zachód słońca

zachód słońca

wtorek, 9 lutego 2021

Wtorek 5 Tygodnia

    A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,26-27).

    Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?» Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, ». I mówił do nich: «Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować (Mk 7,5.8-9).


    Zobaczyć piękno i dobro stworzenia. Jesteśmy Bożymi stworzeniami i idziemy przez ten świat jako pielgrzymi. Kiedy autor natchniony opisuje stworzenie, dostrzega rękę Boga, który z miłością i mądrością kształtuje wszelkie stworzenia. Dzień po dniu powstaje świat: morza, niebo, trawy, słońce i gwiazdy, potwory i morskie stworzenia, zwierzęta lądowe i ptaki... Wszystko otrzymuje Boże błogosławieństwo. 

    Zwieńczeniem dzieła jest zamysł o stworzeniu człowieka. Jest coś, co wyróżnia człowieka z całego stworzonego świata. Bóg stwarza mężczyznę i kobietę, nadając im szczególną tożsamość - Boży obraz i podobieństwo. Ta relacja człowieka z Bogiem oddziela nas od świata zwierząt. 

    Opis stworzenia kończy siódmy dzień - dzień poświęcony Panu. Całe stworzenie oddaje chwałę Stwórcy, wyraża wdzięczność za twórczy ład wydobyty z chaosu. Wdzięczność, która powinna skłaniać człowieka do zastanowienia nad tym, czy realizuje swoje powołanie wobec stworzonego świata tak, aby służyło to chwale Stwórcy i dobru stworzeniu.

    W spotkaniu z faryzeuszami Jezus również zwraca uwagę na właściwe oddawanie chwały Bogu. Wypomina hipokryzję i ukazuje, że Boże Prawo zostaje zastąpione przez ludzką tradycję i zwyczaje. Ukazuje, że dla zachowania własnego majątku i zwolnienia się z obowiązków wobec rodziców, potrafią wykorzystać Boga i świątynie, posługując się wątpliwym zwyczajem.

    Jezus odrzuca religijność bez Boga, pełną ludzkich zakazów i nakazów, zasad i tradycji. Prawdziwa cześć wobec Boga objawia się w odkrywaniu i przeżywaniu swojego pierwotnego powołania: bycia na obraz i podobieństwo Boga. 

1. Czy zwyczaje i tradycje nie czynią mnie niewrażliwym na drugiego człowieka?

    

poniedziałek, 8 lutego 2021

Poniedziałek 5 Tygodnia

    Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami (Rdz 1,1-2).


    Liturgia zaprasza nas do kontemplacji stworzenia. Autora nie interesuje ani czas, ani sposób, w jaki świat, w którym żyjemy i którego cząstkę tworzymy, powstał. Ukazuje natomiast, że świat wyszedł z ręki Boga Stwórcy, Stwórcy wszystkiego i trwa, ponieważ Bóg podtrzymuje go w swojej miłości. Wszystko powstało i żyje dzięki twórczej mocy Jego Słowa.

    Ziemia była bezładem i pustkowiem - miejscem, w którym nie było życia i nie było warunków do życia. Bez światła. To słowo i Duch Boży porządkują i pozwalają powstać życiu, stwarzają warunki do życia. Pozwalają zobaczyć, że to, co stworzone, jest dobre. 

    To najważniejsze przesłanie pierwszych wersetów Księgi Rodzaju. Bez Bożego tchnienia i Słowa nie ma życia. 

    Człowiek zły innych posądza o zło. Spojrzenie na ludzi i na świat wypływa z serca. Nasz odbiór świata zależy od naszego nastawienia, od naszego serca. 

Pewien mnich przyszedł i zapytał mistrza:

- Abba, dlaczego świat jest taki brzydki, że i ja czasem sam sobie wydaje się brzydki?

- czemu, jeżeli masz brzydką gębę, masz pretensje do lustra?

Człowiek dobry widzi dobro. Jeżeli widzę zło w drugim człowieku i w świecie, to znaczy, że coś ze mną jest nie tak, nie tak z moim wzrokiem i sercem.

    Bóg stworzył świat, który był dobry. Złe może być używanie stworzonych rzeczy.


1. Czy potrafię zachwycić się światem i człowiekiem?

sobota, 6 lutego 2021

Sobota 4 Tygodnia

    Przez Niego więc składajmy Bogu ofiarę czci ustawicznie, to jest owoc warg, które wyznają Jego imię. Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej więzi, gdyż cieszy się Bóg takimi ofiarami (Hbr 13,15-16).

    Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!» (Mk 6,30-31).


    Zakończenie Listu do Hebrajczyków ukazuje życie ucznia jako ofiarę uwielbienia. Ofiarę, w której jest miejsce na wzajemną pomoc, wdzięczność wobec tych, którzy towarzyszą w drodze wiary. To również doświadczenie wspólnoty z innymi, a przede wszystkim doświadczenie działania Boga, który przemienia ludzkie serce. 

    Doświadczenie procesu, jaki się dokonuje w ciągu drogi, dzięki łasce. Trzeba tylko pozwolić działać Bogu w swoim sercu przez Jezusa. 

    Można powiedzieć Mu wszystko, opowiedzieć o swoich radościach, pracy, trudach i niepowodzeniach. Jak apostołowie. On, dobry Pasterz, potrafi słuchać, odczytywać pragnienia serca. Wie, kiedy potrzebny jest odpoczynek i spokój. Zna miejsca, gdzie można odpocząć. 

