu, że sama obecność świątyni w Jerozolimie gwarantuje Bożą opiekę. Jeremiasz otrzymuje jednak od Boga zadanie niezwykle trudne: ma ogłosić, że jeśli naród się nie nawróci, nawet świątynia nie uchroni go przed sądem.

    Jego słowa wywołują gwałtowną reakcję. Kapłani i prorocy oskarżają go o bluźnierstwo i domagają się wyroku śmierci. Wydaje się, że los Jeremiasza jest już przesądzony. Stoi samotnie wobec tłumu, który chce jego śmierci.

    Jeremiasz nie próbuje ratować siebie za wszelką cenę. Nie wycofuje swoich słów ani nie szuka kompromisu. Spokojnie mówi: Pan mnie posłał. Oddaje swoje życie w ręce słuchaczy: uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe, ale jednocześnie przypomina im, że jeśli zabiją niewinnego człowieka, sami poniosą odpowiedzialność przed Bogiem.

    Odwaga Jeremiasza i prawda wypowiedziana bez lęku zmieniają bieg wydarzeń. Starsi ludu zaczynają rozważać jego słowa. Zamiast ulec emocjom, przypominają sobie historię proroka Micheasza, którego również słuchano mimo trudnych napomnień. W końcu zapada decyzja: Jeremiasz nie zasługuje na śmierć, ponieważ przemawiał w imieniu Pana. Za Jeremiaszem ujmuje się w szczególny sposób urzędnik królewski - Achikam, który ochrania proroka przed ślepą złością tłumu. 

    Odwrócenie losu nie dokonało się dzięki jakiejś ludzkiej przebiegłości. Dokonało się dlatego, że Jeremiasz pozostał wierny prawdzie. Jego słowa, początkowo odrzucone, ostatecznie poruszyły sumienia i stały się narzędziem jego ocalenia.

    Możemy do Jeremiasza odnieść słowa psalmisty, który wobec zagrożenia życia, ufnie prosi Boga: Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął, wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą, ratuj z wodnej głębiny. Jeremiasz po ludzku nie widzi już dla siebie ratunku, zagrożenie życia jest namacalne. Woła do Boga, ufając że On słyszy i nie opuści w zagrożeniu. 

    Bóg usłyszał i posłużył się ludźmi, którzy mieli odwagę stanąć po stronie prawdy. Prorok został wyrwany z niebezpieczeństwa, a jego życie zostało ocalone. Psalm kończy się wezwaniem do uwielbienia Boga, który nie gardzi ubogimi i nie zapomina o swoich uwięzionych. To zdanie mogłoby być komentarzem do całego życia Jeremiasza. Bóg nie pozostawia tych, którzy Mu ufają.

    Czy wierzymy, że prawda wypowiedziana z pokorą ma moc przemieniać ludzkie serca? A gdy sami przeżywamy chwile osamotnienia i lęku, czy potrafimy modlić się słowami psalmisty, ufając, że Bóg słyszy nasze wołanie?

    

piątek, 31 lipca 2026

Piątek 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Ignacego z Loyoli

    Stań na dziedzińcu domu Pańskiego i mów do mieszkańców wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pańskiego oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić, nie ujmuj ani słowa! Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi (Jr 26,2b-3a).

        Liczniejsi od włosów na mej głowie
        są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.
        Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani,
        czyż mam oddać to, czego nie zabrałem?

    Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, 
    hańba twarz mi okrywa,
    dla braci moich stałem się obcym
    i cudzoziemcem dla synów mej matki. 
    Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
    i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.

        Panie, modlę się do Ciebie,
        w czas łaski, o Boże.
        Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
        w Twojej zbawczej wierności (Psalm 69).


    Jeremiasz mówił do nas obrazami, dziś on sam staje się obrazem. Posłany do świątyni, by ogłaszać to, czego nikt nie chce słuchać. Głosi, wzywa do nawrócenia i przestrzega. Dobrze wie, że takie słowa i postawa nie przyniosą mu uznania ani wdzięczności. Przeciwnie – mogą kosztować go życie. Jednak nie milczy. 

    Wierność Bogu rzadko oznacza popularność. Często wymaga odwagi, by mówić prawdę, nawet jeśli inni ją odrzucają. Jeremiasz nie głosi własnych poglądów ani nie szuka poklasku. Jest wierny temu, co usłyszał od Boga. 

    Psalmista pozwala nam zajrzeć do serca Jeremiasza, człowieka wiernego Bogu. Słyszymy w nim ból, doświadczenie odrzucenia i niezrozumienia: Dla Ciebie znoszę urąganie. W modlitwie prorok znajduje siłę do wierności. Nawet gdy doświadcza samotności i prześladowania, zwraca się do Boga z ufnością. Wie, że tylko w Nim może znaleźć oparcie. Nie opiera się na własnych możliwościach, ale na Bogu. Człowiek, który trwa blisko Boga, nie przestaje odczuwać lęku, ale uczy się, że lęk nie musi decydować o podejmowanych wyborach.

    Jeremiasz staje się znakiem dla mieszkańców Judei. Jest znakiem, który zapowiada Chrystusa. Jezus również przyjdzie z przesłaniem, które dla wielu będzie niewygodne. Będzie wzywał do nawrócenia, zdemaskuje obłudę i będzie głosił prawdę o miłości Ojca. I jak Jeremiasz zostanie odrzucony przez wielu i spotka się z wrogością. W chwilach największego zagrożenia będzie trwał na modlitwie, powierzając się całkowicie Ojcu. Ostatecznie wierność poprowadzi Go na krzyż, ale właśnie przez tę wierność przyszło zbawienie świata.

