zachód słońca

zachód słońca

środa, 26 sierpnia 2026

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

    W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: "Nie mają wina" (J 2,1.3).


    Liturgia prowadzi nas dzisiaj przed obraz Matki Jasnogórskiej. Twarz Maryi nie jest twarzą beztroską. Jest poważna, naznaczona charakterystycznymi bliznami. Można w niej zobaczyć obraz Matki, która zna ludzkie cierpienie.

    Przed ten obraz przychodzą ludzie ze swoimi własnymi ranami: z chorobą, samotnością, troską o dzieci, kryzysowymi sytuacjami, niepewnością jutra, grzechem czy zagubieniem.

    A Ona prowadzi do Jezusa. Podobnie jak w Kanie Galilejskiej, pierwsza zauważa: Nie mają wina. Dostrzega brak, zanim ktokolwiek zdąży poprosić Ją o pomoc. Właśnie tak możemy przeżywać obecność Matki Bożej Częstochowskiej: jako obecność Matki, która widzi nasze braki i zanosi je do Syna. Nie stawia siebie na miejscu Jezusa. Nie mówi: Ja rozwiążę wasz problem. Mówi Jezusowi o człowieku, a człowiekowi mówi o Jezusie.

    Możemy popatrzeć na nasze życie przez obraz wesela w Kanie. Czasem wszystko wydaje się być na swoim miejscu, a jednak w pewnym momencie odkrywamy: nie mam już wina. Nie mam cierpliwości. Nie mam siły. Nie potrafię przebaczyć. Nie wiem, jak dalej żyć. Nie umiem pomóc komuś, kogo kocham. Moja wiara osłabła. Moja modlitwa stała się pusta.

    Maryja nie przychodzi wówczas z dobrą radą: Musisz być silniejszy, na pewno sobie poradziszWskazuje na Jezusa: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.

    

wtorek, 25 sierpnia 2026

Uroczystość św. Józefa Kalasancjusza

    Żył w ziemi Us człowiek imieniem Hiob. Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła (Hi 1,1).

    Błogosławiony człowiek, który służy Panu
    i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
    Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
    dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

        Nie przelęknie się złej nowiny;
        jego mocne serce zaufało Panu.
        Jego wierne serce lękać się nie będzie
        i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.
                                                                (Psalm 112).

Będąc tak pełni życzliwości dla was, chcieliśmy wam dać nie tylko Bożą Ewangelię, lecz nadto dusze nasze, tak bowiem staliście się nam drodzy (1 Tes 2,8).

Kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje (Mt 18,5).


     W świetle Słowa odczytujemy życie i działanie św. Józefa Kalasancjusza. 

Księga Hioba, której fragment nam towarzyszy, ukazuje nam człowieka prawego, uczciwego i wiernego Bogu. A potem w jednej chwili uporządkowany świat Hioba zaczyna się rozpadać.

     To pierwsza cecha duchowości św. Józefa Kalasancjusza. doświadczył niezrozumienia, konfliktów, oskarżeń i głębokiego kryzysu założonego przez siebie dzieła. Pod koniec życia musiał patrzeć, jak Zakon, któremu oddał swoje siły, zostaje zredukowany. Z ludzkiego punktu widzenia można było pomyśleć: wszystko się rozpada.

    A jednak Kalasancjusz nie przestał ufać. Mógł nie zobaczyć pełnego owocu swojej pracy, ale wierzył, że dzieło, które służy dzieciom i młodzieży, jest przede wszystkim dziełem Boga.

    Psalm 112 nazywa szczęśliwym człowieka, który boi się Pana i znajduje radość w Jego przykazaniach. I dodaje: jego mocne serce zaufało Panu. Jego wierne serce lękać się nie będzie. Serce mocne nie dlatego, że wszystko układa się dobrze, ale dlatego, że wie, Komu zaufało. Takiego serca potrzebuje wychowawca.

    Święty Paweł w Pierwszym Liście do Tesaloniczan pokazuje nam jeszcze jeden wymiar tej postawy. Mówi, że nie głosił Ewangelii po to, aby przypodobać się ludziom. Nie szukał pochwały ani własnej korzyści. A potem dodaje, że chciał dać ludziom nie tylko Ewangelię Boga, ale również samego siebie.

    Kalasancjusz zobaczył w Rzymie dzieci, których inni właściwie nie dostrzegali: ubogie, pozbawione możliwości nauki i przez to również szansy na zmianę własnego życia. Mógł przejść obok nich. Tymczasem właśnie w tych dzieciach rozpoznał wezwanie samego Boga.

    Szkoła stała się dla niego czymś więcej niż miejscem zdobywania wiedzy. Szczególny charyzmat powierzony przez Boga wyraził słowami: Pietas et Litterae. Chodzi bowiem o całego człowieka: jego rozum i serce, wiedzę i sumienie, zdolności i odpowiedzialność, jego relację z drugim człowiekiem i z Bogiem. 

    


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Poniedziałek 21. Tygodnia Zwykłego, święto św. Bartłomieja

    Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: "Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czy może być coś dobrego z Nazaretu?" Odpowiedział mu Filip: "chodź i zobacz" (J 1,45-46).


    Entuzjazm spotyka się ze sceptycyzmem. Zachwyt z uprzedzeniami. Doświadczenie z wiedzą i przekonaniami. Wobec oporu Natanaela Filip wychodzi z propozycją:  Chodź i zobacz! 

    Wczoraj w rozważaniu dotyczącym wyznania Piotra pisałem o tym, że wiara nie jest wiedzą. Dzisiaj również wybrzmiewa ta myśl. 

    Wiara nie polega jedynie na tym, że ktoś opowie mi o Jezusie albo przekona mnie za pomocą argumentów. Potrzebuję osobiście przyjść do Niego i pozwolić Mu się poznać. Mogę mieć pytania, wątpliwości czy uprzedzenia podobne do tych, które miał Natanael. Jezus jednak nie odrzuca człowieka, który wątpi. Przyjmuje go takim, jaki jest, i prowadzi go dalej.

    W spotkaniu Natanael odkrywa, że zanim on sam poznał Jezusa, Jezus już znał jego. Tak samo jest w moim życiu. Bóg widzi i zna mnie, nim ja jeszcze zwrócę się ku Niemu. Zna moje myśli, pragnienia, trudności i to, czego inni ludzie nie potrafią zauważyć.

