zachód słońca

zachód słońca

piątek, 30 grudnia 2016

6. dzień Oktawy Bożego Narodzenia - Święto Świętej Rodziny

      Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: "Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić". A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie, i rzekł: "Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia" (Mt 2,13-14.19-20).

      Józef przyjmuje tajemnicę ufnym sercem. Od momentu kiedy poznał zamiar Boży wobec siebie i swojej małżonki Maryi, nie lekceważy Bożych natchnień. Daje się prowadzić Duchowi w pełnym zawierzeniu i zaufaniu. Nie pyta, nie protestuje, nie próbuje "lepszych ludzkich" rozwiązań. Jest w pełni posłuszny, chociaż trudno wszystko zrozumieć.

     Powiedziano mu podczas pierwszego objawienia, że Narodzony będzie Zbawicielem, a teraz musi uciekać, nie jest w stanie wybawić nawet siebie. Józef jednak ufa. Dopiero oprawcy pod krzyżem obietnicę i dzieło Jezusa zamienią w drwinę: innych wybawiał, a sam siebie wybawić nie może. 

     Syn Boży przyjmuje człowieczeństwo w jego kruchości, podobny we wszystkim do nas oprócz grzechu. Staje się Dzieckiem, całkowicie zdany na swoich Rodziców. Rodziców rozkochanych w Bogu i darzących się wzajemnym zaufaniem, Rodziców posłusznych Bogu i kochających Syna. W ich ręce Bóg Ojciec powierza bezpieczeństwo swojego Syna. 

      Józef, człowiek, który pozwala się obudzić, by wsłuchać się w głos z wysoka i dać się prowadzić Słowu, które nie wypływa z ludzkiej mądrości. Otwiera się na rzeczywistość, która przekracza możliwości rozumienia i nie zależy od niego. Obejmuje opieką Syna, który został mu powierzony, ale którym nie może w żaden sposób dysponować - może Go jedynie ochraniać. Potrafi Go przyjąć i wziąć w opiekę. 

1. Czy potrafię dać się budzić, wyrwać ze swoich zamierzeń i zaufać Panu Bogu także wtedy, gdy nie potrafię zrozumieć?

czwartek, 29 grudnia 2016

5. dzień Oktawy Bożego Narodzenia

       A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni (Łk 2,25-27).

       Symeon. 

       Człowiek sprawiedliwy. Wierny Bożemu Prawu. Wierny Bożemu Przymierzu, bezstronny w sądzie, uczciwy i prawy, unikający zła, oddający cześć Bogu. Oddający Bogu i ludziom to, co należne.

         Człowiek pobożny. Z wiarą uczestniczy w kulcie, modli się i wypełnia prawo. Nie poprzestaje na wymaganiu prawa, lecz włącza swoje serce. 

         Człowiek oczekiwania. Jest w nim wielka tęsknota za Pocieszycielem Izraela. Tęsknota wypełniona nadzieją. Żyje obietnicą, że jemu będzie dane zobaczyć spełnienie Bożej obietnicy.

     Człowiek, który pozwala się prowadzić Bożemu Duchowi. Łukasz aż trzykrotnie wskazuje na obecność Ducha w życiu Symeona. Daje się prowadzić Duchowi. Tu nic nie dzieje się przypadkiem. Symeon jest otwarty na Boże natchnienie i dzięki temu staje się prorokiem. Udaje się do świątyni w konkretnym czasie, za sprawą Ducha, rozpoznaje spełnienie Obietnicy i wychwala Boga.

1. Czy pozwalam się prowadzić Duchowi Bożemu?
2. Czy Bóg może przeze mnie realizować swoje obietnice?

poniedziałek, 26 grudnia 2016

2. dzień Oktawy Bożego Narodzenia - św. Szczepana

        Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować.  Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,17.22).

      Uczniowi Jezusa zostało zlecone bardzo konkretne zadanie: być świadkiem Dobrej Nowiny o Zbawieniu. Nie otrzymał jednak gwarancji sukcesu. Dlatego uczeń nie może być nigdy pewny, że będzie dobrze przyjęty, nawet wówczas, kiedy słowa, które głosi, są dobre. Trzeba się liczyć z opozycją. 

     Mentalność, w której liczy się tylko ten, kto odnosi sukces sprawia, że trudno zaakceptować odrzucenie. Nieudacznicy się nie liczą. Dlatego tak łatwo zgodzić się na zdradę Ewangelii, a przynajmniej na obojętność, by nie narazić się na oskarżenie. 
 
     Dlatego tak łatwo zgodzić się na zdradę i obojętność wobec człowieka: tego potrzebującego, tego, któremu odmawia się podstawowych praw, człowieka wykorzystywanego, deptanego, wyrzuconego na margines społeczeństwa, poniżanego, zniewolonego, bez prawa głosu.  
 
      Obojętność, która czyni biernym, rozkłada powoli, daje poczucie frustracji. 

    Gdybym został postawiony przed sądem z oskarżeniem, że jestem chrześcijaninem, istnieje ryzyko, że uniewinniono by mnie z braku dowodów...(ks. T. Bello).
 