    Czy moje przyznawanie się do wiary zależy od opinii innych? Czy mam odwagę żyć Ewangelią także wtedy, gdy jest to niepopularne lub wymaga ode mnie poświęcenia? A może zbyt często milczę ze strachu przed oceną?

czwartek, 30 lipca 2026

Czwartek 17. Tygodnia Zwykłego

    Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? - mówi Pan. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku (Jr 18,6).

       

        Chwal, duszo moja, Pana,
        będę chwalił Pana do końca mego życia,
        będę śpiewał mojemu Bogu,
        dopóki istnieję.

    Nie pokładajcie ufności w książętach
    ani w człowieku, który zbawić nie może.
    Kiedy duch go opuści, znowu w proch się obraca
    i przepadają wszystkie jego zamiary.

        Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba,
        kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.
        On stworzył niebo i ziemię, i morze
        ze wszystkim, co w nich istnieje  (Psalm 146).


    Jeremiasz wraca do nas z kolejnym obrazem: Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy... Te słowa mogą w nas wywołać sprzeciw, bo gdzie nasza wolność, skoro wszystko jest w Jego rękach. Prawda jest jednak taka, że nigdy człowiek nie ma pełnej kontroli nad swoim życiem. Spróbujmy jednak spojrzeć na ten obraz pozytywnie: nasze życie nie znajduje się w rękach ślepego przypadku ani w rękach losu, lecz w rękach kochającego Ojca, który wie, co robi.

    Lubimy snuć plany. Układamy scenariusze na przyszłość, wyznaczamy cele, mamy swoje marzenia i oczekiwania. I nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy nasze plany stają się ważniejsze od Bożych planów. Kiedy kurczowo trzymamy się własnych wyobrażeń, trudno nam przyjąć to, że Bóg chce poprowadzić nas inną drogą. 

    Boże działanie przekracza ludzkie zamiary. To, co dla nas wydaje się porażką, końcem czy zmarnowaną szansą, dla Boga może stać się początkiem czegoś nowego. Garncarz nie zniechęca się, gdy naczynie się nie udaje. Nie przestaje pracować. Podobnie Bóg nigdy nie rezygnuje z człowieka. Nawet wtedy, gdy popełniamy błędy, gdy nasze życie wydaje się pogmatwane, On nadal potrafi wydobyć z niego dobro. Jego miłość jest większa od naszych słabości, a Jego mądrość przekracza nasze ograniczone spojrzenie.

    Psalmista prowadzi nas krok dalej. Otwarcie i przyjęcie Bożych planów to droga do szczęśliwego finału ludzkiego życia. Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba, kto pokłada nadzieję w Panu BoguPsalmista przestrzega, aby nie pokładać nadziei wyłącznie w ludziach, w ich możliwościach czy obietnicach. Człowiek jest ograniczony i przemijający. Nawet najlepsze ludzkie plany mogą zawieść. Jedynie Bóg pozostaje wierny na zawsze.

    Szczęście nie rodzi się z przekonania, że wszystko zależy ode mnie. Prawdziwy pokój serca rodzi się wtedy, gdy uczę się ufać Bogu bardziej niż sobie. To nie oznacza bierności ani rezygnacji z działania. Oznacza natomiast gotowość, by swoje plany nieustannie konfrontować z Bożą wolą i mieć odwagę powiedzieć: Panie, jeśli Ty widzisz dla mnie lepszą drogę, poprowadź mnie nią.

    Poszukiwanie Bożej woli nie jest utratą wolności. Jest odkrywaniem tego, do czego naprawdę zostaliśmy stworzeni. Garncarz najlepiej wie, jakie naczynie chce uformować. Podobnie Bóg zna nasze serce lepiej niż my sami. Wie, gdzie odnajdziemy spełnienie, nawet jeśli droga do niego nie zawsze pokrywa się z naszymi oczekiwaniami.

    

środa, 29 lipca 2026

Środa 17. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Marty, Marii i Łazarza

   Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

        Wysławiajcie razem ze mną Pana,
        wspólnie wywyższajmy Jego imię.
        Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
        i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

        Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
        aby ich ocalić.
        Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
        szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci,
gdyż bogobojni nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
szukającym Pana niczego nie zabraknie 
(Psalm 34).

    Marta więc rzekła do Jezusa: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga" (J 11,21-22).


    Nasza nadzieja ma na imię Jezus Chrystus. 

    Słowo prowadzi nas dwiema ścieżkami, które tak często przeplatają się w naszym życiu: wdzięczność i strata, wdzięczność i ból. Psalmista woła z radością: będę błogosławił Pana po wieczne czasy, Jego chwała będzie zawsze na moich ustach... Nie mówi: tylko wtedy, gdy wszystko się będzie układać. Mówi: w każdym czasie, zawsze. Wiara nie  wyklucza trudności, ale nawet pośród nich potrafi dostrzec obecność Boga.

    Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry... Jesteśmy zaproszeni do osobistego doświadczenia, wiary nie da się przeżyć z drugiej ręki, w oparciu o cudze świadectwo. Doświadczamy bliskości Boga w chwilach radości, ale także w trudnych doświadczeniach. To pośród nich możemy odkryć, że Bóg jest znacznie bliżej nas, niż się tego spodziewaliśmy. 

    Marta przeżywa doświadczenie straty po śmierci brata. Wychodzi na spotkanie Jezusa ze swoim doświadczeniem bólu, wychodzi ze swoim żalem. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego przyszedłeś tak późno. Nie rozumie tego opóźnienia, ale wciąż wierzy: Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił

    Jezus nie wyjaśnia swojego spóźnienia. Wskazuje na siebie. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Rdzeniem wiary nie jest to, że potrafimy odpowiedzieć na każde pytanie. Jej centrum spotkanie spotkanie z Osobą. 

