zachód słońca

zachód słońca

środa, 31 sierpnia 2016

Środa 22 Tygodnia Zwykłego

     Skoro jeden mówi: "Ja jestem Pawła", a drugi: "Ja jestem Apollosa", to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę (1 Kor 3,4-8).

     W jednym ze swoich wierszy - rozmów z Bogiem - ks. Jan Twardowski zapisał takie słowa: "Boże spraw, żebym nie zasłaniał sobą Ciebie..." 

     Na progu nowego roku szkolnego patrzę na te słowa w perspektywie wychowania dziecka, młodego człowieka. Proces, który się dokonuje w życiu każdego z nas. Najpierw rodzice, pierwsi wychowawcy. Potem nauczyciele w przedszkolu, szkole... Jak bardzo łatwo potrafimy przypisać sobie zasługi, sukcesy dziecka. Jak bardzo łatwo rodzice wskazują na jego dobre cechy i mówią - to po mnie... 

     Czy w tej perspektywie naszego myślenia pamiętamy o Bogu, który jest źródłem życia, wielorakich talentów, które jedynie możemy pomóc dziecku odkryć i rozwinąć? A może sprowadzamy wszystko do ziemskiej perspektywy, naszych wysiłków i starań, umiejętności rodzicielskich, wychowawczych i innych... 

      Wysiłek rodziców, nauczycieli jest ważny. Każdy otrzyma należną mu zapłatę. Ale warto pamiętać i wskazywać na Tego, który jest źródłem.

1. Czy w moich słowach, działaniach wskazuję na Boga?
2. Czy nie przypisuję sobie nie swoich zasług?

czwartek, 25 sierpnia 2016

Uroczystość św. Józefa Kalasancjusza - założyciela Szkół Pobożnych

    "Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?" On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: "Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18, 1b-2).

Myśli świętego Józefa Kalasancjusza z listów:

Konieczne jest zatem przyjmowanie z ręki Boga wszystkiego, zarówno rzeczy pomyślnych, jak i przeciwności, i ukorzenie się wobec Jego tajemnych, świętych sądów (L3123).

Tu, w Rzymie, znalazłem najlepszy sposób służenia Bogu i ludziom. I nie porzucę go za nic na świecie...

Wszystkie sprawy, przeciwne bądź pomyślne, powinno się przyjmować z ręki Boga dla naszego większego dobra (L265).

Bóg w swym miłosierdziu jest naszym obrońcą, teraz i zawsze. I w swej najświętszej dobroci pobłogosławi nam, tak jak tego oczekujemy (L4270).

Głos Boga jest głosem Ducha, który zjawia się, dotyka serca i odchodzi. Nie wiadomo, skąd przybędzie, ani kiedy tchnie. Stąd niezwykle ważne jest, aby zawsze pozostawać czujnym, by nie zjawił się niespodziewanie i nie oddalił bezowocnie (L131).

Dobrą zasadą życia duchowego jest zasada poznania samego siebie i nędzy, w której wszyscy się rodzimy, a jeszcze bardziej - niewdzięczności, z jaką - obdarowani tylu dobrodziejstwami - traktujemy Boga (L 1339).

Prawdziwą księgą, którą wszyscy powinniśmy studiować, jest Męka Chrystusa, która udziela każdemu wiedzy odpowiedniej dla jego stanu (L 1563).

Do nieba wstępuje się tylko dzięki miłości (L 2630)

Konieczne jest, aby nasze dzieła były dokonywane z miłości do Boga, i abyśmy w Nim pokładali całą naszą ufność (L 115).


niedziela, 21 sierpnia 2016

XXI Niedziela Zwykła

   Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: "Panie, otwórz nam!", lecz On wam odpowie: "Nie wiem, skąd jesteście" (Łk 13,24-25).

    Nie trzeba  wprost deklarować apostazji, by wyrzec się w swoim życiu Boga. To wyrzeczenie się Boga dokonuje się zawsze poprzez wybór grzechu, różnego rodzaju kompromisy ze złem, próbą pójścia na skróty. 

    Myślę, że wielu z nas śledzi zmagania sportowców na igrzyskach. Ciężko wypracowane medale cieszą, widać i radość, i łzy wzruszenia... Ale nie brakuje i tych, którzy chcą pójść na skróty. I kompromitacja. Wstyd na całe życie... 

   Nie trudno to odnieść do wymiaru duchowego, do życia wiarą. Każdy kompromis ze złem, z grzechem, pójście na łatwiznę, to wybór tej szerokiej drogi, która nie prowadzi do życia...

      Można jeszcze inaczej popatrzeć na ową ciasną bramę. To nie zawsze musi być wybór grzechu. Można również odrzucić Boga poprzez niewłaściwe podejście do wiary. Można odrzucić łaskę, ufając w swoje dobre życie, zasługi, a nawet w swojej pobożności pokładając ufność. 

   Taką postawę prezentowało wielu współczesnych Jezusowi religijnych wyznawców judaizmu. Wystarczy chociażby wspomnieć przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku w świątyni. 