    Spotkanie prowadzi więc od nieufności do wiary. Pokazuje mi, że moje wątpliwości mogą stać się początkiem głębszego spotkania z Bogiem, jeśli nie zatrzymam się na nich, ale odważę się przyjąć zaproszenie: chodź i zobacz!

    Bóg zaprasza i objawia znacznie więcej, niż sam potrafię zobaczyć i zrozumieć. Trzeba jednak zaufania i odwagi, by odpowiedzieć na Jego zaproszenie. 

niedziela, 23 sierpnia 2026

XXI Niedziela Zwykła

Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy (Iz 22,22).

    Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16,17). 


    Prorok Izajasz mówił nam dzisiaj o kluczu położonym na ramieniu Eliakima: gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy. W Ewangelii natomiast Jezus mówi Piotrowi o kluczach królestwa niebieskiego. Klucz oznacza władzę, ale również możliwość wejścia, otwarcia drzwi. 

    Odczytajmy ten obraz także duchowo: istnieją drzwi do tajemnicy Boga, których nie otwieramy sami. To Bóg daje klucz. To On otwiera przed człowiekiem swoją tajemnicę. Piotr nie wymyślił tego, kim jest Jezus. Ojciec mu to objawił. I podobnie jest z nami. Najgłębsze poznanie Boga jest zawsze łaską.

    Ale jest jeszcze druga strona tego wydarzenia. Kiedy Piotr odkrywa, kim jest Jezus, słyszy słowa Jezusa:  Ty jesteś Piotr, czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój. To jest niezwykłe: człowiek w spotkaniu z Bogiem poznaje samego siebie. 

    W spotkaniu z Nim człowiek może odkryć siebie nie tylko takim, jakim jest dzisiaj, ale również takim, jakim może stać się dzięki łasce.

    

sobota, 22 sierpnia 2026

Sobota 20. Tygodnia Zwykłego, wsp. Najświętszej Maryi Panny Królowej

    I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały. A chwała Pańska weszła do świątyni przez bramę która wychodziła na wschód (Ez 43,2.4).


    Prorok Ezechiel zapowiada powrót Pana do świątyni. Świątynia bez Bożej obecności była jedynie budowlą, a wraz z powrotem Bożej chwały staje się znów miejscem świętym, miejscem zamieszkania Boga. On sam mówi: to jest miejsce tronu mojego, miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę na wieki mieszkać

    Ten obraz, który maluje przed nami prorok bardzo dobrze współbrzmi z dzisiejszym wspomnieniem  Matki Bożej Królowej. Ona w wyjątkowy sposób pozwoliła Bogu zamieszkać w swoim życiu, Jej łono stało się świątynią i tronem samego Boga. Przyjęła Słowo do swojego serca, ale także i do swojego ciała. Jej królowanie zaczyna się od prostego zdania: niech mi się stanie według Twego słowa.

piątek, 21 sierpnia 2026

Piątek 20. Tygodnia Zwykłego wsp. św. Piusa X

    Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, aby przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe (Ez 37,1-2).

        Tak niech mówią odkupieni przez Pana,
        których wybawił z rąk przeciwnika
        i których zgromadził z obcych krain,
        ze wschodu i zachodu, z północy i południa.

    Błądzili na pustynnym odludziu,
    do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi.
    Cierpieli głód i pragnienie
    i wygasło w nich życie.

        W swoim utrapieniu wołali do Pana,
        a On ich uwolnił od trwogi.
        I powiódł ich prostą drogą,
        aż doszli do miasta zamieszkałego.

    Niech dziękują Panu za dobroć Jego,
    za Jego cuda wobec synów ludzkich,
    bo głodnego nasycił,
    a łaknącego napełnił dobrami (Ps 107).


    Psalm 107, który rozbrzmiewa w liturgii, nie wymienia autora i nie wskazuje na konkretne historyczne wydarzenie, chociaż większość komentarzy odnosi go do czasu po okresie niewoli babilońskiej. Psalm jest dziękczynieniem za dzieło zbawcze dokonane przez Boga wobec swojego ludu. To dziękczynienie wybrzmiewa dzisiaj w kontekście obrazu, który daje nam prorok Ezechiel - doliny pełnej wyschłych kości. Psalmista mówił o tych, którzy błądzili na pustynnym odludziu i wygasło w nich życieTo dwa bardzo mocne obrazy: wyschnięte kości i pustynia, obraz braku nadziei i życia

    A jednak właśnie w takich miejscach objawia się Bóg, który potrafi rozpocząć coś nowego. Najpierw jednak pada pytanie: Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia? Ezechiel nie kieruje się naiwnością, nie woła: oczywiście, Panie! Unika także rozpaczy, nie mówi: to niemożliwe! Ezechiel odpowiada Bogu: Panie Boże, Ty to wiesz...

    Kiedy sami nie wiemy już, czego się spodziewać, możemy mówić z ufnością: Panie, ja nie wiem, czy można to jeszcze uratować. Nie wiem, czy coś się zmieni. Nie wiem, jak będzie wyglądało jutro. Ale Ty to wiesz! I właśnie wtedy rozpoczyna się działanie Boga.

    Najpierw kości zaczynają się zbliżać do siebie. Pojawiają się ścięgna, ciało i skóra. Ale to jeszcze nie wystarcza. Życia jednak w nich nie było. Można więc mieć wszystko na swoim miejscu, a jednak nie mieć w sobie życia. Można wykonywać obowiązki, a wewnętrznie pozostawać pustym.

    Dlatego potrzebny jest jeszcze Duch. Duch przychodzi, martwe ciała ożywają. To najważniejszy element twórczego i zbawczego dzieła. Człowiek nie daje życia samemu sobie. Życie jest darem. To Bóg tchnie swojego Ducha w to, co obumarło.

    Wróćmy do psalmu. Za pomocą innego obrazu psalmista mówi o podobnym doświadczeniu. Kiedy nie potrafili znaleźć drogi na pustyni, kiedy życie zamiera, wołali do Pana. I oni, podobnie jak Ezechiel, zdają sobie sprawę z własnej bezsilności, nie udają, że wszystko mają pod kontrolą i dadzą sobie radę. 