1. Czy pozwalam Bogu działać we mnie?

piątek, 5 lutego 2021

Piątek 4 Tygodnia - wsp. św. Agaty

    Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: «Proś mię, o co chcesz, a dam ci». Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: «Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela» (Mk 6,21-22.25).


    Święta Agata, patronka dnia, wywodziła się ze znamienitego domu patrycjuszy. Przyjęła wiarę i dla wiary postanowiła zachować dziewictwo. To naraziło ją na zemstę ze strony Kwincjana, którego starania odrzuciła. Nie potrafiąc zrozumieć jej decyzji, wykorzystując czas prześladowań, najpierw postanowił ją zhańbić, zamykając w domu rozpusty, a kiedy i tam zachowała dziewictwo, została poddana torturom, a następnie została spalona. Nie wyparła się Chrystusa. 

    W jej wspomnienie myślę o innej dziewczynie, również ze znamienitego domu. O Salome, córce Herodiady. Poddana deprawacji przez własną matkę i ojczyma. 

    Widziała rozpad małżeństwa rodziców, a właściwie jego brutalne rozbicie przez brata ojca. Herod odebrał żonę, jej matkę, bratu Filipowi. Podporządkowana matce nastolatka, zamieszkuje z nią w pałacu Heroda. Docierały do niej niejeden raz głosy potępienia dla Heroda i jej matki - ich związek wywoływał powszechne zgorszenie w świecie Izraela. Wzrasta w atmosferze zgorszenia, skandalu, rozpusty i okrucieństwa. Ślepo posłuszna matce, staje się narzędziem zemsty. 

    Była nastolatką, kiedy została wystawiona na publiczny "podziw" męskiej widowni, kiedy tańczyła na urodzinach Heroda. Trudno zgadnąć co czuła i przeżywała wobec tych wszystkich spojrzeń. Tańczyła. Wykonywała to, co zasadniczo należało do kobiet pozbawionych czci. A ona miała tylko kilkanaście lat. 

    Zapłatą, o którą poprosiła, pod naciskiem matki, za swój taniec, stała się głowa Jana Chrzciciela. Trudno pogodzić ten wiek z misą, na której leży zakrwawiona głowa. 

    Herodiada - zaślepiona nienawiścią do Jana, potrafiła posłużyć się własną córką, odebrała jej godność i wrażliwość, dokonując "moralnego gwałtu" i pozbawiając czystości serca i spojrzenia.

     Człowiek wypełniony nienawiścią, zaślepiony nienawiścią, staje się potwornym zagrożeniem dla siebie, dla bliskich, dla każdego, kto pojawi się w zasięgu. Nienawiść skazała na okrutną śmierć św. Agatę, nienawiść posłużyła się nastolatką, by zabić św. Jana Chrzciciela. 


1. Co robię, kiedy w moim sercu pojawia się pragnienie odegrania się na drugim człowieku?

    

czwartek, 4 lutego 2021

Czwartek 4 Tygodnia

    Nie przystąpiliście bowiem do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. A tak straszne było to zjawisko, iż Mojżesz powiedział: Przerażony jestem i drżę (Hbr 12,18-19.21).

    Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi (Mk 6,7).


    Izraelici mieli doświadczenie Boga. Nazywali Go Wszechmocnym, Świętym, Panem Zastępów. To był Bóg, który prowadził ich z Egiptu do ziemi obiecanej, Bóg który się objawiał pod postacią ognia, grzmotów, błyskawic i obłoku mgły, głośnych trąb i huków. Bóg zabijający pierworodnych i rozdzielający morze. To był Bóg święty i i potężny, ale jednocześnie Bóg niedostępny, Bóg oddzielony, Bóg napełniający lękiem. 

    Taki obraz Boga nosił w sobie każdy Izraelita. Obraz Boga, do którego nie można się zbliżyć i którego nie można zobaczyć. 

    Jezus ukazuje inny obraz Boga. Boga bliskiego, łagodnego, Boga do którego można podejść, którego można zobaczyć i dotknąć. Do którego można się zbliżyć. Boga, który ma władzę i okazuje swoją moc, aby ratować człowieka, Boga, przed którym drżą złe duchy. 

    I tej mocy Jezus udziela swoim uczniom. Wysyła ich po dwóch, aby doświadczyli wspólnoty i wypędzali złe duchy. Aby człowiek został wyzwolony ze swoich lęków, ze zwątpienia, z beznadziei, z wewnętrznego zniewolenia. Aby przywracali ludziom pokój. 

1. Jaki obraz Boga mi towarzyszy?

środa, 3 lutego 2021

Środa 4 Tygodnia

    Trwajcież w karności! Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana. (Hbr 12,7a.12.14). 

    Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! (Mk 6,3).


    Zadbać o pokój, właściwie odniesienie do człowieka. Nie dzielić ludzi na przyjaciół i wrogów, ale starać się wnosić pokój. To trudne w świecie, który lubi podziały, niezgodę, który coraz bardziej się polaryzuje, nastawia jednych przeciw drugim. Triumf zła objawia się w podziałach, skłóceniu, niezgodzie, w konfliktach. 

    Nie chodzi jednak o byle jaki spokój, ale pokój Tego, który jest Pokojem. Pokój, który daje oparcie, który pozwala zapanować nad złymi emocjami, pokój, którego fundamentem jest prawda, który szuka dobra. 

