zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 19 lipca 2020

XVI Niedziela Zwykła

  Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi (Mdr 12,16.18-19).

   Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza (Mt 13,30).

   Być potężnym, to mieć władzę i wymierzać sprawiedliwość. Sprawiedliwość wg własnej miary. Znamy reperkusje jakie wywoływała w ludzkich dziejach owa "potęga", człowieka.

   Istnieje taka moc, której trudno nam jest się nauczyć od Boga: Jego dobroć. Jego zdolność kochania do końca, Jego zdolność do służby, do dawania siebie, do zaufania, do czynienia dobra. 

   Celem człowieka nie jest posiadanie potężnej władzy, aby życie pełnią człowieczeństwa. To jest możliwe tylko poprzez pojednanie: ze sobą, z innymi i z Bogiem. To jest możliwe tylko poprzez uznanie własnej i cudzej godności.  To jest możliwe, kiedy potrafimy zobaczyć wartość, jaka jest ukryta w każdym stworzeniu. 

   Być człowiekiem to żyć z otwartym sercem, cieszyć się spotkaniem drugiego człowieka i widzieć w nim brata.

   Mamy Boga, który swej mocy używa w służbie miłosierdzia. My wymyśliliśmy zemstę i usprawiedliwiamy ją jako sposób egzekwowania sprawiedliwości. 

   Kto czeka na karzącego Boga, ten zwraca się do Niego z pragnieniem przemocy. Bóg nie gra jednak w tę grę. Tak jak Jego mocą jest służba i dobro, tak Jego sprawiedliwość jest przebaczeniem, które wymaga czasu i cierpliwości, ale którego celem jest odejście człowieka od zła. 

   Na zło nie odpowiada zemstą, ale miłosierdziem. Nie dlatego, że tak nakazuje prawo, ale z samej istoty: Bóg jest miłością! Wymaga to procesu przemiany po stronie człowieka. To jest źródło chrześcijańskiej nadziei - Bóg jest większy od mojego grzechu. 

   Chcielibyśmy często natychmiast położyć kres złu. Można ulec pokusie, jak osoby z przypowieści, proponując całkiem nieracjonalne rozwiązanie - chcąc wypowiedzieć bezkompromisową i stanowczą wojnę chwastom, gotowi są także zniszczyć kłosy pszenicy, zniweczyć cały zasiew. 

   Zło kiełkuje we wszystkich dziedzinach ludzkich spraw, kwitnie, czasem ukryte za wielkimi celami i osiągnięciami. Robi dużo hałasu, rośnie w nocy, krzyczy w wielu słowach przekazywanych w mediach, a także do ludzkiego ucha na korytarzach, w plotkach i oszczerstwach. Ale mimo swojej przebojowości i sile głosu, zło nie jest właścicielem pola.  

   Bóg wierzy w moc dobra. Jego moc nie jest naiwną wszechmocą, ale zaufaniem do skutków jego łaski, która dotyka ludzkiego serca. 

   Kiedy lekarstwo jest gorsze od zła, z którym próbuje się walczyć, konieczne jest ewangeliczne spojrzenie na Bożą cierpliwość, poszanowanie tego, co dzieje się w ludzkim sercu mocą Bożej łaski, która dokonuje przemiany. 

   W ludzkim sercu dokonują się procesy, które wymagają cierpliwości i zaufania. Wymagają miłości. Kiedy sięgamy po skalpel, ignorując te przemiany, bo chcemy szybkich efektów, wtedy wszystko przestaje działać. 

1. Czy wierzę, że ostatnie słowo należy do dobra?
2. Czy potrafię okazać cierpliwość, zaufanie i miłość wobec człowieka, który błądzi?


sobota, 18 lipca 2020

Sobota XV Tygodnia Zwykłego

   Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich (Mt 12,14-15).

   Wobec grożącego niebezpieczeństwa ze strony faryzeuszy, Jezus wycofuje się z Jerozolimy. Próbuje także zadbać o wyciszenie swojej sławy. Schodzi z oczu tych, którzy próbują Go zgładzić. Jako małe Dziecko "oddalił" się w ramionach Maryi i Józefa, aż do Egiptu, a później przed następcą Heroda Wielkiego zniknął w zaciszu Nazaretu. 

   Kiedy przyjdzie Jego godzina, Jezus nie będzie unikał aresztowania. To pokazuje, że z pełną świadomością i wolnością wyszedł na spotkanie swoim oprawcom. Tu nie było przypadku. W Ewangelii wg św. Jana można przeczytać: Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać.

   W tym krótkim fragmencie dzisiejszej Ewangelii św. Mateusz odwołuje się do obrazu Izajasza - obrazu Bożego Sługi, Sługi cierpiącego. 

   Pierwsze wspólnoty znalazły w tych pieśniach o Słudze Jahwe teksty, które pozwoliły im dogłębnie zrozumieć misję i przeznaczenie Jezusa, a przede wszystkim odpowiedzieć na jedno z jego najbardziej dramatycznych pytań: Jak Bóg mógł pozwolić na śmierć Jezusa?

