zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 8 września 2026

Wtorek 23. Tygodnia Zwykłego, Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

    Tak mówi Pan: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z cienie wyjdzie dla mnie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności (Mi 5,1).

            Ja zaufałem Twemu miłosierdziu,
            niech się moje serce cieszy z Twej pomocy.
            Będę śpiewać Panu,
            który mnie obdarzył dobrem (Ps 13).

    Albowiem tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi (Rz 8,29).


        W Święto Narodzin Matki Bożej przychodzi mi stanąć przy trumnie naszego brata Mariana, zakonnika, który oddał swoje życie Bogu. Poprzez dzisiejsze Słowo chcę spojrzeć na tajemnicę śmierci, nie tylko oczami ludzkiego smutku, lecz także w świetle wiary.

    A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu. Bóg wybiera to, co małe, ukryte i niepozorne, aby właśnie tam objawić swoją wielkość. Betlejem nie było miejscem, które przyciągało uwagę świata. A jednak to właśnie ono zostało wybrane, by stać się miejscem narodzin Zbawiciela.

    W tym świetle możemy spojrzeć także na życie zakonne - życie naszego brata. W oczach świata może ono wydawać się życiem ukrytym, pozbawionym tego, co zwykle uznaje się za miarę ludzkiego sukcesu. Tymczasem Ewangelia uczy nas, że właśnie w tym, co ciche, wierne i ofiarowane Bogu, może dokonywać się coś naprawdę wielkiego. Życie naszego zmarłego Brata było wpisane w tę logikę Betlejem. Było odpowiedzią na Boże wezwanie. 

    Poprzez śluby zakonne, modlitwę, życie we wspólnocie, codzienną służbę i podejmowane obowiązki mówił Bogu swoje tak. Zapewne nie zawsze było to łatwe. Żadne ludzkie życie nie jest przecież wolne od zmęczenia, pytań, słabości czy chwil ciemności. Tak właśnie wykuwa się świętość - rodzi się ona z ciągle ponawianej wierności.

    Słyszymy słowa psalmisty: Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu. W chwili śmierci właśnie to pozostaje najważniejsze: zaufanie miłosierdziu Boga. Nie stajemy dzisiaj przed Bogiem z przekonaniem o ludzkiej doskonałości. Stajemy przed Nim jako ludzie potrzebujący Jego miłości i przebaczenia. 

    Powierzamy naszego brata Bożemu miłosierdziu. Temu miłosierdziu, któremu ufał, które głosił swoim życiem i którego sam potrzebował. Wierzymy, że Bóg zna całą prawdę o jego drodze — wszystkie modlitwy wypowiedziane w ciszy, wszystkie ofiary, o których nikt nie wiedział, wszystkie chwile zmęczenia, przebaczenia, służby i dobra. To, czego być może nie zauważyli ludzie, nie pozostało ukryte przed Bogiem.

    A święty Paweł dodaje, że Bóg przeznaczył nas, abyśmy się stali na wzór obrazu Jego Syna. Oto najgłębszy sens każdego chrześcijańskiego powołania, a w sposób szczególny powołania zakonnego: stawać się podobnym do Chrystusa. Nie tylko poprzez habit, zewnętrzny sposób życia czy wykonywaną posługę, lecz poprzez serce coraz bardziej podobne do Jego Serca — przez miłość, pokorę, służbę, przebaczenie i gotowość oddania siebie. 

    Nie tyle żegnamy dzisiaj naszego brata, ile powierzamy go Temu, któremu on sam kiedyś powierzył całe swoje życie. Bogu, który powołał go po imieniu. Bogu, który prowadził go przez lata życia zakonnego. Bogu, który znał jego radości i trudy. I Bogu, który w godzinie śmierci nie przestaje być wierny.

    

    

    


poniedziałek, 7 września 2026

Poniedziałek 23. Tygodnia Zwykłego

    Czyż nie wiecie, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza? Wyrzućcie więc stary kwas, abyście się stali nowym ciastem, bo przecież przaśni jesteście (1 Kor 5,6b-7a).

        Ty nie jesteś Bogiem,
        któremu miła nieprawość,
        zły nie może przebywać u Ciebie,
        nie ostoją się przed Tobą nieprawi.

            Nienawidzisz wszystkich,
            którzy zło czynią.
            Zgubę zsyłasz na każdego, kto kłamie.
            Pan brzydzi się człowiekiem podstępnym i krwawym.

    Ale wszyscy, którzy uciekają się do Ciebie,
    niech się cieszą i radują na zawsze.
    Osłaniaj ich, niech się Tobą weselą
    wszyscy, którzy miłują Twe imię (Ps 5).


    Tolerowanie grzechu rodzi konsekwencje. Święty Paweł odwołuje się do obrazu zakwasu - nawet niewielka jego ilość przenika całe ciasto. Podobnie jest z tym, co złe: jeśli człowiek przestaje nazywać grzech grzechem, bardzo łatwo może on przeniknąć całe myślenie człowieka, a następnie oddziaływać na relacje z innymi i kształtować osobiste wybory i życie. 

    Stary zakwas może być obecny w życiu każdego człowieka: przyzwyczajenia, urazy, zazdrość, pycha, nieuczciwość czy kompromisy, które początkowo wydają się niewielkie, ale stopniowo oddalają od Boga. Dlatego Paweł wzywa do odrzucenia zła. 

    Psalmista również przypomina, że Bóg nie ma upodobania w złu, nie jest Bogiem, któremu miła nieprawośćBóg jest święty, dlatego Jego miłość odrzuca na zło. Właśnie dlatego, że kocha człowieka, pragnie uwolnić go od tego, co niszczy. Ci, którzy zwracają się ku Bogu, ku Jego miłosierdziu, spotykają się z Jego przebaczeniem. 

