zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 1 listopada 2026

Uroczystość Wszystkich Świętych


    Potem ujrzałem: A oto wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem (Ap 7,9).

Do Pana należy ziemia i wszystko co ją napełnia,
           świat cały jego mieszkańcy.
           Albowiem On go na morzach osadził
           i utwierdził ponad rzekami.

            Kto wstąpi na górę Pana, 
                 kto stanie w Jego świętym miejscu?
             Człowiek rąk nie skalnych i czystego serca, 
                 którego dusza nie lgnęła do marności.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga swego Zbawcy.
     Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
     którzy szukają oblicza Boga Jakuba (Ps 24).


     Zbyt często może kojarzymy świętość wyłącznie z heroicznym życiem, nadzwyczajnymi cnotami, rygorystyczną doskonałością moralną czy cudami. Choć wszystko to jest wartościowe i nie należy tego odrzucać, nie powinniśmy tracić z oczu pewnego poważnego zagrożenia: Możemy przecież uznać, że to rzeczywiście piękne, tylko że nie dla nas. 

    Święty Jan w Apokalipsie opisuje niezwykłą wizję: Wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków. Wszyscy stoją przed tronem Boga i przed Barankiem, odziani są białe szaty, a w rękach trzymają palmy. To piękny obraz nieba.

    Doświadczali cierpienia, zmagali się ze swoimi słabościami, nieraz upadali, ale pozwalali Chrystusowi podnosić się na nowo. Ich świętość polega na tym, że zaufali miłosierdziu Boga.

    Dlatego tak wymowny jest obraz tych białych szat. Jan mówi, że zostały one wybielone we krwi Baranka. Po ludzku brzmi to paradoksalnie: przecież krew nie wybiela, lecz pozostawia ślady. A jednak w języku wiary oznacza to, że nie własna doskonałość człowieka, ale miłość i ofiara Chrystusa otwierają nam drogę do świętości.

     Stajemy się świętymi wtedy, gdy pozwalamy Bogu przemieniać nasze serca.  Świętość jest możliwa dla każdego z nas. Nie dlatego, że jesteśmy doskonali, ale dlatego, że Bóg jest wierny. Nie dlatego, że nie upadamy, lecz dlatego, że Chrystus nie przestaje nas podnosić. Kiedy patrzymy dziś na niezliczony tłum zbawionych, pamiętajmy, że Bóg pragnie, aby kiedyś także każdy z nas znalazł się pośród nich. 


sobota, 31 października 2026

Sobota 30. Tygodnia Zwykłego

    Na wszelki sposób głosi się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył (Flp 1,18b).


    Paweł pisał swój list do Filipian najprawdopodobniej w momencie uwięzienia w Rzymie, kiedy jego los był niepewny. Pomimo trudnego położenia Paweł nie traci radości. Co więcej, jego uwięzienie przyczynia się do rozszerzania Ewangelii. Niektórzy chrześcijanie, widząc jego wytrwałość, nabierają odwagi i zaczynają jeszcze śmielej głosić Chrystusa.

    Nie wszyscy jednak, głosząc Ewangelię, kierują się szlachetnymi pobudkami... Wystarczy przeczytać kilka linijek wcześniej: niektórzy - z nieżyczliwości i dla jątrzenia, niektórzy natomiast głoszą Chrystusa z przekonania. Ci - z miłości, bo wiedzą, że znalazłem się tu dla obrony Ewangelii, a tamci mówią o Chrystusie dla podjudzania, z nieczystą myślą, bo sądzą, że doprowadzą do powiększenia udręk w moim uwięzieniu...

    Paweł nie oskarża ich o głoszenie fałszywej Ewangelii. Problemem nie jest treść ich nauczania, lecz intencja, z jaką podejmują swoją działalność. 

    Filozofia rozróżnia to, co słuszne, co obiektywnie powinno się czynić, od tego, co dobre czyli od moralnej wartości czynu. Człowiek staje się moralnie dobry wtedy, gdy czyni to, co powinien, ale kieruje się przy tym właściwą motywacją, a więc działa z czystą intencją.

    Paweł jest świadomy tych niewłaściwych intencji ludzi, którzy głoszą Ewangelię. A jego odpowiedź może zaskakiwać. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył. Nie popiera złych motywacji czy egoistycznych ambicji. Możemy jednak podziwiać jego wewnętrzną wolność: nawet wtedy, gdy inni próbują mu zaszkodzić, on potrafi się cieszyć  z dobra, które się dokonuje przez głoszenie Ewangelii. Najważniejszy jest dla niego Chrystus, a nie osobista pozycja, sława czy autorytet. 

piątek, 30 października 2026

Piątek 30. Tygodnia Zwykłego

    Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa (Flp 1,6).


    Kiedy kandydat do święceń klęka przed biskupem i wypowiada słowa przysięgi posłuszeństwa, biskup mówi: Niech Bóg, który rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona. W tych słowach wybrzmiewa przekonanie, że to Bóg dokonuje swojego dzieła, a jednocześnie, że to dzieło jest procesem, który dokonuje się w czasie całej drogi kapłańskiej posługi. 