    Dlatego potrzeba troski o własne uświęcenie, by taki pokój stał się udziałem serca. Czasem wiele robimy dla innych, zapominając o sobie, zapominając o koniecznej trosce o własne serce. To z własnego uświęcenia rodzi się świadectwo i ów wewnętrzny pokój, którym innym pozwala zobaczyć Pana. 

    Trwać w karności. Nie poddawać się zwątpieniu i zniechęceniu. Pośród beznadziei świadczyć o nadziei - wyprostujcie opadłe ręce. Nawet wtedy, kiedy rodzi się przekonanie, że już nie ma szans, że ręce opadły, że trzeba zrezygnować. Wskazywać prostą drogę pośród krętych ścieżek świata. Wskazywać światło, które pozwala zobaczyć nadzieję i napełnić serce pokojem. Nie dopuszczać zgorzknienia ducha, aby jakiś korzeń gorzki... nie spowodował zamieszania.

    Zastanawia zdumienie mieszkańców Nazaretu. Nie dlatego, że są zadziwieni, patrząc na czyny i słuchając słów Jezusa. Zastanawia, że patrząc i słuchając, nie potrafią zobaczyć i usłyszeć, nie potrafią uwierzyć. Ich zdumienie prowadzi do zwątpienia i odrzucenia. Zmysły i umysł pozostają ślepe, kiedy serce pozostaje zamknięte. 


1. Czy jestem człowiekiem wnoszącym pokój i nadzieję?

poniedziałek, 1 lutego 2021

Poniedziałek 4 Tygodnia


    Przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego (Mk 5,1-2).


    Przybyli do brzegu. Po trudnej podróży. Usłyszeli cierpkie słowa. Zarzucił im, że się niepotrzebnie lękają, wypomniał brak wiary. 

    Jego uczniowie byli przerażeni tym, co się stało na jeziorze. Nie rozmawiają z Nim, tylko między sobą. I kiedy przybyli do brzegu, wyciągają łódź, pochyleni nad nad nią. słychać tarcie piasku o dno. Twardy grunt pod nogami. Można odetchnąć. Są na obcym terytorium - na ziemi pogan, w Gerazie.

    I wtedy ciszę, szum wody, rozrywa krzyk. Ku brzegowi biegnie nagi człowiek, na przegubach dłoni okowy i resztki łańcuchów. Ten przerażający krzyk. Coś za chwilę się stanie. Coś złego. 

    Oddaje pokłon Mistrzowi, ale jego słowa przerażają: Co się tu do mnie wtrącasz, Jezusie, Synu Boga Najwyższego... To nie jest Twoje terytorium. Między świniami a ziemią umarłych nie masz nic do robienia. Nie dręcz mnie... 

    Widzę uczniów, którzy patrzą z przerażeniem na ową wykrzywioną złością twarz, krzyczące usta, wypełnione gniewem oczy. Nic nie mówią. Trzymają się blisko łodzi, może z rękami na burcie, gotowi w każdej chwili zepchnąć ją na wodę i odpłynąć. Obserwują. A może któryś próbuje wesprzeć Mistrza, pomóc Mu w tym starciu z człowiekiem, który stwarza zagrożenie? 

    Pewnie człowiek nie zmienił się tak bardzo w przeżywaniu swojego lęku. Kiedy dzieje się coś złego, kiedy kogoś napadają, tylko nieliczni potrafią zaryzykować i przyjść z pomocą. Większość próbuje się jak najszybciej oddalić, część obserwuje z bezpiecznej odległości - dziś może zrobią nawet zdjęcie czy nakręcą filmik z zajścia, ale zaangażować się w pomoc - to trudne. 

    Słyszą odpowiedź na pytanie, które zadawali sobie w łodzi o tożsamość Mistrza. JezusSyn Boga Najwyższego... 

    I kolejny obraz, który pozostanie w ich głowie - pędzące po urwistym zboczu i ginące w wodach jeziora stado świń. Przeraźliwe kwiczenie, plusk wody rozrywanej ciężarem wpadających zwierząt i cisza... Cisza, która także może przerażać. 

    Mistrz, który okrywa tego strasznego człowieka, którego twarz uległa nagle zmianie. Spojrzenie złagodniało, zaciśnięte pięści się otworzyły, usta już nie krzyczą. Cisza. Stało się coś, a oni nie rozumieją. 

    Nie trwa to długo. Widać ludzi. Podchodzą. Czują respekt i lęk. Lepiej niech odpłynie. Proszą także, by zostawił ich w spokoju. 

    Tylko ten dziwny człowiek chce zostać z Jezusem. On jeden nie odczuwa lęku. Jest wciąż blisko i chce pozostać z Jezusem. Stoi najbliżej Jezusa. Może on jeden zrozumiał, co się tak naprawdę stało... I chociaż tak bardzo pragnie pozostać przy Jezusie, nie jest mu to dane. Będzie świadkiem pośród tych, którzy się boją Jezusa i obawiają się Jego bliskości. Będzie świadkiem, aż zrozumieją, że ta bliskość uzdrawia, wyzwala i ratuje. 