   Wielu pobożnych Izraelitów odczytywało śmierć Jezusa z rąk pogan jako znak Bożego odrzucenia. Uczniowie potrafili zrozumieć, że za pozorną porażką Jezusa i za skandalem Krzyża kryje się boski plan zbawienia. 

   Jezus, niewinny Sługa, wziął na siebie grzechy ludu, stał się grzechem, by w ten sposób dać człowiekowi wyzwolenie. 

1. Jak odczytuję Krzyż?

piątek, 17 lipca 2020

Piątek XV Tygodnia Zwykłego

   «Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat». A On im odpowiedział: «Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia. Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu» (Mt 12,2b-3.6-8).

   Kolejny raz wybucha konflikt pomiędzy jałowym legalizmem a duchem prawa. 

   Jezus, jak zawsze w sporze z faryzeuszami, odwołuje się do źródła, do Tory i tradycji. Uzasadnia swoje postępowanie i jednocześnie zaprasza do porzucenia legalizmu na rzecz współczucia i miłosierdzia. Ukazuje prymat osoby nad prawem. 

   Legalizm może być bardzo wygodny. Pozwala kontrolować sytuację i zapobiegać różnym wstrząsom. Tym, którzy mają władzę nad prawem, którzy dokonują wykładni prawa, bardzo łatwo ustawić się w roli autorytetów i dyktować warunki życia. 

   Legalizm wzmacnia strażników prawa i podporządkowuje człowieka, generując uległość i podporządkowanie. Potrafi wmówić człowiekowi, że nie poradzi sobie w życiu, że potrzebuje nauczycieli i opiekunów, na których będzie mógł polegać i na których będzie mógł się powołać.

   Legalizm zwalnia człowieka z odpowiedzialności i samodzielnego myślenia. 

   Wobec pułapek legalizmu trzeba wziąć odpowiedzialność za własne myślenie, działanie, postawić na własną dojrzałość, wsłuchiwać się w głos sumienia i wzrastać w wierności Bogu i własnemu sercu. 

1. Czy moja religijność jest otwarta na drugiego człowieka?

czwartek, 16 lipca 2020

Czwartek XV Tygodnia Zwykłego - wsp. NMP z Góry Karmel

    Za siódmym razem sługa Eliasza powiedział: «Oto obłok mały, jak dłoń człowieka, podnosi się z  morza!»  (1 Krl 18, 44a).

   Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja» (J 19,26-27a).

   Góra Karmel, jedno z biblijnych miejsc objawienia Boga Starego Testamentu. Miejsce, gdzie prorok Eliasz kończył swoją prorocką misję, przygotowując się na odejście do Boga. 

W czasach Nowego Testamentu góra Karmel stała się miejscem życia pustelniczego. W XII wieku wokół źródła proroka Eliasza, narodziła się wspólnota, która dała początek zakonowi karmelitańskiemu, zakonowi, który poświęcony jest Maryi. 

Wiele razy góra ta wspomniana jest w Starym Testamencie, podziwiana za piękno roślinnej szaty. To przywołuje inne piękno – duchowe piękno, które zawsze zdobiło Maryję: Jej uległość wobec Bożego Słowa, Jej cichą modlitwę i niezachwianą wiarę.

Matka Boża z Góry Karmel jest czczona jako wzór zawierzenia i modlitwy. Ci, którzy czują się duchowo zjednoczeni z rodziną karmelitańską, przyjmują Maryję jako swoją Matkę, ale także podejmują zobowiązanie modlitwy i naśladowania cnót Maryi.

   Susza trwała trzy lata. Król Izraela, zgodnie ze zwyczajem, podjął post, aby przebłagać Boga. I po trzech latach, latach służących pokucie i nawróceniu, Bóg zsyła deszcz. Eliasz zaprasza króla do uczty, co jest wyrazem zakończenia pokuty. 

   Sam prorok na szczycie góry Karmel modli się, a jego sługa wygląda oznak deszczu. Za siódmy razem, kiedy sługa wygląda z góry Karmel ku morzu, widzi małą chmurę. To znak, na który prorok czekał. Niebo staje się pochmurne i zaczyna się ulewa. 

To czytanie, od samego początku istnienia zakonu karmelitańskiego, odczytywane jest jako zapowiedź Maryi. Ta mała chmurka, zaledwie wielkości dłoni, staje się symbolem Bożego wybrania Maryi. 

    Ona, zwykła Dziewczyna z Nazaretu, pełna prostoty, nie wyróżniająca się niczym, niemal niezauważalna w swojej społeczności, przez swoje pełne zawierzenie, otwarcie na Boże plany i Słowo, otwiera ludzkości nowy początek historii zbawienia. W Niej, w tym małym obłoczku, ukryte zostało odwieczne Słowo, aby dać życie światu.

