zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 13 sierpnia 2017

XIX Niedziela Zwykła

      Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze - trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: "Co ty tu robisz, Eliaszu?" (1 Krl 19,11-13)

     Na to odezwał się Piotr: "Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!" A On rzekł: "Przyjdź!" Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: "Panie, ratuj mnie!" Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: "Czemu zwątpiłeś, małej wiary?" (Mt 14,28-31).

     Eliasz przekonuje się, że Bóg nie jest jego wyobrażeniem – Bóg objawia się w ciszy, w delikatnym powiewie. Doświadcza Boga, który jest ciszą, pokojem, intymnością, Boga, który przynosi uspokojenie. 

      Pioruny nie rozświetlają nocy człowieka, jak myślał Eliasz. Pioruny mogą co najwyżej uczynić noc człowieka jeszcze bardziej przerażającą. Wystarczy pomyśleć, jak reagujemy, kiedy pioruny rozświetlają niebo. 

       Oblicze Boga nie jest rozświetlane błyskawicami i hukiem grzmotów. Aby zobaczyć oblicze Boga wystarczy delikatny płomyk. Zwykła świeca może rozświetlić mroki i napełnić serce spokojem. Bóg jest pokojem. 
        Wiara nie ułatwia drogi. Nie zwalnia z trudnego zadania bycia człowiekiem. Nie jest też
sposobem unikania odpowiedzialności. Nie można traktować Boga jako  wygodniej wymówki. Wiara nadaje sens życiu, ale go nie ułatwia. Zaproszenie Jezusa, skierowane do każdego z nas – „Przyjdź” nie sprawia, że burza zniknie, ale że będę umiał stawić jej czoła.

Wiara nie jest wygodną tratwą, na której można się wygodnie rozciągnąć i zażywać promieni słońca wśród spokojnym fal. Jest raczej deską, która płynie po wzburzonych falach i której trzeba się kurczowo trzymać.  Czasami zaczyna się wymykać z rąk i wówczas trzeba do niej dopłynąć – a to wymaga utrzymania się na powierzchni. To nie jest wygodna wiara. To wiara wymagająca wysiłku, zaangażowania, bo jest czymś niepewnym, śliskim.

1. Czy walczę o swoją wiarę?
2. Jakie jest moje wyobrażenie Boga?

niedziela, 30 lipca 2017

XVII Niedziela Zwykła

     Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. 45 Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją (Mt 13,44-45).

      Codziennie czegoś poszukujesz. Czegoś z ubrania, czegoś na stół, czegoś na prezent, czegoś dla dzieci, czegoś na wakacje, czegoś dla siebie.

      Codziennie czegoś poszukujesz, może przyjaciela, może miłości, może życzliwego człowieka.
Poszukujesz rzeczy wielkich i małych, koniecznych i zbędnych. Twoje życie składa się z poszukiwań.

     Czemu podporządkowujesz swoje wysiłki, zaharowanie, zabieganie. Co obraca kołowrotek Twojego życia. Czy masz w swoim życiu perłę, za którą byłbyś gotów, jak kupiec z Ewangelii, oddać wszystko?

     A może... może jeszcze nie znasz perły swego życia? Może Twoje wysiłki, starania i prace prowadzą do bogactwa, które jest tylko pozornym skarbem, dla którego nie warto poświęcać wszystkiego, bo można przegrać życie?

1. Czy Chrystus jest perłą mojego życia?

niedziela, 23 lipca 2017

XVI Niedziela Zwykła

     "Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: "Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?" Odpowiedział im: "Nieprzyjazny człowiek to sprawił". Rzekli mu słudzy: "Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?" A on im odrzekł: "Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy (Mt 13,24-29).
      Z łatwością potrafimy dostrzec chwasty wokół nas, zło, które jest obecne. I zło rodzi pytanie o
swoje pochodzenie. Pojawia się też często pytanie o pochodzenie zła, skoro staramy się raczej zaszczepiać dobro. Chcielibyśmy również szybko wyrwać chwast, by zło się nie rozprzestrzeniało. Jeżeli w skrzynce jabłek jest jedno nadgniłe, usuwamy je, bo doświadczenie uczy, że inne ulegną zepsuciu. A Jezus, wbrew naszej logice, nie jest zwolennikiem gwałtownych rozwiązań. Wierzy, że zasiane dobro będzie miało w sobie wystarczająco dużo siły, by oprzeć się złu i wydać owoc. Wierzy, ze zdrowe jabłka nie ulegną zepsuciu przez kontakt ze zgniłym.

         Łatwo jest dostrzegać zło, ale nie możemy pomijać faktu, że zostało zasiane w nas i wokół nas dużo więcej dobra. Umieć pozytywnie postrzegać świat, widzieć dobro, a nie dać się stłamsić pesymizmowi zła. To nie oznacza, żeby nie dostrzegać zła. Ono jest i będzie wokół nas. Jezus zaprasza do kształtowania spojrzenia, które przede wszystkim potrafi widzieć dobro. 

1. Czy z natury jestem optymistą czy pesymistą?

niedziela, 18 czerwca 2017

XI Niedziela Zwykła

        Będziecie szczególną moją własnością pośród narodów… (Wj 19,5b)
A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi… (Mt 9,36)

        Wyszli z niewoli. Zrzucili kajdany, porzucili lepiącą się do stóp glinę i słomę, która stopy raniła, kiedy pod batem faraona wyrabiali cegły do budowy wielkiego miasta. Wolność wydawała się celem, który się realizował na ich oczach. Ale to nie był cel sam w sobie. To było zbyt mało, by wyjść tłumem, wielką rzeszą i iść przez pustynię. 

