zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 12 lipca 2020

XV Niedziela Zwykła

   Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny (Mt 13,3-8).

   Jezus zestawia słowo z ziarnem. Nasiona są obietnicą przyszłego życia. Każde ziarno przechodzi najpierw przez śmierć, by dać życie. Najpierw z tego ziarna, zgodnie z rytmem kształtuje się łodyga, kłos, ziarno, a później ktoś robi chleb.

   Nasze słowa nie są wypowiadanymi tylko dźwiękami. Każde słowo jest manifestacją naszego wnętrza, odkrywaniem siebie przed tym, wobec kogo je wypowiadamy. 

   Jezus jest Słowem Ojca. Zawsze jest objawieniem, dobrą nowiną. Ukazuje nam Ojca. Jest Słowem, w którym jest pełnia życia. Słowo Boże jest płodne, rzucone w ziemię, nie wraca, póki nie wyda owocu - tak zapewnia prorok Izajasz. 

   Jezus widzi jednak różne rodzaje podłoża, na które Słowo pada. Zadaniem przyjmującego Słowo jest zadbanie o jakość "gleby" jego serca.

    Rolnicy dbają o swoją rolę: nawożą ją, usuwają chwasty i kamienie, dokonują orki... 

   Wierzący musi dbać o swoje serce, o zdolność słuchania, otwartość na Słowo. Musi zadbać o czas ciszy, w której Bóg przemawia. Musi umieć słuchać i zachowywać Słowo. 

   Otrzymawszy Słowo, musimy zatrzymać się nad nim w ciszy, na wzór Maryi, i z pomocą Ducha Świętego odczytywać jego bogactwo, by później wprowadzić je w życie. 

1. Jaką jestem glebą dla Bożego Słowa?
2. Co mogę zrobić, co powinienem zrobić, by stać się bardziej urodzajnym podłożem dla Słowa?

sobota, 11 lipca 2020

Święto św. Benedykta - patrona Europy

   Jeśli, synu, nauki me przyjmiesz i zachowasz u siebie wskazania, ku mądrości nachylisz swe ucho, ku roztropności nakłonisz swe serce, tak, jeśli wezwiesz rozsądek, przywołasz donośnie rozwagę, jeśli szukać jej poczniesz jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów - to bojaźń Pańską zrozumiesz, osiągniesz znajomość Boga. Bo Pan udziela mądrości, z ust Jego - wiedza, roztropność: dla prawych On chowa swą pomoc, On - tarczą żyjącym uczciwie (Prz 2,1-7).

wy, którzy poszliście za Mną... I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy (Mt 19,28b-29).

   Głos Boży towarzyszy człowiekowi i dociera na różny sposób do ludzkiego serca. 

  Głos mądrości i roztropności, sprawiedliwości i prawdy, pamięci i nadziei. Czasami ten głos wołał w czasie burzy, innym razem był słyszalny w delikatnym powiewie wiatru. Czasem przez pośrednictwo proroków, a czasem bezpośrednio. Ale nigdy nie pozostawił żadnego pielgrzyma wiary opuszczonego na pastwę losu.

    Ten głos zawisł nad głową Abrahama, zafascynował Mojżesza, unosił się wraz z dźwiękiem cytr w niewoli babilońskiej.  

    Kiedy na przełomie IV i V wieku Rzym uczynił chrześcijaństwo swoją oficjalną religią, Kościół przeżył najważniejszy kryzys polityczny i społeczny, a w konsekwencji kryzys obyczajów, wartości i wiary. 

   W tym momencie głos Pana objawił się w pokornym i prowokacyjnym życiu człowieka, który wbrew wszystkiemu i wszystkim postanowił wycofać się i poszukać Boga. 

     Swoim gestem i słowem, wcielonym w nowe życie zakonne opisane przez Regułę, św. Benedykt ukazał niezwykłą drogę w świecie, gdzie wszystko groziło ruiną.

    Posłuchaj, synu, nakazów Mistrza i nachyl ucho swego serca; chętnie przyjmij radę pobożnego ojca i naprawdę ją wypełnij... Cóż może być słodszego dla nas, drodzy bracia, niż ten głos Pana, który nas zaprasza? Zobacz jak Pan pobożnie ukazuje nam drogę życia (Wstęp do Reguły). 

    Na tym benedyktyńskim szepcie zbudowany został gmach Europy, duchowy gmach. Dziś ten gmach  jest może tak samo kruchy i chwiejny, wobec odrzucania duchowego dziedzictwa i budowania na piaskach nowych idei. 

   Ale głos Pana jest słyszalny również dziś: wy, którzy poszliście za Mną... I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.