   W Ewangelii św. Jana widzimy Maryję stojącą pod krzyżem. I w tym momencie cierpienia, Jezus oddaje pod Jej macierzyńską opiekę swojego ucznia, a uczniowi daje Ją za Matkę. Od tej pory uczeń wciął Ją do siebie. Matka Jezusa staje się najcenniejszym skarbem wierzącego ucznia.

   Tym szczególnym wyrazem przynależności do Maryi, do rodziny Jezusa, jest szkaplerz. Tak jak Jezus był owinięty szatą Maryi, był chroniony przed wieloma niebezpieczeństwami, wszyscy przyjmujący szkaplerz oddają się w Jej macierzyńską opiekę. 

   Szkaplerz jest znakiem naszego oddania Maryi i zobowiązaniem naśladowania Jej cnót, pełnego zawierzenia Bogu, modlitwy, kontemplacji Bożego Słowa. Jest znakiem naszego pragnienia, by Ona, pierwsza uczennica Bożego Słowa, prowadziła nas, uczyła nas i kształtowała swoją mądrością i miłością.

1. W czym wyraża się moje nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny?

środa, 15 lipca 2020

Środa XV Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Pompiliusza Marii Pirrottiego, pijara oraz wsp.św. Bonawentury

   Czy się pyszni siekiera wobec drwala? Czy się wynosi piła ponad tracza? Jak gdyby bicz chciał wywijać tym, który go unosi, i jak gdyby pręt chciał podnosić tego, który nie jest z drewna (Iz 10,15).

   Słowa wypowiedziane przeciwko władcy Asyrii, który otrzymując niezasłużone bogactwa, próbuje sobie przypisać chwałę i zapomina się w pysze. 

   To może się zdarzyć w życiu każdego człowieka. Doświadczając dobra, bogactwa, szczególnych łask, możemy ulec bałwochwalstwu i postawić siebie w miejscu przeznaczonym dla Boga. 

   Pycha rodzi wyniosłość i pogardę wobec innych, często towarzyszy jej gniew i nienawiść. Pycha nie potrafi zauważyć i docenić drugiego człowieka. Dlatego często pomniejsza drugiego, niszczy i szkodzi dobremu imieniu. Zabiera cudze sukcesy, by przypisać je sobie. 

   Pokora pozwala poznawać własne ograniczenia, a także uszanować innych. Pokora pozwala docenić bliźniego, uznać jego sukcesy, szanuje granice, których nie należy i nie wolno przekraczać. 

  Żyć w pokorze to pozwolić, aby Bóg odgrywał ważną i centralną rolę w moim życiu. Tylko wówczas może zaistnieć relacja z Bogiem. 

1. Czy potrafię się cieszyć z sukcesów innych ludzi?

====

św. Pompiliusz Maria Pirrotti urodził się we Włoszech, w Montecalvo, 20 września 1710 r. Nowicjat pijarski rozpoczął w 1727 r., a w roku następnym złożył uroczyste śluby. W 1734 r. przyjął święcenia kapłańskie. Przez trzynaście lat uczył w szkołach pijarskich,  a później oddał się kaznodziejstwu i spowiadaniu. Zmarł 15 lipca 1766 r. Kanonizowany przez papieża Piusa XI 19 marca 1934 r. 
   

wtorek, 14 lipca 2020

Wtorek XV Tygodnia Zwykłego

   «Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz (Mt 11,21.23a).

   Bardzo surowe słowa Jezusa skierowane przeciwko miastom leżącym nad Genezaret. Zwłaszcza pod adresem Kafarnaum. Widać wyraźną ironię: próbuje w swoim poczuciu wyższości sięgać nieba, ale upadnie w otchłań...

   Patrząc na te słowa Jezusa można powiedzieć, że są najlepszym opisem ambicji ludzkiego "ja", ambicji, która często zderza się z twardą rzeczywistością i ponosi klęskę. 

   Ludzkie "ego", w oparciu o uczucia narcyzmu, angażujące się w wiele działań, próbuje przekonywać, że człowiek zasługuje na coś więcej, że ma wyższy status, czego zdają się nie zauważać inni. "Ja" krzyczy, pragnąc wywyższenia. Pycha pompuje balon ludzkiej próżności.  

   Rzeczywistość jest jednak taka, że im bardziej rośnie ludzka pycha, tym mocniej daje o sobie znać frustracja, a pustka życia staje się coraz groźniejsza i oczywista. 

   Człowiek ogarnięty pychą zaczyna zdawać sobie sprawę, że nie ma oparcia. Otaczająca go pustka sprawia, że nie ma na czym oprzeć stóp - otwiera się otchłań, grożąca bolesnym upadkiem. 

   Słowa Jezusa odczytuję jako ostrzeżenie, które ukazuje niebezpieczeństwo pychy dla duchowego życia, ostrzeżenie przed własnym "ja", które może doprowadzić do upadku, bolesnego upadku. 

