zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 18 lutego 2024

I Niedziela Wielkiego Postu

    Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię» (Rdz 9,11).

    Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu (Mk 1,12-13).


    Wielki Post wita nas zawarciem przymierza na koniec potopu i wyjściem na pustynię. Idziemy na pustynię, by kontemplować Jezusa i zobaczyć, jak radzi sobie z pokusami. 

    Pustynia ze swej strony jest miejscem rozeznawania, formacji i dojrzewania. W ciszy możemy zastanowić się, czego Bóg od nas pragnie, od każdego z nas osobiście. To na pustyni lud niewolników uświadomił sobie, że jest Bożym ludem, wybranym przez Pana. 

    Jezus na pustyni rozeznaje, by potem ruszyć po drogach Galilei i głosić Dobrą Nowinę. Od samego początku towarzyszy temu ofiara - śmierć Jana, a także pokusy. I ani ten wymiar męczeństwa, ani pokusy nie znikną z życia Jezusa. Towarzyszą Mu nieustannie,  tak jak towarzyszą nam. 

    Wielki Post prowadzi nam ku Wigilii Paschalnej i tajemnicy Zmartwychwstania. Wówczas zostaną zadane nam pytania. Pytania są bardzo proste i jednocześnie bardzo trudne. Zmuszają nas do zajęcia konkretnego stanowiska wobec życia, jeżeli odpowiadamy na nie świadomie. Na wszystkie pytania odpowiada się twierdząco, wybrzmi nasze tak, Zmieni się tylko czasownik - tak, wyrzekam się i tak, wierzę. 

    Czy jest coś łatwiejszego i jednocześnie trudniejszego? Czy naprawdę wierzę w Boga Ojca? To jest pierwsze pytanie. A potem następuje rytuał, czy naprawdę wierzę w Jezusa Chrystusa, czy naprawdę wierzę w Ducha Świętego, do jakiego stopnia mogę powiedzieć, że ufam Bogu, że oddaję swoje życie w Jego ręce? Kim jest dla mnie Jezus, czy naprawdę żyję dla Niego, czy On jest latarnią mojego życia? Czy czuję, że Duch Święty mnie prowadzi, czy naprawdę wierzę, że jest moim światłem, że prowadzi mnie w trudnych chwilach? Już tutaj jest materiał do przemyśleń.

    To samo można powiedzieć o wyrzeczeniach. Szatanowi, jego dziełom i jego pokusom. Powiedzenie "tak" jest łatwe. Jak wybór między dobrem a złem, między życiem a śmiercią. Nie trzeba zbyt wiele myśleć. Ale żyć zgodnie ze swoim słowem już nie tak bardzo. Musimy odnawiać nasz wybór każdego dnia. Nie tracąc z oczu wzoru, Jezusa Chrystusa. Kolejny punkt do przemyślenia.

    Warto spojrzeć na Wielki Post z tej perspektywy, mamy czterdzieści dni na modlitwę, medytację i przygotowanie naszych odpowiedzi. 

    Do tego właśnie zaprasza nas Jezus w Ewangelii. Podjęcia walki, odrzucenie zła i opowiedzenia się po stronie Boga. 

sobota, 17 lutego 2024

Sobota po Popielcu

    Potem odszedł i zobaczył poborcę imieniem Lewi, siedzącego przy cle. Powiedział mu: "Chodź ze Mną". Zostawił wszystko, wstał i chodził z Nim (Łk 5,27-28).


    Kiedy Jezus przechodzi obok, kiedy Bóg spotyka człowieka, nic już nie jest takie samo. Mateusz, zostawiając wszystko... jako bezużyteczne, poszedł za Jedynym, który od tego momentu był wart naśladowania; Piotr, Andrzej, Jan i Jakub zostawili rodzinę, łodzie, sieci, przyjaciół, nawet swoją przyszłość, tylko dlatego, że Jezus powiedział im, aby poszli za Nim. Ale jaki jest sens zostawiania wszystkiego, by podążać za Jezusem?

    Nie jest to kwestia odejścia dla samego odejścia, ale porzucenia starego dla czegoś, co, jak wierzymy, jest nieskończenie lepsze i bardziej wartościowe. Wszystko zaczyna się od nieodpartej i głębokiej zażyłości z Jezusem, którego nie do końca rozumiemy, ale którego odczuwamy jako kogoś, kto może wyjaśnić i wyjaśnić sens życia i śmierci, powód cierpienia i sposób, w jaki można je zharmonizować ze szczęściem Królestwa Bożego. 

    Z tej zażyłości spontanicznie rodzi się całkowite zaufanie do Jezusa i do Boga Ojca. Zażyłość i zaufanie rodzą zmianę mentalności, nowe postawy, inne wartości, które nazywamy ewangelicznymi, oraz poczucie przynależności do Królestwa, które nie odrywając nas od świata, do którego należymy, umieszcza nas w orbicie boskości, gdzie Duch Święty będzie odgrywał najważniejszą rolę.

