zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 22 lutego 2022

Wtorek 7. Tygodnia Zwykłego - Święto Katedry św. Piotra

    Kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały (1 P 5,4).

    Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie (Mt 16,18-19).


    Być może jednym z pierwszych przedstawień Jezusa był obraz Dobrego Pasterza, który można znaleźć już w katakumbach. Ten, kto kontynuował Jego dzieło kierowania wspólnotą, musiał być dobrym pasterzem na wzór Mistrza, zachowując warunki, które Jezus stawiał wobec pasterza: 
* znać owce;
* być poznanym przez owce;
* kochać owce;
* być gotowym dać życie za owce. 

    Piotr potrafił to odkryć i zrozumieć. W liście, którego autorstwo przypisuje się właśnie Piotrowi, wyraźnie podkreśla cechy dobrego pasterza.

    Ewangelia ukazuje nieco inną stronę tej samej Piotrowej posługi - posługę władzy. Moc związywania i rozwiązywania. Moc, która jest dana Piotrowi po wyznaniu wiary w Jezusa, jako Bożego Syna. 

    Kościół jest zbudowany na wierze, którą Piotr wyznaje - na wierze w Jezusa, Bożego Syna. To właśnie w tym wyznaniu wiary ma swoje źródło moc Piotra. Posługa Piotra łączy  sobie miłość do owiec, które rozpoznają w nim dobrego pasterza oraz władzę stanowienia wskazań i uwalniania od tego wszystkiego, co przeszkadza uczniowi Chrystusa wzrastać ku pełni. 

    Jezus nie przestaje zaskakiwać. Pewnie żaden zarząd wielkiej firmy nie powierzyłby kierownictwa Piotrowi, prostemu rybakowi z Galilei. A Jezus stawia go na czele wspólnoty swojego Kościoła, ponieważ Piotr potrafił uznać własną słabość, potrafił uznać Jezusa za Syna Bożego, bez którego nic nie może uczynić. Zaufał w pełni Jezusowi. To do Piotra Jezus skieruje niezwykłe słowa: Szymonie, Szymonie, oto szatan zażądał, żeby was przesiać ja pszenicę. Ja jednak prosiłem za tobą, żeby twoja wiara się nie zachwiała. I ty, gdy się nawrócisz, zacznij umacniać swoich braci. Piotr potrafił to zrozumieć.


1. Czy w modlitwie indywidualnej pamiętam o Piotrze naszych czasów?

poniedziałek, 21 lutego 2022

Poniedziałek 7. Tygodnia Zwykłego

    Natomiast jeżeli żywicie w sercach waszych gorzką zazdrość i skłonność do kłótni, to nie przechwalajcie się i nie sprzeciwiajcie się kłamstwem prawdzie! Nie na tym polega zstępująca z góry mądrość, ale mądrość ziemska, zmysłowa i szatańska. Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek (Jk 3,14-16).

    Odpowiedział Mu jeden z tłumu: «Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli» (Mk 9,17-18).


    Jako uczniowie potrzebujemy nauczycieli, którzy dzięki swej mądrości pomagają nam wierzyć w sposób rozumny. Ale od nauczycieli wymaga się ogromnej odpowiedzialności - nie wystarcza dyplom naukowy, świadectwo zdobytej wiedzy, która może być fałszywa, jeśli opiera się wyłącznie na teoretycznych dywagacjach. 

    Tekst Jakuba dementuje fałszywą ludzką mądrość, opartą na pozorach, mądrość, która prowadzi jedynie do konfliktów i zgorzknienia. 

    Prawdziwa mądrość przejawia się w Prawdzie i Miłości. Dlatego jest ona przejrzysta i przepełniona dobrym sercem. I nie jest to tylko teoria, ale rzeczywistością, która stała się Ciałem pośród nas w osobie Chrystusa. Prawdziwa Mądrość rodzi pokój, który może być zbudowany tylko na Miłosiernej Miłości Ojca. Jest zaproszeniem do życia wypełnionego sensem, prowadzącego do zgody. 

    Scena, którą ukazuje nam św. Marek jest zaproszeniem do refleksji nad ogromną siłą zła pośród nas. Uczniowie nie mogą sobie poradzić i dokonać uzdrowienia, bo w głębi duszy sami są skażeni tym złem. Wątpliwości ojca młodego człowieka są ich wątpliwościami, naszymi wątpliwościami. 

    Jezus w sposób kategoryczny konfrontuje nas z naszą ufnością: tylko wiara może zbawić, może uzdrowić ze zła. Aby tak się stało, trzeba jednak zrezygnować z własnej dumy, która wciąż mówi: poradzę sobie i powiedzieć Tak! bezmiernej miłości Boga, którą oferuje Jezus. 


1. Czy dostrzegam różnicę pomiędzy podziwem dla Jezusa, a osobistym zawierzeniem Jego mocy?

niedziela, 20 lutego 2022

VII Niedziela Zwykła

Miłujcie waszych wrogów, dobrze czyńcie tym, którzy wami gardzą, błogosławcie tym, którzy wam złorzeczą, módlcie się za tych, którzy was krzywdzą (Łk 6,27-28).


Chciałoby się znaleźć jakieś inne tłumaczenie dla tych słów. Te wydają się trochę przesadzone. Trudno je zaakceptować i przyjąć. Kiedy czytam tę Ewangelię, doświadczam całej plątaniny uczuć: nakaz, Boże Słowo, ale takie dziwne, niemożliwe po ludzku, doświadczenie absurdu…

Ale chociaż kolejny raz próbuję odczytać, słowa wciąż są te same, nie zmieniają się. Wyrażone tak wprost, że nie wymagają żadnej interpretacji. Jezus mówi wyraźnie, do bólu. Mówi to, co mówi i nie da się tego zmienić.

     W świetle tych kilku słów wielu z nas, chrześcijan, jest uczniami Jezusa tylko z nazwy… Kochamy tych, którzy nas kochają, a nawet i to nie zawsze; czynimy dobro, kiedy skalkulujemy, że to się opłaci albo w ramach odpłaty za dobro otrzymane; pożyczamy, gdy jest szansa, że odbierzemy  z  zyskiem…. Potrafimy zredukować Ewangelię do kilku norm etycznych, wybranych według własnego uznania, niczym danie z restauracyjnej karty posiłków – dziś jedno, jutro może drugie.

     Jeśli to, o co prosi nas Jezus, wydaje się nam niemożliwe, zbyt wielkie, zaczynamy też rozumieć, że nasza odpowiedź zależy nie tylko od nas samych, ale od łaski, którą otrzymujemy. Tylko wtedy, kiedy otrzymamy Ducha, którego Bóg obiecuje, potrafimy świadczyć o miłości, przebaczeniu i pokoju, do których Jezus wzywa. 

    Przebaczenie zawsze ma swoje źródło w doświadczeniu religijnym. Chrześcijanin przebacza, bo sam doświadczył przebaczenia. Wszystkie inne motywacje są drugorzędne. Przebacza ten, kto wie, że żyje dzięki Bożemu przebaczeniu.