    Dzisiaj słyszymy te słowa skierowane do całej wspólnoty Filipian, Bóg rozpoczyna w każdym człowieku proces przemiany, który się dokonuje. Bóg wciąż działa. Nikt z nas nie jest już dziełem skończonym.

       Często oczekujemy od drugiego, by już był doskonały. Potrzeba jednak zaufania i zgody, by Pan Bóg prowadził swoje dzieło. Nie próbować zastępować Pana Boga i wykonywać za Niego Jego pracy... Bóg jest cierpliwy wobec człowieka, więc może potrzebujemy się uczyć również większej cierpliwości wobec siebie.

czwartek, 29 października 2026

Czwartek 30. Tygodnia Zwykłego

    Bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Przyobleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła ( Ef 6,10-11).

        Błogosławiony Pan, Opoka moja,
        On moje ręce zaprawia do walki,
        m
oje palce do bitwy.
        On mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą,
        moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.

            Boże, będę Ci śpiewał pieśń nową,
            grać Ci będę na harfie o dziesięciu strunach.
            Ty królom dajesz zwycięstwo, 
            Ty wyzwoliłeś Dawida, swego sługę (Ps 144).


    Święty Paweł i psalmista mówią nam dzisiaj o sile, o Bożej mocy. Bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi!... On jest moją opoką i twierdzą, moją warownią i wybawcą…

Nie jest to siła młodości, którą dzisiaj podziwia świat. To siła serca, które ufa Bogu, także pośród trudności. 

     Dalsze słowa św. Pawła mogą nas zaskakiwać. Militarny język: Przyobleczcie pełną zbroję Bożą. Wymienia wiarę, prawdę, sprawiedliwość, zbawienie i słowo Boże. Ten obraz żołnierza i zbroi może się wydawać daleki od codziennego życia. Ale przecież każdy z nas prowadzi swoją duchową walkę. 

    I dodaje św. Paweł: Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Czasem słyszę słowa starszych osób: Niewiele mogę już zrobić. Nie mam siły pomagać tak jak dawniej… moglibyśmy dodać wiele takich zdań. Ale jest coś niezwykle cennego, co nadal można ofiarować: modlitwa. 

    Zatrzymajmy się przy słowach psalmisty. Tradycja łączy ten psalm z Dawidem, człowiekiem zaprawionym w walce, który bardzo dobrze wiedział, czym jest niebezpieczeństwo i walka o życie. Ten psalm jest modlitwą człowieka, który dobrze wie, że kiedy zabraknie Bożej pomocy, nie wystarczy nawet największa ludzka siła.

    Psalmista od słów związanych z walką przechodzi do dziękczynienia. Boże, będę Ci śpiewał pieśń nową, grać Ci będę na harfie o dziesięciu strunach… Mimo trudnych doświadczeń, cierpienia i choroby, życie nadal może być pieśnią wdzięczności za dobro, które stało się naszym udziałem

środa, 28 października 2026

Święto świętych apostołów Szymona i Judy Tadeusza

    W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami.  Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób (Łk 6, 12 - 13.17 - 18a).


    Jezus wybiera. Spośród dużej rzeszy uczniów tylko tych Dwunastu. Mają stać się fundamentem. Od fundamentu zależy cała budowla. Bez dobrego fundamentu się nie ostoi. 

    Wybór dokonuje się na górze. W miejscu, gdzie łatwiej nawiązać więź z Bogiem. Jezus uczy apostołów, że trzeba na tę górę wychodzić, by tę jedność z Ojcem podtrzymywać. Ale również uczy ich tego, że z góry trzeba zejść. Na równinę. Miejsce ucznia Jezusa nie jest na górze, ale na równinie, pośród ludzi. 

    Trzeba schodzić z góry - z góry wielkiego mniemania o sobie, z góry niedostępności i wywyższania się. Schodzić na równinę, często pełną monotonności, zwyczajności, bez wielkich duchowych uniesień. Schodzić na równinę to być pośród innych, pozwolić się dotknąć, usłyszeć. To dawać świadectwo, że życie wiarą realizuje się w ludzkiej codzienności, a nie jedynie w czasie duchowych uniesień na wyżynach. 

    Ale potrzeba również wychodzić na górę - na modlitwę, by budować jedność z Ojcem. Tylko On daje ową moc świadczenia, głoszenia. 


wtorek, 27 października 2026

Wtorek 30. Tygodnia Zwykłego

    Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim (Ef 5,22-24).


    Mogę sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś zaprotestuje przeciwko tym słowom św. Pawła, uznając je za rażące, a skrajnym przypadku nawet za tzw. mowę nienawiści. W świecie, który na sztandarach wypisuje żądania równości, trudno te słowa zrozumieć, a co dopiero przyjąć i zaakceptować.