    Bóg, który stanowczo sprzeciwia się złu, otwiera jednocześnie przed człowiekiem drogę do odnowy i radości. Oczyszczenie nie jest celem samym w sobie. Ma prowadzić do wolności, prawdy i głębszej więzi z Bogiem.

    

niedziela, 6 września 2026

XXIII Niedziela Zwykła

    Tak mówi Pan: "Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich w moim imieniu" (Ez 33,7).

    Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo (Rz 13,8).


    Słowo przypomina nam dzisiaj, że chociaż każdy z nas ma swoją osobistą ścieżkę, którą idzie do Boga, to nie idzie nią samotnie. Bóg stawia obok nas ludzi i na tej drodze powierza ich naszej trosce. 

    Prorokowi zostaje powierzona misja stróża domu Izraela, co oznacza słuchanie Boga, a następnie ostrzeganie tych, którzy wchodzą na drogę prowadzącą ku zgubie. Nie może się zwolnić z tego zadania, nie może powiedzieć: to przecież nie moje życie, ich wybór, ich problem... 

    Odpowiedzialność za drugiego człowieka domaga się czasem odwagi, by zareagować. Prawdziwa troska o człowieka nie może się ograniczać do tego, co sprowadza się do modnego dzisiaj dobrostanu, dobrego samopoczucia. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: o życie wieczne, o zbawienie. 

    Święty Paweł wskazuje na miłość, by przypomnieć fundament tej troski o drugiego człowieka. Odpowiedzialność nie może wypływać z poczucia wyższości, chęci osądzania czy potrzeby wytykania komuś błędów. Jedynym źródłem może być miłość. 

    Można powiedzieć komuś prawdę, jak to się mówi - wygarnąć - i bardzo zranić. Można też milczeć, odwołując się do tolerancji, choć często za tą postawą ukrywa się jednie obojętność lub własny lęk, by nie stracić czyjejś sympatii. Droga Ewangelii nie polega na żadnym z tym rozwiązań - mamy mówić prawdę, ale z miłością i kochać drugiego tak, by troszcząc się o niego, nie uciekać od prawdy. 


za kogo czuję się szczególnie odpowiedzialny? 

sobota, 5 września 2026

Sobota 22. Tygodnia Zwykłego

    Nie piszę tego, by was zawstydzić, lecz aby was napomnieć - jako moje najdroższe dzieci. Choć mielibyście bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców; ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie (1 Kor 4,14-15).


      Dzisiaj św. Paweł ucieka w ironię, celowo wyolbrzymia sposób, w jaki Koryntianie zaczynają postrzegać samych siebie: już jesteście nasyceni, już jesteście bogaci. Bez nas zaczęliście królować! Zachowują się tak, jakby już osiągnęli pełnie chrześcijańskiego życia. 

    Im głębiej zanurzamy się w słowa listu, tym mocniejszy staje się wydźwięk i kontrast: my głupi dla Chrystusa, wy mądrzy w Chrystusie, my niemocni, wy mocni; wy doznajecie szacunku, my wzgardy. To świadomy zabieg św. Pawła, że stawia obok siebie te dwa obrazy.

    Paweł sięga po ironię, ponieważ łagodna uwaga mogłaby nie przynieść żadnego skutku. Chce wstrząsnąć wspólnotą, pokazać absurdalność zachowań i myślenia Koryntian. Kiedy Ewangelia mówi o pokorze, postawie służby i otrzymanym darze łaski, Koryntianie sięgają po pychę i zaczynają rywalizować. To właśnie duchowa pycha jest największym problemem, na który Paweł wskazuje. Koryntianie zaczynają przypisywać sobie to, co otrzymali w darze, a przecież cóż masz, czego byś nie otrzymał?

    Paweł posługuje się ironią, ale wypływa ona z troski o wspólnotę, którą zrodził przez Ewangelię. I czasem tak jest, że człowiek, któremu naprawdę na nas zależy, mówi rzeczy niewygodne. Nie po to, by nas zranić, zadać ból, lecz aby skłonić do zastanowienia, a nawet spowodować pęknięcie balonika, jakim jest samozadowolenie. 

piątek, 4 września 2026

Piątek 22. Tygodnia Zwykłego

    Faryzeusze i uczeni w Piśmie rzekli do Jezusa:  "Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, podobnie też uczniowie faryzeuszów; natomiast Twoi jedzą i piją" (Łk 5,33).


    Słuchając dyskusji faryzeuszów z Jezusem można odnieść wrażenie, że to kolejna dyskusja o przestrzeganiu praw, w tym wypadku dotykająca postu. Potrzebujemy jednak spojrzeć głębiej, by zobaczyć, że rozmówcy Jezusa oczekują od Niego, że dostosuje się On i Jego uczniowie do znanych już schematów religijnych i sposobów przeżywania wiary. Jezus w odpowiedzi próbuje im przekazać, że to niemożliwe, bo wraz z Nim rozpoczął się nowy czas... 

    Jezus sięga po obrazy, które są zrozumiałe dla słuchaczy. Mówi o oblubieńcu, którego obecność sprawia, że życie nabiera uroczystego weselnego charakteru; o szacie, której nie da się załatać kawałkiem nowej tkaniny; wreszcie o winie, nowym i świeżym, które potrzebuje nowych i mocnych bukłaków. Te przykłady niosą w sobie głęboki przekaz: spotkanie z Jezusem przemienia życie i nie można sprowadzić wiary jedynie do przestrzegania norm. 

