zachód słońca

zachód słońca

niedziela, 22 listopada 2020

XXXIV Niedziela Zwykła - Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

    Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko - wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie (Ez 34,15-16). 

    Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć (1 Kor 25-26).

    Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów (Mt 25,31-32).


    Bóg Pasterz swojego ludu. Troskliwy, opiekuńczy, poszukujący owiec, sprawiedliwy. Ten obraz Boga Pasterza jest oskarżeniem. Oskarżeniem złych pasterzy, przywódców, którzy sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu. Mieli czuwać, strzec, bronić i kochać powierzony sobie lud, ale sprzeniewierzyli się temu, skazując owce na rozproszenie i pogubienie. 

    Bóg jest jedynym prawdziwym Pasterzem. Jego wierność i miłość wobec udu jest radykalna, nie unika problemów, nie ucieka od nich. Można powiedzieć, że tak mocno identyfikuje się z owcami poprzez swojego Syna, że pachnie jak owca. 

    Ezechiel zapowiada przyszłość, która nadejdzie i zdemaskuje wszystkich tych, którzy nie dbają o stado, chociaż dbają o pozory. Wskazuje na Jezusa, Dobrego Pasterza, który za owce odda życie.

    Święty Paweł w liście do Koryntian przypomina prawdę o zmartwychwstaniu. Zmartwychwstanie już się dokonało, ale historia zbawienia wciąż jeszcze czeka na swój kulminacyjny punkt. To dla Pawła jest bardzo oczywiste. Mamy oczekiwać z nadzieją na dzień, kiedy wszyscy odkupieni osiągną chwałę zmartwychwstania w Chrystusie. Kiedy nadejdzie ten czas, Jezus pokona wszystko, co jest wrogiem człowieka, nawet śmierć. To źródło nadziei, bo realia ukazują nam, jak bardzo niedoskonała jest nasza teraźniejszość, ta osobista, rodzinna, społeczna, czy to w życiu świeckim, czy w Kościele. To wszystko będzie miało swój kres. 

    I Ewangelia. Miłość jest dowodem osobistym Królestwa. Jezus przypomina, że nie możemy zapomnieć o naszym zaangażowaniu, realnym zaangażowaniu na rzecz potrzebujących. Żadne cierpienie nie może być obce. 

    Największym zagrożeniem dla miłości nie jest nienawiść. Największym wrogiem miłości jest obojętność. Brak wrażliwości. Miłość Boga jest prawdziwa, kiedy łączy się z miłością bliźniego, kiedy dotyka naszego serca i napędza nasze ręce i nogi, gdy budzi nas z letargu obojętności i wstrząsa, byśmy podejmowali działanie na rzecz brata, by poprawić jakość jego życia. Wtedy dokonują się cuda. 

    Jezus ukazując obraz ostatecznego rozliczenia nie zamierza nas straszyć. Wskazuje jedynie jak bardzo identyfikuje się z potrzebującymi, jak bardzo ci, którzy pomagają głodnym i spragnionym, nagim i biednym, chorym i cierpiącym, zbliżają się i pomagają samemu Bogu, który objawia się nam w Chrystusie. 

1. Czy jestem gotowy na rozliczenie przed Panem?

piątek, 20 listopada 2020

Piątek XXXIII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Rafała Kalinowskiego


    Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by dał mi książeczkę. I rzecze mi: «Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód» (Ap 10,9). 

    Potem wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: «Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców» (Łk 19,45-46).


    Jezusem i Jego Ewangelią można się zachwycić. Widząc Jego podejście do człowieka, Jego wyrozumiałość i łagodność wobec grzeszników, miłosierdzie wobec ubogich, chorych i odrzuconych, słuchając przypowieści o zagubionej owcy czy synu marnotrawnym, serce pragnie Go spotkać. To wszystko jest słodyczą, która przyciąga, zachwyca, zaprasza do kosztowania. 

    A jednak, kiedy zaczynam odbierać osobiście zaproszenie do zmiany życia, kiedy wchodzę głębiej, zaczynam dostrzegać również ciężkostrawne elementy. Kiedy trzeba z Ewangelią skonfrontować własne życie, styl Jezusa z moim, kiedy słyszę choćby dzisiejsze słowa: uczyniliście go jaskinią zbójców..., czy też swoiste zaproszenie do wymagania od siebie jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa..., słyszeliście, że powiedziano... a Ja wam powiadam... to jakby łoskot ciężkich kamieni spadających z góry, które mogą przygnieść. Po ludzku to niemożliwe. 

    Tak trudno od siebie wymagać, przeglądać się w Ewangelii jak w lustrze, aby zmieniać swoje życie na Jezusowy styl.

1. Jak reaguję, kiedy w świetle Ewangelii odkrywam swoje wady i zaniedbania?

czwartek, 19 listopada 2020

Czwartek XXXIII Tygodnia Zwykłego

 

  Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami (Łk 19,41-42).


    Kiedy schodzimy z Góry Oliwnej ku Jerozolimie, można podziwiać piękny widok miasta, Piękną Bramę. Po drodze mijany jest niewielki kościółek pod wezwaniem Dominus flevit - Pan zapłakał. To miejsce było świadkiem łez Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. 

    Jezus zmierza ku Jerozolimie, ku swojej śmierci. Nie użala się jednak nad sobą. Płacze nad miastem. Płacze publicznie. Jego łzy stają się przesłaniem. Czasem, kiedy nie da się czegoś wypowiedzieć słowami, a ból i żal jest trudny do wyrażenia, łzy zaczynają mówić. Osiągnięta została granica tego, co niewyrażalne. 

    Osoba, która płacze, zwraca na siebie uwagę. Łzy nigdy nie pozostają niezauważone. Płacz Jezusa także zwrócił uwagę tych, którzy mu towarzyszyli. 

    Łzy bólu i porażki. To nie są łzy zakochanego w sobie Mistrza, ale łzy przesłania, że każde społeczeństwo, które jest zbudowane wokół Bożego Słowa, a jednocześnie to Słowo odrzuca, odrzucając posłańców, wchodzi na drogę zniszczenia i upadku. Odrzucenie Boga kończy się zawsze katastrofą człowieka. 

    Ślepota serca. Jezus ubolewa nad zatwardziałością serca współczesnych, którzy nie zdają sobie sprawy, że nadszedł decydujący moment, że mają ostatnią szansę. Posłaniec nie został rozpoznany. 

    Patrzę na te łzy Jezusa. Patrzę na te łzy, które wciąż płyną wobec grzechów i zgorszeń. Oby te łzy poruszyły, oczyściły, może potrzeba, by zatrzęsły zatwardziałymi sercami uczniów. Byśmy nie okazali się porażką naszego Boga, nad którą można jedynie zapłakać...

1. Czy zgorszenie, którego jestem świadkiem, jest dla mnie źródłem łez i zaproszeniem do osobistego nawrócenia?

wtorek, 17 listopada 2020

Wtorek XXXIII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Elżbiety Węgierskiej

    Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę (Łk 19,3-5a).


    Bohater dzisiejszego opowiadania, Zacheusz, przyciąga uwagę. Dobrze go znamy. Ale spróbujmy zobaczyć w dzisiejszym opowiadaniu coś więcej, niż jego osobę. Spróbujmy uchwycić spojrzenia...