    Tym bardziej nie powinniśmy zapominać o słowach, które otwierają ten tekst nauczania św. Pawła: Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Czy fakt, że Paweł mówi o wzajemnym poddaniu coś zmienia? Z pewnością tak, ale i tak trudno się zgodzić, jeżeli nie zobaczymy odniesienia - w bojaźni Chrystusowej. Chrystus wskazywany jest tutaj jako wzór, Syn w pełni żyjący bojaźnią wobec swojego Ojca. 

    Czym zatem jest owa bojaźń? To pełne oddanie Bogu przepełnione głębokim szacunkiem i miłością do Niego, które skutkuje postawą unikania grzechu.  Bojaźń Boża jest fundamentem osobistej relacji człowieka z Bogiem. W Liście do Filipian św. Paweł powie, że Chrystus dla nas stał się posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. To posłuszeństwo  było w swojej  istocie poddaniem się miłości poprzez przyjęcie woli Ojca za własną. Chrystus poddał się miłości, przebaczając swoim prześladowcom i oprawcom, nie buntując się ani nie szukając zemsty, przerywając w ten sposób przewrotną spiralę zła.

    W przypadku małżonków poddanie wiąże się przede wszystkim z oddaniem, z darem z samego siebie, i dotyczy w równym stopniu obojga. Wymiana darów powinna dokonywać się w obie strony. Poddanie się miłości jest kluczem do zrozumienia tego tekstu. 

poniedziałek, 26 października 2026

Poniedziałek 30. Tygodnia Zwykłego

    Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu ( Ef 5,1-2).


    Słowa, które św. Paweł kieruje do nas dzisiaj, pozwalają odkryć coś pięknego. Zanim Bóg postawi nam jakiekolwiek ze swoich wymagań, najpierw przypomina o tym, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. Podążanie za Jego wolą nie może opierać się na lęku, lecz na miłości. Ten, kto czuje się kochany, sam zaczyna kochać. 

    Paweł zachęca nas również do okrycia, że świętość zaczyna się od małych rzeczy: od sposobu, w jaki mówimy, od tego, czy potrafimy przebaczać, jak odnosimy się do drugiego. 

    Paweł wzywa nas, abyśmy byli dobrzy i współczujący, a następnie ukazuje nam obraz pełen światła: Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. 

    Chociaż wciąż pozostaje w nas wiele różnych cieni, jesteśmy świadomi własnych słabości czy wewnętrznych sprzeczności, naszym zadaniem jest otwierać się na Boże światło, które potrafi rozświetlić każdy mrok naszego serca. 

niedziela, 25 października 2026

XXX Niedziela Zwykła

Nie będziesz gnębił ani uciskał przybysza, bo wy sami byliście przybyszami w ziemi egipskiej (Wj 22,20).

    Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" (Mt 22,34-36).


    Antoine de Saint-Exupéry w napisanych przez siebie książkach pozostawił wiele pięknych zdań, a jedno z nich mówi: Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

    Doskonale pasuje ono do tego, co w dzisiejszej Ewangelii zdaje się umykać uczonemu w Prawie. Pytanie uczonego w Prawie dotyczy tego, co najważniejsze.

    Jezus odpowiada bez wahania, że najważniejsza jest miłość. Nie chodzi jednak o miłość bezosobową czy teoretyczną, lecz o miłość, która angażuje całego człowieka i jest skierowana ku Bogu: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. Dopełnieniem tego pierwszego i najważniejszego przykazania jest drugie, obejmujące zarówno drugiego człowieka, jak i nas samych: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. 

    Oryginalność nauczania Jezusa polega na tym, że łączy ze sobą te dwa przykazania, niewątpliwie dobrze znane słuchaczom. To połączenie nie jest czymś drugorzędnym. Rodzi jednak pytanie: kto jest moim bliźnim?

sobota, 24 października 2026

Sobota 29. Tygodnia Zwykłego

    Jezus im odpowiedział: "Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli?" I opowiedział im następującą przypowieść (Łk 13,2.6a).


    Bo Bóg pokarał ich za grzechy... już może nie zdarza się tak często, jak kilkanaście lat temu, ale wciąż jeszcze można się spotkać z takim myśleniem. W czarno-białym obrazie ś
wiata wszystko wydaje się proste. Jest grzech, jest kara. Proste i często błędne myślenie. 

    Efektem takiego oglądania rzeczywistości i patrzenia na Boga jest duchowy paraliż i lęk. Z takim sposobem myślenia trudno cieszyć się życiem, pomagać innym, a co dopiero wzrastać i owocować.

    Jezus pokazuje, że takie myślenie jest błędne, a opowiadając przypowieść o jałowym figowcu (właśnie w kontekście takiego myślenia) zdaje się mówić:

* paraliż i lęk sprawiają, że stajesz się jałowy jak bezowocne drzewo figowe;

* potrzeba zmiany myślenia - nawrócenie, którego owocem jest zaufanie wobec Boga, a nie lęk;

* Bóg potrafi cierpliwie czekać na nasze owoce, nie tylko czekać, ale wspierać i obejmować troską, by one się pojawiły.