     Bóg nie pragnie wielkiej rzeszy ludzi, która jest nierozpoznawalna w swoim błąkaniu się po pustkowiu. Bóg pragnie z owego bezimiennego wielkiego tłumu uczynić lud, swój lud – nadać mu imię. Proponuje przymierze i niezwykłą relację, która do dziś może budzić zazdrość. 

    Oni, bezimienni, tłumni i obcy jednocześnie dla siebie nawzajem i dla innych, stają się ludem, stają się wspólnotą. Odtąd będą przechowywać pamięć wyzwolenia, staną się królestwem kapłanów i ludem świętym. To żywy organizm, wspólnota odpowiedzialna za swoje dzieje i jednocześnie wspólnota, która może rozmawiać z Bogiem. 

     Każdy z nas ma to doświadczenie bezosobowego tłumu: w ścisku w tramwaju czy autobusie, w kolejce czy na placu, czasem w wielkim korku na autostradzie czy na zakopiance, w supermarkecie, kiedy wszyscy tłoczą się przy kasach, a pomiędzy regałami jest tak ciasno, że ciężko przejechać wózkiem. Można wreszcie być w wielkim tłumie w szkole, niby pośród innych, a jednak samemu. 

     Z takiego tłumu chcemy się wydostać. Tym, co przeszkadza, to poczucie bycia obcym pośród obcych. Pojawia się lęk. Nie wiem, co myśli ten, który stoi tuż za mną i którego oddech czuję na plecach. 

     Tłum może wydawać się bezpieczny – można się w nim ukryć, schować to, co może jest wstydliwe.

    Coraz bardziej wyobcowani. Ocieramy się o innych, w windzie, na korytarzach, ulicach, w autobusie i tramwaju, ale nie komunikujemy się ze sobą, pozostajemy nieznani, pozostajemy obcy.
     Jezus lituje się nad nami, bo nie chce tłumu. Nie chce byśmy pozostali tłumem, chce uzdrowić z choroby, która nas deformuje, która czyni nas nierozpoznawalnymi. Zaprasza nas do wspólnoty Bożego ludu, w którym nikt nie jest obcy, w którym każdy ma imię.

1. Czy mam poczucie przynależności do Ludu Bożego?

niedziela, 30 kwietnia 2017

III Niedziela Wielkanocna

     Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali (Łk 24,13-16).

      Emaus – nie można go znaleźć w kolorowych ofertach biur podróży, jednak reklamuje je wytrwale, od dwóch tysięcy lat Ewangelia św. Łukasza na ostatniej stronie. Słońce przed odejściem za widnokrąg łagodnie zagląda w oczy. Cień siedzących przy stole szykuje się także do odejścia. I słychać tylko strzępy dolatującej rozmowy podróżnych stojących przed gospodą. Ktoś zaprasza, ktoś inny się wzbrania. Słychać wyraźnie wśród ciszy wieczoru: Zostań z nami... dzień się już nachylił... 
Od tamtego wieczoru zdanie wpisane do księgi powtarzane będzie każdego wieczoru, jako prośba o obecność Boga w ciemnościach nocy i spokojny sen...

     Nieznajomy przyjął zaproszenie. Czyż można odmówić zaproszeniu pełnemu niekłamanej gościnności?

         Nie wiedzieli jeszcze, że to jego pierwszy posiłek od trzech dni. Po raz pierwszy usiadł do stołu, odkąd przyszedł z tamtej strony świata. Zostawił Ojca, który czekał na Niego tyle lat i znowu pobiegł za człowiekiem, by go dogonić na drodze do Emaus... Trudno o większy upór w miłości. Czy jest ktoś drugi, kto kocha tak wytrwale? Nad niebo przedłożył przebywanie z człowiekiem, przebywanie wśród ludzi.

1. Czy moje serce reaguje na Boże Słowo?
2. Czy potrafię zaprosić Boga do mojego życia?

niedziela, 26 marca 2017

IV Niedziela Wielkiego Postu

       Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. 2 Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: "Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?" (J 9,1-2).

      Uczniowie Jezusa próbowali znaleźć proste wytłumaczenie kalectwa – ktoś zgrzeszył i jest kara. Pytanie jest tylko jedno: niewidomy czy jego rodzice? Jezus nie tłumaczy w taki sposób kalectwa. Bo w takim tłumaczeniu kryje się niebezpieczeństwo – skoro to kara za grzech, to nie można pomóc. Dlatego trzeba umyć ręce, odwrócić się z pogardą i czuć się doskonalszym. Niewidomy był zawsze niewidomy i tak ma pozostać! 

     Ten człowiek doświadcza podwójnej tragedii – nie dość, że nie widzi świata, nigdy go nie widział, to jeszcze przyklejono mu etykietkę – grzesznik, pochodzi z grzesznej rodziny. Każdy z nas wstydzi się swoich grzechów. Wyznajemy je w konfesjonale po cichu. A ten człowiek ma przyczepioną etykietkę, wszyscy wiedzą, że on zgrzeszył lub pochodzi z grzesznej rodziny.