1. Gdzie widzę siebie w tym wydarzeniu: pośród uczniów, mieszkańców Gerazy, w osobie uzdrowionego?

2. Jakie uczucia mi towarzyszą?

sobota, 30 stycznia 2021

Sobota 3 Tygodnia

    Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy (Hbr 11,1).

    Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?» (Mk 4,38-40).


    Wiara jest fundamentem. Wiara Abrahama przedstawiona jest jako wzorzec. Wezwany do opuszczenia swojej ziemi, swojej ojczyzny i domu swego ojca. Wezwany do wyzbycia się swojej tożsamości, kultury, swojej wizji świata i rzeczywistości, którą zna. 

    Ale samo zerwanie z przeszłością nie jest celem samym w sobie. Jest wstępnym wymogiem, by dotrzeć do innej ziemi, innego świata, który Bóg obiecuje. Zostawić wszystko znane, "swoje", aby otworzyć przyszłość. 

    Bóg Abrahama jest Bogiem obietnic: obietnicy nowej ziemi i obietnicy potomstwa. Abraham ciągle jest w drodze. Nawet by pochować Sarę, musi prosić Hetytów o kawałek ziemi. Syn ma być złożony w ofierze, co zdaje się podważeniem samej obietnicy. 

    Abraham zaprasza nas do spojrzenia poza to, co oczywiste. W świecie, w którym człowiek zdaje się koncentrować na doczesności, Abraham wskazuje na wieczność. 

    Wobec potęgi wiary Abrahama, który idzie w nieznane, przyjmuje to, co wydaje się zaprzeczeniem Bożej obietnicy, wiara uczniów Jezusa wygląda bardzo mizernie. Jakże brak wam wiary! Na zarzut, zawarty w pytaniu uczniowie nie odpowiadają. Pojawia się strach. Pojawia się pytanie, które kwestionuje tożsamość Jezusa - Kim On właściwie jest?

    Te dwa pytania, postawione uczniom, Jezus dzisiaj zadaje nam: Dlaczego się boisz? Dlaczego brakuje wam wiary? 

    Strach i wiara wzajemnie się wykluczają. Jeżeli się boję, to nie ufam, że Bóg kieruje łodzią mego życia. Strach paraliżuje, spowalnia kroki. Wiara wprowadza mnie na nowe terytoria. 

1. Co przeważa w moim życiu: wiara czy strach?

piątek, 29 stycznia 2021

Piątek 3 Tygodnia

    Nie pozbywajcie się więc nadziei waszej. Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy (Hbr 10,35-36).

    Mówił dalej: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak (Mk 4,26-27).


    Powierz Panu swą drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał... Zaproszenie do nadziei i wytrwałości. Słowo ma moc. 

    Otwartość na zasiew, przyjęcie z ufnością Słowa Bożego, sprawia, że może ono powoli wzrastać. Ziarno - suche, twarde. Jak trudne Słowo, które zdaje się nie mówić. Umieć zatrzymać także to Słowo, które nie zachwyca od razu, nie porusza serca, nie jest błyskiem światła pośród mroków. Zatrzymać takie Słowo w sercu i dać mu czas. Wobec słowa trzeba trzeba być cierpliwym, nie poddawać się zniechęceniu. Zachować wytrwałość w nadziei. 

    Cierpliwość i wierność sprawia, że Słowo nabrzmiewa ciężarem owocu, zaczyna mówić. Staje się światłem i oparciem. Daje schronienie jak drzewo. 

    Słowo przyjęte z ufnością do serca pracuje. Powoli przemienia. Czasem to inni dostrzegają jak bardzo Słowo nas przemienia. Nie wiadomo jak, a człowiek wzrasta do pełni żniwa - do zmartwychwstania. 

1. Czy nie zniechęcam się zbyt łatwo na drodze wiary?

    

czwartek, 28 stycznia 2021

Czwartek 3 Tygodnia - wsp. św. Tomasza z Akwinu

    I mówił im: «Uważajcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma» (Mk 4,24-25).


    Co będzie nam dane, a co odebrane? Pierwsza myśl przy takim zdaniu kieruje nas ku dobrom materialnym. Jesteśmy tak "skażeni" mentalnością świata, którego jesteśmy częścią, że mieć utożsamiamy niemal automatycznie z bogactwem materialnym, a nie mieć z ubóstwem. 

    Trudno jednak wyobrazić sobie Jezusa, który żyje ubogo i zaprasza tych, którzy za Nim idą, aby zrezygnowali z bogactw tego świata, że doradza sposób postępowania przekładający się na gromadzenie bogactw.

    Trzeba te słowa Jezusa zobaczyć w kontekście przypowieści, które Jezus wypowiada: o siewcy i ziarnie, które jest przyjmowane tak różnie, o świetle, które trzeba umieścić na świeczniku, aby świeciło wszystkim...

    W tym kontekście można zobaczyć, że tym, co możemy mieć lub nie mieć jest nasza otwartość na Słowo, na Jego słuchanie i przyjmowanie. Jeśli nasza postawa jest zamknięta, uniemożliwiamy sobie wzrost, przestajemy przynosić owoce i stopniowo stajemy się ubożsi. Kto nie otwiera się na Słowo, będzie go pozbawiony. Ziarno zostanie zabrane przez ptaki, uschnie, zostanie zagłuszone. Kto nie otwiera się na światło, zamyka się na życie, na piękno. Skazuje się na ślepotę i zabija w sobie nadzieję - umiera.