    Niebezpieczeństwo rutyny, powtarzalnych nawyków, które nie niosą świeżości dla serca i nie przemieniają, zagraża zawsze. Nowość Chrystusa nie polega na zerwaniu ze wszystkim, co było wcześniej, ale na odkrywaniu sensu tego, dlaczego w taki sposób przeżywamy wiarę, by zewnętrzne praktyki wpływały na nasze serce. 

czwartek, 3 września 2026

Czwartek 22. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Grzegorza Wielkiego


    Jeśli ktoś z was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga (1Kor 3,18b-19).

        Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia,
        świat cały i jego mieszkańcy.
        Albowiem On go na morzach osadził
        i utwierdził ponad rzekami.

    Kto wstąpi na górę Pana,
    kto stanie w Jego świętym miejscu?
    Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
    którego dusza nie lgnęła do marności (Ps 24).


    Psalmista rozpoczyna swoją pieśń słowami: do Pana należ ziemia i wszystko, co ją napełnia, świat cały i jego mieszkańcy. To ważna perspektywa oglądania rzeczywistości, w której żyjemy. Jeżeli przyjmiemy punkt widzenia psalmisty, czyli prawdę o tym, że człowiek nie jest właścicielem świata, lecz jego uczestnikiem i zarządcą z mandatu Pana Boga, a wszystko, co posiada, jest darem, nauczanie św. Pawła stanie się zrozumiałe. To spojrzenie psalmisty zmienia nasz sposób patrzenia na świat, samych siebie i innych.

    Wróćmy zatem do Pawła. Jego słowa brzmią dla nas jak wyzwanie rzucone naszemu rozumowi. Apostoł nie kwestionuje praw poznawczych naszego rozumu, nie odrzuca ludzkiej wiedzy. Przestrzega jednak przed takim przekonaniem, które potrafi zamknąć człowieka w przekonaniu o jego samowystarczalności. 

    Mądrość świata to bardzo często skuteczność, pozycja, wpływy, zdolność panowania nad innymi. Słyszymy często: musisz mieć, bądź sprytniejszy, silniejszy, wygrywają ci, co potrafią rozpychać się łokciami. Musisz wiedzieć i umieć udowodnić, że masz rację. 

    Paweł wskazuje na zupełnie inną postawę, mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Pokora, przebaczenie, bezinteresowność, służba drugiemu, to wszystko, co postrzegane jest jako słabość przez wielkich tego świata, w Bożej logice może być wyrazem wielkiej duchowej dojrzałości. 

    Dlatego psalmista zadaje nam pytanie: Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu? Odpowiedź może być zdumiewająca dla bardzo wielu: człowiek rąk nieskalanych i czystego serca, którego dusza nie lgnęła do marności... Prawdziwa mądrość nie jest jedynie teoretyczną wiedzą, ale ma wymiar duchowy i moralny. Nie wystarczy wiedzieć, co jest dobre, trzeba jeszcze według tego żyć.

    Mądrość prawdziwa nie jest wyłącznie sprawą intelektu, jest zdolnością przeżywania życia w świetle Bożego Słowa, które kształtuje sumienie i serce człowieka.  

środa, 2 września 2026

Środa 22. Tygodnia Zwykłego

    Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? (1 Kor 3,3)

        Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
        naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
        Pan spogląda z nieba,
        widzi wszystkich ludzi.

    Patrzy z miejsca, gdzie przebywa,
    na wszystkich mieszkańców ziemi.
    On, który serca wszystkich ukształtował,
    który zważa na wszystkie ich czyny.

        Dusza nasza oczekuje Pana,
        On jest naszą pomocą i tarczą.
        Raduje się w Nim nasze serce,
        ufamy Jego świętemu imieniu (Ps 33).


    Święty Paweł kieruje do wspólnoty w Koryncie słowa, które ujawniają jedną z wielu bolączek: niedojrzałość. Przyjęli chrzest, należą do Chrystusa, ale wciąż jeszcze do głosu dochodzi to, co cielesne: zazdrość i niezgoda. 

    Niedojrzała wiara bardzo łatwo koncentruje się na tym, co ludzkie: osobowości, sposobie mówienia, charyzmacie, przynależności do określonej grupy. Ja jestem Pawła, a ja Apollosa. To co miało służyć wzrostowi wspólnoty, różnorodność posługiwania, zaczyna ją dzielić. 

    Niedojrzała wiara, zamiast poszukiwać tego, co służy Ewangelii, koncentruje się również na tym, by budować sobie ludzkie zaplecze, dlatego zbiera tych, których uznaje za swoich. Człowiek może przywiązać się do konkretnego kapłana, wspólnoty, sposobu modlitwy tak mocno, że zaczyna z rezerwą lub wyższością odnosić się do tych, którzy wiarę przeżywają inaczej. 

    Dlatego Paweł upomina i przypomina: to Bóg daje wzrost. Ludzie są tylko narzędziami. Dojrzałość wiary zaczyna się wówczas, gdy człowiek przestaje stawiać na pierwszym miejscu narzędzia, a zaczyna dostrzegać Tego, który działa przez nie. Dojrzała wiara zawsze buduje wokół Boga, nie na ludziach. Człowiek dojrzały w wierze jest wdzięczny za ludzi, których Bóg stawia na jego drodze, ale to Bóg jest centralnym punktem odniesienia, nie człowiek.