     I staje się coś niesłychanego. Ten człowiek, przeklęty, słyszy słowa Jezusa. Nie wie, kto mówi, wie, że odpowiada na pytanie przed chwilą postawione. Słyszy pewny, spokojny głos. Tam nie ma wahania. Jezus nie mówi, wiecie, gdybym się tak zastanowił, wydaje mi się. Nie, 

    Jezus mówi dobitnie:  Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, lecz stało się tak, aby w nim ukazały się dzieła Boże. Chrystus, słowem pełnym mocy, ściąga z niego tą etykietkę – nikt nie zgrzeszył. Ani on ani jego rodzice. Co więcej, dokonuje nobilitacji. Nie jesteś przeklęty – ani ty, ani twoja rodzina. 


Ślepota stała się nagle znakiem wybrania.

1. Czy nie noszę w sobie jakiejś rany, która mnie stygmatyzuje?

niedziela, 19 marca 2017

III Niedziela Wielkiego Postu

     Nadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: "Daj Mi pić! Na to rzekła do Niego Samarytanka: "Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?" Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?" (J4,7.9.12).

     Mężczyzna, wg wschodniego zwyczaju,  nie powinien odzywać się do kobiety na drodze. On jednak podejmuje rozmowę. On, Żyd, prosi ją, kobietę wątpliwej reputacji, do tego Samarytankę,  o wodę. Zachowuje się skandalicznie. 

      Przynosi jej dar, o którym ona jeszcze nie wie. Dar, który przemieni całe jej życie. Ale najpierw prosi, by ona podzieliła się wodą. Taki jest Bóg! 

     Pragnąc udzielić nam swoich darów, najpierw chce zabrać z naszych rąk to wszystko, czego tak kurczowo się trzymamy. Jeśli nie potrafimy się podzielić, tym co sami posiadamy, co niesiemy w naszych rękach, nie możemy przyjąć Jego darów.

     Samarytanka nie była pewnie zbyt szczęśliwa z tego spotkania. Chciała uniknąć ludzi. A On jeszcze zaczyna rozmawiać. Nie chce kontynuować rozmowy. Weszła w dialog, który teraz zmierza w niebezpieczną stronę - w stronę jej osobistego życia.

     Próbuje odwrócić uwagę. Zawsze można pospierać się, kto właściwie oddaje cześć Bogu. Zawsze można mówić o aktualnych ogólnych problemach i kwestiach, byle tylko odsunąć osobiste problemy.

     Byle tylko nie podjąć wysiłku osobistego nawrócenia.

1. Co mi przeszkadza w nawróceniu?

niedziela, 12 marca 2017

II Niedziela Wielkiego Postu

      Pan rzekł do Abrama: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem (Rdz 12,1-2).

     Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! (2Tm 1,8).

     Bóg, kiedy wzywa, odbiera wszystko, co poprzednio zapewniało poczucie bezpieczeństwa. Trzeba wyjść z zastygłych ram, w których osiadła nasza tożsamość, wyjść z wygodnych kryjówek. 

    Wiara jest podróżą, niekończącą się wędrówką. Bóg od momentu wezwania nie pozwoli Abrahamowi żyć w pewności i bezpieczeństwie. Nie nakarmi go zapewnieniami, ale obietnicami. Nie ofiaruje mu zdobyczy, ale błogosławieństwo. 

    Jedyną trwałą rzeczywistością, jaka zostaje Abrahamowi dana jest droga. Droga, która wydaje się nie mieć końca.

    Odwagi w obronie wiary nie okazuje się oskarżając, zadając cierpienie czy torturując błądzących. Najbardziej wiarygodnymi obrońcami wiary nigdy nie byli krzyżowcy, lecz męczennicy. 

   Kiedy zaczyna brakować męczenników, gotowych brać udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii, pojawiają się policjanci, biurokraci, notariusze i inkwizytorzy…

1. Jak rozumiem obronę wiary?
2. Czy potrafię wskazać drogę swojej wiary?

niedziela, 5 marca 2017

I Niedziela Wielkiego Postu

      Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: "Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem".  I rzekł Mu: "Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień".  I rzekł do Niego: "Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon" (Mt 4,3.6.9).

      Wtedy przystąpił. Kiedy Jezus wchodzi w realizację Bożego planu. Kiedy zaczyna swoją misję. Kiedy zaczyna dziać się dobro. Kiedy człowiek zaczyna stawiać sobie wymagania - wtedy przystępuje zły duch.

     Trzy pokusy. Pokusa chleba, a może przede wszystkim pokusa pełnego żołądka, nasycenia, dobrobytu. Niby nic w tym złego, by człowiek zaspokoił swój głód. Ale jednak "nie samym chlebem". Nie można ludzkiego ograniczyć do zaspokojenia materialnych potrzeb. 

     Rzuć się w dół. Efektowność, a może nawet efekciarstwo. Jezus od swojego narodzenia pokazuje ubóstwo, także ubóstwo środków w głoszeniu dobrej nowiny. Nie szuka cudowności i tanich efektów. Żyjemy w świecie reklamy, kolorowych plakatów i bilbordów, a proste słowo do nas nie dociera. Spragnieni cudowności i niezwykłych zdarzeń zapominamy, że największym cudem jest Eucharystia, tak prosta w swojej naturze, że często już obojętna. Cud miłosierdzia - przy kratkach konfesjonału. Gest i słowo w ciszy, gdzieś na boku. Jak wiele jeszcze musimy zrozumieć.

