zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 18 września 2016

25 Niedziela Zwykła

    Jezus powiedział też do uczniów: "Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: "Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą". Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: "Ile jesteś winien mojemu panu?" Ten odpowiedział: "Sto beczek oliwy". On mu rzekł: "Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt" (Łk 16,1-6).

      Nieuczciwy rządca znajduje sposób, by wyjść z dramatycznej dla siebie sytuacji. Rządca odkrywa innych ludzi! Ludzi, których istnienia do tej pory nie zauważał.

      To przypowieść o każdym z nas. Nasze księgi są również nie do końca w porządku. W relacji do Boga zawsze znajdziemy coś, co sprawi, że nasze rachunki nie będą się zgadzały. Jezus uczy nas jednak jak radzić sobie z takimi nieprawidłowościami! Bóg kocha nieprawidłowości, które wychodzą na korzyść bliźniego. 

Trzeba umieć pomniejszać winy bliźniego (a nie je powiększać, jak to często czynimy, by lepiej wypaść), trzeba minimalizować ich błędy, zapominać o obrazach, urażonej dumie. 

     Świadomość własnych niedostatków, słabości, świadomość, że w mojej księdze rachunków z Bogiem nie wszystko się zgadza, pozwala otwierać się na drugich, przebaczać ich błędy i upadki. 

    Pisał Herbert: Tylko przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im niestety nie można zarzucić. Nie udało mi się nigdy widzieć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, kiedy są zmęczone, nie odważą się przyklęknąć. Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wychowawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość.

1. Czy świadom własnych słabości i grzechów, potrafię z wyrozumiałością patrzeć na uchybienia bliźnich?

czwartek, 15 września 2016

Wspomnienie MB Bolesnej

      A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu" (Łk 2,33-35).

       Przynieśli Go do świątyni, aby ofiarować Panu. Zgodnie z prawem, za pierworodnego ofiarowali parę synogarlic. A kiedy wyszli, spotkał ich Symeon - powoli Bóg odkrywa tajemnicę swojego Syna. Niezrozumiałe słowa o mieczu boleści musiały napełnić Jej serce niepokojem...

      Długo musiała czekać na pełne ofiarowanie Syna. Tajemnica słów Symeona w sposób pełny i rzeczywisty wypełniła się w tajemnicy Golgoty i krzyża. Patrzyła na Jego cierpienie i śmierć. Ofiarowanie Jezusa w świątyni u początku jego ludzkiego życia nie było wystarczającą ofiarą, by wybawić człowieka od grzechu. Bóg składa w ofierze za człowieka własnego Syna. 

       Cierpienie Matki, która traci Syna. Cierpienie, które może zrozumieć tylko matka po takiej stracie. A Ona trwała wiernie przy Bogu, powtarzając swoje fiat - niech mi się stanie. Mimo bólu, cierpienia, straty. 



1. Jak zachowuję się w chwilach cierpienia?

niedziela, 11 września 2016

XXIV Niedziela Zwykła

    Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: "Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona (Łk 15,1-5).

     Centralna postać to pasterz, który jest obrazem Boga Ojca. Nie jest wolą Ojca waszego, żeby zginęło jedno z tych małych (por. Mt 18,14). 

     Patrząc na pasterza, nie trudno dostrzec dwie jego cechy: jest pełen zapału w poszukiwaniu zabłąkanej owcy i pełen radości z jej odnalezienia. Bóg jest zainteresowany w sposób żywy odnalezieniem czegoś, co dla wielu nie ma większego znaczenia. To kolejna wskazówka dla szemrzących o niezwykłe zainteresowanie się Jezusa tymi, którzy nie cieszyli się w społeczeństwie szacunkiem – Bóg chce każdemu przywrócić godność, nie ma dla niego nieważnych dzieci. 
    Pasterz, który spostrzega, że owca się zagubiła, nie wpada w złość, ale niepokoi się jej losem i podejmuje poszukiwanie pełne niecierpliwości. 

     Grzesznik, który oddala się od Boga i jest bliski zguby wywołuje niepokój Bożego serca, niepokój, który jest związany z niepewnością – można nie zdążyć go odnaleźć i uratować przed ostatecznym zaginięciem.

     Delikatność pasterza z Łukaszowej Ewangelii  podkreśla fakt, że pasterz bierze owcę na ramiona, by przynieść ją do stada. Jezus, dobry Pasterz, bierze poranione i zagubione owce na swoje ramiona, bierze także na ramiona grzech owiec – krzyż, by przywrócić grzesznikom godność dzieci Bożych.

1. Czy przypominam sobie jakiś moment życia, w którym byłem poszukiwany i odnaleziony przez Boga?

piątek, 9 września 2016

Piątek 23 Tygodnia Zwykłego

         Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! (...)  Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego (1 Kor 9, 16.22-23.26-27).