1. Dokąd próbuje mnie wynieść moje "ja"?

poniedziałek, 13 lipca 2020

Poniedziałek XV Tygodnia Zwykłego - wsp. świętych Andrzeja Świerada i Benedykta

   Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną, kto tego żądał od was, żebyście wydeptywali me dziedzińce? Przestańcie składania czczych ofiar! Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań... Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości.  Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych przed moich oczu! Przestańcie czynić zło! (Iz 1,12-13.16).

   Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz (Mt 10,34).

   Bezkompromisowe słowa Izajasza. Potępienie hipokryzji, fałszywego kultu i niewłaściwych postaw wobec drugiego człowieka. 

    Można się łudzić, że da się kupić Boga, zaskarbić sobie Jego przychylność, poprzez składanie ofiar i ofiarowany kult. Człowiek często zapomina, że Bóg niczego od niego nie potrzebuje. Co mi po mnóstwie waszych ofiar? 

   Sprawowany kult nie jest po to, by dodać coś Bogu lub zaspokoić Jego pragnienia. Poprzez sprawowany kult Bóg daje człowiekowi możliwość przebywania przed Stwórcą. Kult służy człowiekowi. 

    Sprawowany kult, sakramenty, modlitwa, są pokarmem dla naszego życia, dają nam siłę. To potrafimy zauważyć. Dużo trudniej jednak zauważyć drugą zależność - aby tak było, liturgia musi być wyrazem tego, czym żyjemy! Inaczej liturgia staje się hipokryzją i sprawia ból Bogu: Przestańcie składania czczych ofiar! Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości.

   Każdy z nas może ulec pokusie, aby uciszyć sumienie i ukryć wymagania chrześcijańskiego życia za pustym kultem, przyjętymi zewnętrznymi obrzędami, kiedy nasze serce zamknięte jest na Boga, skoncentrowane na naszym "ego", pomijamy sprawiedliwość i dobroć. 

   Liturgia i życie muszą iść w parze. Przebywanie z Bogiem musi owocować ciągłą przemianą serca, a wówczas kult staje się wyrazem tego, czym żyjemy. Wówczas życie staje się liturgią, a wszelkie celebracje i nabożeństwa promieniują pełnią życia. 

   Jezus nie przychodzi, by uspokoić sumienia. Jego pokój nie jest pokojem świata. Kiedy pozwalamy, by prowadził nas Boży Duch, często doświadczamy wojny, nawet wewnątrz naszego serca. 

   Spotkanie z Jezusem, z Jego Słowem, wywraca do góry nogami nasze życie, burzy fałszywe poczucie pokoju, każe nam stawać do walki z naszymi słabościami, grzesznymi przywiązaniami i niewiernościami. 

1. Czy doświadczam jedności między moim życiem i praktykami religijnymi?

niedziela, 12 lipca 2020

XV Niedziela Zwykła

   Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny (Mt 13,3-8).

   Jezus zestawia słowo z ziarnem. Nasiona są obietnicą przyszłego życia. Każde ziarno przechodzi najpierw przez śmierć, by dać życie. Najpierw z tego ziarna, zgodnie z rytmem kształtuje się łodyga, kłos, ziarno, a później ktoś robi chleb.

   Nasze słowa nie są wypowiadanymi tylko dźwiękami. Każde słowo jest manifestacją naszego wnętrza, odkrywaniem siebie przed tym, wobec kogo je wypowiadamy. 

   Jezus jest Słowem Ojca. Zawsze jest objawieniem, dobrą nowiną. Ukazuje nam Ojca. Jest Słowem, w którym jest pełnia życia. Słowo Boże jest płodne, rzucone w ziemię, nie wraca, póki nie wyda owocu - tak zapewnia prorok Izajasz. 

   Jezus widzi jednak różne rodzaje podłoża, na które Słowo pada. Zadaniem przyjmującego Słowo jest zadbanie o jakość "gleby" jego serca.

    Rolnicy dbają o swoją rolę: nawożą ją, usuwają chwasty i kamienie, dokonują orki... 

   Wierzący musi dbać o swoje serce, o zdolność słuchania, otwartość na Słowo. Musi zadbać o czas ciszy, w której Bóg przemawia. Musi umieć słuchać i zachowywać Słowo. 

   Otrzymawszy Słowo, musimy zatrzymać się nad nim w ciszy, na wzór Maryi, i z pomocą Ducha Świętego odczytywać jego bogactwo, by później wprowadzić je w życie. 

1. Jaką jestem glebą dla Bożego Słowa?
2. Co mogę zrobić, co powinienem zrobić, by stać się bardziej urodzajnym podłożem dla Słowa?

sobota, 11 lipca 2020

Święto św. Benedykta - patrona Europy

   Jeśli, synu, nauki me przyjmiesz i zachowasz u siebie wskazania, ku mądrości nachylisz swe ucho, ku roztropności nakłonisz swe serce, tak, jeśli wezwiesz rozsądek, przywołasz donośnie rozwagę, jeśli szukać jej poczniesz jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów - to bojaźń Pańską zrozumiesz, osiągniesz znajomość Boga. Bo Pan udziela mądrości, z ust Jego - wiedza, roztropność: dla prawych On chowa swą pomoc, On - tarczą żyjącym uczciwie (Prz 2,1-7).

wy, którzy poszliście za Mną... I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy (Mt 19,28b-29).

   Głos Boży towarzyszy człowiekowi i dociera na różny sposób do ludzkiego serca. 

  Głos mądrości i roztropności, sprawiedliwości i prawdy, pamięci i nadziei. Czasami ten głos wołał w czasie burzy, innym razem był słyszalny w delikatnym powiewie wiatru. Czasem przez pośrednictwo proroków, a czasem bezpośrednio. Ale nigdy nie pozostawił żadnego pielgrzyma wiary opuszczonego na pastwę losu.

    Ten głos zawisł nad głową Abrahama, zafascynował Mojżesza, unosił się wraz z dźwiękiem cytr w niewoli babilońskiej.  

    Kiedy na przełomie IV i V wieku Rzym uczynił chrześcijaństwo swoją oficjalną religią, Kościół przeżył najważniejszy kryzys polityczny i społeczny, a w konsekwencji kryzys obyczajów, wartości i wiary. 

   W tym momencie głos Pana objawił się w pokornym i prowokacyjnym życiu człowieka, który wbrew wszystkiemu i wszystkim postanowił wycofać się i poszukać Boga. 

     Swoim gestem i słowem, wcielonym w nowe życie zakonne opisane przez Regułę, św. Benedykt ukazał niezwykłą drogę w świecie, gdzie wszystko groziło ruiną.

    Posłuchaj, synu, nakazów Mistrza i nachyl ucho swego serca; chętnie przyjmij radę pobożnego ojca i naprawdę ją wypełnij... Cóż może być słodszego dla nas, drodzy bracia, niż ten głos Pana, który nas zaprasza? Zobacz jak Pan pobożnie ukazuje nam drogę życia (Wstęp do Reguły). 

    Na tym benedyktyńskim szepcie zbudowany został gmach Europy, duchowy gmach. Dziś ten gmach  jest może tak samo kruchy i chwiejny, wobec odrzucania duchowego dziedzictwa i budowania na piaskach nowych idei. 

   Ale głos Pana jest słyszalny również dziś: wy, którzy poszliście za Mną... I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.

1. Czy wobec kryzysu Kościoła staram się wsłuchiwać w głos Boga i pogłębiać wiarę?

piątek, 10 lipca 2020

Piątek XIV Tygodnia Zwykłego

   Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,17.22). 

   Trudno dzisiejsze słowa Jezusa uznać za Dobrą Nowinę dla Jego naśladowców. Przynajmniej nie w kategoriach ludzkich. 

   Jezus ogłasza podziały, niezgodę, rozłamy, prześladowania. Wszystko to spadnie na Jego uczniów, ze względu na Jego imię. 

   Nie takiego scenariusza wydarzeń oczekujemy, kiedy podejmujemy zaproszenie Jezusa, drogę Jego naśladowania. Ale jednak jest to część tego horyzontu, nie cały, jaki na tej drodze można spotkać. 

    Jezus zaprasza nas do pójścia za Nim w świetle poranka, pełnego nadziei i radości, ale od razu niemal wskazuje cel drogi - Jerozolimę, noc ciemności i krzyża. 

    By może bycie uczniem Jezusa polega nie tyle na tej pierwszej gotowości, by za Nim pójść, z którą zostawia się wszystko - choć jest ona bardzo ważna, lecz przede wszystkim na wierności, którą uczeń karmi się każdego dnia, aż do momentu, w którym jest gotowy na własną paschę u kresu ziemskiej drogi. 

   Największą troską ucznia nie powinno być unikanie krzyża i bronienie się przed tymi, którzy zagrażają. Uczeń powinien troszczyć się przede wszystkim o to, by nie stracić z oczu Jezusa. 

1. Z jakim nastawieniem przyjmuję przeciwności na drodze wiary?

czwartek, 9 lipca 2020

Czwartek XIV Tygodnia Zwykłego

   Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, a składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go. Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać (Oz 11,1-4.9b).

   Jeden z piękniejszych tekstów Starego Testamentu, ukazujący prawdziwe oblicze Boga, który pochyla się nad człowiekiem. Wychyla się ku niemu, aby obdarzać miłością. 

   Jak często chcemy widzieć Boga Starego Testamentu, jako tego, który uderza z gniewem i wymierza kary, jest popędliwy w działaniu i pełen niskich namiętności. 