    Psalmista kończy tę część swojej pieśni zaproszeniem do dziękczynienia: niech dziękują Panu za dobroć Jego, za dzieło stworzenia i zbawienia...

     

czwartek, 20 sierpnia 2026

Czwartek 20. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Bernarda opata i doktora Kościoła



    I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, zabiorę wam serca kamienne, a dam wam serce z ciała (Ez 36,26).

        


        

        Stwórz, Boże, we mnie serce czyste
        i odnów we mnie moc ducha. 
        Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
        i nie odbieraj mi świętego ducha swego (Ps 51).


    W procesie wychowania czy rozwijania się często stawiamy innym lub sobie wymaganie zmiany zachowania, funkcjonowania, unikania tego, co uznawane jest za złe. Dzisiejsze Słowo mówi jednak o prawdziwej przemianie, której może dokonać w człowieku jedynie Bóg. 

    Możemy w swoim zewnętrznym zachowaniu zmienić wiele rzeczy, uważać na słowa, gesty, pracować nad sobą, by innych nie ranić lub po prostu nie sprawiać przykrości. I na pewno jest to ważne. Prawdziwa przemiana nie polega jednak na poprawieniu swojego zachowania. Mogę zmienić wiele rzeczy na zewnątrz, ale tylko Bóg może przemienić mnie od środka.

    Pragnienie takiej przemiany wyraża psalmista: Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc duchaZdaje sobie sprawę, że potrzebuje czegoś więcej niż własnego wysiłku. Prosi Boga, aby niejako stworzył jego serce na nowo. Bo życie z Bogiem zawsze zaczyna się od przemiany serca...

środa, 19 sierpnia 2026

Środa 20. Tygodnia Zwykłego

    Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę (Ez 34,11).

        Pan jest moim pasterzem,
        niczego mi nie braknie,
        pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
        Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
        orzeźwia moją duszę. 

    Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
    przez wzgląd na swoją chwałę.
    Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
    zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
    Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

        Stół dla mnie zastawiasz
        na oczach mych wrogów.
        Namaszczasz mi głowę olejkiem,
        kielich mój pełny po brzegi.

    Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
    przez wszystkie dni życia
    i zamieszkam w domu Pana
    po najdłuższe czasy. (Ps 23)


    Psalm 23, który ukazuje Boga jako pasterza swojego ludu, jest dobrze znany. I można odnieść wrażenie, że ten psalm nie współgra ze słowami Ezechiela z pierwszego czytania, w którym prorok piętnuje postępki pasterzy Izraela. 

    Ich zadaniem było troszczyć się o powierzony im lud. Tymczasem oni zaczęli troszczyć się przede wszystkim o siebie. Korzystali ze swojej pozycji, ale nie brali odpowiedzialności za tych, których mieli prowadzić.

    Lista zarzutów jest długa i poważna: nie wzmacnialiście słabych, nie leczyliście chorych, nie opatrywaliście zranionych, nie sprowadzaliście zabłąkanych i nie szukaliście zagubionych, obchodziliście się z nimi z przemocą i okrucieństwem. Waszą winą jest rozproszenie owiec oraz to, że padają łupem drapieżników. 

    Tę lista zarzutów dotyczy nie tylko pasterzy, ale w odpowiednim zakresie każdego z nas. Bo prawie każdy człowiek jest komuś powierzony. Rodzicom powierzone są dzieci. Nauczycielowi – uczniowie. Przełożonemu – pracownicy. Kapłanowi – wspólnota. Ale także w małżeństwie, rodzinie, przyjaźni czy zwykłych relacjach jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem.

    I to właśnie w zderzeniu z tymi zarzutami, Bóg wypowiada niezwykłe słowa: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Człowiek może zawieść. Nawet ten, któremu ufaliśmy. Może zabraknąć mu miłości, cierpliwości, odpowiedzialności. Ale Bóg mówi: Ja cię nie zostawię. Sam będę cię szukał.

    Na zakończenie dwa pytania: czy pozwalam Bogu być moim Pasterzem? Czy naprawdę pozwalam Mu się prowadzić, również wtedy, kiedy droga nie wygląda tak, jak sobie zaplanowałem?  I drugie: dla kogo ja mam być dzisiaj dobrym pasterzem?

wtorek, 18 sierpnia 2026

Wtorek 20. Tygodnia Zwykłego

    Tak mówi Pan Bóg: Ponieważ serce twoje stało się wyniosłe, powiedziałeś: Ja jestem Bogiem, ja zasiadam na Boskiej stolicy, w sercu mórz - a przecież ty jesteś tylko człowiekiem, a nie Bogiem, i rozum chciałeś mieć równy rozumowi Bożemu (Ez 28,2b).

        Nadchodzi bowiem dzień klęski,
        los ich gotowy, już blisko.
        Bo Pan swój naród obroni,
        litość okaże swym sługom (Pwt 32,35b-36a).


    Kontynuujemy lekturę Księgi Ezechiela, by zobaczyć, że człowiek bardzo łatwo może zapomnieć, kim naprawdę jest, a wówczas żyje tak, jakby wszystko zależało od niego. Słowo Ezechiela skierowane jest do władcy Tyru, a Bóg przypomina mu: jesteś tylko człowiekiem.

    Nie jest to jednak Słowo kierowane jedynie do tych, którzy posiadają władzę. Pokusa samowystarczalności zagraża każdemu człowiekowi. Kiedy wszystko się dobrze układa, łatwo przypisać sukces własnym zdolnościom, pracy czy mądrości. A wtedy już tylko krok do przekonania, że właściwie nie potrzebujemy innych i nie potrzebujemy również Boga. Na szczęście przychodzą takie momenty, kiedy doświadczamy słabości i własnych ograniczeń, na wiele wiele rzeczy nie mamy żadnego wpływu.  

    Bóg dopuszcza taki moment, w którym człowiek poprzez doświadczenie własnej bezsilności, wszedł na drogę nawrócenia. Kiedy zawodzą ludzkie plany i możliwości, uświadamiamy sobie często, na kim  naprawdę warto oprzeć swoje życie. 