1. Czy wobec kryzysu Kościoła staram się wsłuchiwać w głos Boga i pogłębiać wiarę?

piątek, 10 lipca 2020

Piątek XIV Tygodnia Zwykłego

   Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,17.22). 

   Trudno dzisiejsze słowa Jezusa uznać za Dobrą Nowinę dla Jego naśladowców. Przynajmniej nie w kategoriach ludzkich. 

   Jezus ogłasza podziały, niezgodę, rozłamy, prześladowania. Wszystko to spadnie na Jego uczniów, ze względu na Jego imię. 

   Nie takiego scenariusza wydarzeń oczekujemy, kiedy podejmujemy zaproszenie Jezusa, drogę Jego naśladowania. Ale jednak jest to część tego horyzontu, nie cały, jaki na tej drodze można spotkać. 

    Jezus zaprasza nas do pójścia za Nim w świetle poranka, pełnego nadziei i radości, ale od razu niemal wskazuje cel drogi - Jerozolimę, noc ciemności i krzyża. 

    By może bycie uczniem Jezusa polega nie tyle na tej pierwszej gotowości, by za Nim pójść, z którą zostawia się wszystko - choć jest ona bardzo ważna, lecz przede wszystkim na wierności, którą uczeń karmi się każdego dnia, aż do momentu, w którym jest gotowy na własną paschę u kresu ziemskiej drogi. 

   Największą troską ucznia nie powinno być unikanie krzyża i bronienie się przed tymi, którzy zagrażają. Uczeń powinien troszczyć się przede wszystkim o to, by nie stracić z oczu Jezusa. 

1. Z jakim nastawieniem przyjmuję przeciwności na drodze wiary?

czwartek, 9 lipca 2020

Czwartek XIV Tygodnia Zwykłego

   Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, a składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go. Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać (Oz 11,1-4.9b).

   Jeden z piękniejszych tekstów Starego Testamentu, ukazujący prawdziwe oblicze Boga, który pochyla się nad człowiekiem. Wychyla się ku niemu, aby obdarzać miłością. 

   Jak często chcemy widzieć Boga Starego Testamentu, jako tego, który uderza z gniewem i wymierza kary, jest popędliwy w działaniu i pełen niskich namiętności. 

   Wobec takiego spojrzenia na Boga Starego Testamentu, obraz ukazany przez Ozeasza, ukazuje Boga, który błyszczy jak złoto w błocie ludzkich wyobrażeń. 

   Najważniejszym podkreśleniem w tym obrazie są ostatnie słowa: Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać!

   Często patrzymy na Boga, jako tego, który działa przeciwko człowiekowi, przeciwko ludzkiemu szczęściu. Zamykamy przed nim drzwi, bo wstydzimy się naszych wyborów, ukrywamy się przed nim, próbując poradzić sobie z własnymi zranieniami i cierpieniem, a czasem zwracamy się ku Niemu ze złością, kiedy nie odpowiada na nasze kaprysy i wyobrażenia. 

   Zapominamy, że On jest pośród nas, nie życzy człowiekowi zła. Nie przychodzi jako wróg, by zatracać, ale jako przyjaciel, by podnosić i obdarzyć miłością.

1. Kiedy zamykam się przed Bogiem?

środa, 8 lipca 2020

Środa XIV Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Jana z Dukli

   Izrael był jak dorodny krzew winny, przynoszący wiele owoców: lecz gdy owoc jego się mnożył, wzrastała liczba ołtarzy; im lepiej działo się w kraju, tym wspanialsze budowano stele. Zniszczone będą wyżyny Bet-Awen - grzech Izraela. Ciernie i osty wyrosną na ich ołtarzach (Oz 10,1.8).

   Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie". Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! (Mt 10,6-8a).

   Bóg pragnie zbawienia człowieka. Zaprasza człowieka, aby odnawiał więź miłości, bo tylko w ten sposób możliwe jest osiągnięcie zbawienie. 

   Gorzkie i smutne spojrzenie na Izraela, który nie potrafi dostrzec, że zrywanie tej więzi z Bogiem powoduje utratę pomyślności. Tam, gdzie mógł obfitować owocami winny krzew, zaczynają wyrastać osty i ciernie. A wszystko z powodu niewierności i grzechu.

   Jezus powołuje swoich uczniów i zleca im zadanie. Mają iść do tych, którzy się pogubili, którzy zagubili więź z Bogiem, aby mogli usłyszeć słowa nadziei i miłości. 

   Bóg nie rezygnuje z człowieka. Wzywa do odbudowania tego, co grzech zniszczył, by człowiek mógł znów cieszyć się Bożą miłością i sprawiedliwością. 

1. Czy potrafię widzieć skutki swoich grzechów?

wtorek, 7 lipca 2020

Wtorek XIV Tygodnia Zwykłego

   Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!» Lecz faryzeusze mówili: «Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy». Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza (Mt 9, 33-34.36).