     Święty Paweł w wielu miejscach podkreślał, że Pan Bóg dotknął go swoją łaską i włączył w sposób niezwykły do grona apostolskiego, bez żadnych zasług. Jako apostoł ma świadomość obowiązku, do którego został wezwany - głoszenia Ewangelii. Jak dawni prorocy nie może się sprzeniewierzyć wezwaniu - biada mi, gdybym nie głosił... Będziemy kiedyś musieli zdać egzamin z tego, jak wypełniliśmy to, do czego zostaliśmy zaproszeni i co podjęliśmy. 

     Wielki gorliwiec, zarówno kiedy zwalczał Kościół, jak i kiedy głosi dobrą nowinę. Pewnie i dziś nie każdy potrafiłby dorównać mu kroku. Dlatego staje się wszystkim dla wszystkich. Swoją gorliwość, zapał, wiedzę dostosowuje do tych, którym towarzyszy, którzy może idą wolniej, którzy nie nadążają... Ewangelia, aby być przyjęta, musi być zrozumiana... Ks. Józef Tischner opowiadał anegdotę, jak to katecheta tłumaczył dzieciom w przedszkolu istotę Boga. Chodził po klasie i mówił: "dzieci, pamiętajcie, Pan Bóg jest transcendentalny". Stać się wszystkim dla wszystkich, czyli tak dawać świadectwo, by zachwycić Bogiem...

     Paweł dostrzega także niebezpieczeństwo. Nawet w głoszeniu wiary można się tak zatracić, że można zaniedbać własne zbawienie. Można wielu doprowadzić do Boga i jednocześnie stać się niezdatnym. Pierwszym zadaniem ucznia Jezusa jest troska o osobistą więź z Mistrzem.

1. Jak na co dzień wypełniam obowiązki wypływające z wiary?

czwartek, 8 września 2016

Święto Narodzenia NMP - 8 września

    Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama.  Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci. (...) Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. (...) A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami"(Mt 1,1-2.16.22-23).

       Rodowód Jezusa. Maryja wybrana przez Boga na Matkę Syna Bożego zamyka wielki
katalog przodków. W tej wielkiej genealogii 42 pokoleń, która jest swoistym podsumowaniem historii zbawienia, można odnaleźć obecność Boga, który jest z człowiekiem. Zarówno w Jego wielkości, jak i małości, w świętości i grzechu. Bóg jest z nami.

         Przez pośrednictwo Maryi, wybranej i przygotowanej według Bożego upodobania, Bóg wypowiada najbardziej wyraźny znak swojej obecności - daje Syna. 

        I wciąż jest obecny w historii każdego człowieka. Jest Bogiem z nami.

1. Czy potrafię dostrzegać obecność Boga we własnej historii życia?

środa, 7 września 2016

Środa 23 Tygodnia Zwykłego

        A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: "Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą (Łk 6,20.24).

      Świat ubogich i bogatych. Świat głodnych i sytych. Świat płaczących i śmiejących się. Świat wzgardzonych, odrzuconych i świat zadowolonych z siebie i cieszących się uznaniem i względami. To wciąż jeden świat - nasz świat. Dwie rzeczywistości, które się wzajemnie przenikają, istnieją obok siebie. 

        Trudno przyjąć człowiekowi, że w ubóstwie, głodzie, płaczu, odrzuceniu i wzgardzie może ukrywać się błogosławieństwo i szczęście. Aby pokazać człowiekowi, że tak jest, Jezus staje się ubogim, bezdomnym, cierpiącym głód i niedostatek, przyjmuje odrzucenie i śmierć pośród złoczyńców. On, jedyny sprawiedliwy, staje się Mężem boleści, by ukazać, że jednak nawet tak trudnymi drogami Bóg może prowadzić do szczęścia...

      Czy zatem Ewangelia potępia bogactwo, radość, sytość? Nie na tym polega grzech bogatych, że mają, sytych, że nie głodują, śmiejących się, że nie płaczą. Grzech polega na tym, że nie potrafią zobaczyć drugiego człowieka, że swoje wyobrażenie szczęścia zamykają w doczesności, że nie potrafią z tego, co posiadają, uczynić pożytku dla drugiego człowieka. Bóg widzi realia naszego świata i nie godzi się na brak miłosierdzia. 

1. Czy dostrzegam potrzebujących wokół siebie?

poniedziałek, 5 września 2016

Poniedziałek 23 Tygodnia Zwykłego

      W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę (Łk 6,6). 

      Święty Beda, żyjący na przełomie VII i VIII w., mnich benedyktyński, komentując dzisiejszy fragment Ewangelii, mówi o tym, że człowiek z uschłą ręką jest symbolem każdego z nas, zaczynając od Adama. To właśnie Adam, praojciec, wyciągając rękę po zakazany owoc, sprawił, że stała się ona niezdolna do czynienia dobra. Dziedzicząc grzech Adama dziedziczymy również ową niemoc. Sucha ręka, to również niezdolność do wydawania owocu - bez wody łaski żadne dobro nie wyrośnie, a jeśli nawet zakiełkuje, uschnie. 