    Zacheusz patrzy najpierw na siebie. Widzi siebie, małego, otoczonego pogardą. Widzi siebie, złodzieja, który nieźle się obłowił. Wie, że gardzą nim właśnie z powodu lepkich rąk i kolaboracji z rzymskimi władzami. Ale widzi siebie, jako tego, który jest zwinny - potrafi wspiąć się na drzewo. Jako jedyny na tej drodze w Jerychu zdobył miejsce na "balkonie", by patrzeć na scenę. 

    Zacheusz patrzy na Jezusa. Z zaciekawieniem, ale i oczekiwaniem. Ciekawość miesza się z iluzją: czy Jezus rzeczywiście jest kimś tak wyjątkowym, czy będzie potrafił mnie zobaczyć i zrozumieć? Czy Jego spojrzenie potrafi przebić się przez pozory i zobaczyć, że maska celnika i złodzieja skrywa bijące serce, które cierpi i jest zdolne do ogromnej hojności? Czy będzie potrafił osłonić we mnie to, co najlepsze?

    Jezus patrzy na Zacheusza. Jego spojrzenie jest pełne wiedzy i człowieczeństwa. Nazywa go po imieniu i z pełnym zaufaniem wprasza się do domu. Tam rozegra się zasadnicza część rozmowy. Jezus nie boi się i nie brzydzi się Zacheuszem, jak wielu spośród tłumu. Kocha grzeszników, co bywa skomplikowane. Miłość obecna w spojrzeniu, słowach i czynach Jezusa zmienia życie Zacheusza, jego myślenie i sposób obchodzenia się z pieniędzmi. 

    Ludzie patrzą na Zacheusza i na Jezusa. Umieją krytykować, ranić, szemrać. To ich praca. Tak jest najłatwiej. Zatrzymać wzrok na tym, co widoczne i znane. Ale oskarżanie, napiętnowanie i szykanowanie nikogo na lepsze nie zmienia. 

    Jak daleko znajduje się Jezusowy sposób patrzenia na nas, od naszego postrzegania. Zobaczyć te krzyżujące się na wokół sykomory spojrzenia, aby coś zrozumieć. Zobaczyć, że są takie spojrzenia, które rodzą dobro, ale i takie, które rodzą zło - izolują, ranią, blokują. 

1. Jakim spojrzeniem patrzę na drugiego człowieka?

poniedziałek, 16 listopada 2020

    Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość, i to że złych nie możesz znieść. Ty masz wytrwałość: i zniosłeś cierpienie dla imienia mego - niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości (Ap 2,2a.3-4).

    Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» 39 Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» (Łk 18,38-39).


    Codzienny trud, wytrwałość, wstręt do kłamstwa, nieuczciwości. To zasługuje na pochwałę, 

    Tak wiele wysiłku, każdego dnia, trudu i starań, zabiegania i krzątania się wokół tego, co w domu, co w pracy. Tylko ta pierwotna miłość, która dodawała skrzydeł jakby przygasła, ulotniła się z czasem jak kamfora. 

    Niby wszystko wciąż tak samo, ale ci, co są wokół nas widzą, że serce jednak odeszło. Czegoś brakuje. Powoli zamieniamy się w maszyny perfekcyjnie wykonujące zadania codzienności. Zimno, z dystansem, bo tak trzeba. 

     Potrzebujemy tej determinacji niewidomego, który woła o uzdrowienie, chociaż tak wielu krzyczy, by zamilkł. Potrzebujemy determinacji, by budzić w sobie ową pierwotną miłość, fascynację osobą, dla której chcieliśmy się trudzić, dla której z wytrwałością podejmowaliśmy starania. Obudzić serce, by nadać naszym wysiłkom ów rys właściwy dla człowieka. 

1. Czy jest we mnie determinacja, by dbać o miłość wobec Boga i człowieka?

sobota, 14 listopada 2020

Sobota XXXII Tygodnia Zwykłego

    «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: "Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!" Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: "Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie"» (Łk 18,2-5).


        Istnieją takie przypowieści, których interpretacja wydaje się dana wprost przez samego Jezusa. 

    Sędzia wykonuje ostatecznie sprawiedliwość, co powinno być jego główną powinnością, ale czyni to dlatego, że ma serdecznie dość naprzykrzającej się wdowy. Bóg nie jest podobny do niesprawiedliwego sędziego. Przykład Jezusa ukazuje Boga, do którego istotą jest miłość, życie, wolność i sprawiedliwość. Jego sprawiedliwość wobec nas nie jest nawet zależna od naszej wiary. Bez względu na to, czy w Niego wierzę czy nie, On jest sprawiedliwością i przychodzi z pomocą swoim dzieciom.

    Spróbujmy jednak inaczej popatrzeć na tę przypowieść. Bóg czasem wobec nas postępuje jak owa irytująca wdowa. Potrafi nas nękać, abyśmy zrozumieli, że potrzebujemy zmiany życia, abyśmy czynili to, do czego zostaliśmy powołani. 

    Lubię widzieć Boga, który na wiele sposobów, czasami w bardzo dziwny sposób, szuka nas i podąża za nami, nęka nas i czasem dokucza. Dopóki nie odkryjemy, że jesteśmy Jego dziećmi, że jesteśmy wezwani do życia w miłości, do kochania naszych braci, do przebaczenia, do pojednania, do miłosierdzia. Aż odkryjemy, że tylko na tej drodze można znaleźć szczęście, żyć w pokoju z samym sobą.

    Niektóre drogi znamy: sakramenty, modlitwa, Kościół, Boże Słowo. Ale Bóg jest większy od tego wszystkiego i bardzo kreatywny. Potrafi wynajdywać wciąż nowe drogi do ludzkiego serca, którym nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Bóg się nie poddaje, nie rezygnuje z człowieka, dopóki człowieka nie spotka i nie uleczy naszych ran. 

1. Czy moje życie jest miejscem spotykania Boga?

piątek, 13 listopada 2020

Piątek XXXII Tygodnia Zwykłego - wsp. świętych Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna


    Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich (Łk 17,26-27).

    Pośpieszna lektura Ewangelii może wywołać obawy i lęk. Zapowiedź dnia Syna Człowieczego wydaje się straszna. Chociaż dzień zacznie się jak jeden z wielu: wstaniemy, zjemy śniadanie, podejmiemy codzienną pracę, może nawet zaczniemy odpoczynek po wyczerpującym dniu... W dniu Syna Człowieczego cała ta normalność się skończy. Ostre cięcie sprawi, że nawet wizje twórców horrorów będą wydawały się banalne.

    W nasze życie jakoś wpisany jest lęk i obawy. Wystarczy sięgnąć do historii, aby zobaczyć, że niemal każdy wiek przynosił wojny, niepokoje, trzęsienia ziemi, terroryzm i dyktatury, huragany i gorsze jeszcze wydarzenia. Czasami jakiś kraj ma szczęście przeżyć stosunkowo długi okres pokoju, ale to bardziej wyjątek niż reguła. 

    Byliśmy tak spokojni, życie wydawał się takie uporządkowane i bezpieczne, a nagle wybuch epidemii sprawił, że nasze poczucie pewności i bezpieczeństwa legło w gruzach. Epidemia zmienia nasze życie, zagraża gospodarce, nikt nie może powiedzieć - mnie to nie grozi. Epidemia nie ma żadnych uprzedzeń rasowych, klasowych, etnicznych, majątkowych. Dotyka wszystkich. 