    Pokora, do której zaprasza nas Słowo, nie oznacza pomniejszania siebie, lecz życie w prawdzie: jestem człowiekiem, mam swoje  zdolności, możliwości, ale nie jestem samowystarczalny. Potrzebuję Boga, potrzebuję też innych ludzi. Uznanie tej prawdy nie odbiera mi ani godności, ani wolności, ale pozwala ze spokojem przeżywać zarówno sukcesy jak i chwile porażek i słabości.

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Poniedziałek 20. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Jacka

Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła,
zapominasz o Bogu, który dał ci życie.
Zobaczył to Pan i wzgardził,
oburzony na własnych synów i córki.

    I rzekł: "Odwrócę od nich oblicze,
    zobaczę ich koniec.
    Gdyż są narodem niestałym,
    dziećmi, w których nie ma wierności.

Mnie do zazdrości pobudzili tym, co wcale nie jest bogiem,
rozjątrzyli Mnie swymi czczymi bożkami;
i Ja ich do zazdrości pobudzę nie-ludem,
rozjątrzę ich narodem pozbawionym rozsądku"
                                                            (Pwt 32,18-21).


    Towarzyszy nam dzisiaj pieśń Mojżesza z końca Księgi Powtórzonego Prawa. W kontekście pierwszego czytania z Księgi Ezechiela, szczególnie mocno brzmią słowa oskarżenia: Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła, zapominasz o Bogu, który dał ci życie. Izrael nie odwraca się od kogoś obcego, ale od Tego, któremu zawdzięcza swoje istnienie. 

    Mojżesz wypowiada te słowa na progu Ziemi Obiecanej, mając jeszcze w pamięci bunt ludu na pustyni. Nie tylko przypomina historię wyjścia z Egiptu, przede wszystkim przestrzega przed niebezpieczeństwem, które pojawi się po osiedleniu w Ziemi Obiecanej: dobrobyt może doprowadzić do zapomnienia o Bogu. 

    Słowo zapomnieć nie oznacza jedynie usunięcia z pamięci, utracenia pamięci o Bogu. Izrael dobrze wiedział, kim jest Bóg. Zapomnieć oznacza bardziej taki styl życia, w którym Bóg jest pomijany. w konkretnych decyzjach i wyborach. Zapomnieć, to żyć tak, jakby Boga nie było, chociaż formalnie się Go uznaje. 

    Bóg przedstawiony jest jako Skała, czyli fundament, źródło bezpieczeństwa i wierności, ale także jako ten, który Izraela zrodził, dał mu życie. Niewierność i grzech nie jest zatem jedynie odrzuceniem przykazania, ale odrzuceniem własnego Ojca, dobroczyńcy i wybawcy. 

    Niewierność nie ogranicza się jednak do bałwochwalstwa. Prorocy pokazują, że człowiek może formalnie uczestniczyć w kulcie Boga, a jednocześnie pozostawać Mu niewiernym. Amos piętnuje niesprawiedliwość społeczną i ucisk ubogich. Izajasz krytykuje religijność pozbawioną sprawiedliwości. Jeremiasz ostrzega przed złudnym przekonaniem, że sama obecność świątyni zapewni Jerozolimie bezpieczeństwo. Ozeasz natomiast przedstawia niewierność Izraela poprzez niezwykle mocny obraz niewierności małżeńskiej. 

    Kulminacją tej historii stają się katastrofy polityczne: upadek Samarii i Królestwa Północnego pod naporem Asyrii oraz zdobycie Jerozolimy przez Babilończyków i zburzenie świątyni. Autorzy biblijni będą odczytywali te wydarzenia jako konsekwencję długotrwałego odchodzenia od przymierza.

    Tekst ten możemy widzieć jako lustro dla człowieka wierzącego. Największym zagrożeniem nie zawsze jest otwarte odrzucenie Boga. Częściej jest nim stopniowe zapominanie: przyzwyczajenie się do otrzymanych darów, uznanie ich za oczywiste i budowanie życia tak, jakby ich Dawca nie miał już znaczenia. Niewiara jest konsekwencją malutkich niewierności i fałszywych kompromisów...


niedziela, 16 sierpnia 2026

XX Niedziela Zwykła

    
Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów (Iz 56,7b).

    Albowiem Bóg podał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie (Rz 11,32).

    Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15,24).


    W spotkaniu z Kananejką Jezus odpowiada milczeniem; później próbuje zakończyć sprawę, mówiąc, że to wykracza poza jego posłannictwo; następnie przytacza argument, po którym można by już stracić wszelką nadzieję. Wiara tej kobiety nie daje jednak się pokonać ani przez milczenie, ani przez wymijającą odpowiedź udzieloną uczniom, ani przez argument, na który pozornie nie sposób odpowiedzieć.

    Wiara tej kobiety jest wiarą wytrwałą: nie załamuje się wobec pierwszej odmowy. Jest też wiarą przenikliwą: pozwala jej znaleźć odpowiedź, która przełamuje wszelki opór ze strony Jezusa. I jest to wiara kobiety, która nie należy do Izraela, lecz jest Kananejką: wierzy, że panowanie Jezusa może przekroczyć granice Izraela.

  W Ewangelii znajdujemy więcej przykładów takiej wiary, chociażby setnika, który prosi o uzdrowienie swojego sługi. Są to prawdziwe perły Ewangelii. Mówią nam o darze, jakim jest wiara - darze przeznaczonym dla wszystkich.

    Prośmy dzisiaj wraz z Kananejką, wołając jej słowami: Panie, dopomóż mi! 
Kiedy nie rozumiem — Panie, dopomóż mi!
Kiedy długo czekam — Panie, dopomóż mi!
Kiedy moja wiara słabnie — Panie, dopomóż mi!
Kiedy trudno mi przyjąć drugiego człowieka — Panie, dopomóż mi!

    I daj mi taką wiarę, która nie odchodzi od Ciebie nawet wtedy, kiedy odpowiedzią jest tylko cisza...

    

sobota, 15 sierpnia 2026

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

    Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, i księżyc pod Jej stopami, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów (Ap 12,1.3).