    Mateusz, świadomy tego, co zostawia za sobą, a przede wszystkim tego, co znajduje, zaprasza Jezusa i jego przyjaciół na ucztę. W ten sposób dziękuje i jest wdzięczny za dar, który właśnie otrzymał. To dziękczynienie pomoże mu świadczyć o Jezusie, o jego doświadczeniach z Nim i o Dobrej Nowinie o Królestwie.


    A kogo ja szukam, co jest dla mnie najcenniejsze i czy jestem gotów, z wdzięczności, dawać świadectwo jak Mateusz?

piątek, 16 lutego 2024

Piątek po Popielcu

    Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich waszych robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości (Iz 58,3b-4).

    Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą? (Mt 9,14b).


    Post - kluczowe słowo dzisiejszej liturgii. Jeden z najważniejszych wymiarów Wielkiego Postu. 

    Post w dzisiejszym świecie zatracił nieco swój charakter, a świat proponuje różnego rodzaju diety, w które angażuje się wiele osób.

    W aspekcie religijnym możemy rozumieć post nie tylko jako ograniczenie jedzenia, ale rezygnację ze wszystkiego, co mnie oddala od Boga, praktyk lub wad, które mnie zniewalają. Oderwanie się od okienka komórki czy sieci społecznościowych, różnego rodzaju gier może być pewnym rodzajem postu, ponieważ przynosi duchową korzyść - prowadzi do ciszy, a Wielki Post nas do niej zaprasza. 

    Ale Słowo zachęca nas do głębszego spojrzenia. Dlaczego pościć, jaki jest cel tej duchowej praktyki?

    Post religijny, który rodzi się z pychy, z duchowej rozwiązłości, to znaczy z próżnej chwały, z czystego samodoskonalenia, z duchowego narcyzmu, jest postem, który prorok Izajasz krytykuje i przed którym ostrzega nas Słowo.

    Żaden post religijny nie może być pozbawiony podstawowego elementu: musi przynosić pożytek innym, mieć pozytywne konsekwencje dla innych, zwłaszcza najbardziej potrzebujących. Nie może być postem, z którego owoców korzystam tylko ja. 


Czemu służy mój post? Z czego nie potrafię, trudno mi zrezygnować?

czwartek, 15 lutego 2024

Czwartek po Popielcu

    Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo (Pwt 30,19).

    Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. 25 Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? (Łk 9,24-25).


    Jeśli zdecydowałeś się wyruszyć w podróż Wielkiego Postu, przekraczając próg Środy Popielcowej, dobrze jest spojrzeć na wskazania dzisiejszych czytań. Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo - co wybierzesz, będziesz miał. 

    Kiedy nasi rodzice uczą nas dojrzałej wolności, z którą wiąże się odpowiedzialność, ukazują nam konsekwencje naszych wyborów. A kiedy mimo wszystko podejmujemy absurdalne decyzje, możemy usłyszeć - nie narzekaj, to był twój wybór, znałeś konsekwencje...

    To wydaje się takie logiczne. Jeżeli dobrze ulokujesz życie, zyskasz spokój, radość, szczęście. Ale jeśli lubisz podejmować ryzyko, wystawiając życie na niebezpieczeństwo, nie możesz mieć pretensji, że przegrasz. 

    Jednak Ewangelia łamie tę logikę i zaprasza nas do wprowadzenia w życie odwrotnych zasad. Jeśli chcesz życia, wybierz śmierć; ten, kto uporczywie próbuje zatrzymać żeton życia dla siebie, przegrywa grę i przegrywa siebie.

    Życie zyskujesz dając, taka dziwna Boża matematyka: życie dzielone z innymi się pomnaża. Tak jak radość, szczęście i wiele innych dobrych rzeczy, do których zdolne jest dzięki łasce ludzkie serce...


Czy moje życie jest darem ofiarowanym innym?

środa, 14 lutego 2024

Środa Popielcowa

    Gdy pościcie, nie bądźcie posępni, jak obłudnicy, bo oni zmieniają swoje twarze, by ludziom pokazać, że poszczą.  Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu  (Mt  6,16-17).

    

    Mamy czterdzieści dni. Wchodzimy przez bramę, by rozpocząć wędrówkę.  Wielki Post to droga na górę, do Jerozolimy, dotknięcie tam umarłego i zmartwychwstałego Chrystusa. 

    Ta wędrówka ma swoje źródło w sakramencie chrztu. Zarówno katechumen, który żyje w pewnym napięciu, aby przyjąć w czasie Wigilii Paschalnej chrzest, jak i chrześcijanin, który przeżywa swoją śmierć dla grzechu i narodziny (zmartwychwstanie) do nowego życia, w centrum wielkopostnej drogi stawiają chrzest. 

    Śmierć i życie, popiół i woda współistnieją w Wielkim Poście. W samym obrzędzie posypania głów popiołem usłyszymy słowa: Prochem jesteś, nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Umieramy dla grzechu. Milknie Alleluja, pojawia się fiolet w liturgii. Podejmujemy nawrócenie; nie tyle dlatego, że porzucamy grzech, ale dlatego, że powracamy do Ojca, nawet jeśli nie jesteśmy godni nazywać się Jego dziećmi. To dom Ojca jest naszym przeznaczeniem i celem, a nie samo odejście o grzechu. 

