zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 8 stycznia 2017

Niedziela Chrztu Pańskiego

    Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy (Iz 42,2-4).

    Wtedy Piotr przemówił w dłuższym wywodzie: "Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie (10,34-35).

     Dalego od marzeń o triumfalizmie. Jezus nie toruje drogi dla Królestwa poprzez zdeptanie najsłabszych. Nie musi krzyczeć i podnosić głosu, kiedy przynosi miłosierdzie i przebaczenie. Szanuje słabego, chwiejnego, tego, który ma niepewny krok.

     Może i byłoby pięknie, gdyby wszyscy we wspólnocie Kościoła już byli święci i doskonali, ale coraz więcej można znaleźć zagubionych, niepewnych, poranionych i chwiejnych. Jezus nikogo nie odrzuca. Nikt dla Niego nie jest zbędny. Do nikogo nie odnosi się z pogardą. 

     Nie zgasi knotka o nikłym płomieniu. Ktoś przeżywa kryzys na drodze wiary, ktoś inny wątpliwości. Światło wiary już dawno nie płonie w nim tak, jak by się chciało. Zamiast jasnego płomienia czuć dym, który drapie po krtani. Nadzieja zredukowała się do płomyka. Ale Jezus nie go nie gasi. Mimo gryzącego dymu. Obchodzi się z owym nikłym płomykiem z największą ostrożnością i cierpliwością. On wie, że czasem długo trzeba czekać na owoce. To swoista kultura odzyskiwania człowieka dla Boga, przywracania człowiekowi Jego piękna - z delikatnością, cierpliwością, bez nachalności. 

     Staje pośrodku grzeszników. Można czasem spotkać chrześcijan tam, gdzie się ich zupełnie nie spodziewamy. Święty Piotr ogłasza dzisiaj sensacyjne odkrycie:  w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Wreszcie samego Boga można znalećć tam, gdzie się Go nikt nie spodziewa - pośród grzeszników!

1. Czy potrafię zgodzić się na cierpliwość dla siebie i innych na drodze wiary?

piątek, 6 stycznia 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego - 6. stycznia

    Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: "Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon". A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2,1-2.9b-11).

      Wyruszyli w drogę. Gwiazda, którą ujrzeli na Wschodzie zmieniła ich życie. Stała się wypełnieniem sensu ich życiowej wędrówki. Podążanie za gwiazdą, by dotrzeć do Króla stało się dla nich spełnieniem nadziei. Tylko Bóg może zaspokoić pragnienia ludzkiego serca. Byli wypełnieni pragnieniem spotkania, a to pozwoliło im zostawić wszystko i wyruszyć w nieznane.

        Uradowali się i weszli do domu. Radość ze spotkania. Ich nadzieja przyobleka się w rzeczywistość. Wchodzą do domu, by oddać pokłon. Papież Benedykt XVI napisał, że obraz domu można odnosić do Kościoła. By spotkać Zbawiciela, trzeba wejść do domu, którym jest Kościół. 

      Adoracja. Niebo staje się ich udziałem. Oddają to, co najcenniejsze: złoto wolności, kadzidło modlitw oraz mirrę uczuć. Człowiek, który potrafi uklęknąć wobec Boga w adoracji, zawsze odchodzi "ubogacony" Bogiem.

1. Czy doświadczam radości ze spotkania z Bogiem w czasie Eucharystii?

czwartek, 5 stycznia 2017

5. stycznia

     Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: "Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czyż może być co dobrego z Nazaretu?" Odpowiedział mu Filip: "Chodź i zobacz!" Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: "Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu" (J 1,45-47).

     Być może pytanie Natanaela i powątpiewanie co do mieszkańców Nazaretu wypływało ze zwykłej rywalizacji mieszkańców konkurujących ze sobą małych wiosek tego samego regionu. Jezus uważany jest za pochodzącego z Nazaretu, Natanael z Kany Galilejskiej. 

     Innym powodem powątpiewania mogło być przekonanie Izraelitów o tym, że Mesjasz będzie pochodził z Judei, z rodu Dawida. Trudno zatem Natanaelowi przyjąć, że Mesjasz pochodzi z Nazaretu. 

    Filip nie próbuje tłumaczyć, przekonywać, nie daje od razu rzucającego na kolana świadectwa. Kieruje jedynie zaproszenie. Chodź, przekonaj się, to nic nie kosztuje. Sam zobacz! 

    Jezus, widząc zbliżającego się Natanaela wypowiada zaskakujące zdanie: Prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Widział go pod drzewem figowym. Figowiec jest symbolem Izraela. Prawdziwy Izraelita, ponieważ potrafi odstąpić od swoich idei, wyobrażeń, kiedy dociera do niego Boże natchnienie. 

     Oczekiwał Mesjasza zgodnie z przekonaniami sobie ówczesnych. Spotkanie z Jezusem pozwala mu zweryfikować owe przekonania. Zaczyna rozumieć, że Boży plan nie zawsze realizuje się według ludzkich zamysłów, wyobrażeń czy planów. Rozpoznaje swoją pomyłkę, zmienia swoje nastawienie, uznaje w Jezusie obiecanego Mesjasza i wyznaje to publicznie. Prawdziwy Izraelita bo jest gotowy do zmiany swojego nastawienia, myślenia, swoich wyobrażeń, by przyjąć Boży sposób widzenia. 

1. Jakie doświadczenie Jezusa znajduje się u początków mojej osobistej odpowiedzi wiary?

środa, 4 stycznia 2017

4. stycznia

    Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: "Oto Baranek Boży". Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: "Czego szukacie?" Oni powiedzieli do Niego: "Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz? (J 1,35-38).

     Jan Chrzciciel. Duchowy mistrz. Wskazuje Boga i wskazuje właściwą drogę swoim uczniom. To jego zadanie, zadanie prawdziwego duchowego mistrza - wskazać Boga swoim uczniom. Nie przywiązuje uczniów do siebie, potrafi zgodzić się na opuszczenie, bo wie, że droga ucznia nie może zatrzymać się na nim. Przygotowuje uczniów do spotkania z Jezusem. 

     Uczeń. Do niego należy wysiłek podjęcia wskazanej drogi. Musi wyjść z tego, co dobrze znane i ruszyć w nową rzeczywistość. Musi mieć odwagę, by iść za Nieznanym, mimo wątpliwości i pytań. Wiara wymaga osobistej odpowiedzi. 

      Dystans, który istnieje na początku drogi, ginie. Zmniejsza się z inicjatywy Jezusa. On pozwala wypowiedzieć uczniowi oczekiwania, wątpliwości, nadzieje i zaprasza. Do swojego domu. Zaprasza do najbliższej z możliwych relacji. Daje się poznać, kiedy uczeń przyjmuje Jego zaproszenie. 

1. Czy potrafię rozmawiać z Jezusem o tym, co jest w moim sercu?
2. Czego szukam, idąc za Jezusem?

wtorek, 3 stycznia 2017

3. stycznia

    Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Jan dał takie świadectwo: "Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym"(J 1,29-30.32.34).

       W kilku zdaniach, dając świadectwo o Jezusie, Jan odwołuje się do symboli Starego Testamentu. Symboli, które ujawniają nieco tożsamość Jezusa. 

      Baranek Boży - tytuł nawiązujący to Księgi Wyjścia i wyzwolenia z niewoli egipskiej. To była noc pierwszej Paschy. Wówczas krwią baranka znaczone były odrzwia domów, w których mieszkali Izraelici. Krew baranka i sam baranek były symbolami wyzwolenia. Chrystus jest nowym Barankiem, który wyzwala lud z niewoli grzechu.

      Gładzi grzechy świata - Jan przywołuje słowa proroka Jeremiasza:  I nie będą się musieli wzajemnie pouczać jeden mówiąc do drugiego: "Poznajcie Pana!" Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie - wyrocznia Pana, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał" (Jr 31,34).

      Był wcześniej ode mnie - można zobaczyć odwołanie do wielu ksiąg mądrościowych, które ukazywały mądrość Bożą istniejącą przed wiekami, przed wszelkim stworzeniem. Mądrość, która była u boku Najwyższego w czasie stworzenia świata i która zamieszkała pośród ludzi.

      Duch, który zstąpił z nieba - w dziele stworzenia duch Boży unosił się nad wodami. Duch zstępujący z nieba symbolizuje czas nowego stworzenia. 

      Syn Boży - tytuł, który podsumowuje to wszystko, co Jan już powiedział. Ten tytuł najlepiej wyjaśnia sam Jezus w rozmowie z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie: Odpowiedzieli Mu Żydzi: "Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga". Odpowiedział im Jezus: "Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: "Bluźnisz", dlatego że powiedziałem: "Jestem Synem Bożym?" Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu" (J10,33-38).

1. Czy moje świadectwo o Jezusie wypływa ze znajomości Biblii, katechizmu, osobistego doświadczenia?

poniedziałek, 2 stycznia 2017

2 stycznia - wsp. świętych Bazylego Wielkiego i Grzegorza z Nazjanzu

    Jan im tak odpowiedział: "Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała"(J1,26-27).

     Jan zakochany w Bogu, zapowiadający przyjście Tego, który jest większy od niego, chociaż jeszcze nieznany. Nierozpoznany. Nie koncentruje uwagi na sobie, lecz na Tym, dla którego znalazł się nad Jordanem, na pustkowiu, by wzywać do nawrócenia. 

     Dziś brakuje Janów. Coraz więcej natomiast Narcyzów, zapatrzonych i zakochanych w sobie. Pełnych zachwytu dla swojego wizerunku, głosu. Mit o Narcyzie ukazuje, czym kończy się samouwielbienie. Mityczny Narcyz zapatrzony i zauroczony własnym obliczem, ginie w wodzie. 

    Tak wielu Narcyzów pojawia się wokół. Są dla siebie wszystkim, liczy się tylko "JA", "MOJA OSOBA", "MOJE SZCZĘŚCIE". Człowiek zamyka się we własnej skorupie samouwielbienia, sam dla siebie staje się źródłem szczęścia. Pozamykał wszelkie drzwi, okna swojego domu, jedynie centralne ogrzewanie podgrzewające własne "ja" pracuje pełną parą. Człowiek zamyka się na innych, drugi człowiek jest o tyle przydatny, o ile jest tłem i pozwala jeszcze bardziej rozbłysnąć samouwielbieniu owego "JA".

     Może w właśnie dlatego w świecie samouwielbienia i samowystarczalności tak trudno wciąż rozpoznać Tego, który przychodzi i wciąż jest nierozpoznany, choć wielu gdzieś na ścianie trzyma Jego wizerunek. Trzeba bowiem się schylić do jego sandała, by rozpoznać stopy "zwiastuna Dobrej Nowiny".

1. Czy potrafię rozpoznać Boga w mojej codzienności?
2. Czy nie zamykam się na innych ludzi?


   

niedziela, 1 stycznia 2017

8. dzień Oktawy Bożego Narodzenia, Uroczystość Bożej Rodzicielki Maryi

     Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: "Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił". Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane (Łk 2,15-20).

     Słowo Boże zwiastowane przez aniołów nie jest tylko czym, co zostaje wypowiedziane ustami. Jest wydarzeniem! 

     Chodźmy zobaczyć, co się tam wydarzyło i o co nam zostało oznajmione! 
   
    Język hebrajski używa słowa, które można przetłumaczyć zarówno jako słowo i wydarzenie. Słowo Boże ma moc tworzenia. Wypełnia to, co głosi. W dziele stworzenia Bóg mówi: niech się stanie światło i świat rozbłyska! Słowo staje się ciałem, słowo staje się wydarzeniem!

        Maryja, patronka dzisiejszego dnia zachowuje wszystkie sprawy w swoim sercu, zachowuje słowo i zdarzenie. 

     Są dwa sposoby dostrzegania i przyjęcia Bożego słowa. 

    Pasterze podnoszą się i ruszają, by zobaczyć, co się wydarzyło, by sprawdzić znaki, o którym mówił im anioł. Potem wracają do swoich owiec, wychwalając i dziękując Bogu za to, co widzieli i słyszeli. 

     Maryja zachowuje wszystkie zdarzenia w sercu i rozważa. Rozważa, to znaczy spogląda na nie w świetle Bożego słowa, aby lepiej zrozumieć to wszystko, co jest Jej udziałem.

1. Czy doświadczam mocy sprawczej Bożego Słowa w moim życiu?
2. Jak obchodzę się z Bożym Słowem?

piątek, 30 grudnia 2016

6. dzień Oktawy Bożego Narodzenia - Święto Świętej Rodziny

      Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: "Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić". A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie, i rzekł: "Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia" (Mt 2,13-14.19-20).

      Józef przyjmuje tajemnicę ufnym sercem. Od momentu kiedy poznał zamiar Boży wobec siebie i swojej małżonki Maryi, nie lekceważy Bożych natchnień. Daje się prowadzić Duchowi w pełnym zawierzeniu i zaufaniu. Nie pyta, nie protestuje, nie próbuje "lepszych ludzkich" rozwiązań. Jest w pełni posłuszny, chociaż trudno wszystko zrozumieć.

     Powiedziano mu podczas pierwszego objawienia, że Narodzony będzie Zbawicielem, a teraz musi uciekać, nie jest w stanie wybawić nawet siebie. Józef jednak ufa. Dopiero oprawcy pod krzyżem obietnicę i dzieło Jezusa zamienią w drwinę: innych wybawiał, a sam siebie wybawić nie może

     Syn Boży przyjmuje człowieczeństwo w jego kruchości, podobny we wszystkim do nas oprócz grzechu. Staje się Dzieckiem, całkowicie zdany na swoich Rodziców. Rodziców rozkochanych w Bogu i darzących się wzajemnym zaufaniem, Rodziców posłusznych Bogu i kochających Syna. W ich ręce Bóg Ojciec powierza bezpieczeństwo swojego Syna. 

      Józef, człowiek, który pozwala się obudzić, by wsłuchać się w głos z wysoka i dać się prowadzić Słowu, które nie wypływa z ludzkiej mądrości. Otwiera się na rzeczywistość, która przekracza możliwości rozumienia i nie zależy od niego. Obejmuje opieką Syna, który został mu powierzony, ale którym nie może w żaden sposób dysponować - może Go jedynie ochraniać. Potrafi Go przyjąć i wziąć w opiekę. 

1. Czy potrafię dać się budzić, wyrwać ze swoich zamierzeń i zaufać Panu Bogu także wtedy, gdy nie potrafię zrozumieć?

czwartek, 29 grudnia 2016

5. dzień Oktawy Bożego Narodzenia

       A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni (Łk 2,25-27).

       Symeon. 

       Człowiek sprawiedliwy. Wierny Bożemu Prawu. Wierny Bożemu Przymierzu, bezstronny w sądzie, uczciwy i prawy, unikający zła, oddający cześć Bogu. Oddający Bogu i ludziom to, co należne.

         Człowiek pobożny. Z wiarą uczestniczy w kulcie, modli się i wypełnia prawo. Nie poprzestaje na wymaganiu prawa, lecz włącza swoje serce. 

         Człowiek oczekiwania. Jest w nim wielka tęsknota za Pocieszycielem Izraela. Tęsknota wypełniona nadzieją. Żyje obietnicą, że jemu będzie dane zobaczyć spełnienie Bożej obietnicy.

     Człowiek, który pozwala się prowadzić Bożemu Duchowi. Łukasz aż trzykrotnie wskazuje na obecność Ducha w życiu Symeona. Daje się prowadzić Duchowi. Tu nic nie dzieje się przypadkiem. Symeon jest otwarty na Boże natchnienie i dzięki temu staje się prorokiem. Udaje się do świątyni w konkretnym czasie, za sprawą Ducha, rozpoznaje spełnienie Obietnicy i wychwala Boga.

1. Czy pozwalam się prowadzić Duchowi Bożemu?
2. Czy Bóg może przeze mnie realizować swoje obietnice?

poniedziałek, 26 grudnia 2016

2. dzień Oktawy Bożego Narodzenia - św. Szczepana

        Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować.  Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,17.22).

      Uczniowi Jezusa zostało zlecone bardzo konkretne zadanie: być świadkiem Dobrej Nowiny o Zbawieniu. Nie otrzymał jednak gwarancji sukcesu. Dlatego uczeń nie może być nigdy pewny, że będzie dobrze przyjęty, nawet wówczas, kiedy słowa, które głosi, są dobre. Trzeba się liczyć z opozycją. 

     Mentalność, w której liczy się tylko ten, kto odnosi sukces sprawia, że trudno zaakceptować odrzucenie. Nieudacznicy się nie liczą. Dlatego tak łatwo zgodzić się na zdradę Ewangelii, a przynajmniej na obojętność, by nie narazić się na oskarżenie. 
 
     Dlatego tak łatwo zgodzić się na zdradę i obojętność wobec człowieka: tego potrzebującego, tego, któremu odmawia się podstawowych praw, człowieka wykorzystywanego, deptanego, wyrzuconego na margines społeczeństwa, poniżanego, zniewolonego, bez prawa głosu.  
 
      Obojętność, która czyni biernym, rozkłada powoli, daje poczucie frustracji. 

    Gdybym został postawiony przed sądem z oskarżeniem, że jestem chrześcijaninem, istnieje ryzyko, że uniewinniono by mnie z braku dowodów...(ks. T. Bello).
 
      Niestety. Dzisiejsi prześladowcy nie sprawiają często okrutnego wrażenia, nie zawsze uciekają się do tortur i gróźb, chociaż i takich nie brakuje. Wielu z prześladowców nauczyło się dobrych manier, starają się bardziej czarować niż przymuszać, potrafią okazać należne honory, udzielić przywilejów. Za to płaci się utratą wolności - Słowo i świadectwo zostaje skrępowane. 

     Zbawienie ma swoją cenę - wierność i wytrwałość. Za przywileje też trzeba płacić - utratą wolności.
 
1. Co przeszkadza mi w dawaniu świadectwa Chrystusowi?

sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia


Zdumienie i radość betlejemskich pasterzy niech będą i naszym udziałem
i pozwalają nam odkrywać na nowo tajemnicę Boga,
który przynosi każdemu człowiekowi
Miłość, Nadzieję, Pokój i Błogosławieństwo

z modlitwą
o. Edward Kryściak SP

środa, 21 grudnia 2016

Środa IV Tygodnia Adwentu

   "Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana" (Łk 1,42-45). 

    Błogosławiona, która uwierzyła… Wiara jest zawsze doświadczeniem indywidualnym. Nie wystarczy wierzyć w to, co inni mówią nam o Bogu. 

     Każdy z nas osobiście musi dać swoją własną odpowiedź na Boże zaproszenie. Aby udzielić odpowiedzi, trzeba przejść od wiary biernej, otrzymanej, dziecinnej, do wiary bardziej odpowiedzialnej i osobistej. Czy moja wiara jest moją osobistą odpowiedzią na Boże zaproszenie? A może jest tylko kostycznym schematem zbudowanym z tego, co inni o Bogu mówią? 

     Być wierzącym, to ufać Bogu, który jest bliski, który kocha nas bezwarunkowo. Na drodze wiary nie jest najważniejsze wiedzieć, że wierzę w Boga – warto zadać sobie pytanie, w jakiego Boga ja wierzę. Jeżeli wierzę w Boga, który jest autorytarnym sędzią, skończę narzucając innym swoją wolę i osądzając innych. Jeżeli wierzę w Boga, który jest miłością i przebaczeniem, będę umiał żyć miłością i przebaczeniem. Dlatego tak ważne jest pytanie i moja osobista na nie odpowiedź: w jakiego Boga ja wierzę – w Boga, który odpowiada na moje ambicje i potrzeby, czy w Boga, który jest Bogiem żywym, objawionym w Jezusie? 

    Maryja uczy nas dzisiaj jeszcze jednego spojrzenia na naszą wiarę. Wiara nie jest, jak myślą niektórzy, swoistym kapitałem, który otrzymaliśmy na chrzcie świętym i którym możemy dysponować  w ciągu całego życia. Wiara jest rzeczywistością żywą, która wymaga od nas uwagi na Boże natchnienia, Boże słowo, która wymaga od nas każdego dnia otwartości na tajemnicę Bożej obecności i miłości. 

1. W jakiego Boga wierzę?

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Poniedziałek IV Tygodnia Adwentu


       Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Anioł rzekł do niego: "Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan"(Łk 1,5-7.13).

      Zachariasz nie potrafi zrozumieć. W jego wieku, kiedy jego żona jest niepłodna, będzie mógł mieć syna. Mimo zapewnienia, że Bóg wysłuchał jego modlitwy, mimo wiedzy, że potrafi sprawić, iż pustynia kwitnie, słowa archanioła przekraczają możliwości Zachariasza. Pojawia się lęk. Lęk przed nieznanym, lęk przed nowym.

     A Bóg objawia swoje zaufanie do tej bezpłodnej pary, przełamując obawy. Byli sprawiedliwi w oczach Boga i wierzyli. Może stracili nadzieję, że będą mogli mieć dziecko, ale nie odrzucili wiary w Boga. 

     Wiele różnych trudnych sytuacji pojawia się w życiu. Czasem towarzyszy poczucie beznadziei. Zachariasz i Elżbieta mimo beznadziei potrafili zachować swoją ufność i wiarę w Boga.

1. Czy pozwalam Bogu na przełamywanie moich lęków?

niedziela, 18 grudnia 2016

IV Niedziela Adwentu

    Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów"(Mt 1,18-21).

     Przychodzi, by zbawić od grzechów... Wielu nie potrzebuje Jego przyjścia. Nie tylko usunęli słowo "grzech" ze swojego słownika, ale aby poczuć się wolnymi, zgodzili się uwolnić od samego Boga. Człowiek nie popełnia grzechu, winne są chromosomy, środowisko, system... Grzech został zniesiony w bardzo wielu miejscach, a człowiek potrafi udzielić sam sobie rozgrzeszenia poza Kościołem i poza Bogiem...

     Nic nowego. Już Adam, król stworzenia, zaproszony do wspólnoty z Bogiem, bardzo szybko odrzucił spotkanie, dialog, przyjaźń, bo wybrał "wolność" od Boga. Uwierzył, że Bóg jest tyranem, który zabiera mu prawo do szczęścia.

      On przychodzi, by zbawić człowieka od grzechu. Ukazuje oblicze Boga, który pragnie człowieczego szczęścia. Nie mówi, że nie ma grzechu i go nie usprawiedliwia. Ale także nie obwinia człowieka. Przebacza. 

1. W czym widzę istotę Bożego Narodzenia?

niedziela, 11 grudnia 2016

III Niedziela Adwentu

     Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?"  Jezus im odpowiedział: "Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi" (Mt 11,2-6).

     Chyba nie takiego Mesjasza oczekiwał. Oto całe dorosłe życie spędził nad Jordanem w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. Wzywał do nawrócenia, prostowania dróg. Czynił to w sposób bezkompromisowy. Piętnował wady. Ostrzegał przed nadchodzącym gniewem. W swojej bezkompromisowej postawie nie zawahał się upomnieć króla. To zaprowadziło go do więziennej celi. Musiał wówczas usłyszeć od swoich uczniów o Jezusie. Ale to co usłyszał, zrodziło wątpliwości. Czy to jest obiecany Mesjasz? Czy to jest rzeczywiście Ten? A może się pomyliłem, wskazując na Niego? A może moje życie nie miało sensu? Może moje cierpienie tutaj, w więzieniu nie ma żadnej wartości.

     Takich wątpliwości, także w naszym życiu, wątpliwości, które można również nazwać kryzysami, można znaleźć wiele.  Głosiłem Mesjasza, a oto On pozwala mi gnić w więzieniu. Nie przychodzi z pomocą, chociaż miał wyzwolić Izraela. 

     Kryzysy się pojawiają. W życiu kapłańskim, zakonnym, w życiu małżeńskim. Jan, stając wobec niezrozumiałej i trudnej dla siebie sytuacji, nie zadowala się opiniami o Jezusie. Nawet w sytuacji utrudnionego kontaktu – jest w więzieniu, postanawia zapytać u źródła. Pyta Jezusa. Odpowiedz mi. To mądre przeżywanie kryzysu. Zapytać wprost, nie żywić swoich lęków i wątpliwości plotkami i informacjami z drugiej, czy nawet trzeciej ręki, nie żywić ich podejrzeniami i cichymi dniami. 

1. Jak sobie radzę z sytuacjami kryzysowymi?

piątek, 9 grudnia 2016

Piątek II Tygodnia Adwentu

     Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przesiadujących na rynku dzieci, które głośno przymawiają swym rówieśnikom: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wy nie zawodziliście” (Mt 11,16-17).

      Niezadowolenie i narzekanie. 

      Można być niezadowolonym. Niezadowolenie może mieć w sobie coś twórczego i pozytywnego. To ludzie często niezadowoleni dokonują przemiany świata. Nie godzą się na bylejakość życia, potrafią zakasać rękawy i podjąć wysiłek, by zmienić coś w swoim życiu i w życiu świata. 

      Narzekanie ma w sobie coś z dziecinady. Jest wygodną biernością, która zadowala się tym, że dostrzega problem, często tylko na zewnątrz. 

      Maryja, patronka adwentowego czekania, ukazuje, że właściwa postawa człowieka wierzącego wypełnia się w czynnym zaangażowaniu. Wystarczyła wiadomość, że krewna Jej - Elżbieta, mimo podeszłego wieku, oczekuje dziecka. Natychmiast ruszyła w drogę, by jej pomóc. 

     Niezadowolenie kreatywne, rodzące zaangażowanie i zmianę, wskazuje na wewnętrzną dojrzałość człowieka. Narzekanie jest dziecinadą, zatruwa życie wszystkim i narzekającemu, ale rzadko przynosi pozytywną zmianę.

1. Czy potrafię zamieniać swoje niezadowolenie w kreatywne działanie?

niedziela, 4 grudnia 2016

II Niedziela Adwentu


    W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: "Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie". Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi:
Głos wołającego na pustyni:
Przygotujcie drogę Panu,
Dla Niego prostujcie ścieżki!
Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny (Mt 3,1-4).

     Jan Chrzciciel – głos wołającego na pustyni. W natłoku słów, wielkim rozgwarze miasta, w pośpiechu załatwianych spraw – kto go jeszcze usłyszy? Kto chce go słuchać? Tym bardziej, że on trochę nie na nasze czasy. Niemodnie ubrany, raczej odpychający, szorstki w obyciu, nieprzebierający w słowach, nazywa rzeczy po imieniu. Nie schlebia, używa bicza, a jego słowa mogą mocno przetrzepać sumienie. Czyni wszystko, aby nie stać się popularnym.

   Pytałem sam siebie w kontekście tej Ewangelii, dlaczego Kościół dzisiejszych czasów w dużej mierze przestał być głosem wołającym na wzór Jana? Dlaczego świadectwo chrześcijan nie przyciąga?

   Może znów trzeba wyjść na pustynię, nie dlatego, aby uciekać  od świata. Trzeba wyjść na pustynię, aby odkryć na nowo wartość słowa, aby to słowo poruszyło.

    Jest jeszcze jeden ważny moment w nauczaniu Jana. On jest głosem, ale wskazuje na kogoś innego. Jan nie skupia uwagi na sobie, nie chce być podziwiany, nie wywołuje sensacji, nie jest zainteresowany uznaniem jego wielkości, nie dąży do osiągnięcia sukcesu, nie zależy mu na własnej chwale. Jego nauczanie ma być tylko przygotowaniem dla Tego, który przychodzi. 


1. Czy potrafię słuchać, także tych, którzy mają inne zdanie niż ja?
2.  Czy moje życie jest szybą, przez którą inni mogą zobaczyć i usłyszeć Boga?

niedziela, 27 listopada 2016

I Niedziela Adwentu

     A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego.  Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie (Mt 24,37-39.44). 

     Tuż przed opisem potopu, który nastąpił za dni Noego, Biblia zapisuje najsmutniejsze zdanie o człowieku: Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że ich usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi i zasmucił się (Rdz 6,5-6). Jezus jednak nie nie nawiązuje do żalu i smutku Stwórcy, kiedy odwołuje się do tego wydarzenia i kary. Mówi o prozie życia: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, nawet się nie spostrzegli, że przyszedł potop. 

      Na początku adwentu to odwołanie do wydarzenia potopu za dni Noego powinno nas skłonić do refleksji, w czym tkwi istota naszego życia. Czy nie jest ono zamknięte jedynie w kręgu doczesności, jak owych ludzi z dni potopu. Jesteśmy zaproszeni do otworzenia oczu na rzeczywistość wykraczającą poza prozę życia - ku transcendencji. Jesteśmy zaproszeni, by obudzić w sobie na nowo tęsknotę za Bogiem. Nie pozwolić się uśpić, by nie przegapić Tego, który przychodzi. Teraźniejszość tak mocno może uśpić nasze zmysły, nasz umysł i serce, że nie zobaczymy Jego obecności.

1. W czym widzę sens mojego życia?
2. Czy potrafię dostrzegać obecność Boga w codzienności?

niedziela, 20 listopada 2016

XXXIV Niedziela Zwykła - Uroczystość Chrystusa Króla

     Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swojego królestwa…

     Wyznanie łotra. 

     Łotr wiszący na krzyżu, ów dobry łotr, rozpoznaje w Chrystusie Pana w momencie szczególnym. Nie w chwili triumfu, nie wtedy, gdy inni wołali Hosanna, nie wtedy, gdy rzesze doznawały uzdrowienia. Łotr rozpoznaje w Chrystusie Pana, kiedy inni wołają Ukrzyżuj Go! Rozpoznaje króla w skazańcu zawieszonym na drzewie. 

     Wtedy, gdy inni szydzili, on miał odwagę prosić: wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa… 

      Chrystus obiecuje mu udział w tym królestwie. Obiecuje znacznie więcej, niż łotr mógł oczekiwać: dziś ze mną będziesz w raju. 

       Rozpoznać króla w zranionym obliczu, w chwili porażki. Łotr rozpoznaje w Chrystusie Króla, kiedy Jego majestat ukryty jest pod postacią zwykłego przestępcy zawieszonego na krzyżu.
 
      Nominacja królewska odbyła się przed obliczem Piłata. Chciał wyśmiać, okazać pogardę, zapewnić tłumom tanie widowisko – Oto król wasz! – ze związanymi rękoma, w szkarłatnym płaszczu, cierniowej koronie. Oto król Wasz! Oto Nasz Król! Czy godzisz się na takiego Władcę? A może zawołasz jak tamci: poza Cezarem nie mamy Króla! Bóg nie jest nam potrzebny. Trzeba Go usunąć z publicznej przestrzeni, zamknąć w kościołach – niech nie straszy! 

1. Co dla mnie oznacza Królewska godność Chrystusa?

niedziela, 6 listopada 2016

XXXII Niedziela Zwykła

     A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzewie, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych, wszyscy bowiem dla Niego żyją (Łk 20,37-38).


   Myśląc o wieczności, myślimy o nagrodzie, która nam się słusznie należy i którą powinniśmy od Pana Boga otrzymać. Ale czy sam Bóg nas interesuje? 

    Wierzymy, że zostaną nam wynagrodzone trudy naszego ziemskiego życia. Zapominamy, że Bóg nie daje odszkodowań za trudne życie. Bóg daje życie. Życie z Nim. 

    Dla Niego wszyscy żyją – mówi nam Jezus. Jezus ukazuje nam miłość i wierność Boga. Jeżeli Bóg kocha człowieka i jest wierny człowiekowi, to nie może zostawić go we władzy śmierci. Jest Bogiem żywych. Potrafi pokonać śmierć i jest wierny swojej obietnicy. 

      Bóg chce być z nami na zawsze. A my często chcielibyśmy tylko trochę lepsze mieszkanie od tego, które przypadło nam w ziemskim pielgrzymowaniu...

1. Czy wierzę w zmartwychwstanie?

niedziela, 23 października 2016

XXX Niedziela Zwykła

   Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik (Łk 18,9-10).

   Postawa pełna pogardy wobec innych a jednocześnie zadowolenia z siebie, nie ulega zmianie w czasie modlitwy wobec Boga. To nie chodzi o zwyczajne gesty, pewne zewnętrzne formy, ale wewnętrzna postawę, która cechuje osobę.
 
    Faryzeusz jest człowiekiem zabetonowanym czterema ścianami samozadowolenia. Jego modlitwa nie może przeniknąć obłoków, jak mówił dziś mędrzec z pierwszego czytania, bo sufit samouwielbienia skutecznie ją blokuje. 

     Modlitwa, która formalnie jest prawidłowa, nie staje się dziękczynieniem wobec Boga, ale jest pochwałą samego siebie.
 
    Inni ludzie są tylko po to, by on mógł się czuć dobrze… Faryzeusz zanurza się w kontemplowaniu własnej doskonałości. Tu nie ma miejsca na wadę, grzech, słabość, tu zawsze wszystko jest dobrze, a winni są zawsze inni ludzie. 

    Faryzeusz zawsze sobie poradzi. Jest samowystarczalny, nawet w tak szczególnej sferze, jaką są religijne praktyki. Troszczy się o ofiary i pokuty, wyszedł daleko poza granice „należności” i tego, co nakazuje prawo. Cała jego sprawiedliwość zbudowana jest na „własnych” osiągnięciach. Bóg jest mu potrzebny – tak, faryzeusz potrzebuje kogoś, kto uznałby jego doskonałość. I do takiej roli sprowadza Boga. 

     Modli się jak święty paw. Bóg nie jest w centrum jego uwagi.

1. Jak wygląda moja modlitwa do Boga?
2. Jak traktuję innych ludzi?

niedziela, 16 października 2016

XXIX Niedziela Zwykła

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi? (Łk 18,8b).

    To jedyny kanał łączności – wiara. Bez wiary, nawet gdy On odpowiada, nie jestem w stanie usłyszeć. 

    Możemy narzekać, że Pan Bóg jest głuchy na nasze wołania, ale najpierw warto sprawdzić, czy z naszymi uszami wszystko jest w porządku, czy z naszymi uszami nie stało się coś złego. 

    Co powiedzielibyśmy o owej wdowie, gdyby nie pojawiła się u sędziego właśnie w tym dniu, w którym postanowił zająć się jej sprawą? 

     Tak często jesteśmy dumni w naszej modlitwie, tak często chcielibyśmy od razu, że kiedy trzeba zadbać o wytrwałość, potrafimy wzruszyć ramionami i powiedzieć, także Panu Bogu: nie to nie!  i odwrócić się do Niego plecami. 

    Jezus ukazuje postać sędziego jako antybohatera, jako anty obraz Boga. Bóg jest tym, który kocha człowieka. Daje się poruszyć prośbami swoich dzieci. Wysłuchuje – nie dlatego, że ma dość naszych biadoleń, ale dlatego, że kocha nasz upór i chce, abyśmy się Mu naprzykrzali. 

     Czas Boga nie jest jednak naszym czasem. Nie zawsze wszystko przychodzi od razu. I rodzą się pytania, czy On rzeczywiście wysłuchuje.

1. Czy moje prośby zanoszone są z wiarą?
2. Czy z wiarą słucham Bożej odpowiedzi?

wtorek, 11 października 2016

Wtorek 28 Tygodnia Zwykłego

 Na to rzekł Pan do niego: "Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza?  Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste (Łk 11,39-41).

    Jałmużna dana z wewnątrz! Wydaje się, że można obdarować kogoś tym, co zewnętrzne - dać kawałek chleba, podarować obiad, coś ciepłego, czy pieniądze. Ale istotą ofiarowanego daru jest serce, które obdarowuje. Darem bez serca można bowiem kogoś zranić, obrazić. Dar wypływający z serca znajduje uznanie w Jezusowych oczach.

      Otaczamy się rytuałami, zwyczajami, gestami. Towarzyszą nam one każdego dnia, czasem powtarzamy je bezwiednie. Nie są złe. Ale ważne jest, by zewnętrznych gestach, tradycjach, religijności, było obecne serce. Kult bez serca staje się bezduszny. 

     Łatwiej jest zadbać o pozory przyzwoitości niż być przyzwoitym. Łatwiej jest wypełniać rytuał niż podjąć wysiłek nawrócenia.

1. Czy dbam o harmonię między tym co wewnętrzne i zewnętrzne w moim życiu?
       

niedziela, 9 października 2016

XXVIII Niedziela Zwykła

   Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?” (Łk 17,15 - 17).

    Tak trudno przychodzi nam dziękować. 

    Wynika to niestety bardzo często z naszej roszczeniowej postawy – to nam się należy, a zatem nie ma powodu, byśmy dziękowali. Nie potrafimy się cieszyć z tego co posiadamy, a zatem nie potrafimy też dziękować. 

   Wolimy wyliczać to, czego nam brakuje. Żyjemy coraz częściej przygnębiającą świadomością braków własnych i otoczenia. Skutek takiej postawy może być tylko jeden – prawdziwa radość i szczęście przechodzą obok nas, bo nie potrafimy nawet cieszyć się tak bezcennym darem jakim jest życie. 

    Jesteśmy chwalipiętami, którzy na każdym chcą wywrzeć dobre wrażenie i dlatego podkreślamy: wszystko zdobyłem własnymi rękami. Ale gdybyśmy popatrzyli dokładniej na nasze życie, okazałoby się może, że najcenniejszych darów nie zawdzięczamy sobie, ale komuś drugiemu – Bogu i ludziom. 

     Zrozumienie tego przychodzi czasem bardzo późno – często wraz z chorobą. Wtedy człowiek uświadamia sobie, że życia i zdrowia nie zdobywa się tylko własnym wysiłkiem – że to dar.

1. Czy okazałem dziś komuś wdzięczność?
2. Czy potrafię spontanicznie okazać wdzięczność?