   Wobec takiego spojrzenia na Boga Starego Testamentu, obraz ukazany przez Ozeasza, ukazuje Boga, który błyszczy jak złoto w błocie ludzkich wyobrażeń. 

   Najważniejszym podkreśleniem w tym obrazie są ostatnie słowa: Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać!

   Często patrzymy na Boga, jako tego, który działa przeciwko człowiekowi, przeciwko ludzkiemu szczęściu. Zamykamy przed nim drzwi, bo wstydzimy się naszych wyborów, ukrywamy się przed nim, próbując poradzić sobie z własnymi zranieniami i cierpieniem, a czasem zwracamy się ku Niemu ze złością, kiedy nie odpowiada na nasze kaprysy i wyobrażenia. 

   Zapominamy, że On jest pośród nas, nie życzy człowiekowi zła. Nie przychodzi jako wróg, by zatracać, ale jako przyjaciel, by podnosić i obdarzyć miłością.

1. Kiedy zamykam się przed Bogiem?

środa, 8 lipca 2020

Środa XIV Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Jana z Dukli

   Izrael był jak dorodny krzew winny, przynoszący wiele owoców: lecz gdy owoc jego się mnożył, wzrastała liczba ołtarzy; im lepiej działo się w kraju, tym wspanialsze budowano stele. Zniszczone będą wyżyny Bet-Awen - grzech Izraela. Ciernie i osty wyrosną na ich ołtarzach (Oz 10,1.8).

   Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie". Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! (Mt 10,6-8a).

   Bóg pragnie zbawienia człowieka. Zaprasza człowieka, aby odnawiał więź miłości, bo tylko w ten sposób możliwe jest osiągnięcie zbawienie. 

   Gorzkie i smutne spojrzenie na Izraela, który nie potrafi dostrzec, że zrywanie tej więzi z Bogiem powoduje utratę pomyślności. Tam, gdzie mógł obfitować owocami winny krzew, zaczynają wyrastać osty i ciernie. A wszystko z powodu niewierności i grzechu.

   Jezus powołuje swoich uczniów i zleca im zadanie. Mają iść do tych, którzy się pogubili, którzy zagubili więź z Bogiem, aby mogli usłyszeć słowa nadziei i miłości. 

   Bóg nie rezygnuje z człowieka. Wzywa do odbudowania tego, co grzech zniszczył, by człowiek mógł znów cieszyć się Bożą miłością i sprawiedliwością. 

1. Czy potrafię widzieć skutki swoich grzechów?

wtorek, 7 lipca 2020

Wtorek XIV Tygodnia Zwykłego

   Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!» Lecz faryzeusze mówili: «Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy». Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza (Mt 9, 33-34.36).

   Zdumienie i podziw prostych ludzi. Takich rzeczy nie widzieli. Znaki dokonywane przez Jezusa interpretują w sposób prosty, widząc działanie Bożego Ducha. 

   Podziw prowadzi do pytań i do wiary. Umieć się zadziwić, by zobaczyć Bożą obecność.

   Przewrotne i pokrętne interpretacje faryzeuszy. To druga możliwość spojrzenia na tę samą rzeczywistość. A wszystko po to, by zakwestionować fakt, że za działaniem Jezusa są Boże ręce. 

   Ci, którzy mieli prowadzić lud, nie potrafią zobaczyć Bożego działania. Jezus odczuwa litość nad ludem, który jest zagubiony i zdezorientowany. 

   Litość Jezusa rodzi działanie - ukazuje ludowi dobroć Boga, który kocha każdego i pragnie dobra swoich dzieci. Jest to współczucie, które wykracza poza uczucie smutku, wobec zła i cierpienia człowieka. Jezus podejmuje działanie, którego celem jest pokonanie zła.

1. Jakie postawy rodzą we mnie słowa i czyny Jezusa?

poniedziałek, 6 lipca 2020

Poniedziałek XIV Tygodnia Zwykłego - wsp. bł. Marii Teresy Ledóchowskiej

   I poślubię cię sobie znowu na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność (Oz 2,21-22a).

   Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: «Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi». A oni wyśmiewali Go (Mt 9,23-24).

   Boże spojrzenie i ludzki ogląd rzeczywistości. Jakże odmienne, tak całkiem różne. 

   Lud Izraela, lud wybrany i poślubiony na Synaju, doświadcza dobrobytu. Bogactwo zaślepia. Pojawia się niewierność i korupcja, której nawet nie zauważają przywódcy. Kiedy lud odwraca swoje oblicze od Oblubieńca, On zachowuje wierność. Tam, gdzie wielu widzi ruinę i klęskę przymierza, Bóg widzi możliwość odnowienia przymierza i miłości. Bóg nie rezygnuje z człowieka, choćby ten bardzo się zagubił.

   Tam, gdzie człowiek widzi śmierć, Jezus widzi życie. Nie zraża się drwiną i pogardą. Widzi wiarę ojca, wiarę wystawioną na próbę, ale silną i całkowitą. Na wiarę odpowiada darem nadziei i życia.  