    W Uroczystość Wniebowzięcia Kościół daje nam obraz z Księgi Objawienia św. Jana. Obraz Niewiasty oraz Smoka. Kościół kieruje nasz wzrok ku niebu, ku Maryi wziętej z duszą i ciałem do chwały nieba, a historia naszej Ojczyzny kieruje nasz wzrok na ziemię, polską ziemię i jej dzieje. To właśnie dzisiaj Polska przeżywa Święto Wojska Polskiego, związane ze zwycięstwem nad bolszewikami w 1920 roku, zwycięstwem, które zostało określone jako Cud nad Wisłą.

    Obraz Niewiasty obleczonej w słońce i Smoka, który stoi naprzeciw Niej to obraz walki dobra ze złem, życia ze śmiercią, Boga z tym wszystkim, co chce człowieka zniewolić i zniszczyć. 

    W tym starciu Niewiasta wydaje się bezbronna, a jednak ostateczne zwycięstwo nie należy do Smoka. Niebiosa wypełnia wołanie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca. Bóg pokonuje zło, do Niego należy ostatnie słowo i zwycięstwo. 

    Ten obraz bardzo dobrze współbrzmi z doświadczeniem naszej historii. Polska wiele razy znajdowała się w sytuacji, która po ludzku wydawała się beznadziejna. A jednak naród potrafił przetrwać. Wielką rolę odgrywały wiara, kultura, rodzina, pamięć i przekonanie, że los narodu zależy od zawierzenia Bogu. 

    Może dlatego Maryja tak mocno wpisała się w polskie doświadczenie wolności. Jasna Góra, śluby króla Jana Kazimierza, tytuł Królowej Polski, modlitwa żołnierzy i ich rodzin - dzisiaj dla wielu to tylko pamiątki przeszłości. Ale ta przeszłość uczy, że los Ojczyzny można i trzeba powierzać Bogu. 

piątek, 14 sierpnia 2026

Piątek 19. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Ale zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd. Oddawałaś się każdemu, kto obok ciebie przechodził (Ez 16,15).

        Oto Bóg jest moim zbawieniem!
        Jemu zaufam i bać się nie będę.
        Bo Pan jest moją pieśnią i mocą
        i On stał się moim zbawieniem (Iz 12,2).


    Kolejny obraz, który przychodzi do nas za pośrednictwem proroka Ezechiela, pozwala nam uchwycić źródło naszych niewierności i grzechów wobec Boga.  To zdanie Ezechiela: zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd, jest chyba najważniejszym przesłaniem Słowa, które daje nam dzisiaj liturgia. 

    Zacznijmy jednak od początku. Prorok przemawia do nas bardzo mocnym obrazem, odniesionym do Jerozolimy, która przedstawiona jest jako porzucone dziecko, któremu nawet nie odcięto pępowiny, nie obmyto w wodzie, aby oczyścić, którego nikt nie owinął w pieluszki. Porzucone dziecko, wyrzucone na puste pole - przez niechęć do niego

    To Bóg zatrzymał się przy tym dziecku, zatroszczył i ulitował. To Bóg powiedział: Żyj, rośnij! Bóg otoczył Jerozolimę opieką, obdarował urodą i obsypał licznymi darami, które zaczęły przyciągać uwagę.  Wszystko, czym Jerozolima się stała, było darem. I tutaj zaczął się problem - Jerozolima zaczyna patrzeć na swoje piękno tak, jakby było jej zasługą i jej własnością. Zaufałaś swojej piękności...

    Człowiek otrzymuje od Boga tak wiele darów, umiejętności, a po pewnym czasie zaczyna żyć tak, jakby sam był ich źródłem. Otrzymuje umiejętności i talenty i zaczyna uważać się za lepszego od innych. Odnosi sukcesy i zaczyna ufać swojej sile i zdolnościom. Zostaje obdarowany miłością i nie potrafi być za nią wdzięczny, bo uważa, że mu się należy. To taka pokusa, bardzo delikatna, która prowadzi człowieka do niewierności: zapomnieć, skąd pochodzi dobro, które jest we mnie, którego doświadczam i które jest obok mnie. 

    Grzech i niewierność człowieka wobec Boga, w odniesieniu do słów Ezechiela, zaczyna się tam, gdzie człowiek przestaje pamiętać, że jest obdarowany. Zamiast oprzeć swe życie na Bogu, zaczyna opierać je na sobie. 

    Słowa Izajasza, które towarzyszą nam dzisiaj jako psalm, bardzo mocno wybrzmiewają w kontekście tego obrazu, który daje nam prorok Ezechiel: Oto Bóg jest moim zbawieniem! Jemu zaufam i bać się nie będę. Bo Pan jest moją pieśnią i mocą i On stał się moim zbawieniem. Prorok nie mówi jedynie, że Bóg daje zbawienie, mówi: Bóg jest moim zbawieniem! Nie moja siła. Nie moje osiągnięcia, Nie moja doskonałość, Nie to, że nie popełnię nigdy żadnego błędu. Fundamentem mojego życia jest Bóg. 

    Doczytajmy słowa Ezechiela do końca. Po przypomnieniu całej niewierności Jerozolimy, Bóg mówi do niej i mówi do nas: Ja jednak wspomnę o przymierzu, które z tobą zawarłem, przebaczę wszystko, co uczyniłaś. Człowiek zapomina o Bogu i Jego miłości, Bóg pamięta. 

    Możemy zapomnieć o Bogu, pogubić się w życiu, możemy zacząć ufać własnemu pięknu i zmarnować otrzymane dary. A Bóg pozostaje wierny... dlatego zawsze możemy do Niego wrócić. 

czwartek, 13 sierpnia 2026

Czwartek 19. Tygodnia Zwykłego

    Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę  zesłania, za dnia i na ich oczach, i na ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Wynieś swoje tobołki jak tobołki zesłańca, za dnia, na ich oczach i wyjdź wieczorem - na ich oczach - tak jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i wyjdź przez niego! (Ez 12,3a.4-5).


    Kontynuujemy lekturę  proroka Ezechiela i dotykamy fragmentu, który może wydawać się dość dziwny i niezrozumiały. Bóg każe prorokowi spakować rzeczy jak człowiek udający się na wygnanie, wynieść je na oczach ludzi, zrobić otwór w murze i wieczorem wyjść przez niego z zasłoniętą twarzą. Ezechiel nie tylko ma głosić słowo. Ma je odegrać własnym życiem. Sam prorok staje się znakiem.