    Niedojrzała wiara zawsze będzie dzielić ludzi: na naszych i obcych, lepszych i gorszych, prawdziwie wierzących i tych mniej gorliwych

    Psalmista kolejny raz ukazuje nam spojrzenie Boga: Pan patrzy z nieba, widzi wszystkich ludzi. On, który serca wszystkich ukształtował. Bóg zna ludzkie serca i jedynie On potrafi właściwie widzieć i osądzić ludzkie działania. Dojrzałość wiary wymaga dużej pokory wobec tajemnicy drugiego człowieka. 

    Dusza nasza oczekuje Pana, raduje się w Nim nasze serce, ufamy Jego świętemu imieniu. Wspólnota wzrasta, kiedy wspólnie oczekuje Pana. Człowiek niedojrzały potrzebuje zwyciężać, by udowadniać swoje znaczenie. Człowiek dojrzały pragnie służyć, pamiętając, że to Bóg daje wzrost.

wtorek, 1 września 2026

Wtorek 22. Tygodnia Zwykłego

    Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży (1Kor 2,10b-11).

        Pan jest łagodny i miłosierny,
        nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
        Pan jest dobry dla wszystkich,
        a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

    Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
    i podnosi wszystkich zgnębionych.
    Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
    i łaskawy we wszystkich swoich dziełach (Ps 144).


    W naszym widzeniu świata i ludzi często zatrzymujemy się na tym, co zewnętrzne. Oceniamy ludzi po zachowaniu, słowach, na podstawie osiągniętych sukcesów czy poniesionej porażki. Czasem w taki sam sposób potrafimy patrzeć także na siebie, odwołując się do ludzkich osądów i opinii. Święty Paweł podpowiada nam dzisiaj, że potrzebujemy Bożego Ducha, nie tylko do tego, by chociaż odrobinę poznać Boga, ale także po to, by nauczyć patrzeć się na siebie na Boży sposób. 

    Psalmista dzieli się z nami prawdą o Bogu. który jest łagodny, miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Prowadzi nas do odkrycia Bożego Miłosierdzia, którym jest przepełnione Boże spojrzenie, Bożej cierpliwości i dobroci wobec każdego z nas. I dodaje: podtrzymuje wszystkich, którzy upadają, podnosi wszystkich zgnębionych. Bóg się pochyla, by podnieść człowieka. Jakże to odmienne od postępowania ludzi: dołożyć temu, kto się przewrócił, by już się nie podniósł. Bóg nie wykorzystuje przeciwko nam naszych słabości.

    Duch Boży, którego otrzymaliśmy w darze i o którego zawsze możemy prosić, może nas nauczyć takiego spojrzenia na samych siebie i na innych - przez pryzmat Bożego Miłosierdzia.

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Poniedziałek 22. Tygodnia Zwykłego

    I stanąłem przed wami w słabości i bojaźni ( 1 Kor 2,3).

        Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie,
        przez cały dzień nad nim rozmyślam.
        Przez Twe przykazania stałem się mędrszym od wrogów,
        bo jest ono moim na wieki.

    Powstrzymuję nogi od wszelkiej złej ścieżki,
    aby słów Twoich przestrzegać.
    Nie odstępuje od Twoich wyroków,
    albowiem Ty mnie pouczasz (Ps 119).


    Wymagało się i wymaga do dziś od kaznodziejów pewnej umiejętności oratorskiej, bo mają przyciągnąć uwagę, zachęcić do przemyślenia pewnych rzeczy. I z pewnością jest to ważne.

    Święty Paweł przypomina mi jednak dzisiaj, że nie można zapominać o tym, że wiara nie opiera się na tym, jak wiele i dobrze będę mówił o Bogu. On sam doświadczał i był świadom swoich słabości, doświadczał też różnych obaw. I uczy dalej, że mimo tych różnych słabości, ograniczeń i lęków, można pozwolić Bogu działać przez swoje życie. Nie muszę być doskonały, aby być świadkiem wiary. Nie muszę posługiwać się wyszukanymi słowami, aby głosić.

    Psalmista zwraca mi natomiast uwagę na umiłowanie Bożego Prawa, Bożego Słowa.  Prawdziwa mądrość rodzi się z codziennego słuchania Boga i wysiłku życia tym, co On mówi. A następnie przypomina o tym, że nie można zawierać kompromisów ze złem, bo wtedy trudno o przestrzeganie Bożych wskazań: Powstrzymuję nogi od wszelkiej złej ścieżki, aby słów Twoich przestrzegać

    Takie zaproszenie od Pana Boga na początek roku szkolnego: bardziej ufać Bogu, nie polegać wyłącznie na sobie. Wracać do Bożego Słowa, by w Jego świetle podejmować decyzje, budować relacje i patrzeć na innych. 

niedziela, 30 sierpnia 2026

XXII Niedziela Zwykła

Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś (Jr 20,7a).

        Boże, mój Boże, szukam Ciebie
        i pragnie Ciebie moja dusza.
        Ciało moje tęskni za Tobą
        jak zeschła ziemia łaknąca wody (Ps 63).

Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej (Rz 12,1).

Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę (Mt 16,26).


    Dopiero co w liturgii Kościoła obchodziliśmy uroczystość św. Józefa Kalasancjusza, pozwólcie zatem, że jego osoba będzie punktem odniesienia dla Słowa. 

    Prorok Jeremiasz wyznaje na samym początku: Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. A jednocześnie doświadcza, że Słowo Boga sprowadza na niego niezrozumienie, samotność i cierpienie. Prorok chciałby czasem zamilknąć, przestać mówić, wycofać się. A jednak odkrywa, że Boże słowo jest w nim jak ogień płonący, zamknięty w jego kościach.