    Nie ścina, bo ma nadzieję, że w naszym sercu, bez względu na doświadczenia, które są naszym udziałem, obudzi się zaufanie i zrodzą się owoce. 

piątek, 23 października 2026

Piątek 29. Tygodnia Zwykłego


    Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój (Ef 4,1-3).

    Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnej chwili nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie, co jest słuszne? (Łk 12,56-57).


    Paweł kieruje swoje słowa do wspólnoty w Efezie, którą budowali zarówno ci, którzy wywodzili się z judaizmu, jak i ci, którzy wywodzili się ze świata pogańskiego. Inna kultura, inna mentalność i zaproszenie do jedności i życia według powołania, którym zostali obdarzeni w Chrystusie. Chodzi o przyjęcie i realizowanie Bożego zamysłu wobec naszego życia i wobec tych, do których są posłani. Dlatego tak ważny jest wymóg jedności. Paweł bardzo wyraźnie określa styl, który ma cechować powołanych. 

    Zachęca do pielęgnowania postaw bardzo prostych i bardzo wymagających zarazem: pokora, łagodność, wyrozumiałość, miłość, jedność i pokój. Życie ucznia Chrystusa wymaga także wysiłku, wytrwałości i zaangażowania.

    Pan powołuje i wzywa, a nasza odpowiedź ma zawsze wymiar osobisty, jest naszą codzienną odpowiedzią.

    Na to, co dzieje się w naszej codzienności, zwraca uwagę także Jezus. Żyjemy w czasach, w których wszyscy zdają się znać na wszystkim i często formułują kategoryczne osądy. Jezus zachęca nas jednak, byśmy spojrzeli poza granice własnych przekonań i uznali, że być może umykają nam ważne aspekty rzeczywistości, w której żyjemy, a także zdolność rozeznawania tego, co rzeczywiście jest sprawiedliwe.

    Nie wystarczy interpretować wydarzeń wyłącznie przez pryzmat własnych przekonań i sposobów myślenia. Jesteśmy wezwani, aby odczytywać znaki obecnego czasu w świetle Ewangelii, poszukując tego, czego Bóg oczekuje od nas w każdej sytuacji.

czwartek, 22 października 2026

Czwartek 29. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Jana Pawła II

    Zginam kolana moje przed Ojcem, (...) aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego, by potężnie wzmocnił się wewnętrzny człowiek.  Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach, abyście w miłości zakorzenieni i ugruntowani (...) zostali napełnieni całą pełnią Boga (Ef 3,14.16-17.19b).


    W świetle słów św. Pawła próbuję popatrzeć na życie patrona dzisiejszego dnia - św. Jana Pawła II, szczególnie ostatnie lata jego posługi na stolicy Piotrowej.  

    Jego życie było bardzo głęboko zakorzenione w Chrystusie. On wiedział, że prawdziwa siła człowieka płynie z obecności w sercu Chrystusa. Nie dziwi więc, że tak wiele miejsca, nawet pośród wielkiego zmęczenia, poświęcał modlitwie. Tak wzrastał i umacniał się w nim wewnętrzny człowiek.

    Szczególnej wymowy nabierają te słowa w odniesieniu do ostatnich lat życia Jana Pawła II.  Ciało stawało się coraz słabsze, a duch wciąż pozostawał mocny. Nawet cierpienie stawało się świadectwem wiary, cierpliwości, ufności i bezgranicznego oddania. 

środa, 21 października 2026

Środa 29. Tygodnia Zwykłego

    Słyszeliście przecież o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmione mi została ta tajemnica, jaką pokrótce przedtem opisałem. Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa (Ef 3,2-3.8).


    Czytamy słowa św. Pawła kierowane do wspólnoty w Efezie, w którym dzieli się on prawdą o swoim wyjątkowym powołaniu do pełnienia posługi głoszenia Ewangelii wszystkim narodom. Dziś może nie zdajemy sobie sprawy z tej wyjątkowości. Ale tak zwany Sobór Jerozolimski, o którym mówią Dzieje Apostolskie, potwierdził misję Pawła, rozstrzygając pierwsze spory pomiędzy tymi, którzy wywodzili się z judaizmu, a tymi, którzy przychodzili do wspólnoty Kościoła ze świata pogańskiego. 

    Dzięki Bogu, za sprawą posługi Pawła i jego następców, my, którzy nie wywodzimy się ze świata żydowskiego, mogliśmy poznać Jezusa i otrzymaliśmy łaskę wiary i zbawienia. Chrześcijaństwo stało się religią powszechną. Ale patrząc na te początki, warto zauważyć dwa kolejne momenty historii Kościoła. 

    Sobór Watykański II odnowił sposób, w jaki Kościół patrzy dziś na siebie i na inne religie. W deklaracji Nostra aetate (nasza epoka) pojawiają się słowa: Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi. Głosi zaś i obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest "drogą, prawdą i życiem" (J 14,6), w którym ludzie znajdują pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko z sobą pojednał.