    Można być religijnym i jednocześnie niewierzącym. Uczynki są ważne, ale nie można się samemu zbawić. Zbawienie jest darem łaski. Można uczestniczyć w kulcie i odrzucić łaskę zbawienia.

    Ciasna brama... Dokonać wyboru Jezusa, bo tylko w Nim jest zbawienie. On sam mówi o sobie – Ja jestem brama owiec. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony... 

1. Czy nie sprowadzam wiary do religijności?
2. Czy nie wygładzam wymagań Ewangelii w swoim życiu?

niedziela, 12 czerwca 2016

XI Niedziela Zwykła

   Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą. Na to Jezus rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś powiedzieć (Łk 7,39 - 40).

    Wszyscy ją znali. Gardzili nią, ale korzystali też z jej usług. 

   Nawet porządni ludzie potrzebowali jej, nawet faryzeusz Szymon jej potrzebował, aby sobie przed lustrem powiedzieć: nie upadłem tak nisko jak ona. 

     Ich grzechy były zakryte przed ludzkim wzrokiem, cieszyli się szacunkiem, poważaniem, a ona zasługiwała na pogardę. Chociaż to oni zakładali maski, udawali – wielu z mieszkańców miasta znała – tych, którzy do niej przychodzili, widząc tylko jej ciało, którzy traktowali ją jak przedmiot dający im przyjemność. 

      Przyszło jej żyć na marginesie miasta. I mimo całego upodlenia, w jakim żyć jej przyszło, przychodzi do domu Szymona, słysząc, że tam przebywa Jezus. Słyszała o nim. Tliła się w jej sercu nadzieja, że On jeden nie zobaczy w niej tylko ciała, że On jeden zobaczy jej serce. 
     Szymon nie wypowiada głośno swojej opinii – On powinien wiedzieć, co to za jedna, wszyscy ją znają. Ale tak jak Jezus widzi serce owej kobiety, tak samo widzi serce Szymona. Czyta jego myśli. 
    Jezus czyta także nasze myśli. Widzi nasze serca. Gdyby ludzkie myśli pachniały, to na świecie roznosiłby się nieopisany odór, tak że wszyscy zostalibyśmy przezeń zatruci (F. Dostojewski). 

     Jezus czyta w naszych sercach jak w otwartej księdze. I każdemu z nas mówi: mam ci coś do powiedzenia…

1. Czy nie wydaję zbył łatwych sądów o bliźnich?
2. Czy nie potrzebuję grzechu drugiego człowieka, by usprawiedliwiać siebie?

środa, 8 czerwca 2016

Środa X Tygodnia Zwykłego

    Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni (Mt 5,17-19).

   Prawo Starego Przymierza bardzo szczegółowo wskazywało, co trzeba czynić i czego należy unikać. 613 przykazań zawartych  w Pięcioksięgu. Jezus przychodzi wypełnić prawo, odkrywa jego głębię, nadaje pełniejszy wymiar, dokonuje hierarchizacji praw, ale ich nie znosi. 

    Bóg jest mądrym wychowawcom. Nie zadowala się ogólnikami. Nie wystarczy dziecku w domu czy w szkole powiedzieć, by było grzeczne. Trzeba jeszcze powiedzieć, co to znaczy. Nie wystarczy powiedzieć, że trzeba być dobrym, ale konieczne jest jeszcze wyraźne pokazanie, na czym to polega... 

     Pan Bóg dając szczegółowe przykazania nie zadowala się ogólnikami. Nie mówi tylko do nas będziesz miłował Boga i bliźniego, ale jednocześnie pokazuje jak tę miłość realizować. Bóg, mądry wychowawca, któremu zależy na człowieku, dotyka konkretu życia, nie zadowala się teoretycznymi rozważaniami i abstrakcją...

1. Czy staram się odkryć Bożą miłość w przykazaniach?

piątek, 3 czerwca 2016

Uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego

   Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15,6b-7).

     Pasterz, który spostrzega, że owca się zagubiła, nie wpada w złość, ale niepokoi się jej losem i podejmuje poszukiwanie pełne niecierpliwości. Grzesznik, który oddala się od Boga i jest bliski zguby wywołuje niepokój Bożego serca, niepokój, który jest związany z niepewnością – można nie zdążyć go odnaleźć i uratować przed ostatecznym zaginięciem. 

    Jezus w przypowieści ukazuje wielką miłość pasterza, który szuka, ale centralnym punktem przypowieści jest radość z odnalezienia. 

     Bóg jest pełen radości szczególnie kiedy przebacza, kiedy odzyskuje człowieka. 

     Radość Boga wypływa z udzielonej łaski miłosierdzia i wskazuje na rzeczywistość, której zwykła litość nie obejmuje – Bóg raduje się zawsze, kiedy człowiek zwraca ku Niemu swoje serce. Człowiek jest radością Bożego serca.

1. Czy radość towarzyszy moim powrotom do Boga?

czwartek, 2 czerwca 2016

Czwartek IX Tygodnia Zwykłego

 Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? (Mk 12,28b).