    Coś podobnego wydarzyło się w życiu św. Józefa Kalasancjusza. Przybył do Rzymu z własnymi planami i ambicjami. Bóg jednak przemówił do niego przez rzeczywistość, której nie dało się nie zauważyć – przez ubóstwo dzieci pozostawionych bez wykształcenia i perspektyw. 

    Spotkanie z ubogimi dziećmi stało się dla niego tym uwiedzeniem przez Boga. Mógł przejść obojętnie. Mógł uznać, że to nie jego sprawa, nie po to przyjechał. Nie potrafił jednak zapomnieć tego, co zobaczył.

    Święty Paweł w Liście do Rzymian mówi: Proszę was, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną. Ofiara ta nie polega  jednak na składaniu Bogu rzeczy. Najważniejszym darem jest własne życie. Czas, zdolności, praca, cierpliwość, zmęczenie – wszystko może stać się ofiarą.

    Kalasancjusz oddał Bogu nie tylko swoją modlitwę, ale całego siebie: wykształcenie, zdolności organizacyjne, energię i czas.

    Najbardziej wymagające słowa pojawiają się jednak w Ewangelii. Jezus mówi uczniom: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 

    Św. Józef Kalasancjusz poznał tę prawdę w bardzo bolesny sposób. Z ludzkiego punktu widzenia poniósł klęskę.

    Świętość Kalasancjusza polegała na tym, że zobaczył potrzebujących i rozpoznał w nich zaproszenie Boga. Zrozumiał, że przemiana świata zaczyna się od przemiany człowieka, a jednym z najpotężniejszych narzędzi tej przemiany jest mądre wychowanie. 

sobota, 29 sierpnia 2026

Sobota 21. Tygodnia Zwykłego, wsp. męczeństwa św. Jana Chrzciciela

    A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi (Jr 1,18).

        W Tobie, Panie, ucieczka moja,
        niech wstydu nie zaznam na wieki. 
        Wyzwól mnie i ratuj w Twej sprawiedliwości,
        nakłoń ku mnie swe ucho i ześlij ocalenie. 

    Bądź dla mnie skałą schronienia
    i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
    bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą.
    Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.

        Bo ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
        Panie, Tobie ufam od młodości.
        Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
        od łona matki moim opiekunem.

    Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość
    i przez cały dzień Twoją pomoc.
    Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
    i do tej pory głoszę Twoje cuda (Ps. 71).


    Psalm 71, który rozbrzmiewa w liturgii męczeństwa św. Jana Chrzciciela to modlitwa człowieka, który w Bogu odnajduje swoje schronienie. Psalmista odwołuje się do swojej młodości, a następnie do początku swojego życia, by dać świadectwo o obecności Boga w swoim życiu, Boga, na którym można się oprzeć.

    Warto wsłuchać w słowa psalmu, by usłyszeć przesłanie: ufność, którą posiada psalmista nie zrodziła się w sytuacji zagrożenia czy w sytuacji, gdy wszystko inne już zawiodło. Ufność jest postawą całego życia. Człowiek wierzący uczy się powierzać Bogu swoją historię, teraźniejszość oraz przyszłość. Ta postawa sprawia, że nawet w momencie doświadczenia niesprawiedliwości i krzywdy, człowiek potrafi ufać i mówić o Bożej sprawiedliwości. 

    W tej perspektywie odczytujemy słowa Jeremiasza. Ma głosić wszystko, co zostało mu powierzone, z całą świadomością oporu ze strony tych, do których Słowo jest kierowane, z całą świadomości walki, jaka go czeka. Bóg nie obiecuje Jeremiaszowi łatwego życia. Pojawią się trudności, pojawią się przeciwnicy. Ale będzie też Boża obecność. Nie można postawić znaku równości między wiarą a życiem bez konfliktów czy brakiem zrozumienia. Ale to właśnie wiara pozwala na zaufanie, że pośród wszystkich przeciwności Bóg jest obecny. 

piątek, 28 sierpnia 2026

Piątek 21. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Augustyna

    Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia (1 Kor 1,17-18).

    Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach (Mt 25,1.3-4).


    Słowa św. Pawła prowadzą nas do samego centrum chrześcijaństwa, przypominają nam bowiem, że centralnym punktem odniesienia na drodze wiary jest Chrystus, i to Chrystus ukrzyżowany.

    Życie patrona dnia, św. Augustyna, było poszukiwaniem mądrości.  Człowiek niezwykle inteligentny, a jednocześnie przez bardzo długi okres życia niespokojny. Spotkanie z Bogiem pozwoliło mu odkryć, że prawdziwa mądrość nie polega na tym, aby wiedzieć więcej, ale aby odnaleźć Tego, dla którego warto żyć.

    W tym kontekście odczytajmy Ewangelię o dziesięciu pannach. Wszystkie czekają na oblubieńca. Wszystkie mają lampy. Wszystkie zasypiają. Różnica między nimi ujawnia się dopiero wtedy, gdy rozlega się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Pięć z nich ma oliwę, pięć jej nie ma.

    Lampa symbolizuje to, co widoczne na zewnątrz, natomiast oliwa oznacza to, czego nie da się zdobyć w jednej chwili: wewnętrzną gotowość, wierność, dojrzałość, życie zbudowane na relacji z Bogiem. Są rzeczy, których nie można pożyczyć od drugiego człowieka, nie da się też ich kupić. 

    Można przekazać komuś wiedzę, wskazać drogę, dać przykład, ale nie można za niego uwierzyć, kochać, wybierać dobra ani dać odpowiedzi Bogu.

    Paweł mówi: nie pomylcie mądrości świata z mądrością Boga.

    Augustyn mówi swoim życiem: nie wystarczy wiedzieć — serce musi odnaleźć prawdę, której szuka.