     Dam ci to wszystko, jeśli oddasz mi pokłon. Ulec pokusie chrześcijańskiego świata. Tak łatwo wówczas Boga postawić wśród bożków. Niby dla Pana Boga zgadzać się na różne kompromisy i co jakiś czas palić trochę kadzidła idolom w imię szczytnych ideałów. A jednak cel nie uświęca środków.

1. Jak próbuję usprawiedliwiać swoje negatywne wybory?

niedziela, 26 lutego 2017

VIII Niedziela Zwykła

    Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie (Iz 49,15).

    Pan jest moim sędzią (1Kor 4,4b).

  Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie (Mt 6,32).

    Trzy obrazy Boga. Bóg, który jak matka jest związany ze swoim dzieckiem. Niezwykła pamięć, która sprawia, ze nawet, kiedy człowiek odwróci się od Boga, kiedy człowiek zapomni, Bóg nie zapomina. 

    Bóg Sędzia. 

    Bóg Ojciec. Ojciec zatroskany, który wie, czego potrzeba dziecku. Bóg proszący o zaufanie, zawierzenie, by człowiek się nie zatracił w tym, co przemija. Jedyny godny zaufania. 

1. Jaki obraz Boga jest mi bliski?

     

niedziela, 19 lutego 2017

VII Niedziela Zwykła

     Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół (Mt 5,43-44a).

      Znamy dialog Jezusa z pewnym uczonym w Piśmie, który słysząc o najważniejszym przykazaniu, szukając jakby usprawiedliwienia dla siebie, zadał Mistrzowi z Nazaretu pytanie: A kto jest moim bliźnim… Dzisiejsza Ewangelia, a właściwie cała liturgia słowa, mówi nam o miłości nieprzyjaciół. Czy ów uczony w Piśmie mógłby zapytać Jezusa: A kto jest moim nieprzyjacielem?

     Skoro mam miłować nieprzyjaciół, to znaczy, że oni są. Jezus temu nie zaprzecza. I moja postawa wobec nich, wobec nieprzyjaciół, jest tak naprawdę sprawdzianem mojego chrześcijaństwa. A my czasem udajemy przed sobą doskonałość – kochamy wszystkich bez wyjątku.

     Uświadamiam sobie, że wciąż nie dorastam do Ewangelii, że oczekiwanie Jezusa wobec mnie jest dla mnie zbyt wielkie – składam się w końcu tylko z ciała (słabego) i kości (wystarczająco kruchych). Chyba się Jezus pomylił, stawiając tak wysoko poprzeczkę – nie przeskoczę. Noszę w sobie cały katalog nieprzyjaciół.

    Ktoś inny – całkowicie różni się ode mnie. Ma inny gust, inne poglądy. Trudno dość do porozumienia z nim w ocenie meczu, filmu, powieści, inaczej patrzy na wydarzenia polityczne.

    Wróg – nieżyczliwych wokół nie brakuje. Zawsze potrafi wbić swoją szpilę złośliwości. Z jego strony zawsze mogę liczyć na krytykę, bez względu na to jak bardzo się staram i cokolwiek bym zrobił.

     Natręt – potrafi doprowadzić do rozpaczy. Zabiera mi mój cenny czas. Kiedy się pojawia, to zawsze w najmniej odpowiedniej chwili. Tylko na 5 minut przychodzi, ale zawsze z pełną świadomością, że jestem zajęty.

      Człowiek o podwójnym obliczu. Udaje życzliwego, ale jest nielojalny. Potrafi zadać cios w plecy, udając przy tym przyjaźń. Co innego mówi, co innego robi, a jeszcze co innego potrafi myśleć.

     Prześladowca – świadomie szkodzi – oszczerstwem, obmową. Snuje różne insynuacje, potrafi upokorzyć. Nie zostawi w spokoju. Radość czerpie z cudzego bólu.

      Poprzez poznanie nieprzyjaciół mogę rozpoznawać zasięg miłości, do jakiej dziś jestem wezwany przez Jezusa. Ale na koniec postawię i sobie, i tobie jeszcze inne pytania:  dla kogo ja jestem nieprzyjacielem?  Kimś innym po prostu, wrogiem, natrętem, człowiekiem dwulicowym, prześladowcą? Czy coś z tym robię, żeby pod krzyżem zobaczył on we mnie, a ja w nim, brata?

niedziela, 12 lutego 2017

VI Niedziela Zwykła

     Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (Mt 5, 17.21-22.27-28).

     Słyszeliście, że powiedziano, a Ja wam powiadam...

      Jezus stawia wymagania. Jego nauczanie staje się bardziej zobowiązujące przez to, że nie jest otoczone ochronnym parasolem prawa. 

      Prawo zawsze dopuszcza wyjątki, pozwala na wybiegi, przynosi ułatwienia. 

     Jezus apeluje do ludzkiego sumienia. On wie, że można połączyć skrupulatne przestrzeganie prawa ze skandaliczną zdradą tych wartości, których prawo to ma chronić. I walczy z taką postawą w Ewangelii. 