      W czasach Jezusa trwał spór pomiędzy dwoma szkołami rabinackimi. Jedna głosiła pogląd, że wszystkie przykazania (613) pochodzą od Boga i maja jednakową rangę,
więc człowiek nie ma prawa ustalać ich hierarchii. Druga uważała, że przykazania mają swoją hierarchię. Pytanie uczonego w Prawie trzeba umieścić w kontekście tego sporu. Przysłuchiwał się rozmowie Jezusa z saduceuszami i zaintrygowany Jezusem stawia pytanie. 

     Jezus udziela odpowiedzi, z którą uczony w Piśmie się zgadza. Miłość jest najważniejsza. Wszystko inne, o co człowiek zabiega  i się troszczy, zarówno w odniesieniu do Boga jak i do ludzi ma sens tylko wtedy, gdy jest wypełnione miłością. 

1. Czy miłość jest dla mnie najważniejsza w mojej wierze i  w życiu?

wtorek, 31 maja 2016

Święto Nawiedzenia NMP

      Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1,39-41).

     Spotkanie Maryi i Elżbiety. Elżbieta, będąca już w podeszłych latach, reprezentuje Stare Przymierze. Maryja, nowa Ewa reprezentuje Przymierze Nowe, które się zaczyna w osobie Jezusa. W osobie Elżbiety Stare Przymierze przyjmuje z radością i nadzieją Nowe, rozpoznając dar miłosierdzia Bożego - Boga, który przychodzi wypełnić to wszystko, czego oczekuje stworzenie.

      W spotkaniu tych dwóch kobiet objawia się dar Ducha Świętego, który sprawia, że poruszyło się dziecko w łonie Elżbiety. Dobra Nowina objawia się w zaciszu domu rodzinnego Elżbiety, pośród zwyczajnych codziennych zajęć, w tak bardzo ludzkich sprawach jak odwiedziny, ludzka życzliwość i niesiona pomoc, oczekiwanie narodzin dziecka. Święty Łukasz ukazuje, że trzeba przyjmować i odkrywać Bożą obecność w tym, co zwyczajne, w tym co ludzkie. Nie trzeba szukać nadzwyczajnych zdarzeń, cudów, aby doświadczyć obecności Boga. 

1. Czy dostrzegam Boże działanie w mojej codzienności?

poniedziałek, 30 maja 2016

O niegościnnym Szymonie

      W roku miłosierdzia papież Franciszek zaprasza wierzących do pochylenia się nad tajemnicą Boga, który swą wszechmoc ukazuje w łasce miłosierdzia. Jedną z pierwszych przypowieści, która uchyla nieco owej tajemnicy, jest przypowieść o uczcie w domu faryzeusza Szymona, zapisana w Ewangelii wg św. Łukasza. (Łk 7,36-50).

    Jezus zostaje zaproszony do domu faryzeusza. To w jakiś sposób burzy pewien stereotyp, że bywał w domach tylko tych, którzy uważani byli za grzeszników: Zacheusza, Mateusza. Jezus przyjmuje zaproszenie także do domu faryzeusza Szymona. 

      Faryzeusz Szymon. Co skłoniło go, by zaprosić Jezusa do domu, a zatem zaprosić do szczególnej bliskości?  Nie tylko do domu, ale także do stołu, na posiłek. Raczej trudno uznać, że Szymon kieruje się dobrymi intencjami. Ma już wyrobione zdanie o Jezusie. Mimo zaproszenia pomiędzy nim a Gościem istnieje bariera – stół. Szymon nie wita swojego gościa. Nie ma żadnej serdeczności. Obserwuje. Dalsze wydarzenia z uczty w domu faryzeusza pokazują, że zaproszenie było raczej sprytnie zastawioną pułapką, której celem było skompromitowanie rzekomego Nauczyciela z Nazaretu. A mimo takiego nastawienia Szymona Jezus nie rezygnuje z zaproszenia. To pierwsze wskazanie dla wierzących. Być otwartym na drugiego człowieka. Nie zamykać się w swoim środowisku. Jezus przyjmuje zaproszenie ze strony Szymona, który należy do stronnictwa, które podważa Jego autorytet. Przyjmuje zaproszenie jako Człowiek wolny, którego nie krępuje ludzka opinia, osądy. 

     Już pierwszy moment pobytu w domu Szymona jest upokorzeniem Jezusa. Nie jest oczekiwany, nie zostaje przywitany czy poprowadzony do stołu. Nie zostaje Mu podana woda do obmycia. To wszystko pokazuje, że Szymon patrzy na swojego gościa z góry, nie okazuje należnego Gościowi szacunku. Jezus się nie zraża. Mimo braku gościnności nie wycofuje się, zasiada do stołu. Jezus pozwala się upokorzyć. To takie trudne schować własną dumę do kieszeni. A Bóg się nie zraża impertynencją człowieka. 