    Spróbujmy popatrzeć na historyczne tło tej przepowiedni Ezechiela. Jesteśmy w początkach VI wieku przed Chrystusem. Potężne państwo babilońskie podporządkowało sobie Judę. W 597 roku przed Chrystusem król Babilonii, Nabuchodonozor II, zdobył Jerozolimę i uprowadził do Babilonii część mieszkańców, między innymi króla Jojakina oraz przedstawicieli elit. Wśród deportowanych znalazł się także Ezechiel.

    Jerozolima jednak jeszcze nie została całkowicie zniszczona. Na tronie pozostawał ustanowiony przez Babilończyków Sedecjasz. I właśnie do jego losu odnosi się znak wykonany przez Ezechiela. Kiedy wielu żywiło nadzieję, że sytuacja szybko się odwróci: Babilonia osłabnie, wygnańcy powrócą, a Jerozolima ocaleje, Ezechiel mówi coś dokładnie przeciwnego: nie łudźcie się. Nadchodzi kolejna katastrofa.

    Prorok pakuje więc skromny bagaż wygnańca. Wychodzi z domu przez otwór w murze, po ciemku, z zasłoniętą twarzą. Zapowiada w ten sposób to, co spotka władcę, będącego w Jerozolimie, czyli Sedecjasza. Kilka lat później, gdy Babilończycy zdobędą Jerozolimę, Sedecjasz rzeczywiście będzie próbował uciec nocą z oblężonego miasta. Zostanie jednak schwytany. Jego synowie zostaną zabici na jego oczach, a jemu samemu Babilończycy wyłupią oczy i poprowadzą do Babilonu. Zasłonięta twarz Ezechiela nabiera więc szczególnie dramatycznego znaczenia.

    Biblia nie opowiada nam tej historii jedynie po to, żebyśmy poznali czy zrozumieli dzieje starożytnego Izraela. Ezechiel mówi o czymś, co może wydarzyć się także w ludzkim sercu. Bóg nazywa Izraelitów ludem buntowników. Mają oczy, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą. To bardzo mocne słowa. Człowiek może patrzeć na rzeczywistość i jednocześnie nie chcieć jej zobaczyć. Może słuchać słowa Bożego i jednocześnie nie pozwalać, żeby ono cokolwiek w nim zmieniło.

    Czasem oczekujemy jakiegoś znaku od Boga. A może nie potrzebujemy żadnego nowego znaku. Może potrzebujemy odwagi, żeby potraktować poważnie to, co już widzimy i słyszymy.

    Ezechiel robi jeszcze jedną niezwykłą rzecz: przebija mur. Mur daje poczucie bezpieczeństwa. Mieszkańcy Jerozolimy wierzyli, że ich miasto, jego fortyfikacje, świątynia i dotychczasowy porządek ich ochronią. Tymczasem prorok pokazuje, że mur nie ocali człowieka, który odwraca się od Boga.

    My także budujemy swoje mury, różne zabezpieczenia, które pozwalają nam żyć przekonaniem, że sobie poradzimy. Można przez wiele lat mieszkać za takim murem i przekonywać siebie, że wszystko jest w porządku. A Bóg czasem robi coś podobnego jak w życiu Ezechiela: każe zrobić wyłom w murze. Pozwala, żeby jakieś wydarzenie, słowo, spotkanie czy nawet kryzys naruszyły nasze poczucie bezpieczeństwa. Nie po to, żeby człowieka zniszczyć, lecz żeby wyrwać go z iluzji.

    

środa, 12 sierpnia 2026

Środa 19. Tygodnia Zwykłego

    Pan rzekł do niego: "Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy, i nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi (Ez 9,4).

        Chwalcie, słudzy Pańscy,
        chwalcie imię Pana.
        Niech imię Pana będzie błogosławione,
        teraz i na wieki.

    Od wschodu aż do zachodu słońca
    niech będzie  pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony ponad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała.

        Kto jest jak nasz Pan Bóg,
        który mieszka w górze
        i w dół spogląda
        na niebo i na ziemię?  (Psalm 113).


    Nie jest łatwo podążać za Ezechielem i jego wizjami. Dzisiaj prorok ogląda w prorockiej wizji sąd nad Jerozolimą. Zanim Bóg rozpocznie wymierzanie kary, najpierw nakazuje naznaczyć tych, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami popełnianymi w świętym mieście. Ocaleni zostają jedynie ci, których boli czynione zło. 

    To miejsce na pierwsze pytanie: czy mnie jeszcze boli zło? Nie chodzi o wielkie i dalekie zło, które codziennie serwują mi wiadomości płynące z mediów, ale o krzywdę człowieka, który jest obok. Czy boli mnie to, że niszczeją relacje, czy boli mnie obojętność, niesprawiedliwość? Czy boli mnie jeszcze mój własny grzech?  Czy nie zobojętniałem i nie przyzwyczaiłem się do zła, bo tak już jest i wszyscy tak robią, nic nie da się zrobić?

    Prorok pokazuje nam dzisiaj, że wrażliwe sumienie jest czymś niezwykle cennym w oczach Boga. Człowiek wierzący nie może przyzwyczaić się do zła. I ważna rzecz, być wrażliwym na zło to nie znaczy potępiać ludzi. Łatwo pomylić wrażliwość sumienia z osądzaniem. Ci, którzy w wizji Ezechiela, zostają naznaczeni, nie wynosili się nad innych. Jedynie wzdychali i biadali. Cierpieli wobec zła. Był w nich ból, a nie satysfakcja ze wskazywania winnych. 

    To kolejna przestrzeń do pytań: kiedy widzę czyjś grzech, kogoś, kto się pogubił, czy pragnę dla niego, by odnalazł drogę do Boga, czy bardziej go przekreślam? 

    Ezechiel idzie dalej w swojej wizji: chwała Pańska odeszła od świątyni. Bóg opuszcza święte miejsce. Świątynia nadal stoi. Mury są na swoim miejscu. Wszystko zewnętrznie może nadal wyglądać tak samo. A jednak Boga już nie ma. 

    To kolejny mocny obraz życia duchowego. Można zachowywać zewnętrzne formy, a powoli tracić żywą relację z Bogiem. Można szeptać modlitwy, wykonywać religijne gesty, a sercem być bardzo daleko. Można przyzwyczaić się nawet do rzeczy najświętszych.