 1. Czy pozwalam Bożemu światłu rozpraszać ciemności życia?

środa, 27 stycznia 2021

Środa 3 Tygodnia

    Chrystus złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga... Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani (Hbr 10,12.14).

    Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: «Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać (Mk 4,2-3).


    Chrystus kapłan poprzez własną ofiarę na krzyżu dopełnił odkupienia. Owo zasiadł oznacza, że Jego misja została zakończona. Nie ma potrzeby nowych ofiar. Zwyciężył śmierć i uwolnił nas od grzechów. Z Jego ostatecznego poddania się rodzi się zbawienie wszystkich. Eucharystia nie jest powtarzaniem ofiary, ale uobecnieniem tej jedynej, którą złożył On - Kapłan na ołtarzu krzyża, ofiarując się za nas. Dzięki tej ofierze otrzymujemy łaskę po łasce.

    Mówił w przypowieściach. Mówił językiem, który był i jest zrozumiały dla człowieka, bo płynie z codziennego doświadczenia. 

    Widzę w tym rzucanym ziarnie Słowo - samego Jezusa. Kiedy ziarno spocznie w ziemi, staje się żywą istotą, której rozwój zależy od troski, jaką każdy człowiek jej poświęca. 

    Różne możliwości lub reakcje na to ziarno złożone w glebie naszego życia. 

    Kamieniste podłoże. Człowiek ulega ułudzie samowystarczalności. Ufa bogactwom materialnym, ziemskim zabezpieczeniom. Z tego rodzi się obojętność na Boże wezwanie. Odłożyli na bok Słowo.

    Skalisty grunt. Człowiek przyjmuje Słowo powierzchownie. To ciekawe, ale... i na tym kończy się to, co oferuje ziarnu. Nie może wykiełkować. Powierzchowność cieszy się blaskiem, ale nie pozwala światłu rozświetlić życia. Brakuje głębokich przekonań, które sprawiają, że ziarno objęte jest troską.

    Cierniste i zachwaszczone grunty. Człowiek przyjmuje Słowo z zainteresowaniem, a nawet z entuzjazmem. Bezpośrednie troski, jakie pojawiają się w życiu spychają jednak Słowo na dalszy plan. Interesy i sprawy obce Słowu zajmują pierwsze miejsce. Zasiane i przyjęte, ale brak opieki sprawia, że więdnie i umiera. Entuzjazm zostaje sprowadzony do miłego wspomnienia.

    Urodzajna ziemia. Człowiek przyjmuje i ceni Słowo, podejmuje starania, by wydało owoc. Ziarno - Słowo stanowi punkt odniesienia, którego nie można zaniedbać. Ono nadaje sens codziennym wyborom, zmaganiom, radościom i smutkom. 

1. Jaką wagę ma Słowo Boże w moim życiu?

wtorek, 26 stycznia 2021

Wtorek 3 Tygodnia - wsp. świętych Tymoteusza i Tytusa

    Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez nałożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia (2 Tm 1,6-7). 


    Piękny tekst św. Pawła, w którym dziękuje on Bogu za życie i wiarę Tymoteusza, wiarę otrzymaną od przodków, wiarę żywą. Jednocześnie Paweł zachęca swojego ucznia, by ten na nowo obudził to wszystko, co było darem przez nałożenie rąk - Boży charyzmat. Przypomina o o tym, że Boży Duch jest źródłem męstwa, miłości i rozwagi. 

    Świat, w którym żyjemy, stara się wmówić człowiekowi że jest w stanie rozwiązywać wszelkie problemy w oparciu o własne siły. Ale często stajemy wobec sytuacji, w których nasze siły okazują się niewystarczające, którym nie potrafimy zrozumieć. A wtedy człowiek zadufany we własne siły traci nadzieję. 

    Święty Paweł pokazuje, że przyjęcie Bożego Ducha pozwala stawić czoła realiom życia. 

    Często także chcemy wymazać własną przeszłość, historię, bo jest ona związana z bólem, cierpieniem, wieloma ranami. Takie działanie powoduje, że błędy mogą się powtórzyć. Kiedy nie wymazujemy naszej przeszłości, możemy uczyć się na błędach. Człowiek uczy się, że nie wszystko w życiu jest sukcesem. Nasze błędy i cierpienie mogą być źródłem naszej siły, mogą pozwolić nam skuteczniej stawiać czoło życiowym przeciwnościom, kiedy je przepracujemy - stają się źródłem życiowej mądrości. 

    Zostaliśmy obdarowani wiarą - darmo. Jak każdy dar wiara może być przyjęta jak coś, czym chcemy się posługiwać, czym chcemy się okrywać. Chcemy, by nam towarzyszyła. Może być też potraktowana, jako coś nieprzydatnego. Owszem jest, ale gdzieś na niedostępnej półce naszego życia, trochę zakurzona, niemal zapomniana. Nie wyrzucona jeszcze, bo nie chcemy sprawiać przykrości temu, który nas obdarował. Życie pokazuje, że wiara używana i praktykowana pozwala człowiekowi łatwiej pokonać trudności, daje oparcie, a kiedy człowiek upadnie, pomaga powstać. 

    Tak ważne jest, by nie zasypać popiołem owego Ducha, który został nam dany. 