    Wreszcie Jezus zadaje Marcie pytanie: Czy wierzysz w to? Nie pyta o wiedzę religijną czy znajomość Pisma. Pyta o zaufanie. Czy wierzę Jezusowi także wtedy, gdy nie rozumiem Jego działania? Czy potrafię Mu zaufać, kiedy moje plany się rozpadają, kiedy przychodzi choroba, strata lub rozczarowanie? 

    I odpowiedź Marty, która jest wyznaniem wiary. Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na światWypowiada te słowa jeszcze przed cudem wskrzeszenia Łazarza. Jej wiara nie opiera się na tym, co już zobaczyła, ale na tym, komu zaufała.

    Nadzieja, do której zaprasza nas Jezus, nie polega na przekonaniu, że wszystko zawsze dobrze się skończy według naszych oczekiwań. Nasza nadzieja ma imię – Jezus Chrystus. On jest obecny zarówno w chwilach radości, o których śpiewa psalmista, jak i w chwilach bólu, których doświadcza Marta.

    

wtorek, 28 lipca 2026

Wtorek 17. Tygodnia Zwykłego

   Uznajemy, Panie, nieprawość naszą, przewrotność naszych przodków, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Nie odrzucaj nas przez wzgląd na Twoje imię, od czci nie odsądzaj tronu Twojej chwały. Pamiętaj, nie zrywaj przymierza z nami! (Jr 14,20-21).

        Czy wiecznie będziesz się gniewał? 
        Nie pamiętaj nam win przodków naszych,
        niech szybko nas spotka Twoje zmiłowanie,
        gdyż bardzo jesteśmy słabi.

    Wspomóż nas, Boże, nasz Zbawco,
    dla chwały Twojego imienia;
    wyzwól nas i odpuść nam grzechy
    przez wzgląd na swoje imię.

        Niech jęk pojmanych dojdzie do Ciebie
        i mocą Twego ramienia ocal na śmierć skazanych.
        My zaś, lud Twój i owce Twojej trzody,
        będziemy wielbić Ciebie na wieki
        i przez pokolenia głosić Twoją chwałę (Psalm 79). 


    Słowo prowadzi nas przez doświadczenie bólu, opuszczenia, bezradności oraz tęsknoty za Bogiem. Prorok Jeremiasz widzi ogrom cierpienia ludu oraz zniszczenia. Staje w prawdzie przed Bogiem ze swoim bólem, bo moje oczy łzy wylewają bez przerwy... Zanosi do Boga modlitwę wypływającą z serca udręczonego cierpieniem, modlitwę, która rozpoczyna się uznaniem winy i skruchą: Uznajemy, Panie, naszą niegodziwość... Tak zaczyna się nawrócenie, od skruszonego serca.

    Skrucha nie jest jedynie poczuciem winy ani chwilowym żalem. Jest odwagą, by stanąć przed Bogiem bez masek i przyznać, że bez Niego człowiek gubi właściwy kierunek. Izrael odkrywa, że oddalenie od Boga nie prowadzi do wolności, ale do pustki. Z tego doświadczenia rodzi się wołanie: nie odrzucaj nas! Nie zrywaj przymierza z nami! To wołanie tych, którzy już rozumieją, że potrzebują Boga.

    W słowach Jeremiasza kierowanych do Boga wybrzmiewa rozczarowanie, które zrodziła cześć dla różnych bożków. One potrafiły uwieść, ale nie ma wśród nich takich, którzy by zesłali deszcz. Ufność wobec nic jest zwodnicza, a to doświadczenie prowadzi do powrotu do jedynego Boga: w Tobie pokładamy nadzieję

    Nasze bożki nie przybierają już postaci posągów z drewna czy kamienia, ale wciąż nam towarzyszą. Mogą łudzić poczuciem bezpieczeństwa, ale w chwili kryzysu okazują się bezsilne. Żaden z nich nie daje przebaczenia, pokoju serca ani nie zrodzi nadziei silniejszej od cierpienia.

    W sercu Izraelitów rodzi się tęsknota za Bogiem wyrastająca z doświadczenia pustki. Nie za darem, ale za Dawcą. Nie tylko za wybawieniem z nieszczęścia, ale za odnowieniem przymierza. Ta tęsknota jest znakiem, że mimo grzechu więź z Bogiem nie została całkowicie zerwana. Człowiek może odejść daleko, ale serce stworzone przez Boga nie przestaje Go szukać. Nie pamiętaj nam win przodków naszych, niech szybko nas spotka Twoje zmiłowanie... Wspomóż nas, Boże, nasz Zbawco

    Dawno nie było pytań, więc dziś je sobie postawmy: Czy potrafię uznać własną słabość i grzech bez usprawiedliwień? Jakie bożki próbują zająć miejsce Boga w moim życiu? Czy w chwilach cierpienia uciekam od Boga, czy raczej jeszcze mocniej do Niego wołam?

    

poniedziałek, 27 lipca 2026

Poniedziałek 17. Tygodnia Zwykłego

    Albowiem jak przylega pas do bioder mężczyzny, tak przygarnąłem do siebie cały dom Izraela i cały dom Judy - mówi Pan - by były moim narodem, moją sławą, moim zaszczytem i moją dumą. Ale oni Mnie nie usłuchali (Jr 13,11).

    Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła,
    zapominasz o Bogu, który dał ci życie.
    Zobaczył to Pan i wzgardził,
    oburzony na własnych synów i córki.

        I rzekł: "Odwrócę od nich oblicze,
        zobaczę ich koniec.
        Gdyż są narodem niestałym,
        dziećmi, w których nie ma wierności.