    Jezus nie grozi nam ani końcem świata, ani katastrofą. Wskazuje jednak na to, że trzeba być przygotowanym, że nie można ulegać złudnemu poczuciu spokoju i bezpieczeństwa. Nie potrzeba wiele, aby najlepiej uporządkowany świat legł w gruzach. Wtedy pozostaje tylko ufność w Boże Miłosierdzie i świadomość, że jedynym sposobem uzyskania życia jest ofiarowanie go innym. 

    Zadaniem chrześcijanina nie jest granie strusia, który wobec niebezpieczeństwa chowa głowę w piasku. Z zachowaniem rozsądku, bez lekceważenia zagrożeń, mamy starać się odpowiadać na sytuacje, z którymi mamy do czynienia na co dzień, ufając w moc Bożej miłości. 

1. Czy lęk nie paraliżuje mnie w sytuacji pandemii?


wtorek, 10 listopada 2020

Wtorek XXXII Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Leona Wielkiego

    Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać"» (Łk 17,10).


     Chcemy być zauważeni, pochwaleni, docenieni. To często jest motywacją naszych działań i podejmowanych wysiłków. Czasem chcemy również zdobyć w ten sposób władzę. Nasze naiwne myślenie często nastawione jest na zdobycie uwagi i uznania.

     Jak często przypominamy Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy tak wiele byli gotowi uczynić, aby tylko zasłużyć na miejsce obok Jezusa, po prawej i lewej stronie. Nie po to, by żyć tak, jak tego chce Jezus, by odpowiedzieć na Jego zaproszenie, ale aby zdobyć wymarzone miejsce. 

    Za każdym razem, kiedy próbujemy patrzeć na nasze życie przez pryzmat tego, na co zasługujemy, odrzucamy Jezusowe spojrzenie. Wiele otrzymujemy, ale wszystko jest darem Bożego Miłosierdzia, a nie wynikiem naszych zasług i starań. 

    Nasze prace, starania, wysiłki, nasze sukcesy i porażki pozostają dokładnie na tym poziomie, na jakim umieścił je Jezus. On nic nie jest nam winien. Zrobiliśmy to, co powinniśmy byli uczynić. 

1. Jakie są motywacje moich działań i wysiłku? Czy potrafię bezinteresownie podejmować codzienny wysiłek?

niedziela, 8 listopada 2020

XXXII Niedziela Zwykła

     Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać. Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich (Mdr 6,12-14).


      Czym jest owa mądrość Boża, której pochwałę głosi Pismo Święte?

- mądrość oznacza „równowagę” i harmonię;

- mądrość potrafi połączyć serce i głowę, uczucia i rozum;

- mądrość uczy się na podstawie doświadczeń, które gromadzimy, ale bez utraty zdolności do bycia zdumionym, ponieważ życie każdego dnia jest nowe i inne;

- mądrość pozwala nam zdawać sobie sprawę z własnych możliwości, ale również pokornie przyjmować nasze ograniczenia;

- mądrość jest ciszą, która pozwala widzieć wszystko;

- mądrość jest zakochana w prawdzie i szacunku dla człowieka, ponieważ kłamstwo i gniew nie są mądrymi drogami;

- mądrość jest zainteresowana innymi, tym co się dzieje dokoła. Mądrość nie zamyka się i nie izoluje, jest zawsze gotowa wyjść na spotkanie;

- mądrość docenia tradycję, która jest niezbędna i nie można się jej wyrzec, ale jest też otwarta na nowość, ponieważ potrzebujemy nowych odpowiedzi, inicjatyw;

- mądrość potrafi połączyć modlitwę z działaniem, wiarę z życiem;

- mądrość potrafi zadbać o samotność, która jest niezbędna dla rozwoju, ale bez rezygnowania z głębokich relacji z innymi;

Tekst biblijny mówi, że mądrość pozwala się odnaleźć i wychodzi na spotkanie z tymi, którzy gorliwie jej szukają. Prosi tylko o przyjęcie, o wpuszczenie do domu życia. Ofiaruje się człowiekowi i czeka na przyjęcie, aż będzie chciał jej doświadczać. 

1. Czy poszukuję Bożej Mądrości?


piątek, 6 listopada 2020

Piątek XXXI Tygodnia Zwykłeogo

    Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas. Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem (Flp 3,17-18).

    Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości (Łk 16,8).


     Pierwsze zdanie świętego Pawła mogłoby być odebrane jako wyraz pychy. Proponuje chrześcijanom, aby naśladowali jego postępowanie. Ale święty Paweł jest świadomy, że wszelkie dobro, które czyni, jest darem łaski, którą otrzymał. To Pan go prowadzi. Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. To jest jego sekret - opierać swoje życie na Jezusie, pozwolić aby Jezus działał w moim życiu.

     Jest świadomy, że nie brakuje wrogów krzyża. Doświadczamy tego z wielką mocą. Postawa nieprzyjaciół napełnia go bólem, ponieważ ich losem jest zagłada. Chwalą się tym, są dumni z tego, czego powinni się wstydzić. Jak bardzo zagubił się człowiek, odrzucając Boga.

     Lektura Ewangelii w pierwszym momencie może wywołać zdziwienie - nieuczciwość zostaje pochwalona. Ale pochwała nie dotyczy nieuczciwości, lecz sprytu, umiejętności wydostania się z trudnej sytuacji, w którą zapędziła go nieuczciwość. 

     Przykład nieuczciwego rządcy ma nas uczyć, by w życiu Ewangelią, w dawaniu świadectwa nie popadać w schematy, ale umieć wykorzystywać wszelkie możliwości, zasoby i umiejętności, wszelkie dary i talenty, w jakie zostaliśmy wyposażeni. 

      Wszystko po to, aby jako dzieci światłości rozpraszać mroki tego świata, który zagubił się w mroku egoizmu, konsumpcjonizmu i grzechu. 

1. Czy angażuję wszystkie swoje talenty i dary w życie Ewangelią?

środa, 4 listopada 2020

Środa XXXI Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Karola Boromeusza

      A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem (Łk 14,25-27).


      Życie przynosi sytuacje, w których trzeba czasem odpuścić, z czegoś zrezygnować, czegoś się wyrzec. Pozostawić sprawy w rękach Boga. Jest tak wiele spraw i rzeczy, których nie możemy kontrolować, których nie jesteśmy w stanie zatrzymać. W nasze życie wpisane są pożegnania, jedne na chwile, inne na zawsze. 

     Rodzice muszą pożegnać swoje dzieci, kiedy te dorosną i rozpoczną własne życie. Uświadamiają sobie boleśnie często, że nie mają już wpływu na ich życie, wybory i decyzje. Nie jest łatwo zaakceptować, kiedy wybory dzieci są sprzeczne z z wyborami rodziców. Ale takie jest prawo życia. 

      W tym ujęciu warto zobaczyć dzisiejszą Ewangelię. Bycie uczniem jest związane z wymaganiami: kto nie nosi krzyża, nie może być uczniem...

     Czasem mamy takie oczekiwania, że Bóg porozwiązuje wszelkie nasze życiowe problemy. Ale On pragnie uczynić nas odpowiedzialnymi za życie, bohaterami naszego życia, naszej podróży, naszych zmagań i cierpień. Ofiaruje swoje światło, siłę, aby każdy mógł iść drogą miłości. Daje nam narzędzia i umiejętności, które pozwalają nam ukończyć gmach naszego życia. 

