zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 13 września 2020

XXIV Niedziela Zwykła

    Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? (Syr 28,3-4).

    Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy (Mt 18,21-22).


    Przebaczenie jest jedną z dróg miłości. Jedną z najbardziej wymagających i trudnych. 

    W życiu, w różnych relacjach międzyludzkich pojawiają się problemy. Zarówno w życiu rodzinnym, jak i wspólnotowym powstają nieporozumienia, dyskusje, zranienia. 

    Chrześcijanin w tej sytuacji jest wezwany do pojednania. A droga pojednania prowadzi przez uznanie własnego grzechu, własnej winy oraz przez przebaczenie temu, kto zawinił. 

    Miłość zakłada wiele wymiarów, obejmuje członków rodziny, ale także przyjaciół, znajomych, współpracowników. Miłość chrześcijańska wykracza poza te naturalne więzy, obejmując swoim zasięgiem także nieprzyjaciół i wrogów, także tych, którzy po ludzku na miłość nie zasługują. Przebaczenie, podobnie jak miłość, nie może mieć granic - ma zasięg uniwersalny.

    Pytanie Piotra jest bardzo ludzkie i bardzo logiczne. Jezus odpowiadając, ukazuje przebaczenie, które jest konieczne zawsze, bez względu na okoliczności. 

    Przebaczenie nie jest łatwe, bo miłość nie jest łatwa. Ale sam fakt, że potrafimy przebaczyć rodzi szczęście. 

    Autentyczna miłość i autentyczne przebaczenie są za darmo. To co ma cenę, zawsze ma zasięg ograniczony. 

    Przebaczenie nie jest przysługą, jaką czynimy temu, kto wobec nas zawinił. Pierwszym beneficjentem przebaczenia jest ten, który wybacza. 

    Jezus obrazuje swoje nauczanie przypowieścią o nielitościwym słudze. Nasza uwaga powinna się jednak koncentrować na królu, który wybacza bezwarunkowo, kto w żaden sposób nie może spłacić swego długu. W obrazie króla widzimy Boga, który przebacza, który przyjmuje grzeszników, Boga miłosierdzia i dobroci.

    Ten Bóg objawia się w swoim Synu, Jezusie, który na krzyżu przebacza swoim oprawcom i wrogom. Jezus, prawdziwy Król, nie tylko przebacza, ale staje się obrońcą swoich oprawców: przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią

    Król przebacza, ale ten, który otrzymuje przebaczenie, nie potrafi go przyjąć. Przebaczenie, podobnie jak miłość, musi być przyjęta. Tylko przebaczenie przyjęte ma przemieniające działanie. Wyrazem przyjęcia przebaczenia jest to, że potrafimy je przekazać dalej, że potrafimy sami przebaczyć. 

    Problemem złego sługi jest to, że nie potrafi przyjąć przebaczenia, nie dzieli się nim. I tego uczy Chrystus w modlitwie, którą nam zostawił: odpuść nam, jako i my... 

    Dlaczego przebaczać?

* przebaczenie leczy;
* przebaczenie wyzwala;
* przebaczenie uwalnia tego, kto cię skrzywdził;
* twoje przebaczenie ratuje drugiego;
* przebaczenie daje mu nową szansę;
* twoje przebaczenie nie ratuje obcego, ale brata;
* przebaczając stajesz się darem Boga dla bliźniego.


1. Co najtrudniej przychodzi mi przebaczyć?

sobota, 12 września 2020

Święto Najświętszego Imienia Maryi


    W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli, po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu - my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie (Ef 1,11-12).

    W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja (Łk 1,26-27).


    W naszym Zakonie oddajemy dziś cześć imieniu Najświętszej Maryi Panny. 

    Imię Dziewicy objawia św. Łukasz w swojej Ewangelii. Bóg spełnia odwieczne plany, zgodnie z zamysłem powziętym na początku ludzkich dziejów. Wszystko było przygotowane, aby mogło dokonać się dzieło odkupienia. 

  Imię Maryja oznacza Piękna, Pani Światłości. Piękną Panią nazywała ją św. Bernardetta Soubirous. Św. Katarzyna Labouré opisuje ją w podobny sposób: "Była bardzo piękna... Była tak piękna, że nie potrafię wyrazić Jej olśniewającego piękna. 

    Katechizm Kościoła mówi: Bóg wzywa każdego po imieniu, Imię każdego człowieka jest święte. Imię jest ikoną osoby. Domaga się szacunku ze względu na godność tego, kto je nosi. Otrzymane imię pozostaje na zawsze. W Królestwie niebieskim zajaśnieje w pełnym blasku tajemniczy i niepowtarzalny charakter każdej osoby naznaczonej Bożym imieniem. Nie dziwi zatem, że Kościół, podkreślając niepowtarzalną rolę Maryi w dziele odkupienia, pragnie uczcić Jej imię, podobnie jak czci imię Jezusa, Jej Syna. 

        Joachim i Anna, rodzice Najświętszej Dziewicy, nadali imię swojej córce - Maryja. 

       Imię Maryja w Biblii po raz pierwszy zostało odniesione do siostry Mojżesza. Miriam w języku egipskim oznaczało oblubienicę Boga, ukochana przez Boga. Kiedy Bóg wybiera człowieka do jakiegoś szczególnego zadania, zmienia imię. Imię Córki Joachima i Anny nie ulega zmianie - Maryja wybrana na Matkę Bożego Syna jest najbardziej ukochana przez Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. 

    Kult imienia Maryi zapoczątkowany został w Hiszpanii, na początku XVI wieku. Kiedy 12 września 1683 roku Jan III Sobieski w imię Maryi odniósł zwycięstwo pod Wiedniem, zatrzymując ekspansję turecką, papież Innocenty XI rozszerzył kult tego imienia na cały chrześcijański świat. 

    Papież Franciszek, przyzywając Jej imienia, mówił: Dziś świętujemy pamięć o Świętym Imieniu Maryi. Zapraszam wszystkich, aby spojrzeli na Dziewicę i pozwolili, aby inspirowała nas uczuciami chrześcijańskimi, abyśmy żyli coraz bardziej jak Jej Syn Jezus.