     Prawo może bowiem stanowić wygodną przykrywkę dla ludzkiego egoizmu. Pośród zawiłości artykułów prawnych  można zawsze znaleźć sobie „święty spokój”. Sumienie na to nie pozwala – potrafi stawiać niewygodne pytania wobec ludzkich egoistycznych wyborów. 

     Legalizm w swojej istocie jest wyrazem troski o to, by „być w porządku” i żyć w spokoju. 

    Jezusowi nie chodzi o zewnętrzną postawę. Wiara nie może być przeżywana jako sznur na szyi, który zniewala, nie może być pozbawiona treści i radości. Jezus w swoim nauczaniu wymaga zaangażowania. Chodzi Mu o twórczą postawę, która potrafi przezwyciężać ludzki egoizm. Postawę, która nie jest rutyną, postawę. która wypływa z miłości, a nie z prawa. 

     Postawa twórcza to wierność, która tworzy przyszłość, która nie ogranicza się do powtarzania przeszłości. Postawa, która wnosi nowe wartości, a nie puste gesty.

1. Jak wypełniam Boże przykazania?
2. Czy swoją wiarę przeżywam w wolności?

niedziela, 29 stycznia 2017

IV Niedziela Zwykła

     Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: "Błogosławieni..."(Mt 5,1-3a).

     Osiem dróg i osiem bram, aby wejść do Królestwa. 

     Kiedy podejdziemy do błogosławieństw z punktu widzenia czysto ludzkiego, muszą one wywołać sprzeciw. I jest to zrozumiałe. Niebawem będziemy obchodzić święto ofiarowania Jezusa – usłyszymy wówczas słowa Symeona „Oto ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą”. Błogosławieństwa są tym miejscem sprzeciwu dla bardzo wielu. 

     Święty Paweł ostrzega nas dzisiaj przed niebezpieczeństwem zaufania w ludzkie tylko kryteria. Wśród powołanych przez Boga, wezwanych „niewielu mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, upodobał sobie w tym, co niemocne, aby mocnych poniżyć”. Takie są Boże kryteria, jakże odmienne od naszych, ludzkich. 

     Błogosławieni ubodzy w duchu - to ci, którzy potrafią w pełni zaufać Panu Bogu, a nie opierają swojego życia na bogactwie, zdolnościach, wiedzy, własnej sile... To ci, którzy wiedzą, że bez Boga nic nie mogą uczynić.

      Błogosławieni, którzy się smucą, ale nie chodzi o smutasów. Smutek wynika ze świadomości, że wciąż jeszcze ludzki świat doświadcza niesprawiedliwości. Smutek jest wyrazem niezgody na niesprawiedliwość świata.

     Błogosławieni cisi...
     Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości...
     Błogosławieni miłosierni...
     Błogosławieni czystego serca...
     Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój...
     Błogosławieni, którzy cierpią...

1. Czy potrafię przyjąć ducha błogosławieństw?

wtorek, 24 stycznia 2017

Wtorek III Tygodnia - wspomnienie św. Franciszka Salezego

      Odpowiedział im: "Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?" I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: "Oto moja matka i moi bracia (Mk 3,33-34).

      Każdy z nas ma swoje ulubione powiedzenie, jakieś słowo, wyrażenie. Używamy go, aby coś podkreślić, opisać, aby zwrócić uwagę. 

    U świętego Marka zwraca uwagę spojrzenie Jezusa. Spojrzenie, które obejmuje siedzących dokoła. Spojrzenie, które zaprasza każdego, by mógł wejść do wielkiej Bożej rodziny. 

     Spotykam to spojrzenie Jezusa, kiedy próbuje w wielkim tłumie idących za Nim słuchaczy znaleźć tę jedną kobietę, która się dotknęła Jego płaszcza, by doznać uzdrowienia. Chociaż tak wielu napierało na Niego, on patrzył, by znaleźć tę jedną, która z wiarą Go szukała. 

      Czasem to Jezusowe spojrzenie przenika dreszczem, gdy z gniewem przesuwa się po zgromadzonych, oczekując prostej odpowiedzi. Spogląda z gniewem wobec zatwardziałości ludzkiego serca. 

      Innym razem widzę spojrzenie pełne smutku, które próbuje ostrzec przed tym, co zagraża na drodze zbawienia, jak to miało miejsce w przypadku bogatego młodzieńca, który odszedł do swoich dóbr, które go posiadały, odbierając wolność.

      Spojrzenie Jezusa, przesuwające się po twarzach siedzących dokoła dotyka także mojej twarzy, dotyka mojego serca. Zawsze pełne miłości, bo pragnie mojego dobra. 

1. Czy dostrzegam miłość w Jezusowym spojrzeniu, które zaprasza, upomina, ostrzega?

niedziela, 22 stycznia 2017

III Niedziela Zwykła

    Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi". Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim (Mt 4, 18-20. 

     Natychmiast, zostawić wszystko, pójść za Nim... Słowa trochę obce dla nas, a na pewno trudne dla stylu życia współczesnego człowieka.

      Odpowiedzieć na Boże zaproszenie. Tak, ale ze spokojem, wszystko trzeba rozważyć, trzeba zbadać, czy to się opłaci, poważne decyzje wymagają przecież rozwagi. Nie można życiowych decyzji podejmować  w pośpiechu. 