   Zdumienie i podziw prostych ludzi. Takich rzeczy nie widzieli. Znaki dokonywane przez Jezusa interpretują w sposób prosty, widząc działanie Bożego Ducha. 

   Podziw prowadzi do pytań i do wiary. Umieć się zadziwić, by zobaczyć Bożą obecność.

   Przewrotne i pokrętne interpretacje faryzeuszy. To druga możliwość spojrzenia na tę samą rzeczywistość. A wszystko po to, by zakwestionować fakt, że za działaniem Jezusa są Boże ręce. 

   Ci, którzy mieli prowadzić lud, nie potrafią zobaczyć Bożego działania. Jezus odczuwa litość nad ludem, który jest zagubiony i zdezorientowany. 

   Litość Jezusa rodzi działanie - ukazuje ludowi dobroć Boga, który kocha każdego i pragnie dobra swoich dzieci. Jest to współczucie, które wykracza poza uczucie smutku, wobec zła i cierpienia człowieka. Jezus podejmuje działanie, którego celem jest pokonanie zła.

1. Jakie postawy rodzą we mnie słowa i czyny Jezusa?

poniedziałek, 6 lipca 2020

Poniedziałek XIV Tygodnia Zwykłego - wsp. bł. Marii Teresy Ledóchowskiej

   I poślubię cię sobie znowu na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność (Oz 2,21-22a).

   Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: «Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi». A oni wyśmiewali Go (Mt 9,23-24).

   Boże spojrzenie i ludzki ogląd rzeczywistości. Jakże odmienne, tak całkiem różne. 

   Lud Izraela, lud wybrany i poślubiony na Synaju, doświadcza dobrobytu. Bogactwo zaślepia. Pojawia się niewierność i korupcja, której nawet nie zauważają przywódcy. Kiedy lud odwraca swoje oblicze od Oblubieńca, On zachowuje wierność. Tam, gdzie wielu widzi ruinę i klęskę przymierza, Bóg widzi możliwość odnowienia przymierza i miłości. Bóg nie rezygnuje z człowieka, choćby ten bardzo się zagubił.

   Tam, gdzie człowiek widzi śmierć, Jezus widzi życie. Nie zraża się drwiną i pogardą. Widzi wiarę ojca, wiarę wystawioną na próbę, ale silną i całkowitą. Na wiarę odpowiada darem nadziei i życia.  

   Jak często przypominamy ślepców, wyśmiewających jedynego, który widzi. Jak wielki jest dystans pomiędzy ludzkim osądem, a Bożym współczuciem. 

1. Czy próbuję spojrzeć na świat Bożymi oczyma?

niedziela, 5 lipca 2020

XIV Niedziela Zwykła

   Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (Mt 11,27-28).

   Powiedz, jakie jest twoje doświadczenie Boga, jaki obraz Boga w sobie nosisz, a wówczas znajdziesz odpowiedź na wiele spraw dotyczących relacji z ludźmi. 

   Może Twój Bóg jest Bogiem wymagającym, kontrolującym, Bogiem pełnym zasad i obowiązków, Bogiem stawiającym warunki, obserwującym każdy twój krok, wytykającym każdy Twój błąd i karzącym za każde uchybienie.  

   Może jest inaczej, bo Twój Bóg zawsze wybacza, nawet jeżeli wciąż pojawiają się te same grzechy, cieszy się Twoją radością i pragnie Twojej wolności, pokoju i szczęścia. 

    Jezus ukazuje oblicze Boga bliskiego, do którego mogę się zwrócić o każdej porze dnia i nocy, w każdym miejscu, pośród spraw codziennych, spontanicznie. Mogę powiedzieć Mu wszystko, co jest  w moim sercu, co czuję, co przeżywam, czym się martwię i cieszę. Chociaż wiem, że wymaga, to przede wszystkim jest Tym, który kocha. 

   Takie przeżywanie Boga sprawia, że z ufnością przychodzę do Niego, kiedy czuję zmęczenie i obciążenie. Takie przeżywanie Boga sprawia, że mogę zauważyć i wesprzeć tych, którzy są również zmęczeni i obciążeni. 

   Przyjdźcie do Mnie wszyscy...

- którzy nałożyliście sami sobie lub którym nałożono ciężary religijnych norm, zakazów i nakazów, nie ukazując miłości...

- którzy tak bardzo staracie się być lepsi, którzy staracie się poprawiać swoje błędy i pomyłki bez powodzenia, a w końcu zniechęcacie się i macie dość walki. Chodźcie, chcę was nauczyć szukania oparcia w Ojcu, patrzeć bardziej na Niego niż siebie. On jest mocą naszych zwycięstw...