    Na scenie w domu faryzeusza pojawia się nowa osoba. Jawnogrzesznica, którą wszyscy znali.
Można się zastanawiać, czy to kolejny etap prowokacji ze strony Szymona, której celem jest odebranie Jezusowi autorytetu nauczyciela i proroka. Jeżeli tak, Szymon musiał co najmniej wyrazić zgodę, by owa kobieta weszła pod jego dach. Zdaje się to sugerować sposób myślenia Szymona: gdyby On był prorokiem… Niemniej jednak można uznać, że Szymon wykorzystuje sytuację, która się zdarzyła. Oto kolejna sposobność zdyskredytowania rzekomego Mistrza sama wchodzi w ręce. Kobieta podchodzi i dotyka Jezusa. Wywołuje to dezaprobatę, zgorszenie Szymona. W domu Szymona zapachniało skandalem. Jezus powinien ją natychmiast odrzucić, jeżeli chce uratować swój autorytet. A Jezus ze spokojem przyjmuje jej dotknięcie. Kobieta nie ma imienia. Bóg jest dyskretny. Nie napiętnuje grzesznika, nie pokazuje go palcem. Nawet wielki grzesznik ma prawo do traktowania go z godnością. Jezus widzi w kobiecie osobę, która potrzebuje miłości, przebaczenia i pokoju. Widzi jej wewnętrzne rozdarcie, pogardę, z jaką na co dzień musi się spotykać i pragnienie, by ktoś zobaczył w niej człowieka. To kolejne zaproszenie dla wierzących na rok miłosierdzia: zrewidować nasze podejście do pewnych osób, grup, którym odmawiane jest prawo zbliżenia się do Jezusa. Gdzie, jeśli nie we wspólnocie wierzących, będą mogli usłyszeć słowa, które pozwolą im zobaczyć, że są również dziećmi Bożymi? Kiedy będą mogli się dowiedzieć, że Bóg jest także dla tych, którzy są wykluczeni ze społeczeństwa?  Kto im powie o otwartości Jezusa dla każdego człowieka? Jezus nie napiętnuje. 

     Jawnogrzesznica jest znana Szymonowi. Może potrafi ją łatwo „sklasyfikować” ze względu na strój, sposób bycia. Identyfikacja nie sprawia problemu. Uczta była przygotowana, jest wielu gości siedzących przy stole. Kompromitacja Jezusa jest gotowa. On też ma pełną świadomość tego, kto Go dotyka. Grzech nie jest ukryty. Został nazwany po imieniu. 

      Ona zna Jezusa. Bez problemu wybiera właśnie Jego spośród wielu gości siedzących przy stole. Przyszła tu właśnie ze względu na Niego. Przygotowała się do spotkania. Ona nie pojawiła się przypadkiem. Nikt nie nosi ze sobą alabastrowego flakonika olejku. Taki flakonik kosztował majątek. Musiała zaangażować cały swój spryt i odwagę, może jakieś znajomości, by wejść pod dach faryzeusza. 

     Podchodzi do Jezusa. Dla Niego tutaj przyszła. Ona zna swoje miejsce. Staje u nóg Jezusa. To wyraz szacunku i wyraz gotowości do działania. Nie chce tracić czasu. Rozbija alabastrowy flakonik. To jedyny sposób, by wydobyć zamknięty w nim olejek. Drogi flakonik już nie odzyskania. Pozostają skorupy. To rozbicie flakonika to wyraz pragnienia, by zerwać z dawnym życiem. Wyjść ze skorupy, która zniewala. Może to była piękna i droga skorupa, ale więzi człowieka.  Ona uznaje swój grzech i swój żal. Łzy spływają obficie, skoro trzeba je obcierać włosami. Ufa Jezusowi, On może jej przebaczyć. To wielki wyraz zaufania. Nieważne, co inni sobie myślą – liczy się On. Jezus odpowiada na jej zaufanie – jej grzechy zostają odpuszczone. Ale najpierw pozwala się jej wypowiedzieć, wyrazić cały swój żal i pragnienie przebaczenia. Daje jej czas. Nie śpieszy się. 

      Podejmuje natomiast dialog z Szymonem, gospodarzem przyjęcia. Nie zraża się tym, że Szymon już dokonał sądu i nad tą kobietą, i nad Nim. Podejmuje rozmowę. Nie odrzuca Szymona, nie zraża się jego złym nastawieniem. 

     Jezus zaczyna rozmowę w sposób właściwy dla ludzi wschodu. Opowiada zagadkę, na którą Szymon musi znaleźć odpowiedź. Zwraca się do Szymona po imieniu, tym samym skracając dystans, jaki ustawił faryzeusz w ich relacji. Szymonie, mam ci coś do powiedzenia. Szymon wyraża zgodę. Czy przeważyła w nim ciekawość wobec kogoś, kogo już osądził? Jest ostrożny w odpowiedzi. Chociaż nie uważa Jezusa za proroka, uznaje Go za inteligentnego rozmówcę. Konkluzja dialogu jest jedna: wdzięczność jest odpowiedzią na darowany dług. To okazanie wdzięczności jest potwierdzeniem prawdziwości nawrócenia. 