    Celowo cytuję ten tekst deklaracji, bo w ostatnich dniach ukazało się tłumaczenie nowego dokumentu Kościoła, jakim jest Nota: Droga Nadziei, w której Kościół po 60 latach od ogłoszenia deklaracji, mówi już na samym wstępie: Nostra aetate otworzyła nowy rozdział w historii relacji między katolikami, żydami oraz wyznawcami innych religii i tradycji duchowych. Było to znacznie więcej niż tylko zwykły tekst – deklaracja oznaczała głęboką zmianę w rozumieniu i wyrażaniu relacji Kościoła z wyznawcami innych religii.

    I druga rzecz, którą warto zauważyć. Ci, którzy przekazali nam wiarę, czynili to w duchu posługi miłości. Tylko tak przekazana wiara ma szansę na wewnętrzne przyjęcie. 

    Kościół poprzez swoje podejście do spraw związanych z przekazywaniem wiary, uczy nas szanować innych bez uprzedzeń, patrzeć z nadzieją i otwierać się na tych, którzy wciąż przychodzą, by poznawać Chrystusa i Dobrą Nowinę o zbawieniu.

    

wtorek, 20 października 2026

Uroczystość św. Jana z Kęt

       Nie odmawiaj, synu, chleba biedakowi, nie każ czekać oczom błagającym. Nie zasmucaj tego, kto głodny; nie rozjątrzaj człowieka w jego bezradności (Syr 4,1-2).

    Jaki z tego, moi bracia, pożytek, gdy ktoś powie, że ma wiarę, a uczynków nie ma? Czy taka wiara może go zbawić? (Jk 2,14).

    Jak chcecie, aby ludzie wam czynili, tak samo wy im czyńcie. Jeśli miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakaż to dla was chwała? (Łk 6,31-32).


    Liturgia stawia przed nami dzisiaj patrona Polski, Litwy, Krakowa, Uniwersytetu Jagiellońskiego, patrona studentów, nauczycieli oraz patrona miłosierdzia – św. Jana z Kęt. 

Człowieka wielkiej wiedzy, głębokiej wiary, ale przede wszystkim niezwykłej wrażliwości na drugiego człowieka.

    Słowo kieruje naszą uwagę ku jednej z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej wymagających postaw chrześcijańskich – ku miłosierdziu.  Ku wrażliwości serca, która potrafi dostrzec ludzką biedę, zatrzymać się przy cierpiącym i odpowiedzieć konkretnym czynem.

    Taka była świętość Jana Kantego. Nie zamykała się w murach uniwersytetu, wśród ksiąg, wykładów i teologicznych rozważań. Wychodziła na ulice Krakowa, spotykała ubogich, pochylała się nad potrzebującymi. 

    Był wybitnym uczonym i kaznodzieją. W swoich kazaniach mówił o Bożym miłosierdziu, o ludzkim grzechu, o niewdzięczności człowieka wobec Boga, który nie przestaje przebaczać. Jego słowa prowadziły wielu do nawrócenia i przemiany życia. 

    Nie bez powodu nazywano go też ojcem ubogich. Zasłynął hojnością, bezinteresownością i gotowością dzielenia się tym, co posiadał. Nie traktował biednych jak problemu, który trzeba rozwiązać, lecz jak braci, których trzeba pokochać. Dostrzegał w nich przede wszystkim godność człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga.

    W tym miejscu chcę przywołać jeszcze jednego świętego – św. Józefa Kalasancjusza, założyciela pijarów, człowieka, który podobnie jak Jan z Kęt potrafił dostrzec Boga w twarzy potrzebującego.

    Dzieliły ich niemal dwa stulecia, różniły miejsca i okoliczności życia, ale łączyło jedno: przekonanie, że miłość do Boga musi prowadzić do miłości człowieka.

    Jan Kanty dostrzegał ubogich na ulicach Krakowa. Józef Kalasancjusz, przemierzając ulice Rzymu, zobaczył dzieci pozostawione samym sobie – biedne, pozbawione możliwości nauki, często pozbawione także nadziei na lepszą przyszłość. Zrozumiał, że tym dzieciom nie wystarczy współczuć. Trzeba dać im szansę. Trzeba otworzyć przed nimi drzwi do wiedzy, wychowania i wiary.

    Jakże pięknie spotykają się w tym miejscu drogi tych dwóch świętych! Jan z Kęt – profesor, który nie zapomniał o ubogich. Józef Kalasancjusz – wychowawca, który nie zapomniał o dzieciach. Obaj przypominają, że prawdziwą wielkość człowieka zmierzyć można jedynie tym, ile dobra potrafi pozostawić w życiu innych.

    


poniedziałek, 19 października 2026

Poniedziałek 29. Tygodnia Zwykłego

    
I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś  według doczesnego sposobu tego świata (Ef 2,1-2a).

    Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tak zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj (Łk 12,18-19).