     Jeżeli potrafimy spojrzeć poza krąg naszego życia, nie trudno zobaczyć ludzi, którzy z odwagą i cierpliwością znoszą swoje trudne doświadczenia, znoszą z nadzieją i często z radością. Nie jesteśmy wolni od krzyża. Nasze cierpienie możemy włączyć w krzyż Chrystusa, przyjąć życie jako drogę wyrzeczenia i zrezygnowania. Nie tylko zrezygnowania z dóbr materialnych, ale także zrezygnowania z przyzwyczajeń, tradycji, osób czy wygód. 

1. Jak podchodzę do przeciwności życia?

    

czwartek, 29 października 2020

Czwartek XXX Tygodnia Zwykłego

    Bądźcie mocni w Panu - siłą Jego potęgi. Przyobleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich (Ef 6,10-12)


     Kiedy czytamy pierwsze karty Biblii, nie trudno zobaczyć zachwyt Boga nad stworzonym światem. Wszystko, co stworzone,  jest dobre. Miłość Boża i dobroć objawiają się w całym stworzeniu. 

       Jednocześnie dostrzegamy w naszym życiu wiele cieni, wiele ciemności, wobec których trudno o zachwyt. Doświadczamy istnienia zła wokół nas i w nas.

     Święty Paweł zaprasza nas do przeciwstawiania się złu. Posługuje się żołnierskim językiem, dobrze rozumianym przez ludzi swojej epoki. Ukazuje życie jako walkę z przeciwnikiem, którego moc jest ponadludzka. Ukazuje w ten sposób potęgę zła, jego umiejętność prowadzenia nas po drogach, które oddalają nas od Boga, po drogach, które prowadzą do śmierci. 

     Stąd konieczność wewnętrznego ekwipunku. Włożyć pełną zbroję Bożą, to otworzyć przed Bogiem księgę, którą jest nasze życie, z jego jasnymi i ciemnymi stronami, aby móc odczytywać z Bogiem, Bożymi oczami, to wszystko co w tej księdze naszego życia się dzieje. W zaufaniu w Jego moc, która potrafi przemieniać i zbawiać. W nieustannej modlitwie o dar Ducha, który prowadzi nas do poznania prawdy o sobie, do życia w sprawiedliwości, aby w skonfliktowanym świecie głosić pokój. 

1. Co postrzegam dzisiaj jako moje wewnętrzne zło, z którym powinienem podjąć walkę? 

     

poniedziałek, 26 października 2020

Poniedziałek XXX Tygodnia Zwykłego


   Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu (Ef 5,1-2).

    Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: "Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy". Położył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga (Łk 13,12-13).

    Święty Paweł wskazuje nam niezwykłą drogę: Bądźcie naśladowcami Boga. To naśladowanie Boga oznacza radykalną przemianę naszego życia. Odrzucenie życie według wzorców świata i podążanie drogą świętości, w harmonii miłości i prawdy. Nowe życie w Chrystusie, do którego jesteśmy powołani, nie może być w żaden sposób pogodzone z niemoralnością, nieprzyzwoitością czy chciwością pieniędzy.

     Przesłanie Pawła jest wciąż aktualne. Łatwo ulec ułudzie bożków wygodnego i spokojnego życia. Mamy wiele do stracenia: mieć lub nie mieć udziału w Królestwie Bożym.

    Cud opisany przez Łukasza jest obecny tylko u tego jednego ewangelisty. To co zwraca uwagę, to fakt, że Jezus wychodzi z inicjatywą. Kobieta nie prosi o uzdrowienie - po osiemnastu latach choroby pewnie nie miała już nadziei. Choroba sprawiła, że była pochylona, zwrócona ku sobie. Trudno jej było widzieć coś więcej.

     Jezus nie jest obojętny na jej cierpienie i chorobę. Bóg nie jest obojętny nawet na nasze nieme wołanie o pomoc. Uzdrawia nasze głębokie rany.

    Cud sprawia, że jej ciało i dusza zostają uzdrowione. Może spojrzeć w niebo i wychwalać Boga. Kiedy patrzymy ku Bogu zawsze znajdziemy powód do wdzięczności. 

1. Czy pozwalam Bogu dotykać moich zranień?

niedziela, 25 października 2020

XXX Niedziela Zwykła

      Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: "Będziesz miłował... (Mt 22,36-37).

     Znamy to przykazanie. Rzadko jednak zauważamy, że nasze serce nie jest skłonne do kochania "każdego bliźniego". Szukamy, wybieramy, odpowiadamy miłością tym, których postrzegamy jako przyjaznych, ale zamykamy się na przeciwników. Wydaje się nam to tak naturalne, że nawet niespecjalnie zwracamy na to uwagę. 

     Bóg zaprasza nas do miłości. Najpierw miłości siebie, aby móc ukochać innych. Kochać siebie tak, jak Bóg nas kocha. Inaczej łatwo zamienić miłość w egoizm. Ukochać siebie jak Bóg mnie kocha - zaakceptować siebie, własną historię życia, to, jakimi jesteśmy. Zobaczyć Boże Miłosierdzie, które kocha nas mimo naszej nędzy i słabości. Takie spojrzenie na siebie otwiera na innych. Uczy akceptowania i wyrozumiałości wobec bliźnich. 

    Dzięki wierze mogę doświadczyć, że jestem kochany. Bóg kocha każdego z nas takim, jakim jest, Bóg kocha mimo wszystko, daje swoją miłość, aby każdy z nas potrafił siebie ukochać. Jestem kochany, mimo ograniczeń, słabości i grzechów. 

    Ukochać bliźniego jak siebie. Ukochać tak, jak Bóg kocha mnie i jego. Ukochać drugiego tak, jak kocha się Chrystusa. Zobaczyć w drugim człowieku tego Jezusa, przed którym klękamy, adorujemy, kochamy. Wtedy byłoby nam łatwiej być wyrozumiałymi, miłosiernymi, delikatnymi. 

1. Co jest moim największym problemem w relacji do bliźnich?

sobota, 24 października 2020

Sobota XXIX Tygodnia Zwykłego


       Jezus im odpowiedział: "Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie (Łk 13,2-3).


     Łukasz ukazuje nieznane wydarzenie, które musiało poruszyć ludzi - Piłat zmieszał krew ludzi z krwią składanych przez nich ofiar. Wielu widziało w tym karę za jakieś ich grzechy. Jezus ukazuje jednak inną perspektywę patrzenia. 

    Cierpienia, nieszczęścia, jakie dotykają świat, nie są karą, ale są zaproszeniem do osobistego nawrócenia. To normalne, że źle odbieramy wszelkie doniesienia o słabości człowieka, kruchości jego życia. Ale to powinno nas skłaniać do wewnętrznej, osobistej przemiany życia. I do cierpliwości.

    Uczy nas tego Jezus, ukazując cierpliwość Boga w przypowieści o bezowocnym figowcu. Właściciel ogrodu niecierpliwi się, kiedy kolejny rok drzewo nie daje owocu. Chce je wyciąć. Dla niego to sprawa pilna. Ale ogrodnik, który troszczy się o wzrost, wskazuje na potrzebę cierpliwości i dodatkowego starania. 