         Jezus przywracając zdolność posługiwania się ręką owemu człowiekowi, dokonuje uwolnienia od owego skażenia grzechem i pozwala na owocne życie. 

     Potrzebujemy Jezusowej interwencji, aby móc czynić dobro. Często chcemy je czynić, ale nie zawsze się udaje. Piękne mówi o tym święty Paweł: A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach (Rz 7,21-23). 

1. Czy widzę w swoim życiu działanie Jezusa, który uzdalnia mnie do czynienia dobra?

sobota, 3 września 2016

Sobota 22 Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła

      Aż do tej chwili łakniemy i cierpimy pragnienie, brak nam odzieży, jesteśmy policzkowani i skazani na tułaczkę, i utrudzeni pracą rąk własnych. Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają. Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili (1 Kor 4,11-13).

      W każdym z nas drzemie pokusa chwały i wielkości. Każdy z nas pragnie coś znaczyć. Tym bardziej może być ona bliska wówczas, kiedy staramy się dobrze żyć i dobrze czynić. Tymczasem św. Paweł ukazuje zupełnie inny obraz apostołów Dobrej Nowiny. Złorzeczenie, doświadczenie braku rzeczy podstawowych: głód i brak odzieży, prześladowanie, pogarda ze strony świata - jakby śmieci tego świata.

       I mimo tego doświadczenia Paweł nie odchodzi od Dobrej Nowiny - błogosławi, kiedy złorzeczą, znosi prześladowanie: kajdany, więzienie, kamienowanie, na potwarz odpowiada dobrym słowem, nie zraża się pogardą. 

         Tak łatwo przychodzi stracić zapał, entuzjazm na drodze Ewangelii, gdy pojawią się przeciwności. Pojawiają się marzenia o spektakularnych nawróceniach, cudach, o idealnej wspólnocie Kościoła bez grzechu i ludzkich słabości. Tak łatwo ulec pokusie Kościoła triumfującego na ziemi, pokusie nie do zrealizowania...

1. Czy ja potrafię zachować wewnętrzny pokój wobec przeciwności?
2. Jak przyjmuję odrzucenie?

       

piątek, 2 września 2016

Piątek 22 Tygodnia Zwykłego

    Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych! A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny (1 Kor 4,1-2).

     Być szafarzem Bożych tajemnic i Bożych darów. 

     Szafarz - najczęściej kojarzy się z Eucharystią, kapłaństwem. Są nadzwyczajni szafarze Komunii Świętej. Kapłan, który udziela sakramentu chrztu, sprawuje Eucharystię, słucha spowiedzi i udziela rozgrzeszenia jest szafarzem. Kaznodzieja staje się szafarzem Bożego Słowa. 

     Ale szafarzami Bożej łaski i błogosławieństwa są dla siebie wzajemnie także małżonkowie udzielający sobie sakramentu małżeństwa, rodzice wobec dzieci, uczestnicząc w dziele przekazania życia i wychowania. 

      I wobec każdego z szafarzy, którzy uczestniczą w przekazywaniu Bożych darów pojawia się szczególny nakaz - nakaz wierności. W czasie przyjmowania święceń kandydaci do kapłaństwa, a w czasie sakramentu małżeństwa narzeczeni składają przysięgę wierności. Ci pierwsi wierności modlitwie Kościoła, czystości, posłudze Słowa i Eucharystii, wierności wobec ludu, do którego są posłani. Narzeczeni wierności wzajemnej. 

     Wierność jest pierwszą z cnót; to ona nadaje naszemu życiu harmonię i jednolitość - w przeciwnym wypadku rozprysnęłoby się ono na tysiące chwilowych wrażeń jak na tysiąc szklanych odłamków. 

1. Czy dbam o wierność w moich myślach, słowach i postawach?

czwartek, 1 września 2016

Czwartek 22 Tygodnia Zwykłego

      Niechaj się nikt nie łudzi! Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Zresztą jest napisane: On udaremnia zamysły przebiegłych lub także: Wie Pan, że próżne są zamysły mędrców. Niech się przeto nie chełpi nikt z powodu ludzi! (1 Kor 3,18-22).

     Mądrość świata - przebiegłość, próżność. Umiejętność ustawienia się w życiu. Bycie  w centrum. Bycie gwiazdą. Władza nad innymi, bogactwo. Tyle zewnętrznego splendoru. Szacunek, a może i podziw w oczach tłumów. 

    I to wszystko nic nie warte. Za zamkniętymi drzwiami pozorów i blichtru, próżnej chwały i gwiazdorstwa, pozostaje pustka. 

1. Czy nie zabiegam o ludzką chwałę, zapominając o Bogu?

środa, 31 sierpnia 2016

Środa 22 Tygodnia Zwykłego

     Skoro jeden mówi: "Ja jestem Pawła", a drugi: "Ja jestem Apollosa", to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę (1 Kor 3,4-8).