     Patrząc na postać i zachowanie jawnogrzesznicy można popatrzeć na nasze zaufanie wobec Boga, wobec Jego miłosierdzia. Ona potrafiła uwierzyć, że On może odpuścić jej grzech i zostało jej darowane. Zaufanie jest warunkiem uzyskania przebaczenia. Odpowiedzią na darowany grzech jest miłość. Zaufanie nie jest postawą łatwą. Trudne jest też uznanie siebie za dłużnika – grzesznika. Niektórym trudno jest przyjąć dar przebaczenia i odpowiedzieć na przebaczenie wdzięcznością. Czują się uniżeni. Traktują darowanie grzechu jako zobowiązanie, które trzeba spłacić. Wówczas trudno o wdzięczność. Trzeba uznać, że nie jesteśmy w stanie wynagrodzić Bogu darowanego grzechu. Jedyna możliwość, to wdzięczność za otrzymany dar i wzrost w miłości. Bóg kieruje się wobec nas miłosierdziem, kiedy uznajemy swój grzech i ufamy, że On może go nam odpuścić. 

     Jawnogrzesznica skorzystała z szansy, jaką dało jej spotkanie z Jezusem. Szymon, który upokorzył
Jezusa, sam został upokorzony. Na publiczne upokorzenie Jezus odpowiada publicznym napomnieniem, wyrzucając mu brak gościnności. Patrzę jednak na Szymona z nadzieją. To była dla niego bolesna lekcja, ale być może ziarno, które zostało zasiane w jego sercu poprzez spotkanie z Jezusem, przyniosło kiedyś owoc. Bóg jest cierpliwy wobec człowieka. Daje czas. Bez względu na to, z jaką intencją Szymon zaprosił Jezusa, spotkanie musiało naruszyć w jakiś sposób jego spojrzenie na Mistrza z Nazaretu, na Boga i na drugiego człowieka. Może już nie osądzał drugiego tak łatwo, jak miało to miejsce wobec kobiety. Całe wydarzenie musiało również zmusić go do postawienia sobie pytania o obraz Boga, jaki nosił. Ten, który miał, wskazywał na Boga dalekiego, Boga, któremu należy się kult, rytuał i forma. Jezus ukazuje inny obraz Boga. Jest Bogiem bliskim, który pozwala podejść do siebie każdemu człowiekowi, nawet bez zachowania odpowiednich form i rytuału (jawnogrzesznica).  Szymon otrzymał bolesną lekcję, ale może potrzebował czasu, by zaufać miłosierdziu. 


tekst napisany dla Kwartalnika e-espe - tutaj

Poniedziałek IX Tygodnia Zwykłego

 Jezus zaczął mówić w przypowieściach: Pewien człowiek założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał tłocznię i zbudował wieżę. W końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. W odpowiedniej porze posłał do rolników sługę, by odebrał od nich część należną z plonów winnicy. Miał jeszcze jednego, ukochanego syna. Posłał go jako ostatniego do nich, bo sobie mówił: Uszanują mojego syna. Lecz owi rolnicy mówili nawzajem do siebie: to jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze (Mk 12,1-2.6-7).

      Świątynia. Jezus dopiero co usłyszał pytanie o autorytet, który pozwala mu czynić w świątyni porządki. Wówczas odpowiedział pytaniem o Jana Chrzciciela. Opowieść o dzierżawcach winnicy jest odpowiedzią o autorytet Jezusa. Odpowiedzią, którą Jego adwersarze dobrze zrozumieli. 
    
    Jezus ujawnia źródło swojego autorytetu - jest Synem posłanym do dzierżawców winnicy, do zwierzchników Izraela i ma prawo domagać się owoców w imieniu Właściciela, którym jest Bóg. Ujawnia jednocześnie brak troski dzierżawców o lud Izraela - troszczą się jedynie o własną władzę i zysk. Chcą zawłaszczyć winnicę, która nie jest ich. I ujawnia plan swoich przeciwników - Syn zostanie zabity.
           
        Każdy z nas otrzymał od Boga kawałek jakiejś winnicy w dzierżawę. Swoje życie, rodzinę, powołanie. To tylko dzierżawa i nie jest obojętne, jak do tej powierzonej w opiekę winnicy człowiek podchodzi. Może pojawić się pokusa zawłaszczenia powierzonej winnicy - nic Bogu do mojego życia, do moich spraw. Nietrudno wówczas Jezusa uznać za Kogoś niewygodnego, Kogo trzeba usunąć z życia.

1. Czy moje życie traktuję jako dar powierzony mi przez Boga w dzierżawę?
    

piątek, 6 maja 2016

Święto świętych apostołów Filipa i Jakuba

   Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? (J 14, 8 - 10).

    Jezus - doskonała jedność z Ojcem i najpełniejszy Jego obraz - w obliczu Jezusa można rozpoznać Ojca. 

     W momencie stworzenia Ojciec w każdym człowieku zawarł swój obraz i podobieństwo. Ten obraz został zniekształcony, zamazany, zachlapany błotem grzechu, ale wciąż jest obecny. Wielu świętych próbowało ukazywać oblicze Ojca poprzez odczytywanie jakiegoś szczególnie wybranego przymiotu. 

    Święty Józef Kalasancjusz zobaczył w Nim Nauczyciela, który pochyla się nad małym dzieckiem w geście błogosławieństwa. św. Teresa z Kalkuty odczytała na nowo jego miłosierdzie, św. Jan Paweł II pragnął, by Jego słowo dotarło aż po krańce ziemi i podejmował pielgrzymki w najdalsze rejony świata, św. Jan XXIII zobaczył Jego uśmiech...