1. Jakie jest moje podejście do daru wiary?

poniedziałek, 25 stycznia 2021

Poniedziałek 3 Tygodnia - Święto Nawrócenia św. Pawła

    Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?» «Kto jesteś, Panie?» - powiedział. A On: «Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić». Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił (Dz 9, 3-9).


    Chrześcijaństwo jest doświadczeniem spotkania. Spotkania, które zmienia wszystko. 

    Prześladowca staje się wyznawcą i głosicielem. Ten, który prowadził i dowodził prześladowców, musi być prowadzony za rękę jak dziecko. Ten, który widział, tak mu się zdawało, i znał prawdę, traci wzrok, aby rzeczywiście zobaczyć i uwierzyć. 

    Ci, którzy się obawiali prześladowań, żyją zadziwieniem. Jak się nie dziwić, kiedy prześladowca staje się bratem. 

    Trzy dni ślepoty i izolacji. To czas, kiedy Szaweł schodzi do swojej otchłani, do swojego grobu, z którego zostaje wyprowadzony łaską i darem Ducha Świętego, w sakramencie chrztu. Cały dotychczasowy świat, znajomi w znaczącej większości, świat przekonań i  to, czemu poświęcał życie, to wszystko przestaje istnieć. Łaska i chrzest rodzą Pawła Apostoła.

    Ten, który więził i zadawał cierpienie staje się tym, który sam będzie nosił kajdany, będzie więziony i będzie cierpiał. 

    Zadziwienie przemianą Szawła jest wciąż aktualne. Zarówno po stronie tych, którzy są wyznawcami, jak i tych, którym trudno zrozumieć przemianę. Z punktu widzenia ludzkiej logiki ta przemiana jest czymś niezrozumiałym. 

    Prześladować czy być prześladowanym? Więzić czy być uwięzionym? Zrzucać cierpienie na innych czy cierpieć samemu? Być na szczycie, cieszyć się władzą i siłą, czy doświadczać odrzucenia, pogardy i niemocy?

    Paweł potrafił wybrać: wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim... w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych.

    I nie jest to wcale wybór oczywisty, kiedy przyjrzeć się bliżej. Rodzi zadziwienie. Wierzących zadziwia wielkość i moc łaski. Niewierzący też mogą się zadziwić - trudno zrozumieć odrzucenie tego wszystkiego, co wydaje się takie cenne w oczach świata. 


1. Czy jest we mnie pragnienie pozyskania Chrystusa?

sobota, 23 stycznia 2021

Sobota 2 Tygodnia

    Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką - to jest nie na tym świecie - uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie (Hbr 9,11-12).

    Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów» (Mk 3,21).


    Jezus jest na początku swojej działalności. Z jednej strony Jego nauczanie i towarzyszące nauczaniu uzdrowienia sprawiają, że idą za Nim i do Niego tłumy. Z drugiej strony wywołuje negatywne emocje i oskarżenia. Trzeci rozdział Ewangelii Marka ukazuje pełny obraz sympatyków i przeciwników wobec dokonywanych przez Jezusa dzieł i głoszonej przez Niego nauki. 

    Przeciwników oburzają słowa i czyny, bowiem widzą w nich uzurpowanie sobie niezasłużonego autorytetu i władzy. Faryzeusze odbyli już naradę ze zwolennikami Heroda, jak Go zgładzić. Teraz zaczyna się czas, dyskredytowania Jego autorytetu. Pojawiają się pomówienia i plotki - odszedł od zmysłów. Niech zadziała rodzina i Go powstrzyma. Pojawią się oskarżenia, że to wszystko za sprawą złego ducha - ma belzebuba...

    Warto zobaczyć, że tym, co oburza i rodzi pomówienia, jest powołanie dwunastu. Dla przeciwników Jezusa symbol aż nazbyt czytelny - dwunastu synów Jakuba, dwanaście pokoleń i Nowe Przymierze. To budzi opór. Jezus przekracza granice. Burzy ustalony porządek i utrwalone formy kultu.

    Autor Listu do Hebrajczyków, kierujący swoje słowa do Żydów, posługuje się językiem, który dobrze znają - językiem prawnych zapisów i tradycji związanych z kultem. Jak Jezus posługiwał się przypowieściami, by przybliżyć człowiekowi obraz Nowego Przymierza, tak autor Listu wyjaśnia wyjątkowość Jezusa. 

    Wszelkie ofiary Starego Przymierza, krew kozłów i cielców, są  symbolem osobistej ofiary złożonej przez Chrystusa i jej zbawczego znaczenia. Ofiara Chrystusa ukazuje wielką różnicę w stosunku do ofiar Starego Przymierza, czysto zewnętrznych, które służyły oczyszczeniu ciała. Ofiara Chrystusa przynosi oczyszczenie serca, wnosi nowy sposób oddawania czci Bogu - w Duchu i prawdzie. Przestaje istnieć zasłona rozdzielająca Święte Świętych od Boga. Zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, kiedy Jezus złożył swoją ofiarę na drzewie krzyża. Jezus rzeczywiście przekracza granice, jest Kimś wyjątkowym, tworzy nowy lud. 


1. Czy potrafię zobaczyć wyjątkowość Chrystusa?

piątek, 22 stycznia 2021

Piątek 2 Tygodnia

    Takie jest przymierze, które zawrę z domem Izraela w owych dniach, mówi Pan. Dam prawo moje w ich myśli, a na sercach ich wypiszę je, i będę im Bogiem, a oni będą Mi ludem (Hbr 8,10).