1. Czy wymawiam z szacunkiem imię Maryi?

    


piątek, 11 września 2020

Piątek XXIII Tygodnia Zwykłego


    Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza (1 Kor 9,16-17).

    Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? (Łk 6,41).


    Głoszeniu Ewangelii poświęcił drugą połowę swojego życia. Nie był to jego pomysł na życie. Nie wyszło to od niego. Nie czyni tego dla własnej chwały, nie dla zapłaty, nie dla podziwu słuchaczy. Od upadku pod Damaszkiem, od zrozumienia, kim jest Jezus, nie widzi już innej drogi. Głosi Ewangelię, bo nie ma nic lepszego, co mógłby zaoferować swoim słuchaczom. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii.

    Głoszenie Ewangelii staje się jego największą radością. Jak najwięcej ludzi przyprowadzić do Chrystusa. Czyni to z głębi serca, które zostało wypełnione Chrystusem. 

    Jezus, znawca zakamarków ludzkiego serca, potrafi zobaczyć to, czego sam człowiek czasem nie potrafi lub nie chce zobaczyć. Wszyscy nosimy drzazgi, a czasem i belki w oku, które nie pozwalają nam dobrze widzieć. 

    Świadomość własnych ograniczeń, błędów i grzechów winna powodować, że stajemy się bardziej wyrozumiali dla upadków innych. Nie chodzi o to, by akceptować czyjś grzech, ale by nie podchodzić do niego z poczuciem wyższości. 

    Święty Augustyn mówił o tych, którzy zajmują się grzechami innych: Ludzie bez lekarstwa. Przestają zajmować się własnymi grzechami, ale skupiają się na grzechach innych ludzi. Nie szukają tego, co trzeba naprawić, ale tego, w co można się wgryzać. A ponieważ nie mogą się usprawiedliwić, zawsze są gotowi oskarżać innych...

    Jezus potrafi zobaczyć. Jeżeli chcemy widzieć, musimy patrzeć na świat Jego oczami. To jest możliwe tylko wówczas, kiedy serce jest wypełnione łaską, kiedy człowiek podejmuje trud nawrócenia i otwiera się na miłosierdzie. 

1. Czy jestem wyrozumiały wobec innych?

czwartek, 10 września 2020

Czwartek XXIII Tygodnia Zwykłego

     "Wiedza" wbija w pychę, miłość zaś buduje. Gdyby bowiem ujrzał ktoś ciebie, oświeconego "wiedzą", jak zasiadasz do uczty bałwochwalczej, czyżby to nie skłoniło również kogoś słabego w sumieniu do spożywania ofiar składanych bożkom? I tak to właśnie "wiedza" twoja sprowadziłaby zgubę na słabego brata, za którego umarł Chrystus. W ten sposób grzesząc przeciwko braciom i rażąc ich słabe sumienia, grzeszycie przeciwko samemu Chrystusowi. (1 Kor 8,1b.10-12).


    W świecie greckim, po złożeniu należnych ofiar bożkom, mięso sprzedawano po atrakcyjnej cenie. Spożywanie mięsa złożonego w ofierze pojmowane było jako nawiązywanie relacji z bożkami. Chrześcijanie nie wierzą w boskość idoli, a zatem nie ma również mowy o jakiejkolwiek relacji z nimi poprzez mięso ofiarne, a cena jest atrakcyjna, czemu więc nie skorzystać?

    Wiedza, że nie ma bożków, a zatem nie ma nawiązywania z nimi więzi, wg św. Pawła, nie jest decydującym kryterium. To miłość buduje. Chociaż mają rację co do bożków, to jednak zachowanie nierozważne może wywołać niepotrzebny skandal i osłabić wiarę. Dlatego, uwzględniając niedojrzałość innych, należy unikać także tego, co może wywoływać zamęt, niepewność czy skandal. 

    Nieco dalej Paweł napisze: Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko budujeCzasami, gdy dokonujemy pewnych wyborów czy podejmujemy działania, musimy nie tylko spojrzeć na własne sumienie i zgodność z prawem, ale także widzieć reperkusje, jakie nasze zachowanie może mieć dla innych: czy będzie to budujące dla innych, czy może wywołać zgorszenie.

    Na te słowa św. Pawła patrzę również w kontekście niedawnego sporu dotyczącego formy przyjmowania Komunii Świętej do ust czy na rękę. Chociaż "wiedza" zdaje się podpowiadać, że Komunia na rękę w okresie pandemii jest właściwa, zgodna z prawem i nauczaniem Kościoła, a także praktyką pierwszych chrześcijan, trzeba również brać pod uwagę wrażliwość tych, którzy uważają, że to nieodpowiednia praktyka i brak szacunku. Miłość każe uszanować wybory jednych i drugich, tych, którzy przyjmują na rękę, jak i tych, którzy praktyki tej nie akceptują. Tylko miłość potrafi uszanować wzajemne wybory - istotą jest to, by Chrystus mógł zamieszkać w ludzkim sercu. Dbać o bezpieczeństwo i wrażliwość innych, ale uszanować dokonywany wybór. 


1. Czy starasz się w moich wyborach i decyzjach uwzględniać wrażliwość innych osób?


środa, 9 września 2020

Środa XXIII Tygodnia Zwykłego

    Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata (1 Kor 7,29-31).

     A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: «Błogosławieni jesteście... (Łk 6,20).


    Różne formy życia - życie w samotności, w małżeństwie, w celibacie. Każda z nich jest ważna, każda jest drogą do świętości. Każdy jest powołany do życia wiarą w konkretny sposób, ale celem wszystkich jest świętość.

    W adhortacji Gaudete et exsultate papież Franciszek zaprasza nas do bycia świętymi, ukazuje drogę do świętości, na której nikt nie jest wykluczony. Adhortacja zachęca nas również do zastanowienia się nad jakością naszego życia. Podobnie jak słowa św. Pawła stawiają zasadnicze pytanie o to, jak powinno wyglądać nasze życie, aby to życie nie było przeszkodą, ale narzędziem świętości. 