     Święci na swój sposób ukazywali światu oblicze Ojca. Święty Paweł mówi o sobie: Teraz już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus (Gal 2,20). Świat ma prawo oczekiwać i domagać się od uczniów Jezusa, by w nich można było zobaczyć oblicze Ojca. 

1. Jaka cecha Boga jest mi szczególnie bliska?
2. Czy inni mogą we mnie dostrzegać Boże oblicze?

niedziela, 24 kwietnia 2016

V Niedziela Wielkanocy

   Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie (J 13,33-35).

     Miłość. Tak wiele znaczeń. Sam Jezus nadaje miłości różne brzmienie. Mówił o miłości bliźniego, o miłości nieprzyjaciół. Ukazywał wielką miłość rodzicielską, gotową do poświęceń dla dobra dziecka. Miłość ukazuje wielkość człowieka.  Człowiek objawia swą wielkość, kiedy ofiaruje siebie, swoje siły, swój czas, drugiemu.

    Dziś jednak Jezus mówi o jeszcze jednym wymiarze miłości. To nie miłość nieprzyjaciół, to nawet nie jest miłość bliźniego. Dziś Jezus mówi o miłości, która jest wzajemnym obdarowywaniem, nie działa tylko w jedną stronę. Człowiek coś z siebie daje i otrzymuje. Obdarowuje i zostaje obdarowany. 

     Miłość wzajemna - nie wystarczy umieć dawać, poświęcać się, ofiarować siebie drugiemu. Równie ważne w miłości jest umieć przyjmować czyjś dar, czyjeś poświęcenie. Miłość wzajemna - miłość, która już dziś pozwala odkrywać niebo. 

1. Czy umiem przyjmować miłość drugiego człowieka?

wtorek, 19 kwietnia 2016

Wtorek IV Tygodnia Wielkanocy

   Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie. Rzekł do nich Jezus: Powiedziałem wam, a nie wierzycie (J 10,24-25).

   Oczekiwali Mesjasza. Mieli swoje wyobrażenia. Jezus niekoniecznie do tych wyobrażeń pasował. Stąd domaganie się znaku i potwierdzenia. 

     I Jezus coraz mocniej objawia swoją mesjańską godność. Czyni wiele znaków. Daje do zrozumienia, że w Nim Bóg spełnia zapowiedzi proroków. I obok tych, którzy Mu wierzą i idą za Nim, pojawia się coraz bardziej zdeterminowana grupa przeciwników. Chcieli, żeby On pasował do ich wyobrażeń, ścisłych ram obrazu, który sobie nakreślili. 

     Jezus nie daje się dopasować. Ukazuje oblicze Ojca takim, jakim ono jest, a nie takim, jakim człowiek chciałby, żeby było. I prosi, by człowiek zmieniał swoje wyobrażenia o Ojcu, zbyt schematyczne. Boga nie da się umieścić w ściśle określone ramy ludzkich wyobrażeń. 

     Nie jesteśmy inni od tamtych ludzi. Każdy człowiek nosi w sobie jakiś obraz Boga. Może on pomagać, ale jednocześnie może bardzo ograniczać relację i zamykać na prawdę, którą Ojciec chce nam o sobie objawiać. 

    Stereotypy, ramki, schematy - wówczas żaden znak nie potrafi przemówić. Człowiekowi bardzo trudno zmienić swoje widzenie, swój sposób myślenia, postrzegania. 

     Podstawą jest otwarcie się na prawdę, którą Ojciec objawia. Gdzie jest ta otwartość, tam Jezus jest rozpoznawany jako Pasterz przez owce. 

1. Czy pozwalam się Bogu objawiać w moim życiu?
2. Jaki obraz Boga noszę?

niedziela, 17 kwietnia 2016

IV Niedziela Wielkanocna

    Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy (J 10,27-30).

     Przypowieść o Pasterzu i owcach może być dla wielu niezrozumiała. Nie jesteśmy w dużej części rolnikami, a tym bardziej pasterzami, dlatego trudno odnaleźć siebie w przypowieści. Pasterz żyje wśród owiec. Dzień i noc. Zna je wszystkie, zna ich mocne i słabe strony. I owce znają pasterza. Na głos obcego owca ucieka. Za głosem pasterza, którego zna, idzie. 

      Owce słuchają. Nie chodzi tu o jakieś słuchanie, ale słuchanie pełne uwagi, które prowadzi do posłuszeństwa i zaufania wobec Pasterza. Zaufanie prowadzi do jedności Pasterza i owiec. 

     Pasterz "zna" swoje owce. Nie chodzi tu jedynie o poznanie intelektualne. Znać w języku biblijnym, to być w relacji, być w komunii z drugim. Owce są zaproszone, aby iść za Pasterzem. Podążanie za Nim to podążanie do źródła życia. Życie jest darem wypływającym ze zjednoczenia z Bogiem. Życie wieczne, to nie sprawa przyszłości. Komunia z Bogiem daje życie wieczne, tu i teraz. Nie trzeba czekać na śmierć, aby żyć z Bogiem. 