    Ewangelia uzupełnia: nie wystarczy mieć lampę — potrzeba jeszcze oliwy.

    


czwartek, 27 sierpnia 2026

Czwartek 21. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Moniki

    Bogu mojemu dziękuję wciąż za was, za łaskę daną wam w Chrystusie Jezusie. W Nim to bowiem zostaliście  wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was (1Kor 1,4-6).

    Jezus powiedział do swoich uczniów: "Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie" (Mt 24,42).


    Św. Paweł rozpoczyna Pierwszy List do Koryntian słowami wdzięczności: Bogu mojemu dziękuję wciąż za was. Kieruje te słowa do wspólnoty, która borykała się z wieloma trudnościami i słabościami, które Paweł znał. Najpierw jednak dostrzega działanie Bożej łaski. 

    Podobnego spojrzenia potrzebowała św. Monika. Patrząc na swojego syna Augustyna, przez wiele lat mogła widzieć przede wszystkim to, co niepokojące: jego oddalenie od wiary, życiowe wybory i poszukiwania prowadzące go daleko od chrześcijaństwa. Mogła uznać, że jej modlitwa niczego nie zmienia. A jednak nie przestała wierzyć, że Bóg działa także wtedy, kiedy człowiek jeszcze nie widzi owoców Jego działania.

    W Ewangelii Jezus mówi: Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. Czuwanie to łatwo odnosić wyłącznie do oczekiwania na koniec życia. Jezus mówi jednak również o sposobie przeżywania codzienności. Człowiek czuwający to ten, który pozostaje wierny temu, co zostało mu powierzone. Nie odkłada dobra na później. Nie mówi: Jeszcze mam czas.

    Życie św. Moniki można nazwać długim czuwaniem miłości. Czuwała nad swoim synem, ale nie mogła przeżyć jego życia za niego. Nie mogła podjąć za niego decyzji wiary. Mogła kochać, modlić się, rozmawiać, cierpieć i ufać. Ostatecznie Augustyn musiał sam spotkać Boga i odpowiedzieć na Jego łaskę.

    Każdy z nas pewnie nosi w sercu osoby, których wyborów nie rozumie albo o które się martwi. Czasem chcielibyśmy jakiejś natychmiastowej interwencji Pana Boga i przemiany. Św. Monika swoją postawą mówi nam dzisiaj: kochaj, módl się, dawaj świadectwo, ale pozostaw Bogu przestrzeń do działania.

    Św. Monika uczy nas, że czuwanie nie jest bezczynnością. Jest wierną miłością, która nie rezygnuje z człowieka i jednocześnie nie przestaje ufać Bogu - Bogu, który jest wierny i nie rezygnuje z człowieka.

środa, 26 sierpnia 2026

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

    W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: "Nie mają wina" (J 2,1.3).


    Liturgia prowadzi nas dzisiaj przed obraz Matki Jasnogórskiej. Twarz Maryi nie jest twarzą beztroską. Jest poważna, naznaczona charakterystycznymi bliznami. Można w niej zobaczyć obraz Matki, która zna ludzkie cierpienie.

    Przed ten obraz przychodzą ludzie ze swoimi własnymi ranami: z chorobą, samotnością, troską o dzieci, kryzysowymi sytuacjami, niepewnością jutra, grzechem czy zagubieniem.

    A Ona prowadzi do Jezusa. Podobnie jak w Kanie Galilejskiej, pierwsza zauważa: Nie mają wina. Dostrzega brak, zanim ktokolwiek zdąży poprosić Ją o pomoc. Właśnie tak możemy przeżywać obecność Matki Bożej Częstochowskiej: jako obecność Matki, która widzi nasze braki i zanosi je do Syna. Nie stawia siebie na miejscu Jezusa. Nie mówi: Ja rozwiążę wasz problem. Mówi Jezusowi o człowieku, a człowiekowi mówi o Jezusie.

    Możemy popatrzeć na nasze życie przez obraz wesela w Kanie. Czasem wszystko wydaje się być na swoim miejscu, a jednak w pewnym momencie odkrywamy: nie mam już wina. Nie mam cierpliwości. Nie mam siły. Nie potrafię przebaczyć. Nie wiem, jak dalej żyć. Nie umiem pomóc komuś, kogo kocham. Moja wiara osłabła. Moja modlitwa stała się pusta.

    Maryja nie przychodzi wówczas z dobrą radą: Musisz być silniejszy, na pewno sobie poradziszWskazuje na Jezusa: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.

    

wtorek, 25 sierpnia 2026

Uroczystość św. Józefa Kalasancjusza

    Żył w ziemi Us człowiek imieniem Hiob. Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła (Hi 1,1).

    Błogosławiony człowiek, który służy Panu
    i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
    Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
    dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

        Nie przelęknie się złej nowiny;
        jego mocne serce zaufało Panu.
        Jego wierne serce lękać się nie będzie
        i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.
                                                                (Psalm 112).

Będąc tak pełni życzliwości dla was, chcieliśmy wam dać nie tylko Bożą Ewangelię, lecz nadto dusze nasze, tak bowiem staliście się nam drodzy (1 Tes 2,8).

Kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje (Mt 18,5).


     W świetle Słowa odczytujemy życie i działanie św. Józefa Kalasancjusza. 

Księga Hioba, której fragment nam towarzyszy, ukazuje nam człowieka prawego, uczciwego i wiernego Bogu. A potem w jednej chwili uporządkowany świat Hioba zaczyna się rozpadać.