- którzy czujecie się obciążeni swoją przeszłością lub przyszłością, problemami, brakiem pieniędzy, pracy czy brakiem zdrowia. Przyjdźcie, by wasze serca napełniły się pokojem...

- którzy jesteście znużeni codziennym potarzaniem tych samych prac, owładnięci rutyną i nudą, którym brakuje marzeń, którzy nie spodziewają się już niczego nowego, którzy nie widzą sensu. Pozwolę wam zobaczyć, jak wiele jest jeszcze do zrobienia, że zawsze jest coś więcej, coś nowego, co możecie zrobić i co możecie kochać...

- którzy jesteście obciążeni społecznymi uwarunkowaniami, niewolnicy mody, niewolnicy wyglądu fizycznego, niewolnicy swojej osobistej historii, niewolnicy własnych ograniczeń i wad, niewolnicy ludzkiej opinii...

   Przyjdźcie i weźcie moje jarzmo... Nie obiecuję, że trudności znikną. Znajdziecie ukojenie, znajdziecie odpoczynek dla waszych serc, znajdziecie pokrzepienie. 

1. Jak często powierzam Bogu swoje trudne sprawy?

sobota, 4 lipca 2020

Sobota XIII Tygodnia Zwykłego

   Wtedy podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» (Mt 9,14).

   Odwieczna pokusa ludzkiej istoty i odwieczny paradoks.

   Czujemy się dobrze, ponieważ zachowujemy pewne nakazy i przestrzegamy tradycji. Ale jednocześnie potrafimy zobaczyć w tym mandat, by osądzać i oceniać innych, którzy według nas nie żyją właściwie, a przede wszystkim, nie żyją tak jak my!

   To, że uważamy się za dobrych, a nawet za lepszych od innych, powoduje, że nie potrafimy powstrzymać naszego języka. Nasi sąsiedzi, znajomi, współpracownicy padają pod ostrzami naszych słów i ocen. 

   Stawiamy się w roli sędziów, jurorów, a czasem nawet katów. Zapominamy, że sami nie jesteśmy godni przyjąć Pana, który daje się nam jako pokarm. To Jego dar, całkowicie przez nas niezasłużony. Przychodzi, aby leczyć naszą niegodność.

   Wszyscy łatwo stajemy się starymi bukłakami, które potrzebują swoistego recyklingu duchowego, tego nowego spojrzenia i otwartego serca, aby przyjąć i przechować nowe wino ofiarowane przez Boga. 

1. Jak walczę z pokusą oceniania innych?

piątek, 3 lipca 2020

Święto św. Tomasza Apostoła

     A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus (Ef 2,19-20).

   Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę» (J 20,24-25).

   Należymy do wielkiej rodziny. Do Bożej rodziny. Bóg jest naszym Ojcem, a my jesteśmy braćmi i siostrami. Chrystus jest tym, który spaja nas w jedno, tak różnych od siebie. Życie każdego z nas zależy od Jezusa. Bez Jezusa ta rodzina się rozsypuje.

   Święty Tomasz potrzebował Jezusa. Był Jego uczniem, towarzyszył Mu prze trzy lata. Ale przyszedł czas wątpliwości. Jego wiara w słowo Jezusa o zmartwychwstaniu i  w świadectwo braci była krucha. Potrzebował dowodów. Więcej dowodów. 

   Jezus przychodzi mu z pomocą. Święty Tomasz wychodząc poza to, co widziały jego oczy, wyznał boskość Jezusa: Pan mój i Bóg mój! 

   Zobaczyć siebie w wątpiącym Tomaszu. Wątpiącym i pragnącym uwierzenia. Wątpliwości czasem pukają do naszych drzwi. Trzeba prosić, aby Jezus przyszedł nam z pomocą, byśmy mogli wyznać wiarę. 

1. Czy w wątpliwościach szukam Bożej pomocy?

   

czwartek, 2 lipca 2020

Czwartek XIII Tygodnia Zwykłego

   I rzekł Amazjasz do Amosa: «"Widzący", idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą» (Am 7,12-13).

   «Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? (Mt 9,2b-4).

   Jesteśmy dumnym narodem. Mamy swoje tradycje i zwyczaje. Mamy swoje idee. Prorocy nie bardzo nam odpowiadają. Nie chcemy proroków, którzy mówią o rzeczach, które zmieniają nasz sposób myślenia i działania. My sami wiemy, co jest dobre, a co jest złe. 

   Wobec Jezusa również mamy jasno sprecyzowane oczekiwania. Akceptujemy uzdrowienia, rozmnożony chleb. To wystarczy. To pomaga nam lepiej żyć. 