            Chrześcijańskie przebaczenie nie jest aktem sprawiedliwości. Nie można się go domagać ani od kogokolwiek żądać. Z prawnego punktu widzenia przebaczenie nie istnieje.


1. Czy nie mylę przebaczenia z brakiem poczucia krzywdy? 

sobota, 19 lutego 2022

Sobota 6. Tygodnia Zwykłego

    Każdy rodzaj bestii i ptaków, płazów i morskich stworzeń da się ujarzmić i jest ujarzmiony przez rodzaj ludzki, języka natomiast, tego zła nieustatkowanego, nasączonego śmiercionośnym jadem, nikt z ludzi ujarzmić nie potrafi. Z tych samych ust wychodzi uwielbienie i przekleństwo. Tak, moi bracia, nie musi być! (Jk 3,7.10).


    Dzisiejszy fragment św. Jakub kończy słowami: Tak nie musi być! Nie można pozwalać, aby język wyrządzał tak wielkie szkody. Język często nas zdradza. Nie zawsze jesteśmy świadomi krzywdy, jaką wyrządzamy językiem... O jedno słowo za dużo... A czasem cała lawina językowego błota, którym potrafimy obrzucić drugiego człowieka... 

    Języka... nikt z ludzi ujarzmić nie potrafi. Nie potrafimy nad nim zapanować w każdej chwili. W emocjach, zdenerwowaniu, a czasem z powodu złych nawyków i przyzwyczajeń, język staje się naszym największym wrogiem, zatruwa nasze serce i wszystko, co wokół nas. Jesteśmy słabi.  

    Ale Jakub stwierdza: Tak nie musi być! Język jest też narzędziem głoszenia Bożej chwały, opowiadania o Jego dziełach. I trzeba każdego dnia podejmować wysiłek, by rzeczywiście z naszych ust wychodziło błogosławieństwo. 

    Często podejmując pracę nad złymi przyzwyczajeniami, nad grzechami języka, koncentrujemy się na tym, by unikać wulgaryzmów, przekleństw, obmawiania czy narzekania. Ale po jakimś czasie musimy przyznać, że znów się nie udało. A dzieje się tak dlatego, że zbyt często nasz wysiłek skupia się na unikaniu. A życie nie znosi próżni. dlatego trzeba bardziej zwracać uwagę, by język głosił dobro, błogosławieństwo, pozytywne słowa. 


1. Czy podejmuję walkę z grzechami języka, które popełniam?

piątek, 18 lutego 2022

Piątek 6. Tygodnia Zwykłego

    Jaki z tego, moi bracia, pożytek, gdy ktoś powie, że ma wiarę, a uczynków nie ma? Czy taka wiara może go zbawić?  (Jk 2,14).


    List św. Jakub porusza sumienia. Jeśli w poprzednich dniach apostoł podkreślał, że Słowo Boże zostało nam ofiarowane do praktykowania, to dzisiaj z naciskiem stwierdza, że jeśli tego nie czynimy, nasza wiara jest martwa.

    Dobre życzenia są dobre, dobre pomysły również są dobre, ale jeśli te życzenia i pomysły nie zostaną przekute na życiowe postawy, a wiara w czyny, to nie mają wielkiego znaczenia. Zadaniem uczniów Jezusa nie jest rzucanie pobożnych frazesów, ale poznawanie, a przynajmniej wyczuwanie Bożej woli, a następnie wypełnianie jej. 

    Wiara nie polega jedynie na przyjęciu Słowa Bożego, chociaż jest to pierwszy krok. Musi być przełożona na uczynki, które są namacalnym znakami tego Słowa. 

    Trzeba być konsekwentnym i żyć w zgodzie z wyznawaną wiarą, bo nie ma rozdziału między życiem a wiarą.

    Dlatego właśnie z taką mocą Jakub podkreśla, że wiara musi przejawiać się w uczynkach: inaczej jest martwa i bezowocna

    Jakub nie teoretyzuje na temat wiary. Zależy mu jedynie na tym, aby przekładała się ona na życie. Świat potrzebuje wyraźnych i jasnych znaków, które ukazują siłę wiary i pomagają rozpoznać ją i przyjąć. 

    Jak ciało bez ducha jest martwe, tak martwa jest wiara bez uczynków. Trudno o bardziej wymowne stwierdzenie. 


1. Czy moją wiarę widzą inni w moich czynach?

czwartek, 17 lutego 2022

Czwartek 6. Tygodnia Zwykłego

    On ich zapytał: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Mu Piotr: «Ty jesteś Mesjasz». I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać (Mk 8,29.31.32b). 


    Uczniowie powoli odkrywają coraz wyraźniej tożsamość Jezusa. W przeciwieństwie do tłumów, które widzą w Nim jedną z wielkich postaci Starego Testamentu, oni odkrywają, że Jezus jest kimś całkowicie nowym, że Jego styl to styl przyszłości. 

    Piotr udziela w imieniu uczniów odpowiedzi, która wydaje się oczekiwana, wypowiadając prawdę o Jezusie Mesjaszu, który jest posłany przez Boga. 

    Ale Piotr wypowiadając słowa, nie do końca chyba wie, co mówi. Nie rozumie tego, co Bóg pozwala mu zobaczyć i wypowiedzieć. Jego słowa są już skażone ideą triumfalizmu polityczno-narodowego. 

    To sprawia, że Jezus szybko musi wyprostować jego sposób myślenia - objawia prawdę o swojej zbawczej misji - cierpieniu, odrzuceniu i krzyżu, które prowadzą do zmartwychwstania. I to jest to, czego Piotr nie rozumie, jak wielu innych, także współczesnych uczniów Jezusa. Nie potrafi tego przyjąć.

    Natchniony przez Ducha Świętego, chwilę później staje się rzecznikiem diabła. Zły duch wykorzystuje go, aby kusić Jezusa i zawrócić Mistrza z drogi Bożej. 

    Czasami mamy taką samą postawę. Jesteśmy zgorszeni cierpieniem i naszą pokusą jest chęć zmiany wydarzeń. Myślimy, że potrafimy wymyśleć lepsze rozwiązanie, zrobić coś lepiej, zwłaszcza usuwając krzyż i niepowodzenia z naszego życia. Diabeł zawsze będzie nas kusił, abyśmy widzieli w krzyży wyłącznie ból i śmierć. A Chrystus, nie negując cierpienia, ukazuje także chwałę Krzyża. Krzyż jest chwalebny. 

    Kiedy cały lud odwraca się od Jezusa, a uczniowie zwątpią i uciekną, On sam wypowiada słowa, które wobec Krzyża wydają się całkowicie niezrozumiałe: Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał. To po słowach o chwale Jezus wychodzi na spotkanie Krzyża.  