     W jednym ze swoich wierszy - rozmów z Bogiem - ks. Jan Twardowski zapisał takie słowa: "Boże spraw, żebym nie zasłaniał sobą Ciebie..." 

     Na progu nowego roku szkolnego patrzę na te słowa w perspektywie wychowania dziecka, młodego człowieka. Proces, który się dokonuje w życiu każdego z nas. Najpierw rodzice, pierwsi wychowawcy. Potem nauczyciele w przedszkolu, szkole... Jak bardzo łatwo potrafimy przypisać sobie zasługi, sukcesy dziecka. Jak bardzo łatwo rodzice wskazują na jego dobre cechy i mówią - to po mnie... 

     Czy w tej perspektywie naszego myślenia pamiętamy o Bogu, który jest źródłem życia, wielorakich talentów, które jedynie możemy pomóc dziecku odkryć i rozwinąć? A może sprowadzamy wszystko do ziemskiej perspektywy, naszych wysiłków i starań, umiejętności rodzicielskich, wychowawczych i innych... 

      Wysiłek rodziców, nauczycieli jest ważny. Każdy otrzyma należną mu zapłatę. Ale warto pamiętać i wskazywać na Tego, który jest źródłem.

1. Czy w moich słowach, działaniach wskazuję na Boga?
2. Czy nie przypisuję sobie nie swoich zasług?

czwartek, 25 sierpnia 2016

Uroczystość św. Józefa Kalasancjusza - założyciela Szkół Pobożnych

    "Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?" On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: "Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18, 1b-2).

Myśli świętego Józefa Kalasancjusza z listów:

Konieczne jest zatem przyjmowanie z ręki Boga wszystkiego, zarówno rzeczy pomyślnych, jak i przeciwności, i ukorzenie się wobec Jego tajemnych, świętych sądów (L3123).

Tu, w Rzymie, znalazłem najlepszy sposób służenia Bogu i ludziom. I nie porzucę go za nic na świecie...

Wszystkie sprawy, przeciwne bądź pomyślne, powinno się przyjmować z ręki Boga dla naszego większego dobra (L265).

Bóg w swym miłosierdziu jest naszym obrońcą, teraz i zawsze. I w swej najświętszej dobroci pobłogosławi nam, tak jak tego oczekujemy (L4270).

Głos Boga jest głosem Ducha, który zjawia się, dotyka serca i odchodzi. Nie wiadomo, skąd przybędzie, ani kiedy tchnie. Stąd niezwykle ważne jest, aby zawsze pozostawać czujnym, by nie zjawił się niespodziewanie i nie oddalił bezowocnie (L131).

Dobrą zasadą życia duchowego jest zasada poznania samego siebie i nędzy, w której wszyscy się rodzimy, a jeszcze bardziej - niewdzięczności, z jaką - obdarowani tylu dobrodziejstwami - traktujemy Boga (L 1339).

Prawdziwą księgą, którą wszyscy powinniśmy studiować, jest Męka Chrystusa, która udziela każdemu wiedzy odpowiedniej dla jego stanu (L 1563).

Do nieba wstępuje się tylko dzięki miłości (L 2630)

Konieczne jest, aby nasze dzieła były dokonywane z miłości do Boga, i abyśmy w Nim pokładali całą naszą ufność (L 115).


niedziela, 21 sierpnia 2016

XXI Niedziela Zwykła

   Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: "Panie, otwórz nam!", lecz On wam odpowie: "Nie wiem, skąd jesteście" (Łk 13,24-25).

    Nie trzeba  wprost deklarować apostazji, by wyrzec się w swoim życiu Boga. To wyrzeczenie się Boga dokonuje się zawsze poprzez wybór grzechu, różnego rodzaju kompromisy ze złem, próbą pójścia na skróty. 

    Myślę, że wielu z nas śledzi zmagania sportowców na igrzyskach. Ciężko wypracowane medale cieszą, widać i radość, i łzy wzruszenia... Ale nie brakuje i tych, którzy chcą pójść na skróty. I kompromitacja. Wstyd na całe życie... 

   Nie trudno to odnieść do wymiaru duchowego, do życia wiarą. Każdy kompromis ze złem, z grzechem, pójście na łatwiznę, to wybór tej szerokiej drogi, która nie prowadzi do życia...

      Można jeszcze inaczej popatrzeć na ową ciasną bramę. To nie zawsze musi być wybór grzechu. Można również odrzucić Boga poprzez niewłaściwe podejście do wiary. Można odrzucić łaskę, ufając w swoje dobre życie, zasługi, a nawet w swojej pobożności pokładając ufność. 

   Taką postawę prezentowało wielu współczesnych Jezusowi religijnych wyznawców judaizmu. Wystarczy chociażby wspomnieć przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku w świątyni. 