   Ale kiedy zaczyna mówić o przebaczeniu grzechów, to już trochę za wiele. Przecież prawda jest bardzo różna. Każdy ma prawo do swojego punktu widzenia. Każdy wybiera to, co dla niego dobre. Nie ma obiektywnej prawdy, obiektywnego dobra. Nie ma zatem grzechu. 

   Dyktatura relatywizmu obejmuje nasz sposób myślenia i działania. Jezus, który mówi o grzechu, o tym, że ma moc odpuszczania grzechu, nie bardzo pasuje do naszych idei i wyobrażeń. 

   Często chcemy, aby Bóg był taki, jakim Go sobie wyobrażamy, zamiast próbować odkrywać Jego oblicze, ukazane w Jezusie. A kiedy Bóg nie pasuje do naszych wyobrażeń, zostaje skazany na wypędzenie lub zabicie. 

1. Czy Bóg jest dla mnie codziennie Kimś nowym, Kogo muszę poznawać?

środa, 1 lipca 2020

Środa XIII Tygodnia Zwykłego

   Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli. Wtedy Pan, Bóg Zastępów, będzie z wami, tak jak to mówicie. Miejcie w nienawiści zło, a miłujcie dobro! Wymierzajcie w bramie sprawiedliwość! (Am 5,14-15).

Zaczęli krzyczeć: «Czego chcesz od nas, <Jezusie>, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?» A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: «Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń!» Rzekł do nich: «Idźcie!» (Mt 8,29-32).

   Szukać dobra i sprawiedliwości, aby mieć życie. Wieczny strumień sprawiedliwości Bożej jest niewyczerpany. Przepływa przez nasze życie i domaga się uczciwości wobec człowieka i wobec Boga. 

   Prorok nie godzi się na społeczną niesprawiedliwość i religijną hipokryzję. 

   Czego od nas chcesz, Synu Boży? My od Ciebie nic nie chcemy. W tym pytaniu zawarte jest odrzucenie i konfrontacja. Po coś przyszedł? 

   Stan duchowej hipokryzji i niesprawiedliwości, piętnowany przez Amosa, może zakorzenić się w naszym sercu. To przyzwolenie, by zło zapanowało. Można nawet w tym stanie uznawać istnienie Boga, ale żyć tak, jakby Go nie było. 

   Jezus stając wobec zła, które krzyczy, wypowiada tylko jedno słowo. Idźcie! Nie podejmuje dialogu, nie odpowiada na pytania. Realizuje swoją władzę nad złem. Wykonuje publicznie sprawiedliwość, przywracając człowiekowi jego godność. 

   Człowiek często się łudzi, że kontroluje sytuację, że jakoś sobie poradzi. I przegrywa. Zło w sposób inteligentny zdobywa ludzkie serce. 

1. Czy otwieram się na łaskę przebaczenia?

    

wtorek, 30 czerwca 2020

Wtorek XIII Tygodnia Zwykłego

   Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: «Panie, ratuj, giniemy!» A On im rzekł: «Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?» Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza (Mt 8,24-26).

   Piotr i inni uczniowie znali to jezioro. Byli rybakami. Pewnie i nie pierwszą burzę musieli na nim przeżyć. Znali zdradliwość jeziora  gwałtownie zmieniającą się pogodę. Nie raz musieli zmagać się z falami, by doprowadzić bezpiecznie do brzegu łódź. 

    Ta burza była jednak inna i napełniła ich mężne serca lękiem. Ich umiejętności i siła wydawały się niewystarczające. Miotana falami łódź szybko nabierała wody, tak że nie dawali rady jej wylewać. 

   A On śpi. Stąd pojawia się wyrzut. Obok wołania o pomoc, św. Marek w Ewangelii zapisał: czy Cię to nic nie obchodzi?

   Wyrwany ze snu Jezus uspokaja fale. Ale ukazuje uczniom, że problemem nie jest burza i fale zalewające łódź. Problemem jest lęk, który paraliżuje serce i odbiera zaufanie do Boga. Boga, który jest obecny. 

   Wielkie jezioro świata i łódź Kościoła obecna pośród wód. Może pojawić się złudzenie bezpieczeństwa i spokoju. Świat potrafi uśpić uwagę, by uderzyć z całą siłą. Oczekiwane i niespodziewane burze będą się pojawiać. Jezus jest obecny. Koncentrujemy się na zagrożeniach i falach, zamiast prosić, by Twórca Kościoła uleczył serca z lęku, umocnił zaufanie, które pozwalają przetrzymać gwałtowność uderzeń. 

1. Co burzy moje zaufanie do Boga?

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła

   Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16,15-18).