    Mnie do zazdrości pobudzili tym,
    co wcale nie jest bogiem,
    rozjątrzyli Mnie swymi czczymi bożkami;
    i Ja ich do zazdrości pobudzę nie-ludem,
    rozjątrzę ich narodem pozbawionym rozsądku"

                                            (Pwt 32,18-21)


    Prorok Jeremiasz mówi obrazami, bardzo sugestywnymi, nie pozostawiając wątpliwości, kiedy dodaje słowo. Oto otrzymuje polecenie, by ukryć lniany pas, który z czasem ulega zniszczeniu. Pas miał przylegać do bioder człowieka – tak blisko Bóg pragnął mieć swój lud. Zniszczenie pasa nie jest więc kaprysem Boga, ale skutkiem oddalenia od Niego. To, co zostaje odłączone od źródła życia, z czasem traci swoją wartość i piękno. Pas zbutwiał i nie nadawał się do niczego...

    Pieśń Mojżesza, która pojawia się jako odpowiedź, każe nam wrócić do góry Synaj, gdzie Bóg zrodził lud wybrany z rzeszy niewolników uciekających z Egiptu. Izrael zapomina o Skale, która go zrodziła, i wybiera bożki. Doświadcza skutków swojego wyboru, które są nie tyle karą, co konsekwencją błędnych wyborów. 

    Są owocem decyzji człowieka, który odwraca się od Tego, który jest życiem. Bóg nikogo nie zmusza do miłości. Kiedy spotyka się ze wzgardą i uporczywym odrzuceniem, wycofuje swoją szczególną obecność, pozwalając człowiekowi doświadczyć skutków obranej drogi.

    W naszym życiu pojawia się czasem doświadczenie duchowej pustki, zagubienia czy niepokoju. Warto wtedy pytać, czy nie są one konsekwencją naszych codziennych wyborów, które oddalają nas od Boga. On nie przestaje kochać, ale szanuje naszą wolność. Pozwala nam doświadczyć konsekwencji naszych decyzji, bo właśnie one mogą stać się momentem przebudzenia i powrotu.

    Bóg zawsze czeka. Nawet jeśli wycofuje swoją bliskość, nie czyni tego z zemsty, lecz z szacunku dla ludzkiej wolności i z nadzieją, że człowiek odkryje, iż bez Niego nie potrafi odnaleźć pełni życia.

niedziela, 26 lipca 2026

XVII Niedziela Zwykła

    Królestwo Boże podobne jest do skarbu ukrytego na polu. Królestwo niebieskie podobne jest również do kupca, poszukiwacza pięknych pereł. Królestwo niebieskie podobne jest jeszcze do sieci, która została zarzucona w morze i zaczęła zagarniać ryby wszelkiego rodzaju. Zrozumieliście to wszystko? (Mt 13,44a.45.47.51a).


    Często mówi się o naszym społeczeństwie jako społeczeństwie rozczarowanym. Jeśli kiedyś marzyliśmy, że inny świat jest możliwy, to dziś wydaje się, że wielu z nas myśli tylko o tym, jak przetrwać, jak sobie poradzić. Nic więcej. To tak, jakbyśmy odkryli, że nie ma nic wartego, by sprzedać wszystko, zaryzykować, by zyskać skarb. A może już nie ma w nas tej nadziei, że istnieje jakikolwiek ukryty skarb lub drogocenna perła. Nie jesteśmy pewni, czy warto walczyć o królestwo niebieskie. 

    Ludzkie życie to nieustanny wybór. A każdy wybór wiąże się z rezygnacją z czegoś, z wyrzeczeniem. W tym tkwi całe bogactwo, ale także ryzyko i dramat istnienia. Każdy z nas musi osobiście ustawić własną hierarchię wartości i oczekiwań. a ponieważ nasze potrzeby i możliwe pragnienia są tak liczne i tak różne, czasem bardzo sprzeczne, nasze decyzje zawsze pociągają za sobą rezygnację z innych atrakcyjnych i pożądanych możliwości.

    Jeśli przyjrzymy się bliżej pierwszej przypowieści, zobaczymy, że to sam Bóg jest ukrytym skarbem, który często i niespodziewanie pozwala się odnaleźć człowiekowi. Bóg jest skarbem, któremu muszą być podporządkowane wszystkie inne nasze skarby. Tu nie ma miejsca na targowanie się czy jakieś rabaty; musimy sprzedać wszystko, jak bohater pierwszej przypowieści, aby kupić pole, na którym znaleźliśmy skarb. Inaczej go stracimy.  

sobota, 25 lipca 2026

Sobota 16. Tygodnia Zwykłego, Święto św. Jakuba, apostoła

    Bracia; Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7).

        Gdy Pan odmienił los Syjonu,
        wydawało się nam, że śnimy.
        Usta nasze były pełne śmiechu,
        a język śpiewał z radości.

    Mówiono wtedy między narodami:
    "Wielkie rzeczy im Pan uczynił".
    Pan uczynił nam wielkie rzeczy
    i radość nas ogarnęła  (Psalm 126).


    Kruchość ludzkiego życia nie jest przeszkodą dla działania Boga – właśnie w niej objawia się moc Chrystusa. Św. Paweł przypomina, że przechowujemy ten skarb w naczyniach glinianychKażdy z nas jest takim glinianym naczyniem – kruchym, ograniczonym, doświadczającym słabości, cierpienia i lęku. Skarbem jest natomiast życie Chrystusa, Jego łaska i Ewangelia, którą nosimy w sercu.

    Apostoł narodów nie ukrywa, że życie ucznia Chrystusa wiąże się z przeciwnościami. Pisze: Zewsząd cierpienia znosimy, lecz nie rozpaczamy. Nie mówi tego jako teoretyk, ale jako człowiek, który sam doświadcza prześladowań. Żyje pewnością, że każde cierpienie przeżywane z Chrystusem staje się miejscem objawienia Jego życia i mocy.