    Błogosławieni... Nikt nie chce i nie lubi być biedny, głodny, płakać, nikt nie chce być odrzucony i znienawidzony.  Papież Franciszek w trzecim rozdziale adhortacji  mówi o istocie błogosławieństw jako drodze naśladowania Jezusa: trzeba, aby każdy na swój sposób czynił to, co mówi Jezus głosząc błogosławieństwa. W nich naszkicowane jest oblicze Mistrza, do którego ukazywania w życiu codziennym ​​jesteśmy powołani.

    Ubóstwo wzywa nas, abyśmy uczestniczyli w życiu najbardziej potrzebujących, w życiu, jakie prowadzili apostołowie, a na koniec, abyśmy upodobnili się do Jezusa, który „będąc bogaty, dla nas stał się ubogim”

    Płacz... Świat proponuje coś przeciwnego: rozrywkę, przyjemność, rozproszenie i zabawę, i mówi nam, że to właśnie czyni życie dobrym. Świat ignoruje, spogląda w inną stronę, gdy pojawiają się problemy, jak choroba lub cierpienie w rodzinie lub w otoczeniu. Świat nie chce płakać: woli ignorować bolesne sytuacje, maskować je, ukrywać. Wiele wysiłku wkłada się w to, aby uciec od sytuacji, w których obecne jest cierpienie, sądząc, że można przysłonić rzeczywistość, w której przecież nigdy, przenigdy nie może zabraknąć krzyża.

      Osoba, która widzi rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, która daje się przeszyć bólowi, płacze w swoim sercu, może osiągnąć głębię życia i być prawdziwie szczęśliwą.

    „Głód i pragnienie” to doświadczenia bardzo intensywne, ponieważ odnoszą się do podstawowych potrzeb i są związane z instynktem przetrwania. Są osoby, które bardzo pragną sprawiedliwości i dążą do niej, szukają jej z dużym zaangażowaniem. Jezus mówi, że będą nasyceni, ponieważ prędzej czy później pojawi się sprawiedliwość, a my możemy wnieść swój wkład, aby była ona możliwa, nawet jeśli nie zawsze widzimy rezultaty tego trudu.

    Bycie chrześcijaninem może wreszcie prowadzić do odrzucenia i prześladowania, ale nie możemy czekać, aby zacząć żyć Ewangelią, gdy wszystko wokół nas będzie nam sprzyjało, ponieważ często chęć zdobycia władzy i interesy doczesne grają przeciwko nam.


1. Czym są dla mnie błogosławieństwa?

wtorek, 8 września 2020

Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

        A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności (Mi 5,1).

    Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (Mt 1,18-19).


    Kolekta dzisiejszego święta stawia nas w samym sercu powołania Maryi: Wszechmogący Boże, macierzyństwo Najświętszej Dziewicy stało się początkiem naszego zbawienia... Pierwsze owoce odkupienia otrzymujemy dzięki Jej otwarciu na Bożą łaskę i powołanie. 

    Kościół świętuje narodziny trzech osób: św. Jana Chrzciciela - zapowiada Jezusa, Maryi - rodzi Jezusa oraz narodziny Jezusa, który objawia i realizuje Boży plan odkupienia. 

    To co się nie liczy, co małe i gdzieś na uboczu, mała mieścina - Betlejem, zostaje wybrana na miejsce, w którym Bóg dokonuje wielkich dzieł, których celem jest odrodzenie człowieka i całego stworzenia. Siła Boga objawia się w słabości. Kiedy narodził się Jan, wszyscy pytali: Kimże będzie to Dziecię? O Jezusa nikt nie pyta, nikt się nie zastawia. Tylko Maryja uwielbia Boga: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Inni będą pytać później: czy nie jest to Syn cieśli?

    Świętowanie narodzin Maryi jest zaproszeniem dla nas, byśmy umieli kształtować w sobie postawę otwartości i dyspozycyjności na Boże plany, akceptowania tego, co Pan Bóg przygotował, podejmowania współpracy z Bożą łaską w dziele zbawienia i odkupienia.

1. Jaką rolę w mojej duchowości odgrywa Maryja?

    

poniedziałek, 7 września 2020

Poniedziałek XXIII Tygodnia Zwykłego

     W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Podnieś się i stań na środku!» (Łk 6,6-8).


    Oczy faryzeuszy skoncentrowane są na Jezusie. Znaleźć powód do oskarżenia. Jest szabat. Synagoga jest wypełniona ludźmi, którzy przyszli na modlitwę zgodnie z nakazem prawa.

    Nikt nie zwraca uwagi na tego, który jest prawdziwym bohaterem tej historii - na człowieka, który ma sparaliżowaną rękę. Byli przyzwyczajeni do jego obecności, był tu w każdy szabat. Gdzieś z boku, bez rzucania się w oczy, może zawstydzony swoim kalectwem, które wielu mogło odczytywać jako brak Bożego błogosławieństwa lub karę za grzech. 

    Jezus przywraca właściwy porządek rzeczy i stawia tego człowieka w centrum zainteresowania. Bóg interesuje się tymi, którzy cierpią, którzy potrzebują pomocy. To jest moment, w którym Jezusowi udaje się umieścić w centrum zainteresowania tego, który zasługiwał na spojrzenie prawa i wszystkich obecnych w synagodze - człowieka słabego i potrzebującego wsparcia.

    Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić; życie ocalić czy zniszczyć? Nie ma odpowiedzi, albo inaczej - odpowiedzią jest milczenie, zdezorientowanie i zdumienie... 

    Jezus zdaje się mówić: Prawo nie jest ostatecznym kryterium. Jezus nie gardzi Prawem, ale stawia je na właściwym miejscu. Jeśli narusza tradycję, to nie dlatego, by zniszczyć szabat, ale by uhonorować. Uwolnienie biednego człowieka od Jego choroby jest dla Jezusa prawdziwszym sposobem uświęcenia szabatu, niż pozostawienie go w cierpieniu, dla rzekomej czci Boga.

    Jezus ma inny obraz Boga, aniżeli jego przeciwnicy. Jego Bóg jest Bogiem miłosierdzia, Bogiem bliskim człowiekowi, zwłaszcza potrzebującemu, Bogiem, który jest ponad rytuałami, formalizmem, nakazami. 


1. Czy religia nie jest dla mnie wygodną wymówką, by rezygnować z miłosierdzia wobec potrzebujących?

niedziela, 6 września 2020

XXIII Niedziela Zwykła


Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela … Jeśli do występnego powiem: "Występny musi umrzeć" - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi ... odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie (Ez 33,7-8).

    Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. (Mt 18,15-16).


     Nie lubimy, kiedy ktoś krytycznie odnosi się do naszego zachowania, kiedy próbuje nam zwracać uwagę, kiedy nas upomina. Słyszymy jednak dzisiaj w liturgii wyraźne słowa – Boży nakaz, aby stosować upomnienie. Co więcej, rezygnacja z upomnienia przynosi również skutki dla nas – współudział w złu przez kogoś czynionym i odpowiedzialność za uczynione zło – odpowiedzialnością … obarczę Ciebie.

     Ale jak upominać, by upomnienie miało ewangeliczny wymiar? By przynosiło owoce, a nie zranienie i ból? Klucz do zrozumienia daje nam dzisiaj święty Paweł: Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13,10). Skutek upomnienia w dużej mierze zależy od tego, w jaki sposób zostanie ono udzielone, w jaki sposób zostanie ono przekazane. Aby upominać, trzeba kochać. Bez miłości upomnienie zamienia się w oskarżenie.

     Upomnienie wymaga odpowiedniego czasu. Czasem trzeba poczekać z upomnieniem – inaczej ono nie dotrze. Trzeba znaleźć taki moment, kiedy nasze słowa dotrą do serca, kiedy drugi człowiek będzie gotowy je przyjąć. 

    Oczywiście, nie należy milczeć w sprawie czynionego zła, które zostało popełnione, ponieważ milczenie może być zinterpretowane jako przyzwolenie na zło. Ważne jest natomiast to, by zarówno upominający jak i upominany byli spokojni, by można było przeprowadzić rzeczową rozmowę na temat tego, co się stało. 

     Unikać gniewu w upomnieniu. Celem upomnienia jest nakłonienie do żalu i poprawy. Nie da się tego osiągnąć gniewem.

     Nie upominaj wzdychając, patrząc z pogardą, nie marszcz gniewem ust i czoła. 


1. Kiedy ostatni raz wypowiedziałem słowa upomnienia?

2. Czy było to ewangeliczne upomnienie?

sobota, 5 września 2020

Sobota XXII Tygodnia Zwykłego


    Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał. Tak więc już jesteście nasyceni, już opływacie w bogactwa. Zaczęliście królować bez nas! Otóż tak! Nawet trzeba, żebyście królowali, byśmy mogli współkrólować z wami (1 Kor 4,7-8).

    Ironia św. Pawła może zaskakiwać. Celem tego zabiegu Apostoła Narodów jest troska o gminę w Koryncie, którą założył. Ironizuje, nie po to, by zawstydzać, ale by napomnieć, by zachęcić do myślenia, bo kocha ich jak dzieci. Zależy mu na nich. 

    Chrześcijanin nigdy nie powinien się przechwalać, ponieważ wszystko czym jesteśmy i co posiadamy jest darem. 

    To narzędzia, którymi możemy się posługiwać, aby wzrastać, rozwijać się. Nikt nie otrzymał ich dla samego siebie. 

    Nasze talenty, umiejętności, nasze zdrowie i życie, winny nas skłaniać do wdzięczności wobec Boga, a nie stawać się powodem pychy. 
    
1. Czy jestem wdzięczny za to, kim jestem i co posiadam?

piątek, 4 września 2020

Piątek XXII Tygodnia Zwykłego


    Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych! A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny (1 Kor 4,1-2).


    Tak wielu czuje się dziś uprawnionymi, by decydować o Bożych prawach, o tym co jeszcze aktualne, a co powinno ustąpić, bo już nie pasuje do naszych czasów.  Nie brakuje również takiego nastawienia wśród tych, którzy zwą się chrześcijanami. Chcą po ludzku reformować to, co Boże.

    Święty Paweł przypomina, że żaden chrześcijanin, bez względu na to, jaką funkcję pełni, nie jest właścicielem Bożych tajemnic. Przypada nam rola sług, a sługa nie ma władzy nad Panem. Zostaliśmy zaproszeni, by stać się szafarzami Bożych darów i tajemnic, ale nie ich właścicielami. 

    I aby rzeczywiście stawać się każdego dnia sługą i szafarzem, trzeba zachować wierność wobec depozytu, który Bóg składa w nasze ręce. Od szafarzy i sług wymaga się wierności!

Wierności:

* sakramentowi chrztu, w którym staliśmy się dziećmi Bożymi;

* wierności Duchowi Świętemu;

* wierności liturgii;

* wierności w modlitwie;

* wierności w powołaniu;

* wierności Bożemu Słowu i Tradycji Kościoła;

* wierności ślubom i zobowiązaniom;

* wierności codziennym obowiązkom w domu, w pracy...;

* wierności...


1. Jak wygląda moja wierność na co dzień?

czwartek, 3 września 2020

Czwartek XXII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła


    Niechaj się nikt nie łudzi! Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość (1 Kor 3,18).

    Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim (Łk 5,10b-11).


    Jedynym, za którym idziemy i którego naśladujemy, jest Chrystus. 

    Paweł pisze, do mocno podzielonej gminy w Koryncie, próbując zapobiec podziałom i i błędnym naukom. Dlatego daje założonej przez siebie gminie jasne wskazanie: niech nikt nie myśli, że jest posiadaczem mądrości. Zawsze będziemy uczniami w szkole Chrystusa, uczniami poszukującymi i praktykującymi. 

    Stąd wynika konieczność ciągłej uwagi, aby nie pobłądzić. Nie pójść za kimś, nawet świętym, kto jednak nie może dać zbawienia. Drugie niebezpieczeństwo, to uznać się za Mistrza, przywódcę, przewodnika, za którym pójdą inni.

    Cała nadzieja, cała nasza ufność jest w Chrystusie. Nigdy nie można utracić Go z oczu. 

    Ludzie przychodzili do Jezusa, aby Go słuchać, aby się uczyć Królestwa Bożego, aby słuchać Słowa Bożego. A On angażuje ich, prostych rybaków, w swoją misję. Doświadczyli po nocnym trudzie niepowodzenia i zmęczenia. Wobec cudu połowu, przytłoczony doświadczeniem, które go przerasta, Piotr wyznaje swoją małość i grzeszność. Jest przytłoczony także tym, co odkrywa o Jezusie  i zaproszeniem, które otrzymuje, które go przerasta. 

    Patron dzisiejszego dnia, św. Grzegorz, nazywał siebie sługą sług Bożych. Kiedy misja nas przytłacza, wydaje się zbyt wielka i nie na nasze możliwości, te słowa św. Grzegorza mogą być wskazówką. Autorytet Piotra nie zależy od jego własnej mocy i skuteczności.  Misja powierzona uczniom nie zależy od ich umiejętności czy zdolności. Misja zależy od tego, czy dajemy się prowadzić Słowu  i oddajemy Mu wszystko, co jest w naszej dyspozycji - nasze umiejętności, talenty, nasz umysł i serce. 

    Nie bój się! Będziesz łowił ludzi! Wszystko zaczyna się wtedy, kiedy zostawiasz wszystko, kiedy potrafisz zostawić sieci, które cię wiążą i odbierają wolność, kiedy widzisz w sobie grzesznika, kiedy człowiek potrafi całkowicie zaufać Panu, a nie swojej mądrości. 


1. Kto jest moim Mistrzem, za którym idę? 

środa, 2 września 2020

Środa XXII Tygodnia Zwykłego


    Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę (1 Kor 3,8).

    Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im (Łk 4,38-39).


    Postawa teściowej Szymona jest w pewien sposób niezwykła. Była chora, z wysoką gorączką. Byłoby czymś naturalnym, że po odzyskaniu zdrowia, chciałaby trochę odpocząć, w ciszy i spokoju. Choroba może poważnie osłabić, więc fakt, że gorączka ustępuje nie powoduje natychmiastowego powrotu sił. 

    A ona wstała i usługiwała tym, którzy przyszli z Piotrem do domu - Jezusowi i Jego uczniom. 

    W tej postawie teściowej Piotra, której nawet imienia nie znamy, odczytuję realizację słów Jezusa, w których ukazywał istotę bycia Jego uczniem i o czym sam zaświadczył - gotowość służenia drugiemu człowiekowi. Ten, który mówił o sobie, że nie przyszedł aby Mu służono, ale aby służyć, pytał swoich uczniów w wieczerniku: zrozumieliście, co wam uczyniłem? Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili...

    Jakże inaczej wyglądałoby nasze życie, życie całych społeczeństw, gdybyśmy potrafili zdobyć się na służenie innym: w naszych rodzinach, miejscach pracy, w polityce. 

    Sytuację może przybliżyć sytuacja, w której pięciu przyjaciół jechało samochodem. Daleko od zamieszkanych terenów samochód odmówił posłuszeństwa i trzeba było go jakoś dopchać do najbliższej stacji z paliwem. Początkowo jeden siedział, a czterech pchało pojazd, ale po pewnym czasie jeden z nich się poddał i również wsiadł do samochodu. Po kilkuset metrach kolejny, a kiedy droga zaczęła się wznosić za samochodem został już tylko jeden z całej piątki. Nie dał rady. Nie tylko nie dotarli do celu, ale nawet utracili część zrobionej drogi, bo samochód zaczął się staczać.

    Wspólne życie zawsze wiąże się z koniecznością służby, wspólnego działania, zrezygnowania z własnego wygodnictwa. Mówi o tym święty Paweł. Wspólne staranie i zaangażowanie przynosi owoce. 

1. Czy potrafię podejmować służbę dla innych?

wtorek, 1 września 2020

Wtorek XXII Tygodnia Zwykłego


    «Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: «Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą» (Łk 4,34-36).


    Jezus naucza i zostaje zaatakowany. Motywowany lękiem człowiek rozpoznaje w Jezusie Bożego posłańca, ale jednocześnie odrzuca. Uważa Jezusa za zagrożenie. Krzyczy. 

    Pozornie można by sądzić, że człowiek ten jako jedyny potrafi wyznać wiarę, słuchając Jezusa. Ale nie jest to wyznanie wiary. Słowa przeczą zachowaniu. Zło potrafi rozpoznawać działanie Boga, ale nie chce mieć z Bogiem nic wspólnego. 

    Jezus nie odpowiada na wykrzyczane pytanie. Nakazuje milczenie i wyrzuca złego ducha. Jego działanie wywołuje zdumienie.

    Cóż to za słowo, że z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. 

Cóż to za słowo, że:

* mimo upływu czasu, wciąż wzbudza zainteresowanie, nie pozostawia obojętnym...

* mimo upływu czasu, epok i kontekstów dziejowych, wciąż potrafi leczyć, umacniać, pocieszać i dawać nadzieję...

* wciąż zachowuje swój autorytet, chociaż jest atakowane, ośmieszane, odrzucane...

* mimo ludzkiego odrzucenia, wciąż jest słowem dającym zbawienie i życie.

Cóż to za słowo?

1. Jak odbieram Boże słowo?

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Poniedziałek XXII Tygodnia Zwykłego


    Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić (Łk 4,28-29).


    Święty Łukasz poprzedza scenę z dzisiejszej Ewangelii dwoma zdaniami: Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich

    W swoistej aureoli dobrej opinii Jezus pojawia się w synagodze miasta, które widziało, jak dorastał. Zabiera głos, a na koniec wystąpienia dochodzi do pierwszego poważnego spięcia z mieszkańcami. W przeciwieństwie do zdań wypowiedzianych powyżej, Jezus doświadcza odrzucenia, porażki. Spór z mieszkańcami Nazaretu doprowadza niemal do tragedii.

    Cóż takiego Jezus powiedział? Co zrobił? Cytując Izajasza, Jezus czyni jego słowa własnymi. Wskazuje na ich wypełnienie w swojej osobie. On jest obiecanym Mesjaszem. To wystarczyło, by podziw zamienił się w gniew. Konsternacja rodzi odrzucenie - On, syn Józefa, Mesjaszem?