    Całkiem niezła perspektywa: odpoczywać, jeść, pić, używać życia. Zwłaszcza, jeżeli to efekt uczciwej i ciężkiej pracy i ktoś zasłużyć sobie na odpoczynek. Być może dla kogoś to spełnienie marzeń, zwieńczenie długiego pracowitego życia. 

    A jednak... Wystarczy wsłuchać się w słowa św. Pawła, by zobaczyć, że istnieje jakieś a jednak, a problem jest znany od dawna i może być zagrożeniem dla każdego z nas: Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni. 

    Jezus nie mówi, że pieniądze są czymś złym ani że posiadanie dóbr materialnych jest samo w sobie czymś negatywnym. Zwraca uwagę na coś znacznie głębszego: na pokusę uczynienia bogactwa fundamentem naszego życia.

    Kiedy słuchamy opowieści Jezusa, na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to historia człowieka sukcesu. Pracował, gospodarował i zebrał obfite plony. Jest jednak coś, co szczególnie zwraca uwagę: w całej tej historii nie pojawia się nikt inny. Bogacz nie myśli o swojej rodzinie, pracownikach, ubogich, sąsiadach ani o Bogu. Wszystko kręci się wokół niego samego.

    Moje plony, moje spichlerze, moje dobra, moja dusza. Jego świat stawał się coraz mniejszy, aż w końcu ograniczył się wyłącznie do niego samego i do tego, co posiadał. Tutaj dotykamy istoty problemu: bogactwo może bardzo łatwo stworzyć złudzenie samowystarczalności.

    Ludzkie życie jest przecież znacznie bardziej kruche, niż nam się wydaje. Dlatego odpowiedź Boga jest tak stanowcza: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?

    Jezus podsumowuje swoje nauczanie niezwykle pięknymi słowami: Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. Przypomina, że wiele otrzymujemy, ale nie jesteśmy absolutnymi panami swojego życia. 

niedziela, 18 października 2026

XXIX Niedziela Zwykła

Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi czy nie? (Mt 22,16b.17).


    Jezus prosi, by podano mu monetę i pyta, czyj jest obraz na niej wyryty. Odpowiedź jest prosta: cezara. Skoro moneta nosi obraz cezara, należy ją oddać cezarowi. 

    Ale jest coś, na czym został wyryty obraz samego Boga. Tym kimś jest człowiek. Każdy z nas został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. 

    A skoro tak jest, to pojawia się bardzo ważne pytanie: Czy rzeczywiście należę do Boga? Czy oddaję mu swoje życie? 

    Wiara nie może pozostać tylko deklaracją. Wiara ma stawać się czynem. Dlatego pytamy dalej: Co w moim życiu naprawdę świadczy o tym, że należę do Boga? Ksiądz Blachnicki przypominał, że wzorem naszego życia jest Chrystus Sługa. A Jezus całym swoim życiem pokazał, że prawdziwa wielkość człowieka objawia się w miłości, która daje siebie. 

    Wróćmy zatem do monety z dzisiejszej Ewangelii. Moneta nosiła obraz cezara. My nosimy w sobie obraz Boga. I może najważniejsze nie jest dziś pytanie, ile i co daję Bogu, ale czy pozwalam Mu, aby całe moje życie coraz bardziej stawało się Jego obrazem? 

sobota, 17 października 2026

Sobota 28. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Ignacego Antiocheńskiego

    Niech [Bóg] da wam światłe oczy serca, byście wiedzieli, czym jest nadzieja, do której On wzywa, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przeogromna Jego moc względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły (Ef 1,18-19).

            O Panie, nasz Panie,
            jak przedziwne jest Twoje imię po całej ziemi.
            Ty swój majestat wyniosłeś nad niebiosa.
            Usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę.

        Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło palców Twoich,
        na księżyc i gwiazdy, które Ty utwierdziłeś:
        czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
        czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego?

            Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów,
            uwieńczyłeś go czcią i chwałą.
            Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich,
            wszystko złożyłeś pod jego stopy  (Ps 8).


    Dzisiaj liturgia stawia przed nami niezwykłego świadka wiary - św. Ignacego Antiocheńskiego. W jednym z ostatnich listów, który kierował do wspólnoty w Rzymie, pisał: Jestem Bożą pszenicą. Zostanę starty zębami dzikich zwierząt, aby stać się czystym chlebem Chrystusa. Proście za mną Chrystusa, abym za sprawą owych zwierzą stał się żertwą ofiarną dla Boga... 

    Słowa, które mogą zdumiewać, mogą nawet niepokoić. Ignacy nie wychwala samego cierpienia. Jest prowadzony do Rzymu, gdzie czeka go śmierć. Oprawcy mogli odebrać mu wolność, będą mogli odebrać mu życie. Nie mogą jednak odebrać mu nadziei, która widzi te wszystkie wydarzenia poprzez tajemnicę spotkania z Chrystusem. W słowach Ignacego wybrzmiewa wielka nadzieja tego spotkania i miłość do Chrystusa, pragnienie całkowitego zjednoczenia z Mistrzem. To człowiek, którego Bóg obdarzył światłymi oczami serca, dlatego wie, czym jest nadzieja, do której Bóg wzywa...