    Podejmując pokutne dzieła: post, jałmużnę i modlitwę, mamy szansę, zaczynając wędrówkę w popiele, dotrzeć do wody życia, które ma swoje niegasnące źródło w tajemnicy Krzyża i Zmartwychwstania, w Paschalnej Tajemnicy Baranka 


Czemu mają służyć moje wielkopostne postanowienia?

wtorek, 13 lutego 2024

Wtorek 6. Tygodnia Zwykłego

    Błogosławiony mąż, który oprze się pokusie: gdy zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują. Kto doznaje pokusy nie mówi: "Bóg mnie kusi". Bóg bowiem ani nie podlega pokusie do zła, ani też nikogo nie kusi (Jk 1,12-13).


    List apostoła Jakuba wydaje się rozróżniać między "próbą" a "pokusą". Katechizm Kościoła Katolickiego mówi nam: Duch Święty każe nam rozróżniać między próbą konieczną do wzrostu wewnętrznego człowieka w celu "wypróbowania cnoty" a pokusą, która prowadzi do grzechu i śmierci. 

    Poddanie czegoś próbie oznacza sprawdzenie, czy jakość jest odpowiednia do przyjętych norm, czy odpowiada temu, czego szukamy, czy to nie jakaś imitacja czy prowizorka. Jakub jest pewien, że ten, kto przetrwa próbę, otrzyma wieniec życia, samo życie w Bogu. 

    Inną rzeczą jest pokusa, która nie pochodzi od Boga, ale uderza w nasze skłonności i predyspozycje, bo jesteśmy skłonni do szukania tego, co najłatwiejsze, najwygodniejsze, najprzyjemniejsze lub czym możemy się pochwalić lub dzięki czemu możemy się wywyższyć. Kiedy się zbliżysz za bardzo do ognia, zawsze się poparzysz. 

    Dlatego warto wołać wraz z psalmistą: Błogosławiony mąż, którego Ty wychowujesz, Panie. Każde zwycięstwo i każdy doskonały dar pochodzi od Boga, On przekazuje nam życie przez Jezusa, który przeszedł przez nasze pokusy, abyśmy nie zginęli. 


Jak staram się walczyć z pokusami?




poniedziałek, 12 lutego 2024

Poniedziałek 6. Tygodnia Zwykłego

    On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: «Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu» (Mk 8,12).


    Od czasu do czasu Ewengelia ukazuje Jezusa poirytowanego, można powiedzieć, że ma dość już pewnych ludzi, szczególnie faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Nie są zainteresowani poznaniem tego nowego nauczyciela i proroka, którym jest Jezus. Znaki uzdrowienia, których dokonuje, nie są dla nich wystarczające. Im powszechniej jest akceptowany przez ludzi, tym bardziej starają się zaszkodzić Jego opinii, naruszyć Jego autorytet. 

    Stawiają na szali swój prestiż, pychę i autorytet i przychodzą prosić, by uczynił znak  z nieba. Niech ich Bóg wyraźnie pokaże, że jest po stronie Jezusa. 

    Jezus, ten, który uczynił już wiele znaków, nie ulega ich oczekiwaniom. Nie ma bardziej ślepego niż ten, który nie chce widzieć. Nie ma znaku, który mógłby przekonać tych, którzy nie zamierzają uwierzyć. 

    Gdyby oni potrafili odkryć, że poza całą fasadowością, którą przyjęli, oczekiwaniami szacunku i poczuciem własnej wyjątkowości i czystości, są jedynie biednymi, potrzebującymi łaski ludźmi, jak wszyscy inni. Gdyby tylko potrafili zrozumieć, że człowiek jest tylko i aż człowiekiem, w swojej wielkości i grzeszności. Wtedy potrafiliby dostrzec w Jezusie, w Jego słowie, w Jego znakach, obecność proroka i Bożego Posłańca. Nie potrzebowaliby więcej znaków. Ale trzeba zejść z piedestału przekonania o własnej doskonałości. 


Czy potrafię dostrzegać Boże znaki? A może wciąż oczekuję nowych?

niedziela, 11 lutego 2024

VI Niedziela Zwykła

    Trędowaty, dotknięty tą plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nie uczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty (Kpł 13,45-46a).

    Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: "Chcę, bądź oczyszczony!". Zaraz trąd go opuścił i został oczyszczony (Mk 1,41).


    Królestwo Boże naprawdę przyszło do trędowatego. Jezus nie tylko z nim rozmawia, ale dotyka jego skóry, aby go uzdrowić. Nie tylko przywraca mu fizyczne zdrowie, ale przywraca go do społeczności. 

    Kosztem skalania samego siebie. Według Prawa ten, kto dotknął się nieczystego, stawał się nieczysty. W ten sposób Jezus oczyszcza to, co nieczyste i wskazuje, że nic nie jest w stanie oddzielić nas od Boga, jeżeli potrafimy oddać się w Jego ręce i ufnie prosić. 