1. Kiedy pojawia się we mnie pragnienie, by "nawracać" Pana Jezusa?

środa, 16 lutego 2022

Środa 6. Tygodnia Zwykłego

    On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: «Czy widzisz co?» A gdy przejrzał, powiedział: «Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa». Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie (Mk 8,23-25).


    To cud, o którym wspomina tylko św. Marek. Wyjątkowy. Uzdrowienie na raty. Moc Boga rozłożona w czasie...

    Wczoraj Jezus upomniał uczniów, można powiedzieć, skarcił ich: choć oczy macie, nie widzicie, i choć uszy macie, nie słyszycie? Wciąż brakuje im jasności spojrzenia, ostrości słuchu, aby odkryć piękno i bogactwo Ewangelii, którą On głosi. I dlatego dzisiaj oferuje im uzdrowienie niewidomego, który powoli, krok po kroku odzyskuje wzrok, by zobaczyć w sposób pełny. 

    Jezus chce nam oferować przykład, byśmy zrozumieli, że drogi, którą Jezus przed nami otwiera, nie da się zrobić jednym, nawet największym skokiem. Wiara umacnia się powoli, rozwija się stopniowo, a Jezus daje nam światło, byśmy potrafili widzieć rzeczy i poznawać nasze otoczenie, środowisko, abyśmy uczyli się rozeznawania rzeczy Bożym spojrzeniem, w oparciu o Boże światło. 

    Wiara jest jak ziarno, które wzrasta powoli, stopniowo, swoją wewnętrzną mocą. Wiara w Jezusa, który jest Zbawicielem, moim osobistym Zbawicielem, bo mnie wyzwala z grzechów, powoli obejmuje ludzkie serce, przemieniając głęboko i radykalnie. 

    Tego nie osiąga się zazwyczaj w sposób nagły,  jednym szarpnięciem, ale powoli. Przemiana przypomina rozwój ziarna zasianego w sercu człowieka. Potrzeba cierpliwości tego ślepca, o którym opowiada św. Marek w Ewangelii, by zobaczyć. Potrzeba czasu i otwartości na Boży dotyk.


1. Co pomaga mi kształtować cechę cierpliwości na drodze nawrócenia i wiary?

wtorek, 15 lutego 2022

Wtorek 6. Tygodnia Zwykłego

    Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują. Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi (Jk 1,12-13).


    Pokusa, zło, próba... Dziś bardziej niż kiedykolwiek to jeden z najczęstszych zarzutów przeciwko Bogu: Jeśli Bóg jest dobry, jak mówisz, to dlaczego?

    Jakub odpowiada: Zło, to co boli i zadaje rany, jest tymczasowe. To próba, współczesnym językiem - test. Kiedy jakaś maszyna czy urządzenie lub jakiś techniczny element konstrukcji jest poddawany próbie, jest testowany, to w tym celu, by się upewnić co do jego wartości, jakości i dobrego stanu. 

    Tak samo jest z człowiekiem, który przeznaczony jest do wiecznego szczęścia - mówi przejść próbę, aby otrzymać wieniec życia. Wartość musi zostać rozpoznana. Jeśli człowiek w to wierzy, może już teraz doświadczać radości pośród prób, wiedząc, że Bóg obiecał: to cnota nadziei.

    Kiedy jesteś kuszony, nie mów, że Bóg cię kusi... Dlaczego Bóg poddaje nas czasem takim próbom? Jakub odpowiada: próba jest częścią Bożego planu, jako coś przejściowego i czasem w sposób niezrozumiały użytecznego. Jednakże nie jest ona bezpośrednio zamierzona przez Boga. Bóg jest dobry, nie  może chcieć zła i nie może zła proponować człowiekowi. 

    Skąd zatem bierze się pokusa? Pochodzi z natury rzeczy, ze stworzenia, które z konieczności jest niedoskonałe, ponieważ nie jest Bogiem oraz z pragnień człowieka, który również nie jest doskonały, jest dotknięty skażeniem grzechu pierworodnego. 

    Bóg wykorzystuje ułomności naszej natury, aby doprowadzić nas do nagrody - abyśmy otrzymali wieniec życia, ale nie testuje nas bezpośrednio, nie doświadcza nas złem. 

    Błędem jest mówienie, że Bóg zsyła na nas zło... Ale jest prawdą, że Bóg nie pozbawia nas doświadczenia zła, wypływającego ze skażenia i ograniczeń natury. Trzeba uczyć się przyjmowania trudności, ciosów losu, nieszczęść czy konsekwencji naszych własnych decyzji jako okazji do pogłębia rozumienia woli Bożej. I Jezus nie był wolny od pokus...


1. Czy jest we mnie gotowość i odwaga, by odrzucać pokusy?

poniedziałek, 14 lutego 2022

Święto Świętych Cyryla i Metodego, patronów Europy

    Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! (Łk 10,3-5).


    Benedykt XVI w czasie jednej z katechez wypowiedział o patronach dnia następujące słowa: Dzięki Metodemu dzieło podjęte razem z bratem nie zostało gwałtownie przerwane. Podczas gdy Cyryl, «Filozof», miał skłonność do kontemplacji, Metodego pociągało życie aktywne. Dzięki temu położył podwaliny późniejszego rozpowszechnienia idei, którą można by nazwać «cyrylo-metodiańską»: występowała ona w różnych okresach historii ludów słowiańskich, sprzyjając ich rozwojowi kulturalnemu, narodowemu i religijnemu. Uznał to już papież Pius XI w Liście apostolskim Quod Sanctum Cyrillum, w którym napisał, że bracia byli «Synami Wschodu, ojczyzny bizantyjskiej, z pochodzenia Grekami, z uwagi na misję rzymianami, a z uwagi na owoce apostolskie Słowianami». Historyczną rolę, jaką odegrali, oficjalnie uznał później papież Jan Paweł II, który w Liście apostolskim Egregiae virtutis viri ogłosił ich współpatronami Europy wraz ze św. Benedyktem. Istotnie, Cyryl i Metody stanowią klasyczny przykład tego, co dzisiaj nazywamy «inkulturacją»: każdy naród powinien przyjąć objawione orędzie w kontekście własnej kultury i wyrazić jego zbawczą prawdę we własnym języku. Wymaga to bardzo trudnego dzieła «przekładu», ponieważ trzeba znaleźć odpowiednie pojęcia, by przekazać bogactwo objawionego Słowa, nie sprzeniewierzając się mu. Dwaj święci bracia pozostawili w tym zakresie bardzo znaczące świadectwo, na którym również dzisiaj Kościół się wzoruje, czerpiąc z niego natchnienie i wskazówki.

    Jezus posyła swoich uczniów bez środków, jedynie ze Słowem. Nazywamy to często radykalizmem. Nie można jednak twierdzić, że Bóg jest jakimś radykałem. Bóg jest istotą szczerą, spójną i autentyczną. I domaga się od nas równie spójnej i autentycznej odpowiedzi. 