      Niestety. Dzisiejsi prześladowcy nie sprawiają często okrutnego wrażenia, nie zawsze uciekają się do tortur i gróźb, chociaż i takich nie brakuje. Wielu z prześladowców nauczyło się dobrych manier, starają się bardziej czarować niż przymuszać, potrafią okazać należne honory, udzielić przywilejów. Za to płaci się utratą wolności - Słowo i świadectwo zostaje skrępowane. 

     Zbawienie ma swoją cenę - wierność i wytrwałość. Za przywileje też trzeba płacić - utratą wolności.
 
1. Co przeszkadza mi w dawaniu świadectwa Chrystusowi?

sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia


Zdumienie i radość betlejemskich pasterzy niech będą i naszym udziałem
i pozwalają nam odkrywać na nowo tajemnicę Boga,
który przynosi każdemu człowiekowi
Miłość, Nadzieję, Pokój i Błogosławieństwo

z modlitwą
o. Edward Kryściak SP

środa, 21 grudnia 2016

Środa IV Tygodnia Adwentu

   "Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana" (Łk 1,42-45). 

    Błogosławiona, która uwierzyła… Wiara jest zawsze doświadczeniem indywidualnym. Nie wystarczy wierzyć w to, co inni mówią nam o Bogu. 

     Każdy z nas osobiście musi dać swoją własną odpowiedź na Boże zaproszenie. Aby udzielić odpowiedzi, trzeba przejść od wiary biernej, otrzymanej, dziecinnej, do wiary bardziej odpowiedzialnej i osobistej. Czy moja wiara jest moją osobistą odpowiedzią na Boże zaproszenie? A może jest tylko kostycznym schematem zbudowanym z tego, co inni o Bogu mówią? 

     Być wierzącym, to ufać Bogu, który jest bliski, który kocha nas bezwarunkowo. Na drodze wiary nie jest najważniejsze wiedzieć, że wierzę w Boga – warto zadać sobie pytanie, w jakiego Boga ja wierzę. Jeżeli wierzę w Boga, który jest autorytarnym sędzią, skończę narzucając innym swoją wolę i osądzając innych. Jeżeli wierzę w Boga, który jest miłością i przebaczeniem, będę umiał żyć miłością i przebaczeniem. Dlatego tak ważne jest pytanie i moja osobista na nie odpowiedź: w jakiego Boga ja wierzę – w Boga, który odpowiada na moje ambicje i potrzeby, czy w Boga, który jest Bogiem żywym, objawionym w Jezusie? 

    Maryja uczy nas dzisiaj jeszcze jednego spojrzenia na naszą wiarę. Wiara nie jest, jak myślą niektórzy, swoistym kapitałem, który otrzymaliśmy na chrzcie świętym i którym możemy dysponować  w ciągu całego życia. Wiara jest rzeczywistością żywą, która wymaga od nas uwagi na Boże natchnienia, Boże słowo, która wymaga od nas każdego dnia otwartości na tajemnicę Bożej obecności i miłości. 

1. W jakiego Boga wierzę?

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Poniedziałek IV Tygodnia Adwentu


       Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Anioł rzekł do niego: "Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan"(Łk 1,5-7.13).

      Zachariasz nie potrafi zrozumieć. W jego wieku, kiedy jego żona jest niepłodna, będzie mógł mieć syna. Mimo zapewnienia, że Bóg wysłuchał jego modlitwy, mimo wiedzy, że potrafi sprawić, iż pustynia kwitnie, słowa archanioła przekraczają możliwości Zachariasza. Pojawia się lęk. Lęk przed nieznanym, lęk przed nowym.

     A Bóg objawia swoje zaufanie do tej bezpłodnej pary, przełamując obawy. Byli sprawiedliwi w oczach Boga i wierzyli. Może stracili nadzieję, że będą mogli mieć dziecko, ale nie odrzucili wiary w Boga. 

     Wiele różnych trudnych sytuacji pojawia się w życiu. Czasem towarzyszy poczucie beznadziei. Zachariasz i Elżbieta mimo beznadziei potrafili zachować swoją ufność i wiarę w Boga.

1. Czy pozwalam Bogu na przełamywanie moich lęków?

niedziela, 18 grudnia 2016

IV Niedziela Adwentu

    Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów"(Mt 1,18-21).

     Przychodzi, by zbawić od grzechów... Wielu nie potrzebuje Jego przyjścia. Nie tylko usunęli słowo "grzech" ze swojego słownika, ale aby poczuć się wolnymi, zgodzili się uwolnić od samego Boga. Człowiek nie popełnia grzechu, winne są chromosomy, środowisko, system... Grzech został zniesiony w bardzo wielu miejscach, a człowiek potrafi udzielić sam sobie rozgrzeszenia poza Kościołem i poza Bogiem...

     Nic nowego. Już Adam, król stworzenia, zaproszony do wspólnoty z Bogiem, bardzo szybko odrzucił spotkanie, dialog, przyjaźń, bo wybrał "wolność" od Boga. Uwierzył, że Bóg jest tyranem, który zabiera mu prawo do szczęścia.

      On przychodzi, by zbawić człowieka od grzechu. Ukazuje oblicze Boga, który pragnie człowieczego szczęścia. Nie mówi, że nie ma grzechu i go nie usprawiedliwia. Ale także nie obwinia człowieka. Przebacza. 

1. W czym widzę istotę Bożego Narodzenia?

niedziela, 11 grudnia 2016

III Niedziela Adwentu

     Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?"  Jezus im odpowiedział: "Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi" (Mt 11,2-6).

     Chyba nie takiego Mesjasza oczekiwał. Oto całe dorosłe życie spędził nad Jordanem w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. Wzywał do nawrócenia, prostowania dróg. Czynił to w sposób bezkompromisowy. Piętnował wady. Ostrzegał przed nadchodzącym gniewem. W swojej bezkompromisowej postawie nie zawahał się upomnieć króla. To zaprowadziło go do więziennej celi. Musiał wówczas usłyszeć od swoich uczniów o Jezusie. Ale to co usłyszał, zrodziło wątpliwości. Czy to jest obiecany Mesjasz? Czy to jest rzeczywiście Ten? A może się pomyliłem, wskazując na Niego? A może moje życie nie miało sensu? Może moje cierpienie tutaj, w więzieniu nie ma żadnej wartości.

     Takich wątpliwości, także w naszym życiu, wątpliwości, które można również nazwać kryzysami, można znaleźć wiele.  Głosiłem Mesjasza, a oto On pozwala mi gnić w więzieniu. Nie przychodzi z pomocą, chociaż miał wyzwolić Izraela. 

     Kryzysy się pojawiają. W życiu kapłańskim, zakonnym, w życiu małżeńskim. Jan, stając wobec niezrozumiałej i trudnej dla siebie sytuacji, nie zadowala się opiniami o Jezusie. Nawet w sytuacji utrudnionego kontaktu – jest w więzieniu, postanawia zapytać u źródła. Pyta Jezusa. Odpowiedz mi. To mądre przeżywanie kryzysu. Zapytać wprost, nie żywić swoich lęków i wątpliwości plotkami i informacjami z drugiej, czy nawet trzeciej ręki, nie żywić ich podejrzeniami i cichymi dniami. 

1. Jak sobie radzę z sytuacjami kryzysowymi?

piątek, 9 grudnia 2016

Piątek II Tygodnia Adwentu

     Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przesiadujących na rynku dzieci, które głośno przymawiają swym rówieśnikom: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wy nie zawodziliście” (Mt 11,16-17).

      Niezadowolenie i narzekanie. 

      Można być niezadowolonym. Niezadowolenie może mieć w sobie coś twórczego i pozytywnego. To ludzie często niezadowoleni dokonują przemiany świata. Nie godzą się na bylejakość życia, potrafią zakasać rękawy i podjąć wysiłek, by zmienić coś w swoim życiu i w życiu świata. 

      Narzekanie ma w sobie coś z dziecinady. Jest wygodną biernością, która zadowala się tym, że dostrzega problem, często tylko na zewnątrz. 

      Maryja, patronka adwentowego czekania, ukazuje, że właściwa postawa człowieka wierzącego wypełnia się w czynnym zaangażowaniu. Wystarczyła wiadomość, że krewna Jej - Elżbieta, mimo podeszłego wieku, oczekuje dziecka. Natychmiast ruszyła w drogę, by jej pomóc. 

     Niezadowolenie kreatywne, rodzące zaangażowanie i zmianę, wskazuje na wewnętrzną dojrzałość człowieka. Narzekanie jest dziecinadą, zatruwa życie wszystkim i narzekającemu, ale rzadko przynosi pozytywną zmianę.

1. Czy potrafię zamieniać swoje niezadowolenie w kreatywne działanie?

niedziela, 4 grudnia 2016

II Niedziela Adwentu


    W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: "Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie". Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi:
Głos wołającego na pustyni:
Przygotujcie drogę Panu,
Dla Niego prostujcie ścieżki!
Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny (Mt 3,1-4).

     Jan Chrzciciel – głos wołającego na pustyni. W natłoku słów, wielkim rozgwarze miasta, w pośpiechu załatwianych spraw – kto go jeszcze usłyszy? Kto chce go słuchać? Tym bardziej, że on trochę nie na nasze czasy. Niemodnie ubrany, raczej odpychający, szorstki w obyciu, nieprzebierający w słowach, nazywa rzeczy po imieniu. Nie schlebia, używa bicza, a jego słowa mogą mocno przetrzepać sumienie. Czyni wszystko, aby nie stać się popularnym.

   Pytałem sam siebie w kontekście tej Ewangelii, dlaczego Kościół dzisiejszych czasów w dużej mierze przestał być głosem wołającym na wzór Jana? Dlaczego świadectwo chrześcijan nie przyciąga?

   Może znów trzeba wyjść na pustynię, nie dlatego, aby uciekać  od świata. Trzeba wyjść na pustynię, aby odkryć na nowo wartość słowa, aby to słowo poruszyło.

    Jest jeszcze jeden ważny moment w nauczaniu Jana. On jest głosem, ale wskazuje na kogoś innego. Jan nie skupia uwagi na sobie, nie chce być podziwiany, nie wywołuje sensacji, nie jest zainteresowany uznaniem jego wielkości, nie dąży do osiągnięcia sukcesu, nie zależy mu na własnej chwale. Jego nauczanie ma być tylko przygotowaniem dla Tego, który przychodzi. 


1. Czy potrafię słuchać, także tych, którzy mają inne zdanie niż ja?
2.  Czy moje życie jest szybą, przez którą inni mogą zobaczyć i usłyszeć Boga?

niedziela, 27 listopada 2016

I Niedziela Adwentu

     A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego.  Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie (Mt 24,37-39.44). 

     Tuż przed opisem potopu, który nastąpił za dni Noego, Biblia zapisuje najsmutniejsze zdanie o człowieku: Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że ich usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi i zasmucił się (Rdz 6,5-6). Jezus jednak nie nie nawiązuje do żalu i smutku Stwórcy, kiedy odwołuje się do tego wydarzenia i kary. Mówi o prozie życia: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, nawet się nie spostrzegli, że przyszedł potop. 

      Na początku adwentu to odwołanie do wydarzenia potopu za dni Noego powinno nas skłonić do refleksji, w czym tkwi istota naszego życia. Czy nie jest ono zamknięte jedynie w kręgu doczesności, jak owych ludzi z dni potopu. Jesteśmy zaproszeni do otworzenia oczu na rzeczywistość wykraczającą poza prozę życia - ku transcendencji. Jesteśmy zaproszeni, by obudzić w sobie na nowo tęsknotę za Bogiem. Nie pozwolić się uśpić, by nie przegapić Tego, który przychodzi. Teraźniejszość tak mocno może uśpić nasze zmysły, nasz umysł i serce, że nie zobaczymy Jego obecności.

1. W czym widzę sens mojego życia?
2. Czy potrafię dostrzegać obecność Boga w codzienności?

niedziela, 20 listopada 2016

XXXIV Niedziela Zwykła - Uroczystość Chrystusa Króla

     Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swojego królestwa…

     Wyznanie łotra. 

     Łotr wiszący na krzyżu, ów dobry łotr, rozpoznaje w Chrystusie Pana w momencie szczególnym. Nie w chwili triumfu, nie wtedy, gdy inni wołali Hosanna, nie wtedy, gdy rzesze doznawały uzdrowienia. Łotr rozpoznaje w Chrystusie Pana, kiedy inni wołają Ukrzyżuj Go! Rozpoznaje króla w skazańcu zawieszonym na drzewie. 

     Wtedy, gdy inni szydzili, on miał odwagę prosić: wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa… 

      Chrystus obiecuje mu udział w tym królestwie. Obiecuje znacznie więcej, niż łotr mógł oczekiwać: dziś ze mną będziesz w raju. 

       Rozpoznać króla w zranionym obliczu, w chwili porażki. Łotr rozpoznaje w Chrystusie Króla, kiedy Jego majestat ukryty jest pod postacią zwykłego przestępcy zawieszonego na krzyżu.
 
      Nominacja królewska odbyła się przed obliczem Piłata. Chciał wyśmiać, okazać pogardę, zapewnić tłumom tanie widowisko – Oto król wasz! – ze związanymi rękoma, w szkarłatnym płaszczu, cierniowej koronie. Oto król Wasz! Oto Nasz Król! Czy godzisz się na takiego Władcę? A może zawołasz jak tamci: poza Cezarem nie mamy Króla! Bóg nie jest nam potrzebny. Trzeba Go usunąć z publicznej przestrzeni, zamknąć w kościołach – niech nie straszy! 

1. Co dla mnie oznacza Królewska godność Chrystusa?

niedziela, 6 listopada 2016

XXXII Niedziela Zwykła

     A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzewie, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych, wszyscy bowiem dla Niego żyją (Łk 20,37-38).


   Myśląc o wieczności, myślimy o nagrodzie, która nam się słusznie należy i którą powinniśmy od Pana Boga otrzymać. Ale czy sam Bóg nas interesuje? 

    Wierzymy, że zostaną nam wynagrodzone trudy naszego ziemskiego życia. Zapominamy, że Bóg nie daje odszkodowań za trudne życie. Bóg daje życie. Życie z Nim. 

    Dla Niego wszyscy żyją – mówi nam Jezus. Jezus ukazuje nam miłość i wierność Boga. Jeżeli Bóg kocha człowieka i jest wierny człowiekowi, to nie może zostawić go we władzy śmierci. Jest Bogiem żywych. Potrafi pokonać śmierć i jest wierny swojej obietnicy. 

      Bóg chce być z nami na zawsze. A my często chcielibyśmy tylko trochę lepsze mieszkanie od tego, które przypadło nam w ziemskim pielgrzymowaniu...

1. Czy wierzę w zmartwychwstanie?

niedziela, 23 października 2016

XXX Niedziela Zwykła

   Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik (Łk 18,9-10).