1. Czyim głosem kieruję się w życiowych wyborach?
2. Czy zawsze jest to głos dobrego Pasterza?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Poniedziałek III Tygodnia Wielkanocy

   Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; (J 6,25-27).

   Szukali Jezusa. Najedli się do syta i chcą więcej. Nie rozumieją, w jaki sposób tu dotarł. Nie rozumieją znaku, który widzieli. Widzą tylko to, co zewnętrzne, ale nie potrafią w znaku rozmnożonego chleba zauważyć Bożego działania. 

    Jezus powtarza znak, jakiego dokonał na pustyni Mojżesz. Nakarmił do syta. Chcieliby, żeby ten znak Mojżesza się powtarzał. Jezus zaprasza ich jednak, by wykonali jeden krok więcej. Nie wystarczy troszczyć się o chleb, który ginie. Człowiek nie może ograniczyć się do zaspokojenia tylko ziemskich potrzeb, nawet tych najbardziej egzystencjalnych. 

     Jezus kieruje uwagę ludzi ku niebu, na pokarm, którego nie dostrzega się gołym okiem, a który służy wiecznemu życiu. Pokarm, który daje Syn Człowieczy. Otwiera perspektywę patrzenia w nowy sposób na nasze życie. Głodu człowieka nie jest w stanie zaspokoić ziemski świat. Tylko w Bogu człowiek może znaleźć pełne zaspokojenie swojego serca. 

     Kiedy nasze oczekiwania wobec Boga ograniczamy do ziemskich tylko potrzeb, szybko możemy się Bogiem rozczarować. Dlatego potrzeba tej perspektywy, która poprzez ziemię pozwala widzieć niebo.

1. Jakie jest moje oczekiwanie wobec Boga, w jakiej perspektywie Go zamykam?

niedziela, 10 kwietnia 2016

III Niedziela Wielkanocy

    A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć( J 21,4-6).

    Apostołowie przyjęli polecenie od Kogoś, kogo nie rozpoznali, może uważali Go za dyletanta – kto łowi o tej porze? A jednak posłuchali. 

 Nam ciężko przyjąć, że ktoś może słusznie coś doradzać. Wiemy sami i dobrze wiemy! Jesteśmy też często roztargnieni. 

Apostołowie, mimo spotkań ze Zmartwychwstałym, wciąż traktują Go jak zmarłego. Dlatego Go nie rozpoznają. Nam grozi to samo – możemy w naszym roztargnieniu wciąż odrzucać prawdę o Bogu zmartwychwstałym. 

     I często traktujemy Boga jako zmarłego, nieobecnego w naszym życiu – składamy mu sztuczne kwiaty naszej pamięci i zapalamy świece naszej letniej pobożności. 

    A On zmartwychwstał! I chce być z nami. Chce być uczestnikiem wszystkich naszych działań i trudów. Nie godzi się na rolę zjawy, obrazu, ku któremu będziemy kierowali nasze westchnienia. Nie chce czekać, aż znów odwiedzimy Go w kościele. Chce być obecny tam, gdzie wykonujemy nasze zwykłe zajęcia. 

1. Czy nie ograniczam wiary do obecności w kościele?

środa, 6 kwietnia 2016

Środa II Tygodnia Wielkienocnego

     Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3,16-17).

     Świat. Tak wiele razy św. Jan używa tego słowa, nadając mu wiele znaczeń. 
Świat - stworzona ziemia, zamieszkiwana przez ludzi i wszelkie stworzenie. Wszystko zostało stworzone z miłości.

     Świat - tylko ludzie, wszyscy, bez wyjątku. Stworzeni na Boży obraz i podobieństwo. Obraz trochę uszkodzony przez grzech, zamazany błotem - Syn zostaje posłany, by poprzez miłość dokonać odnowienia tego obrazu, by człowiek mógł zobaczyć swoje prawdziwe oblicze, nadane przez Stwórcę.

       Świat - to co ludzkie. Bóg tak bardzo umiłował świat, że zesłał swojego Syna, który przyjmuje ludzką naturę. Bóg w pełni jednoczy się z tym, co ludzkie. Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie Syn dokonuje wyniesienia ludzkiej natury. Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów... (por. Ps 8)

       Świat to także przeciwnicy Jezusa. Świat przeciwników Jezusa to świat rządzony przez szatana, który często jest nazywany Księciem tego świata - świata nieprawości, niesprawiedliwości, podziałów, zła. I również ten świat Jezus kocha i pragnie zbawić, próbuje przekonać do miłości. Próbuje przekonać, bo szatan został pokonany na krzyżu i jego świat skazany jest porażkę. 

     Bóg tak umiłował świat... 

1. Jak doświadczam Bożej miłości?
2. Czy czuję się kochany przez Boga?

niedziela, 3 kwietnia 2016

II Niedziela Wielkanocy - Niedziela Miłosierdzia

     A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! (J 20,26-28).

      Tomasza Apostoła nie było w Wieczerniku. Kiedy mu mówili, nie uwierzył. Tomasz zwany Didymos, czyli bliźniak. Tomasz wątpiący, skłonny do zniechęcenia. Poraniony. On może być bliźniakiem każdego z nas, w naszych zwątpieniach, zniechęceniu, zranieniach. 