   Jak często przypominamy ślepców, wyśmiewających jedynego, który widzi. Jak wielki jest dystans pomiędzy ludzkim osądem, a Bożym współczuciem. 

1. Czy próbuję spojrzeć na świat Bożymi oczyma?

niedziela, 5 lipca 2020

XIV Niedziela Zwykła

   Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (Mt 11,27-28).

   Powiedz, jakie jest twoje doświadczenie Boga, jaki obraz Boga w sobie nosisz, a wówczas znajdziesz odpowiedź na wiele spraw dotyczących relacji z ludźmi. 

   Może Twój Bóg jest Bogiem wymagającym, kontrolującym, Bogiem pełnym zasad i obowiązków, Bogiem stawiającym warunki, obserwującym każdy twój krok, wytykającym każdy Twój błąd i karzącym za każde uchybienie.  

   Może jest inaczej, bo Twój Bóg zawsze wybacza, nawet jeżeli wciąż pojawiają się te same grzechy, cieszy się Twoją radością i pragnie Twojej wolności, pokoju i szczęścia. 

    Jezus ukazuje oblicze Boga bliskiego, do którego mogę się zwrócić o każdej porze dnia i nocy, w każdym miejscu, pośród spraw codziennych, spontanicznie. Mogę powiedzieć Mu wszystko, co jest  w moim sercu, co czuję, co przeżywam, czym się martwię i cieszę. Chociaż wiem, że wymaga, to przede wszystkim jest Tym, który kocha. 

   Takie przeżywanie Boga sprawia, że z ufnością przychodzę do Niego, kiedy czuję zmęczenie i obciążenie. Takie przeżywanie Boga sprawia, że mogę zauważyć i wesprzeć tych, którzy są również zmęczeni i obciążeni. 

   Przyjdźcie do Mnie wszyscy...

- którzy nałożyliście sami sobie lub którym nałożono ciężary religijnych norm, zakazów i nakazów, nie ukazując miłości...

- którzy tak bardzo staracie się być lepsi, którzy staracie się poprawiać swoje błędy i pomyłki bez powodzenia, a w końcu zniechęcacie się i macie dość walki. Chodźcie, chcę was nauczyć szukania oparcia w Ojcu, patrzeć bardziej na Niego niż siebie. On jest mocą naszych zwycięstw...

- którzy czujecie się obciążeni swoją przeszłością lub przyszłością, problemami, brakiem pieniędzy, pracy czy brakiem zdrowia. Przyjdźcie, by wasze serca napełniły się pokojem...

- którzy jesteście znużeni codziennym potarzaniem tych samych prac, owładnięci rutyną i nudą, którym brakuje marzeń, którzy nie spodziewają się już niczego nowego, którzy nie widzą sensu. Pozwolę wam zobaczyć, jak wiele jest jeszcze do zrobienia, że zawsze jest coś więcej, coś nowego, co możecie zrobić i co możecie kochać...

- którzy jesteście obciążeni społecznymi uwarunkowaniami, niewolnicy mody, niewolnicy wyglądu fizycznego, niewolnicy swojej osobistej historii, niewolnicy własnych ograniczeń i wad, niewolnicy ludzkiej opinii...

   Przyjdźcie i weźcie moje jarzmo... Nie obiecuję, że trudności znikną. Znajdziecie ukojenie, znajdziecie odpoczynek dla waszych serc, znajdziecie pokrzepienie. 

1. Jak często powierzam Bogu swoje trudne sprawy?

sobota, 4 lipca 2020

Sobota XIII Tygodnia Zwykłego

   Wtedy podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» (Mt 9,14).

   Odwieczna pokusa ludzkiej istoty i odwieczny paradoks.

   Czujemy się dobrze, ponieważ zachowujemy pewne nakazy i przestrzegamy tradycji. Ale jednocześnie potrafimy zobaczyć w tym mandat, by osądzać i oceniać innych, którzy według nas nie żyją właściwie, a przede wszystkim, nie żyją tak jak my!

   To, że uważamy się za dobrych, a nawet za lepszych od innych, powoduje, że nie potrafimy powstrzymać naszego języka. Nasi sąsiedzi, znajomi, współpracownicy padają pod ostrzami naszych słów i ocen. 

   Stawiamy się w roli sędziów, jurorów, a czasem nawet katów. Zapominamy, że sami nie jesteśmy godni przyjąć Pana, który daje się nam jako pokarm. To Jego dar, całkowicie przez nas niezasłużony. Przychodzi, aby leczyć naszą niegodność.

   Wszyscy łatwo stajemy się starymi bukłakami, które potrzebują swoistego recyklingu duchowego, tego nowego spojrzenia i otwartego serca, aby przyjąć i przechować nowe wino ofiarowane przez Boga. 

1. Jak walczę z pokusą oceniania innych?

piątek, 3 lipca 2020

Święto św. Tomasza Apostoła

     A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus (Ef 2,19-20).

   Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę» (J 20,24-25).

   Należymy do wielkiej rodziny. Do Bożej rodziny. Bóg jest naszym Ojcem, a my jesteśmy braćmi i siostrami. Chrystus jest tym, który spaja nas w jedno, tak różnych od siebie. Życie każdego z nas zależy od Jezusa. Bez Jezusa ta rodzina się rozsypuje.

   Święty Tomasz potrzebował Jezusa. Był Jego uczniem, towarzyszył Mu prze trzy lata. Ale przyszedł czas wątpliwości. Jego wiara w słowo Jezusa o zmartwychwstaniu i  w świadectwo braci była krucha. Potrzebował dowodów. Więcej dowodów. 

   Jezus przychodzi mu z pomocą. Święty Tomasz wychodząc poza to, co widziały jego oczy, wyznał boskość Jezusa: Pan mój i Bóg mój! 

   Zobaczyć siebie w wątpiącym Tomaszu. Wątpiącym i pragnącym uwierzenia. Wątpliwości czasem pukają do naszych drzwi. Trzeba prosić, aby Jezus przyszedł nam z pomocą, byśmy mogli wyznać wiarę. 

1. Czy w wątpliwościach szukam Bożej pomocy?

   

czwartek, 2 lipca 2020

Czwartek XIII Tygodnia Zwykłego

   I rzekł Amazjasz do Amosa: «"Widzący", idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą» (Am 7,12-13).

   «Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? (Mt 9,2b-4).

   Jesteśmy dumnym narodem. Mamy swoje tradycje i zwyczaje. Mamy swoje idee. Prorocy nie bardzo nam odpowiadają. Nie chcemy proroków, którzy mówią o rzeczach, które zmieniają nasz sposób myślenia i działania. My sami wiemy, co jest dobre, a co jest złe. 

   Wobec Jezusa również mamy jasno sprecyzowane oczekiwania. Akceptujemy uzdrowienia, rozmnożony chleb. To wystarczy. To pomaga nam lepiej żyć. 

   Ale kiedy zaczyna mówić o przebaczeniu grzechów, to już trochę za wiele. Przecież prawda jest bardzo różna. Każdy ma prawo do swojego punktu widzenia. Każdy wybiera to, co dla niego dobre. Nie ma obiektywnej prawdy, obiektywnego dobra. Nie ma zatem grzechu. 

   Dyktatura relatywizmu obejmuje nasz sposób myślenia i działania. Jezus, który mówi o grzechu, o tym, że ma moc odpuszczania grzechu, nie bardzo pasuje do naszych idei i wyobrażeń. 

   Często chcemy, aby Bóg był taki, jakim Go sobie wyobrażamy, zamiast próbować odkrywać Jego oblicze, ukazane w Jezusie. A kiedy Bóg nie pasuje do naszych wyobrażeń, zostaje skazany na wypędzenie lub zabicie. 

1. Czy Bóg jest dla mnie codziennie Kimś nowym, Kogo muszę poznawać?

środa, 1 lipca 2020

Środa XIII Tygodnia Zwykłego

   Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli. Wtedy Pan, Bóg Zastępów, będzie z wami, tak jak to mówicie. Miejcie w nienawiści zło, a miłujcie dobro! Wymierzajcie w bramie sprawiedliwość! (Am 5,14-15).

Zaczęli krzyczeć: «Czego chcesz od nas, <Jezusie>, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?» A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: «Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń!» Rzekł do nich: «Idźcie!» (Mt 8,29-32).

   Szukać dobra i sprawiedliwości, aby mieć życie. Wieczny strumień sprawiedliwości Bożej jest niewyczerpany. Przepływa przez nasze życie i domaga się uczciwości wobec człowieka i wobec Boga. 

   Prorok nie godzi się na społeczną niesprawiedliwość i religijną hipokryzję. 

   Czego od nas chcesz, Synu Boży? My od Ciebie nic nie chcemy. W tym pytaniu zawarte jest odrzucenie i konfrontacja. Po coś przyszedł? 

   Stan duchowej hipokryzji i niesprawiedliwości, piętnowany przez Amosa, może zakorzenić się w naszym sercu. To przyzwolenie, by zło zapanowało. Można nawet w tym stanie uznawać istnienie Boga, ale żyć tak, jakby Go nie było. 

   Jezus stając wobec zła, które krzyczy, wypowiada tylko jedno słowo. Idźcie! Nie podejmuje dialogu, nie odpowiada na pytania. Realizuje swoją władzę nad złem. Wykonuje publicznie sprawiedliwość, przywracając człowiekowi jego godność. 

   Człowiek często się łudzi, że kontroluje sytuację, że jakoś sobie poradzi. I przegrywa. Zło w sposób inteligentny zdobywa ludzkie serce. 

1. Czy otwieram się na łaskę przebaczenia?