    Uderzające jest to, że Jezus, po złamaniu prawa związanego z czystością, prosi trędowatego, aby przestrzegał zaleceń tego samego Prawa. A trędowaty ma możliwość złożyć świadectwo o swoim uzdrowieniu. 

    Jezus zdjęty litością dokonuje uzdrowienia. Jezus jest poruszony. Rozbudzenie autentycznego współczucia w człowieku opiera się na prawdziwej miłości. Bez miłości nie ma współczucia. 

    Jezus, uzdrawiając trędowatego, pogodził się z wykluczeniem i marginalizacją, z cierpieniem. Przyjął na siebie nasze grzechy, stał się grzechem, aby człowieka wybawić od grzechu...


Jak wygląda moje współczucie wobec cierpiących? Czy nie mylę współczucia z ze zwykłą litością, która nie pomaga?

sobota, 10 lutego 2024

Sobota 5. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Scholastyki

    Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka (Mk 8,2-3).


    Współczucie prowadzi do czynów. Nakarmić tych, którzy są głodni. Ale najpierw poszukać właściwego pokarmu. Nie powinniśmy karmić się byle czym. 

    Wiara jest podróżą, musi wzrastać i się rozwijać. Ale istnieją formy wiary, które utknęły, zatrzymały się w miejscu, nie rozwinęły się i nie ukształtowały w dojrzały sposób. Są wierzący, którzy utknęli w pewnych praktykach i sposobach funkcjonowania i są zadowoleni z tego, co odziedziczyli lub z tego, co kiedyś sami znaleźli.

    Wiara nie może się też ograniczać do konkretnych momentów w życiu, do pewnych zasad postępowania. 

    Musi mieć osobisty wymiar. Jezus oferuje Chleb Życia, ale z naszej strony musi być świadomość głodu i przekonanie, że musimy się odżywiać, aby wzrastać. 


Czy troszczę się o rozwijanie własnej wiary?

    

piątek, 9 lutego 2024

Piątek 5. Tygodnia Zwykłego

    Jedno tylko pokolenie będzie miał ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na miasto Jeruzalem, które wybrałem ze wszystkich pokoleń Izraela (1Krl 11,32).

    Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: «Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę» (Mk 7,36-37).


    Historia Starego Przymierza ukazuje obraz Boga, który jest obecny i interweniuje, Boga, który jest wierny swoim obietnicom, ale także karci za niewierność. W czasach pomyślności, ale także w czasie wojen i niepokojów, w wewnętrznych zawirowaniach, pozostaje obecny. Człowiek, który nie posiadał pewnych naukowych narzędzi pomagających wyjaśnianiu rzeczywistości, starał się odczytywać tę rzeczywistość w perspektywie Bożego działania. 

    Dziś sytuacja się odwróciła - wiele wydarzeń potrafimy odczytać w kluczu naukowych przyczyn i skutków, ale jakoś zatraciliśmy Bożą perspektywę. I chociaż wiele potrafimy wyjaśnić, to tracąc odniesienie do Boga, wobec najważniejszych wyzwań rzeczywistości pozostajemy bezradni i bezsilni, jakby ubożsi...

    Interwencje Boga w Nowym Testamencie mają bardziej zrozumiały i bliższy dla nas styl. Cuda dokonywane przez Jezusa, Jego gesty są bardzo ludzkie. Ale zatrzymując się na tej ludzkiej perspektywie, łatwo można utracić to, co Boże. 

    Cuda dokonywane przez Jezusa mają podwójny wymiar i cel. Po pierwsze, zawsze są czynione z miłości do człowieka. Jezus stara się leczyć nasze dolegliwości i choroby, jak czyni to wobec głuchoniemego w Ewangelii. Ale jest też drugie znaczenie cudów. Jezus chce nam uświadomić, że jest nie tylko człowiekiem, ale także Bogiem. W swojej wyciągniętej ku człowiekowi dłoni nie zatrzymuje się na fizycznych dolegliwościach i brakach. Chce dokonać cudu, który zawsze jest trudniejszy, niż sprawienie tego, by głuchy usłyszał. Chce dokonać cudu przemiany naszych serc, by stawały się podobne do Jego serca...


Czy na moje życie potrafię patrzeć w Bożej perspektywie? Czy nie próbuję wszystkiego wyjaśniać po ludzku?

czwartek, 8 lutego 2024

Czwartek 5. Tygodnia Zwykłego

    Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić cudzych bogów, ale on nie zachowywał tego, co Pan mu nakazał (1Krl 11,9-10).


    Po długich latach panowania, wraz z problemami gospodarczymi, politycznymi i społecznymi królestwo Salomona chyli się ku upadkowi. Ale tym, co doprowadziło je do całkowitej ruiny była niewierność, bałwochwalstwo. Odwrócił swe serce od Pana. Przez wiele lat służył Bogu, ale ludzka słabość otworzyła jego serce na pogańskie kulty.

    Nikt z nas nie może być pewny siebie, ludzkie serce pozwala się uwieść, każdy z nas może się zagubić w całej sieci różnych dróg, decyzji i wyborów, każdy z nas może poświęcić się jakimś interesom, które zawsze starają się zająć miejsce należne Bogu w naszym sercu. 