   Najstarsze obrazy św. Piotra ukazują go z kogutem u boku. Jest to sposób na przypomnienie nam, i przypomnienie jemu, że jego życie nie było tak doskonałe, jak powinno być. On, który miał odwagę wyznać, że Chrystus jest Mesjaszem, Synem Boga żywego, był tym samym, który później zdradził go w chwili Męki. 

  Dla niektórych z nas to wystarczający powód, by pogardzać Piotrem. Jego nauczanie nie jest poparte praktyką jego życia! 

   To prawda. Ale prawdą jest również to, że życie jest procesem. I że najważniejszą rzeczą jest to, jak ten proces zostanie zakończony. Po drodze, nawet błędy są okazją do nauki, czasem łaski. 

   To nie lata dają człowiekowi mądrość, ale sposób, w jaki przyswoił sobie własne doświadczenie życiowe. Kiedy jest starcem, Piotr może pisać do innych gmin chrześcijańskich i doradzać starszym, takim jak on sam. 

    Prosi ich, aby troszczyli się o stado Boże, o swoich braci i siostry, na sposób Boży, z hojnym poświęceniem. I możemy sobie wyobrazić, jak Piotr, rybak, grzesznik, odważny, tchórz, przywódca, ten, który zaprzeczył znajomości z Jezusem trzy razy, dojrzał, by przyjąć w swoim sercu Boże przebaczenie i miłosierdzie. 

1. Kiedy ostatnio modliłem się za papieża?

niedziela, 28 czerwca 2020

XIII Niedziela Zwykła

   Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam kobieta bogata, która zawsze nakłaniała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek. Powiedziała ona do swego męża: «Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten, który ciągle do nas przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda» (2 Krl 4,8-10).

   Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał (Mt 10,40). 

   Przechodził obok. Nie znała go. Może obserwowała od jakiegoś czasu, jak przechodził ulicą. Był obcym. Nie znała go. Raczej przybysz spoza kraju. 

    Podejmuje pierwszy krok. Zaprasza na posiłek. Zaprasza do stołu. Nawiązuje się relacja i pogłębia się poznanie. Rozpoznaje w Elizeuszu człowieka Bożego. Zaprasza wędrowca i przybysza pod swój dach, oferując odpoczynek i gościnę. 

   Jezus mówi, że przyjęcie i zaoferowanie gościny drugiemu, jest przyjęciem samego Jezusa. To jest klucz. Sam Jezus jest tym, który przechodzi przed naszymi drzwiami i przed naszym życiem. Jezus jest tym, który oczekuje od nas, że udzielimy Mu schronienia. 

   W naszym świecie tracimy ducha gościnności. Inni, obcy, postrzegani są w zasadzie jako zagrożenie dla naszego spokoju i bezpieczeństwa. 

   Codzienne wiadomości przyczyniają się do stworzenia atmosfery, w której najbardziej naturalną rzeczą wydaje się nieufność wobec tego, co nieznane i obce, a nawet wobec tego, co znane, ale inne. Ktoś inaczej myśli, ma inny światopogląd. To wystarczy. Wrogość, nienawiść nie jest nam obca. 

   Bardzo cenimy sobie nasze bezpieczeństwo, nasz pokój, nasze własność. W instalujemy alarmy, by się chronić i stawiamy ogrodzenia wokół naszych domów, niektórzy marzą o posiadaniu broni. Narody robią to samo. Granice są wzmocnione, a armie uzbrojone po zęby. 

   Nie zdajemy sobie sprawy, że w głębi duszy nie robimy nic innego, niż podkreślanie własnego poczucia braku bezpieczeństwa, a to, co robimy, w głębi duszy, prowokuje większą przemoc.

   Otworzyć się na drugiego, na sąsiada, nawet jeśli myśli inaczej niż my. Spotkać osobę, która ma podobne problemy jak my i odkryć, że razem możemy być dla siebie wsparciem, zamiast odgradzać się murami i wrogością.

1. Co powoduje mój lęk?

   

sobota, 27 czerwca 2020

Sobota XII Tygodnia Zwykłego

   Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go». Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie (Mt 8,7-8).

      Miał władzę. Miał też wrażliwe serce.

    Potrafi zobaczyć ból swego sługi. Szuka dla niego pomocy. Nie waha się poprosić o zdrowie. Nie dla siebie, a dla kogoś kto potrzebuje pomocy. 

    Dobre i wrażliwe serce spotyka się z odpowiedzią Jezusa. Mistrz jest gotów naruszyć obowiązujące standardy i pójść do domu rzymskiego setnika, aby dokonać uzdrowienia. 

   Żołnierz znajduje jednak inne rozwiązanie. Nie chce narażać Jezusa na utratę dobrej opinii czy zaciągnięcie rytualnej nieczystości. Jego serce pozwala mu zobaczyć całą złożoność relacji  i uszanować wymagania religii żydowskiej. 