    Nie doceniamy naszego serca. Kiedy patrzę na dziecko, widzę, że ono potrafi rozpoznać spontanicznie dobro i zło. Serce pragnie dobra. Rozeznaje.

    Im więcej mamy lat, tym bardziej przyjmujemy mentalność Starego Przymierza. Potrzebujemy kamiennych tablic, jasno określonych norm, zasad, regulaminów, nakazów i zakazów. Ważymy z precyzją aptekarza, co można, a czego już nie, bo prawo tak mówi lub tak rozumiemy jego zapisy. 

    W każdym z nas istnieje pokusa, aby wszystko zawszeć w przepisach, aby wszystko skodyfikować. Nie zawsze jednak ludzkie prawo idzie za dobrem, zdarza się, że potrafi również sankcjonować zło. 

    Ta pokusa prowadzi do tego, że zwalniamy nasze serce z rozeznawania, stępiamy jego wrażliwość i skazujemy je na ślepotę. Potrafimy uwierzyć, że coś jest dobre, bo tak zostało określone, chociaż serce zdaje się krzyczeć, że to zło. Doświadczamy wyrzutów sumienia, niepokoju, czujemy dyskomfort. Tak jak dziecko reagujemy spontanicznie niepokojem na zło. A jednak wierząc ślepo zapisom, potrafimy iść wbrew głosowi naszego serca. Człowiek potrafi usankcjonować zło jako prawo i próbuje zmusić, by inni postępowali według niego. 

    Pragnienie, pokusa zawarcia wszystkiego w prawnych zapisach, rodzi ślepotę serca, stępia wrażliwość sumienia, rodzi niewolników, pozbawiając człowieka Bożego dziecięctwa - owej wrażliwości, która potrafi iść z miłością ku dobru.

1. Czy nie podchodzę bezkrytycznie do praw stanowionych przez ludzi?

    

czwartek, 21 stycznia 2021

Czwartek 2 Tygodnia - wsp. św. Agnieszki

    Jezus zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi (Hbr 7,25).


        Czasem dociera do nas wiadomość, że niezwykły lekarz, któremu wielu zawdzięcza życie, umarł. Nie był w stanie uratować swojego życia, nie był w stanie zastosować odpowiedniego leku sam sobie. Nie mógł, bowiem człowiek nie jest w stanie przezwyciężyć ograniczeń ludzkiej natury, która doświadcza władzy śmierci. 

    Inaczej jest z Chrystusem. Zawsze żyje. Jego ofiara na krzyżu przyniosła zbawienie wszystkim ludziom, przez nią pokonał każdy grzech. Jako prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek wstawia się za każdym z nas. 

    Doświadczył śmierci, jak każdy człowiek, ale tylko On jeden mógł powiedzieć: Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».

    Śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie nie pozbawiły Go człowieczeństwa. Jako Bóg-Człowiek oręduje za grzesznikami. Nie należy do przeszłości, ale do "wiecznego teraz", w którym wciąż dokonuje się dzieło zbawienia. 


1. Czy Jezus jest dla mnie żyjącym i wstawiającym się dziś Orędownikiem?

wtorek, 19 stycznia 2021

Wtorek 2 Tygodnia - wsp. św. Józefa Sebastiana Pelczara

    Dlatego Bóg, pragnąc okazać ponad wszelką miarę dziedzicom obietnicy niezmienność swego postanowienia, wzmocnił je przysięgą, abyśmy przez dwie rzeczy niezmienne, co do których niemożliwe jest, by skłamał Bóg, mieli trwałą pociechę, my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy (Hbr 6,17-19).


    Nadzieja umiera na końcu. Jest kotwicą pewną i solidną dla życia, wobec wszelkich przeciwności i burz, ponieważ jest umocowana i podtrzymana w obietnicy samego Boga, który jest wierny. 

    Beznadzieja jest duchową śmiercią. Utrata nadziei sprawia, że tracimy poczucie sensu życia. Nadzieja sprawia, że potrafimy zobaczyć sens naszych wysiłków, starań i poświęceń.

    Nadzieja rodzi wiarę i cierpliwość. Prowadzi ku Bogu drogą wierności tego, który pozwala się jej pochwycić. Gwarancją naszej nadziei jest Jezus, który już przeszedł przez bramę wieczności, zasłonę Świętego Świętych, gdzie przebywa Bóg.

    Chociaż życie przynosi fale różnych doświadczeń i cierpienia, nadzieja rodzi pociechę i daje poczucie stabilizacji pośród niepewnego i zagubionego świata.

    Święty Paweł, doświadczając różnych przeciwności i cierpień, będzie z ufnością wołał: wiem, komu zaufałem. 

    Zawieść mogą ludzie, pewne społeczne, polityczne czy gospodarcze układy mogą się rozpaść, ale Bóg nie zawodzi. Wędrówka z Bogiem, który jest nadzieją, mimo różnych przeciwności spotykanych na drodze, gwarantuje przeżycie najtrudniejszych sytuacji i chroni przed rozpaczą. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. 

1. W czym i w kim pokładam moją nadzieję?

piątek, 15 stycznia 2021

Piątek 1 Tygodnia

    Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech (Mk 2,1-3).