    Kiedy odchodzimy od wierności Bogu, cały nasz zewnętrzny i wewnętrzny świat obraca się przeciwko nam samym. Wtedy człowiek musi podjąć walkę z własnym ego, z powierzchownością. 

    Ułuda światowości, bogactwa, władzy i sukcesu potrafi zafascynować, przyciąga ludzkie serce i jednocześnie więzi je, odbierając poczucie sensu życia.

    Dopiero uświadomienie sobie tej powierzchowności życia, obudzenie w sobie pragnienia zmiany, sprawia, że możemy rozpocząć życie w wewnętrznej wolności. Wtedy serce człowieka staje się silne, nie pozwala się zniewolić. Trzeba wciąż uważać, by nie pozwolić bożkom zawładnąć naszym życiem...


Jak dziś oceniłbym moją wierność Bogu?

środa, 7 lutego 2024

Środa 5. Tygodnia Zwykłego

    Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota (Mk 7,21-22).


    Prawda wypowiedziana przez Jezusa jest znana każdemu człowiekowi. Podejmujemy różne działania, by zachować zewnętrzną czystość i higienę. Sprzątamy nasze mieszkania, pierzemy ubrania, myjemy się. Ale co z moim wnętrzem? Czy moje serce nie potrzebuje oczyszczenia, dotlenienia, świeżości? 

    I tak jak zewnętrzne starania o czystość wymagają poświęcenia czasu, podobnie dzieje się z ludzkim sercem. 

    Dzisiejszą lekcję Jezus kończy, wymieniając trzynaście równych form zła, które pochodzą z wnętrza człowieka. I dla własnego zdrowia powinniśmy zadbać o oczyszczenie serca z tego brudu, aby serce wypełniło się pokojem, aby poprawić nasze relacje z innymi, aby zrobić miejsce dla Jezusa. Potrzebujemy oczyszczenia serca.

    I pytam: jak to uczynić? Kiedy widzę Jezusa, który patrzy na mnie z miłością, słyszę Jego słowa: wykorzystaj te narzędzia, które ci dałem. Oczywiście, jest we mnie pragnienie i intencja, by zerwać z tym, co brudzi i szpeci serce, ale one nie wystarczą, aby łaska, ta uzdrawiająca miłość Chrystusa, mogła zadziałać. Potrzeba sakramentu, owego światłowodu, przez który łaska dociera do serca - sakramentu pojednania. 

    Każdy potrzebuje pojednania się z sobą samym, z tymi, którzy są wokół i denerwują, i wreszcie z Jezusem, który czeka na każdego. Dokonuje się to za sprawą Kościoła, który zaświadcza o tej uzdrawiającej mocy Chrystusa, przekazując przebaczenie i pokój: Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła... I ja odpuszczam tobie grzechy...

    To najskuteczniejsze i najpotężniejsze narzędzie, zostawione przez Jezusa. 

    W pierwszym czytaniu możemy przyjrzeć się królowej Saby. Jezus odwoła się do jej przykładu, by ostrzec współczesnych sobie: królowa Saby powstanie na sądzie przeciwko temu pokoleniu i potępi je, ponieważ ona przybyła z krańców ziemi, aby słuchać mądrości Salomona, a o tu jest coś więcej niż Salomon. Otrzymaliśmy wskazania, słowo Jezusa, otrzymaliśmy narzędzia, by wzrastać w świętości, ale czy traktujemy poważnie i dobrze korzystamy z darów, o których Jezus uczy nas każdego dnia?  


jak często korzystam z sakramentu pojednania? Co on wnosi w moje życie?

wtorek, 6 lutego 2024

Wtorek 5. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Pawła Miki i towarzyszy

    Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść2. 4 I [gdy wrócą] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych [zwyczajów], które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych (Mk 7,3-4).


    Ubi societas, ibi ius - mawiali starożytni. Tam, gdzie jest jakaś społeczność, jakaś grupa ludzi, pojawiają się zasady. A zasady w czasach Jezusa były liczne, często dość wymagające. Nie zawsze łatwo było się odnaleźć w plątaninie przepisów i praw. Wiele z nich utraciło swój pierwotny sens.

    Wiele razy pojawia się w Ewangeliach problem przestrzegania szabatu, który został ustanowiony jako odpoczynek i dziękczynienie za wyzwolenie z niewoli, a stawał się w czasach Jezusa narzędziem zniewalania. 

    Jezus przyszedł, aby przywrócić sens, ukazać pełnie prawom. Nie przyszedł ich znosić, ale odkrywać ich istotę - miały służyć dobru człowieka. Dzisiaj słyszymy w Ewangelii, że niektóre zwyczaje i tradycje stały się wymówką do uniknięcia powinności wypływających ze zdrowego rozsądku i zwykłych ludzkich relacji. 