   Możliwe jest otrzymanie daru na odległość. Nie musisz się narażać na stratę czasu, złą opinię, rytualną nieczystość. Wystarczy słowo i stanie się cud. 

    Serce wrażliwe potrafi uszanować czyjeś zwyczaje, nie naraża na zło. Serce wrażliwe potrafi widzieć, zanim ktoś poprosi o pomoc. Potrafi zobaczyć i podjąć właściwe działania. 

1. Czy potrafię uszanować tych, którzy są inni ode mnie?

piątek, 26 czerwca 2020

Piątek XII Tygodnia Zwykłego

   Gdy zszedł z góry, postępowały za Nim wielkie tłumy. A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». Jezus wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: «Chcę, bądź oczyszczony!» (Mt 8,1-3).

   Ne powinno go tam w ogóle być. Trędowaty pośród tłumów. Musieli rozstępować się na jego widok. Może dzwonił ostrzegawczo i krzyczał, by się rozsunęli. 

   Trędowaty. Poza chorobą ciała cierpi z powodu samotności, braku bliskości, wykluczenia i potępienia. Brak ludzkiego kontaktu. Może teraz łatwiej to zrozumieć, kiedy i nasze kontakty z powodu epidemii zostały ograniczone, brakuje czasem podania ręki czy przytulenia.

   Jezus nie odsuwa się od niego. Nie krzyczy, by odszedł. Pozwala się zbliżyć. Pierwszą rzeczą, którą robi, to wyciągnięcie ręki i dotyk. Przywraca ludzki kontakt. Najpierw fizyczny, a potem słowem: CHCĘ!

+ Chcę, abyś widział Boga jako tego, który cię nie wyklucza lub zostawia samego sobie. 

+ Chcę, żebyś wiedział, że Królestwo jest także dla ciebie. 

+ Chcę, abyś zobaczył, że masz prawo być częścią społeczności ludzkiej. 

+ Chcę, aby kapłani wiedzieli, że Bożym pragnieniem jest uzdrowienie, przyjęcie, wspólnota. 

+ Chcę, aby Prawo Boże przestało być używane jako narzędzie wykluczenia i marginalizacji. 

+ Chcę, dotykając cię i rozmawiając z tobą, zobaczyć cię jako osobę i Boże dziecko.

+ Chcę, byś został uzdrowiony wewnętrznie i na zewnątrz. 

+ Chcę cię dotknąć... nawet jeśli oznacza to, że ja jestem "dotknięty", wykluczony, poplamiony, "nieczysty" i nie mogę już otwarcie wejść do żadnej wioski, miasteczka czy świątyni...

+ CHCĘ!

1. Jak podchodzę do współczesnych "trędowatych"?

czwartek, 25 czerwca 2020

Czwartek XII Tygodnia Zwykłego

   Nabuchodonozor, król babiloński, zabrał stamtąd wszystkie skarby świątyni Pańskiej i skarby pałacu królewskiego. I przesiedlił na wygnanie całą Jerozolimę, mianowicie wszystkich książąt i wszystkich dzielnych wojowników, dziesięć tysięcy pojmanych, oraz wszystkich kowali i ślusarzy (2 Krl 13a.14).

Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie (Mt 7,21).

   Nic nie zostało po chwale czasów Salomona. Ludzie wyzwoleni z niewoli egipskiej znów stają się niewolnikami. Ich majątek skonfiskowany. Świątynia, ich duma, zostaje zniszczona i ogołocona z bogactwa. 

   Bolesne doświadczenie wywłaszczenia: bez ziemi, bez bogactwa, podporządkowani najeźdźcom. Wędrówka do niewoli w obcej ziemi. 

  To bolesne doświadczenie staje się źródłem refleksji. Refleksji nad własnym odejściem od Tego, który obdarzył wolnością, nad niewiernością wobec Tego, w którego dłoniach los człowieka. 

   W ten sposób bolesne doświadczenie staje się szansą na nowy początek. Czuli się tacy ważni, spokojni, bogaci i syci. To wszytko, w czym widzieli swoje zabezpieczenie na przyszłość, na czym opierali swoje nadzieje, okazało się wielkim złudzeniem. Pośród gruzów swojej ziemskiej chwały ci "panowie życia" potrafili zobaczyć własne zaślepienie i odkryć Tego, który dal im wszystko i który jest jedynym Panem Życia, prawdziwego Życia.

   Pełnia życia, jaka jest nam ofiarowana, wymaga otwarcia się na wolę Stwórcy. Wskazuje na to Jezus. 

   Istniejemy jako owoc woli Stwórcy. To pierwszy dar Stwórcy - nasze życie. Otrzymaliśmy Ducha Życia, który wprowadza nas w Komunię z Ojcem i Synem. 