    Bóg jest cierpliwy wobec człowieka. Daje czas. To my często jesteśmy niecierpliwi. Chcemy szybkich efektów, a kiedy one się nie pojawiają - rezygnujemy. W procesie nawrócenia cierpliwość jest niezbędna, inaczej trudno oczekiwać owoców.

1. Czy jestem cierpliwy wobec siebie i wobec innych?

     

czwartek, 22 października 2020

Czwartek XXIX Tygodnia Zwykłego - wsp. Św. Jana Pawła II

        Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam (Łk 12,51).

      Trudne do przyjęcia słowa w ustach Księcia Pokoju. Aby je zrozumieć, trzeba zobaczyć, że Jezus nie dba o to, by być osobą neutralną, dla której nie ma znaczenia, że ktoś żyje tak czy inaczej, dokonuje takich czy innych wyborów.

     Pragnie, byśmy Go naśladowali, byśmy traktowali Boga jako naszego Ojca a innych ludzi jak braci. Abyśmy przeżywali nasze życie jako historię, która nie kończy się klęską, ale zmartwychwstaniem i pełnią szczęścia. 

    Pragnie, abyśmy praktykowali na co dzień miłość, pokorę, miłosierdzie, prostotę, autentyczność; byśmy unikali pychy, kłamstwa, nienawiści, egoizmu, samozachwytu. 

     Jest oczywiste, że taka postawa rodzi podziały. Jedni przyjmują Jezusa, inni Go odrzucają. Tym, którzy podejmują Jego zaproszenie, mówi: pokój mój  wam zostawiam, mój pokój wam daję... 

1. Kim jest dla mnie św. Jan Paweł II?

środa, 21 października 2020

Środa XXIX Tygodnia Zwykłego

      Pan odpowiedział: „Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby rozdawał jej żywność we właściwej porze? Szczęśliwy ten sługa, którego pan, powróciwszy, zastanie przy tej czynności (Łk 12,42-43).

     Rzeczywistość zaufania nie jest idyllą. To rzeczywistość bardzo krucha, która powstaje w przestrzeni relacji człowieka z człowiekiem. W tym spotkaniu możemy powierzyć komuś klucze do naszego serca, naszego życia. Trudno zbudować więź zaufania, natomiast zniszczyć ją można bardzo szybko - przyczyn jest wiele. 

     Jezus porównuje złamanie zaufania do rzeczywistości włamania i rabunku. Ktoś, kto w zaufaniu otrzymał klucz do naszego serca, dokonuje rabunku naszej egzystencji. To odarcie człowieka ze słów, uczuć, życia, godności, praw. Nikt nie potrafi przewidzieć takiej sytuacji i powodów.

   Zamiast zaufania pojawia się doświadczenie zdrady. Nie możemy jednak ulegać pokusie, by unikać więzi i obdarzenia zaufaniem. Uczy nas tego Jezus, który wskazuje na Piotra, słabego człowieka, któremu powierza klucze Kościoła. 

Bóg potrafi zaufać człowiekowi. Potrafi zaufać naszej wolności, wierzy, że człowiek odpowie miłością na miłość. Odrzucenie, złamanie tego zaufania, jest odrzuceniem miłości. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą. Można te słowa Jezusa odnosić do urzędów i funkcji w Kościele - im wyżej, tym większa odpowiedzialność. To prawda. Ale prawdą jest także, że każdy z nas został obdarzony zaufaniem i miłością, więc ponosimy odpowiedzialność za Boży dar.

1. Czy dziękuję Bogu za Jego miłość i zaufanie, jakim mnie obdarza?

poniedziałek, 19 października 2020

Poniedziałek XXIX Tygodnia Zwykłego

    Powiedział też do nich: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia” (Łk 12,15).

     Pewnie każdy z nas uczestniczył, a przynajmniej słyszał o takich sytuacjach, kiedy przy podziale spadku dochodzi do klinikę i rozłamów w rodzinie. Dzieje się tak, kiedy brakuje porozumienia i miłości. Kłótnie powodują głębokie rany i czasem uprzedzenia na całe życie. 

      Jezus nie wchodzi w spór o majątek pomiędzy braćmi, kiedy jeden zwraca się do Niego w poczuciu krzywdy, natomiast wykorzystuje sytuacje, by pokazać źródło - ludzką chciwość. 

    Osoba, której serce opanowane jest chciwością, pragnieniem posiadania więcej i więcej, przestaje widzieć innych i ich potrzeby. Człowiek zamyka się w egoizmie i pustce. Jezus opowiada przypowieść, którą kończy słowami: Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. Być bogatym przed Bogiem, to:

* ufać Bożej Opatrzności;

* żyć w wolności wobec wszelkich idoli, które chcą zapanować nad ludzkim sercem i sprawić, że staniemy się dla siebie przedmiotem adoracji i uwielbienia;

* żyć w otwartości i solidarności wobec tych, którzy są w potrzebie, używając dóbr w służbie wobec innych.

    W kulturze indywidualizmu łatwo wpaść w pokusę chciwości i myślenia tylko o sobie, zamykając się na innych. Obecna sytuacja związana z pandemią, sytuacja kryzysu sanitarnego i ekonomicznego, może rodzic postawę, aby przeżyć za wszelką cenę. To może powodować gromadzenie wszelkich środków dla siebie i izolowania się, bo każdy bliźni staje się możliwym zagrożeniem. 

    Ewangelia jest jasna - być bogatym przed Bogiem, ufać i dzielić się z potrzebującymi.

1. Czy potrafię zapanować nad chciwością.


niedziela, 18 października 2020

XXIX Niedziela Zwykła

     Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? (Mt 22,18).

     Ani faryzeusze, ani zwolennicy Heroda, nie potrafili w sposób jasny dać odpowiedzi na rzymską okupację Izraela. Nauczyli się żyć w niewoli, zadowalając się sprawowaniem pod kontrolą minimalnego kultu, na jaki pozwalał okupant. Religijność stała się formą ucieczki od realnej sytuacji życia. Tak przeżywana religijność uwalnia od odpowiedzialności za przemiany, które gwarantują wspólne dobro, sprawiedliwość i pokój. 

     Faryzeusze ukrywają się za narcystycznym legalizmem, Herod i jego zwolennicy korzystają ze swoich politycznych wpływów. Dla obu grup osoba Jezusa stanowi poważny problem - Jego słowa i czyny ujawniają, że są daleko od Boga, daleko od Prawa, na które się powołują i daleko od ludu, o który powinni dbać i prowadzić ku Bogu.  Osoba Jezusa, Jego styl życia, objawienie Ojca, ukazują całą miernotę i fałsz faryzeuszy. 

    Wystawiają Jezusa na próbę. W sposób bardzo elegancki i zakamuflowany, posługując się pochlebstwem, próbują ośmieszyć Jezusa oraz znaleźć powód do oskarżenia. 

       Jezus nie unika konfrontacji. Znając intencje, odpowiada w sposób jasny i stanowczy. Jego odpowiedź wypływa z żywej wiary. Daje odpowiedź, która ukazuje postawę życia zgodną z wiarą. Nie usprawiedliwia zaistniałego porządku, zwłaszcza wówczas, kiedy narusza on sprawiedliwość, rodzi niegodziwość i zniewolenie. Ale nie jest fanatykiem, który nie patrzy na konsekwencje swoich wypowiedzi. 