    W tym kluczu chcę odczytać dzisiaj słowa psalmisty, jego zachwyt nad wielkością Bożej miłości do człowieka. Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego? Tak mali wobec ogromu całego stworzenia, jesteśmy cenni w Bożych oczach i zaproszeni do udziału w Jego życiu. 

    Często patrzymy na siebie zupełnie inaczej, dalecy od spojrzenia, do którego zaprasza nas psalmista.  Widzimy nasze słabości, ograniczenia, grzechy i porażki. I czasem pozwalamy, by to one określały naszą wartość. Może także poprzez błędy na drodze wychowania, zaczynamy wierzyć, że to właściwe spojrzenie. Dlatego tak ważne jest to, o co prosi dzisiaj św. Paweł i o co sami powinniśmy prosić dla siebie: niech Bóg da wam światłe oczy serca, byście wiedzieli, czym jest nadzieja, do której On wzywa, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych... Potrzebujemy światłych oczu serca, by umieć patrzeć na swoje życie z perspektywy wiary i Bożej miłości...

piątek, 16 października 2026

Piątek 28. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Jadwigi Śląskiej

    On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością Boga, ku chwale Jego majestatu (Ef 1,14).

    U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli (Łk 12,7).


    W Liście do Efezjan św. Paweł przypomina nam, że w Chrystusie zostaliśmy włączeni w Boży plan zbawienia - naznaczeni pieczęcią Ducha Świętego, należymy do Boga. 

    I mówi dziś o nadziei złożonej w Chrystusie. Ta nadzieja jest zaufaniem, że Bóg pozostaje wierny swoim obietnicom, nawet kiedy nie rozumiemy Jego dróg. Dobrze chyba rozumiała to św. Jadwiga. Nie pozwoliła, aby cierpienie zamknęło jej serce. A doświadczyła wiele. Przeżyła śmierć męża i niemal wszystkich swoich dzieci. Szczególnie bolesna była śmierć syna, Henryka Pobożnego, który poległ w bitwie pod Legnicą. Sprawiła jednak, że jej osobisty ból uczynił ją jeszcze bardziej wrażliwą na cierpienie innych.

    W dzisiejszym fragmencie Ewangelii dwukrotnie powracają słowa: Nie bójcie się. Brak lęku jest ściśle związany z zaufaniem. Kto czuje się bezpieczny, ten komuś lub czemuś ufa. Czasem ufamy własnej sile czy umiejętnościom, ale życie pokazuje, że takie zaufanie bywa zawodne. Nasze siły są ograniczone i często przychodzi nam mierzyć się z sytuacjami oraz trudnościami, które nas przerastają. Dlatego Jezus kieruje naszą uwagę na Ojca, dla którego jesteśmy ważni. 

    Ileż to włosów mamy na głowie! Na pierwszy rzut oka moglibyśmy powiedzieć, że są niezliczone albo przynajmniej bardzo trudne do policzenia. Ojciec nie zapomina o wróblach, które mają tak niewielką wartość, a jakże mógłby zapomnieć o nas? Przecież nawet wszystkie włosy na naszej głowie są policzone! Piękne porównanie. 

czwartek, 15 października 2026

Czwartek 28. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Teresy od Jezusa

    W Nim [Chrystusie] bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swojej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym (Ef 1,4-6).

            Pan okazał swoje zbawienie,
            na oczach pogan objawił swą sprawiedliwość.
            Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
            dla domu Izraela (Ps 98).


    Pan Bóg dał mi tę możliwość, że mogłem stanąć przy sarkofagu dzisiejszej świętej - św. Teresy. I kiedy czytam Słowo, które akurat dzisiaj daje nam Kościół, kolejny raz uświadamiam sobie tę prawdę, że Bóg umiłował człowieka i wybrał zanim człowiek zaczął Go szukać... Wybrał nas przed założeniem świata... Byliśmy już w sercu Boga, zanim podjęliśmy jakikolwiek wysiłek na drodze wiary. To piękna perspektywa dla naszego życia. 

    Święta Teresa doświadczała tego, że Bóg prowadził ją do coraz głębszej relacji z sobą. Nie zrażał się jej niedoskonałością. Trudno jej było zaufać i oddać Bogu swoje serce, aż zrozumiała pełnię Bożego obdarowania. Z miłości przeznaczył nas dla siebie...

    Szczególne miejsce w duchowości św. Teresy zajmuje modlitwa wewnętrzna, którą rozumiała jako przyjacielskie przebywanie sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas kocha. Modlitwa była dla niej spotkaniem dwóch serc: serca człowieka, które często jest niespokojne, z miłującym i wiernym Sercem Boga. 