    Tę samą nadzieję odnajdujemy w psalmie, który rozbrzmiewa w liturgii. Psalmista wspomina wielkie dzieła Boga i wyznaje: Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radościPotrzebujemy zaufania wobec Boga, gdy nie widzimy jeszcze owoców swojej pracy. Łzy nie muszą być znakiem porażki, ale początkiem nowego życia, jeśli zostaną złożone w ręce Boga.

    W świetle tych dwóch tekstów patrzę na życie św. Jakuba, apostoła. Należał do grona najbliższych uczniów Jezusa. Był świadkiem Przemienienia na górze Tabor, widział wskrzeszenie córki Jaira, towarzyszył Jezusowi w Ogrójcu. Doświadczał zarówno chwil chwały, jak i godzin cierpienia, marzył o zaszczytnym miejscu w królestwie Jezusa. 

    Jako pierwszy spośród Apostołów poniósł śmierć męczeńską z rozkazu króla Heroda. Jego życie stało się dosłownym wypełnieniem słów św. Pawła – nosił w swoim ciele konanie Jezusa, aby objawiło się w nim także życie ChrystusaMęczeństwo świętego Jakuba nie było porażką. W oczach świata mogło wydawać się przegraną, ale w oczach Boga było najpełniejszym świadectwem wiary. 

    Chrześcijaństwo nie polega na życiu wolnym od trudności, ale na wiernym trwaniu przy Chrystusie pośród nich. Każdy z nas nosi swoje gliniane naczynie: własne słabości, choroby, rozczarowania, lęki czy codzienny trud. Jeśli jednak pozwolimy, aby mieszkał w nas skarb Ewangelii, wtedy nawet nasza kruchość stanie się miejscem działania Boga.

piątek, 24 lipca 2026

Piątek 16. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Kingi

    Pan mówi: "Wróćcie, synowie wiarołomni, bo jestem Panem waszym i przyjmę was, po jednym z każdego miasta, po dwóch z każdego rodu, by zaprowadzić na Syjon (Jr 3,14).


    To trudny moment w historii ludu wybranego. Królestwo jest podzielone, lud doświadcza skutków niewierności wobec Boga, a wkrótce nadejdzie tragedia wygnania babilońskiego. W tym kontekście słowa: Wróćcie, synowie wiarołomni nie są przede wszystkim wyrzutem, ale zaproszeniem. Bóg nie przekreśla swojego ludu. Mimo grzechu pozostaje wierny przymierzu i pragnie na nowo zgromadzić rozproszonych.

    Zapowiedź nowej Jerozolimy jest czymś więcej niż obietnicą odbudowy miasta. Jeremiasz mówi o rzeczywistości odnowionej przez samego Boga. Znaki dawnego przymierza, takie jak Arka Przymierza, przestaną być najważniejsze, ponieważ centrum życia ludu stanie się sam Bóg. Jerozolima będzie nazywana tronem Pana, a więc miejscem Jego obecności pośród ludzi.

    Nowa Jerozolima to także miejsce, do którego przyjdą wszystkie narody. Boży plan nie zamyka się na Izraelu. Lud przymierza pozostaje pierwszym adresatem obietnicy, ale Bóg otwiera swoje zbawienie także dla tych, którzy dotąd byli daleko. Bóg pragnie wspólnoty, w której jest miejsce dla każdego, kto odpowiada na Boże wezwanie. 

    Każdy z nas najpierw sam słyszy wezwanie do nawrócenia, a potem jest zaproszony, by współtworzyć przestrzeń, w której inni mogą spotkać Boga. Nowa Jerozolima zaczyna się tam, gdzie człowiek pozwala Bogu królować w swoim sercu i gdzie otwiera się na drugiego człowieka.

    

    

czwartek, 23 lipca 2026

Czwartek 16. Tygodnia Zwykłego, święto św. Brygidy

    Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2,19b-20a).


    Te słowa św. Pawła ukazują istotę życia chrześcijańskiego – całkowite zjednoczenie z Jezusem, które przemienia serce, sposób myślenia i codzienne wybory. Wiara nie jest jedynie wyznawaniem jakichś prawd, ale pozwoleniem, aby Chrystus żył i działał w człowieku.

    Kościół daje nam dzisiaj w liturgii jako orędowniczkę świętą Brygidę. Była żoną i matką, a po śmierci męża całkowicie oddała się służbie Bogu. Jej głęboka modlitwa, troska o Kościół, odwaga w upominaniu możnych tego świata oraz wierność otrzymanym od Boga natchnieniom pokazują, że nie szukała własnej chwały ani wygody. Pragnęła jedynie pełnić wolę Chrystusa i być narzędziem Jego działania.

    Św. Paweł mówi, że żyje wiarą w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. To doświadczenie Bożej miłości było również źródłem siły dzisiejszej patronki. To właśnie świadomość, że jest bezgranicznie kochana przez Boga, uzdalniała ją do podejmowania trudnych decyzji, do wytrwałości w cierpieniu i do odpowiedzialności za Kościół oraz świat.

środa, 22 lipca 2026

Środa 16. Tygodnia Zwykłego, Święto św. Marii Magdaleny

    Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, uderzenie boskiego gromu (Pnp 8, 6).

        Boże, mój Boże, szukam Ciebie
        i pragnie Ciebie moja dusza.
        Ciało moje tęskni za Tobą
        jak zeschła ziemia łaknąca wody.

    Bo stałeś się dla mnie pomocą
    i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
    Do Ciebie lgnie moja dusza,
    prawica Twoja mnie wspiera (Psalm 63).


    Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość… słowa z Pieśni nad Pieśniami w niezwykły sposób prowadzą do postaci Marii Magdaleny. Jej historia jest historią serca naznaczonego miłością, które raz spotkawszy Jezusa, już nigdy nie potrafiło od Niego odejść.