1. Czy nie buduję w swoim sercu podwójnej moralności?

2. Czy moje serce, noszące imię Boże, oddaję Bogu?

sobota, 17 października 2020

Sobota XXVIII Tygodnia Zwykłego - wsp. Św. Ignacego Antiocheńskiego

     Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych (Łk 12, 8-9).

      Jezus daje się poznać uczniom jako obiecany Mesjasz - „Syn Człowieczy”. Chce umocnić ich zaufanie i zachęcić do wytrwania na drodze, na którą zostali zaproszeni. Ukazuje siebie jako Ten, który ma siłę i wsparcie Ojca. 

      Iść za Jezusem to żyć wiarą, wyznawać ją wobec ludzi, ufać sile Ducha Świętego, który nie pozostawi tych, którzy wierzą. Ta wiara ślepa, pokorna, całkowite oddanie, czyni z nas prawdziwych uczniów Jezusa. Nie jest jednak łatwo mieć taką wiarę.

    Apostołowie rozpierzchli się w momencie męki i śmierci Jezusa. To doświadczenie Zmartwychwstałego wydobyło z nich ponowny entuzjazm i podjęli drogę. 

    Jezus prosi także nas o zaufanie i wierność. Współczesny świat potrzebuje proroków ufności, głosicieli nadziei. Złych wieści dostarcza każdego dnia świat. 

1. Czy potrafię zachować wewnętrzny spokój i być wiernym?

piątek, 16 października 2020

Piątek XXVIII Tygodnia Zwykłego - wsp. Św. Jadwigi Śląskiej

      Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo macie się obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! (Łk 12, 4-5).

     Nie bójcie się! W tych dniach towarzyszy nam lęk, pojawiają się obawy. Dystans społeczny wywołuje brak zaufania. Powoli zwyczajne gesty stają się coraz bardziej problematyczne. Ograniczenia mogą powodować coraz większa izolację i zamieranie relacji. Doświadczamy tego, że społecznościowe portale nie potrafią zastąpić spotkania, dotyku, obecności obok drugiego człowieka. I w tym trudnym czasie słyszymy słowa: nie bójcie się!

      Bóg nie opuści. Zaufać Mu, oddać się w Jego ręce. To nie oznacza, ze droga życia stanie pozbawiona kolców i niebezpieczeństw, że każde nasze przedsięwzięcie znajdzie szczęśliwy finał. W naszym świecie Bóg nigdy nie odbierze nam naszej wolności i nie pozbawi jej także innych ludzi. Jezus obiecuje nam, że w każdym momencie naszego życia, kiedy wszystko układa się dobrze, ale i wówczas, gdy coś idzie źle, On jest z nami, zawsze nam towarzyszy.

      1. Czy potrafię dostrzec Bożą obecność i Mu zaufać?

czwartek, 15 października 2020

Czwartek XXVIII Tygodnia Zwykłego - wsp. Św. Teresy od Jezusa

    Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich pomordowali. Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli (Łk 11,47.52).

      Łatwiej czcić zmarłych, uznać ich dobry wpływ na nasze życie, aniżeli szanować głos żyjących. Proroków prześladowano, zabijano, bo mówili rzeczy niewygodne, mało popularne, sprzeczne z ludzkim egoizmem i szukaniem łatwego życia. Martwym można postawić grobowce i uznać ich za wielkich, próbując chociaż tak złagodzić wyrzuty sumienia i ukryć swój błąd. 

     Można stać na straży tradycji, zwyczajów, posługując się imieniem samego Boga i nawet nie zauważyć, że powoli zajmuje się miejsce należne Jemu, tworząc bożki prywatnego kultu. Powołując się na Boga, można skutecznie blokować, zniechęcać innych, odpychać od wiary. 

        Patronka dnia, św. Teresa Wielka, była prorokiem swoich czasów. Przy dużym oporze i wbrew przeciwnościom podjęła dzieło reformy Karmelu, zrywając z wieloma ludzkimi tradycjami, zwyczajami, które zagnieździły się w klasztornych murach. Miała siłę, by rozerwać skorupę ludzkich przyzwyczajeń i naleciałości, by uwolnić serca, obudzić w nich pierwotną miłość, która zdolna jest uwielbiać Boga. 

      Oby i dziś Kościołowi nie brakowało proroków, oby ich głos był wysłuchany, by Kościół mógł powrócić do pierwotnej miłości. Inaczej zamieni się w muzeum tradycji, może ciekawych, ale zupełnie zbędnych. Aby tak się stało, każdy z nas potrzebuje osobistego nawrócenia i obudzenia w sobie miłości.


1. Czy potrafię uwierzyć, że moje osobiste nawrócenie przemienia Kościół?

      

środa, 14 października 2020

Środa XVIII Tygodnia Zwykłego

     Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą. I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie (Łk 11,44.46).

      Biada! Trudne słowa. Rzucone prosto w twarz. To musiało zaboleć. I źle by było, gdyby dziś nie bolało. Jak bardzo często jesteśmy tylko chrześcijanami na pokaz. Lubimy „dobrze wypaść, pokazać się, zabłysnąć”. Ktoś inny powinien się nam pierwszy ukłonić, ktoś inny powinien pierwszy przeprosić, ktoś inny... 

     Te pierwsze miejsca, gdzie możemy być zauważeni, które podkreślają naszą wielkość, skupiają na nas uwagę. Szukamy uznania w ludzkich oczach. 

     Również wymagania wobec innych mamy znacznie większe niż wobec samych siebie. Oni powinni, dla siebie potrafimy znaleźć wytłumaczenie, jesteśmy wyrozumiali i pobłażliwi dla własnych uchybień i niedoskonałości. 

1. Czy staram się żyć w prawdzie.

      

wtorek, 13 października 2020

Wtorek XXVIII Tygodnia Zwykłego - wsp. Bł. Honorata Koźmińskiego

      Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość (Ga 5,6).

      Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem (Łk 11,38).

    Zewnętrzne znaki, które nam towarzyszą w życiu wiary, są ważne. Takim znakiem był znak obrzezania jako symbol zawartego przymierza, takim wyrazem szacunku była troska o rytualną czystość. 

    Problem zaczyna się wówczas, kiedy temu, co jest znakiem wskazującym na istotę wiary, nadaje się priorytet w życiu wiary. Ważne jest serce. 

    Faryzeusze byli ludźmi religijnymi, dbającymi o przestrzeganie Bożego Prawa, przestrzegającymi rytualnej czystości. Problem polegał na tym, „że tradycje ojców” przemienili w prawne normy, ważniejsze od Bożego Prawa. 

    Jezus ukazuje kolejny raz, że zewnętrzne znaki są jedynie, powinny być, wyrazem tego, co jest we wnętrzu człowieka, w jego sercu. 

     Kiedy mędrzec wskazuje palcem księżyc, głupiec patrzy na palec. Tak się dzieje wówczas, kiedy zwracamy uwagę na to, co zewnętrzne, zapominając o istocie. Znaki są ważne, ale są tylko znakami, które mają wskazywać. To co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Nie można koncentrować się na znaku.

1. Czy nie przykładam zbyt wielkiej wagi temu, co tylko zewnętrzne w pobożności, zapominając o przemianie serca?

poniedziałek, 12 października 2020

Poniedziałek XXVIII Tygodnia Zwykłego

      Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: „To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza (Łk 11,29).

