zachód słońca

zachód słońca

piątek, 10 kwietnia 2015

Piątek w Oktawie Wielkanocy

    Jezus znowu ukazał się nad Jeziorem Tyberiadzkim. (...) Jednakże uczniowie Jego nie wiedzieli, że to był Jezus (J 21,1.4b)

      Jezioro. Tak dobrze im znane. I znowu puste sieci, jak na początku przygody
z Nim. Ktoś stoi na brzegu. Kiedyś potrafił przyjść do nich po falach i uciszyć wzburzone wody. 
    
     Wzburzone wody symbolizują ziemskie życie. Jezus Zmartwychwstały już do niego nie należy. Stoi na brzegu. Uczniowie wciąż zmagają się z ziemskimi falami życia. Czasem trudno dać im radę. Ciężka praca i puste sieci. Nic nie ułowili. A byli fachowcami. Znali się na tym, dobrze znali jezioro. A trud okazał się daremny. Nic nie ułowili. 
     
    A kiedy On stanął na brzegu, jeszcze raz zarzucili sieci. I stały się pełne. Wtedy Go poznali. 
    
      Apostołowie, którzy zostają na świecie, by głosić Dobrą Nowinę, niczego by nie uczynili, gdyby nie On. Owocność Królestwa jest Jego dziełem. Człowiek sam z siebie nie może się zbawić. Zostaje z pustymi sieciami mimo podjętego trudu. Sieci ziemskie, które trzyma w dłoniach, nie sięgają świata po drugiej stronie. Tylko On, stojący na brzegu, może napełnić je rybami. 

 Tylko On może nadać sens naszym dniom, naszym wysiłkom i niepowodzeniom. Tylko On.

1. Czy dostrzegam obecność Jezusa w moim życiu?
2. Czy widzę Go obecnego w moich niepowodzeniach?

czwartek, 9 kwietnia 2015

Czwartek w Oktawie Wielkanocy

      Potem rzekł do nich: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: "Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego (Łk 24, 44 - 48).

   Wieczernik. Spotkanie ze Zmartwychwstałym. Nareszcie wszystko staje się jasne. Ten sam ewangelista pisał o apostołach przed śmiercią Jezusa: Lecz oni nie rozumieli tego słowa, było ono zakryte przed nimi, tak że Go nie pojęli, a bali się Go zapytać (Łk 9,45). Teraz wszystkie proroctwa i znaki przyoblekają się w znaczenie. Stają się czytelne. 

  
  Z oczu opada zasłona, umysł zaczyna rozumieć, a serce czytać słowa i znaki. Kolejny dar Zmartwychwstałego. 

   Stają się świadkami. Jeszcze do niedawna zalęknieni, szukający schronienia za zamkniętymi drzwiami lub ratujący się ucieczką z niebezpiecznego miasta, wyjdą z odwagą głosić prawdę o Zmartwychwstaniu. Odwaga - jeszcze jeden dar, którym zostali obdarowani. Dar niełatwy do przyjęcia - narazi na wiele niebezpieczeństw, bicie, więzienie i śmierć. Dar trudny. Wymaga wielkiego zaufania do Tego, który nim obdarza. 

O planie Chrystusa

    Kiedy Chrystus wstąpił do nieba i zasiadł po prawicy Ojca, przystąpili do Niego zatroskani aniołowie z zapytaniem o przyszłe losy Królestwa Bożego na ziemi. 
- Mam przecież tam swoich uczniów - odpowiedział Syn Boży.
    Ale aniołowie, widząc, jak słabi, mali i zawodni są Jego uczniowie, nie chcieli uwierzyć w takie kiepskie rozwiązanie i nalegali dalej:
- Panie, naprawdę nie masz żadnego innego, lepszego planu?
- Nie, innego planu naprawdę nie ma i nie będzie - odparł Jezus. 

1. Czy jestem odważnym świadkiem Jezusa Zmartwychwstałego?
2. Czy podejmuję wysiłek medytacji, by rozumieć Boże Słowo?

środa, 8 kwietnia 2015

Środa w Oktawie Wielkanocy

     W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. 
       On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni.  (Łk 24,13 - 17)

     Już skończyła się Pascha. Jerozolima znów żyje swoim życiem. Można wrócić do swoich codziennych zajęć. Ludzie pakują wszystko, by opuścić święte miasto – Jeruzalem, miasto pokoju, które stało się miastem wojny, tragedii i nieszczęść. Czyżby wszyscy zapomnieli?

Wracam do wieczernika owych pierwszych dni. Apostołowie, którzy zamknęli drzwi z obawy. Ileż dziś takich drzwi zamkniętych…
   Niektórzy uczniowie po kryjomu opuszczali miasto, by uciec przed złością tych, którzy zabili Mistrza, którzy Go wydali w ręce Piłata. Najlepiej po dwóch, bez rzucania się w oczy, dyskretnie…

Z sercem przepełnionym smutkiem krzyża… Trzeba odejść w bezpieczne strony, wrócić do swoich codziennych zajęć.

     Zazdroszczę tamtym dwóm, którzy odchodzili do Emaus… To było przed zachodem słońca. Zaprosili kogoś do gospody, bo pora już późna i miało się ku wieczorowi, a dzień nachylał się coraz bardziej… Słońce na drzewach zapalało złote pióropusze i łagodnie zaglądało w oczy. Cień siedzących przy stole także szykował się do odejścia wraz z odchodzącym słońcem.