    Dlatego Słowo stawia nam kolejne pytanie: czy moje serce jest przy Bogu? Nie pyta jedynie o to, czy jestem w świątyni, ale o to, gdzie jest moje serce...

    Psalmista mówi nam o Bogu, który jest ponad wszystkie narody, zachęca, by nasze serce wychwalało imię Pana. Chwalcie, słudzy Pańscy, chwalcie imię Pana. 

    Bo kto jest jak nasz Pan Bóg, który mieszka w górze i w dół spogląda na niebo i na ziemię? Bóg jest wielki w swoim majestacie. A mimo to spogląda w dół. Interesuje go ziemia, interesuje Go człowiek, interesuje Go moje życie. Bóg jest wielki i święty, ale nie pozostaje obojętny wobec zła. Widzi tych, którzy cierpią, którzy próbują być wierni. Widzi również naszą walkę duchową, której być może nikt inny nie dostrzega. 

wtorek, 11 sierpnia 2026

Wtorek 19. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Klary

    A On rzekł do mnie: "Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów!" Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód (Ez 3,1.3b).

    Więcej się cieszę z drogi wskazanej przez Twe napomnienia
    niż z własnego bogactwa.
    Bo Twe napomnienia są moją rozkoszą,
    moimi doradcami Twoje ustawy.

        Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze
        niż tysiące sztuk złota i srebra.
        Jak słodka jest Twoja mowa dla mego podniebienia,
        ponad miód słodsza dla ust moich.

    Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki,
    bo są radością mojego serca.
    Zaczerpnę powietrza otwartymi ustami,
    bo pragnę Twoich przykazań  (Psalm 119).


    Prorok Ezechiel otrzymuje od Boga słowo, które ma głosić ludowi. To słowo ma nie tylko usłyszeć czy przeczytać - otrzymuje zwój, ale ma to słowo zjeść. Nasy żołądek i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem. Dopiero potem zostaje posłany.

    To piękny i bardzo mocny obraz, mówiący nam o tym, czym jest spotkanie ze Słowem.  Nie wystarczy wiedzieć, co jest napisane w Biblii, znać historie w niej zawarte, piękne zdania. Bóg pragnie, by Słowo stało się dla nas pokarmem, by było tak przyjęte, jak pokarm. 

    Kiedy tak przyjmujemy Słowo, zaczyna nas ono budować i przemieniać. Prorok mówi nam że zwój Słowa w jego ustach był słodki jak miód. To samo doświadczenie towarzyszy psalmiście: jak słodka jest Twoja mowa dla mego podniebienia, ponad miód słodsza dla ust moich. I często tak rzeczywiście jest. Słowo daje nadzieję, pociesza, wypełnia pokojem. Ale to samo Słowo może również niepokoić. Często pokazuje to, czego wolałbym w sobie nie zobaczyć. Wzywa do przebaczenia, kiedy łatwiejsze wydaje się zachowanie urazy. Wzywa do cierpliwości, kiedy oczekuję natychmiastowej odpowiedzi i działania. Zaprasza do zaufania, kiedy wolałbym wiedzieć i mieć kontrolę nad rzeczywistością. 

    Tak też działa Słowo. A psalmista dodaje: Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze niż tysiące sztuk złota i srebra. Słowo nie zawsze mówi mi to, co akurat chciałbym usłyszeć. Słowo mówi mi to, co jest mi potrzebne, prowadzi do życia. Jest jak światło, które czasem odsłania bałagan w pokoju. Możemy zgasić światło, by go nie widzieć, ale możemy pozwolić, by światło pomogło nam przywrócić porządek. 

    Napomnienia Twoje są moim dziedzictwem na wieki, bo są radością mojego serca... Dziedzictwo jest tym, co otrzymujemy, co jest darem. Może stać się skarbem, a może być traktowane jako balast, który ciąży. Czym jest dla mnie? Czy potrafię powiedzieć za psalmistą: zaczerpnę powietrza otwartymi ustami, bo pragnę Twoich przykazań?

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Poniedziałek 19. Tygodnia Zwykłego, święto św. Wawrzyńca

    Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,6-7).

        Błogosławiony człowiek, który służy Panu
        i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
        Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
        dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

    Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
    i swoimi sprawami zarządza uczciwie.
    Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
    i pozostanie w wiecznej pamięci.

        Nie przelęknie się złej nowiny,
        jego mocne serce zaufało Panu.
        Jego wierne serce lękać się nie będzie
        i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.

    Rozdaje i obdarza ubogich,
    jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
    wywyższona z chwałą
    będzie jego potęga.   (Psalm 112)


    Każdy dzień jest prezentem, jaki otrzymujemy od Boga. I wiele materialnych i duchowych dóbr, które składają się na każdy dzień, to również dary Jego hojności. 

    Słowo stawia dzisiaj przed nami pytanie: co robię z tym, co otrzymuję? Czy wszystko próbuję zatrzymać dla siebie, czy potrafię się dzielić?

    Święty Paweł mówi nam dzisiaj: Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. I dodaje po chwili: Radosnego dawcę miłuje Bóg. Paweł nie mówi, że Bóg miłuje tego, kto się umie dzielić.  Mówi o radosnym dawcy. Można przecież dawać z przymusu. Można się z kimś dzielić i jednocześnie mieć do niego pretensje czy nim gardzić. Można nawet być bardzo hojnym, a później oczekiwać wdzięczności i nieustannie przypominać: pamiętasz, ile dla ciebie zrobiłem? 

    Chrześcijańska hojność rodzi się z innego doświadczenia: najpierw sam zostałem obdarowany. Wszystko jest darem w moim życiu, zaczynając od samego życia. Ludzie, których spotykam, też są darem. Wiara jest darem, i moje zdolności, możliwości, które posiadam - wszystko jest darem. 

    Śpiewaliśmy wraz z psalmistą dzisiaj o człowieku sprawiedliwym: Rozdaje i obdarza ubogich, jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze... Człowiek szczęśliwy, to nie ten, który potrafi wiele zgromadzić. ale ten, który nauczył się otwierać swoje serce i ręce. 