    Można być religijnym i jednocześnie niewierzącym. Uczynki są ważne, ale nie można się samemu zbawić. Zbawienie jest darem łaski. Można uczestniczyć w kulcie i odrzucić łaskę zbawienia.

    Ciasna brama... Dokonać wyboru Jezusa, bo tylko w Nim jest zbawienie. On sam mówi o sobie – Ja jestem brama owiec. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony... 

1. Czy nie sprowadzam wiary do religijności?
2. Czy nie wygładzam wymagań Ewangelii w swoim życiu?

niedziela, 12 czerwca 2016

XI Niedziela Zwykła

   Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą. Na to Jezus rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś powiedzieć (Łk 7,39 - 40).

    Wszyscy ją znali. Gardzili nią, ale korzystali też z jej usług. 

   Nawet porządni ludzie potrzebowali jej, nawet faryzeusz Szymon jej potrzebował, aby sobie przed lustrem powiedzieć: nie upadłem tak nisko jak ona. 

     Ich grzechy były zakryte przed ludzkim wzrokiem, cieszyli się szacunkiem, poważaniem, a ona zasługiwała na pogardę. Chociaż to oni zakładali maski, udawali – wielu z mieszkańców miasta znała – tych, którzy do niej przychodzili, widząc tylko jej ciało, którzy traktowali ją jak przedmiot dający im przyjemność. 

      Przyszło jej żyć na marginesie miasta. I mimo całego upodlenia, w jakim żyć jej przyszło, przychodzi do domu Szymona, słysząc, że tam przebywa Jezus. Słyszała o nim. Tliła się w jej sercu nadzieja, że On jeden nie zobaczy w niej tylko ciała, że On jeden zobaczy jej serce. 
     Szymon nie wypowiada głośno swojej opinii – On powinien wiedzieć, co to za jedna, wszyscy ją znają. Ale tak jak Jezus widzi serce owej kobiety, tak samo widzi serce Szymona. Czyta jego myśli. 
    Jezus czyta także nasze myśli. Widzi nasze serca. Gdyby ludzkie myśli pachniały, to na świecie roznosiłby się nieopisany odór, tak że wszyscy zostalibyśmy przezeń zatruci (F. Dostojewski). 

     Jezus czyta w naszych sercach jak w otwartej księdze. I każdemu z nas mówi: mam ci coś do powiedzenia…

1. Czy nie wydaję zbył łatwych sądów o bliźnich?
2. Czy nie potrzebuję grzechu drugiego człowieka, by usprawiedliwiać siebie?

środa, 8 czerwca 2016

Środa X Tygodnia Zwykłego

    Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni (Mt 5,17-19).

   Prawo Starego Przymierza bardzo szczegółowo wskazywało, co trzeba czynić i czego należy unikać. 613 przykazań zawartych  w Pięcioksięgu. Jezus przychodzi wypełnić prawo, odkrywa jego głębię, nadaje pełniejszy wymiar, dokonuje hierarchizacji praw, ale ich nie znosi. 

    Bóg jest mądrym wychowawcom. Nie zadowala się ogólnikami. Nie wystarczy dziecku w domu czy w szkole powiedzieć, by było grzeczne. Trzeba jeszcze powiedzieć, co to znaczy. Nie wystarczy powiedzieć, że trzeba być dobrym, ale konieczne jest jeszcze wyraźne pokazanie, na czym to polega... 

     Pan Bóg dając szczegółowe przykazania nie zadowala się ogólnikami. Nie mówi tylko do nas będziesz miłował Boga i bliźniego, ale jednocześnie pokazuje jak tę miłość realizować. Bóg, mądry wychowawca, któremu zależy na człowieku, dotyka konkretu życia, nie zadowala się teoretycznymi rozważaniami i abstrakcją...

1. Czy staram się odkryć Bożą miłość w przykazaniach?

piątek, 3 czerwca 2016

Uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego

   Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15,6b-7).

     Pasterz, który spostrzega, że owca się zagubiła, nie wpada w złość, ale niepokoi się jej losem i podejmuje poszukiwanie pełne niecierpliwości. Grzesznik, który oddala się od Boga i jest bliski zguby wywołuje niepokój Bożego serca, niepokój, który jest związany z niepewnością – można nie zdążyć go odnaleźć i uratować przed ostatecznym zaginięciem. 

    Jezus w przypowieści ukazuje wielką miłość pasterza, który szuka, ale centralnym punktem przypowieści jest radość z odnalezienia. 

     Bóg jest pełen radości szczególnie kiedy przebacza, kiedy odzyskuje człowieka. 

     Radość Boga wypływa z udzielonej łaski miłosierdzia i wskazuje na rzeczywistość, której zwykła litość nie obejmuje – Bóg raduje się zawsze, kiedy człowiek zwraca ku Niemu swoje serce. Człowiek jest radością Bożego serca.