     Zostawić to wszystko co wypełnia moją codzienność. Zostawić dla Niego. To też nie jest łatwe. Też wymaga spokoju i rozwagi. Niektóre rzeczy mogą się jednak przydać, nawet kiedy podejmę Jego zaproszenie. Moja wewnętrzna wolność ciągle jest wystawiana na próbę.

     Pójść za Nim. Lubię jednak chodzić własnymi drogami. Pójcie nawet za Nim też wymaga dobrego zastanowienia. To nie jest łatwa decyzja. Może nie dam rady, może to tylko chwilowe poruszenie woli, jakiś chwilowy entuzjazm, a później ciężko będzie się przyznać do błędu. 

     A tamci potrafili natychmiast, bez zbędnych rozważań i kalkulacji zostawić wszystko i pójść w nieznane...

1. Jak wiele we mnie kalkulacji na drodze wiary?

czwartek, 19 stycznia 2017

Czwartek II Tygodnia - wsp. św. Józefa Sebastiana Pelczara

     Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli (Mk 3,7-9).

     Jako ludzie poddajemy się wpływom, dajemy się ponosić emocjom, lubimy ukazywać, manifestować nasz entuzjazm. Wokół charyzmatycznego lidera gromadzą się tłumy zwolenników i naśladowców. W czasach Jezusa było tak samo. Przychodzili z różnych stron, aby go słuchać i doświadczyć uzdrowienia. 

      Jezus otoczony tłumem potrafi zobaczyć nas pojedynczo. Nie interesują go wielkie rzesze ludzi, ale każdy pojedynczy człowiek. 

      Dziś tłumy też się zdarzają. Wystarczy wspomnieć światowe dni młodzieży. I to bycie wśród ludzi, z ludźmi jest ważne. Nie jestem sam na drodze wiary. Mogę czerpać z doświadczenia innych, którzy też wierzą. Nie jestem osamotniony.

       Doświadczenie wielkiej wspólnoty wierzących nie zwalnia mnie jednak z osobistej odpowiedzi. Jezus potrafi zobaczyć mnie w wielkim tłumie i oczekuje indywidualnego, osobistego potraktowania. 

     Kiedy uzdrawia, kiedy dzieją się cuda, jest otoczony niezliczonymi tłumami. Ale wystarczy, że zacznie stawiać wymagania, mówić o krzyżu, o warunkach naśladowania, wielu odejdzie... Pozostaną nieliczni, którzy będą potrafili dać osobistą odpowiedź, którzy będą umieli rozpoznać w Nim Syna Bożego i Zbawiciela. 

1) Jaki wpływ na moją osobistą wiarę ma doświadczenie wspólnoty wierzących?

środa, 18 stycznia 2017

Środa II Tygodnia

     A do nich powiedział: "Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?" Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: "Wyciągnij rękę!" (Mk 3,4-5).

     Prawo i przepisy mają służyć dobru człowieka. Prawo nie może zniewalać. Prawo religijnie nie może być jarzmem, jakąś pętla na szyi, ale ma prowadzić do wolności. Religia ma być "drogą życia" a nie śmierci i ograniczeń.

     W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Jezus nie koncentruje swojej uwagi na tym, co można zrobić w szabat, a czego nie wolno. Ukazuje problem w innej perspektywie: zderzenia i wybierania między dobrem a złem, między zdrowiem a chorobą, między życiem a śmiercią. 

    Nie dokonuje też żadnej pracy, za którą można byłoby Go oskarżyć, że narusza szabat. Nakazuje jedynie człowiekowi wyciągnąć sparaliżowaną rękę. A to dlatego, że czynienie dobra winno być stałą postawą człowieka, nie może być ograniczone czasowo. 

    Dobro i życie pochodzą od Boga i przewyższają zło i śmierć. 

1. Czy prawo Boże traktuję jako źródło wolności, czy zniewolenia?

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Poniedziałek II Tygodnia

     Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: "Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?" Jezus im odpowiedział: "Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? (Mk 2,18-19)

Powinien być prosty jak zegarek świat
Po każdym "tik" byłoby "tak"
Powinien być prosty jak zegarek świat
Po każdym "tik" byłoby "tak"

Żeby wszystko jak w zegarku
Od jedynki do dwójeczki
Później trójka, czwórka, piątka
To by człowiek się nie plątał
W myślach, czynach, no i w mowie
Żeby wszystko jak w zegarku
Sześć i siedem, potem osiem
To nie traciłby tych wiosen
I zachował dłużej zdrowie 
               (Czerwony Tulipan, Prosty jak zegarek świat)       

         Tak, świat mógłby być prostszy. Tak by się chciało, by każde pytanie miało odpowiedź. A On, zamiast odpowiedzi stawia inne pytanie. Nie ma nic gotowego. Nie można każdego człowieka wcisnąć w jeden schemat, przyciąć na miarę. Musi odnaleźć własną drogę. Zanim zaczniesz się zastanawiać dlaczego oni nie poszczą, najpierw zadaj sobie pytanie o istotę - czemu służy twój post? Co chcesz przez niego wyrazić?

      Bóg pragnie naszej dojrzałości i samodzielnego odkrywania własnej drogi do Niego. Nie zgadza się na utarte schematy, wzorce czy szablony. Daje drogowskazy i cel drogi, ale samą drogę człowiek odkrywa w codziennych zmaganiach z pytaniami, wątpliwościami, w poszukiwaniu.