    Bliskość z Jezusem nie jest mierzona kryteriami ciała i krwi, kryteriami geograficznymi (mieszkańcy rodzinnej miejscowości) czy ludzkiej wiedzy. Potrzebne są kryteria Ducha, który pozwala widzieć obecność Boga w codzienności.

    Nasze zamknięte serce, duchowa ślepota, nie pozwala nam widzieć uzdrawiającej i zbawczej ręki Boga w naszym życiu. Nie tego się spodziewali. Oczekiwali nadzwyczajnych znaków, swoistej aury i chwały. Jezus jest jednym z nich. Zwyczajny. 

    Nie mogli zrozumieć, że Bóg nie objawił się zgodnie z ich wyobrażeniem o Bogu. Nie byli otwarci na niespodziankę, jaką zawsze Bóg jest. Zawsze wykracza poza wszystko, co możemy sobie wyobrazić. 

    Dotykając chorych, rozmawiając ze wszystkimi - nawet z tymi oficjalnie nieczystymi i grzesznymi - nawet okazując czasami swoją słabość, Jezus jest Bogiem, który stał się Człowiekiem - ze wszystkimi ograniczeniami, jakie się z tym wiążą. Ale wciąż jest Bogiem. 

1. Czy potrafię zaakceptować Boga niespodzianek?

  

niedziela, 30 sierpnia 2020

XXII Niedziela Zwykła


    Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają. I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem (Jr 20,7.9).

    Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12,2).

    A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki»(Mt 16,22-23).


    Dopiero co wyznał wiarę w Mesjasza, Syna Bożego. Pozwolił się prowadzić Duchowi i wypowiedział słowa, które zyskały pochwałę. Otrzymał zapowiedź kluczy Królestwa Bożego. I zapomniał, że trzeba słuchać Bożego natchnienia. Zamiast zachować miejsce ucznia, chciał stać się nauczycielem Mistrza. 

    Kiedy pojawiają się problemy, trzeba stanąć oko w oko z przeciwnościami życia, zapominamy o radosnym wyznawaniu naszej wiary. To ukazuje niespójność i rutynę naszych praktyk, pewną płyciznę naszego wyznania. Buntujemy się, kiedy trzeba przyjąć niepowodzenia związane z ewangelicznym przesłaniem o krzyżu. 

    Święty Mateusz opisując początek działalności Jezusa używa niemal tego samego zdania, które rozbrzmiewa w dzisiejszej Ewangelii. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się... Zaczyna się nowy etap życia uczniów i odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom... Wiele czasu minęło od tego pierwszego odtąd, kiedy Jezus przedstawił program na swoje życie. Oni byli jednymi z pierwszych, którzy ten program przyjęli. Czy rozumieli, czego Jezus chciał ich nauczyć, co chciał im przekazać?

    Święty Mateusz wraca do pamięci tego pierwszego wezwania. Odtąd Jezus ukazuje uczniom cały mechanizm struktur wielkich tego świata, który już zaczął działać, a którego celem jest zakończenie Jego życia. Posłuszny woli Ojca przyjmuje w zaufaniu ów plan życia, który jest Bożym planem zbawienia. Nie da się bowiem ugasić Bożego ognia zapalonego w sercu, nie da go się stłumić. 

    Droga Jezusa, jak i proroka, jest drogą, która czeka na jego uczniów. Stąd cierpliwa i kręta droga uczenia się, którą musiał się z nimi dzielić, aby rozpoznać i docenić ich najbardziej osobiste motywacje i postawy. Byli bezbronni i czekały ich ciężkie próby, momenty dezorientacji, zwątpienia i kryzysu. Będą potrzebowali wsparcia, ale także zaangażowania i siły ducha, aby nie porzucić swojego apostolskiego powołania.

    Wiara wymaga cierpliwości. Musi dojrzewać. Nie wystarczy, by upływał czas, potrzeba jeszcze refleksji nad wszystkich, co się dzieje, przyjęcie także tego, co przeciwne i trudne. Święty Paweł daje nam wskazanie dotyczące naśladowania Jezusa: Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża. 

    Umieć rozeznawać ów głos Ducha, który płonie ogniem w ludzkim sercu, odczytywać sens życiowych przeciwności i trudów. Nie zapominać, że wciąż jesteśmy uczniami w szkole Jezusa, nie próbować zajmować Jego miejsca.


1. Jak reaguję na przeciwności?

sobota, 29 sierpnia 2020

Sobota XXI Tygodnia Zwykłego - wsp. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela


    Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: «Nie wolno ci mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę (Mk 6,17-20a).


    Ciekawe, gdzie byli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Myślę o innej scenie z Ewangelii, kiedy przywleczono do stóp Jezusa kobietę, oskarżając ją o cudzołóstwo i żądając ukamienowania. Mieli odwagę domagać się kary dla prostej kobiety, ale wobec cudzołóstwa Heroda, a nawet jego kazirodczego związku milczeli.

    Jedynie Jan miał odwagę, by mówić o jawnym grzechu. Nie dlatego, by Heroda potępiać, ale jako posłany, by wzywać do nawrócenia, nie mógł pominąć pałacu Heroda. Pragnął jego nawrócenia, zerwania z grzechem. Odwaga Jana naraziła go na nienawiść Herodiady i więzienie. 

    Nawrócenie wymaga wysiłku, zmiana życia kosztuje. Zabicie niewygodnego posłańca wydaje się łatwiejsze i wygodniejsze. Niewygodny głos zostaje zamknięty w wiezieniu, aby nie zakłócać królewskiego życia. 

    Jan wiedział, że wystąpienie przeciw Herodowi przyniesie problemy, ale nie może się sprzeniewierzyć temu, do czego został wezwany. 

    Herod szanował Jana, uważał go za człowieka świętego i prawego, ale nie potrafił wyzwolić się od wpływu Herodiady. Smutna historia tańca, może pięknego, nieprzemyślana obietnica i przysięga, doprowadziły do śmierci Jana.