    W pewnym momencie odkryła, że największym cudem jest obecność Boga w duszy człowieka. W Twierdzy wewnętrznej ukazała ludzką duszę jako wspaniały zamek, w którego centrum mieszka sam Bóg. Tak często szukamy ukojenia, szczęścia i spełnienia gdzieś na zewnątrz, poza sobą. A tymczasem najgłębsze spotkanie może się dokonać w naszym wnętrzu. Zajęci obowiązkami, troskami i problemami, nawet może czasem religijną aktywnością, zapominamy zatrzymać się i wejść w przestrzeń ciszy, w której oczekuje nas Bóg. 

środa, 14 października 2026

Środa 28. Tygodnia Zwykłego

    Owocem zaś Ducha jest miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5,22-23a).

            Szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych,
            nie wchodzi na drogę grzeszników
            i nie zasiada w gronie szyderców,
            lecz w prawie Pańskim upodobał sobie
            i rozmyśla nad nim dniem i nocą.

        On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
        które wydaje owoc w swoim czasie. 
        Liście jego nie więdną,
        a wszystko, co czyni, jest udane  (Ps 1).


        Słowo przychodzi do nas dzisiaj z prawdą o szczęśliwym i owocnym życiu, o prowadzeniu przez Ducha - przychodzi w dniu dla mnie szczególnym, który często nazywany jest także dniem nauczyciela. 

    Zacznę jednak od końca, bo zanim pojawią się owoce, potrzeba zobaczyć, że drzewo potrzebuje czerpać, aby je rodzić. On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą... Nauczyciel potrzebuje sam czerpać ze źródła. Potrzebuje tego zakorzenienia, chwili ciszy, refleksji, zastanowienia, potrzebuje wsparcia i doświadczenia, potrzebuje poczucia sensu podejmowanej pracy. 

    Z czasem dopiero przychodzi czas owocowania. Nie od razu i nie zawsze widać owoce. Trzeba czasem wielu lat, by przekonać się, że wypowiedziane kiedyś słowo, okazana życzliwość, a nawet stawiane wymagania pomogły młodemu człowiekowi odnaleźć właściwą drogę. 

    Bardzo łatwo też sprowadzić ocenę do tego, co wymierne. Nie wszystko jednak da się zmierzyć wynikiem egzaminu, czy nawet miejscem w rankingach. Są owoce niemierzalne, które znacznie dłużej i głębiej potrafią cieszyć: kiedy uczeń pokonuje swoje ograniczenia, kiedy zaczyna w siebie wierzyć, kiedy odkrywa, że jego życie ma wartość i sens. 

    

wtorek, 13 października 2026

Wtorek 28. Tygodnia Zwykłego, wsp. bł. Honorata Koźmińskiego

     
    Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli. W Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość (Ga 5,1.6). 

            A Prawa Twego zawsze strzec będę
            po wieki wieków.

            I będę kroczył szeroką drogą,
            bo szukam Twoich przykazań  (Ps 119).


    Liturgia stawia dzisiaj przed nami kolejnego błogosławionego - Honorata Koźmińskiego. Spróbujmy przez pryzmat jego życia popatrzeć na słowa św. Pawła o wolności. 

    Patron dnia żył w czasach niewoli, gdy Polska znajdowała się pod zaborami, a wiele zakonów i klasztorów zostało zlikwidowanych. Trudno było rozpocząć i realizować życie zakonne. 

    Ojciec Honorat, chociaż również doświadczał tych ograniczeń, wewnętrznie pozostał człowiekiem wolnym. Zewnętrzne zakazany nie odebrały mu gorliwości, nadziei, nie zgasiły w nim pragnienia służenia Bogu. Chociaż nie można było zakładać klasztorów, on podjął dzieło rozwijania życia zakonnego poprzez tworzenie zgromadzeń bezhabitowych. Osoby konsekrowane miały żyć Ewangelią pośród ludzi, pracując w domach, warsztatach, szkołach, wśród potrzebujących i ubogich. Nie wyróżniały się spośród innych strojem, ale stylem życia, którego główną osią miała być miłość do Boga i człowieka. W Chrystusie Jezusie [znaczenie ma] tylko wiara, która działa przez miłość. 

    Dzieło błogosławionego o. Honorata było twórcze i wymagało odwagi. I chociaż zaborcy próbowali ograniczać Kościołowi przestrzeń działania, nie potrafili doprowadzić do zniewolenia lękiem serca, które chciało służyć Bogu, poszukiwało ścieżek i możliwości, by tę służbę wypełniać. Często patrzymy na to, co odbiera nam możliwości działania. O. Honorat uczy natomiast poszukiwania dobra, które można czynić, pomimo zewnętrznych ograniczeń. 

    Psalmista woła dzisiaj: i będę kroczył szeroką drogą, bo szukam Twoich przykazań. To też odniesienie do stylu życia o. Honorata. Można powiedzieć, że zewnętrznie możliwości działania były wówczas bardzo ograniczone. A mimo to powołał do istnienia 26 bezhabitowych zgromadzeń zakonnych, które podejmowały pracę w czasach niewoli.