     Tomasz nie jest sceptykiem, on chce uwierzyć, ale chce rozwiać wszelkie wątpliwości. Szuka prawdy. Boi się pomylić – pomyłki są zbyt bolesne. Doświadczenie krzyża było bolesne – świat się zawalił. Nie chce kolejny raz przeżywać rozczarowania. 

    Jezus poraniony przychodzi do poranionego Tomasza, swojego ucznia. Chrystus zraniony Miłością spotyka Tomasza zranionego niedowiarstwem. Przychodzi, by i Tomasz rozwiał wątpliwości. 

      I tchnął na nich. Na początku stworzenia Bóg tchnął i zaczęło się życie. Jezus dokonuje  nowego stworzenia. Obdarza darem Ducha Świętego, który jest źródłem życia. I powierza swoim uczniom władzę odpuszczania grzechów. 

     Nowe dzieło stworzenia opiera się na miłosierdziu Ojca. Kiedy Bóg odpuszcza grzechy, za każdym razem dokonuje się nowe stworzenie. W sakramencie chrztu świętego i w sakramencie pojednania Bóg obdarowuje życiem. I zachęca nas do opuszczenia naszych lęków, niepewności, zaprasza do zaufania: Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani. 

1. Co nie pozwala mi w pełni zawierzyć Panu Bogu?

sobota, 2 kwietnia 2016

Sobota w Oktawie Wielkanocy

     W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! (Mk 16,14-15).

     Apostołowie z trudem przyjmowali świadectwo innych - ludzi, których dobrze znali,  z którymi przeszli już jakiś kawałek drogi. Był opór przed przyjęciem prawdy o zmartwychwstaniu. A mimo to, tym upartym i małej wiary Jezus powierza misję głoszenia Ewangelii. 

      Teraz sami będą mogli się przekonać, że można natrafić na opór niewiary. I nie będzie nic więcej, poza ich świadectwem. To wydarzenie niewiary i uporu apostołów jest nauczką - trzeba umieć zawierzyć świadectwu ludzi, którzy doświadczyli Boga w sposób, jaki mnie nie został dany. 

       Mają głosić. Tak łatwo się zniechęcić, kiedy natrafia się na opór. Jezus uczy swoich uczniów, by się nie zniechęcali. Mimo ich oporu, mimo niewiary, mimo posłanych tylu świadków: Maria
Magdalena, uczniowie po powrocie z Emaus, Jezus nie zniechęca się w przekazywaniu prawdy o swoim zmartwychwstaniu. To kolejna lekcja dla uczniów - nie zniechęcać się, nie poddawać się w dawaniu świadectwa, chociaż nie zawsze jest łatwo.

     Upór apostołów, ich niechęć w przyjęciu prawdy o zmartwychwstaniu, pozwalają jeszcze na jedno: być chrześcijaninem to nie znaczy być naiwnym, który we wszystko uwierzy. Opór apostołów pokazuje, że wiara kiełkuje pośród wątpliwości, trudów i wewnętrznych zmagań. To nie jest wiara naiwna, która wierzy we wszystko, co ktoś powie. 

1. Czy nie popadam w zniechęcenie na drodze wiary, kiedy ktoś neguje mój sposób życia?
2. Jak podchodzę do wątpliwości w wierze? Czy i gdzie szukam odpowiedzi?

piątek, 1 kwietnia 2016

Piątek w Oktawie Wielkanocy

     A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! (...) Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan (J 21,4-7a.12b).

        Powrót do Galilei. Jakby wymazali trzy lata przygody z Jezusem z życia. Rybacy ludzi znów chcą łowić tylko ryby. Jakby nic się nie wydarzyło, jakby ich życie nie uległo zmianie.

     A zmieniło się wiele. Chyba zapomnieli swojego rybackiego rzemiosła, bo wyciągnęli puste sieci. Frustracja. Wyraża się ona szczególnie w owej krótkiej odpowiedzi udzielonej nieznajomemu - "NIE!" Zmęczeni, z pustymi sieciami, ale jednak w ich życiu zaszła zmiana. Nauczyli się już Go rozpoznawać. Uczą się właściwie cały czas rozpoznawać Go podczas spotkań. Już wiedzą, że to On. Potrafią odczytywać swoje życie Bożymi oczami. 

      Rybacy ludzi nie mogą już wrócić do swojego dawnego życia. Te sieci trzeba zostawić. Jezus, bardzo delikatnie, zaprasza do swego stołu. Rozpalił ogień, znów podaje chleb.
To szczególny znak, po którym zdobywają pewność. Eucharystia jest uprzywilejowanym miejscem spotkania Chrystusa Zmartwychwstałego. Prosty gest zaproszenia i prosty znak Chleba - Bóg nie szuka wymyślnych znaków, by dotrzeć do człowieka. 

1. Czy umiem odczytywać swoje życie jako miejsce obecności i działania Boga?
2. Czy Eucharystia jest dla mnie miejscem uprzywilejowanym spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym?