zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 23 sierpnia 2020

XXI Niedziela Zwykła

    Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy (Iz 22,22).

    Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie» (Mt 16,18-19).


    Ktokolwiek ma klucze do domu, ma nad nim władzę. Tak było w przypadku Szebny, zarządcy pałacu. Wykorzystywał on jednak swoją pozycję, przekraczając uprawnienia zarządcy. Dlatego pojawia się Boża interwencja i wybór Eliakima, człowieka, który będzie wierny swoim obowiązkom. Klucz na jego ramieniu położony przez Boga jest znakiem, znakiem szczególnym - nie oznacza bowiem władzy, ale odpowiedzialność. Odpowiedzialność wymaga wierności.

    Jezus nakłada zatem na Piotra wielką odpowiedzialność. Posiadanie Królestwa nie jest przywilejem, ale obowiązkiem służby, której Piotr będzie musiał się nauczyć i która doprowadzi go do rezygnacji z własnego życia na wzór Mistrza. 

    Władza odzwierciedlona w kluczach, przekazanych przez Jezusa swojemu Kościołowi w osobie Piotra, "kamieniu", polega na otwarciu, "udostępnieniu" drogi i projektu Królestwa Bożego, jak również na "zamknięciu" go na wszystko, co złe. 

    Odpowiedź Piotra na pytanie Jezusa jest wyjątkowa, bo jest inspirowania przed Boga.  Piotr tak naprawdę nie zna jej znaczenia, ale podążając za Jezusem, zrozumie znaczenie swojej natchnionej odpowiedzi i odpowiedzialność swojej misji, zrozumie, co to znaczy być "kamieniem - skałą" Kościoła Jezusa. 

    Stopniowo rozumiejąc swoje powołanie jako poddanie się i służbę, będzie on przygotowany do kierowania wspólnotą. Klucze, odpowiedzialna władza, która przekłada się na służbę wszystkim jako prymat w porządku wiary, prawdy, ewangelicznej, troskliwej miłości, czuwającej nad dobrem stada Dobrego Pasterza.

    Każdemu z nas został powierzony taki klucz - klucz służby i odpowiedzialności. Tym kluczem możemy otworzyć niebo, pod warunkiem, że nie potraktujemy go jako prawa do władzy i nadużyć. 

1. Co jest moim kluczem do życia wiecznego, który Bóg włożył na moje ramię?

    

sobota, 22 sierpnia 2020

Sobota XX Tygodnia Zwykłego - wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej

    Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą (Mt 23,3-4).


    Jezus ostrzega przed niebezpieczeństwem, na jakie zawsze narażona jest Dobra Nowina: dychotomia między słowami i czynami, między tym, co się mówi a tym, co się robi, między tym, co się uczy a tym, co się żyje.

    Jezusa boli postawa tych, którzy uważają się za najgorliwszych w przestrzeganiu prawa, ale jednocześnie mają zamknięte serca i umysł. Mówi jasno, nie zostawiając żadnej wątpliwości. Potępia hipokryzję ich religijnej praktyki, obłudną interpretację prawa, które samo w sobie jest dobre i sprawiedliwe, ale staje się ciężarem nie do uniesienia przez ludzką pychę i rzekomą prawość.

    Przeciwieństwem logiki uczonych w Piśmie i faryzeuszy prawdziwa wielkość polega na unikaniu wynoszenia się nad innych oraz pokornej służbie na rzecz drugich. Jezus pragnie wspólnoty opartej na braterstwie, które wypływa z komunii z Bogiem, jedynym Ojcem wszystkich. 

1. Co powinienem zmienić w moim religijnym życiu?
    

piątek, 21 sierpnia 2020

Piątek XX Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Piusa X

    I rzekł do mnie: «Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?» Odpowiedziałem: «Panie Boże, Ty to wiesz» (Ez 37,3).

    Jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» (Mt 22,35-36).


    Przedziwny dialog Boga z prorokiem. Czy te kości powrócą do życia? Czy można je ożywić? Ku zdumieniu Ezechiela, Pan daje życie suchym kościom. 

    Trudno nie odnieść tego fragmentu do obietnicy Jezusa o naszym zmartwychwstaniu. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.  

    Obietnica Jezusa wykracza poza to, czego świadkiem jest Ezechiel w swoim widzeniu. Życie wieczne przekracza ziemskie granice czasu. Celem człowieka jest wieczne szczęście. Jezus na końcu naszej ziemskiej drogi pragnie powiedzieć każdemu i każdej z nas: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Nasze suche kości również zostaną ożywione. 

    Pytanie skierowane do Jezusa wydaje się dość dziwne. Każdy z wyznawców Jezusa, słysząc je, jeszcze przed wypowiedzeniem słów, wiedziałby, jakiej odpowiedzi Jezus udzieli. Miłość Boga i miłość człowieka. Każde odwrócenie się od miłości rodzi napięcie i smutek w życiu. 

1. Czy wierzę w życie wieczne?

czwartek, 20 sierpnia 2020

Czwartek XX Tygodnia Zwykłego - wspomnienie św. Bernarda, opata i doktora Kościoła

    Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan - wyrocznia Pana Boga - gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała (Ez 36,23.26).

    «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść (Mt 22,2-3).


    W modlitwie zostawionej nam przez Jezusa wołamy: święć się imię Twoje... Bóg nie godzi się na bezczeszczenie Jego imienia i zapowiada objawienie Jego świętości. Proces oczyszczenia będzie radykalny, porównywalny do wyprowadzenia z niewoli egipskiej. 

    Bóg sprowadzi swój lud z wygnania i obdarzy nową wolnością. Usunięte zostanie wszystko to, co nieczyste, a proces przemiany dotknie samego serca. 

    Serce jest centrum myśli, woli, uczuć, życia moralnego, radykalnych decyzji każdego człowieka. Zamiast serca z kamienia, nieczułego, zimnego i twardego, Bóg da serce z ciała - serce, które jest zdolne kochać i przyjmować miłość. Serce, które jest zdolne budować relacje z Bogiem i innymi ludźmi. 

    Okazuje się jednak, że serce, które nie praktykuje dobra,

miłosierdzia i pokory, serce otoczone dobrobytem i bogactwem, szybko staje się twarde i kamienieje. Staje się niewrażliwe, nie potrafi usłyszeć Bożego zaproszenia i zobaczyć miłości. Potrafi zlekceważyć nawet tego, z którego czerpie życie. 

    Uczta weselna przygotowana przez króla dla jego syna nie spotyka się z zainteresowaniem wybranych i zaproszonych. Zaproszenie zostaje odrzucone, zapraszającemu okazane jest lekceważenie i wzgarda. 

    Uczta nie zostaje anulowana mimo powtarzanej odmowy. Przychodzą inni, nowi goście. Rodzi się nowy Izrael - Kościół, wspólnota naśladowców Jezusa, wspólnota zawsze potrzebująca weselnej jasnej szaty, potrzebująca nawrócenia, które chroni serce przed zatwardziałością. Wspólnota powołana do zachowania swojego piękna na ucztę w niebie. 

środa, 19 sierpnia 2020

Środa XX Tygodnia Zwykłego

    Na to odrzekł jednemu z nich: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?" (Mt 20,13-15). 


    Zazdrość ma różne źródła. W przypowieści o robotnikach  z winnicy Jezus ukazuje zazdrość wypływającą z fałszywego poczucia sprawiedliwości. Zazdrość, która nie pozwala cieszyć się tym, że ktoś świadczy dobro i że ktoś inny dobra doświadcza. 

    Ci, którzy szemrali, otrzymali to, co było uzgodnione. Otrzymali denara, który wcześniej był uzgodniony jako zaplata. Na tym polegała sprawiedliwość gospodarza - wypłacić tyle, ile obiecał. Gospodarz był jednak nie tylko sprawiedliwy, ale również dobry. I jego dobroć nie mogła zaakceptować tego, że jest wielu, którzy nie posiadają środków do życia i stoją na placu, chcąc zapracować na życie. 

    Dobroć to naturalna skłonność do czynienia dobra. Gospodarz winnicy wychodzi na poszukiwanie robotników w różnych porach dnia. Jest to stałe zaproszenie do wejścia do królestwa dobroci. Ofiarowanie dobra nie jest niesprawiedliwe; wręcz przeciwnie, jest stałym elementem w Bożym sposobie działania. 

    Zazdrość rodzi smutek i żal z powodu tego, co posiada drugi. Człowiek zazdrosny przestaje żyć własnym życiem, a próbuje wejść w życie drugiego człowieka, by zatruć jego życie. Jednocześnie zatruwa własne serce. 


1. Jakie uczucia towarzyszą mi, kiedy widzę powodzenie i szczęście innych ludzi?

wtorek, 18 sierpnia 2020

Wtorek XX Tygodnia Zwykłego

    Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe» (Mt 19,26).


    Spojrzenie Jezusa. Widzi ich zaskoczenie. Wielbłąd i ucho igielne? Kto może się zbawić? Są zdezorientowani. 

    Spojrzenie Jezusa przenika serce uczniów, dostrzega ich wątpliwości i pytania. Pozwala zrozumieć.

    Podążanie za Jezusem nie jest łatwe. Radykalizm Ewangelii nie jest możliwy w oparciu o ludzkie siły. Nie wystarczą dobre chęci. Naśladowanie Jezusa jest darem, łaską i zadaniem. Celem powołania, jakie otrzymali nie są oni sami, nie otrzymali tego daru dla siebie. Celem jest Bóg, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.

    Piotr, z charakterystyczną dla niego szczerością i impulsywnością, ze zdumieniem odkrywa różnicę między ich sytuacją a sytuacją bogatego młodzieńca. Otrzymali ten szczególny dar, zostawili wszystko, aby naśladować Jezusa, więc "co się z nimi stanie? Bogaty młodzieniec odszedł ze smutkiem, bo powiedział "nie", ale co z tymi, którzy mówią "tak"? 

    Jezus, wiedząc o małości ludzkiego serca i o tym, że potrzebuje ono bezpieczeństwa i motywacji, zapewnia ich, że nagroda jest wielka zarówno teraz, jak i w wieczności. Bóg jest większy od naszych serc, nie daje się zwyciężyć w hojności. To, czego się wyrzekliśmy dla Jego miłości, zawsze jest wynagradzane znacznie hojniej, niż możemy sobie wyobrazić. 

1. Z czego trudno mi zrezygnować dla Pana Boga?


poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Poniedziałek XX Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Jacka

    «Powiedz domowi Izraela: Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja pozwalam bezcześcić świątynię moją, dumę waszej potęgi, radość waszych oczu, tęsknotę waszych serc (Ez 24,21a).

    A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?» Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» (Mt 19,16.21). 


    Co muszę zrobić... Co powinienem zrobić... Pytania, które są wpisane w naszą naturę. Pytania, które stają się źródłem naszego niepokoju, frustracji, wewnętrznych napięć i często rozczarowań i zwątpień. Tak naprawdę są to pytania, które często nie mają nic wspólnego z tym, kim jesteśmy. Odnoszą się do mniej lub bardziej sprecyzowanych wyobrażeń doskonałości, jaką chcemy zdobyć. 

    Tak stało się z bogatym młodzieńcem, który chcę wejść na wyższy stopień doskonałości, jakby poszukiwał ciągle potwierdzenia własnej wartości. Musi ciągle piąć się do góry, aby potwierdzać swoje istnienie i wartość. 

    Dla bogatego młodzieńca życie jest wielką podróżą, której punktem wyjścia jest perfekcjonizm, a punktem celowym jest doskonałość. 

    Jezus zmienia podejście do życia. Nie ma żadnego musisz, powinieneś... Przez takie podejście, moralizatorskie, często przytłaczające, możesz się udusić. Ono odbiera wolność, a zatem jest zaprzeczeniem Ewangelii. Jeśli chcesz... Jesteś wolny i nawet Bóg nie odbierze ci wolności...

    Jeśli chcesz... Życie nie polega na zdobywaniu coraz wyższych stopni doskonałości, by utuczyć własne ego. Pytania: co powinienem, co muszę... wywołują presję, tyranizują, nie pozwalają na radość życia. Miłość możliwa jest w wolności, która próbuje każdego dnia na nowo odczytywać pragnienia Tego, którego się kocha i który dzieli nasze życie...

1. Na ile zadowolenie z osiągniętej pozycji odbiera mi wolność życia?

    

    

niedziela, 16 sierpnia 2020

XX Niedziela Zwykła

    Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami - wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy (Iz 56,6-7).

    Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: «Odpraw ją, bo krzyczy za nami!» Lecz On odpowiedział: «Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela» (Mt 15,23-24).


    Izraelici przez długi czas przebywali na wygnaniu w Babilonie. Kiedy udało im się wrócić do ojczyzny, rozpoczęli odbudowę kraju. Pojawiło się jednak pytanie, co jest istotą tej odbudowy. Jedni uważali, że trzeba odbudować wielką świątynię, odbudować armię, egzekwować prawo, tradycje i zwyczaje oraz zadbać o narodową "czystość". 

    Izajasz ukazuje inną wizję - wskazuje na wartości uniwersalne, pośród których znaczenie miały nie tyle obrzędy czy majestatyczne budowle, ale zachowanie i praktykowanie sprawiedliwości, wierność przymierzu.

    Ostatecznie wygrała opcja pierwsza, a jej konsekwencją było to, że wszyscy, którzy nie odpowiadali portretowi zaprojektowanemu przez przywódców, nie byli godni uwagi, traktowani jak psy. 

    Niestety, niebezpieczeństwo zamknięcia i wykluczania, odnoszenia się z pogardą do innych, grozi także wspólnocie Kościoła. 

    A Kościół nigdy nie może przestać być domem otwartym, miejscem spotkania, przestrzenią, w której się przyjmuje i rozmawia, w której poświęca się uwagę drugiemu, także obcemu. 

    Kościół musi być domem, w którym nie oferuje się "okruchów dla psów", ale chleb, bo jest jeden Ojciec wszystkich dzieci. Kościół nie może być miejscem, z którego próbuje się wyłączyć tych, którzy "przeszkadzają", którzy cierpią i krzyczą, jak Kananejka.

    Jest prawdą, że dzisiaj łatwo jest otworzyć się na tych, którzy są daleko, odczuwać cierpienie innych, nawet jeśli znajdują się daleko od naszego terytorium: geograficznego, politycznego, religijnego czy psychologicznego (wystarczy obejrzeć obrazy wybuchu w Bejrucie). 

    Ale równie ważne jest, aby nie stracić z oczu krzyków tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni lub których nie potrafimy rozpoznać. Te codzienne wołania, które przynaglają nas, abyśmy podjęli konkretne działania. 

    Kananejka nie należała do Przymierza, ale z jej ust pada mesjański tytuł Jezusa - Syn Dawida. I jej krzyk zostaje usłyszany. Bóg przychodzi z pomocą. 

    Działanie Boga nie jest podporządkowane prawowierności, nie jest podporządkowane żadnej religii, a tym bardziej naszym myślowym schematom czy wyobrażeniom. Wiara może się rodzić w niespodziewanych miejscach, kiedy serce jest zdolne otworzyć się na obecność Boga, który zawsze jest obecny.

1. Czy nie ulegam pokusie odbiera innym prawa do Boga?

sobota, 15 sierpnia 2020

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

    Potem Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu (Ap 11,19a;12,1).

    Wtedy Maryja rzekła: «Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,46-47).


    Kościół zdefiniował cztery dogmaty dotyczące Maryi. Trzy pierwsze odnoszą się do Jej istoty, mówią, że jest Matką Boga, że jest Dziewicą i że jest Niepokalana. Staraniem ojców soborów było określenie tego, jaka jest Maryja. 

    Czwarty dogmat, dotyczącym Wniebowzięcia Maryi, ma charakter czysto duchowy. Nie mówi o tym, Kim jest Maryja, ale określa Jej relację z Bogiem. 

    Dogmat ten mówi: ogłaszamy, oświadczamy i określamy jako dogmat prawdę przez Boga objawioną, że Niepokalana Bogarodzica zawsze Dziewica Maryja, po dopełnieniu życia ziemskiego z ciałem i duszą została wzięta do nieba...".

    Została wzięta do nieba. W pełni zjednoczona z Bogiem, przyjęta do chwały. Dla Tej, która była pokorna jak nikt inny, Bóg stał się wszystkim, wypełnił całkowicie Jej serce. 

    Podobne doświadczenie zjednoczenia z Bogiem mieli mistycy - Bóg w pełni wypełniał ich serce. Wszyscy w swoich opisach mistycznych doświadczeń są w tym zgodni. Bóg wypełnia serca pokornych. Tylko oni czują, ze Bóg wziął ich do siebie. Ale jest znacząca różnica: mistycy mówią o czym niedoskonałym, przemijającym, chwilowym. To chwila zjednoczenia w czasie ziemskiego życia.

    Dogmat Wniebowzięcia mówi o zjednoczeniu doskonałym i wiecznym, nieprzemijającym. Ona została przyjęta i znalazła mieszkanie w sercu Boga. Jest pełna Boga, pełna łaski. 

   Wraz z Maryją jesteśmy zaproszeni do wychwalania, radowania się

i błogosławienia Boga za wielki dar złożony Maryi, jako Matce Kościoła. Zjednoczona z Chrystusem jest Ona dla nas Bramą Niebios. 

    Wychwalamy Maryję słowami litanii i wieloma innymi tytułami, którymi została obdarowana przez ludzi w ciągu wieków. Te tytuły ukazują to wszystko, co Pan Bóg objawił człowiekowi o tajemnicy Maryi, Matki Jezusa i naszej Matki. Ale jednocześnie musimy mieć świadomość, że żaden z tytułów nie ukazuje pełni tajemnicy, najgłębszej rzeczywistości Maryi. 

    Uroczystość Wniebowzięcia jest zaproszeniem do kontemplacji wielkiego Bożego dzieła, jakim było wybranie i prowadzenie Maryi.


    

piątek, 14 sierpnia 2020

Piątek XIX Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Maksymiliana Marii Kolbego

    Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?» Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było (Mt 19,7-8).


    Niewierność jest źródłem cierpienia. Niewierność Bogu, niewierność w domu, niewierność we wspólnocie małżeńskiej, zakonnej. 

    Niewierność jest znakiem zatwardziałości serca, które nie liczy się ani z Bogiem, ani z drugim człowiekiem. 

    I chociaż Mojżesz pozwolił dać list rozwodowy, separacja czy rozwód nie jest wolą Boga. Zawsze zostają rany. 

    To ostateczne pęknięcie wspólnoty małżeńskiej dokonuje się powoli, prawie niezauważalnie, od niewierności w niewielkich i prostych sprawach. 

    Wspominając św. Maksymiliana, który oddał swoje życie za ojca rodziny, warto prosić go o wstawiennictwo, by wypraszał potrzebne łaski dla wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej. 

1. Czy nie usprawiedliwiam niewierności?

czwartek, 13 sierpnia 2020

Czwartek XIX Tygodnia Zwykłego

    Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy (Mt 18,21-22).


    Jedyną miarą wybaczenia jest wybaczenie bez miary. Dlaczego powinienem przebaczyć? Ponieważ Bóg również mnie przebacza. To Jego sposób bycia. Być obrazem i podobieństwem Boga, to być człowiekiem przebaczenia. Radykalna natura Ewangelii polega na tym, że Miłość nie ma miary. 

    Obrazem konieczności przebaczenia jest dalsza opowieść Jezusa o dłużnikach. Jeden, zadłużony u swojego króla, otrzymuje przebaczenie i darowanie długów. Ale otrzymawszy przebaczenie nie potrafi obdarzyć nim drugiego człowieka, współsługi. To nie było tydzień później, nawet nie następnego dnia. Jeszcze zanurzony w darze miłosierdzia i wypełniony radością z wolności, sam jest okrutnikiem. Miał prawo domagać się zwrotu długu. Ale...

    To może być doświadczenie każdego z nas. Tak bardzo biegli jesteśmy w domaganiu się  naszych praw, ale jak łatwo odpuszczamy sobie nasze zobowiązania. 

    W odróżnieniu od ludzkiej sprawiedliwości, od prawa do otrzymania tego, co się nam należy, Jezus proponuje logikę Boga, logikę nadmiaru: przebaczyć siedemdziesiąt razy siedem, przebaczyć wrogom, nadstawić drugi policzek, dać bez miary... 

    Kiedy nie chce się przebaczyć (przebaczenie nie jest instynktem, ale decyzją), kiedy reaguje się na przestępstwo innym przestępstwem, wzrasta poziom przemocy i bólu. To nie jest zgodne z Ewangelią. 

    Wybaczyć to rozwiązać węzeł, to puścić, uwolnić liny, które więżą nas w spirali zła, to spojrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość. Taki właśnie jest Bóg, przebacza nam, aby uwolnić nas od grzechu, od sił zła, które wciągają nas na śmierć.

1. Komu powinienem przebaczyć?

środa, 12 sierpnia 2020

Środa XIX Tygodnia Zwykłego

    Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie (Mt 18,15.18).


    Żyjemy w społeczeństwie spolaryzowanym, skonfliktowanym, skłóconym i walczącym. Logika świata: oskarżanie, potępianie, odrzucanie, pogarda i nienawiść może bardzo łatwo przeniknąć i przenika wspólnotę chrześcijan. 

    Jezus zaprasza nas do odrzucenia tej logiki świata i założenia szat szacunku, przebaczenia, uwagi, słuchania i miłości. Wskazuje na postawę dialogu i spotkania: idź i upomnij, jeśli zgrzeszy. Zrób pierwszy krok, nie milcz we wrogiej ciszy, szukaj dialogu i pojednania.

    Ktoś powie: kto mi dał prawo, aby ingerować w życie drugiego, aby go upominać? To można interpretować jako wynoszenie się nad drugiego, mówienie mu: jestem lepszy od ciebie. Czy samo dążenie do prawdy jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla ingerencji?

    Odpowiedź na te wszystkie pytania zawarta jest w słowie: BRAT. To, co pozwala nam i prowadzi do dialogu, to nie poczucie, że posiadamy prawdę, nie poczucie, że możemy być sędziami i wskazywać na dobro i zło, ale pragnienie budowania braterstwa. 

    Dialog zaczyna się od najmniejszej wspólnoty: Ty i ja. Daleko od jakiejkolwiek instytucji czy postronnych świadków. W szczerości, w poszukiwaniu dobra, w otwartości i szacunku. Pozyskasz swego brata... Wszyscy zyskają, jeśli egoizm zostaje przezwyciężony przez budowanie jedności i braterstwa. 

    Ewangelia idzie dalej: to, co zdobędziemy w braterskiej wspólnocie tu, na ziemi, sięga nieba: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie. Moc wiązania i rozwiązywania jest dana wszystkim: wszyscy mamy moc tworzenia komunii lub oddzielania i odrzucania. 

    Miła jest świadomość, że każde pozytywne działanie: nasze uczucia, postawy, gotowość przebaczenia i szukanie pojednania, będą miały swój wydźwięk w wieczności. Ale trzeba mieć również świadomość, że czynione przez nas zło ma również swoje reperkusje w wieczności. 

    Warto zatem zawalczyć o to, co dobre. Zjednoczone serca połączone w modlitwie, we wzajemnym przebaczeniu i pojednaniu, maja siłę ukazać pośród skłóconego świata ten niezwykły promień boskości i nadziei, której wszyscy potrzebujemy. 

1. Czy mam odwagę wychodzenia z przebaczeniem do innych? 

    

wtorek, 11 sierpnia 2020

Wtorek XIX Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Klary

    W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?» On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,1-3).


    Odwieczne zmartwienie człowieka: Kto jest najważniejszy!

    Żyjemy w kulturze konkurencyjności, często niesprawiedliwa, która skłania do deptania ludzkiej godności, konfrontacji, aby tylko uzyskać przewagę, zdominować, uzyskać władzę. Być ponad innymi, decydować o tym, co i jak ma wyglądać i się układać.

    Jezus stawa pośród nich dziecko. Postać dziecka staje się wymownym znakiem. Wskazuje na konieczność zmiany mentalności: musicie upodobnić się do dziecka, przyjąć postawę prostoty, pokory, otwartości i poznawania. Dzieci potrafią się spontanicznie cieszyć czyimś sukcesem, dzielić się tym, co same potrafią, są solidarne. 

    Jezus zaprasza jednocześnie do zmiany perspektywy: nie warto się zastanawiać, kto jest najważniejszy. Trzeba zwrócić uwagę na tych, którzy potrzebują opieki, odszukać tych, którzy się pogubili, jak zagubiona owca. 

    Bóg pragnie zbawienia wszystkich, każdy jest dla niego ważny. Celem nie jest konkurencja i rywalizacja, ale pragnienie, by nikt nie został pozbawiony zbawienia. 

1. Czy modlę się za tych, którzy się pogubili?

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Poniedziałek XIX Tygodnia Zwykłego - Święto św. Wawrzyńca

    Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,6-7).

    Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne (J 12,24-25).


    Jak ważne jest ziarno. Kościół kolejny raz zwraca naszą uwagę na wielką siłę drzemiącą w ziarnie, wspominając św. Wawrzyńca, diakona i męczennika. 

    Ziarno ma w sobie moc, aby się rozwijać i wzrastać. Tak małe wydaje się  w naszych dłoniach. Małe i niepozorne. 

    Święty Paweł zachęca nas do hojności w czynieniu dobra. A hojność ta winna być realizowana z radością. 

    Posługa na rzecz innych winna być czyniona z miłością, tak jak czynił to Jezus. Nie chodzi o to, by dzielić się jakimiś rzeczami, ale dać siebie. Ofiarować siebie z radością, entuzjazmem. Jezus nie kalkulował, nie ważył i nie obliczał. Ofiarował siebie samego w pełni. 

    Nasza pomoc, nasze oddanie na rzecz drugich niesie w sobie olbrzymią energię dobra, siłę, która ma moc wydać owoce, ponieważ Bóg wyraża się przez miłość. 

    Jezus wskazuje, że ta wielka moc ziarna może zostać wyzwolona tylko wówczas, kiedy zostaje ono zasiane, wrzucone w ziemię, i obumrze. Dopiero wówczas może zacząć wzrastać, a później owocować. 

    Ziarno, które nie zostaje zasiane, nie godzi się na swoje umieranie, pozostaje bezowocne. 

1. Jakie jest moje zaangażowanie w codzienność? Czy jest w tym dawanie siebie dla innych?

niedziela, 9 sierpnia 2020

XIX Niedziela Zwykła

    Gdy Eliasz przybył do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Bóg rzekł: "Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!" (1 Krl 19,9a).

    Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał (Mt 14,22-23).

   Góra Horeb. Ta sama góra, na której Mojżesz spotkał Boga. Teraz spotyka Go Eliasz. Te dwie postaci Starego Testamentu to dwa filary wiary Izraela. O ich obecności na górze Tabor w czasie przemienienia Jezusa wspominają ewangeliści.

    Jest jednak różnica między tym, czego doświadczył Mojżesz, a doświadczeniem Eliasza. Wielkie zjawiska huraganowego wiatru, który rozrywał góry na strzępy i rozbijał skały, trzęsienie ziemi i ogień, nie były przejawami Boga. Pan Zastępów pojawia się w doświadczeniu delikatnego, łagodnego wiatru. 

    Jezus w Ewangelii również spotyka się z Ojcem na górze. Po całym dniu pracy, pełnym zgiełku i hałasu, w nocy doświadcza ciszy i obecności Ojca. Ten czas spotkania i modlitwy powoduje przemianę, tak że uczniowie Go nie potrafili rozpoznać. 

    I słyszą słowa, które są zachętą do odwagi i ufności. Bóg, który przychodzi, napełnia pokojem, daje ufność i poczucie bezpieczeństwa. 

1. Czy jest we mnie pragnienie spotkania z Bogiem?

    

sobota, 8 sierpnia 2020

Sobota XVIII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Dominika

   Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: «Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?» On zaś im rzekł: «Z powodu małej wiary waszej (Mt 17,19-20a).


   Słowa Jezusa przyjmuję bardzo osobiście. Wyrzut małej wiary, chociaż surowy, jest prawdziwy. Uczniowie słyszeli go wielokrotnie, jak relacjonują ewangeliści i potrafili przyjąć z pokorą. 

    Te słowa Jezusa dotykają serca i pozwalają na oczyszczenie z nieufności, kalkulacji, zapobiegania i zabezpieczeń. Tak wiele darów i talentów nie może rozkwitnąć, bo nie odważyłem się uwierzyć. Ile małych codziennych cudów, gdybym bardziej ufał.

    Muszę prosić o dar wiary. Ona jest niezwykłą siłą, dzięki której Boże dzieła stają się obecne. 

    Wyciągam ręce. Ręce pełne tęsknoty i pragnienia, byś złożył w nich tych kilka ziaren wiary...


1. Jak często proszę o dar żywej wiary?

    


   

piątek, 7 sierpnia 2020

Piątek XVIII Tygodnia Zwykłego

   Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16,24-25).

   Nie ma krzyży wymyślonych, lecz te, które są nam dane; nie ma krzyży poszukiwanych, lecz te, które pojawiają się nieubłaganie. 

   Dla wielu słowa Jezusa o krzyżu mogą wydawać się trudne do zaakceptowania, a nawet zniechęcające. Jak można iść za kimś, kto proponuje tylko krzyż, wyrzeczenie i cierpienie. 

   Ale to błędne rozumienie. 

   Dla chrześcijanina wszystko zaczyna się, gdy poznaje Jezusa i odkrywa go jako prawdziwy skarb. Skarb, który jest w stanie wypełnić ludzkie serce tym, czego najbardziej pragnie: miłością, światłem, znaczeniem, nadzieją, uczuciem... 

   Wyrzeczenia i krzyż chrześcijanina pochodzą z odrzucenia wszystkiego, co nie pozwala nam iść za Jezusem i cieszyć się życiem,  życiem w obfitości.

    Cierpienie i krzyż towarzyszą człowiekowi i nie jesteśmy w stanie się od nich uwolnić. Możemy jednak ów krzyż nieść z Chrystusem, a możemy próbować męczyć się sami. 

1. Czy Jezus jest dla mnie Skarbem, dla którego warto żyć?

   

czwartek, 6 sierpnia 2020

Święto Przemienia Pańskiego

   Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale jako naoczni świadkowie Jego wielkości (2 P 1,16). 

   Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim (Mt 17,2-3).

   Piotr odwołuje się do jednego z najważniejszych wydarzeń swojego życia.  Wydarzenia, które pozwala mu zobaczyć wszystko na nowy sposób. 

    Wskazuje również na świadków Starego Testamentu, których widział - Eliasza i Mojżesza. Eliasz został porwany w ognistym obłoku do nieba, a Mojżesz rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz i jego twarz lśniła do tego stopnia, że musiał zasłaniać twarz przed Izraelitami. 

   Jezus zabiera apostołów na Tabor w momencie, kiedy zaczyna się wokół Niego zaciskać krąg ciemności i nienawiści. I pośród tych ciemności ukazuje i Bożą chwałę i moc. I św. Piotr czyni podobnie wobec pierwszych wspólnot chrześcijańskich, które doświadczają trudności i prześladowań - wskazuje na  światło - Boże Słowo. To ono może nas prowadzić na drogach wiary, kiedy doświadczymy trudności i ciemności. 

    Ewangelia ukazuje nam samo wydarzenie na górze Tabor. Wobec
tajemnicy i chwały Boga Piotr nie potrafi zapanować nad emocjami i wypowiada niespójne słowa. Chce zrobić coś, co jest niemożliwe - zatrzymać chwałę Boga w namiocie. Pozostać na górze.

    Miejsce, jakie Jezus zajmuje w momencie objawienia, wskazuje na Jego fundamentalną rolę w historii zbawienia. W końcu prorok Eliasz i Mojżesz prawodawca znikają, zostaje sam Jezus. Prawo i prorocy nie są już potrzebni. Wystarczy słuchać Jezusa, aby nie zgubić się na drodze do Boga. 

1. Jak radosne doświadczenia wiary wpływają na moje przeżywanie trudnych doświadczeń?

środa, 5 sierpnia 2020

Środa XVIII Tygodnia Zwykłego

    On odpowiedział: «Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela». A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: «Panie, dopomóż mi!» (Mt 15,24-25).

    Każdego dnia, na każdej Eucharystii wołamy Ojcze nasz... Jest nasz, bo serce Ojca nie zna granic, nie ma ograniczeń, kocha każdego człowieka. To człowiek potrafi stawiać granice, wykluczać, mówić drugiemu: tobie się nie należy miłość Ojca.

    Chociaż na poziomie deklaracji potrafimy uznać, że serce Ojca jest dla każdego człowieka, nasze codzienne życie odbiega często od deklaracji. 

    Każdy to często dla nas ten, kto tak samo myśli, mówi, ten który ma podobny system wartości, ten sam styl życia. Ale trudno przyjąć, że każdy, to wszyscy, bez wyjątku.

   Kobieta kananejska mogą nam powiedzieć coś bardzo ważnego: Bóg nie zna granic narodowych, rasowych. Bóg jest dla każdego, bo każdy obdarzony jest godnością Bożego dziecka. Każdy może przyjść do Niego, przytulić się do Jego serca, cieszyć się Jego miłością, pomocą i błogosławieństwem.

1. Czy nie stawiam granic Bożej milości?

wtorek, 4 sierpnia 2020

Wtorek XVIII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Jana Marii Vianneya

   On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną» (Mt 15,13-14).

   Doświadczenie i praktyka wiary musi unikać dwóch niebezpiecznych skrajności. 

    Z jednej strony spotykamy tych, którzy żyją w sposób rygorystyczny, kładąc nacisk na formy, na rytuały.  Wówczas celem staje się wypełnienie rytu dla samego wypełnienia. Zapomina się o Ewangelii. 

    Z drugiej strony pojawiają się przeciwnicy wszelkich form, tradycji i zwyczajów. Pełna samowola i anarchia. Nie ma miejsca na jakąkolwiek formę czy prawo.

     Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami znajduje się równowaga w życiu wiary. 

    Jezus słysząc swoich uczniów, wskazuje kolejny raz na istotę: ducha kultu. Wszystkie rytuały, gesty muszą wywodzić się z serca i wpływać na serce. Inaczej stają się pustymi gestami. Poprzez gest i rytuał wyrażamy to, kim jesteśmy i kim jest Bóg. 

    Formy są ważne, ale nie mogą zniewalać.

1. Jakie formy mogą mi przeszkadzać w relacji do Boga?

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Poniedziałek XVIII Tygodnia Zwykłego

    Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» (Mt 14,26-28).

    Łódź miotana falami jest symbolem wspólnoty Kościoła, który cierpi niepokój, doświadcza zagrożenia, której udziałem są przeciwności. To wspólnota, która zagubiła, zostawiła gdzieś Jezusa. 

    To zagubienie jest tak wielkie, że nawet nie potrafią Go rozpoznać, rozpoznać Jego obecności i bliskości. 

   Jezus jednak zawsze przynosi nadzieję i budzi zaufanie. Jego tożsamość, owo Ja jestem, sprawia, że człowiek czuje się bezpiecznie. Jak Piotr, który przestaje zwracać uwagę na fale i chce iść po wodzie. 

    Dopóki koncentrował swoją uwagę na Jezusie, nie były mu straszne uderzające fale, ale wystarczyło, że odwrócił oczy, by zagłębić się w otchłani. Pokonał go lęk i przeciwności. 

   Obecność Jezusa uspokaja, przynosi uciszenie lęków i niepokojów. Nie dziwi reakcja uczniów, którzy upadli przed Nim. To gest zarezerwowany dla Boga. Wyznają również: Prawdziwie jesteś Synem Bożym!

   Słowa Jezusa Ja Jestem przywołują  Boże imię, którego nawet nie było wolno wypowiadać: Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was». Jezus ujawnia swoją tożsamość i uczniowie potrafią ją odczytać. 

1. Co jest dla mnie problemem w otworzeniu się na zaufanie wobec Boga?

niedziela, 2 sierpnia 2020

XVIII Niedziela Zwykła

    Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi (Mt 14,13-14).

   Tłumy... Potrzebował samotności, oddalił się. A oni przyszli, poszukując Go. Nie przeszkadzało im to, że trzeba było przejść dobry kawał drogi. Nie zwracali uwagi na poświęcony czas, brak żywności, pozostawienie domu. Jakby zapomnieli o swoich potrzebach i pragnieniach. 

   A może po prostu mieli inną optykę widzenia i postawili Jego na pierwszym miejscu. Chcą Go słuchać, dlatego są gotowi do poświęceń i wyrzeczeń. 

   Czeka ich miłe zaskoczenie. Chociaż sami nie zwracają uwagi na przyziemne potrzeby, On o nich pamięta. To oni i ich potrzeby są najważniejsi. Dlatego pierwszą rzeczą jest przyjście z pomocą chorym. Później przyjdzie czas na zaspokojenie ich głodu.

    Jezus ukazuje oblicze Boga, który troszczy się o człowieka. Królestwo Boże nie jest oderwane od ludzkiej egzystencji. 

   Jezus jest zmęczony, być może smutny. Dopiero co dowiedział się o śmierci Jana Chrzciciela. Dlatego szukał samotności. Widząc tłumy, rezygnuje z własnych planów. Pewnie nie trudno było zrozumieć, że teraz On stanie się celem ataków, prześladowań i nękania - niewygodny Nauczyciel z Nazaretu.

   Uczniowie obserwują to, co się dzieje. Jezusa, który uzdrawia. I widzą, że zaczyna się zmierzchać. Próbują przerwać to działanie Jezusa. Oni też chcą zaradzić potrzebom tych ludzi. Boją się, że na pustkowiu w nocy zastanie ich głód. 

   Jezus zgadza się z oceną sytuacji, rozumie potrzeby tak wielu zgromadzonych, ale chce, aby to uczniowie znaleźli rozwiązanie ich potrzeb. Jakby mówił - to jest nasz problem, a nie tylko problem tych ludzi. 

   Kryteria uczniów nie są kryteriami Jezusa. Podobnie jak kryteria społeczeństwa w ogóle i jego sposób rozwiązywania problemów, nie są one dokładnie tymi, które dotyczą chrześcijan. 

    Jezus ciągle mówi do nas o komunii, o dzieleniu się, o braterstwie, o budowaniu wspólnoty, o stawianiu się po stronie słabych, chorych i potrzebujących... jeśli powiemy im, by poszli i sami "kupili", jeśli uznamy, że to nie jest nasz problem... nie przyjęliśmy kryteriów Jezusa. 

    Kiedy Jezus "wznosi oczy do nieba i wymawia błogosławieństwo" (jak w Eucharystii), nie wykonuje magicznego gestu: uznaje, że pokarm należy do Boga, a zatem należy do wszystkich, i że należy się nim dzielić i rozdawać. 

1. Czym jest dla mnie komunia i solidarność z innymi?
    

sobota, 1 sierpnia 2020

Sobota XVII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Alfonsa Marii Liguoriego, bp. i doktora Kościoła

   Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego, Filipa. Jan bowiem upomniał go: «Nie wolno ci jej trzymać» (Mt 14, 3-4).

    Nieszczęścia chodzą parami... 

    Tak zwykliśmy mówić o różnych niekorzystnych wydarzeniach, które na nas spadają. 

   Ale są także takie wydarzenia, które również się łączą, uderzają w nas, a nie dzieje się to za sprawą bliżej nieokreślonego przypadku, ale jest konsekwencją naszych wyborów i decyzji. 

    Wystarczy wspomnieć historię Dawida. Jako król winien być na froncie ze swoim wojskiem, ale pozostał w pałacu. Rozleniwienie i nuda sprawiły, że uległ pokusie i uwiódł żonę swojego żołnierza - Uriasza. A kiedy dowiedział się, że jest ona w ciąży, postanowił tak zainscenizować sytuację, by odsunąć od siebie podejrzenia, a Uriasz uznał, że to jego syn. Upił Uriasza i odesłał do żony, ale ten nie uległ namowom Dawida. Wówczas król wydał na niego wyrok śmierci, aby ukryć swój grzech.

  Coś podobnego stało się z Herodem. Jego "pierwszy grzech" to małżeństwo z żoną brata Filipa, którą "odbił". Jego czyn wywołał zgorszenie, było to niezgodne z prawem Bożym, a Jan Chrzciciel napiętnował jego grzech. Pierwszy grzech generuje następne - najpierw uwięzienie Jana, próba zakneblowania Bożego posłańca, rodzi się chęć zabija powstrzymywana jedynie obawami, ale ostatecznie zapada decyzja o ścięciu Jana w więzieniu. Pod wpływem Heriodady pokonał wszelkie skrupuły i opory i wydał wyrok.   

   Dzięki Bożemu miłosierdziu możliwy jest też odwrotny proces: łaska przyzywa kolejną łaskę, dobro również się pomnaża. Trzeba prosić, aby otwierać się na Bożą łaskę, pomnażać w sobie Boże dary.

1. Czy potrafię zobaczyć skutki swoich złych i dobrych decyzji i wyborów?