   Postawa pełna pogardy wobec innych a jednocześnie zadowolenia z siebie, nie ulega zmianie w czasie modlitwy wobec Boga. To nie chodzi o zwyczajne gesty, pewne zewnętrzne formy, ale wewnętrzna postawę, która cechuje osobę.
 
    Faryzeusz jest człowiekiem zabetonowanym czterema ścianami samozadowolenia. Jego modlitwa nie może przeniknąć obłoków, jak mówił dziś mędrzec z pierwszego czytania, bo sufit samouwielbienia skutecznie ją blokuje. 

     Modlitwa, która formalnie jest prawidłowa, nie staje się dziękczynieniem wobec Boga, ale jest pochwałą samego siebie.
 
    Inni ludzie są tylko po to, by on mógł się czuć dobrze… Faryzeusz zanurza się w kontemplowaniu własnej doskonałości. Tu nie ma miejsca na wadę, grzech, słabość, tu zawsze wszystko jest dobrze, a winni są zawsze inni ludzie. 

    Faryzeusz zawsze sobie poradzi. Jest samowystarczalny, nawet w tak szczególnej sferze, jaką są religijne praktyki. Troszczy się o ofiary i pokuty, wyszedł daleko poza granice „należności” i tego, co nakazuje prawo. Cała jego sprawiedliwość zbudowana jest na „własnych” osiągnięciach. Bóg jest mu potrzebny – tak, faryzeusz potrzebuje kogoś, kto uznałby jego doskonałość. I do takiej roli sprowadza Boga. 

     Modli się jak święty paw. Bóg nie jest w centrum jego uwagi.

1. Jak wygląda moja modlitwa do Boga?
2. Jak traktuję innych ludzi?

niedziela, 16 października 2016

XXIX Niedziela Zwykła

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi? (Łk 18,8b).

    To jedyny kanał łączności – wiara. Bez wiary, nawet gdy On odpowiada, nie jestem w stanie usłyszeć. 

    Możemy narzekać, że Pan Bóg jest głuchy na nasze wołania, ale najpierw warto sprawdzić, czy z naszymi uszami wszystko jest w porządku, czy z naszymi uszami nie stało się coś złego. 

    Co powiedzielibyśmy o owej wdowie, gdyby nie pojawiła się u sędziego właśnie w tym dniu, w którym postanowił zająć się jej sprawą? 

     Tak często jesteśmy dumni w naszej modlitwie, tak często chcielibyśmy od razu, że kiedy trzeba zadbać o wytrwałość, potrafimy wzruszyć ramionami i powiedzieć, także Panu Bogu: nie to nie!  i odwrócić się do Niego plecami. 

    Jezus ukazuje postać sędziego jako antybohatera, jako anty obraz Boga. Bóg jest tym, który kocha człowieka. Daje się poruszyć prośbami swoich dzieci. Wysłuchuje – nie dlatego, że ma dość naszych biadoleń, ale dlatego, że kocha nasz upór i chce, abyśmy się Mu naprzykrzali. 

     Czas Boga nie jest jednak naszym czasem. Nie zawsze wszystko przychodzi od razu. I rodzą się pytania, czy On rzeczywiście wysłuchuje.

1. Czy moje prośby zanoszone są z wiarą?
2. Czy z wiarą słucham Bożej odpowiedzi?

wtorek, 11 października 2016

Wtorek 28 Tygodnia Zwykłego

 Na to rzekł Pan do niego: "Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza?  Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste (Łk 11,39-41).

    Jałmużna dana z wewnątrz! Wydaje się, że można obdarować kogoś tym, co zewnętrzne - dać kawałek chleba, podarować obiad, coś ciepłego, czy pieniądze. Ale istotą ofiarowanego daru jest serce, które obdarowuje. Darem bez serca można bowiem kogoś zranić, obrazić. Dar wypływający z serca znajduje uznanie w Jezusowych oczach.

      Otaczamy się rytuałami, zwyczajami, gestami. Towarzyszą nam one każdego dnia, czasem powtarzamy je bezwiednie. Nie są złe. Ale ważne jest, by zewnętrznych gestach, tradycjach, religijności, było obecne serce. Kult bez serca staje się bezduszny. 

     Łatwiej jest zadbać o pozory przyzwoitości niż być przyzwoitym. Łatwiej jest wypełniać rytuał niż podjąć wysiłek nawrócenia.

1. Czy dbam o harmonię między tym co wewnętrzne i zewnętrzne w moim życiu?
       

niedziela, 9 października 2016

XXVIII Niedziela Zwykła

   Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?” (Łk 17,15 - 17).

    Tak trudno przychodzi nam dziękować. 

    Wynika to niestety bardzo często z naszej roszczeniowej postawy – to nam się należy, a zatem nie ma powodu, byśmy dziękowali. Nie potrafimy się cieszyć z tego co posiadamy, a zatem nie potrafimy też dziękować. 

   Wolimy wyliczać to, czego nam brakuje. Żyjemy coraz częściej przygnębiającą świadomością braków własnych i otoczenia. Skutek takiej postawy może być tylko jeden – prawdziwa radość i szczęście przechodzą obok nas, bo nie potrafimy nawet cieszyć się tak bezcennym darem jakim jest życie. 