      Znak Jonasza nie przemawia. Zmartwychwstanie dla wielu jest abstrakcją, bo przekracza granice ludzkiej wiedzy, poznania, doświadczenia. Poszukujemy innych znaków, wciąż nowych, jako potwierdzenia dla naszej wiary, oczekiwań i nadziei. 

        A jednocześnie zachowujemy się jak niewidomi i głusi. Nie widzimy i nie słyszymy Bożych znaków. Zagubieni w hałasie i poszukiwaniu „znaków” na naszą miarę, przechodzimy obok tych, dawanych przez Boga. 

      Bóg stawia na naszej drodze ludzi, którzy są znakami Jego obecności i działania. Dla Niniwy znakiem był Jonasz, dla królowej Saby - Salomon. Stali się znakami, które przemówiły. 

      Nie brakuje takich znaków i w naszym życiu, w naszych czasach. Zamiast szukać cudowności i nadzwyczajnych znaków, zobaczyć ludzi, którzy nas otaczają, kochają, czasem ostrzegają lub coś podpowiedzą, a zazwyczaj po prostu towarzyszą nam w drodze. Szczególnymi znakami naszych czasów są święci i błogosławieni. Jak chociażby bł. Carlo Acutis.   Zobaczyć w drugim człowieku znak od Boga. Szczególny list, jaki On kieruje do nas, byśmy go odczytali.

1. Czy nie oczekuję nadzwyczajnych znaków na drodze wiary?

niedziela, 11 października 2020

XXVIII Niedziela Zwykła

   Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” (Mt 22,11-12).


     Święty Jan napisał w swoim liście słowa: Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował. To pozwala mi zrozumieć problem z szata weselną, której zabrakło jednemu z uczestników weselnej uczty.

     Zaproszony bez szaty weselnej jest dla mnie reprezentantem tych wszystkich, którzy są konsumentami Królestwa, pragną korzystać z dobra Kościoła. Jako dobrzy konsumenci chcą jedynie korzystać z przywilejów i dóbr, ale nic z siebie nie dając. Radością jest dla nich fakt, że mogą Boga nazywać Ojcem - Ojcze nasz - i mieć Jezusa za brata czy nawet „kumpla”. Ale wypełnianie woli Bożej - bądź wola Twoja - to nie dla nich. Trudno im dzielić chleb z innymi, przebaczyć urazy czy podjąć walkę z pokusami. 

     Czasami sprowadza się ową weselną szatę do posiadania niezbędnych warunków, by uczestniczyć w Eucharystii. Ale wydaje się, ze jest konieczne to szersze spojrzenie: żyć tak, jak On żył. Przemieniać się w Chrystusa. 

1. Czy podejmuję codzienny wysiłek naśladowania Chrystusa?

piątek, 9 października 2020

Piątek XVII Tygodnia Zwykłego

       Bracia: Zrozumiejcie, że ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama (Ga 3,7).

     Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem (Łk 11,24).

    Święty Paweł, podobnie jak w innych listach, podkreśla wyraźnie prymat wiary. Później przychodzi działanie. 

     Wiemy dobrze, że w życiu chrześcijańskim konieczne jest łączenie wiary z praktyką życia, z działaniem. Ale wszystko zaczyna się od wiary, od przyjęcia Jezusa jako prawdziwego Boga i Człowieka, na którym chcemy oprzeć własne życie. 

    Droga naśladowania nie jest łatwa. Jezus wskazuje na zewnętrze zagrożenie, jakim jest dla człowieka wiary zły duch. Jego pragnieniem jest odciągnięcie nas od Jezusa. Jest nieustępliwy w swoim dążeniu, nigdy się nie męczy. I chociaż wyrzucamy go z serca, on pragnie wracać. Toczy się wojna o serce człowieka. I chociaż zły duch wie, że przegrał wojnę, wciąż pragnie człowieka pociągnąć za sobą - na zatracenie, bo nie akceptuje tego, że ktoś może być szczęśliwy.

1. Czy doświadczam duchowego zmagania?

czwartek, 8 października 2020

Czwartek XXVII Tygodnia Zwykłego

 Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje (Łk 11,8).


     Nie lubimy kiedy ktoś nam przeszkadza. A zdarza się, ze przeszkadza nam często. 

      Potrafimy wówczas rzucić coś na odczepnego.

      Jest takie powiedzenie: jeżeli coś robisz, rób to dobrze. Ewangelia zdaje się głosić inna zasadę: jeżeli nie potrafisz czynić dobra z powodu przyjaźni czy miłości, czyn je, by inni nie musieli cię niepokoić.  Lepiej byś dobro czynił z miłości, ale istotą jest owo dobro, udzielona pomoc.

     Warto pytać siebie o motywacje własnych działań, zaangażowania. Jeżeli ktoś żyje, przypominając robota, mimo wielkiego dobra, które czyni, nie przestaje być swoistym robotem - bez marzeń, wizji, planów, bez wizji celu, do którego zmierza. 

    Wykonywać swoje obowiązki, wydobywając z siebie to, co najlepsze. Widzieć cel.


1. Jaka jest prawdziwa motywacja czynionego przez nas dobra?


środa, 7 października 2020

Środa XXVII Tygodnia Zwykłego - wsp. NMP Różańcowej

      Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów (Łk 11,1).


      Relacja Jezusa z Ojcem musiała zachwycać. Odchodził na bok, szukając ciszy, aby się modlić. Nie udało się jednak uniknąć wzroku najbliższych. Oglądanie modlitwy rodziło pragnienie, by również się modlić.

       Jezus miał wzór modlitwy pełnej zasłuchania w Boże Słowo, modlitwy pełnej ufności i milczenia, kontemplacji tajemnic, które Bóg ujawniał powoli. Widzę małego Jezusa, jak przypatruje się Tej, którą dziś wspominamy. To ona uczyła Go owego poszukiwania ciszy, chwil sam na sam z Bogiem, modlitwy Słowem i poprzez Słowo. Pewnie obserwował św. Józefa, który ciszy oddawał Bogu to wszystko, co stało się Jego udziałem, nie zawsze rozumiejąc. 

     W tajemnicach różańca możemy medytować i kontemplować tajemnicę Jezusa, Maryi, Józefa i tylu ludzi, którzy obecni są w tych różańcowych epizodach. Przesuwając paciorki różańca możemy odnajdować siebie w tych tajemnicach radości, boleści, światła i chwały. 

     Możemy się uczyć modlitwy, prosząc Jezusa o dar modlitwy, prosząc Jego Matkę, by była dla nas nauczycielką ufnego zasłuchania w Słowo i otwierania na tajemnice, której Bóg pragnie dokonać w naszym i przez nasze życie. 


1. Czy nie sprowadzam modlitwy różańcowej do „odklepania”?

wtorek, 6 października 2020

Wtorek XXVII Tygodnia Zwykłego

    Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał swą łaską, aby objawić Syna swego we mnie... (Ga 1,15-16).

     Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa (Łk 10,39).


     Doświadczenie, które stało się udziałem Pawła pod Damaszkiem, całkowicie zmienia jego życie. Dopiero wtedy zrozumiał Prawo i Proroków, chociaż święte teksty znał od dziecka i wzrastał w kulturze zachowywania przepisów. 