    Tego uczył też patron dnia, św. Wawrzyniec. Do jego zadań należała troska o dobra Kościoła oraz troska o ubogich. Kiedy zażądano od niego wydania skarbów Kościoła, Wawrzyniec zgromadził ubogich, chorych i potrzebujących, wskazując na nich jako prawdziwy skarb Kościoła.

    Wartość wspólnoty Kościoła nie mierzy się tym, ile posiada, ale tym, jak potrafi kochać i jak troszczy się o człowieka, szczególnie tego, który niewiele może dać w zamian. 

    

niedziela, 9 sierpnia 2026

XIX Niedziela Zwykła

    Gdy Eliasz przyszedł do Bożej gór Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował (1 Krl 19,9a).

    Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu moim odczuwam wielki smutek i nieustanny ból (Rz 9,1-5).


    Usiadłem w ciszy obok proroka Eliasza i św. Pawła. Widziałem zmęczenie Eliasza i jakiś wielki smutek na obliczu Pawła. Eliasz nie wyglądał już na wielkiego herosa wiary, lecz sprawiał wrażenie człowieka, który ma już dość. Siedziałem obok w ciszy, wpatrując się w ich twarze, cisza wydawała się bardziej odpowiednia niż słowa. 

    Eliasz patrzył gdzieś przed siebie, nagle zaczął mówić:

- to boli… nie to, że grozi mi śmierć, że jestem ścigany, że stałem się uciekinierem… najbardziej boli mnie to, że wszystko wydaje się daremne. Walczyłem o Boga, a naród się nie zmienił. Dałem z siebie wszystko, a czuję się przegrany. 

     Święty Paweł przysłuchiwał się z uwagą, by dodać po chwili:

- noszę w sercu swoim wielki smutek i nieustanny ból. Masz rację Eliaszu. Nasi pobratymcy otrzymali od Pana tak wiele obietnice, Przymierze,  Prawo, proroków… a jednak nie rozpoznali Mesjasza.

     Eliasz i Paweł, jak oni dobrze się rozumieli. Eliasz w swoich doświadczeniu porażki na Bożej górze Horeb nie domagał się wyjaśnień, nie prosił o sukces. Szukał Boga. Nie szukał wyjaśnienia przyczyn porażki, nie pytał, dlaczego tak… 

    I w Pawle nie ma pretensji. Taki podobny i bliski Eliaszowi. Nie do końca mogą zrozumieć swoją historię. Widzą niepowodzenie, pomimo wielkiego zaangażowania. Doświadczają bólu, którego nie da się łatwo usunąć. Ale obaj trwają przy Bogu. 

    



sobota, 8 sierpnia 2026

Sobota 18. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Dominika

Pan zasiada na wieki,
przygotował swój tron, by sądzić.
Sam będzie sądził świat  sprawiedliwie,
rozstrzygał bezstronnie sprawy narodów.

        Schronienie w Panu znajdzie uciśniony,
        ucieczkę w czasie utrapienia.
        Ufają Tobie znający Twe imię,
        bo nie opuszczasz, Panie, tych, co Cię szukają.

Psalm śpiewajcie Panu, który mieszka na Syjonie,
głoście Jego dzieła wśród narodów,
bo mściciel krwi pamięta o nich,
nie zapomniał wołania ubogich

                                                    (Psalm 9)


    Psalm, który towarzyszy nam w liturgii, przypisywany jest Dawidowi, ze wskazaniem melodii, najprawdopodobniej ludowej, na jaką powinno się go wykonywać - Mut-labben. Okoliczności historyczne tego psalmu nie są dokładnie znane... Komentarz hebrajski słowa Mut - labben tłumaczy jako Śmierć syna. Idąc za tym wskazaniem możemy przyjąć, że Dawid napisał ten psalm po śmierci swojego syna Absaloma, ale biblijnych dowodów na to nie ma. Był to psalm wykonywany w trudnych, można powiedzieć tragicznych doświadczeniach.

    Uwzględniając tragiczny kontekst psalmu, autor zdaje się nam podpowiadać, że okoliczności naszego życia mogą się kształtować bardzo różnie, ale Bóg pozostaje niezmienny. Nawet w obliczu tragedii jest Bogiem miłosiernym, łaskawym, kochającym. Trudne doświadczenia życia nie powinny powodować, że ten obraz Boga będzie się zmieniał.

    W tej części psalmu, która nam dzisiaj towarzyszy, Dawid powierza sąd nad ludzką niegodziwością samemu Bogu, który jedyny jest sędzią sprawiedliwym. Dawid uwielbia Boga za Jego sprawiedliwość, który sam będzie sądził świat sprawiedliwie.

    Schronienie w Panu znajdzie uciśniony... Schronienie, które ofiaruje Bóg tym, którzy się do Niego uciekają, pozostaje poza zasięgiem wrogów. Kiedy poznajemy imię Boga, Jego tożsamość, niezmienność, potrafimy Mu zaufać. Ufają Tobie znający Twe imię. Wtedy słowa o zapewnieniu schronienia  stają się rzeczywistością, a nie jedynie iluzją, w której próbujemy szukać nadziei. 

    Psalm śpiewajcie Panu, który mieszka na Syjonie... Dawid rozpoczyna wychwalać wspaniałość Jerozolimy. Bóg, który wybrał Syjon na swoje mieszkanie, pamięta o cierpieniu ubogich i ujmuje się za nimi, za ich cierpieniem. Jest mścicielem , który domaga się zapłaty ze strony niegodziwych. A zapłatą za grzech jest krew. Wiele miejsc w Biblii potwierdza tę prawdę, że Bóg ujmuje się za przelaną krwią i wymierza sprawiedliwość. Będzie mówił do Kaina: Rzekł Bóg: Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Upomni się o krew zamordowanego Nabota: Naprawdę, widziałem wczoraj wieczorem krew Nabota i krew synów jego - wyrocznia Pana. I odpłacę tobie na tym polu - wyrocznia Pana. 

    To przypomnienie, które mówi wyraźnie, że nawet wtedy, gdy się nam może wydawać, że zło zwycięża, Boża sprawiedliwość nie przestaje działać. Bóg pamięta o każdym człowieku, zwłaszcza o tych, którzy doświadczają niesprawiedliwości i cierpienia. To zaproszenie do zaufania Bogu i Jego sprawiedliwości.