    Jesteśmy chwalipiętami, którzy na każdym chcą wywrzeć dobre wrażenie i dlatego podkreślamy: wszystko zdobyłem własnymi rękami. Ale gdybyśmy popatrzyli dokładniej na nasze życie, okazałoby się może, że najcenniejszych darów nie zawdzięczamy sobie, ale komuś drugiemu – Bogu i ludziom. 

     Zrozumienie tego przychodzi czasem bardzo późno – często wraz z chorobą. Wtedy człowiek uświadamia sobie, że życia i zdrowia nie zdobywa się tylko własnym wysiłkiem – że to dar.

1. Czy okazałem dziś komuś wdzięczność?
2. Czy potrafię spontanicznie okazać wdzięczność?

niedziela, 18 września 2016

25 Niedziela Zwykła

    Jezus powiedział też do uczniów: "Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: "Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą". Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: "Ile jesteś winien mojemu panu?" Ten odpowiedział: "Sto beczek oliwy". On mu rzekł: "Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt" (Łk 16,1-6).

      Nieuczciwy rządca znajduje sposób, by wyjść z dramatycznej dla siebie sytuacji. Rządca odkrywa innych ludzi! Ludzi, których istnienia do tej pory nie zauważał.

      To przypowieść o każdym z nas. Nasze księgi są również nie do końca w porządku. W relacji do Boga zawsze znajdziemy coś, co sprawi, że nasze rachunki nie będą się zgadzały. Jezus uczy nas jednak jak radzić sobie z takimi nieprawidłowościami! Bóg kocha nieprawidłowości, które wychodzą na korzyść bliźniego. 

Trzeba umieć pomniejszać winy bliźniego (a nie je powiększać, jak to często czynimy, by lepiej wypaść), trzeba minimalizować ich błędy, zapominać o obrazach, urażonej dumie. 

     Świadomość własnych niedostatków, słabości, świadomość, że w mojej księdze rachunków z Bogiem nie wszystko się zgadza, pozwala otwierać się na drugich, przebaczać ich błędy i upadki. 

    Pisał Herbert: Tylko przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im niestety nie można zarzucić. Nie udało mi się nigdy widzieć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, kiedy są zmęczone, nie odważą się przyklęknąć. Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wychowawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość.

1. Czy świadom własnych słabości i grzechów, potrafię z wyrozumiałością patrzeć na uchybienia bliźnich?

czwartek, 15 września 2016

Wspomnienie MB Bolesnej

      A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu" (Łk 2,33-35).

       Przynieśli Go do świątyni, aby ofiarować Panu. Zgodnie z prawem, za pierworodnego ofiarowali parę synogarlic. A kiedy wyszli, spotkał ich Symeon - powoli Bóg odkrywa tajemnicę swojego Syna. Niezrozumiałe słowa o mieczu boleści musiały napełnić Jej serce niepokojem...

      Długo musiała czekać na pełne ofiarowanie Syna. Tajemnica słów Symeona w sposób pełny i rzeczywisty wypełniła się w tajemnicy Golgoty i krzyża. Patrzyła na Jego cierpienie i śmierć. Ofiarowanie Jezusa w świątyni u początku jego ludzkiego życia nie było wystarczającą ofiarą, by wybawić człowieka od grzechu. Bóg składa w ofierze za człowieka własnego Syna. 

       Cierpienie Matki, która traci Syna. Cierpienie, które może zrozumieć tylko matka po takiej stracie. A Ona trwała wiernie przy Bogu, powtarzając swoje fiat - niech mi się stanie. Mimo bólu, cierpienia, straty. 



1. Jak zachowuję się w chwilach cierpienia?

niedziela, 11 września 2016

XXIV Niedziela Zwykła

    Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: "Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona (Łk 15,1-5).

     Centralna postać to pasterz, który jest obrazem Boga Ojca. Nie jest wolą Ojca waszego, żeby zginęło jedno z tych małych (por. Mt 18,14). 

     Patrząc na pasterza, nie trudno dostrzec dwie jego cechy: jest pełen zapału w poszukiwaniu zabłąkanej owcy i pełen radości z jej odnalezienia. Bóg jest zainteresowany w sposób żywy odnalezieniem czegoś, co dla wielu nie ma większego znaczenia. To kolejna wskazówka dla szemrzących o niezwykłe zainteresowanie się Jezusa tymi, którzy nie cieszyli się w społeczeństwie szacunkiem – Bóg chce każdemu przywrócić godność, nie ma dla niego nieważnych dzieci. 
    Pasterz, który spostrzega, że owca się zagubiła, nie wpada w złość, ale niepokoi się jej losem i podejmuje poszukiwanie pełne niecierpliwości. 

     Grzesznik, który oddala się od Boga i jest bliski zguby wywołuje niepokój Bożego serca, niepokój, który jest związany z niepewnością – można nie zdążyć go odnaleźć i uratować przed ostatecznym zaginięciem.