     To doświadczenie Pawła można porównać z tym, czego doświadczyli uczniowie idący do Emaus. Znali osobiście Jezusa, Jego słowa i czyny, ale nie rozumieli. Bóg daje łaskę rozumienia, oświeca umysły i serca, by Jego słowo mówiło. Bez Bożego daru rozumienia Biblia może być piękną księgą kultury, ale nie Słowem żywym. 

      Święty Paweł zrozumiał, że Prawo i księgi proroków mogą być w pełni zrozumiałe dopiero w świetle Zmartwychwstałego. Tylko rozświetlone światłem tamtego poranka może stać się żywe i przemieniać życie. 

      Maria słucha słowa. Jest zasłuchana i potrafi usłyszeć. Swoją postawą ukazuje nam, że słuchanie jest fundamentalną postawą w budowaniu relacji z Bogiem i każdym człowiekiem. 

    Żyjemy w społeczeństwie spragnionym usłyszenia, społeczeństwie przepełnionym szumem i hałasem. Nie słuchamy się wzajemnie i dlatego coraz bardziej oddalamy się od siebie, stajemy się coraz bardziej anonimowi. 


1. Czy potrafię słuchać innych, czy jestem otwarty na Słowo i słowa?

      

      

niedziela, 4 października 2020

XXVII Niedziela Zwykła

      W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwa (Mt 21,37-38).


       Rolnicy zagubili własną tożsamość. Zapomnieli, że są jedynie dzierżawcami i sami ustanowili się właścicielami. 

      Papież Paweł VI mówił o tym procesie w słowach: religia Boga, który stał się Człowiekiem jest zastępowana religią człowieka, który staje się bogiem. To pokusa z Księgi Rodzaju: będziecie jak bogowie. 

     Postęp naukowo-techniczny rodzi złudzenie, że człowiek jest istotą samowystarczalną, nie potrzebuje Boga. A jednak człowiek uzurpujący sobie miejsce Stwórcy nie potrafi stawić czoła tak wielu problemom i egzystencjalnym pytaniom, co więcej, generuje wciąż nowe problemy. 

      Tak wiele darów otrzymaliśmy jako winnicę, o którą trzeba dbać. Dar życia, dar wiary, wiele talentów, umiejętności, ludzi, którzy każdego dnia pojawiają się na naszej drodze. Jesteśmy tylko dzierżawcami darów, które nie należą do nas na zawsze. 


1. Czy uznaję Boga za Pana mojego życia?

sobota, 3 października 2020

Sobota XXVI Tygodnia Zwykłego

      Wiem, że ty wszystko możesz; co zamyślasz, potrafisz uczynić. Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko... (Hi 42,2.5).

     W tej chwili rozradował się Jezus w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (ŁKS 10,21).


    Hiob doświadcza Boga, w którego wierzył i któremu ufał. Teraz już wie, że Bóg był obecny we wszystkich wydarzeniach jego życia - dobrych i złych. Nie rozumiał Bożej sprawiedliwości, nawet podważał Bożą obecność. Teraz wie, że się pomylił. Potrafi dostrzec, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, że także pośród trudnych doświadczeń i cierpienia jest obecny w życiu człowieka. I tą ufnością pragnie nas zarazić. 

     Każdego dnia wołamy Ojcze nasz... bądź wola Twoja... Te słowa mają sens, kiedy potrafimy Mu zaufać w każdym momencie swojego życia. 

      Kiedy uczniowie wracają z misji, mają doświadczenie mocy i skuteczności Bożego działania. Sam Jezus cieszy się ich radością, ale jednocześnie wskazuje im prawdziwy powód radości: zostali wybrani na świadków Słowa. Cieszy się, że tak wiele uszu, oczu i serc otwiera się na łaskę, przede wszystkim tych, którzy swoją ufność pokładają w Bogu, a nie w bogactwach czy ludzkiej mądrości. 

1. Gdzie pokładam swoją ufność w życiu?

piątek, 2 października 2020

Piątek XXVI Tygodnia Zwykłego - wsp. Świętych Aniołów Stróżów

    Tak mówi Pan: Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa (Wj 23,20-21a).

    

        Tradycja biblijna ukazuje niebiański dwór pełen aniołów, którzy otaczają Boga. Przypisuje im różne imiona w zależności od ich funkcji. Cherubini podtrzymują Boży tron, poruszają Jego majestatycznym rydwanem, strzegą świętej arki. Serafini są ognistymi śpiewakami, który wyśpiewują Bożą chwałę, ale także oczyszczają usta proroków. 

    Aniołowie czuwają także nad ludźmi. Bóg przychodzi z pomocą ludziom, podejmuje różne interwencje za ich pośrednictwem.  

Aniołowie:

* ogłaszają wieści od Boga: zwiastowanie w Nazarecie Maryi i Józefowi, ogłoszenie narodzin Jezusa pasterzom, ogłoszenie zmartwychwstania Jezusa niewiastom;

* usługują Jezusowi na pustyni;

* pocieszają Jezusa w Getsemani;

* uwalniają Piotra i Jana z więzienia;

    Wspomnienie Aniołów Stróżów mówi nam o pomocy, jakiej udziela nam Bóg. Aniołowie towarzyszą każdemu człowiekowi w jego podróży po tej ziemi, są opiekunami, gotowi pomagać w naszych potrzebach, a przede wszystkim zachęcają do podążania drogą Jezusa. 

    Katechizm Kościoła prawdę o Aniołach Stróżach wyraża słowami:  Życie ludzkie od dzieciństwa aż do zgonu jest otoczone opieką i wstawiennictwem aniołów. "Każdy wierny ma u swego boku anioła jako opiekuna i stróża, by prowadził go do życia" - jak mówi św. Bazyli Wielki. Już na ziemi życie chrześcijańskie uczestniczy - przez wiarę - w błogosławionej wspólnocie aniołów i ludzi, zjednoczonych w Bogu.

    Bóg pragnie szczęścia i zbawienia człowieka. Udziela pomocy. trzeba prosić o otwarte i skłonne do słuchania uszy, by słowa aniołów mogły docierać do ludzkiego serca. 

1. Czy modlę się o opiekę mojego Anioła?

    

czwartek, 1 października 2020

Czwartek XVI Tygodnia Zwykłego - wsp. św. Teresy od Dzieciątka Jezus


    Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty (Hi 19,25-27).

    Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was... (Łk 10,10).


    Wielka pewność Hioba, którą wyraża wobec swoich przyjaciół, którzy po ludzku próbują wyjaśnić powody cierpienia. Hiob przekracza granice ziemskiej rzeczywistości. Mimo cierpienia, a może pośród cierpienia, jego pewność jest niezachwiana. Wyraża wielką tęsknotę za Bogiem i pewność, że On nie zawiedzie. 

    Przeciwności na drodze wiary nie są rzeczywistością nadzwyczajną. Są czymś powszednim. Dotykają każdego wierzącego. Chrystus jest realistą - nie przyjmą was... 

    Odrzucenie jest wpisane w posłannictwo uczniów. Błędem jest postrzeganie życia w kategoriach sukcesu i efektywności. Jest w nie wpisane również niepowodzenie, mimo głoszenia pokoju i Bożej miłości. Trzeba prosić o zaufanie na wzór Hioba, by wytrwać na drodze i nie zrezygnować z ufności wobec Tego, do którego należy ostatnie słowo - wystąpi jako ostatni. 


1. Czy w niepowodzeniu potrafię trwać przy Bogu?