    Kiedy dzisiaj wydaje się, że świat jest wielkim rynkiem, na którym wszyscy mają swoją cenę i na którym wszyscy jesteśmy zredukowani do tego, aby jeść i być zjadanym (czasem wprost pożeranym), aby kupować i być kupowanym, Jezus wysyła swoich uczniów bez pieniędzy, bez torby, bez sandałów. 

    Jezus nie dyskwalifikuje ludzkich środków, pieniędzy, technologii, postępu. Jezus chce, abyśmy używając tych środków, nigdy nie zatracili tego, co istotne: głoszenia Ewangelii, Królestwa i jego sprawiedliwości; wszystko inne jest tylko dodatkiem. 

    Prawdziwy apostoł jest zawsze posłańcem pokoju. Ten, kto szuka konfrontacji, szuka zwycięstwa, a nie pokoju, dlatego nigdy nie przyjmie Słowa Bożego. To jest pierwsza postawa, którą musi posiadać uczeń Jezusa, gdziekolwiek się znajduje: nieść pokój. Także w świecie, w którym doświadczamy narastającej agresji i przemocy, wulgaryzacji życia i niszczenia wartości. 


1. Kiedy trudno zachować mi wewnętrzny pokój?


niedziela, 13 lutego 2022

VI Niedziela Zwykła

Po zejściu z nimi zatrzymał się na miejscu równinnym. Była tam liczna gromada Jego uczniów i wielka rzesza ludzi z całej Judei, i z Jeruzalem, i z nadmorskiego Tyru i Sydonu. A On podniósł swoje oczy na swoich uczniów i mówił: „Błogosławieni… (Łk 6,17.20).


Po chrzcie w Jordanie pierwsze swoje kazanie Jezus wygłosił w małej synagodze w Nazarecie. Patrzyliśmy na to wydarzenie przez dwie ostatnie niedziele. Już tam ogłosił, że przyszedł, aby ubogim przynieść dobrą nowinę. Słowa, które padły wówczas w synagodze nie spodobały się Jego pobratymcom. 

Dzisiaj sceneria się zmienia. To już nie jest mała synagoga z niewielką grupą słuchaczy, lecz równina, na której zgromadziła się duża gromada Jego uczniów wielka rzesza ludzi…

     Ale zanim do tego doszło, długi czas, około trzydziestu lat, Jezus spędzał w milczeniu, w ciszy Nazaretu. Poza publiczną sceną. Obserwował, dzielił z ludźmi ich codzienność, modlił się, rozeznawał, szukał… Musiał znaleźć taki punkt zaczepienia, swoisty „haczyk”, coś ważnego dla tych ludzi, aby chcieli słuchać i pójść za Nim. Nie chodziło Mu tylko o grupkę Żydów, nie tylko wierzących, ale coś, co byłoby ważne dla wszystkich. I odnalazł coś, co łączyło i łączy dziś wszystkich ludzi...

     To nie miejsce na analizowanie objawów i przyczyn. Ale jedną z ciekawych naukowych opinii chcę się z wami podzielić: Żyjemy w bardzo indywidualistycznym społeczeństwie, w którym jesteśmy już bardziej postrzegani jako konsumenci niż obywatele, a konsumenci muszą być zawsze zadowoleni, konsument zawsze jest skoncentrowany na sobie. Konsumenci wpadają w pułapkę indywidualizmu, z którego wyrasta postawa ślepoty na potrzeby innych i obojętność.

     Dobre samopoczucie, bezpieczeństwo, sukces, zaspokojenie przyjemności, dobry wizerunek, pieniądze, władza, podróże – to wszystko okazje, by kręcić się wokół siebie. Posuwamy się nawet do kłamstwa, oszustwa, do rozszarpywania się nawzajem, aby uzyskać to, co uważamy za „konieczne”, zdradzając jednocześnie najważniejsze wartości. 

Staramy się zaspokoić każde pragnienie natychmiast, bez rozeznania, czy jest dobre czy złe, czy coś jest konieczne czy zbędne. Bez poświęceń, bez wyrzeczeń. Nie akceptujemy ograniczeń ludzkiej kondycji: bólu, choroby, starzenia się i śmierci…

     Nasza cywilizacja oferuje nam wiele środków do życia, ale jednocześnie pozbawia nas poczucia sensu naszej pracy, odbiera nam radość i nadzieję.

     A jeśli Jezus ma rację? Może trzeba wyobrazić sobie inny obraz społeczeństwa, którego ideałem nie jest nie kończący się rozwój materialny, konsumpcjonizm, który pochłania nas wszystkich i wszystko… 

    Przestań wierzyć, że jesteś „pępkiem świata”, zrezygnuj z „samowystarczalności”, odejdź od egoistycznego podejścia i przejmowania się wyłącznie swoimi sprawami.


    1. Czy moje życie jest życiem dla innych?


sobota, 12 lutego 2022

Sobota 5. Tygodnia Zwykłego

    Dlatego po zastanowieniu się król sporządził dwa złote cielce i ogłosił ludowi: «Zbyteczne jest, abyście chodzili do Jerozolimy. Izraelu, oto Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej!» Postawił zatem jednego w Betel, a drugiego umieścił w Dan. To oczywiście doprowadziło do grzechu, bo lud poszedł do jednego do Betel i do drugiego aż do Dan (1Krl 12,28-30).

    W owym czasie, gdy znowu wielki tłum był z Nim i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: «Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść (Mk 8,1-2).


    Zjednoczone Królestwo Izraela zostało rozbite za sprawą niewierności Salomona wobec Boga. Jeroboam idzie krok dalej, czyniąc fałszywy kult religią oficjalną. Do tej pory, mimo rozbicia politycznego, dzięki jednej świątyni trwała jedność religijna. I chociaż już Salomon wprowadził kult obcych bożków, wciąż w świadomości ludu wybranego obecna była jedyna świątynia - miejsce święte w Jerozolimie. 

    Jeroboam łamie religijną jedność. Ustanawia różne miejsca kultu i konsekruje kapłanów spoza plemienia kapłańskiego, spoza plemienia Lewiego, które było wybrane przez samego Boga do sprawowania kultu religijnego. Rodzi się schizma, a wszystko z obawy przed utratą władzy. 

    Biblijny autor pokazuje, że niewierność Bogu jest przyczyną zła, które dotyka ludzi. Jeroboam chce użyć Boga do swoich celów politycznych, by uratować władzę. 

    W zeszłym tygodniu na pustkowiu widzieliśmy Jezusa, który widział lud, który był jak owce bez pasterza. Tam doszło do pierwszego rozmnożenia chlebów i nakarmienia ludu. 

    Dzisiaj św. Marek opowiada nam o drugim rozmnożeniu chlebów, ale otoczenie się zmienia. To już nie jest ziemia Izraela. Jezus znajduje się w głębi pogańskich ziem Dekapolu. Powszechność głoszonego Królestwa, które jest zwiastowane przez Jezusa, ubogim zostanie oddana sprawiedliwość, głodni zostaną nasyceni, a zbawienie będzie głoszone wszystkim. To właśnie czyni Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Dociera do potrzebujących, leczy ich choroby i zaspokaja głód chleba i nadziei.