1. Czy radość towarzyszy moim powrotom do Boga?

czwartek, 2 czerwca 2016

Czwartek IX Tygodnia Zwykłego

 Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? (Mk 12,28b).

      W czasach Jezusa trwał spór pomiędzy dwoma szkołami rabinackimi. Jedna głosiła pogląd, że wszystkie przykazania (613) pochodzą od Boga i maja jednakową rangę,
więc człowiek nie ma prawa ustalać ich hierarchii. Druga uważała, że przykazania mają swoją hierarchię. Pytanie uczonego w Prawie trzeba umieścić w kontekście tego sporu. Przysłuchiwał się rozmowie Jezusa z saduceuszami i zaintrygowany Jezusem stawia pytanie. 

     Jezus udziela odpowiedzi, z którą uczony w Piśmie się zgadza. Miłość jest najważniejsza. Wszystko inne, o co człowiek zabiega  i się troszczy, zarówno w odniesieniu do Boga jak i do ludzi ma sens tylko wtedy, gdy jest wypełnione miłością. 

1. Czy miłość jest dla mnie najważniejsza w mojej wierze i  w życiu?

wtorek, 31 maja 2016

Święto Nawiedzenia NMP

      Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1,39-41).

     Spotkanie Maryi i Elżbiety. Elżbieta, będąca już w podeszłych latach, reprezentuje Stare Przymierze. Maryja, nowa Ewa reprezentuje Przymierze Nowe, które się zaczyna w osobie Jezusa. W osobie Elżbiety Stare Przymierze przyjmuje z radością i nadzieją Nowe, rozpoznając dar miłosierdzia Bożego - Boga, który przychodzi wypełnić to wszystko, czego oczekuje stworzenie.

      W spotkaniu tych dwóch kobiet objawia się dar Ducha Świętego, który sprawia, że poruszyło się dziecko w łonie Elżbiety. Dobra Nowina objawia się w zaciszu domu rodzinnego Elżbiety, pośród zwyczajnych codziennych zajęć, w tak bardzo ludzkich sprawach jak odwiedziny, ludzka życzliwość i niesiona pomoc, oczekiwanie narodzin dziecka. Święty Łukasz ukazuje, że trzeba przyjmować i odkrywać Bożą obecność w tym, co zwyczajne, w tym co ludzkie. Nie trzeba szukać nadzwyczajnych zdarzeń, cudów, aby doświadczyć obecności Boga. 

1. Czy dostrzegam Boże działanie w mojej codzienności?

poniedziałek, 30 maja 2016

O niegościnnym Szymonie

      W roku miłosierdzia papież Franciszek zaprasza wierzących do pochylenia się nad tajemnicą Boga, który swą wszechmoc ukazuje w łasce miłosierdzia. Jedną z pierwszych przypowieści, która uchyla nieco owej tajemnicy, jest przypowieść o uczcie w domu faryzeusza Szymona, zapisana w Ewangelii wg św. Łukasza. (Łk 7,36-50).

    Jezus zostaje zaproszony do domu faryzeusza. To w jakiś sposób burzy pewien stereotyp, że bywał w domach tylko tych, którzy uważani byli za grzeszników: Zacheusza, Mateusza. Jezus przyjmuje zaproszenie także do domu faryzeusza Szymona. 

      Faryzeusz Szymon. Co skłoniło go, by zaprosić Jezusa do domu, a zatem zaprosić do szczególnej bliskości?  Nie tylko do domu, ale także do stołu, na posiłek. Raczej trudno uznać, że Szymon kieruje się dobrymi intencjami. Ma już wyrobione zdanie o Jezusie. Mimo zaproszenia pomiędzy nim a Gościem istnieje bariera – stół. Szymon nie wita swojego gościa. Nie ma żadnej serdeczności. Obserwuje. Dalsze wydarzenia z uczty w domu faryzeusza pokazują, że zaproszenie było raczej sprytnie zastawioną pułapką, której celem było skompromitowanie rzekomego Nauczyciela z Nazaretu. A mimo takiego nastawienia Szymona Jezus nie rezygnuje z zaproszenia. To pierwsze wskazanie dla wierzących. Być otwartym na drugiego człowieka. Nie zamykać się w swoim środowisku. Jezus przyjmuje zaproszenie ze strony Szymona, który należy do stronnictwa, które podważa Jego autorytet. Przyjmuje zaproszenie jako Człowiek wolny, którego nie krępuje ludzka opinia, osądy. 

     Już pierwszy moment pobytu w domu Szymona jest upokorzeniem Jezusa. Nie jest oczekiwany, nie zostaje przywitany czy poprowadzony do stołu. Nie zostaje Mu podana woda do obmycia. To wszystko pokazuje, że Szymon patrzy na swojego gościa z góry, nie okazuje należnego Gościowi szacunku. Jezus się nie zraża. Mimo braku gościnności nie wycofuje się, zasiada do stołu. Jezus pozwala się upokorzyć. To takie trudne schować własną dumę do kieszeni. A Bóg się nie zraża impertynencją człowieka. 