    W historii Kościoła wielu ludzi, którzy zostali obdarowani szczególnymi darami, spotkało się z potępieniem, zostali skazani na milczenie, czasem na religijną, a czasem fizyczną śmierć, bo naruszali święty spokój, świętą tradycję, podważali autorytet wielkich swoich czasów. Wystarczy popatrzeć na św. Jana od Krzyża, św. bp. Oskara Romero, czy nawet Galileusza. Historia ostatecznie przyznała im słuszność.

    Męczeństwo św. Jana Chrzciciela może być przestrogą przed zgubnym uwikłaniem w relacje z wielkimi tego świata, które nie pozwala mówić, kiedy należałoby krzyczeć, które powoduje akceptację tego, co w Bożych oczach jest nie do zaakceptowania. 

1. Czy moje kompromisy ze złem nie powodują wykrzywiania Dobrej Nowiny?

piątek, 28 sierpnia 2020

Piątek XXI Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Augustyna, biskupa i doktora Kościoła


    Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia (1 Kor 1,17-18).


    Wielu chwali się swoją wiedzą, mądrością, wynikami testów IQ. Człowiek rozszerza swoje horyzonty, zdobywa dziedziny, które do niedawna były nieznane, wiele dziedzin nauki rozwija się tak dynamicznie, że nie potrafimy nadążyć.

    A jednocześnie człowiek ignoruje mądrość Bożą. 

    Mądrość Boża, objawiona w pełni w Jezusie Chrystusie, nie mówi o fizyce, chemii czy innych dziedzinach nauki. Mądrość Boża ukazuje prawdę o tym, jak żyć, jak umieć zaakceptować różne okoliczności życia, które nas dotykają. 

    Jezus w swojej mądrości, w swoim przesłaniu, wskazuje nam drogę, którą powinniśmy podążać, ucząc nas, jak nadać każdej rzeczy wartość... jaką wartość powinniśmy nadać relacjom z innymi, relacjom z Bogiem. 

    Mówi o wierności, cierpieniu, uczciwości, przyjaźni, przekupstwie, kłamstwie, prawdzie, śmierci, pieniądzach... i będzie nam mówił o miłości, przebaczeniu, prostocie, czystości serca, sprawiedliwości, dobroci, czułości, wrażliwości...

    Uczy nas żyć tym samym życiem, które prowadził, które niesie ze sobą krzyż, to znaczy wyrzec się wszystkiego, co jest dalekie od Jezusa, ale co kończy się nie na krzyżu, ale w zmartwychwstaniu do życia pełnego szczęścia.

1. Czy staram się odkrywać w życiu mądrość Bożą?

czwartek, 27 sierpnia 2020

Czwartek XXI Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Moniki


    Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: "Mój pan się ociąga", i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna (Mt 24,42.48-50).


    Czuwajcie. 

    Oczekiwaniu towarzyszy zadowolenie i ekscytacja, zwłaszcza kiedy oczekuje się kogoś ważnego albo kogoś, dla kogo podejmowany jest wysiłek i staranie codziennego dnia. Ale kiedy oczekiwany gość się opóźnia, powoli wygasa zadowolenie,  ekscytacja przechodzi w obojętność, a później rodzi się poczucie zniechęcenia i zawodu. Nie przyszedł. 

    Nie trudno wówczas porzucić oczekiwanie, zająć się czymś zupełnie innym, a w przypadku życia duchowego porzucić pierwotne starania i wysiłki, utracić czujność i zacząć kręcić się wokół swojego "Ja". Oczekiwany Bóg przestaje być centrum uwagi, gorliwość zamienia się w rutynę i zobojętnienie, a czasem w duchowe lenistwo. 

    Święta Monika, patronka dnia, uczy świętej cierpliwości i wytrwałości. Jej wytrwałość w błaganiu o nawrócenie syna trwała wiele lat, nie zrezygnowała w swoich modlitwach, chociaż Bóg zdawał się nie odpowiadać. Cierpliwie trwała, zanosząc wołanie i łzy. 

    Jej czuwanie zostało nagrodzone, prośby wysłuchane. Bóg uczynił znacznie więcej, aniżeli prosiła i mogła oczekiwać. Szczęśliwa, bo Pan zastał ją na czuwaniu, kiedy przyszedł z darem łaski. 

1. Czy nie zniechęcam się zbyt łatwo na drodze wiary?


środa, 26 sierpnia 2020

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

    Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie (J 2,1-5.11).


    Maryja staje w centrum wydarzeń wesela w Kanie Galilejskiej. Jest tam obecna, a z racji Jej obecności zostaje także zaproszony Jezus z uczniami. 

    Jest bardziej spostrzegawcza, niż reszta weselnych gości, nawet weselny starosta nie dostrzega braku wina, a Ona potrafi zobaczyć. I to spojrzenie Maryi nie jest jedynie zauważeniem problemu, ale zamienia się w działanie. Wyraża swoje zaniepokojenie sytuacją młodych małżonków i zwraca się do swojego Syna.

    Jezus nie ma jeszcze sławy nauczyciela i cudotwórcy. To początek Jego publicznej działalności. Dopiero co Syn cieśli opuścił zacisze Nazaretu. A Ona zwraca się ku Niemu z pełnym zaufaniem, zawierzeniem w Jego moc. On jeden może zaradzić tej sytuacji. I publicznie wyraża to swoje zawierzenie wobec sług, mimo pozornej odmowy: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.

    Ufając w moc Jezusa, okazując całkowite zawierzenie Bogu, prowokuje pierwszy znak - cud przemiany wody w wino. 

    Ona, Matka wierzących, wyprzedza w wierze uczniów Jezusa. Oni uwierzą dopiero wówczas, kiedy zobaczą znak. Ona wierzy, chociaż jeszcze nie było znaków. 

    Jej zaufanie do Jezusa zostaje nagrodzone. Może się dokonać cud, który uruchamia zegar godziny Jezusa. Ukryty w cieniu Nazaretu rozpoczyna publiczną działalność i będzie kierował odtąd swoje kroki ku tej godzinie - godzinie męki, krzyża i zmartwychwstania. 