    Spotkanie z Jezusem odmieniło całe jej życie. Jej zachwyt Jezusem nie był chwilowym uniesieniem, lecz doświadczeniem, które przemieniło jej wnętrze. W Nim odkryła Tego, którego od dawna pragnęło jej serce. Dlatego szła za Jezusem wiernie, słuchając Jego słów, ucząc się Jego spojrzenia na świat i pozwalając, by Jego miłość uzdrawiała najgłębsze rany.

    Maria Magdalena pozostaje przy Jezusie, gdy większość uczniów ucieka. Stoi pod krzyżem, bo prawdziwa miłość nie opuszcza umiłowanego nawet wtedy, gdy wszystko zdaje się przegrane. Jej serce nosi pieczęć Jezusa – nie może przestać Go kochać, choć patrzy na Jego śmierć.

    Ta sama miłość w pierwszy dzień tygodnia poprowadzi ją do grobu. Nie szuka już cudów ani odpowiedzi. Szuka tylko Jego. W jej łzach i tęsknocie odbija się wołanie psalmisty: Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza... Nawet pusty grób nie gasi jej pragnienia spotkania. Miłość nie pozwala odejść.

    Właśnie tam, pośród łez, rozbrzmiewa jedno słowo: Mario!. Zmartwychwstały woła ją po imieniu. W jednej chwili cała tęsknota znajduje ukojenie. Serce, które szukało Oblubieńca, odnajduje Go żywego. To spotkanie staje się odpowiedzią Boga na każde ludzkie pragnienie miłości – On nie zawodzi tych, którzy Go szukają całym sercem.

    Stałeś się dla mnie pomocą, w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie: Do Ciebie lgnie moja dusza... Maria Magdalena doświadcza tej prawdy nie jako odległej obietnicy, lecz jako żywej rzeczywistości.

    Każde ludzkie serce nosi w sobie tęsknotę za Bogiem. Szukamy miłości, która nie przemija, obecności, której nie zniszczy śmierć, i Słowa, które zna nasze imię. Jezus odpowiada na tę tęsknotę nie jakąś teorią, lecz spotkaniem. Gdy pozwalamy Mu dotknąć naszego życia, odkrywamy, że największym pragnieniem serca jest On sam.

wtorek, 21 lipca 2026

Wtorek 16. Tygodnia Zwykłego

    Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości. Wrzucisz w morskie głębiny wszystkie ich grzechy ( Mi 7,19).

        Łaskawym się okazałeś, Panie, dla Twej ziemi,
        odmieniłeś los Jakuba.
        Odpuściłeś winę swojemu ludowi
        i zakryłeś wszystkie jego grzechy.

    Odnów nas, Boże, nasz Zbawco,
    Twego oburzenia na nas poniechaj.
    Czyż będziesz się gniewał na nas na wieki,
    czy gniew swój rozciągniesz na wszystkie pokolenia?

        Czyż to nie Ty przywrócisz nam życie,
        a Twój lud w Tobie będzie się weselił?
        Okaż nam, Panie, łaskę swoją
        i daj nam swoje zbawienie. (Psalm 85)


    Bóg Pasterz nie pozostawia człowieka samego sobie w naszym zagubieniu i słabości. Paś lud Twój, Panie... Bóg prowadzi swój lud z czułością i troską. To nie jest pasterz obojętny, ale taki, który zna drogę i potrafi przeprowadzić przez każdą ciemność. Bóg obiecuje także, że będzie dokonywał znaków – tak jak wyprowadził Izraela z niewoli egipskiej, tak również dzisiaj działa w życiu tych, którzy Mu zaufają.

    Bóg nie oczekuje od człowieka, aby sam się zbawił. Nie mówi: Najpierw stań się doskonały, a wtedy cię przyjmę - musisz zasłużyć!  Przeciwnie – Micheasz pokazuje Boga, który przebacza winy, odpuszcza grzechy i wrzuca w morskie głębiny wszystkie nasze grzechy

    Bóg nie tylko wybacza, ale nie chce, aby nasze grzechy nadal nas definiowały. On uwalnia człowieka od ciężaru zła, którego sami często nie potrafimy z siebie zrzucić.

    Psalm staje się odpowiedzią spragnionego przebaczenia i miłości serca: Odnów nas, Boże, nasz Zbawco. To modlitwa człowieka, który rozumie, że sam nie jest w stanie przemienić swojego życia. Potrzebuje Boga, Jego łaski i miłosierdzia. 

    W świecie, który często przekonuje nas, że wszystko zależy wyłącznie od naszej siły i determinacji, dzisiejsze Słowo przypomina, że zbawienie jest przede wszystkim darem. Naszym zadaniem nie jest samodzielne wybawienie się od grzechu, ale otwarcie serca na Boga, który chce działać i przemieniać.

    Otwarcie wymaga jednak zaufania. Owca nie prowadzi pasterza – to pasterz prowadzi owcę. Podobnie jest w życiu duchowym. Czasami chcielibyśmy sami wyznaczać drogę, sami decydować, jak ma wyglądać nasze nawrócenie czy relacja z Bogiem. Tymczasem On zaprasza nas do tego, by pozwolić się prowadzić. Łaska nie odbiera człowiekowi wolności, ale uzdalnia go do życia w prawdzie i do pokonywania zła.

poniedziałek, 20 lipca 2026

Poniedziałek 16. Tygodnia Zwykłego

Z czym stanę przed Panem i pokłonię się Bogu na wysokości? Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną, z rocznymi cielętami? (Mi 6,6).

        Nie oskarżam cię za twe ofiary,
        bo twe całopalenia zawsze są przede Mną.
        Nie przyjmę cielca z twego domu
        ani kozłów ze stad twoich.