    Oczywiście, trzeba myć ręce przed jedzeniem. Myć naczynia i sztućce. Ale nie można tego stawiać ponad zobowiązaniami dzieci wobec rodziców. Jeśli tracimy z oczu istotę praw i norm lub wypełniamy ją w fałszywym celu, to łamiemy samą zasadę. Z ludźmi nie można pogrywać. Inaczej niszczy się społeczeństwo, wszelkie relacje, zaufanie. 


Czy religijność nie powoduje we mnie usprawiedliwiania ludzkiej niesprawiedliwości?

    

poniedziałek, 5 lutego 2024

Poniedziałek 5. Tygodnia Zwykłego

    Następnie kapłani wprowadzili Arkę Przymierza Pańskiego na jej miejsce do sanktuarium świątyni, do Miejsca Najświętszego, pod skrzydła cherubów. W Arce nie było nic, oprócz dwóch kamiennych tablic, które Mojżesz tam złożył pod Horebem, tablic Przymierza, gdy Pan zawarł przymierze z Izraelitami w czasie ich wyjścia z ziemi egipskiej (1Krl 8,6.9).

    I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć (Mk 6,56a).


    W tym tygodniu towarzyszyć nam będzie Księga Królewska, która kontynuuje opowiadanie o królewskim rodzie Dawida. Będziemy obserwowali drogę Salomona. Widzimy go jako budowniczego świątyni w Jerozolimie, tej świątyni, która za czasów Nabuchodonozora, czterysta lat później, zostanie zniszczona. Odbudowana przez Izraelitów ponownie zostanie zburzona przez rzymskie wojska Tytusa. Święte miejsce spotkania człowieka z Bogiem. Miejsca kultu są niezbędne, aby spotkać Pana, pomagają...

    Fragment Ewangelii pokazuje Jezusa, który wędruje od wioski do wioski, szukając ludzi, a także ludzi, którzy ze swoją wiarą i wątpliwościami starają się zbliżyć do Jezusa. 

    Dziś Jezus nadal szuka, otwiera coraz nowe przestrzenie swojej obecności. Problem polega na tym, że On sam nie jest poszukiwany, bo po co? Co On jeszcze może dać? 

    Paradoksalnie poszukuje się substytutów i namiastek religii, które oferują iluzję szczęśliwego życia, ale w głębi duszy każdego człowieka jest pragnienie prawdziwego spotkania, są dolegliwości, doświadczenie pustki, są rany do uleczenia, brakuje prawdziwej satysfakcji...

    Właśnie ten, który wypełnia wszystko, Ten, którego należy szukać jako najcenniejszego skarbu, nie jest zauważany. Nie pojawia się na horyzoncie ludzkich oczekiwań i pragnień, nie jest celem do odkrycia. Przynajmniej publicznie niewielu przyznaje się do tęsknoty za Nim, ponieważ trudno jest zbadać wnętrze serca, głód, który ono odczuwa...

    Postaw więc sobie pytanie: Kogo ty szukasz? Czy pozwalasz się odnaleźć i dotknąć Jezusowi? Tym, którzy Go szukają, On pozwala się znaleźć. Wychodzi im na przeciw. 


Jaką rolę w moim życiu spełnia parafialna świątynia? Czy mam w niej swoje ulubione miejsce?

niedziela, 4 lutego 2024

V Niedziela Zwykła

Czyż czas człowieka na ziemi nie jest dla niego próbą? Czyż jego życie nie jest znojem jednodniowego najmity? Jest losem sługi, który z nastaniem wieczornego cienia drży przed swoim panem, lub wyrobnika, który czeka na zaległą zapłatę (Hi 7,1-2).

Kiedy głoszę Ewangelię, nie jest to dla mnie podstawą do chluby, taka mnie przecież obarcza powinność – biada mi, jeślibym nie głosił Ewangelii (1Kor 9,16).

Gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Odezwał się do nich: „Chodźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać. Po to bowiem przyszedłem” (Mk 1,37-38).


     Na początku swojej misji Jezus potyka się ze spontanicznymi reakcjami tłumu, z zachwytem i podziwem tłumu. Ewangelie ukazują niektóre z takich obrazów, kiedy Jezus jest rozchwytywany przez tłum. Słowa Szymona, wszyscy Cię szukają, odzwierciedlają tę atmosferę początku. Szukają Go, ponieważ rozwiązuje ich problemy i trudności, ponieważ mówi inaczej, ciekawiej. I kiedy całe miasto zbiera się u drzwi łatwo jest dać się porwać entuzjazmowi tłumu, zatracić się w działaniu, uwierzyć w sukces i pochlebstwa, które płyną z tłumu…

     Jezus jednak zachowuje wobec tego wszystkiego wewnętrzną wolność. Nie ucieka przed tłumem, ale też nie pozwala się zniewolić tłumowi. Rusza do innych miejsc, by realizować swoją misję. 

    Dla tej misji opuścił dom w Nazarecie, dla tej misji przyszedł na świat. Nawet dobro, które czyni, nie może przekreślić zasadniczej misji, która została Mu powierzona przez Ojca. Jezus przyszedł przede wszystkim głosić Królestwo i pokazać, że Bóg jest obecny pośród ludzi. 