Usiadł z nimi do stołu. I zaczął odprawiać w tym dniu swoją pierwszą Mszę świętą. Na prostym stole, wśród gwaru, nieporządku, dokonał największych tajemnic. 

1. Czy codzienność nie odbiera mi radości życia?
2. Czy nie szukam niezwykłości na drodze wiary, nie dostrzegając prostych gestów?

wtorek, 7 kwietnia 2015

Wtorek w Oktawie Wielkanocy

      Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. (...) Gdy się odwróciła i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę". Jezus rzekł do niej: "Mario!" A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: "Rabbuni", to znaczy: Nauczycielu.  (J 20,11.14-16).

      Stała pod Krzyżem. Widziała Jego cierpienie, widziała śmierć. Widziała, jak rzymski żołnierz włócznią przebija Jego bok. To było zbyt straszne, by nie zapamiętała tego obrazu. Jak zatem przyjąć pusty grób? Trudno przebić się prawdzie o tym, że On żyje. Wyobraźnia wciąż podsuwa obrazy z Golgoty. Skupiona na swoim bólu nie potrafi Go zobaczyć. 

     Na szczęście jest ogrodnik. On na pewno wie, co się stało z Jego ciałem. Ogród, w którym położono Jego ciało w grobie. I ogrodnik. Maria Magdalena nie mija się z prawdą. Jezus jest Ogrodnikiem. Św. Grzegorz Wielki komentując ten obraz z Ewangelii Jana, wskazuje, że Jezus jest prawdziwym Ogrodnikiem - tylko On pielęgnuje w duszach swoich wyznawców życie łaski, zasiewa nasiona cnót i zbiera ich owoce. To On może także przywrócić naszej ziemi postać rajskiego ogrodu.

      Myślała, że to Ogrodnik. Ale kiedy Jezus mówi po imieniu, od razu Go rozpoznaje. 
     Jezus  mnie zna po imieniu. Czy jednak rozpoznaję Go, kiedy mówi do mnie? 

Gdy dzieckiem byłem, to często do snu
Babcia historie mi opowiadała
O jednym bardzo dziwnym wędrowcu
Co świat przemierzał w podartych sandałach
Ktoś ponoć widział jak rozmawiał z Bogiem,
Chodził po wodzie, robił sztuczki z winem
Pewnie znachorem był lub kardiologiem
Bo leczył ludziom serca za gościnę
Inni mówili, że mógł być rolnikiem
Bo wciąż o ziarnie i plewach im gadał
Jak słabych owiec stać się przewodnikiem
Jak znaleźć jedną, gdy zbłądzi od stada
I mógłby zdziałać jeszcze wiele cudów
Służyć ludzkości mądrymi radami
Gdyby go ta ludzkość nie przybiła z nudów
Najsampierw na krzyżu
        a potem nad drzwiami
Błądzę po pustyni jak samotna owca
Wołam lecz wiatr słowa w usta mi wciska
Gdzie dziś mam szukać tamtego wędrowca
Z cudownych bajek z mojego dzieciństwa
Nie jestem dzieckiem do snu układanym
Babcinym głosem szepczącym legendy
Dziś ja na sercu mam bolesne rany
Lecz znachor odszedł, nikt nie wie którędy…

1. Czy potrafię zobaczyć w Jezusie Ogrodnika mojej duszy?
2. Czy mój ból, moje uczucia, koncentracja na sobie, nie przeszkadzają mi w spotkaniu Jezusa?

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Poniedziałek w Oktawie Wielkanocy

       Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: "Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli  ciało, gdyśmy spali. A gdyby doszło to do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu" (Mt 28,11 - 14).

       Żołnierze widzieli. Może nie potrafili zrozumieć wszystkiego, co się dzieje, ale widzieli, że bez udziału człowieka On wyszedł z zamkniętego grobu. Uciekli przerażeni. 

       Ale ich świadectwo zostaje zablokowane. Prawda zostaje odrzucona. Tym razem trzeba było zapłacić więcej niż trzydzieści srebrników - ale trwanie w kłamstwie nie ma ceny. 
   Człowiek może popełnić błąd, pomylić się. O wielkości człowieka świadczy też umiejętność przyznania się do błędu czy pomyłki. Skazali Jezusa, doprowadzili do Jego śmierci. Popełnili błąd trwając w zaślepieniu. W tych dniach błąd popełniło wielu - uczniowie uciekli, Piotr się zaparł, Judasz zdradził. Ale konfrontacja z prawdą pozwoliła im zrozumieć, że popełnili błąd. Nie każdy potrafił zobaczyć miłość przebaczającą zdradę i niewierność, ale jednak zrozumieli, że zdrada była błędem. 

      Członkowie Wysokiej Rady postanawiają jednak dalej trwać w swoim grzechu. Nie chcą uznać swojego błędu. Co więcej, zarażają grzechem, manipulując prawdą. Zaprzęgają do swoich usług potężne narzędzie, jakim jest dezinformacja. Zaczynają łamać sumienia. Prawda miesza się z kłamstwem. Trudno rozeznać, co jest prawdą, co jest kłamstwem. Deformacja sumienia.

O kawałku prawdy

    Pewnego dnia wybrał się diabeł ze swym przyjacielem człowiekiem na przechadzkę. Obaj zauważyli w pewnym momencie, że idący przed nimi młodzieniec schylił się i coś podniósł.
- Co on znalazł? - chciał wiedzieć człowiek?
- Kawałek prawdy - odpowiedział diabeł.
- I to cię nie niepokoi? - pytał dalej człowiek.
- Nie ma powodu do niepokoju. Pozwolę mu tylko zrobić z tego wyczerpujący traktat teologiczny. I już nie wyjdzie z moich rąk!