    Bóg przychodzi do ubogich. Ale konieczne jest uznanie własnego ubóstwa, aby On mógł nas nasycić. Problem największy współczesnego człowieka być może polega na tym, że otoczony nadmiarem dóbr materialnych nie potrafi zobaczyć własnego głodu, a cóż dopiero głodu drugiego człowieka. A Jezus mówi z czułością, także do nas: Żal mi tego tłumu... Przyjdźcie na ucztę, bo wszystko gotowe... Zobaczyć swój własny głód, głód Boga. 


1. Czy dobra materialne, pragnienie władzy i inne dary oferowane przez świat nie przysłaniają mi głodu Boga?

piątek, 11 lutego 2022

Piątek 5. Tygodnia Zwykłego - wsp. Matki Bożej z Lourdes

    Gdy pewnego razu Jeroboam wyszedł z Jerozolimy, spotkał go na drodze prorok Achiasz z Szilo, odziany w nowy płaszcz. Sami tylko obydwaj byli na polu. Wtedy Achiasz zdjął nowy płaszcz, który miał na sobie, porozdzierał go na dwanaście części (1Krl 11,29-30).

    On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić (Mk 7,33-35).

    Symboliczny gest Achiasza z Szilo - rozdarcie nowego płaszcza - który zapowiada podział Izraela. Powód został przedstawiony we wczorajszej liturgii - odwrócenie serca Salomona od prawdziwego Boga i nieposłuszeństwo, mimo Bożego wezwania do nawrócenia. 

    Ale to nie tylko Salomon był niewierny. Cały lud odwrócił się od swojego Wybawcy: lecz mój lud nie posłuchał mego głosu, Izrael nie był Mi posłuszny. Skarga Boga na niewierność ludu, który zawdzięczał wszystko Bogu. Gdyby mój lud mnie posłuchał... 

    Można postawić pytanie, co człowiek może zrobić, aby tę sytuację odwrócić. Zostawiłem ich przeto ich twardym sercom, niech postępują według swych zamysłów. Sam z siebie człowiek może jedynie brnąć w bagno. 

    Jedynym ratunkiem jest to, by Bóg sam otworzył nasze uszy. Każdego ranka otwiera me ucho, aby słuchał jak uczniowie, Pan Bóg otworzył mi ucho... Tylko Bóg może znaleźć rozwiązanie. dlatego, kiedy nadeszła pełnia czasu, Bóg stał się jednym z nas. 

    Usłyszeć wypowiedziane do siebie Boże "Effatha! - otwórz się!". Otwórz się na Boże Słowo, które niesie dobro i wybawienie. 

    Patronka dnia, Maryja, może być dla nas Nauczycielką na drodze słuchania Bożego Słowa. Słuchania, które jest pełne zaangażowania - słucha z otwartymi uszami, przyjmuje i rozważa, by wypełnić. 


1.  Czy żyję Słowem w ciągu dnia?

    

czwartek, 10 lutego 2022

Czwartek 5. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Scholastyki

    Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał (1 Krl 11,9-10).


    Jednym z najgorszych i najbardziej podstępnych błędów człowieka jest odwrócenie serca od Pana i ubóstwienie idoli. Wybrać na Pana i Boga swojego życia kogoś, kto nie zasługuje na to miano, to porzucić jedynego prawdziwego Boga. 

    Salomon popełnia ten błąd, ulegając swoim żonom. Zaczyna oddawać boską cześć temu, co nie jest Bogiem. To rodzi tragiczne konsekwencje. Fałszywy bożek nigdy nie może zaoferować nam tego, co oferuje prawdziwy Bóg. 

    Idole, jeśli są ludźmi, także popełniają błędy  i rozczarowują swoich wyznawców. Prawdziwy Bóg jest wierny swoim obietnicom i potrafi wypełnić serce człowieka radością i pełnią szczęścia. 

    Idole proponuję pewne postawy i wzorce, które mogą szkodzić, chociaż obiecują wiele dobra. Bóg prowadzi po ścieżkach, które prowadzą do źródeł żywej wody.

    Tak bardzo trzeba czuwać nad swoim sercem, by nie odwróciło się od Pana. Wczoraj w komentarzu pojawiło się pytanie o głupotę, która jest wymieniona przez Jezusa w katalogu grzechów. Między innymi bałwochwalstwo jest objawem głupoty. 

    Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa - winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw - winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę (Mdr 13,1-5). 

    Święty Tomasz z Akwinu uważał, że nie ma innego grzechu niż głupota!


1. Czemu ulega najchętniej moje serce, kiedy odwracam się od Boga?

środa, 9 lutego 2022

Środa 5. Tygodnia Zwykłego

    Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym (Mk 7,14-15). 


    Każde pokolenie, łącznie z naszym, miały i nadal mają swoje "rzeczy nieczyste", swoje tabu, swoje pokarmy które były i są uważane za zanieczyszczające ciało i idee, które z całą pewnością zanieczyszczają dusze.

    Być może u źródła "nieczystych pokarmów" u Żydów leżały względy higieniczno-sanitarne, związane z gorącym klimatem, w którym ciężko przechować niektóre produkty. A w połączeniu z predyspozycją człowieka do odnoszenia wszystkiego do sfery religijnej, nietrudno uzasadnić to powiązanie pomiędzy skażeniem ciała i duszą przez cielesny pokarm.

    Zmiana mentalności, do której wzywał Jezus swoim nauczaniem i praktyką życia, nie była łatwa. Piotr miał trudności, Paweł miał trudności i wielu innych. 

    Święty Marek powraca do słów Jezusa, próbując rzucić więcej światła i uwolnić pierwszych chrześcijan z niewoli ich ojców. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. To moralne minimum. Nie trzeba być chrześcijaninem, aby to zrozumieć. To, co wchodzi do serca - i co z serca wychodzi, to czyni człowieka czystym lub nieczystym. Jezus wymienia niektóre z ówczesnych grzechów, które czynią serce nieczystym. 

    Jezus, dobry kardiolog, prosi nas, byśmy zadbali o własne serce. Przestrzega przez złymi myślami, pragnieniami, chciwością i pożądaniem, fałszem i zazdrością...


1. Co najczęściej zatruwa moje serce, czyniąc je nieczystym?

wtorek, 8 lutego 2022

Wtorek 5. Tygodnia Zwykłego

    Zważ więc na modlitwę Twego sługi i jego błaganie, o Panie, Boże mój, i wysłuchaj to wołanie i tę modlitwę, w której dziś Twój sługa stara się ubłagać Cię o to, aby w nocy i w dzień Twoje oczy patrzyły na tę świątynię. Jest to miejsce, o którym powiedziałeś: "Tam będzie moje Imię"(1Krl 8,28-29).


    Świątynia. Słuchając modlitwy Salomona przypomniałem sobie opowiadanie, o małej dziewczynce, która chciała przekazać prezent swojemu ojcu. Zapracowanemu mężczyźnie wręczyła pudełko po butach fatalnie zapakowane w drogi papier prezentowy, który znalazła w domowej szufladzie. Ojciec był zły, że mu przeszkadza w pracy, a jeszcze bardziej się zdenerwował, kiedy zobaczył, że marnuje drogi papier na dziecinne bzdury. Jego gniew wzrósł jeszcze bardziej, kiedy zobaczył, że w pudełku nic nie ma. Dziewczynka słysząc jego uwagę, ze łzami w oczach powiedziała: Tatusiu, pudełko nie jest puste. Włożyłam d o niego wiele całusów dla ciebie. Mężczyzna zachował to pudełko jako coś bardzo cennego.

    Świątynia Salomona kontrastowała z obrazem zwykłego pudełka po butach, owiniętego w piękny papier. Ale to nie przepych świątyni przypomniał mi to opowiadanie, ale piękno jego modlitwy. 

    Wartość świątyni nie polega na jej architektonicznym pięknie, bogactwach czy dziełach sztuki, które zawiera. To jest nasz sposób na wyrażenie tego, jak ważny i cenny jest dla nas Bóg. Ale bez modlitwy najpiękniejsza nawet świątynia stałaby się jedynie muzeum, w którym zgromadzono cenne zabytki. Modlitwa są jak te pocałunki, które wypełniają świątynię. 

        Dziś, kiedy coraz częściej także w Polsce, kościoły są odwiedzane w celach turystycznych lub kulturalnych, zwłaszcza te najstarsze, trzeba znów ukazywać wartość kościoła jako miejsca modlitwy. Usłyszeć echo modlitw, które rozbrzmiewały i rozbrzmiewają w jego murach. 


1. Czy nie przykładam nadmiernej wagi do zewnętrznego piękna świątyni?

poniedziałek, 7 lutego 2022

Poniedziałek 5. Tygodnia Zwykłego

    Wtedy przemówił Salomon: «Pan powiedział, że będzie mieszkać w czarnej chmurze. Już zbudowałem Ci dom na mieszkanie, miejsce przebywania Twego na wieki» (1 Krl 8,12-13).


    Kiedy z perspektywy ziemi oglądamy obłoki przemykające po niebie w słoneczny dzień, najczęściej widzimy je jako jasne i białe. Kiedy jednak samolot wbija się w takie zbite obłoki, w samolocie robi się ciemno.

    Ten, który stworzył słońce, właściciel światła, który sam jest Światłem, postanawia zamieszkać w czarnej chmurze

    To jest obraz tajemnicy. Człowiek pragnie widzieć, pragnie zobaczyć, także Boga. Twojego oblicza, Panie, chcę teraz szukać. Nie odwracaj zatem ode mnie swojego oblicza. Bóg ma twarz, której się szuka, którą wciąż się odkrywa. Ludzkie serce pragnie poznać Boga: o Tobie mówi moje serce: "Szukaj Jego oblicza!". 

    Doświadczamy tego, że również Bóg pragnie się objawiać, dać się zobaczyć. Ale nie w sposób namacalny. Bóg się objawia i wciąż pozostaje tajemnicą. Na Synaju, w chmurach, pozwala Mojżeszowi zobaczyć swoje plecy. Jego objawieniem na Synaju jest Prawo, utrwalone na kamiennych tablicach. To największa teofania w dziejach Izraela. Kamienne tablice zostają umieszczone w świątyni, w Miejscu Najświętszym, do którego niewielu ma dostęp. 

    Nie ma religii bez tajemnicy. Wiara opiera się na tajemnicy. A jednocześnie na objawieniu tej tajemnicy. Objawienie nigdy jednak nie jest tak jasne jak promień światła - zawsze jest spowite w chmury niewiedzy i tajemnicy. Musimy zrezygnować z Boga, którego dobrze znamy, którego znamy z bardzo dobrze, tak dobrze, że możemy wszystko o Nim powiedzieć. Taki Bóg, o którym już wszystko wiemy, nie jest Bogiem. Trzeba zaakceptować tajemnicę, bo ona pozwala każdego dnia na nowo cieszyć się poznawaniem Boga. A nasz Bóg jest Bogiem niespodzianek. 

    Bóg żyje w tajemnicy. Tajemnica, jej dostrzeżenie, wysiłek, by ją poznawać i przenikać, zawsze ubogaca człowieka. Tajemnica nas uwzniośla. 

    Bóg objawił się w osobie Jezusa. Ktoś może powiedzieć, że już znamy oblicze Boga. Ale to nie jest prawda. Widzimy twarz, ale nie dostrzegamy boskości. Przyjmując ludzkie ciało Bóg ukrył przed nami swoją boskość. To złe duchy Go rozpoznawały, nie ludzie, dlatego zabraniał im mówić. Apostołom, którzy widzieli przez chwilę Jego tajemnicę na górze Tabor, również nie pozwolił mówić. Nie dostrzegamy boskości, a jednak On jest naszym Bogiem. Tajemnica jest wciąż obecna. 

    Poza poznawaniem racjonalnym tajemnica domaga się wiary. Wiara jest czymś bardziej ludzkim niż wiedza o tym, co oczywiste. Nasze zmysły i rozum mogą nam oferować wiele miraży, które wydają się prawdą, a później rodzą rozczarowanie. Bo człowiek też jest tajemnicą. Jesteśmy tajemnicą nawet dla samych siebie. Tym bardziej drugi człowiek jest dla nas tajemnicą. Nasze relacje z innymi ludźmi opierają się na zaufaniu do drugiego człowieka. 


1. Czy podejmuję wysiłek poznawania Boga wciąż na nowo?

    

    


niedziela, 6 lutego 2022

V Niedziela Zwykła

Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; … wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu (5,1-3).


Ludzie tłoczący się wokół Jezusa, aby słuchać Bożego Słowa. Początek tej sceny, którą ukazuje nam św. Łukasz jest bardzo wymowny – ludzie są zainteresowani Słowem Bożym! Gromadzenie ludzi wokół Słowa Bożego i opowiadanie o nim jest pierwszym krokiem Jezusa w Jego jeszcze samotnym zadaniu misyjnym. 

    Święty Łukasz podkreśla, że wszystko zaczyna się od przyjęcia i wspólnego słuchania Słowa Bożego. Uczniowie Jezusa są tymi, którzy gromadzą się i słuchają Słowa, razem, we wspólnocie, ale także w ciszy sięgając po Słowo. Bez tej Księgi nie staniemy się uczniami Jezusa. Słowo musi nas prowadzić, dawać pocieszenie, stawać wyzwania. 

     Tłum cisnął się do Jezusa… To nie jest komfortowa sytuacja. Kiedy nauczyciel w klasie prowadzi lekcje, ma pewną swobodę ruchów, która zapewnia mu możliwość kontaktu wzrokowego z uczniami i lepszego tłumaczenia. Jezus też szuka sposobu, by zapewnić sobie niezbędny dystans, by słowo dotarło do wszystkich, a nie tylko do tych, co najbliżej. Zwraca się do Piotra o możliwość skorzystania z łodzi. 