     Delikatność pasterza z Łukaszowej Ewangelii  podkreśla fakt, że pasterz bierze owcę na ramiona, by przynieść ją do stada. Jezus, dobry Pasterz, bierze poranione i zagubione owce na swoje ramiona, bierze także na ramiona grzech owiec – krzyż, by przywrócić grzesznikom godność dzieci Bożych.

1. Czy przypominam sobie jakiś moment życia, w którym byłem poszukiwany i odnaleziony przez Boga?

piątek, 9 września 2016

Piątek 23 Tygodnia Zwykłego

         Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! (...)  Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego (1 Kor 9, 16.22-23.26-27).

     Święty Paweł w wielu miejscach podkreślał, że Pan Bóg dotknął go swoją łaską i włączył w sposób niezwykły do grona apostolskiego, bez żadnych zasług. Jako apostoł ma świadomość obowiązku, do którego został wezwany - głoszenia Ewangelii. Jak dawni prorocy nie może się sprzeniewierzyć wezwaniu - biada mi, gdybym nie głosił... Będziemy kiedyś musieli zdać egzamin z tego, jak wypełniliśmy to, do czego zostaliśmy zaproszeni i co podjęliśmy. 

     Wielki gorliwiec, zarówno kiedy zwalczał Kościół, jak i kiedy głosi dobrą nowinę. Pewnie i dziś nie każdy potrafiłby dorównać mu kroku. Dlatego staje się wszystkim dla wszystkich. Swoją gorliwość, zapał, wiedzę dostosowuje do tych, którym towarzyszy, którzy może idą wolniej, którzy nie nadążają... Ewangelia, aby być przyjęta, musi być zrozumiana... Ks. Józef Tischner opowiadał anegdotę, jak to katecheta tłumaczył dzieciom w przedszkolu istotę Boga. Chodził po klasie i mówił: "dzieci, pamiętajcie, Pan Bóg jest transcendentalny". Stać się wszystkim dla wszystkich, czyli tak dawać świadectwo, by zachwycić Bogiem...

     Paweł dostrzega także niebezpieczeństwo. Nawet w głoszeniu wiary można się tak zatracić, że można zaniedbać własne zbawienie. Można wielu doprowadzić do Boga i jednocześnie stać się niezdatnym. Pierwszym zadaniem ucznia Jezusa jest troska o osobistą więź z Mistrzem.

1. Jak na co dzień wypełniam obowiązki wypływające z wiary?

czwartek, 8 września 2016

Święto Narodzenia NMP - 8 września

    Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama.  Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci. (...) Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. (...) A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami"(Mt 1,1-2.16.22-23).

       Rodowód Jezusa. Maryja wybrana przez Boga na Matkę Syna Bożego zamyka wielki
katalog przodków. W tej wielkiej genealogii 42 pokoleń, która jest swoistym podsumowaniem historii zbawienia, można odnaleźć obecność Boga, który jest z człowiekiem. Zarówno w Jego wielkości, jak i małości, w świętości i grzechu. Bóg jest z nami.

         Przez pośrednictwo Maryi, wybranej i przygotowanej według Bożego upodobania, Bóg wypowiada najbardziej wyraźny znak swojej obecności - daje Syna. 

        I wciąż jest obecny w historii każdego człowieka. Jest Bogiem z nami.

1. Czy potrafię dostrzegać obecność Boga we własnej historii życia?

środa, 7 września 2016

Środa 23 Tygodnia Zwykłego

        A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: "Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą (Łk 6,20.24).

      Świat ubogich i bogatych. Świat głodnych i sytych. Świat płaczących i śmiejących się. Świat wzgardzonych, odrzuconych i świat zadowolonych z siebie i cieszących się uznaniem i względami. To wciąż jeden świat - nasz świat. Dwie rzeczywistości, które się wzajemnie przenikają, istnieją obok siebie. 

        Trudno przyjąć człowiekowi, że w ubóstwie, głodzie, płaczu, odrzuceniu i wzgardzie może ukrywać się błogosławieństwo i szczęście. Aby pokazać człowiekowi, że tak jest, Jezus staje się ubogim, bezdomnym, cierpiącym głód i niedostatek, przyjmuje odrzucenie i śmierć pośród złoczyńców. On, jedyny sprawiedliwy, staje się Mężem boleści, by ukazać, że jednak nawet tak trudnymi drogami Bóg może prowadzić do szczęścia...

      Czy zatem Ewangelia potępia bogactwo, radość, sytość? Nie na tym polega grzech bogatych, że mają, sytych, że nie głodują, śmiejących się, że nie płaczą. Grzech polega na tym, że nie potrafią zobaczyć drugiego człowieka, że swoje wyobrażenie szczęścia zamykają w doczesności, że nie potrafią z tego, co posiadają, uczynić pożytku dla drugiego człowieka. Bóg widzi realia naszego świata i nie godzi się na brak miłosierdzia. 

1. Czy dostrzegam potrzebujących wokół siebie?

poniedziałek, 5 września 2016

Poniedziałek 23 Tygodnia Zwykłego

      W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę (Łk 6,6). 