    Na scenie w domu faryzeusza pojawia się nowa osoba. Jawnogrzesznica, którą wszyscy znali.
Można się zastanawiać, czy to kolejny etap prowokacji ze strony Szymona, której celem jest odebranie Jezusowi autorytetu nauczyciela i proroka. Jeżeli tak, Szymon musiał co najmniej wyrazić zgodę, by owa kobieta weszła pod jego dach. Zdaje się to sugerować sposób myślenia Szymona: gdyby On był prorokiem… Niemniej jednak można uznać, że Szymon wykorzystuje sytuację, która się zdarzyła. Oto kolejna sposobność zdyskredytowania rzekomego Mistrza sama wchodzi w ręce. Kobieta podchodzi i dotyka Jezusa. Wywołuje to dezaprobatę, zgorszenie Szymona. W domu Szymona zapachniało skandalem. Jezus powinien ją natychmiast odrzucić, jeżeli chce uratować swój autorytet. A Jezus ze spokojem przyjmuje jej dotknięcie. Kobieta nie ma imienia. Bóg jest dyskretny. Nie napiętnuje grzesznika, nie pokazuje go palcem. Nawet wielki grzesznik ma prawo do traktowania go z godnością. Jezus widzi w kobiecie osobę, która potrzebuje miłości, przebaczenia i pokoju. Widzi jej wewnętrzne rozdarcie, pogardę, z jaką na co dzień musi się spotykać i pragnienie, by ktoś zobaczył w niej człowieka. To kolejne zaproszenie dla wierzących na rok miłosierdzia: zrewidować nasze podejście do pewnych osób, grup, którym odmawiane jest prawo zbliżenia się do Jezusa. Gdzie, jeśli nie we wspólnocie wierzących, będą mogli usłyszeć słowa, które pozwolą im zobaczyć, że są również dziećmi Bożymi? Kiedy będą mogli się dowiedzieć, że Bóg jest także dla tych, którzy są wykluczeni ze społeczeństwa?  Kto im powie o otwartości Jezusa dla każdego człowieka? Jezus nie napiętnuje. 

     Jawnogrzesznica jest znana Szymonowi. Może potrafi ją łatwo „sklasyfikować” ze względu na strój, sposób bycia. Identyfikacja nie sprawia problemu. Uczta była przygotowana, jest wielu gości siedzących przy stole. Kompromitacja Jezusa jest gotowa. On też ma pełną świadomość tego, kto Go dotyka. Grzech nie jest ukryty. Został nazwany po imieniu. 

      Ona zna Jezusa. Bez problemu wybiera właśnie Jego spośród wielu gości siedzących przy stole. Przyszła tu właśnie ze względu na Niego. Przygotowała się do spotkania. Ona nie pojawiła się przypadkiem. Nikt nie nosi ze sobą alabastrowego flakonika olejku. Taki flakonik kosztował majątek. Musiała zaangażować cały swój spryt i odwagę, może jakieś znajomości, by wejść pod dach faryzeusza. 

     Podchodzi do Jezusa. Dla Niego tutaj przyszła. Ona zna swoje miejsce. Staje u nóg Jezusa. To wyraz szacunku i wyraz gotowości do działania. Nie chce tracić czasu. Rozbija alabastrowy flakonik. To jedyny sposób, by wydobyć zamknięty w nim olejek. Drogi flakonik już nie odzyskania. Pozostają skorupy. To rozbicie flakonika to wyraz pragnienia, by zerwać z dawnym życiem. Wyjść ze skorupy, która zniewala. Może to była piękna i droga skorupa, ale więzi człowieka.  Ona uznaje swój grzech i swój żal. Łzy spływają obficie, skoro trzeba je obcierać włosami. Ufa Jezusowi, On może jej przebaczyć. To wielki wyraz zaufania. Nieważne, co inni sobie myślą – liczy się On. Jezus odpowiada na jej zaufanie – jej grzechy zostają odpuszczone. Ale najpierw pozwala się jej wypowiedzieć, wyrazić cały swój żal i pragnienie przebaczenia. Daje jej czas. Nie śpieszy się. 

      Podejmuje natomiast dialog z Szymonem, gospodarzem przyjęcia. Nie zraża się tym, że Szymon już dokonał sądu i nad tą kobietą, i nad Nim. Podejmuje rozmowę. Nie odrzuca Szymona, nie zraża się jego złym nastawieniem. 

     Jezus zaczyna rozmowę w sposób właściwy dla ludzi wschodu. Opowiada zagadkę, na którą Szymon musi znaleźć odpowiedź. Zwraca się do Szymona po imieniu, tym samym skracając dystans, jaki ustawił faryzeusz w ich relacji. Szymonie, mam ci coś do powiedzenia. Szymon wyraża zgodę. Czy przeważyła w nim ciekawość wobec kogoś, kogo już osądził? Jest ostrożny w odpowiedzi. Chociaż nie uważa Jezusa za proroka, uznaje Go za inteligentnego rozmówcę. Konkluzja dialogu jest jedna: wdzięczność jest odpowiedzią na darowany dług. To okazanie wdzięczności jest potwierdzeniem prawdziwości nawrócenia. 