    Kiedy Jezus chce nas zaprosić, byśmy stali się Jego uczniami, nie zaczyna od egzaminów wstępnych i sprawdzenia katalogu naszych cnót. Zaczyna od prośby o coś małego, jak użyczenie łodzi przy brzegu. Jezus sprawdza naszą otwartość, gotowość na przyjęcie zaproszenia. 

    Kiedy już wejdziemy na drogę ucznia, będzie kształtował nasze serce, jak czynił to z Piotrem i innymi apostołami. Ale zaczyna się wszystko od naszej gotowości, naszej otwartości. 

     Jezus od samego początku mówi jasno, że do wykonania swojego ogromnego zadania potrzebuje pomocy człowieka. I zaczyna od szukania ludzi, którzy są gotowi wyświadczyć drobne rzeczy, są gotowi do drobnych poświęceń. W ten sposób zaczyna nas „wybierać”… 

    Zaczyna od tego, że prosi nas o trochę czasu, o naszą dobrą pracę lub o jakąś małą rzecz, którą posiadamy. A kiedy otwieramy się na Jego prośbę, udziela nam darów, których sami nigdy nie zdołalibyśmy osiągnąć.


1. Z jaką uwagą słucham Słowa Bożego w Eucharystii? Czy znajduję na nie czas indywidualnie?

sobota, 5 lutego 2022

Sobota 4. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Agaty

    Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?» (1 Krl 3,9).

    Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać (Mk 6,32-34).


    Wyprawa do Gibeonu to wspaniały prolog do panowania Salomona, który objął tron po Dawidzie. Dialog, który toczy się między królem a Bogiem uderza, bo Salomon nie odwołuje się do Boga, by prosić o dobra materialne czy ziemską chwałę, które były traktowane jako wyraz Bożego błogosławieństwa. Salomon prosi o serce mądre i poddane Bogu, a jego troską jest lud, nad którym ma sprawować władzę. 

    Słowa, które Salomon wypowiada, a następnie Boża odpowiedź, zarysowują już to, co stanie się najbardziej znamienną cechą następcy Dawida - mądrość. Mądrość, która jest Bożym darem, a nie osobistą zasługą monarchy. Ta mądrość zostanie użyta dla dobra Izraela, znajdzie swoje odbicie w stylu rządzenia, wymierzaniu sprawiedliwości. Mądrość i sprawiedliwość Salomona zostaną zapamiętane na pokolenia. 

    Potrzebujemy mądrości i rozumnego serca. W naszym życiu wspólnotowym, rodzinnym, stajemy czasem wobec sytuacji i decyzji, których nie jesteśmy w stanie rozeznać ludzkimi siłami, by znaleźć rozwiązanie. Mądrość Boża, ten niezwykły dar Ducha Świętego, pozwala daje światło i wspiera nasz rozum. Pozwala też na przychodzenie innym z pomocą.

    Dobry wybór nie zawsze jest łatwy. Potrzeba modlitwy, która otwiera drzwi rozeznania. Kiedy stajemy przed Bogiem w prostocie serca, nasza prawda konfrontowana jest z Jego PRAWDĄ, a kiedy jesteśmy uczciwi wobec siebie, Pan daje światło poznania naszym wyborom i decyzjom. 

    Opowiadanie świętego Marka ukazuje bardzo zwyczajną scenę. Potrzeba odpoczynku Jezusa i Jego uczniów zostają zakłócona przez tłum.

    Zmiana planów to takie danie, które często gości na naszym stole codzienności. Jezus daje nam wspaniałą lekcję. Nie widać w Nim zdenerwowania, nie widać reakcji, która świadczyłaby o tym, że właśnie ktoś "rozwalił" Mu pomysł czy plan. Zaczął ich nauczać... Spokojnie. 

    Umieć znaleźć czas dla innych, chociaż wszyscy mamy go jakby coraz mniej i mamy tysiące rzeczy do zrobienia. Duchowa kultura Jezusa - traktować każdego człowieka, który staje na naszej drodze tak, jakbyśmy mieli cały czas dla niego. 

    Z tego stwierdzenia św. Marka bije spokój. Zaczął ich nauczać... Gdy plany się załamują, gdy zmęczenie ciąży, gdy pojawiają się niepowodzenia... Święci zachowują spokój...


1. W jakiej mierze z mojego postępowania przebija Boży pokój?

piątek, 4 lutego 2022

Piątek 4. Tygodnia Zwykłego

    
Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: «Nie wolno ci mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę (Mk 6,17-20).


    Sława Jezusa rośnie i dociera do pałacu Heroda. Budzi niepokój i porusza sumienie. Herod musi wrócić pamięcią do zbrodni, którą popełnił przy współudziale dwóch kobiet, jaką było zabicie Jana Chrzciciela. 

    Herod Antypas był synem Heroda Wielkiego. Heriodada, wnuczka Heroda Wielkiego poślubiła swojego wuja - Filipa, a następnie odeszła od niego i poślubiła drugiego wuja - Heroda Antypasa, który był przyrodnim bratem Filipa. Salome, córka Heriodady, źle znosiła pobyt w twierdzy w pobliżu Morza Martwego, ale w czasie urodzinowego bankietu tańczy przed gośćmi Heroda i otrzymuje obietnicę. Mogła prosić o tak wiele dla siebie, a uległa matce i poprosiła o głowę Jana Chrzciciela.

    Herod dobrze wiedział, że nie powinien ulegać tej prośbie. Szanował Jana, uznawał go za autorytet moralny, ale nie miał odwagi, by wobec wypowiedzianej prośby powiedzieć: nie! Słaby człowiek, który podejmuje działanie przeciw własnemu sumieniu. 

    Jan Chrzciciel jest przeciwieństwem Heroda. Jeśli Herod reprezentuje słabość, moralną chwiejność, to Jan jest uosobieniem siły, konsekwencji i szczerości. Herod nie mylił się, obdarzając szacunkiem Jana, o którym Chrystus powie: nie narodził się większy od Jana

    Być może dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, dostrzega się wartość moralnej konsekwencji i wierności, kiedy człowiek tak często zmienia swoje decyzje, etyczne wybory, kiedy coś co dziś jest prawdą, jutro staje się dla niego kłamstwem. Najpierw jednak trzeba przyznać, że nikt z nas nie jest wolny od sprzeczności braku spójności między tym, co mówi i deklaruje, a tym, co czyni - wygodnym życiem, konformizmem, konsumpcjonizmem, brakiem świadczenia o ewangelicznych wartościach. 

    Historia Jana jest wezwaniem, by podjąć na nowo rewizję własnych życiowych nawyków.