      Święty Beda, żyjący na przełomie VII i VIII w., mnich benedyktyński, komentując dzisiejszy fragment Ewangelii, mówi o tym, że człowiek z uschłą ręką jest symbolem każdego z nas, zaczynając od Adama. To właśnie Adam, praojciec, wyciągając rękę po zakazany owoc, sprawił, że stała się ona niezdolna do czynienia dobra. Dziedzicząc grzech Adama dziedziczymy również ową niemoc. Sucha ręka, to również niezdolność do wydawania owocu - bez wody łaski żadne dobro nie wyrośnie, a jeśli nawet zakiełkuje, uschnie. 

         Jezus przywracając zdolność posługiwania się ręką owemu człowiekowi, dokonuje uwolnienia od owego skażenia grzechem i pozwala na owocne życie. 

     Potrzebujemy Jezusowej interwencji, aby móc czynić dobro. Często chcemy je czynić, ale nie zawsze się udaje. Piękne mówi o tym święty Paweł: A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach (Rz 7,21-23). 

1. Czy widzę w swoim życiu działanie Jezusa, który uzdalnia mnie do czynienia dobra?

sobota, 3 września 2016

Sobota 22 Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła

      Aż do tej chwili łakniemy i cierpimy pragnienie, brak nam odzieży, jesteśmy policzkowani i skazani na tułaczkę, i utrudzeni pracą rąk własnych. Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają. Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili (1 Kor 4,11-13).

      W każdym z nas drzemie pokusa chwały i wielkości. Każdy z nas pragnie coś znaczyć. Tym bardziej może być ona bliska wówczas, kiedy staramy się dobrze żyć i dobrze czynić. Tymczasem św. Paweł ukazuje zupełnie inny obraz apostołów Dobrej Nowiny. Złorzeczenie, doświadczenie braku rzeczy podstawowych: głód i brak odzieży, prześladowanie, pogarda ze strony świata - jakby śmieci tego świata.

       I mimo tego doświadczenia Paweł nie odchodzi od Dobrej Nowiny - błogosławi, kiedy złorzeczą, znosi prześladowanie: kajdany, więzienie, kamienowanie, na potwarz odpowiada dobrym słowem, nie zraża się pogardą. 

         Tak łatwo przychodzi stracić zapał, entuzjazm na drodze Ewangelii, gdy pojawią się przeciwności. Pojawiają się marzenia o spektakularnych nawróceniach, cudach, o idealnej wspólnocie Kościoła bez grzechu i ludzkich słabości. Tak łatwo ulec pokusie Kościoła triumfującego na ziemi, pokusie nie do zrealizowania...

1. Czy ja potrafię zachować wewnętrzny pokój wobec przeciwności?
2. Jak przyjmuję odrzucenie?

       

piątek, 2 września 2016

Piątek 22 Tygodnia Zwykłego

    Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych! A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny (1 Kor 4,1-2).

     Być szafarzem Bożych tajemnic i Bożych darów. 

     Szafarz - najczęściej kojarzy się z Eucharystią, kapłaństwem. Są nadzwyczajni szafarze Komunii Świętej. Kapłan, który udziela sakramentu chrztu, sprawuje Eucharystię, słucha spowiedzi i udziela rozgrzeszenia jest szafarzem. Kaznodzieja staje się szafarzem Bożego Słowa. 

     Ale szafarzami Bożej łaski i błogosławieństwa są dla siebie wzajemnie także małżonkowie udzielający sobie sakramentu małżeństwa, rodzice wobec dzieci, uczestnicząc w dziele przekazania życia i wychowania. 

      I wobec każdego z szafarzy, którzy uczestniczą w przekazywaniu Bożych darów pojawia się szczególny nakaz - nakaz wierności. W czasie przyjmowania święceń kandydaci do kapłaństwa, a w czasie sakramentu małżeństwa narzeczeni składają przysięgę wierności. Ci pierwsi wierności modlitwie Kościoła, czystości, posłudze Słowa i Eucharystii, wierności wobec ludu, do którego są posłani. Narzeczeni wierności wzajemnej. 

     Wierność jest pierwszą z cnót; to ona nadaje naszemu życiu harmonię i jednolitość - w przeciwnym wypadku rozprysnęłoby się ono na tysiące chwilowych wrażeń jak na tysiąc szklanych odłamków. 

1. Czy dbam o wierność w moich myślach, słowach i postawach?

czwartek, 1 września 2016

Czwartek 22 Tygodnia Zwykłego

      Niechaj się nikt nie łudzi! Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Zresztą jest napisane: On udaremnia zamysły przebiegłych lub także: Wie Pan, że próżne są zamysły mędrców. Niech się przeto nie chełpi nikt z powodu ludzi! (1 Kor 3,18-22).

     Mądrość świata - przebiegłość, próżność. Umiejętność ustawienia się w życiu. Bycie  w centrum. Bycie gwiazdą. Władza nad innymi, bogactwo. Tyle zewnętrznego splendoru. Szacunek, a może i podziw w oczach tłumów. 

    I to wszystko nic nie warte. Za zamkniętymi drzwiami pozorów i blichtru, próżnej chwały i gwiazdorstwa, pozostaje pustka. 

1. Czy nie zabiegam o ludzką chwałę, zapominając o Bogu?