    Czemu wymieniasz moje przykazania
    i na ustach masz moje przymierze?
    Ty, co nienawidzisz karności,
    a słowa moje odrzuciłeś za siebie? (psalm 50)


    Liturgia prowadzi nas do zrozumienia, że Bóg nie oczekuje od człowieka przede wszystkim zewnętrznych oznak religijności, lecz szczerego serca i życia zgodnego z Jego wolą. 

    Z czym stanę przed Panem i pokłonię się Bogu na wysokości? Odpowiedź nie kryje się w liczbie składanych ofiar ani w spektakularnych gestach. Bóg przypomina, że już objawił człowiekowi, co jest dobre: czynienie sprawiedliwości, umiłowanie wierności, trwanie z pokorą przed Bogiem.

    Bóg nie odrzuca samego kultu, ale sprzeciwia się sytuacji, gdy modlitwa i religijne praktyki stają się jedynie pozorem.

    

niedziela, 19 lipca 2026

XVI Niedziela Zwykła

    Twoja bowiem moc jest podstawą Twej sprawiedliwości, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy móc, gdy zechcesz (Mdr 12,16.18).

        Ty, Panie, jesteś dobry i łaskawy,
        pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają.

            Ty jesteś, Panie, 
            Bogiem łaski i miłosierdzia,
            do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny.
            Wejrzyj na mnie
            i zmiłuj się nade mną. (Psalm 86)

    Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami ( Rz 8,26).


    Autor Księgi Mądrości ukazuje Boga jako jedynego Pana całego stworzenia. Jego wszechmoc nie przypomina ludzkiego sposobu sprawowania władzy. Człowiek często kojarzy władzę z dominacją, przymusem czy bezwzględnością. Tymczasem Boża moc objawia się w zupełnie inny sposób. 

    Autor natchniony podkreśla, że właśnie dlatego, iż Bóg jest wszechmogący, może być cierpliwy, łagodny i miłosierny. Nie musi niczego udowadniać ani nikogo zastraszać. Jego potęga wyraża się w miłości, która daje czas na nawrócenie, przebacza i nie przekreśla człowieka mimo jego niewierności.

    Boża sprawiedliwość nigdy nie jest oderwana od miłosierdzia. On zna ludzką słabość i wie, że droga wiary jest drogą wzrastania, pełną upadków i ponownych powrotów. Dlatego daje nadzieję każdemu, kto otwiera przed Nim swoje serce.

    Święty Paweł pozwala nam spojrzeć jeszcze głębiej. Apostoł przypomina, że największym problemem człowieka nie jest jedynie grzech czy cierpienie, ale także własna bezradność. Często nie wiemy, jak się modlić. Brakuje nam słów, jesteśmy zmęczeni, zagubieni lub przytłoczeni codziennymi doświadczeniami. Nieraz wydaje się nam, że Bóg jest daleko, a nasze modlitwy stają się ubogie i pełne milczenia.

    Wtedy objawia się niezwykła pomoc Ducha Świętego. Święty Paweł mówi, że Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Nie usuwa od razu wszystkich trudności ani nie sprawia, że życie staje się łatwe. Czyni jednak coś znacznie głębszego – wchodzi w nasze wnętrze i modli się razem z nami. Przemienia nasze niewypowiedziane pragnienia w modlitwę zgodną z wolą Boga. Nawet wtedy, gdy nie umiemy znaleźć odpowiednich słów, Duch Święty nie przestaje działać. Nasza słabość może się stać przestrzenią Jego obecności.

    Bóg nie oczekuje od nas doskonałości ani nie stawia warunku, że musimy być silni, aby zasłużyć na Jego pomoc. Wręcz przeciwnie – właśnie tam, gdzie kończą się nasze możliwości, rozpoczyna się działanie Jego łaski. Człowiek odkrywa wtedy, że nie jest sam w swojej walce, lecz niesiony przez Bożą moc.

    Tłem do obu biblijnych tekstów stają się słowa psalmu. Psalmista z prostotą i ufnością woła do Boga: Ty bowiem, Panie, jesteś dobry i łaskawy, pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają. Nie ukrywa swoich trudności ani lęków, ale przynosi je przed oblicze Boga, ponieważ wie, że zostanie wysłuchany. Cały psalm jest modlitwą człowieka, który odkrył, że największą siłą nie jest samowystarczalność, lecz zaufanie wobec Tego, który nigdy nie zawodzi.

sobota, 18 lipca 2026

Sobota 15. Tygodnia Zwykłego

Dlaczego z dala stoisz, o Panie,
ukrywasz się w czasach ucisku, gdy występny się pyszni,
biedny jest w udręce
i ulega podstępom, które tamten uknuł?

    Bo chełpi się grzesznik swą pożądliwością,
    bluźni drapieżca i pogardza Panem.
    Pyszniąc się, mówi występny:
    "Nie pomści, nie ma Boga"/
    Oto całe jego myślenie.

Jego usta pełne przekleństwa, zdrady i podstępu,
a pod jego językiem złość i krzywda.
Czai się w zasadzkach przy drogach
i zabija niewinnego z ukrycia,
oczy jego wypatrują biedaka.

    A Ty to widzisz: i trud, i cierpienie,
    patrzysz, by wziąć je w swe ręce.
    Tobie poleca się biedny,
    Ty jesteś opiekunem sieroty.

                                    (Psalm 10).


    Psalm 10, który rozbrzmiewa dzisiaj w liturgii, należy do pierwszej księgi Psałterza i tradycyjnie przypisywany jest Dawidowi. Jest modlitwą człowieka, który mierzy się z doświadczeniem niesprawiedliwości. Nie odnosi się do konkretnego historycznego wydarzenia, ale ze względu na swój charakter jest modlitwą wielu pokoleń wierzących, którzy wobec zła pozostają bezradni i bezbronni.