    Zatroskana, wrażliwa, odważna wiarą i zaufaniem, wstawiająca się u Boga za człowiekiem. Prosi tylko o nasze zaufanie i poddanie się woli Boga: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Wtedy wszystko staje się możliwe. 

1. Jakie miejsce zajmuje Maryja w mojej relacji do Boga?

wtorek, 25 sierpnia 2020

Uroczystość św. Józefa Kalasancjusza - założyciela Szkół Pobożnych

    Niech będzie imię Pańskie błogosławione! (Hi 1,21b).

    W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?» On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,1-3).


    25 sierpnia 1621 roku pisał Kalasancjusz do swoich współbraci: Niech wszyscy się zgromadzą i udadzą do kościoła dla odmówienia "Te Deum laudamus" i dla złożenia dziękczynienia Panu, który jedynie w swoim miłosierdziu i bez żadnej naszej zasługi sprawił, że kardynałowie z kongregacji ds. zakonników udzielili mocnej i trwałej stabilizacji naszej kongregacji, uznając ją za zakon, przyznając jej śluby uroczyste i zatwierdzając Konstytucje, a to przy powszechnej akceptacji wszystkich kardynałów. Ta łaska wymaga od nas prawdziwej i głębokiej pokory, byśmy za pomocą tego bardzo skutecznego środka odnieśli wielki pożytek w nas i bliźnich.

    W uroczystość św. Józefa Kalasancjusza Kościół ukazuje nam apostołów, którzy za wzór postępowania otrzymują dziecko. Małe dziecko, które Jezus wskazuje im, dorosłym mężczyznom.

    Pytanie apostołów z Ewangelii to pytanie mężczyzn, którzy chcą wykorzystać własną ambicję, aby ona pomogła im osiągnąć największy możliwy stopień doskonałości w niebie. 

    Odpowiedź Jezusa wydaje się zdumiewająca: Dziecko ma być wzorem dla mężczyzn. Jezus nie mówi o pozostaniu dzieckiem - to byłby infantylizm. Takich ludzi, którzy przestali się rozwijać, pozostali dziećmi, można znaleźć wielu. Można u nich zaobserwować infantylne, bezkrytyczne i nieodpowiedzialne zachowania. Jezus mówi jednak o czymś innym - dziecko ma być wzorem, ideałem życia. 

    Zachować prostotę życia dziecka, będąc dorosłym. Wrażliwość na prawdę i ciekawość życia. Szczerość i ufność. Iść drogą, którą Pan Bóg wskazuje.

    Jezus w swojej odpowiedzi idzie jeszcze dalej. Przyjąć dziecko. Jest wielu ludzi, którzy gotowi są usłużyć dziecku, chcą dać coś dziecku. Rodzice potrafią kupić dla dziecka worek różnych zabawek, przygotować odpowiedni pokój, jeszcze zanim dziecko się narodzi. Wszystko jest przygotowane dla dziecka, ale samo dziecko często nie jest przyjęte. Człowiekiem wielkiego formatu jest ten, kto potrafi przyjąć, ukochać dziecko.

    Kalasancjusz poświęcił swoje życie Chrystusowi obecnemu w dziecku, ukochał Chrystusa obecnego w dziecku, szczególnie w dziecku ubogim. 

1. Czym jest dla mnie Boże dziecięctwo?

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Święto św. Bartłomieja Apostoła

     «Chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka». I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte - Jeruzalem (Ap 21,9b-10).

    Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu». Rzekł do niego Natanael: «Czyż może być co dobrego z Nazaretu?» Odpowiedział mu Filip: «Chodź i zobacz!» (J 1,45-46).


    W święto św. Bartłomieja anioł zaprasza nas do spojrzenia na Kościół - Oblubienicę Baranka. Obraz, jaki widzimy jest piękny, Kościół jest w doskonałym stanie, przepełniony blaskiem Zmartwychwstałego Baranka. Abyśmy mogli dobrze zobaczyć, jesteśmy zabrani na wysoką górę - górę modlitwy i kontemplacji. 

    Możemy patrzeć na nasz Kościół. Niestety, to nie jest taki obraz, jaki przedstawia św. Jan. Żyjemy w trudnym okresie w naszym Kościele - Kościele, który wielu opuściło, wyrzekło się go, znieważyło i znieważa.  I musimy odzyskać ten Kościół, który Jan chce nam pokazać. 

    Zanim wejdziemy do świętego Jeruzalem, możemy zobaczyć mur, który otacza święte Miasto, Mur, który nie jest po to, by izolować i rozdzielać, ale dać poczucie bezpieczeństwa i pewności, Mur, który trzyma nas z dala od niebezpieczeństw i naszych wrogów, ale jednocześnie mur, który ma dwanaście bram otwartych na wszystkich ludzi dobrej woli. Nad bramami wypisane są imiona dwunastu apostołów Baranka, którzy utrzymują Kościół przy życiu. Reprezentują Kościół, w którym każdy z nas ma swoje miejsce. 

    Ewangelia prowadzi nas do osobistego spotkania z Chrystusem, spotkania z innymi ludźmi, przyjaciółmi i obcymi. Spotkania, które czyni nas świadkami naszej wiary, spotkania, które nas jednoczy we wspólnocie Kościoła i czyni nas braćmi. 

    Bartłomiej zaczyna swoje spotkanie z Jezusem od wątpliwości. Czy może być coś dobrego z Nazaretu? Wątpi w Jezusa. Świadectwo innych pozwala mu zobaczyć prawdziwe oblicze Jezusa i uwierzyć. I często to świadectwo innych pozwala nam odkryć świat wiary. Uwierzyć, że Jezus jest Drogą, która prowadzi nas do Boga, że On jest prawdą i czyni nas dziećmi Bożymi i Jego braćmi, że On jest ŻYCIEM. 

    Chodź i zobacz! - drugi człowiek może nam pomóc na drodze wiary. My możemy pomóc komuś, kierując zaproszenie. Spotkanie z drugim człowiekiem, w którego oczach widzimy blask spotkanego Chrystusa, pomaga odkrywać Miłość, jaką Bóg ma dla nas. 

1. Czy potrafię zaprosić innych do spotkania z Jezusem?