1. Na ile staram się żyć w zgodzie Ewangelią, nie ulegając pokusom świata?

czwartek, 3 lutego 2022

Czwartek 4. Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Błażeja

    «Ja wyruszam w drogę przeznaczoną ludziom na całej ziemi. Ty zaś bądź mocny i okaż się mężem! Będziesz strzegł zarządzeń Pana, Boga twego, aby iść za Jego wskazaniami, przestrzegać Jego praw, poleceń i nakazów, jak napisano w Prawie Mojżesza, aby ci się powiodło wszystko, co zamierzysz, i wszystko, czym się zajmiesz (1 Krl 2,2-3).


    Bóg wypowiada o Dawidzie słowa, które w pierwszym odbiorze mogą wydawać się zaskakujące: Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę. Kiedy patrzymy na historię życia Dawida, ta pochwała może wydawać się nawet pomyłką. Patrząc na wady i grzechy Dawida można pytać i zastanawiać się, co czyni Dawida człowiekiem według Bożego serca?

    Trzeba sięgnąć nieco głębiej, by to zobaczyć. Odkryć w Dawidzie człowieka, którego serce jest nieustannie otwarte na Boga; człowieka, który potrafi rozpoznać swoje grzechy, który pracuje nad tym, by się poprawić, zaczyna od nowa. W każdej sytuacji szuka ratunku i pomocy u Boga. Patrzy na swoje życie przez pryzmat modlitwy - relacji z Bogiem. Nie próbuje na innych zrzucać konsekwencji swoich błędnych wyborów. I to jest to, co podoba się w nim Bogu.

    Dawid mówi synowi, że godność człowieka leży w jego powołaniu do komunii z Bogiem - sam tego doświadczył, a także doświadczył tego, czym kończy się zerwanie tej komunii. 

    Komunia, którą Bóg nieustannie nam oferuje, ale człowiek potrafi o niej zapomnieć, zlekceważyć ją, a nawet odrzucić. 

    Kiedy człowiek odwraca się od Boga i ustawia siebie jako normę i regułę działań, może popełnić wiele głupot i grzechów. 

    Człowiek wierzący ma za zadanie pokazywać światu, że Bóg nie jest ciężarem i ograniczeniem ludzkiego życia; że kiedy staramy się żyć według Jego woli, chociaż często wiąże się to z wyrzeczeniami i poświęceniem, Bóg czyni nas szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi. 

    Historia Dawida ukazuje jeszcze jedno ważne przesłanie: Bóg obdarza swoją łaską grzesznika, który się nawraca i wyraża swoje zadowolenie z każdego z nas, kiedy podejmujemy wysiłek, by żyć zgodnie z Jego wolą, chociaż na drodze życie upadamy tak wiele razy. 


1. Czy podejmuję codzienną walkę, by trwać w komunii z Bogiem?

środa, 2 lutego 2022

Środa 4. Tygodnia Zwykłego - Święto Ofiarowania Pańskiego

    «Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela» (Łk 2,29-32).


    Święto światła. Matki Bożej Gromnicznej. Dziecko przyniesione przez Maryję do świątyni nazwane jest przez Starca Symeona Światłem. A ponieważ jest Światłem, przynosi Zbawienie. 

    Człowiek potrzebował i wciąż potrzebuje Światła, które przychodzi z wysoka, aby zobaczyć, gdzie jest jego ratunek i zbawienie. Tak właśnie postrzegał to Symeon, dlatego ze spokojem i radością wypowiada słowa: pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju... Z Jezusem Światłem przyszło do niego Zbawienie. Do niego i do ludu Izraela. 

    Światło przez większość niezauważone i nierozpoznane. Mimo wielu znaków i cudów, mimo nauki, która zdumiewała. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli

    Światło jest tym, czego potrzebujemy, aby żyć. Bez światła nie ma życia. Potrzebujemy tego Światła, aby wzrastać jako ludzie  zgodnie z Bożym planem. Ale trudno nam jest to Światło rozpoznać i zobaczyć w prostocie i czułości małego Dziecka, obejmowanego przez rodziców. 

    Często chcemy jasności, fajerwerków i iluminacji, ale nie Światła. Chcemy czegoś co oślepia i ogłupia, a nie czegoś co oświeca. 

    A jeśli udaje się nam zobaczyć to Światło, trudno nam je przyjąć z taką czułością, z jaką Symeon przyjął Dzieciątko Jezus w swoje ramiona i z taką radością, jaka towarzyszyła św. Annie. Zbyt mocno jesteśmy oślepieni, aby odkryć wielkość i piękno tego jedynego Światła

    Dla Symeona był to moment, na który czekał, kulminacja jego szczęścia i powód do życia. Maryja i Józef nie do końca rozumieli to zachowanie Symeona, dziwili się temu, co o Jezusie mówiono

    Przyjęcie tego Światła nie jest łatwe, bo oznacza konflikt ze światełkami świata, które są pełne ciemności. To również zapowiada Symeon: znak, któremu sprzeciwiać się będą

    Święto Ofiarowania Pańskiego to od wielu już lat święto osób Konsekrowanych.  Konsekrowani, to znaczy oddani Bogu przez szczególną konsekrację wypływającą z podstawowej konsekracji chrztu. Chcę was dzisiaj prosić o modlitwę za wszystkie osoby konsekrowane, siostry zakonne i zakonników, szczególnie za tych, których znacie, by stawali się światłem - ikoną Jezusa, aby ludzie uwierzyli i przyjęli to Światło.


1. Czy jest we mnie tęsknota za Jezusem - Światłem?

wtorek, 1 lutego 2022

Wtorek 4. Tygodnia Zwykłego

    Król zadrżał. Udał się do górnego pomieszczenia bramy i płakał. Chodząc tak mówił: «Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Kto by dał, bym ja umarł zamiast ciebie? Absalomie, mój synu, mój synu!» (2 Sm 1,19).


    Wojna w rodzinie, w której nigdy nie ma zwycięzców. Absalom zginął, jest przegranym w walce, ale i Dawid nie jest zwycięzcą - strata jest zbyt bolesna. 

    Płacz Dawida rozdziera serce. To rana, która będzie krwawić. Chociaż wojsko odbierze mu prawo do żałoby, serce Dawida będzie płakało.

    Kiedy słyszę ten płacz i wołanie Dawida, który wolałby sam umrzeć, by jego syn mógł żyć, przypominam sobie inny płacz, równie bolesny i spowodowany stratą. Płacz bezsilności Boga wobec zatwardziałości ludzkiego serca, które odrzuca łaskę. Płacz Jezusa na Jerozolimą, Korozain, Betsaidą, Kafarnaum. Płacz Jezusa nad nami, kiedy taplamy się w grzechu, zamiast otworzyć się na Jego przebaczenie. 

    Jezus jednak zrobił coś więcej niż Dawid. Płacz Jezusa nie jest tylko ludzką rozpaczą. Jezus oddaje swoje życie, składa ofiarę z siebie. Jego Krew ma moc, by skruszyć kamienne serce i poruszyć je ku nawróceniu. 


1. Czy potrafię cierpieć w intencji nawrócenia drugiego człowieka?