   Chwałą Boga jest życie człowieka. Dlatego wola Boża nie jest dla człowieka czymś zewnętrznym. Jest wewnętrznym motorem, który pozwala nam rozwijać w sobie Boże życie. Dzięki  Bożej woli nasze życie rozwija się ku pełni. 

   Otworzyć się na Słowo i zgodzić się na Jego przemieniające działanie, by doświadczyć miłości Ojca, pokonywać to wszystko, co nas napełnia niepokojem i lękiem, co jest naszą słabością i ufać.

   Doświadczamy wichrów i fal, które uderzają w nasz dom. możemy je nazywać i rozpoznawać. Pośród tych burz i fal Jezus pragnie dotknąć naszego serca i napełnić ufnością. 

1. Na czym opieram poczucie swojego bezpieczeństwa w życiu? 

środa, 24 czerwca 2020

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela

   Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: «Nie, lecz ma otrzymać imię Jan». Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię» (Łk 1,59-61).

   Dom rodziców Jana, Zachariasza i Elżbiety, nie jest domem zwyczajnym. Zachariasz, kapłan świątyni należy do społecznej elity. Tym, co kładło się cieniem na rodzinnym szczęściu był brak potomstwa. 

   Chociaż oboje byli sprawiedliwi wobec Boga, zachowywali wszelkie nakazy Prawa, wydawało się, że nie mogą się cieszyć błogosławieństwem Jahwe – bezpłodność uznawana była za hańbę i brak Bożej łaski.

   Kiedy ludzkie możliwości się kończą, kiedy trzeba się pogodzić z rzeczywistością, kiedy modlitwa o dar potomstwa wydaje się niewysłuchana, a nadzieja umiera, Ten, dla którego wszystko jest możliwe, zaczyna swoje działanie. 

   Kiedy Zachariasz jeszcze nie mógł się odezwać, a Elżbieta wypowiedziała imię dziecka, krewni nie potrafili  tego imienia zaakceptować. Pytali ojca, a ten na glinianej tabliczce napisał: Jan będzie mu na imię! 

   Rodzinna tradycja zostaje złamana. Przecież nie było nikogo w ich rodzie, kto nosiłby to imię. 

   Fakt, że imię dziecka nie pokrywa się z imieniem ojca lub jakiegokolwiek krewnego z rodu kapłańskiego oznaczało, że Jan pójdzie innymi ścieżkami. Prekursor Mesjasza odsuwa się od świątyni, w której praktykował jego ojciec, od żydowskiej struktury społecznej, aby stać się Głosem.

   Dorosły Jan wycofa się na pustynię, z dala od tego wszystkiego, co zamykało Boga w schematach, tradycji i Prawie. Będzie domagał się sprawiedliwości i uczciwości. Z odwagą będzie potępiał niemoralność władców  i wzywał do zmiany życia. 

Stanie się postacią niewygodną, wyrzutem sumienia. Potrafi wstrząsnąć tymi, którzy duchowe lenistwo i różnego rodzaju układy traktowali jako sposób na spokój. Spokój, który usypia sumienie i nie ma nic wspólnego z Bożym pokojem. 

1. Czy nie usypiam wrażliwości sumienia lenistwem i wygodnictwem?



wtorek, 23 czerwca 2020

Wtorek XII Tygodnia Zwykłego

   Otoczę opieką to miasto i ocalę je przez wzgląd na Mnie i na sługę mego, Dawida» (2 Krl 19,34).

   Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy (Mt 7,12).

   Bóg jest wierny.

   Zobowiązał się do opieki nad ludem i wierny jest swoim zobowiązaniom. Wobec niewierności człowieka upomina się o zawarte przymierze, ale sam nie odwraca się od swojego słowa. 

   Ta wierność sobie i swojemu ludowi jest stała w całej historii zbawienia i pozostaje fundamentem naszej wiary i zaufania do niego.


   Złota reguła przytoczona przez św. Mateusza jet zachętą do miłości i dobra. 

   Jesteśmy zaproszeni do podjęcia inicjatywy na rzecz dobra, niezależnie od tego, jak postępują inni i bez oczekiwania jakiejkolwiek rekompensaty za nasze zachowanie.

   Dobro przez nas czynione może spotkać się z życzliwością, daje nam zadowolenie i radość, ale nasze zadowolenie nie jest celem. Jest bonusem. 

   Czynimy dobro, ponieważ jest dobre! Czynimy dobro, bo w tym zawiera się nasze naśladowanie Chrystusa, który zawsze czynił dobro! On przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich

1. Czy ufamy Bogu, kiedy doświadczamy zła?
2. Czy wobec niewdzięczności czynimy dobro?