1. Czy dbam o właściwą formację sumienia?
2. Czy potrafię przyznać się do popełnionego błędu?
3. Czy potrafię przyjąć przebaczenie?

niedziela, 5 kwietnia 2015

Życzenia Wielkanocne



Błogosławionych Świąt
Zmartwychwstania Pańskiego!
Niech Zwycięzca śmierci, piekła i szatana
poprzez blask dzisiejszego poranka
nadaje sens krzyżom codzienności,
rozjaśniając je nadzieją.
Pokój - dar Zmartwychwstałego
niech zamieszka w naszych sercach
i pozwala śpiewać radosne ALLELUJA!


Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego

     Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa. Wczesnym rankiem, w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło. A mówiły między sobą: "Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?" Gdy jednak spojrzały, zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był bardzo duży. Weszły więc do grobu i ujrzały młodzieńca, siedzącego po prawej stronie, ubranego w białą szatę; i bardzo się przestraszyły. Lecz on rzekł do nich: "Nie bójcie się" (Mk 16, 1 - 6)

    Trzy kobiety z Ewangelii wg św. Marka przyszedłeś tylko po to, by dopełnić formalności pogrzebowych. Przyjrzyjmy się im przez chwilę. 
     Oto w piątek, w dniu śmierci, pośpiesznie pochowano Jezusa. Był dzień przygotowania do największego święta. Nie wszystko zostało zrobione tak, jak należy. Dlatego po szabacie, po święcie Paschy, kobiety idą do grobu Chrystusa. On tam leży. Trzeba namaścić jego ciało. Jedynym ich zmartwieniem jest wielki kamień, który trzeba będzie odsunąć. I pytanie: kto to zrobi? One już nie mają nadziei. Idą tylko dopełnić to, na co zabrakło czasu. Ich postrzeganie świata zamyka grób – tu wszystko się kończy. Człowiek wobec śmierci może tylko szacunkiem obdarzyć ciało. Działanie człowieka zamyka się na grobie. 

    I oto w spokojny opis wydarzenia, jeszcze przepełniony smutkiem Wielkiego Piątku, św. Marek wprowadza niepokój. Kamień odsunięty. Ten nagły zamęt jest wywołany przez działanie Boga. Odsunięcie kamienia przekraczało możliwości kobiet. Bóg przekracza ludzkie możliwości. Człowiek w swoim działaniu zatrzymuje się przy grobie. Już nic więcej nie może uczynić. Ale właśnie tam, gdzie człowiek może zająć się tylko umarłym, Bóg wkracza ze swoim działaniem, rozpoczyna nowe dzieje, nowe życie. 


     Jest jeszcze jeden ważny element w opisie św.Marka. Zawsze mówimy, że grób był pusty. Ale według Ewangelii Marka kobiety zobaczyły młodzieńca, siedzącego po prawej stronie, ubranego w białą szatę… To Boży wysłaniec, który ogłasza prawdę zmartwychwstania. Prawda o zmartwychwstaniu dociera do kobiet przez widzenie – przemawia do nich odwalony kamień. Ale młodzieniec, który ogłasza im zmartwychwstanie, zamienia widzenie w słuchanie. Z tego słuchania rodzi się wiara. Wiara w zmartwychwstanie rodzi się nie ze stwierdzenia, że grób jest pusty – to zbyt mało. Wiara rodzi się ze słuchania. To dopiero słowa posłańca pozwalają przyjąć prawdę.

1. Jaki sens ma dla mnie Uroczystość Zmartwychwstania? 
2. Czy rzeczywiście jest odkrywaniem Źródła życia, czy może jedynie oddaniem czci zmarłemu?

sobota, 4 kwietnia 2015

Wielka Sobota

     Bracia: My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie, jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. 
    Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie. To wiedzcie, że dla zniszczenia ciała grzesznego dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. 
    Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że w Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie (Rz 6, 3 - 11).

      Wielka Sobota. Szabat. Pascha. Rozpoczyna
się święty czas. Życie zamarło na chwilę. Nawet Bóg po sześciu dniach stworzenia chciał odpocząć. Teraz złożony w grobie odpoczywa po trudach krzyżowej drogi i konania. 

       Potrzebujemy się zatrzymać. Inaczej się nie da. Potrzeba nam ciszy Wielkiej Soboty, potrzebujemy wyhamowania rozpędzonego serca i umysłu. Nie może być prawdziwego życia, kiedy człowiek oddziela się od źródła Życia. 

       Cisza pozwoli objawić się życiu. Nada sens cierpieniu Krzyża. 

      Grób, w którym złożono Jego ciało już tętni życiem. Grób znajdował się w ogrodzie - autor Ewangelii nawiązuje do rajskiego ogrodu, gdzie również tętniło życie. W rajskim ogrodzie nastąpiło tragiczne pęknięcie ludzkiej historii. Jednym z jego skutków jest śmierć. Bez Chrystusa, bez Jego krzyża i śmierci, nasza śmierć potwierdzałaby tylko to tragiczne zerwanie z Bogiem. Jego śmierć, Jego krzyż sprawia, że nasza śmierć może stać się ostatecznym powrotem do Boga i wyzwoleniem się z niewoli grzechu. 


     Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie!