    Paralityk. Spotkałem ich wielu. Można by pokusić się o stwierdzenie, że jesteśmy społeczeństwem, które wychowuje paralityków. Chociaż nogi mają zdrowe, to potrzebują innych ludzi, by w ogóle coś zrobić.

    Potrzebują owych "czterech" z Ewangelii wg  św. Marka, którzy domyślą się, co im potrzebne, odczytają ich myśli i pragnienia, podadzą do stołu, posprzątają i wypiorą, czasem nawet odrobią domowe zadania ze szkoły. 

    Czasem paralityk łaskawie burknie pod nosem dziękuję. Przecież to mu się należy, więc nie bardzo jest za co dziękować. Są tak ważni, że nie mogą marnować czasu na codzienne błahostki, jak sprzątanie, zakupy czy inne tego typu sprawy. Oni podejmą tylko ważne rzeczy, a teraz trwają w oczekiwaniu. Jeżeli nic nie robią, to wyraźny znak, że wielkie rzeczy jeszcze się nie pojawiły.

    Współcześni paralitycy - leniwi, zgnuśniali, zmęczeni życiem, chociaż jeszcze nawet żyć nie zaczęli, wiecznie zajęci, chociaż nic nie robią. Przykuci do kanapy i ekranu. Bezwolni. Czasem w ludziach na inwalidzkich wózkach można zobaczyć więcej energii i chęci życia niż u nich. 

    Jezus przychodzi z pomocą. Poleca wziąć paralitykowi swoje łoże i iść do domu. Jakby mówił: weź swoje życie w dłonie, zobacz swój dom, zamieszkaj w nim, uczyń go rzeczywiście swoim, weź za życie odpowiedzialność. To twoje życie. I nikt inny nie może cię zastąpić.

1. Czy jestem sumienny w codziennych sprawach?

    

    

czwartek, 14 stycznia 2021

Czwartek 1 Tygodnia

    Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co "dziś" się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu (Hbr 3,12-13).

Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: «Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić» (Mk 1,40).


    Serce przewrotne będzie ode mnie z daleka... Obrzydłe dla Pana są serca przewrotne... bo przewrotne myśli oddzielają od Boga... 

    Przewrotne serce niewiary - serce odrzucające Boże natchnienia, niechętne prowadzeniu przez Ducha, szukające swojego "Ja", bez liczenia się z innymi. Serce pyszne, które wszystko chce czynić po swojemu. A to prowadzi do zatwardziałości, zamknięcia na łaskę, na Boga. Prowadzi do ulegania oszustwu grzechu i odcięcia od Boga.

    Autor Listu do Hebrajczyków przestrzega i wskazuje na wspólnotę, jako miejsce, w którym łatwiej ustrzec się grzechu. Wspólnota może być wsparciem i pomocą, pozwala uratować się przez zamknięciem i zatwardziałością serca.

    Świadomość własnego stanu, świadomość tego, że jest się "trędowatym" prowadzi do otwarcia na Bożą łaskę. Jeśli zechcesz... Aby leczyć zło, trzeba je rozpoznać. 

    Serce ulegające oszustwu, ułudzie grzechu, nie potrafi rozpoznać swojego stanu, nie potrafi poprosić. Utwierdza człowieka w samozadowoleniu i pozorach szczęścia. Prowadzi ku zgubie. 


1. Czy ludzie, którymi się otaczam, są dla mnie wsparciem na drodze wiary?

2. Czy ja jestem wsparciem dla innych?

środa, 13 stycznia 2021

Środa 1 Tygodnia Zwykłego


    Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli (Hbr 2,14-15).

    Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce (Mk 1,29-30).

    Lęk wobec cierpienia,, choroby, umierania i śmierci to jedne z najsilniejszych ludzkich lęków. Boimy się choroby, związane z nim cierpienia, ale także uzależnienia od innych, boimy się umierania i śmierci. Wraz z chorobą i wiekiem pojawiać się może również lęk przez odrzuceniem - człowiek chory i cierpiący, przykuty do łóżka, jak teściowa Piotra, może doświadczać, że jest ciężarem że stał się niepotrzebny i nieużyteczny. 

    Ten lęk może nas paraliżować. Zaciska na ludzkim sercu swoje kajdany, sprawia, że człowiek staje się niewolnikiem. Odbiera nadzieję, pozbawia życie sensu, rodzi zniechęcenie. Być może dlatego tak prostym rozwiązaniem dla wielu w kulturach zachodnich wydaje się eutanazja. Przecież widzenie wartości człowieka tylko poprzez wymiar przydatności, efektywności czy produktywności prowadzi do prostego wniosku - jeśli nie jesteś przydatny, jesteś niepotrzebny.

    Jezus przyjmuje cierpienie, przyjmuje krzyż, aby wyzwolić nas od tego lęku, który zniewala serce. Ukazuje, że także życie wypełnione cierpieniem, a nawet sama śmierć, mają sens. Przyjęcie z miłością i zaufaniem tego co trudne, w zjednoczeniu z Chrystusem cierpiącym i umierającym, nadaje sens i rodzi nadzieję. Widzę św. Jana Pawła II, który bez słów opiera głowę na krzyżu w Wielki Piątek. Milczący, cierpiący i zatopiony w zaufaniu, wciąż nauczał, choć nie padło ani jedno słowo.


1. Prosić dla siebie o umiejętność przyjmowania choroby, cierpienia i śmierci w zaufaniu do Ojca.