     To pierwsza cecha duchowości św. Józefa Kalasancjusza. doświadczył niezrozumienia, konfliktów, oskarżeń i głębokiego kryzysu założonego przez siebie dzieła. Pod koniec życia musiał patrzeć, jak Zakon, któremu oddał swoje siły, zostaje zredukowany. Z ludzkiego punktu widzenia można było pomyśleć: wszystko się rozpada.

    A jednak Kalasancjusz nie przestał ufać. Mógł nie zobaczyć pełnego owocu swojej pracy, ale wierzył, że dzieło, które służy dzieciom i młodzieży, jest przede wszystkim dziełem Boga.

    Psalm 112 nazywa szczęśliwym człowieka, który boi się Pana i znajduje radość w Jego przykazaniach. I dodaje: jego mocne serce zaufało Panu. Jego wierne serce lękać się nie będzie. Serce mocne nie dlatego, że wszystko układa się dobrze, ale dlatego, że wie, Komu zaufało. Takiego serca potrzebuje wychowawca.

    Święty Paweł w Pierwszym Liście do Tesaloniczan pokazuje nam jeszcze jeden wymiar tej postawy. Mówi, że nie głosił Ewangelii po to, aby przypodobać się ludziom. Nie szukał pochwały ani własnej korzyści. A potem dodaje, że chciał dać ludziom nie tylko Ewangelię Boga, ale również samego siebie.

    Kalasancjusz zobaczył w Rzymie dzieci, których inni właściwie nie dostrzegali: ubogie, pozbawione możliwości nauki i przez to również szansy na zmianę własnego życia. Mógł przejść obok nich. Tymczasem właśnie w tych dzieciach rozpoznał wezwanie samego Boga.

    Szkoła stała się dla niego czymś więcej niż miejscem zdobywania wiedzy. Szczególny charyzmat powierzony przez Boga wyraził słowami: Pietas et Litterae. Chodzi bowiem o całego człowieka: jego rozum i serce, wiedzę i sumienie, zdolności i odpowiedzialność, jego relację z drugim człowiekiem i z Bogiem. 

    


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Poniedziałek 21. Tygodnia Zwykłego, święto św. Bartłomieja

    Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: "Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czy może być coś dobrego z Nazaretu?" Odpowiedział mu Filip: "chodź i zobacz" (J 1,45-46).


    Entuzjazm spotyka się ze sceptycyzmem. Zachwyt z uprzedzeniami. Doświadczenie z wiedzą i przekonaniami. Wobec oporu Natanaela Filip wychodzi z propozycją:  Chodź i zobacz! 

    Wczoraj w rozważaniu dotyczącym wyznania Piotra pisałem o tym, że wiara nie jest wiedzą. Dzisiaj również wybrzmiewa ta myśl. 

    Wiara nie polega jedynie na tym, że ktoś opowie mi o Jezusie albo przekona mnie za pomocą argumentów. Potrzebuję osobiście przyjść do Niego i pozwolić Mu się poznać. Mogę mieć pytania, wątpliwości czy uprzedzenia podobne do tych, które miał Natanael. Jezus jednak nie odrzuca człowieka, który wątpi. Przyjmuje go takim, jaki jest, i prowadzi go dalej.

    W spotkaniu Natanael odkrywa, że zanim on sam poznał Jezusa, Jezus już znał jego. Tak samo jest w moim życiu. Bóg widzi i zna mnie, nim ja jeszcze zwrócę się ku Niemu. Zna moje myśli, pragnienia, trudności i to, czego inni ludzie nie potrafią zauważyć.

    Spotkanie prowadzi więc od nieufności do wiary. Pokazuje mi, że moje wątpliwości mogą stać się początkiem głębszego spotkania z Bogiem, jeśli nie zatrzymam się na nich, ale odważę się przyjąć zaproszenie: chodź i zobacz!

    Bóg zaprasza i objawia znacznie więcej, niż sam potrafię zobaczyć i zrozumieć. Trzeba jednak zaufania i odwagi, by odpowiedzieć na Jego zaproszenie. 

niedziela, 23 sierpnia 2026

XXI Niedziela Zwykła

Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy (Iz 22,22).

    Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16,17). 


    Prorok Izajasz mówił nam dzisiaj o kluczu położonym na ramieniu Eliakima: gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy. W Ewangelii natomiast Jezus mówi Piotrowi o kluczach królestwa niebieskiego. Klucz oznacza władzę, ale również możliwość wejścia, otwarcia drzwi. 

    Odczytajmy ten obraz także duchowo: istnieją drzwi do tajemnicy Boga, których nie otwieramy sami. To Bóg daje klucz. To On otwiera przed człowiekiem swoją tajemnicę. Piotr nie wymyślił tego, kim jest Jezus. Ojciec mu to objawił. I podobnie jest z nami. Najgłębsze poznanie Boga jest zawsze łaską.

    Ale jest jeszcze druga strona tego wydarzenia. Kiedy Piotr odkrywa, kim jest Jezus, słyszy słowa Jezusa:  Ty jesteś Piotr, czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój. To jest niezwykłe: człowiek w spotkaniu z Bogiem poznaje samego siebie. 

    W spotkaniu z Nim człowiek może odkryć siebie nie tylko takim, jakim jest dzisiaj, ale również takim, jakim może stać się dzięki łasce.

    

sobota, 22 sierpnia 2026

Sobota 20. Tygodnia Zwykłego, wsp. Najświętszej Maryi Panny Królowej

    I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały. A chwała Pańska weszła do świątyni przez bramę która wychodziła na wschód (Ez 43,2.4).