     Patrząc na postać i zachowanie jawnogrzesznicy można popatrzeć na nasze zaufanie wobec Boga, wobec Jego miłosierdzia. Ona potrafiła uwierzyć, że On może odpuścić jej grzech i zostało jej darowane. Zaufanie jest warunkiem uzyskania przebaczenia. Odpowiedzią na darowany grzech jest miłość. Zaufanie nie jest postawą łatwą. Trudne jest też uznanie siebie za dłużnika – grzesznika. Niektórym trudno jest przyjąć dar przebaczenia i odpowiedzieć na przebaczenie wdzięcznością. Czują się uniżeni. Traktują darowanie grzechu jako zobowiązanie, które trzeba spłacić. Wówczas trudno o wdzięczność. Trzeba uznać, że nie jesteśmy w stanie wynagrodzić Bogu darowanego grzechu. Jedyna możliwość, to wdzięczność za otrzymany dar i wzrost w miłości. Bóg kieruje się wobec nas miłosierdziem, kiedy uznajemy swój grzech i ufamy, że On może go nam odpuścić. 

     Jawnogrzesznica skorzystała z szansy, jaką dało jej spotkanie z Jezusem. Szymon, który upokorzył
Jezusa, sam został upokorzony. Na publiczne upokorzenie Jezus odpowiada publicznym napomnieniem, wyrzucając mu brak gościnności. Patrzę jednak na Szymona z nadzieją. To była dla niego bolesna lekcja, ale być może ziarno, które zostało zasiane w jego sercu poprzez spotkanie z Jezusem, przyniosło kiedyś owoc. Bóg jest cierpliwy wobec człowieka. Daje czas. Bez względu na to, z jaką intencją Szymon zaprosił Jezusa, spotkanie musiało naruszyć w jakiś sposób jego spojrzenie na Mistrza z Nazaretu, na Boga i na drugiego człowieka. Może już nie osądzał drugiego tak łatwo, jak miało to miejsce wobec kobiety. Całe wydarzenie musiało również zmusić go do postawienia sobie pytania o obraz Boga, jaki nosił. Ten, który miał, wskazywał na Boga dalekiego, Boga, któremu należy się kult, rytuał i forma. Jezus ukazuje inny obraz Boga. Jest Bogiem bliskim, który pozwala podejść do siebie każdemu człowiekowi, nawet bez zachowania odpowiednich form i rytuału (jawnogrzesznica).  Szymon otrzymał bolesną lekcję, ale może potrzebował czasu, by zaufać miłosierdziu. 


tekst napisany dla Kwartalnika e-espe - tutaj

Poniedziałek IX Tygodnia Zwykłego

 Jezus zaczął mówić w przypowieściach: Pewien człowiek założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał tłocznię i zbudował wieżę. W końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. W odpowiedniej porze posłał do rolników sługę, by odebrał od nich część należną z plonów winnicy. Miał jeszcze jednego, ukochanego syna. Posłał go jako ostatniego do nich, bo sobie mówił: Uszanują mojego syna. Lecz owi rolnicy mówili nawzajem do siebie: to jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze (Mk 12,1-2.6-7).

      Świątynia. Jezus dopiero co usłyszał pytanie o autorytet, który pozwala mu czynić w świątyni porządki. Wówczas odpowiedział pytaniem o Jana Chrzciciela. Opowieść o dzierżawcach winnicy jest odpowiedzią o autorytet Jezusa. Odpowiedzią, którą Jego adwersarze dobrze zrozumieli. 
    
    Jezus ujawnia źródło swojego autorytetu - jest Synem posłanym do dzierżawców winnicy, do zwierzchników Izraela i ma prawo domagać się owoców w imieniu Właściciela, którym jest Bóg. Ujawnia jednocześnie brak troski dzierżawców o lud Izraela - troszczą się jedynie o własną władzę i zysk. Chcą zawłaszczyć winnicę, która nie jest ich. I ujawnia plan swoich przeciwników - Syn zostanie zabity.
           
        Każdy z nas otrzymał od Boga kawałek jakiejś winnicy w dzierżawę. Swoje życie, rodzinę, powołanie. To tylko dzierżawa i nie jest obojętne, jak do tej powierzonej w opiekę winnicy człowiek podchodzi. Może pojawić się pokusa zawłaszczenia powierzonej winnicy - nic Bogu do mojego życia, do moich spraw. Nietrudno wówczas Jezusa uznać za Kogoś niewygodnego, Kogo trzeba usunąć z życia.

1. Czy moje życie traktuję jako dar powierzony mi przez Boga w dzierżawę?