1. Jak reaguję na ciszę?
2. Czy potrafię odpoczywać?
3. Czy potrafię dostrzec cenę miłości, wyzwolenia z grzechu?

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielki Piątek

     Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy. Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: Oto Człowiek! Gdy Go ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! Rzekł do nich Piłat: Weźcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w Nim żadnej winy. Odpowiedzieli mu Żydzi: My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym. Gdy Piłat usłyszał te słowa, uląkł się jeszcze bardziej. Wszedł znów do pretorium i zapytał Jezusa: Skąd Ty jesteś? Jezus jednak nie dał mu odpowiedzi. Rzekł więc Piłat do Niego: Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować? Jezus odpowiedział: Nie miałbyś żadnej władzy nade <ną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie. Odtąd Piłat usiłował Go uwolnić. Żydzi jednak zawołali: Jeżeli Go uwolnisz,nie jesteś przyjacielem cezara. Każdy, kto czyni się królem, sprzeciwia się cezarowi. 
      Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej. I rzekł do Żydów: Oto wasz król! A oni krzyczeli: Precz! Precz! Ukrzyżuj Go! Piłat powiedział do nich: Czyż króla waszego mam ukrzyżować? Odpowiedzieli arcykapłani: Poza cezarem nie mamy króla. Wtedy więc wydał im Jezusa, aby Go ukrzyżowano  (J 19, 4 - 16).

      Droga Piłata, wbrew jego woli, przecina się z drogą Jezusa. Rozkaz rzymskiego cezara rzucił go do najbardziej znienawidzonej prowincji imperium. Trafiali tam raczej ci, którzy w czymś podpadli. Trzeba było się wykazać, by wrócić z zesłania w tej znienawidzonej prowincji na kresach imperium. 
    I pośród tych wystarczająco niesprzyjających okoliczności pojawił się jeszcze On! Nie można było pozostać obojętnym, a żadne z rozwiązań nie nie było dobre. Wiedział dobrze - wydali Go przez zawiść. Ale uwolnić Go, to narazić się cezarowi.


 Jezus przed trybunałem rzymskiego namiestnika musi robić wrażenie. Nawet w obliczu śmierci zachowuje wewnętrzny spokój, bo jest człowiekiem w pełni wolnym! Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać (J 10, 17b - 18). Mimo spętanych rąk, cierniowej korony i biczowania jest wolny! 
   Im bardziej Piłat Go poznaje, tym bardziej uświadamia sobie Jego wolność i własne zniewolenie. Próbuje zrzucić z siebie ciężar odpowiedzialności za śmierć Sprawiedliwego - to wasza rzecz! Ale ma świadomość, że to on ma władzę uwolnić i skazać. On, nikt inny. I wydaje na śmierć, nie widząc winy - z obawy, ze strachu, może dla spokoju w tej znienawidzonej prowincji. Zniewolony strachem, spętany niewidocznym sznurem, wydaje wyrok wbrew własnemu sumieniu, bo przecież chciał uwolnić. 

1. Czy w niesprzyjających okolicznościach potrafię zachować spokój?
2. Co stanowi pęta dla mojej wewnętrznej wolności?

czwartek, 2 kwietnia 2015

Wielki Czwartek

      Jezus, widząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany (J 13, 3 - 5).

      Ostatni wspólny wieczór. Łamany wspólnie chleb. A Jan koncentruje uwagę na umyciu nóg. Przepasany jak sługa pochyla się do nóg uczniów i obmywa je. Ociera je prześcieradłem, którym jest przepasany. On, Pan i Nauczyciel, jak o Nim mówili uczniowie. Gest pełen uniżenia i pokory.


       Ten gest ma nam przypominać, że miłość wyraża się w służbie wobec tych, których się kocha. Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. Po to uczestniczymy w Eucharystii, aby uczyć się tej postawy służby. Mówi nam dzisiaj: Dałem wam przykład.

       Wieczernik zobowiązuje. Pokora Jezusa jest bezgraniczna. Dla oczyszczenia człowieka staje się Sługą i dokonuje obmycia człowieka z jego brudu - z grzechu. 

       Z przebitego na Krzyżu serca wypłynie woda i krew. Woda - symbol sakramentu chrztu, sakramentu oczyszczenia. Wieczernik dopełnia się na Krzyżu. Jezus przyjmuje śmierć, staje się Paschalnym Barankiem, aby wyzwolić każdego z nas z brudu grzechu i śmierci. 

       Obmyci wodą chrztu, oczyszczeni z brudu grzechu, możemy zasiąść z Jezusem do stołu Eucharystii. 

O pewnym konkursie

     Był kiedyś w radiu niemieckim konkurs na najpiękniejsze zdanie, jakie żona - matka usłyszała skierowane do siebie.
      Nadeszło wiele odpowiedzi. Jury przyznało pierwszą nagrodę pewnej młodej mężatce, która wyznała, że dla niej najpiękniejszym zdaniem jest reakcja męża na płacz niemowlęcia o trzeciej w nocy:
- Śpij dalej, kochanie... ja już wstaję!

1. Czy potrafię podejmować codzienne domowe obowiązki w poczuciu służby miłości?
2. Czy potrafię przyjąć posługę miłości?

środa, 1 kwietnia 2015

Środa Wielkiego Tygodnia

     Jeden z Dwunastu imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: "Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam". A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników (Mt 26, 14 - 15). 

       Ile jest wart przyjaciel? Ile kosztuje przyjaźń? Co musi się stać, aby zdradzić przyjaźń? Co stało się z sercem Judasza, że zniszczył więzi, które narodziły się w ciągu trzech lat wspólnych wędrówek? Czym się rozczarował?



      Rodzą się różne pytania wobec tajemnicy ludzkiej nieprawości. Czy Judasz musiał zdradzić? Czy nie była mu przeznaczona zdrada Mistrza? Czy był wolny?


     Jezus o niego walczy. Walczy do samego końca. Podaje chleb, co jest wyrazem zaufania i wyróżnienia. Wreszcie wprost mówi Judaszowi, że wie o jego zdradzie. Stara się powiedzieć: opamiętaj się, nie warto. Nie ściągaj na siebie przekleństwa. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Ale Judasz nie słyszy, nie widzi. Judasz już dokonał wyboru. 

     Jezus nie potępia Judasza. Nie wyklucza go z apostolskiego grona. Jeszcze raz zawalczy o niego w Ogrodzie Oliwnym: Przyjacielu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego. Jeszcze nie wszystko stracone. Jeszcze możesz sięgnąć po przebaczenie. Nie mam do ciebie żalu, złości. Zależy mi na tobie. Jesteś dla Mnie ważny. Mimo zdrady. Oddaję życie także za ciebie, bo cię kocham.

      Co sprawiło, że Judasz nie przyjął przebaczenia? Pogrążył się w rozpaczy? Nie zobaczył miłości? Tajemnica ludzkiego serca. Można być tak blisko i nie zobaczyć Miłości. 

O milczeniu babci

    Babcia z dziadkiem porządnie pokłócili się tego dnia. Tak że do wieczora nie zamienili ze sobą ani słówka. 
  Nazajutrz dziadek nie pamiętał już wczorajszej sprzeczki i parę razy próbował zagadać do zagniewanej połowicy. Ale babcia milczała jak zaklęta - na wszystkie próby męża reagowała kamiennym milczeniem. 
     W końcu bezradny dziadek zaczął systematycznie przeszukiwać szafy i szuflady w domu. Udając, że czegoś potrzebuje, przewracał wszystko do góry nogami. Po kilkunastu minutach kobieta nie wytrzymała:
- Czego ty tak szukasz? - zapytała zdenerwowana. 
- Bogu dzięki - odezwał się dziadek z szelmowskim uśmiechem - wreszcie to znalazłem: twój głos. 

1. Czy wierzę w moc przebaczenia?
2. Czy potrafię zobaczyć, że Jezusowe przebaczenie jest większe od mojego grzechu?

        

wtorek, 31 marca 2015

Wtorek Wielkiego Tygodnia


      "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was mnie zdradzi"(...) "Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został otoczony chwałą. Jeżeli Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy" (J 13, 21b. 31b-32).

    Ostatnia wieczerza. Podniosła. To nie jest zwyczajna Pascha. Gesty Jezusa wykraczają poza żydowski zwyczaj. To daje się wyczuć. Na zewnątrz również daje się wyczuć napięcie. 

    W tej atmosferze padają słowa niezwykłe - słowa o zdradzie. Wąskie grono, tylko dwunastu. Tak dobrze się znali. Tyle wspólnie przeżyli. Tyle razem przeszli. Dla Niego zrezygnowali z tego, co było dotąd ich życiem. Trudno uwierzyć, że może być wśród nich zdrajca.

    A jednak wobec tych słów nikt z nich nie czuje się pewnie. O kim mówi? Spoglądali niepewnie jeden na drugiego, by odczytać w oczach, w twarzy tę rzeczywistość, która ich zaskoczyła. Nie do końca mogą zrozumieć. Nawet wyjście Judasza nie zostaje odczytane jako znak zdrady. 

   I jeszcze bardziej zdumiewają kolejne słowa. W kontekście zdrady są zdumiewające. "Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą". Noc zdrady i chwała. Trudno zrozumieć. Jezus całkowicie ufa swojemu Ojcu. W tym całkowitym zawierzeniu, oddaniu swojego życia w Jego ręce, mimo zdrady, mimo czekającej męki, posłuszeństwo Ojcu i Jego woli ukazuje prawdziwe oblicze Syna Bożego, Jego uniżenie aż po krzyż. Krzyż, który staje się chwałą Bożą i mądrością Bożą. 

On, istniejąc w postaci Bożej, 

nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie,
uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci
- i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest PANEM
- ku chwale Boga Ojca. 
(Flp 2,6-11)

1. Czy potrafię przyjmować bolesne doświadczenia?
2. Jakie uczucia towarzyszą mi w takich doświadczeniach?

poniedziałek, 30 marca 2015

Poniedziałek Wielkiego Tygodnia

         Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku (J 12, 1 - 3).

          Sześć dni przed Paschą. Zbliża się czas śmierci. Jezus żegna się z przyjaciółmi i jest żegnany. Maria zdobywa się na gest niespotykany, przekraczający wszelkie konwencje i tradycje. W swojej spontaniczności wylewa na stopy Jezusa flakon drogocennego olejku. Po pomieszczeniu, a potem po całym domu rozchodzi się przyjemna woń - woń wdzięczności.

      Chciała w ten sposób wyrazić swoją wdzięczność. Jezus bywał w ich domu, jak u przyjaciół. Ale kiedy dokonał wskrzeszenia Łazarza, jej brata, stał się nie tylko przyjacielem domu - któż może wskrzesić do życia? A jak wyrazić wdzięczność za ten dar przywrócenia życia brata? Serce nie mogło pomieścić wdzięczności. Nic dziwnego. 

       Wyraz wdzięczności w kontekście Paschy nabiera jednak innego znaczenia, z którego ona nie zdawała sobie sprawy. To namaszczenie na dzień pogrzebu. Jezus złoży ofiarę ze swojego życia.  Ofiarę miłą Bogu. Wzniesie się ona do Boga jak woń przyjemna. 

1. Czy potrafię okazywać wdzięczność?
2. Czy moje ofiary składane Bogu są Mu przyjemne?
       

niedziela, 29 marca 2015

Niedziela Palmowa

     Wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu na przeciw. Wołali: "Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie" oraz: "Król izraelski!"
(J 12,12-13).

      Tłum przyszedł i zaczął domagać się tego, co zawsze im czynił. Piłat im odpowiedział: "Jeśli chcecie, uwolnię wam króla żydowskiego?" Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im raczej Barabasza. Piłat ponownie ich zapytał: "Cóż więc mam uczynić z Tym, którego nazywacie królem żydowskim?" Odpowiedzieli mu krzykiem: "Ukrzyżuj Go!" Piłat odparł: "Cóż złego uczynił?" Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: : "Ukrzyżuj Go!" (Mk 15,8 - 14).

  Między uwielbieniem a nienawiścią. Między radością a twarzami wykrzywionymi złością. Ręce trzymające palmowe gałązki i zaciśnięte pięści. Tłum. Można nim sterować, manipulować, podburzyć. Zło się naradza. Nie jest głupie. Szuka sposobu, jak podejść samego Boga i jak podejść człowieka. Nie mieli dobrego zdania o tłumie:  A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty (J 7,49). Ale potrafili wykorzystać emocje tłumu. 

      Pośród tego tłumu jest i moje miejsce. Przechodzę z jednej strony na drugą. Raz z gałązką pokoju, raz ze ściśniętymi pięściami.

      Jezus otoczony tłumem. A jednak każdego widzi pojedynczo. Dostrzega twarz Judasza, Piotra, twarz Piłata i Kajfasza, twarz Jana, Szymona z Cyreny i rzymskiego setnika. Dostrzega pośród tłumu i moją twarz, moje ręce, moje reakcje i zachowania, moje wybory i postawy. Każdego dnia dokonuję wyborów. Opowiadam się "za Nim" lub "przeciw Niemu". Wobec Niego nie da się być obojętnym. Wszystko jest wyborem. Nawet umywając ręce i wypowiadając słowa: to wasza rzecz - Piłat dokonał wyboru.


O chorym słowiku i wróblach

     Pewnego dnia słowik nagle zachorował i przestał śpiewać. 
- On wcale nie jest chory - rozpowiadały wróble po dachach - on tylko tak udaje, bo nie chce mu się nucić treli.
   Gdy to pomówienie dotarło do słowika, bardzo się zmartwił i znów zaczął śpiewać.
- No i czy nie miałyśmy racji - triumfowały wróble - że tylko lenistwo przeszkadzało mu w śpiewie?
    Ale słowika tak wymęczyło to śpiewanie ostatkiem sił, że wkrótce umarł. 
- Dlaczego w takim razie śpiewał - ćwierkały wróble - skoro już był śmiertelnie chory?

1. Czy w swoich wyborach nie ulegam opiniom większości?
2. Czy potrafię wypowiedzieć swoje zdanie wbrew większości?


sobota, 28 marca 2015

Sobota V Tygodnia Wielkiego Postu

         Arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić (J 11, 47 - 53).

       Wobec wskrzeszenia Łazarza nie można pozostać obojętnym. Wielu uwierzyło. Ale znaleźli się "życzliwi", którzy donieśli. Wówczas zwołali Wysoką Radę. Jezus jest niebezpieczny - zagraża ich społecznej pozycji. Aby ją obronić uciekają się do oszczerstwa, pomówień, fałszywych oskarżeń. Jest szkodnikiem i zwodzicielem, zagraża całemu narodowi, który mogą zniszczyć Rzymianie. I dlatego, dla dobra
narodu, trzeba Go odrzucić, trzeba Go skazać na śmierć. Bo jeśli nie, cały naród jest zagrożony. Zaślepienie nie pozwala im zobaczyć działania Boga. 

         Zło można uzasadnić, zracjonalizować. Ludzka przewrotność potrafi usprawiedliwić okrucieństwo, nienawiść. Można w tym celu powołać się nawet na autorytet Bożego Słowa. 

       Św. Jan ukazuje te same słowa w innym świetle. Rzeczywiście Jezus umiera za innych, nie tylko za naród. Nie dlatego, że zagrażał, ale by dokonało się wyzwolenie z niewoli grzechu.

O dębie i bluszczu

     Na polanie rósł sobie wielki, rozłożysty dąb. Swym cieniem służył ludziom, zwierzętom, roślinom. Pewnego dnia usłyszał słaby, piskliwy głos:
- Ach, gdyby mi tak ktoś pomógł! Wszyscy rosną i pną się w górę, tylko ja jestem taki słaby!
Dąb zerknął w dół i zobaczył trzy ciemnozielone listki bluszczu. Żal mu się zrobiło tego maleństwa i natychmiast zaofiarował pomoc:
- Jeżeli chcesz, możesz się na mnie oprzeć, mam dosyć siły i wigoru. 
Uszczęśliwiony bluszcz przyczepił się zaraz do kory dębu i powoli oplatał go swymi gałązkami. Po jakimś czasie przypomniał sobie dąb o swoim podopiecznym, chciał z nim pogawędzić, ale ten nie miał ochoty na rozmowy. Odburknął tylko coś niegrzecznie i zamilkł. Pewnego dnia dąb poczuł łamanie w konarach i swędzenie kory. Poprosił swego gościa o pomoc, ale bluszcz (teraz już wielki i mocny) nie raczył nawet zareagować. Minęły lata i dąb czuł zbliżającą się śmierć: wiedział, że to bluszcz dusi go i żeruje na nim. Prosił więc o trochę powietrza, błagał o zmiłowanie, zaklinał na wszystkie świętości i na przeszłość. Daremnie. Musiał umrzeć. 

1. Czy potrafię zobaczyć w codzienności działanie Pana Boga?
2. Czy nie racjonalizuję, nie uzasadniam zła?

piątek, 27 marca 2015

Piątek V Tygodnia Wielkiego Postu

      Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? (J 10,31-32).


     Zabrakło argumentów i porwali kamienie. Siłą chcieli zmusić do milczenia. Mimo wielu dobrych słów, dyskusji, przekonywania. Mimo tylu dobrych czynów. Łaska nie może się przebić przez kamienną skorupę serca. Zostaje zamknięte nienawiścią. 

   Chwycili kamienie. W miejsce siły argumentów pojawia się argument siły. Jezus nie boi się kamieni. Ale wobec zaślepienia pozostaje bezradny. Skoro nie dociera słowo, nie przemawia dobro, Jezus się usuwa. Odchodzi w miejsca pustynne, za Jordan, gdzie wcześniej Jan udzielał chrztu. 

  Przegrywa. Bóg przegrywa walkę z człowiekiem, walcząc o człowieka, o dobro, o zbawienie człowieka. 

O wierze i ateiście

     W pewnym towarzystwie jakiś butny ateista popisywał się złośliwymi wypowiedziami przeciw wierze i Kościołowi. Wszyscy przyjmowali jego wywody z wyraźną obojętnością, tylko pewna starsza dama zareagowała z apostolskim zacięciem:
- To, czy pan wierzy w Boga, czy nie - to nie jest takie ważne; ważniejsze jest inne pytanie.
- Jakie mianowicie? - chciał wiedzieć niewierzący.
- Czy Bóg wierzy w pana - odpowiedziała staruszka. 


1. Jak reaguję na łaskę na dobro, którego doświadczam, które dzieje się na moich oczach?
2. Czy potrafię uznać czyjąś rację? 


czwartek, 26 marca 2015

Czwartek V Tygodnia Wielkiego Postu

    Odpowiedział Jezus: Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie (J8,54).

     Każdy z nas lubi być chwalonym. Pochwała potrafi dodać skrzydeł. Człowiek potrafi wiele z siebie dać, kiedy czuje się dostrzeżony. Dziecko przez rodziców, uczeń przez nauczyciela, pracownik przez pracodawcę. 

     Brak pochwały demotywuje. Człowiek się poddaje, przestaje wierzyć w swoje możliwości, umiejętności. Przestaje wierzyć, że komukolwiek jest potrzebny. Brak pochwały odbiera poczucie sensu pracy, a czasem życia. 

       Ale również w pochwale może kryć się niebezpieczeństwo - pochwałę można uczynić celem życia. Wówczas ego urasta do rozmiarów wielkiego balonu. Inni się nie liczą. Mają być tylko tłem. Jeżeli ktoś coś potrafi lepiej, staje się zagrożeniem. 

        Ludzka chwała może być niebezpieczna. Może sprawić utratę kontaktu z rzeczywistością, z rodziną, przyjaciółmi.

       Jezus nie zwraca uwagi na ludzką chwałę. Bo ona nie jest najważniejsza. Najważniejsze pytanie zawsze powinno brzmieć: czy moje czyny, moja postawa, moje słowa zasługują na pochwałę Ojca.

O żabie i ośle

    Żaba, wychyliwszy się ze swego bajorka, zobaczyła  osła skubiącego trawę na łące. Pomyślała sobie: "Gdybym tak nadęła swoją pomarszczoną skórę, stałabym się z pewnością tak samo wielka i wspaniała jak ten osioł, to nic trudnego, a wszyscy będą kiwać głowami z osłupienia". To pomyślawszy, zaczęła się nadymać. Po chwili zapytała młode żabki, czy nie wydaje im się, że już dorównuje osłowi. Ale żabięta odpowiedziały przecząco. Więc żaba z całych sił wciągnęła następną porcję powietrza, co jednak - jak stwierdziły żabki - dalej nie upodobniło jej do osła. Gdy po raz trzeci chciała się nadąć, pękła jak balon.

1. Czy nie ma we mnie próżności?
2. Czy moje słowa, czyny, postawa zasługują na pochwałę Boga?

środa, 25 marca 2015

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego - 25 marca

      Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus (Łk 1,28b - 31).

       Cztery słowa ze sceny zwiastowania.

       Bądź pozdrowiona. Raduj się, Maryjo! To pierwsze słowo, jakie Maryja słyszy ze strony anioła. Raduj się! To pierwsze słowo, jakie Bóg kieruje do całego swojego stworzenia. W czasie, który często jawi się jako pełen trudów i problemów, niepewności i mroku, pierwszą rzeczą, o którą prosi nas Stwórca, to abyśmy nie utracili radości. Bez radości życie staje się ciężkie i pełne trudów.

       Pan z Tobą! Radość, do jakiej jesteśmy zaproszeni nie opiera się na wymuszonym optymizmie czy samooszukiwaniu. To wewnętrzna radość, która rodzi się wówczas, kiedy człowiek uświadamia sobie: nie jestem sam. To radość wypływająca z wiary. Bóg mi towarzyszy, broni, szuka zawsze mojego dobra.

         Nie bój się! Jest wiele różnych lęków, obaw, jakie mogą się w nas obudzić. Lęk o przyszłość, leki związane z chorobą, cierpieniem, śmiercią. Obawy związane z poczuciem samotności, odrzucenia, braku miłości. Lęk jest czymś złym - zadaje rany. Obawy blokują życie, paraliżują, nie pozwalają iść. Dlatego potrzebujemy zaufania, pewności i światła. 

        Znalazłaś łaskę u Boga! Również my powinniśmy usłyszeć te słowa. Wszyscy przecież żyjemy i umieramy podtrzymywani przez łaskę i miłość Boga. Wiara w Boga nie jest receptą, która pozwoli rozwiązać wszelkie codzienne problemy. Ale wszystkie te problemy wyglądają inaczej, kiedy żyjemy szukając w Bogu światła i sił, aby się z nimi zmierzyć. 

wtorek, 24 marca 2015

Wtorek V Tygodnia Wielkiego Postu

     Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich. Powiedzieli do Niego: Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? (J8, 22b - 25).

    Czy warto mówić z tymi, którzy i tak nie chcą usłyszeć? Czy warto tłumaczyć tym, którzy mają uszy, ale nie słyszą, oczy mają, ale nie widzą? A w ogóle dlaczego chcą rozmawiać? 
    Ja Jestem! Jezus posługuje się imieniem Boga ze Starego Testamentu. Znali je bardzo dobrze. Tym imieniem przedstawił się Mojżeszowi, to imię zostało objawione im w egipskiej niewoli: Jestem posłał mnie do was
      Jezus bardzo wyraźnie mówi, że jest Bogiem. Nie mogli tego nie zrozumieć. Ale nie chcieli uwierzyć. Bardziej umiłowali ciemność, aniżeli światło. A to od wiary w Niego, od naszego zawierzenia, że On ma moc uwolnienia nas od grzechów, zależy nasze zbawienie. 

O pustym krześle

    Pewien kapłan, odwiedzając chorego w jego mieszkaniu, zauważył puste krzesło przy łóżku i zapytał, po co tu stoi. W odpowiedzi usłyszał:
- Zaprosiłem Jezusa, aby zajął miejsce na tym krześle, rozmawiałem z Nim, zanim ksiądz przyszedł. Proszę księdza, długie lata trudno było mi się modlić, aż pewien przyjaciel wyjaśnił mi, że modlitwa to rozmowa z Jezusem. On też poradził mi, abym obok siebie postawił puste krzesło i wyobraził sobie, że na nim siedzi sam Jezus. W ten sposób łatwiej z Nim rozmawiać i wsłuchiwać się w Jego słowa. Od tego czasu nie mam żadnych problemów z modlitwą. 
    Parę dni później przyszła do księdza córka chorego z wiadomością, że ojciec umarł. Powiedziała przy tym:
- Zostawiłam go na parę godzin samego. Wyglądał bardzo pogodnie. Gdy weszłam potem do pokoju, ojciec już nie żył. Zauważyłam jednak coś osobliwego: jego głowa leżała nie na łóżku, lecz na krześle obok łóżka. 

1. Kim Jezus jest dla mnie? 
2. Czy ja wierzę, że w Nim jest moje zbawienie?

poniedziałek, 23 marca 2015

Poniedziałek V Tygodnia Wielkiego Postu

...przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.  (J8, 3 - 6.8).

     Kobieta się nie liczy. Jest tylko narzędziem, by pochwycić Jezusa. Ludzki śmieć rzucony pod Jego nogi. Sidła zostały zastawione. Bez względu na to, co by nie zrobił, będzie można Go oskarżyć: albo narusza prawo i jest niekonsekwentny w swoim nauczaniu - mówił przecież, że nie przyszedł znieść prawa, ale wypełnić, albo jest okrutny i Jego litość jest tylko grą pod publiczkę...
     Jezus ich zaskakuje. Nie mówi: nic się nie stało. Grzech jest grzechem. Ale jest różnica pomiędzy grzechem, a grzesznikiem. Mówi im: spróbujcie zajrzeć do własnego sumienia, spojrzeć we własne serce. Od tego zacznij osąd bliźniego. Masz prawo ukamienować, jeżeli twoje serce jest w pełni wolne od grzechu. 
     Jezus zaskakuje także kobietę. Jako jedyny dostrzega w niej człowieka. Dostrzega człowieka, którego ona jeszcze w sobie nie widzi. Dostrzega możliwość przemiany. Nie lekceważy jej grzechu. Grzech jest złem. Ale grzech i grzesznik to dwie różne rzeczywistości. Potępienie dla grzechu nie oznacza potępienia człowieka. I Ja cię nie potępiam, idź i od tej pory już nie grzesz... Miłosierdzie nie oznacza lekceważenia grzechu. Stawia wymagania. Ale jest większe od ludzkiego grzechu.

1. Czy potrafię rozdzielić grzech i grzesznika?
2. Czy dostrzegam wymagania stawiane przez Boże Miłosierdzie?
3. Czy nie podchodzę pobłażliwie do swoich i surowo do cudzych grzechów?