1. Czy nie oczekuję od Pana Boga i ludzi gotowych recept na życie?

niedziela, 15 stycznia 2017

II Niedziela Zwykła

       I rzekł mi: "Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię". A mówił: "To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi". (Iz 49,3.6).

      Sługa z Księgi Izajasza raz jako lud Izraela, a innym razem jako pojedyncza osoba. I do tego podmiotu - adresata proroctwa skierowane są słowa: To zbyt mało... 

      Nie zadowalaj się tym, kim jesteś w tej chwili, nie zadowalaj się osiągniętym stopniem moralnej doskonałości, posiadanym umiejętnościom modlitewnym, nie zadowalaj się samym życiem. To zbyt mało. Jesteś w drodze i aby naprawdę żyć, musisz się ciągle rozwijać. 

     Czytam Boże Słowo, staram się odkrywać jakieś okruchy dla swojego życia. Znalazłem perełki słów w Bożym Słowie. Ale wciąż słyszę: to zbyt mało... Słowo jest żywe. Kolejny raz czytane przemawia na nowo, pozwala odkrywać światy wcześniej nieznane. 

    Musi być we mnie ta niezgoda na to, co już wiem, co potrafię, co osiągnąłem. Muszę zgodzić się na niedosyt Słowa, na to kim jestem, co osiągnąłem. Owo poczucie niedosytu i niezgody wydobywa z marazmu i samozadowolenia, wyrywa z rutyny i przyzwyczajenia. Jestem zaproszony do ciągłego rozwoju. Nie można się zatrzymać. 

       Gardzę tymi, którzy sami się ogłupiają, aby zapomnieć, albo aby żyć w spokoju i uprościć sobie życie – dławią w sobie pragnienia własnego serca. Wiedz bowiem, że wszelka sprzeczność, z której nie ma wyjścia, wszelki spór, którego nie da się uniknąć, zmuszają cię, abyś rósł, po to, by je przekroczyć. Wtedy w splątane korzenie bierzesz
bezimienną ziemię, jej twardą skałę i próchnicę, i wznosisz cedr na Bożą chwałę.(…) Jeśli chcesz osiągnąć wielkość, ścieraj się z przeciwnościami. One prowadzą do Boga. To jedyna możliwa w świecie droga, która może dać człowiekowi wielkość.

     Są jednak i miejskie drzewa, których nie hartuje pustynny wiatr. Są ludzie słabi, którzy nie potrafią się przezwyciężyć. Dane im jest szczęście przeciętne i sami, zdławiwszy część swojej istoty, tak właśnie je kształtują. Zatrzymują się w przydrożnej oberży i spędzają tam całe życie. To życie zmarnowane. I nie obchodzi mnie, co się z nimi stanie ani jak będą żyć. Siedzą skuleni na swoim nędznym dobytku i to nazywają szczęściem. Nie mają wrogów ani dokoła siebie ani wewnątrz siebie. Zamykają uszy na głos Boga, który jest niewyrażalną potrzebą, szukaniem i pragnieniem.

       Ludzie chcą, żebyś zamknął się w tym, co masz, trwał niezmiennie jak pasożyt, jak rabuś własnego mienia. Chcieliby ci zbyt wcześnie dać ten pokój, który daje dopiero śmierć, a wtedy coś nagromadził za życia, będzie ci służyć. Bo to, coś nagromadził za życia, to nie zapasy na życie, ale miód pszczeli zgromadzony na zimę wieczności.

      Nie słuchaj nigdy tych, co chcieliby ci się przysłużyć i radzą, żebyś się wyzbył swej drogi, byś odrzucił jeden ze swoich wielkich celów. Znasz swoje powołanie po tym, jak ci ciąży. Jeśli je zdradzisz, sam siebie wypaczysz.  Wiedz, że Twoja prawda rodzi się powoli...
  (A. de Saint-Exupery, Twierdza)

     To zbyt mało...

1. Czy Słowo Boże jest dla mnie żywe?
2. Czy podejmuję wysiłek przezwyciężania swoich ograniczeń i niemożliwości?

sobota, 14 stycznia 2017

Sobota I Tygodnia

      Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: "Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?" Jezus usłyszał to i rzekł do nich: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mk 2,16-17).

      Jezus otoczony tłumami naucza. Swoimi słowami i zachowaniem wywołuje u jednych zaniepokojenie, a nawet ich szokuje, a u drugich rozbudza nadzieję. Uczy bowiem, że dla Boga nie ma grzesznika niegodnego przebaczenia. Wystarczy skruszone serce, otwarte na dar przebaczenia. 

     Zbawienie nie jest przeznaczone dla jakiejś wybranej ściśle określonej kasty, rasy, grupy. Zbawienie jest dostępne dla każdego człowieka dobrej woli, choćby był otoczony ciemnościami grzechu. 

     Przychodzi zbawić tych, którzy się zagubili. Spotkanie w domu Lewiego ukazuje tę prawdę. Jezus wychodzi z inicjatywą ku Lewiemu, jak wychodzi na spotkanie z innymi grzesznikami. Nie zamyka się na nich, siada z nimi do stołu, nikogo nie obwinia. Przynosi im przebaczenie. 