    Psalm otwiera bardzo przejmujące pytanie: Dlaczego z dala stoisz, o Panie, ukrywasz się w czasach ucisku?...To wołanie nie jest wyrazem zwątpienia, jest raczej wyrazem szczerej relacji z Bogiem. Psalmista nie boi się powiedzieć Bogu o swoim bólu i niezrozumieniu. Wielu z nas także doświadcza chwil, gdy wydaje się, że Bóg milczy wobec cierpienia, przemocy czy niesprawiedliwości.

    Kolejne słowa psalmisty zwracają naszą uwagę na postawę człowieka bezbożnego. Jest on pyszny, przekonany o własnej sile, uważa, że nie będzie musiał odpowiadać za swoje czyny. Wykorzystuje słabych, oszukuje, zastawia sidła na ubogich. Ten obraz nie stracił nic ze swojej aktualności. Również dzisiaj spotykamy ludzi, którzy wykorzystują swoją pozycję, bogactwo czy władzę, aby krzywdzić innych. Czasem dzieje się to na wielką skalę, a czasem w codziennych relacjach – przez pogardę, wykluczenie czy obojętność wobec potrzebujących.

    Najważniejszym przesłaniem tego psalmu nie jest jednak opis zła, lecz objawienie Boga. Psalmista wyznaje z ufnością: Ty to widzisz: i trud, i cierpienie, patrzysz, by wziąć je w swe ręce. To jedno z najpiękniejszych zdań całego utworu. Bóg nie jest obojętnym obserwatorem historii. Nawet jeśli Jego działanie nie zawsze jest natychmiast widoczne, On dostrzega każdą krzywdę, zna cierpienie człowieka i staje po stronie tych, którzy nie mają obrońcy.

    Psalmista odsłania przed nami oblicze Boga, który jest Ojcem ubogich, sierot i uciśnionych. W Piśmie Świętym ubogi to nie tylko człowiek pozbawiony dóbr materialnych. To również ten, kto doświadcza bezradności, odrzucenia, samotności czy niesprawiedliwości. Taki człowiek może liczyć na szczególną troskę Boga. Nie dlatego, że jest doskonały, ale dlatego, że Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny. Jego serce zawsze zwraca się ku temu, kto cierpi.

    

piątek, 17 lipca 2026

Piątek 15. Tygodnia Zwykłego

Rzekłem: "W połowie dni moich
odejść muszę.
W bramach otchłani mnie  opuści
lat moich reszta".

    Mówiłem: "Nie ujrzę już Boga
    na ziemi żyjących,
    nie zobaczę już nikogo
    spośród mieszkańców tego świata.

Rozbiorą moje mieszkanie i przeniosą ode mnie
jak namiot pasterski.
Jak tkacz zwinąłem moje życie,
a Pan jego nić przeciął.

    Nad którymi Pan czuwa, ci ożyją,
    wśród nich dopełni się życie mego ducha.
    Uzdrowiłeś mnie, Panie,
    i żyć dozwoliłeś   (Iz 38,10-12.16)


    Dziś liturgia daje nam w miejsce psalmu modlitwę króla Ezechiasza, jednego z najlepszych królów ludu wybranego, którego panowanie przypada u końca VIII wieku przed Chrystusem.

    Przeprowadził on reformę religijną, usunął bałwochwalstwo i na nowo skierował lud ku Bogu. Był to jednak czas ogromnego zagrożenia. Potężne imperium asyryjskie podbijało kolejne narody, a Jerozolima żyła w cieniu wojny. Właśnie wtedy, gdy ważyły się losy państwa, Ezechiasz ciężko zachorował.

    Wtedy przybył do niego prorok Izajasz, by oznajmić: To mówi Pan: Rozporządź swoim domem, bo ty już umrzesz. Nie będziesz żył dłużejDla króla nie była to jedynie wiadomość o końcu życia. Oznaczała również niepewną przyszłość królestwa, niepewność trwania dynastii Dawida. Nic więc dziwnego, że Ezechiasz zwraca się do Boga z płaczem i modlitwą.

    To modlitwa człowieka, który naprawdę uświadamia sobie własną kruchość. Mówi: W połowie dni moich odejść muszę. W bramach Otchłani mnie opuści lat moich reszta. Ma poczucie, że życie zostało przerwane zbyt wcześnie. Porównuje siebie do pasterskiego namiotu, który można szybko zwinąć, i do tkacza, któremu nagle przecięto nić. To niezwykle sugestywne obrazy pokazujące, jak kruche i przemijające jest ludzkie życie.

    Ezechiasz żył objawieniem, które przyniósł Jezus Chrystus. Stary Testament nie mówi jeszcze jasno o życiu wiecznym. Dlatego król tak bardzo lęka się śmierci. Dla niego oznacza ona wejście w tajemniczą Otchłań – krainę umarłych, gdzie nie będzie już mógł wielbić Boga tak jak na ziemi. 

    Dla nas dzisiaj śmierć jest bramą, która prowadzi do spotkania z Bogiem. Dla Ezechiela oznaczała niepewność, wielką niewiadomą. 

    Ezechiasz nie ukrywa swoich łez. Nie udaje silnego. Przynosi Bogu swój lęk, bezradność i ból. To lekcja dla nas, która mówi, że prawdziwa wiara nie polega na tłumieniu emocji, ale na powierzaniu ich Panu. Bóg nie odrzuca szczerej modlitwy człowieka.

    Czasem i nasze plany zostają nagle przerwane lub zburzone, że coś się kończy zbyt wcześnie; choroba, cierpienie czy trudne doświadczenie odbierają nam poczucie bezpieczeństwa. Historia Ezechiasza przypomina, że nawet w takich chwilach trzeba zwracać się do Boga. On pozostaje Panem naszego życia i naszego czasu. Nie wszystko rozumiemy, ale możemy Mu zaufać.