    Prorok Ezechiel zapowiada powrót Pana do świątyni. Świątynia bez Bożej obecności była jedynie budowlą, a wraz z powrotem Bożej chwały staje się znów miejscem świętym, miejscem zamieszkania Boga. On sam mówi: to jest miejsce tronu mojego, miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę na wieki mieszkać

    Ten obraz, który maluje przed nami prorok bardzo dobrze współbrzmi z dzisiejszym wspomnieniem  Matki Bożej Królowej. Ona w wyjątkowy sposób pozwoliła Bogu zamieszkać w swoim życiu, Jej łono stało się świątynią i tronem samego Boga. Przyjęła Słowo do swojego serca, ale także i do swojego ciała. Jej królowanie zaczyna się od prostego zdania: niech mi się stanie według Twego słowa.

piątek, 21 sierpnia 2026

Piątek 20. Tygodnia Zwykłego wsp. św. Piusa X

    Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, aby przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe (Ez 37,1-2).

        Tak niech mówią odkupieni przez Pana,
        których wybawił z rąk przeciwnika
        i których zgromadził z obcych krain,
        ze wschodu i zachodu, z północy i południa.

    Błądzili na pustynnym odludziu,
    do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi.
    Cierpieli głód i pragnienie
    i wygasło w nich życie.

        W swoim utrapieniu wołali do Pana,
        a On ich uwolnił od trwogi.
        I powiódł ich prostą drogą,
        aż doszli do miasta zamieszkałego.

    Niech dziękują Panu za dobroć Jego,
    za Jego cuda wobec synów ludzkich,
    bo głodnego nasycił,
    a łaknącego napełnił dobrami (Ps 107).


    Psalm 107, który rozbrzmiewa w liturgii, nie wymienia autora i nie wskazuje na konkretne historyczne wydarzenie, chociaż większość komentarzy odnosi go do czasu po okresie niewoli babilońskiej. Psalm jest dziękczynieniem za dzieło zbawcze dokonane przez Boga wobec swojego ludu. To dziękczynienie wybrzmiewa dzisiaj w kontekście obrazu, który daje nam prorok Ezechiel - doliny pełnej wyschłych kości. Psalmista mówił o tych, którzy błądzili na pustynnym odludziu i wygasło w nich życieTo dwa bardzo mocne obrazy: wyschnięte kości i pustynia, obraz braku nadziei i życia

    A jednak właśnie w takich miejscach objawia się Bóg, który potrafi rozpocząć coś nowego. Najpierw jednak pada pytanie: Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia? Ezechiel nie kieruje się naiwnością, nie woła: oczywiście, Panie! Unika także rozpaczy, nie mówi: to niemożliwe! Ezechiel odpowiada Bogu: Panie Boże, Ty to wiesz...

    Kiedy sami nie wiemy już, czego się spodziewać, możemy mówić z ufnością: Panie, ja nie wiem, czy można to jeszcze uratować. Nie wiem, czy coś się zmieni. Nie wiem, jak będzie wyglądało jutro. Ale Ty to wiesz! I właśnie wtedy rozpoczyna się działanie Boga.

    Najpierw kości zaczynają się zbliżać do siebie. Pojawiają się ścięgna, ciało i skóra. Ale to jeszcze nie wystarcza. Życia jednak w nich nie było. Można więc mieć wszystko na swoim miejscu, a jednak nie mieć w sobie życia. Można wykonywać obowiązki, a wewnętrznie pozostawać pustym.

    Dlatego potrzebny jest jeszcze Duch. Duch przychodzi, martwe ciała ożywają. To najważniejszy element twórczego i zbawczego dzieła. Człowiek nie daje życia samemu sobie. Życie jest darem. To Bóg tchnie swojego Ducha w to, co obumarło.

    Wróćmy do psalmu. Za pomocą innego obrazu psalmista mówi o podobnym doświadczeniu. Kiedy nie potrafili znaleźć drogi na pustyni, kiedy życie zamiera, wołali do Pana. I oni, podobnie jak Ezechiel, zdają sobie sprawę z własnej bezsilności, nie udają, że wszystko mają pod kontrolą i dadzą sobie radę. 

    Psalmista kończy tę część swojej pieśni zaproszeniem do dziękczynienia: niech dziękują Panu za dobroć Jego, za dzieło stworzenia i zbawienia...

     

czwartek, 20 sierpnia 2026

Czwartek 20. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Bernarda opata i doktora Kościoła



    I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, zabiorę wam serca kamienne, a dam wam serce z ciała (Ez 36,26).

        


        

        Stwórz, Boże, we mnie serce czyste
        i odnów we mnie moc ducha. 
        Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
        i nie odbieraj mi świętego ducha swego (Ps 51).


    W procesie wychowania czy rozwijania się często stawiamy innym lub sobie wymaganie zmiany zachowania, funkcjonowania, unikania tego, co uznawane jest za złe. Dzisiejsze Słowo mówi jednak o prawdziwej przemianie, której może dokonać w człowieku jedynie Bóg. 

    Możemy w swoim zewnętrznym zachowaniu zmienić wiele rzeczy, uważać na słowa, gesty, pracować nad sobą, by innych nie ranić lub po prostu nie sprawiać przykrości. I na pewno jest to ważne. Prawdziwa przemiana nie polega jednak na poprawieniu swojego zachowania. Mogę zmienić wiele rzeczy na zewnątrz, ale tylko Bóg może przemienić mnie od środka.

    Pragnienie takiej przemiany wyraża psalmista: Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc duchaZdaje sobie sprawę, że potrzebuje czegoś więcej niż własnego wysiłku. Prosi Boga, aby niejako stworzył jego serce na nowo. Bo życie z Bogiem zawsze zaczyna się od przemiany serca...