     Głoszenie Ewangelii jest dziedzictwem, które Jezus pozostawił swoim naśladowcom. Żaden chrześcijanin nie jest jedynie biernym odbiorcą czyjegoś przepowiadania. Jeśli żyjemy wiarą, jeśli wiara jest motorem naszego życia, chcemy o tym mówić innym. 


Czy jest w moim sercu ta wewnętrzna potrzeba, przynaglenie, by mówić o Jezusie, dzielić się doświadczeniem wiary? 

sobota, 3 lutego 2024

Sobota 4. Tygodnia Zwykłego

    Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? (1 Krl 3,9).

    Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać (Mk 6,34).


    Salomon prosił o mądre serce i umiejętność rozeznawania spraw swojego ludu. Wiedział, że od tego zależy szczęście jego ludu i jego osobiste. Miał też świadomość, że nie zawsze to, co inni uważają za oczywiste i ważne, jest takim w oczach ludu...

    Dla społeczeństwa, w którym żyjemy, w którym ważniejsze jest mieć niż być, prośba Salomona wydaje się absurdalna. Niemniej jednak, czy tego chcemy, czy nie, życie to ciągły wybór. I albo dokonujemy tych wyborów sami, albo inni podejmują je za nas. Serce jest miejscem, w którym podejmujemy najgłębsze decyzje. Dlatego trzeba dbać o czyste serce, aby umieć dokonywać wyborów wiodących ku życiu. 

    Dobry wybór nie zawsze jest prosty i łatwy. Stąd potrzeba modlitwy, która otwiera drzwi rozeznania. Kiedy stajemy przed Bogiem, aby się modlić, nasza prawda jest konfrontowana z Bożą Prawdą, a jeśli jesteśmy uczciwi, dostajemy światło pomagające podejmować decyzje.

    Ewangelia pokazuje nam rzeczywistość, która często jest naszym udziałem. Jezus ma plan, odpocząć i pobyć razem ze swymi najbliższymi uczniami. Ale te Jego zamierzenia zostają przerwane przez napływ ludzi i ich potrzeby. 

    To częste danie, jakie rzeczywistość serwuje nam w życiu - zmiana naszych planów. Jezus daje nam wspaniałą lekcję. Bez pośpiechu, bez pokazywania, że plan legł w gruzach, zaczął ich nauczać.

    Mieć czas dla innych, nawet jeśli wszyscy mamy mało czasu i tysiące rzeczy do zrobienia. Tego uczy nas dzisiaj Jezus. To akt samozaparcia, poddania się Bożej woli. Kiedy plany się załamują, kiedy zmęczenie daje się we znaki, kiedy pojawiają się niepowodzenia... 


W jaki sposób rozeznaję? Jak reaguję wobec rzeczywistości, która zaskakuje?



     

piątek, 2 lutego 2024

Święto Ofiarowania Pańskiego

    Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela (Łk 2,29-32). 


    Jedną z najbardziej nieprzyjemnych sytuacji, w jakiej może znaleźć się człowiek, jest mrok, w którym nie ma nawet promyka światła, nieprzenikniona ciemność... Nie widzimy wówczas wyraźnie, nie wiemy, w którą stronę się zwrócić. 

    Tak samo dzieje się w życiu, kiedy serce człowieka wypełnia ciemność. 

    Wobec naszego doświadczenia ciemności Jezus objawia się w świątyni jako Światło dla każdego z nas. 

    Symeon  i Anna, dzięki światłu Ducha Świętego, odkrywają Jezusa nie tylko jako wyjątkowe Dziecko, ale jako Boga, jako Światło. To jest pierwsze doświadczenie każdego chrześcijanina: odkryć Jezusa jako Syna Bożego, który rzuca światło na nasze życie, naszą egzystencję. Możemy Mu zaufać.

    Jezus nadaje sens naszemu życiu, mówiąc nam kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Jego światło pozwala nam przyjąć odpowiednią postawę wobec tych wszystkich rzeczywistości, które nas spotykają, wobec bólu, radości, wobec dóbr stworzonych, niepowodzeń, wobec niepewnej przyszłości. 

    Jego światło zawsze pozwala znajdować nam życie, a nie smutek i śmierć, nawet pośród naszych nocy. Jezus obdarza nas światłem pełnym miłości, światłem, które nie gaśnie. Dowodem Jego miłości wiernej i stałej do nas jest to, że wychodzi nam na spotkanie w każdej Eucharystii i ofiaruje nam siebie, swoje Ciało i swoją Krew, wypełniając nasze dni i noce światłem i nadzieją. 


Czy rozpoznaję Jezusa jako Światło pełne Życia?

czwartek, 1 lutego 2024

Czwartek 4. Tygodnia Zwykłego

    Ja wyruszam w drogę [przeznaczoną ludziom na] całej ziemi1. Ty zaś bądź mocny i okaż się mężem! (1 Krl 2,2).