     Moc przebaczania objawia się wówczas, kiedy grzesznik zbliża się do Jezusa z dobrą wolą. Tak stało się z Lewim i pierwszymi uczniami. Chociaż Jezus jest krytykowany za dzielenie stołu z grzesznikami, nie rezygnuje z tego znaku Królestwa. On przychodzi zbawiać właśnie to, co się zagubiło. 

1. Czy nie ma we mnie sekciarskich tendencji ograniczających zbawienie do grupy ludzi?
2. Czy potrafię się cieszyć z nawrócenia drugiego człowieka?

piątek, 13 stycznia 2017

Piątek I Tygodnia

     Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: "Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy" (Mk 2,2-5).

      Jezus potrafi rozczarować. I wówczas i dziś. Tyle się natrudzili, dach rozebrali, przynieśli człowieka. Dostrzegł ich trud, ich wiarę,  ale zupełnie źle odczytał intencje. Przynieśli chorego, by go uzdrowił, a On zadowala się tanim słowem: odpuszczają ci się twoje grzechy. Każdy tak może powiedzieć. 

      Gdyby dokonywał cudów, uzdrowień, magicznych sztuczek - o tak, byłby uwielbiany. Ale On nie pozwala się zaszufladkować, unika etykietki znachora, cudotwórcy czy magika. Dostrzega zupełnie inny paraliż, który powoduje, że człowiek nie może nawet zbliżyć się do Boga o własnych siłach, a co dopiero iść za Nim. Odpuszczenie grzechów jest uwolnieniem z tej niemocy, z wewnętrznego paraliżu. 

     Cud uzdrowienia fizycznego jest tylko zewnętrznym znakiem tego, co dokonuje się we wnętrzu człowieka. Zewnętrzny znak może zamknąć wykrzywione ironią usta, potwierdza Jego władzę i prawdę głoszonej nauki.

     I nic się nie zmieniło. Świadectwo życia chrześcijan jest najlepszym potwierdzeniem prawdy Ewangelii. Nie  potrzeba wielu słów tam, gdzie widoczna jest miłość, przebaczenie, sprawiedliwość.  Podobnie antyświadectwo potrafi zrujnować wszystko, co jest głoszone. Życie wierzących - swoisty list uwierzytelniający wobec świata.

1. Jakie jest moje świadectwo życia?
 

czwartek, 12 stycznia 2017

Czwartek I Tygodnia

       Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: "Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić". Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: "Chcę, bądź oczyszczony!". Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony (Mk 1,40-42).

     Trędowaty. Człowiek podwójnie chory.  Na trąd - choroba powoli niszczyła jego ciało, odbierając możliwość funkcjonowania. Na wykluczenie. Wyrzucony poza mury miasta, daleko od społeczności, odizolowany, nieczysty. Bez praw. Swoiście naznaczony - musiał dzwonkiem ogłaszać swoją obecność, kiedy jego droga przecinała się z drogami zdrowych. Wykluczenie i stygmatyzacja były jego codziennym doświadczeniem, może cięższym od samego trądu.

     On ma świadomość swojego wykluczenia i osamotnienia, swojego naznaczenia. Nie prosi Jezusa, by go dotknął, jak prosiło wielu innych chorych. Nie musisz mnie dotykać, wystarczy, że zechcesz, a będę uzdrowiony. 

      Wystarczyło słowo. Ale Jezus nie tylko dokonuje uzdrowienia ciała. Czyni coś więcej - wydobywa trędowatego z izolacji - wyciąga do niego rękę i dotyka. Ludzki gest - dotyk. Uzdrowienie z poczucia osamotnienia i izolacji. Tym dotykiem Jezus zdaje się mówić: dla mnie nie jesteś kimś wykluczonym. Najpierw to uzdrowienie z izolacji, osamotnienia, wykluczenia, a dopiero później: chcę, bądź oczyszczony

       Wykluczeni, współcześni "nieczyści"...  Oddzieleni od innych niewidocznymi murami, niby pośród ludzi, a jednak skazani na osamotnienie i izolację. Szukają dobrego słowa, przyjaznej dłoni, uśmiechu, ludzkiego zainteresowania. Tylu ich wokół. 

1. Czy potrafię przełamywać ludzkie uprzedzenia, stereotypy, mechanizmy wykluczenia?

    

środa, 11 stycznia 2017

Środa I Tygodnia Zwykłego

      Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.  Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił (Mk 1,32-35).

       Uszanowali czas szabatu. Dopiero kiedy słońce zaszło i skończył się świąteczny czas, przynosili chorych, aby ich uzdrowił. A On nie zniechęcał się późną porą - wielu uzdrowił - duchowo i fizycznie. I dbał o dyskrecję. Wszystko dokonuje się bez specjalnego nagłośnienia. 

      Kiedy jeszcze było ciemno, wszyscy odpoczywali, On znajduje czas na modlitwę. Wychodzi na miejsce pustynne, w oddaleniu od ludzi. Modli się, kiedy inni już śpią i kiedy jeszcze śpią. Modli się, kiedy inny jeszcze i już się nie modlą. Modli się, aby rozeznać, co jest wolą Ojca. 

    A kiedy Go szuka wielu, oczekując uzdrowień i cudownych znaków, odchodzi nauczać - nie zadowala się ludzkim uznaniem. Unika zasiedzenia i przywiązania. 

1. Kiedy i jak znajduję czas na modlitwę?