    Kończy się czas Dawida. Odchodząc, daje swojemu synowi ostatnie wskazania.  Okaż się mężem - ponieważ będąc mężem, będziesz podejmował właściwe decyzje. Rada Dawida dla Salomona nie była radą króla dla księcia, ale radą ojca dla syna, aby jego życie jako  władcy i jako człowieka było pomyślne.

    Dawid, dzięki Bożej pomocy, pokonywał przeszkody, które pojawiały się w jego życiu. Dawid chciał przekazać swojemu synowi nie tylko intelektualną wiedzę o istnieniu Boga, ale przede wszystkim prawdę o duchowej relacji z Bogiem, relacji zaufania, posłuszeństwa Jego woli i całkowitego poddania, ponieważ to jedyny sposób, by ci się powiodło wszystko, co zamierzysz i wszystko, czym się zajmiesz.

    W naszym życiu musimy zachowywać równowagą między tym, co boskie i tym co ludzkie, ponieważ człowiek jest istotą duchowo cielesną. Nie powinno być rozdarcia między tym, co boskie i tym, co ludzkie - to podstawowe wskazanie, rada, jakiej Dawid udziela synowi. 

    Dawid zachęca Salomona do życia w obecności Boga i wierności Bogu. Pomimo zaawansowanego wieku i słabości, wielu grzechów, Dawid nie odwrócił się od przymierza, które Bóg z nim zawarł. Aby stać się mężem, Salomon będzie musiał umieć rozeznawać dobro i pragnienie, by to, co rozezna jako dobre i zgodne z wolą Bożą, później czynić. Nie dziwi, że poprosi Boga o dar mądrości...


Jakie doświadczenie relacji z Bogiem przekazuję innym?

środa, 31 stycznia 2024

Środa 4. Tygodnia Zwykłego, wsp. św. Jana Bosko

    Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim (Mk 6,2-3). 


    Znali Go. Podobnie jak i dziś, w małych wioskach i społecznościach, wszyscy się znają.  Przypuszczalnie wszyscy znali Jezusa i Jego rodzinę, Jego zawód. Zbyt wiele lat spędził razem z nimi, pracując, modląc się, znosząc różnego rodzaju trudności i przeżywając radości malej wioski. Sądząc po ich komentarzach, dom Jezusa nie wyróżniał się niczym szczególnym, Jego Matka była jedną z wielu gospodyń domowych i matek Nazaretu.

    Znali Jezusa, ale Go nie rozpoznali. Nie rozpoznali w Nim Mesjasza. To zupełnie coś innego niż znać. Wymaga wiary. A Jezus był w pewien sposób zaskoczony ich niedowiarstwem. Słyszeli o Jego cudach - takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Wiedzieli, że cuda są dziełem samego Boga, ale to nie skłoniło ich serc do uwierzenia. Powątpiewali o Nim.

    Nie spełniał ich oczekiwań, a może wyobrażeń. Na tym polegało ich wielkie nieszczęście: nie zaufali Temu, którego znali, ponieważ był ich rodakiem.  

    W naszych spotkaniach z Bogiem musimy sobie pozwolić na zaskoczenie, zdziwienie, że jeszcze nie wszystko wiemy o Nim, że wciąż jest coś do odkrycia. To zadziwienie otwiera drogę do uwierzenia, zadziwienie wiary...


Wiem, ale czy wierzę? Wierzę w Niego, ale czy wierzę Jemu?

wtorek, 30 stycznia 2024

Wtorek 4. Tygodnia Zwykłego

    Król zadrżał. Udał się do górnego pomieszczenia bramy i płakał. Chodząc tak mówił: «Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Kto by dał, bym ja umarł zamiast ciebie? Absalomie, mój synu, mój synu!» (2Sm 19,1).


    Piękny obraz miłości ojca, który płacze nad śmiercią niewdzięcznego syna. 

    Absalom tak bardzo pragnął zostać królem, że wystąpił przeciwko własnemu ojcu, szukał zwolenników wśród wrogów Dawida, aby zawładnąć tronem. Wypowiedział wojnę własnemu ojcu, by sięgnąć po koronę. 

    Absalom ginie, uwięziony przez gałęzie dębu, w które wplątały się jego włosy - symbol jego próżności i pychy. Przegrywa walkę zaślepiony pragnieniem władzy. 

    Kiedy Dawid otrzymuje wiadomość o śmierci swojego syna - wroga, który wypowiedział mu wojnę, nie cieszy się. Jego serce wypełnia smutek, a z oczu płyną łzy. Miłość ojca jest większa niż niewdzięczność i bunt dziecka. 

    Znajdujemy się pomiędzy tymi dwoma postawami: syna, który odkłada miłość dla próżności, pychy i chęci władzy oraz ojca, który bardziej ceni życie syna niż posiadany tron. 

    I możemy się w tym obrazie odnaleźć, widząc w tym obrazie miłość i wierność Boga, naszego Ojca, wobec naszych licznych niewierności. Jak często porzucamy miłość do Boga, podążając za pychą, pragnieniem bogactwa czy władzy. On zawsze jest wierny w swojej miłości, posłał swojego Syna, abyśmy mieli życie...


Czy jestem wdzięczny za miłość, którą Bóg mnie obdarza?